poniedziałek, 28 grudnia 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 35


Gdy opuścili kościół, lunął ulewny deszcz. Był tak intensywny, że w przeciągu pół godziny ulice spłynęły wartkimi strumieniami. Lena miała wrażenie, że cały świat łączy się w żałobie z Kubą i jego rodziną. Chłopak całą mszę nie wypuszczał jej ręki, jakby bał się, że zostanie sam. Była przy nim cały czas. Odkąd stanęła w drzwiach jego mieszkania nie rozstali się nawet na chwilę. Lena była z nim w domu pogrzebowym, w kwiaciarni, w kościele i na cmentarzu. Teraz szła u jego boku, towarzysząc mu w ostatnim pożegnaniu jego mamy.

wtorek, 22 grudnia 2015

"Kiedy na mnie patrzysz" Epilog czesc 2


Drogi były tak ośnieżone i oblodzone, że trasa do domu zajęła im prawie dwa razy więcej czasu, niż zwykle. Zaczynało zmierzchać, chociaż zegar wskazywał piętnastą czterdzieści. Karina oparta o boczną szybę, obserwowała monotonny krajobraz, gdzie na pierwszy plan wysuwały się pokryte cienką warstewką śniegu i zmarzliny opustoszałe pola. Z głośników leciała muzyka z odtwarzacza Kariny, do której Aleksander zaczynał się powoli przekonywać. W tej chwili leciała płyta grupy Mayday Parade. Wpadające w ucho kawałki przyjemnie rozpraszały senność i zmęczenie, w czasie trzygodzinnej podróży.

czwartek, 17 grudnia 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 34


Wróciła, wróciła, wróciła, w jego głowie była tylko ta jedna, jedyna myśl. Wróciła. Moja Lena. Była zdyszana, spocona. Jej włosy wysuwały się z luźnego koka i opadał pasmami na ramiona. Jej policzki były zaczerwienione od wiatru i chłodnego powietrza. Rozchyliła usta, wpatrując się w niego smutnymi oczami.
Jak w transie otworzył szerzej drzwi, zapraszając ją tym gestem do środka. Dziewczyna przekroczyła powoli próg jego mieszania, dzierżąc w rękach torbę podróżną. Chciał ją od niej przejąć, albo przynajmniej coś powiedzieć, ale nic nie przychodziło mu do głowy.

wtorek, 15 grudnia 2015

"Kiedy na mnie patrzysz.Epilog" czesc 1


Święta Bożego Narodzenia stanowiły jedyny w swoim rodzaju produkt marketingowy, nawet tu, gdzie ich tradycja sięgała głęboko do wartości rodzinnych i pierwotnej, religijnej symboliki. Niestety, owe wartości nie potrafiły się obronić przed zielono-czerwonym kiczem, wyglądającym z każdej przeszklonej witryny sklepowej i każdego bilbordu atakującego z wysokości.
Aleksander był nawet zadowolony z tego, że większość czasu spędzał w domu, dzięki czemu omija go ta powierzchowna, świąteczna przygoda, niemająca nic z magii świąt, które uwielbiał, jako dziecko, wyczekując pierwszej gwiazdki przed wigilią, kiedy to w domu dziadków zasiadali cała rodziną do kolacji.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 33


– Zjemy coś przed wyjściem? – zapytała Agnieszka, jedna z jej współlokatorek.
– Nie jestem głodna – odpowiedziała Lena, zaparzając zieloną herbatę.
Dziewczyna zmierzyła ją wzrokiem i pokręciła niezadowolona głową, aż jej ciemne włosy związane w koński ogon zatańczyły wokół twarzy.
– Lena, w ogóle nie jesz. Martwię się o ciebie. Źle się czujesz? – zapytała z troską i podsunęła jej pod nos talerz z dwoma kanapkami.

czwartek, 10 grudnia 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 32


Obudził go odgłos szumiącej wody, dochodzący gdzieś z daleka. Przetarł oczy i przewrócił się na bok. Od razu zauważył, że łóżko obok jest puste, ale wciąż ciepłe. Zapach kawy przyspieszył proces jego pobudki. Podniósł się z łóżka, przyzwyczajając oczy do mocnego światła, sączącego się z odsłoniętego okna. Wstał i oporządził łóżko. Przez chwilę zastanawiał się nad kolejnym ruchem, ale trwało to tylko kilka sekund, następnie ruszył w stronę łazienki. Niezaryglowane drzwi tylko utwierdziły go w jego zamiarach.
Wszedł do środka, tonąc w parze i wilgoci. Zrzucił z siebie bokserki i odchylił zasłonę prysznicową. Lena odwróciła się przestraszona, ale gdy napotkała jego wzrok, wyraźnie się rozluźniła.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 31


Wybiła czwarta nad ranem i ostatni goście, w tym Kuba i jego towarzyszka, zbierali się waśnie do domu. Chłopak był bardzo zmęczony, ledwie stał na nogach. Arletta wprost przeciwnie – tryskała dziwną, nienaturalną o tej porze energią.
Zamówili taksówkę, pożegnali się z Łukaszem i Magdą, a następnie wyszli na zewnątrz. Kuba udał, że czegoś zapomniał i poprosił dziewczynę, żeby na niego zaczekała. Wśród garstki weselnych niedobitków wypatrzył zieloną sukienkę i jej piękną właścicielkę. Spotkali się z Leną spojrzeniami i wymienili niewerbalne sygnały, które wyćwiczyli do perfekcji podczas tego wesela. Kuba podniósł do góry telefon i szybko wystukał:
Odwiozę ją do domu i przyjadę po Ciebie. Pozbądź się tej kuli u nogi.

piątek, 4 grudnia 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 30

                                                             +18                                                             
Następne kilka godzin Lena spędziła gawędząc ze znajomymi i rodziną. Wspominała z ciocią Elą ostatnie wakacje nad morzem, a z kuzynką Kasią nadrabiały czas opowieściami ze swojego życia, ponieważ nie widziały się prawie rok. Pożartowała z dziewczynami, które poznała na wieczorze panieńskim i zapoznała kilka nowych osób. Wszyscy wiedzieli, że wesela to jeden wielki wieczorek zapoznawczy.

środa, 2 grudnia 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 29


Kościół, tłum, ceremonia, jej zielona sukienka. Młodzi, życzenia, rosół, jej zielona sukienka. Pierwszy toast, głośny śmiech, jej zielona sukienka. Kuba nie potrafił skupić na niczym uwagi. Nieważne, co robił i co się działo dookoła, kątem oka zawsze szukał pięknej zielonej sukienki.
Kiedy zobaczył Lenę, serce omal nie wyskoczyło mu z piersi. Piękna długa suknia opinała jej piersi i talię, a potem opadała w dół zwiewnymi kaskadami. Nie zakrywała tych gładkich smukłych ramion, które są takie miękkie w dotyku. Odkrywała wystające kości obojczyka, po których Kuba uwielbiał wodzić ustami.
Jej piękne długie włosy splecione zostały w misterny warkocz, który biegł wokół głowy. Zapach tych włosów Kuba mógłby rozpoznać wśród miliona innych zapachów. Tak bardzo wgryzła mu się w serce, że nie widział i nie słyszał innych kobiet. Mógłby znaleźć się na bezludnej wyspie z tysiącem pięknych dziewczyn, a i tak tęskniłby tylko za nią.
Tak bardzo był nią omotany.

niedziela, 29 listopada 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 28



Lena kończyła właśnie makijaż. Była prawie gotowa na ten wyjątkowy dzień. Łukasz zapewne też skończył się już szykować i Lena postanowiła raz jeszcze życzyć mu powodzenia.
Zapukała do drzwi jego pokoju i kiedy usłyszała ciche „proszę” zajrzała do środka. Zastała go siedzącego na łóżku, z rękoma ułożonymi na kolanach. Dziewczyna zmarszczyła brwi na ten widok.
– Co się dzieje? Jakieś wątpliwości? Atak paniki? – podsunęła żartobliwie. – Wiesz, że to ostatnia szansa na zmianę decyzji – puściła do niego oko.
Łukasz uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową. Wstał z łóżka i zaczął się niespokojnie przechadzać po pokoju.

czwartek, 26 listopada 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 27


Kuba siedział przy stole i obracał w dłoniach niewielki kartonik. Otwierał go i zamykał. Treść znał już na pamięć. Miłosne wyznanie, wygrawerowane złotymi literami mógłby wyrecytować bez zająknięcia.
Zaproszenie otrzymał jeszcze przed wypadkiem. Szczerze mówiąc bardzo chciałby uniknąć tego wesela, bo wprost nienawidził takich imprez. Wiedział jednak, że będzie musiał się tam zjawić, choćby na chwilę. Łukasz przez wiele lat był jego najlepszym przyjacielem. Nawet, jeśli to nie było już aktualne, tamten czas Kuba bardzo dobrze pamiętał i równie dobrze go wspominał.

sobota, 21 listopada 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 26



Spokojny oddech Kuby był dla niej niczym kołysanka. Leżała z głową opartą na jego piersi i wsłuchiwała się w spokojne oddechy i równomierne bicie serca. Było jej dobrze, ciepło i przytulnie. Przed Kubą nigdy nie zdarzyło jej się spędzić nocy w jednym łóżku z mężczyzną. Często o tym myślała, a nawet skrycie o tym marzyła, ale nigdy, nawet w najdzikszych fantazjach nie sądziła, że to będzie takie przyjemne.
Kuba obejmował ją ramieniem i nawet jeśli było jej trochę za gorąco, to i tak nie zmieniłaby tej pozycji. To, co przeżywała z nim za każdym razem, nie dało się opisać słowami. Czuła się jak Alicja w krainie czarów, która nie wie, co ją spotka za najbliższym zakrętem. Czy za każdym razem seks smakuje tak samo? Czy z każdym innym mężczyzną będzie tak samo?

wtorek, 17 listopada 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 25

+18

Długo trzymał ją w ramionach, nim w takiej samej pozycji położyli się razem na kanapie. Lena wciąż ciasno w niego wtulona uspokoiła się i przestała szlochać. Milczała jednak uparcie i nie potrafiła się przemóc, żeby z nim porozmawiać. Kuba ponownie znalazł się w sytuacji, w której nie mógł jej pomóc, bo nie wiedział, co ją dręczy. Miał wrażenie, że patrzy na nią przez szybę. Widzi ją, ale nie może jej dotknąć.
Nie mógł przejść obojętnie obok jej cierpienia i łez, dlatego chciał dla niej zrobić przynajmniej tyle. Chciał po prostu przy niej być.

piątek, 13 listopada 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 24


Droga do domu trwała dla niej zbyt krótko. Mogłaby tak spacerować cały dzień, nawet w takim stroju i z takimi rozwalonymi włosami, oby tylko mogła to robić z Kubą. W chwilach ciszy uśmiechała się do siebie na wspomnienie ich nocy. Tego, co przeżyła nie potrafiła wyrazić słowami. Nieważne, co wydarzy się dalej, Lena nigdy nie zapomni tego, co ofiarował jej Kuba. Dał jej najlepsze wspomnienia, jakie może sobie wymarzyć dziewczyna.
– Dlaczego się uśmiechasz? – zapytał Kuba, kiedy na chwile się zapomniała i nie ukryła na czas uśmiechu.
– A nie mogę? – zapytała przekornie.
– Oczywiście, że możesz. Śmiej się ile wlezie – trącił ją ramieniem.
– Dzięki za pozwolenie – odpowiedziała, przygryzając przy tym dolną wargę.

wtorek, 10 listopada 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 23


Szum wody, dobiegający z łazienki był dla niego ukojeniem, a zarazem źródłem nerwów. Kuba siedział na łóżku, opierając się łokciami o kolana. Czuł jak opanowuje go zmęczenie. Potarł dłońmi twarz, żeby się otrzeźwić. Wstał z łóżka i zaczął się przechadzać po niewielkim mieszkaniu – to w jedną, to w druga stronę.
Czekał. Woda lała się nieprzerwanie, a on czekał.
Nagle w łazience nastała cisza, którą po kilku sekundach przerwały ciche i mokre kroki. Kuba zatrzymał się w miejscu wciąż nasłuchując. Po nieznośnie długiej chwili drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. Ten dźwięk przeszedł w ledwie słyszalny odgłos bosych stóp. Kuba zwrócił się w tamtą stronę i stanął jak wryty. Nie mógł oderwać oczu od widoku, jaki miał przed sobą. Lena owinięta dużym kąpielowym ręcznikiem, przystanęła na środku pokoju i patrzyła na niego jednocześnie niewinnie i z przekorą. Jej włosy – teraz w kolorze jasnego brązu – ociekały wodą. Krople spływały po jej czole, czyi i ramionach. To był widok, który Kuba mógłby oglądać każdego dnia, do końca swoich dni.

wtorek, 3 listopada 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 22

+18 

   W taksówce siedzieli od siebie tak daleko na ile pozwalało tylne siedzenie. Taksówkarz coś tam do nich zagadywał, ale Kuba był jak w transie i kompletnie nie zwracał na niego uwagi. Patrzył na Lenę i nie mógł się nadziwić, jak taka dziewczyna mogła być wciąż dziewicą. Jezu, to było niesamowite. Buzowało w nim tysiące uczuć, od pożądania po dumę, że wybrała właśnie jego. Pohukiwała w nim także nieokrzesana męska arogancja. Wiedział, że cokolwiek wydarzy się później, Lena już na zawsze będzie jego. Nawet, jeśli im nie wyjdzie, nawet jeśli ziszczą się najczarniejsze scenariusze, cząstka niej już zawsze będzie należeć tylko do niego, a w jej wspomnieniach on już na zawsze będzie tym pierwszym. Nikt mu tego nie odbierze.

niedziela, 1 listopada 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 21

  

  
Wybiła północ, za oknem rozpędzony porywistym wiatrem deszcz uderzał głośno o szyby. Grzmoty i przecinające niebo błyskawice były odzwierciedleniem tego, co działo się w głowie i sercu Leny.
Dziewczyna nie mogła zmrużyć oka po tym, co wydarzyło się po południu. Kto przy zdrowych zmysłach mógłby zasnąć? Nie było takiego środka nasennego, który mógłby przyćmić jej rozbudzone zmysły. Jej serce wybijało tylko jeden rytm: Kuba, Kuba, Kuba…
Odrzuciła przykrycie, pod którym nagle zrobiło jej się zbyt gorąco. Wstała z łóżka i wyszukała w przyborniku gumkę, żeby związać włosy, bo cała lepiła się od potu. Na powrót usiadła na łóżku i nieśmiało zaczęła przesuwać palcami po twarzy, szyi i ramionach, próbując odtworzyć ten stan, w którym się dziś niemal utopiła. To było jednak niemożliwe. Tylko jego dłonie mogły jej dotykać w taki sposób.

czwartek, 29 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 20



– Niech pan się nie rusza – usłyszał spokojny, ale zdecydowany głos mężczyzny, który zawisł nad nim z piłą z niewielkim okrągłym ostrzem.
Łatwo mówić, pomyślał, ale posłuchał polecenia, bo nie chciał przy procesie usuwania gipsu stracić także jaj. Lekarz rozpoczął nacinanie gipsu tuż pod pachwiną, i na chwilę Jakub zastygł w miejscu, nie próbując nawet oddychać. Kiedy wiertło zeszło niżej, wypuścił głośno powietrze.
Dwadzieścia minut później był już wolny. Wolny, jak ptak i górska kozica. Noga wciąż go bolała i zgodnie z ostrzeżeniami lekarza miało tak pozostać przez kilka następnych tygodni, dlatego będzie potrzebował ćwiczeń i rehabilitacji, ale nic to jednak nie znaczyło w obliczu tej nieposkromionej wolności, którą właśnie odzyskał.

poniedziałek, 26 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 19


   Jego słowa odbiły się od jej głowy i uleciały w powietrze. Tak jak działo się to za każdym razem, gdy jej dotykał, opuściły ją wszelkie przemyślenia i wątpliwości. Jedyne, co ją w tej chwili interesowało to jego usta i język, którymi wprowadzał ją w stan nieważkości. Była wtedy gotowa zrobić wszystko, o co by ją tylko poprosił.
Kuba obejmując ją ciasno w pasie wsunął dłonie pod jej bluzkę. Sunął nimi w górę, po jej plecach, a ona dopiero po chwili usłyszała swój własny jęk. Powinna była się zawstydzić. Powinna była odsunąć się spłoszona. Powinna…tyle rzeczy powinna była wtedy zrobić, w zamian za to zrobiła jedyną rzecz, którą naprawdę chciała zrobić.

środa, 21 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 18


  Kuba nigdy nie miał duszy hazardzisty i nie lubił niepotrzebnie ryzykować. Wiązało się to z tym, że od najmłodszych lat miał niewiele. Stary rower, odkupiony od kumpla w podstawówce, o który dbał jak o największy skarb i który posłużył mu przez kilka dobrych lat. Pierwszy samochód, na który zapracował, tyrając jak wół na budowie u znajomego matki. Studia w Krakowie, na które musiał sam zarobić, zmywając gary w jakieś spelunie.
Nie. Kuba niczego nie dostawał za darmo albo w spadku. Wszystko co posiadał, zroszone było jego potem. Czy było mu z tym źle? Bynajmniej.

poniedziałek, 19 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 17


 Lena nie była pewna, czy dobrze go usłyszała, dlatego zmarszczyła czoło, chcąc go tym zachęcić do kontynuowania. Było jej tak dobrze w jego ramionach, że nie chciała się z nich wyswobadzać, ale musiała się dowiedzieć, o co mu chodziło. Odsunęła się od Kuby na długość ramienia i założyła ręce na piersi.
– W jaki sposób? – zapytała podejrzliwie.
Kuba przestał się wreszcie uśmiechać i przyjął nonszalancką pozę, wkładając ręce do tylnych kieszeni spodni. Przez chwilę Lena obawiała się, że zamierza wykorzystać przeciwko niej to, z czego mu się zwierzyła, ale szybko odrzuciła ten pomysł. Kuba nie był taki.

sobota, 17 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 16

      

    Lena dotarła do swojego pokoju i zatrzasnęła za sobą drzwi z głośnym łoskotem. Usiadła na łóżku i zakryła dłońmi twarz. Jeszcze nigdy w życiu nie skompromitowała się tak bardzo, jak dziś w obecności Kuby.
Jak mogła powiedzieć te wszystkie rzeczy? Czy już kompletnie straciła rozum? Nie potrafiła oderwać rąk od twarzy, bojąc się tego, że jak otworzy oczy, to zobaczy jego zszokowany wyraz twarzy.
Było z nią coraz gorzej. Gdy go zobaczyła w mieszkaniu z nerwów zadrżały jej ręce i nogi. Na twarzy poczuła gorąco, a serce omal nie wyskoczyło z piersi. Lena nie miała pojęcia, co się z nią działo, kiedy znajdowała się tak blisko niego. Traciła rozum, a język zaczynał żyć własnym życiem. Gdyby tylko w porę ugryzła się w niego, mogłaby wyjść z tego z twarzą. Ale nie, musiała wygadać, że spotkała się z Pawłem. Zobaczyła wtedy, jak w oczach Kuby znikają iskierki, a twarz traci wyraz. Zrobiło jej się niedobrze, bo zrozumiała, że kolejny raz go zraniła, a to była ostatnia rzecz jakiej pragnęła.

czwartek, 15 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 15



Całą drogę rozmawiali tak naprawdę o niczym. Bardzo zgrabnie omijali wieczór, gdy doszło do bójki z Kubą. Lena próbowała całą swoja uwagę skupić na uwiedzeniu Pawła. Miała jedynie nadzieję, że nie skompromituje się całkowicie, ponieważ nie wiedziała, jak się do tego profesjonalnie zabrać.
Usiedli przy stoliku w pizzerii stylizowanej na dziki zachód…Tak, tradycja przede wszystkim. Lena czekała, aż nawiedzi ją znajome mrowienie w całym ciele, które zwiastowało niemożliwe do opanowania pożądanie. Czekała, gdy złożyli zamówienie. Czekała, gdy ładna kelnerka postawiła przed nimi drewniana tacę z plackiem.
Zjedli całą pizzę, wypili po butelce piwa, a ona wciąż czekała.

wtorek, 13 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 14


      Noc nie mogła trwać dłużej, a słońce chyba jeszcze nigdy nie wstawało tak powoli. Kuba nie potrafił się skupić na niczym, a Bóg jeden wiedział, jak mało rzeczy walczyło w tym miejscu o jego uwagę. Jego przykuta do wyciągu noga ciążyła mu dziś dziesięciokrotnie. Próbował powściągać tę swoją niecierpliwość i ekscytację, ale na nic to się zdało. Jak miał poskromić swoje serce, które było tak bezwolne, jak łopocąca flaga na wietrze?
Czuł pod skórą, że znowu się sparzy i tym razem do kości, ale nawet ta świadomość w niczym nie pomagała. Tęsknił za nią. Jak miał z tym walczyć?
Po śniadaniu, które ledwie w siebie wcisnął, odwrócił się (na tyle na ile pozwolił mu wyciąg) w stronę drzwi i nie odrywał od nich oczu. Po godzinie poczuł skurcz w szyi. Pokręcił nią kilka razy, żeby odgonić sztywność i ponownie wlepił oczy w to samo miejsce, tak jakby mógł przegapić jej przyjście.
Zamknął na chwilę oczy, żeby odpocząć i kiedy je otworzył w drzwiach stała Gosia Uśmiechnęła się nieśmiało, czekając na jego reakcję. Kuba rozdziawił ze zdziwienia usta, ale szybko się opanował, żeby nie dać po sobie poznać, jak bardzo jej wizyta go zaskoczyła. Nie widział i nie słyszał od niej od tego strasznego wieczora, kiedy narobił tego bałaganu. Po tym jak się zachował, nie powinien być zdziwiony, gdyby już nigdy więcej się do niego nie odezwała.
– Mogę? – zapytała niepewnie, wciąż stojąc w przejściu.
– Jasne – uśmiechnął się do niej raźnie.
Gosia podeszła bliżej i niepewnie przysiadła na krześle, stojącym przy łóżku. Rękoma przytrzymała swoją krótką, niebieską sukienkę. Mimo upału, miała rozpuszczone włosy, które co chwile odrzucała na ramiona. Gosia była ładna, miła i dobra. Była wszystkim, czego mógł pragnąć facet. Dlaczego on nie mógł pragnąć właśnie jej, tak jak pragnął dziewczyny, która go nie chciała? Dlaczego życie musiało być tak posrane i niesprawiedliwe?
– Jak się czujesz Kuba? – zapytała, przechylając głowę na bok.
Zawsze tak robiła, gdy była niepewna i zdenerwowana. Kuba nie chciał, żeby była przy nim zakłopotana. Byli przecież przyjaciółmi i to od dawna.
– Dobrze Gosia – wypowiedział jej imię, żeby nie czuła się przy nim tak nieswojo. – Najgorsze mam chyba za sobą – dodał.
– To dobrze – wypuściła powoli powietrze, które najwyraźniej długo wstrzymywała. – Martwiłam się o ciebie – powiedziała z delikatnym uśmiechem, a w jej ciemnych oczach zobaczył szczerą troskę.
– Dzięki – spuścił wzrok. – Przepraszam – powiedział pospiesznie. – Za tamto i … za wszystko – tym razem to on wypuścił powietrze z płuc i przetarł dłonią twarz.
– Przestań Kuba – powiedziała stanowczo. – Nie przyszłam tu po przeprosiny czy twoją skruchę – odrzuciła włosy stanowczym i energicznym ruchem ręki. – Mogłeś umrzeć. Jakie to wszystko ma znaczenie – pociągnęła nosem, a w jej oczach pojawiły się łzy. – To była też moja wina. Wiedziałam, że nie chciałeś niczego więcej, ale sądziłam, że jeśli dam ci czas to…to może… – zaśmiała się smuto. – Ale to tak nie działa i nie mam do ciebie o to pretensji. Chcę żebyśmy nadal byli przyjaciółmi.
– Ja też – odpowiedział, dotykając jej dłoni, którą trzymała na kolanie.
W tym samym momencie przy drzwiach zrobił się ruch i Kuba odwrócił w tamtą stronę głowę, napotykając zielone spłoszone oczy. Lena obrzuciła ich szybkim spojrzeniem, zatrzymując je dłużej na ich złączonych dłoniach i otworzyła delikatnie usta.
– Przepraszam. Przyjdę później – powiedział, odwracając się już do wyjścia.
– Zaczekaj! – nie zamierzał tego, ale jego głos przeszedł w krzyk, co zbudziło nawet śpiącego twardo staruszka, z którym dzielił salę.
Lena zatrzymała się w miejscu i odwróciła na pięcie. Kuba wypuścił delikatnie rękę Gosi, której nie chciał za nić świecie urazić, ani znowu ranić, ale nie mógł postąpić inaczej. Nie chciał, żeby Lena odebrała ich zażyłość w niewłaściwy sposób. Znowu.
– Gosiu – zwrócił się do niej. – To Lena. Lena, to Gosia – zrobił to samo, zwracając się do Leny.
Obie dziewczyny uśmiechnęły się do siebie, wymieniając „cześć”.
– Jesteś siostrą Łukasza? – zapytała Gosia, po czym dodała: – Chodziliśmy razem do jednej klasy. Słyszałam, że się żeni.
Kuba ze zdenerwowaniem obserwował interakcję między dziewczynami. W przeciwieństwie do ich ostatniego spotkania, Gosia nie wyglądała na zazdrosną, czy zranioną. Może na trochę smutną, chociaż próbowała to zatuszować beztroskim tonem głosu.
– Tak. Pod koniec lata. Wieść się szybko roznosi – Lena uśmiechnęła się, pogłębiając dołki w policzkach.
Gosia wzruszyła ramionami.
– Uroki małego miasta, no i szok spowodowany tym, że taki playboy chce się wreszcie ustatkować – mrugnęła do niej.
– No, to chyba przede wszystkim – Lena zaśmiała się, podchodząc bliżej do jego łóżka i siadając na nim, jakby robiła to milion razy wcześniej. – Aż tak bardzo się puszczał? – zapytała konspiracyjnie ściszając głos i patrząc na zmianę to na Gosię to na niego.
Widząc ten do końca świadomy, ale swobodny gest, kiedy przysiadła na jego łóżku, Kuba poczuł jak jego serce niebezpiecznie przyspiesza. 
Gosia przyglądała się im uważnie. Czuł jej wzrok na sobie, nawet jeśli na nią nie patrzył. Wiedział, co zobaczyła. Nawet nie próbował ukrywać tego, co czuł i jak wiele znaczyła dla niego obecność tej dziewczyny.
– Strasznie – Gosia mrugnęła żartobliwie do Leny. – A tak na serio, to nie słuchaj wszystkiego, co opowiadają ludzie. To przede wszystkim zazdrość – powiedziała, uśmiechając się do Leny, po czym podniosła się szybko z krzesła – Słuchajcie, pójdę już.
Lena wstała nagle, jakby zdała sobie sprawę, że zrobiła coś nie tak. Zaczerwieniła się i zaczęła nerwowo skubać swój warkocz.
– To ja przyszłam nie w porę. Zostań. Przyjdę potem – powiedziała ostatnie zdanie, zwracając się do niego i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
Nie odchodź, pomyślał, nie chcąc wypowiadać tego na głos. Cieszył się z obecności Gośki, ale to nie jej potrzebował i nie za nią tęsknił.
– Nie – zaprzeczyła szybko Gosia. – I tak muszę już iść. Chciałam tylko sprawdzić jak się czujesz – ostatnie zdanie skierowała w jego stronę. – Cieszę się, że…żyjesz Kuba i że dochodzisz do siebie – uśmiechnęła się i nachyliła się nad nim, żeby cmoknąć go w policzek.
Kuba cały zesztywniał na myśl o tym, że Lena to widzi, nawet jeśli to był całkiem niewinny i platoniczny buziak. Zerknął szybko w jej stronę, a ona dyskretnie odwróciła się do nich plecami i zaczęła gmerać w telefonie.
– Cześć, miło było cię poznać – Gosia zwróciła się do Leny, lekko dotykając jej ramienia.
Raz jeszcze uśmiechnęła się do niego i wyszła z sali, zostawiając ich samych.
– Kuba, naprawdę nie chciałam wam przeszkodzić – odezwała się natychmiast, znowu przysiadając na jego łóżku.
Swoje pakunki położyła na krześle obok i patrzyła na niego przepraszającym wzrokiem.
– Ale w niczym nam nie przeszkodziłaś – zapewnił ją od razu. – Gosia chciała po prostu sprawdzić jak się miewam – zamilkł, rozważając czy powinien być z nią do końca szczery, a że niedomówienia i półprawdy były główną przyczyną ich nieporozumienia, zdecydował się powiedzieć prawdę. – Nie widziałem jej od tamtego dnia, kiedy ty i ja…kiedy się pokłóciliśmy.
Lena milczała przez chwilę, wciąż bawiąc się swoim warkoczem, który ciężko leżał na jej ramieniu.
– Nie musisz się przede mną tłumaczyć. Przecież to wasza sprawa – powiedziała cicho, spoglądając mu w oczy.
– Nie tłumaczę się. Po prostu mówię prawdę, bo nie chcę, żeby znowu doszło do jakichkolwiek nieporozumień, bo ktoś coś sobie sam dopowiedział – odpowiedział stanowczo. – Byliśmy i jesteśmy z Gosią tylko przyjaciółmi i chociaż…– wziął głęboki wdech. – I chociaż pozwoliliśmy, żeby niektóre sprawy zaszły za daleko, nie byliśmy nikim więcej – potarł zdrową ręką po karku. – W każdym razie nic nas już prócz przyjaźni nie łączy – po chwili dodał: – Przyjaźni bez dodatkowych…bonusów.
Lenna uśmiechnęła się pod nosem jednym kącikiem ust.
– Co się cieszysz? – zapytał, też się uśmiechając.
– Nic – wstała nagle z jego łóżka, na co poczuł rozczarowanie. – Przyniosłam ci trochę książek i odtwarzacz mp3 – zaczęła wypakowywać wspomniane rzeczy w bawełnianej torby na zakupy. – Chciałam ci też przynieść coś do jedzenia, ale nie wiem czy nie jesteś na jakiejś diecie, czy coś – wzruszyła ramionami.
Kuba przyglądał się jej chwilę, czując jak coś ściska go za serce. Była dla niego taka dobra, chociaż on potraktował ją okropnie. Troszczyła się o niego bardziej, niż jego rodzona matka.
Chwycił ją za rękę i tak jak zrobił to wczoraj, splótł ich palce razem, ciesząc się tą namiastką bliskości. Lena nie odsunęła się i nie próbowała wyrwać swojej dłoni, i chociaż Kuba próbował z całych sił nie dawać się tej zwodniczej nadziei, która nie robiła nic, tylko dawała mu po łbie, nie mógł jej powstrzymać.
– Dziękuję. Nie musisz tego wszystkiego robić – powiedział łagodnie. – Nie miej wyrzutów sumienia – pogłaskał swoim kciukiem jej kciuk. – To, co się między nami wydarzyło, to była przede wszystkim moja wina, ale jeśli mamy być przyjaciółmi, to powinniśmy po prostu zacząć od początku, bez żalu i pretensji – uśmiechnął się do niej.
– A więc chcesz spróbować? – zapytała, chcąc się upewnić.
– Tak, chcę – powiedział zdecydowanie. – Poza tym byliśmy nimi kiedyś, więc powinno nam się to znowu udać. Myślę, że już zaczęliśmy nimi być.
Jej twarz rozpromienił ciepły uśmiech. Wysunęła dłoń z jego uścisku, żeby ułożyć przyniesione książki i odtwarzacz na jego stoliku.
– Wiesz, zawsze myślałam, że tolerujesz mnie tylko przez wzgląd na Łukasza – uśmiechnęła się. – Zawsze traktowaliście mnie z góry, tak jak przystało na starszego brata i jego kumpla – dodała, uśmiechając się szerzej.
Kuba też się uśmiechnął, ale nie skomentował tego. Nie bardzo wiedział, jak miałby na to odpowiedzieć. Przecież wyznał jej, że był w niej zakochany odkąd tylko ją zobaczył, czym jednocześnie wyjaśnił swoje zachowanie, kiedy byli jeszcze dzieciakami.
Lena zauważywszy, że nie zamierzał pociągnąć tematu okrążyła łóżko i usiadła na krześle, które kilka chwil wcześniej zajmowała Gosia. Kuba nie mógł powstrzymać w myślach porównania obu dziewczyn. Obie równie atrakcyjne, chociaż zupełnie różne. Kuba zawsze wybierał na swoje dziewczyny i jednorazowe podboje ciemnowłose i ciemnookie kobiety. Te wybory były wynikiem jego podświadomych pragnień, których na początku nie rozumiał, a których sens dotarł do niego po czasie. Zrozumiał wówczas, że unikanie kobiet, które chociaż trochę przypominają Lenę jest sposobem na zapomnienie. Nie chciał żadnego substytutu, żadnej podróbki, ani zastępstwa, ponieważ nikt nie mógł zastąpić oryginału.
Lena milczała przez chwilę razem z nim, kiedy odpłynął myślami, przyglądając się jej drobnej sylwetce.
– Mogę cię o coś zapytać? – zapytała nagle, wyrywając go z zamyślenia.
– Jasne – odpowiedział bez wahania.
– Pamiętasz coś z wypadku? – zapytała niepewnie. – Jak to się w ogóle stało?
Kuba pokręcił przecząco głową. Niczego nie pamiętał. Ostatnia rzecz, jaka świta mu w głowie z tamtego feralnego dnia, to ranek, gdy zbiera się do pracy, a potem już tylko kompletna czarna dziura. Tego dnia miał spotkanie z potencjalnym klientem w sąsiednim mieście. Z opowieści świadków i raportu policyjnego wiedział, że do wypadku doszło, ponieważ kierowca TIR-a nie wyrobił się przy wyprzedzaniu i jadąc na czoło nadjeżdżającego samochodu zjechał na pobocze, strącając go z drogi. Kuba miał ponoć dużo szczęścia, bo jego samochód przeleciał pomiędzy dwoma drzewami i zatrzymał się na dachu tuż przy skraju lasu. Szczęście to według Kuby nie najlepsze określenie położenia, w jakim się aktualnie znajdował, ale rzeczywiście, mogło się to dla niego skończyć o wiele gorzej.
– Pamiętam jedno – dodał niepewnie, zastanawiając się czy robi dobrze, ale postanowił niczego przed nią nie ukrywać. – Pamiętam ciebie – spojrzał w jej oczy, które zwężała teraz w zastanowieniu.
– Jak to? – zapytała po chwili.
– Kiedy przywieźli mnie do szpitala na chwilę odzyskałem przytomność – powiedział i na to wspomnienie zadrżał. – Otworzyłem oczy i zobaczyłem…ciebie – uśmiechnął się.
Widział tę scenę raz po raz. Kiedy się ocknął był na noszach i nie mógł się poruszyć. Bolało go wszystko, nie mógł mówić, bo na twarzy miał założona maskę tlenową. Nie wiedział, co się dzieje, był przerażony, a wtedy otworzył oczy i zobaczył ją. W jednej chwili poczuł spokój i ciszę, która go otoczyła. Lena uśmiechnęła się do niego, dotknęła jego ręki i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Próbował ją zawołać, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu, i po kilku sekundach stracił ponownie przytomność.
– Mnie? – zapytała tym samym, niedowierzającym głosem.
Kuba opowiedział jej, co wydarzyło się w szpitalu zaraz po przybyciu na oddział ratunkowy i zaciekawiony obserwował jej reakcję. Lena oblała się rumieńcem i przygryzła dolną wargę, wpatrując się w swoje dłonie.
– Przepraszam, jeśli to, co powiedziałem wprawiło cię w zakłopotanie – dodał szybko, przeczesując swoje już zbyt długie włosy. – Nie o to mi chodziło – dodał już ciszej, niepewny jej reakcji.
W tym samym momencie Lena uśmiechnęła się i wciąż lekko niepewna wzięła jedną z książek w rękę i zaczęła się nią bawić.
– To wyjaśnia pewną sprawę – powiedziała tajemniczo.
– Jaką sprawę? – zapytał od razu.
– Kiedy rozmawiałam z Kamilem na izbie przyjęć, zaraz po tym jak cię przywieźli, zapytał mnie, czy jesteśmy razem – przełknęła głośno ślinę. – Pomyślał tak, bo wołałeś mnie, kiedy się ocknąłeś – wzruszyła ramionami, wpatrując się w swoje dłonie, którymi wertowała teraz książkę.
Kuba milczał przez chwilę, przypatrując się fruwającym szybko kartkom. Przetrawiał właśnie informację o obecności Leny w szpitalu w dniu wypadku. Naprawdę tam była. Jak się dowiedziała? Przyszła tam z własnej woli, czy była tam przez przypadek na przykład z Łukaszem?
– Byłaś w szpitalu, kiedy mnie przywieziono? – odezwał się wreszcie.
Dziewczyna lekko spłoszona zaczęła niespokojnie tarmosić okładkę, biednej zmaltretowanej książki.
– Tak, usłyszałam od Magdy, że Łukasz pojechał do szpitala z ojcem, żeby dowiedzieć się o … tobie i pojechałam za nimi – mówiła cicho, próbując zabrzmieć neutralnie, jakby mówiła o zakupach.
Jakub uśmiechnął się szeroko.
– Martwiłaś się o mnie? – zapytał kokieteryjnie.
Lena, słysząc ten ton w jego głosie trzepnęła go dłonią w zdrowe ramie.
– No, co? – zaczął się z nią droczyć. – Przyznaj się, że umierałaś z niepokoju o mnie i martwiłaś się, że już nigdy mnie nie zobaczysz – uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Lena zamiast się roześmiać spoważniała nagle, a Kuba poczuł się głupio, żartując z jej uczuć. Musiała mieć olbrzymie wyrzuty sumienia, po tym jak się rozstali. Na tyle ją już znał.
– Przepraszam – powiedział, głaszcząc ją po ręku.
– Naprawdę się o ciebie bałam – podniosła na niego oczy. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że nic ci nie jest – dodała i podniosła rękę, żeby dotknąć jego policzka, ale ta zawisła w powietrzu i po chwili, zawstydzona, cofnęła ją szybko.
Kuba miał ochotę chwycić jej dłoń i przytknąć ją sobie do twarzy, tam gdzie było jej miejsce, ale w porę się opanował. Przeczesał włosy i wypuścił głośno powietrze.
– Dzięki – odpowiedział, uciekając od niej wzrokiem.
– Nie musisz mi za to dziękować – odpowiedziała natychmiast, odrzucając na ramię złoty warkocz.
W tej samej chwili przy wejściu usłyszeli kroki i oboje zwrócili się w tamtym kierunku. W drzwiach pojawił się Kamil, który na ich widok zatrzymał się w miejscu i obrzucił ich zaciekawionym i lekko rozbawionym spojrzeniem.
– Cześć – przywitał się z nimi. – Mogę przyjść później – dodał od razu.
– No coś ty. Wchodź – odezwała się Lena, wstając z krzesła. – Ja…sobie już pójdę – powiedziała niepewnie.
– Nie – powiedzieli jednocześnie Kamil i Kuba.
– Zostań – dodał Jakub i chwycił Lenę za rękę, żeby mu nie uciekła.
Była jak nieufne zwierzę, które przy byle szeleście liści ucieka w popłochu. Kuba zdecydował, że nie pozwoli jej już uciekać. Jeśli będzie trzeba, to zatrzyma ją siłą. Nie da jej odejść.
Dziewczyna usiadła na powrót na krześle i dopiero wtedy Kuba odważył się wypuścić jej dłoń ze swojego mocnego uścisku.
– Co tam dla mnie masz? – zapytał brata, który usiadł na stołku, po drugiej stronie łóżka.
– To, o co mnie prosiłeś wczoraj. Alkohol i narkotyki – odpowiedział Kamil, kładąc na podłodze niewielką torbę sportową. – Ale widzę, że masz zajebistą opiekę, niepotrzebnie się fatygowałem – puścił oko do Leny, która pokręciła głową, uśmiechając się jednym kącikiem ust.
Kuba mógłby cały dzień na nią patrzeć. Jak się uśmiecha na milion różnych sposobów, jak mruży oczy, zastanawiając się nad czymś usilnie, jak bawi się swoim warkoczem i jak się rumieni, gdy czymś się zawstydzi. Mógłby bez końca na nią patrzeć. Po prostu patrzeć…
– Słuchasz mnie? – dobiegło go zza ramienia.
– He? – stęknął nieprzytomnie, wracając wzrokiem w miejsce, gdzie siedział jego brat.
– Pytam, czy przynieść ci coś ze sklepu szpitalnego, bo idę po wodę – zapytał, wymawiając powoli i wyraźnie każdy wyraz.
– Nie – odchrząknął. – Niczego nie chcę – dodał głośniej.
Szczeniak tylko pokręcił z politowaniem głową i wyszedł śmiejąc się z niego w głos.
– Gówniarz – wysyczał, odprowadzając go wzrokiem.
Lena zaciskała mocno usta, próbując się nie śmiać. Kuba wywrócił oczami i opadł ciężko na poduszkę, która zjechała pod jego plecy. Zanim wykonał jakikolwiek ruch, żeby ją poprawić, dziewczyna rzuciła się mu na pomoc. Nachyliła się tak blisko, że gdyby poruszył się o centymetr, dotknąłby ustami jej szyi. Wyciągnęła spod jego pleców poduszkę i wysunęła ją wyżej. Podczas tej czynności, dotknęła dłonią jego twarzy. Ten przypadkowy fizyczny kontakt przyspieszył bicie jego serca i zwolnił czas. Lena powolnymi ruchami odsunęła się, pozostawiając swój słodki zapach i ciepło.
– Dzięki – uśmiechnął się do niej.
– Nie ma sprawy – odpowiedziała, delikatnie się czerwieniąc.
Potwierdziła tym tylko, że nie tylko on to poczuł.
– Jakie masz plany na dziś? – zapytał, żeby przerwać tę cudowną, ale też krępującą chwilę.
Lena westchnęła głośno, wykrzywiając twarz w grymasie zniesmaczenia.
– Wybieram z Magdą jakieś serwetki, czy obrusy, nie wiem – dodała wciąż się krzywiąc, a gdy usłyszała jego szczere rozbawienie, dodała pospiesznie. – Możesz się śmiać, ale gdybyś przez kilka godzin wybierał kwiaty do bukietu, które i tak po jednym dniu padną trupem, to byś inaczej reagował – wzniosła oczy do góry. – Bóg mi świadkiem, że się staram, ale mam dość tych ich przygotowań – zawyła.
– Przede mną nie musisz się tłumaczyć – zapewnił wciąż rozbawiony. – Rozumiem. Zastanawiam się tylko jak sobie z tym radzi Łukasz.
– Nie wiem – wzruszyła ramionami. – Chyba dobrze.
Spuściła smutne oczy. Ten gest bardzo go zdumiał.
– Chyba? – dopytał.
– Nie widujemy się za często – przyznała cicho. – A od dnia, w którym się pokłóciliśmy, ledwie ze sobą rozmawiamy.
– Czy to było wtedy…przed moją bójką z Pawłem? – chciał się upewnić.
Przytaknęła skinieniem głowy. Kuba poczuł straszne wyrzuty sumienia, bo to była jego wina. Opowiedział Łukaszowi o tym, co wydarzyło, kiedy Lena zobaczyła go z tamtą dziewczyną. Wydawało mu się, że od momentu tego zdarzenia minęły miesiące, a nie zaledwie trzy tygodnie. Nie miał pojęcia, że przez ten cały czas Łukasz i Lena są ze sobą skonfliktowani.
– Ale to nie twoja wina – zapewniła szybko, gdy zorientowała się, w jakim kierunku pobiegły jego myśli. – To sprawa między mną a nim i nie ma z tobą nic wspólnego.
Kuba już otwierał usta, żeby zaprzeczyć, ale wrócił Kamil i nie chciał przy nim roztrząsać tej sprawy. Wiedział jednak, że nie może tak tego zostawić. Był przyczyną ich nieporozumienia, bo Łukasz wstawił się za nim i to były tego konsekwencje.
Po półgodzinie Lena zaczęła się zbierać już wyjścia, ponieważ umówiła się Magdą. Za każdym razem, gdy się rozstawali, Kuba miał wrażenie, że już się nigdy nie zobaczą, dlatego chłonął każde jej słowo i gest, jak rozbitek kroplę wody na pustyni.
To była chyba jego osobista powypadkowa trauma.
Gdy został sam z bratem, Kamil przygryzł wargę i szturchnął go w kolano…w to kolano na wyciągu. Kuba zasyczał z bólu i trzepnął go zagipsowaną ręką w głowę.
– Aaał – zawył Kamil. – Sorry, zapomniałem – dodał przepraszająco, ale jego skrucha nie trwała zbyt długo, bo po chwili na jego twarzy pojawił się chytry wyraz twarzy : – Ej, wy z Leną…to jak tam idą sprawy?
Kuba spojrzał na niego spode łba, ale długo tak nie wytrzymał i wziął głęboki oddech.
– Nie to co myślisz, ale jest lepiej, niż było – powiedział, nie wdając się w szczegóły.
I tak za dużo mu powiedział, kiedy był w stanie nieważkości. Suma summarum wyszło mu to na dobre, bo Lena zbliżyła się do Kamila. Ten z kolei zbliżył się do Leny i delikatnie naprowadzał ją na właściwy kurs…na kurs w jego kierunku. Była to pocieszająca myśl, aczkolwiek znając Kamila, obawiał się, że chłopak może więcej namieszać, niż pomóc.
Jakub wiedział, że obłaskawienie Leny nie będzie takie proste, jak wydaje się jego bratu. To będzie skomplikowana i bardzo delikatna operacja.
W tej chwili zależało mu na wytrwaniu w tej ich przyjaźni, nawet jeśli to będzie najtrudniejsze zadanie w jego życiu. Nie zamierzał się tak łatwo poddawać. Już raz popełnił błąd, dlatego teraz niezależnie od tego, co się wydarzy, nie podda się, ponieważ to było jego życie. Jedno, jedyne i chciał przez nie przejść, jako szczęśliwy człowiek, albo taki, który przynajmniej próbował być szczęśliwy.
– Myślę, że będzie tylko lepiej, Kuba – powiedział unosząc rękę, żeby go znowu szturchnąć w kolano, ale w porę się powstrzymał i zawisł z nią w powietrzu. – To genialna dziewczyna i jeśli ty dasz dupy…to ja się koło niej zakręcę – dodał, szczerząc się jak debil.
– Jakbyś jeszcze miał jakieś szanse, gówniarzu – skwitował bez zastanowienia. – I dupy to ty możesz dać…ale swojemu kolesiowi Mariuszowi – zakończył, parskając śmiechem.
Tym razem Kamil się nie powstrzymał i znowu szturchnął go w to nieszczęsne kolano.
– Kamil, do ciężkiej cholery! – zasyczał z bólu. – Idź już, bo mi zaraz narobisz większych szkód, niż wypadek.
– Taa, co ty byś beze mnie zrobił połamańcu – zaśmiał się Kamil. – A przepraszam, zapomniałem o twojej pięknej pielęgniarce – puścił do niego oko. – Hmm nie wiem, czy się dziś z nią nie umówię…na kawę.
Kuba zmierzył go wzrokiem, od którego Kamil przestał się uśmiechać.
– Przecież jaja sobie robię – zapewnił. – Nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił. I na pewno dobrze o tym wiesz – dodał całkiem poważnie.
Kuba wiedział o tym i nigdy by go o coś podobnego nie posądził, ale na samą myśl, że ktoś mógłby mu ją zabrać, dostawał ataku niepohamowanej zazdrości. To tyle, jeśli chodziło o odpowiedź na pytanie: Co by było, gdyby Lena znalazła sobie faceta…
– Przecież wiem, idioto – uśmiechnął się, chcąc obrócić to w żart.
– Dobra. Spadam – przeczesał włosy rękoma i wstał ze stołka. – Jakby ci coś było trzeba, daj znać – poinformował i był już przy drzwiach, kiedy zatrzymał się nagle i odwrócił w jego stronę. – Kuba, będzie dobrze. Widzę, że jej na tobie zależy, nawet jeśli sama nie jest jeszcze tego świadoma – po tych słowach, schował ręce w kieszeniach dżinsów i pospiesznie wyszedł z jego sali tortur, zostawiając go z kotłowaniną myśli, których w żaden sposób nie potrafił poukładać w głowie.

*
    Koniec sierpnia okazał się wyjątkowo upalny. Temperatura oscylowała wokół trzydziestu stopni i nie wyglądało na to, że zamierza w najbliższym czasie znacząco opaść. Jedynie wieczór łaskawie przynosił wytchnienie od skwaru i potu.
Lena czuła podekscytowanie i zdenerwowanie na myśl o jutrzejszym dniu. Niemal każdego dnia przez trzy tygodnie przemierzała dobrze znaną trasę, biegnącą przez park, a następnie niewielkie osiedle, przez które docierała do szpitala miejskiego. Każdego dnia, przekraczając główną bramę wejściową czuła jak jej serce zaczyna drżeć. Z całych sił próbowała to usprawiedliwiać przeróżnymi wymówkami, ale żadna z nich nie była na tyle wiarygodna, żeby mogła ją zadowolić.

sobota, 10 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 13



  Słońce wciąż wisiało bardzo wysoko, chociaż zegar wskazywał już siedemnastą. Lena niespiesznym spacerem zbliżała się do domu. Z każdym krokiem jej nogi stawały się coraz cięższe. Wizja spojrzenia w twarz mamie, która wracała dziś z turnusu była dla niej prawie nie do przejścia.
Lena przeżyła tyle nieprzespanych nocy i tyle pełnych wyrzutów sumienia dni. Musiała stoczyć ze sobą tyle bitew i po co to wszystko? Po co to wszystko, skoro ona o wszystkim wiedziała i przeszła nad tym do porządku dziennego? Ona zapomniała i wybaczyła, a Lenie pozostał żal i nienawiść, które czuła również w jej imieniu. Jak mogła jej to zrobić?
Czuła się zdradzona i oszukana i to przez najbliższe osoby. Czy był na świecie człowiek, któremu mogłaby w pełni zaufać?
Weszła po cichu do domu, chcąc odwlec jak najdłużej moment spotkania. Pomimo tego, że tęskniła za mamą, nie chciała jeszcze się z nią konfrontować. Zdjęła bezszelestnie sandały i była już prawie na schodach, gdy usłyszała swoje imię. Odwróciła się powoli, naprawiając wyraz twarzy.
– Cześć mamo – powiedziała, nie siląc się na entuzjazm; była już zmęczona ciągłym udawaniem – Jak minął turnus?
Mama wstała z krzesła, podeszła do niej i mocno ją objęła. Lena bezwiednie zacisnęła ramiona wokół jej pasa. Po chwili odsunęła się od niej, a mama wzięła jej twarz w dłonie.
– Słyszałam o Kubie – powiedziała smutno. – Jak on się czuje? – zapytała po chwili.
Lena przełknęła ślinę, czując jak zbiera jej się na płacz. Nie wiedziała czy płacze nad Kubą, nad sobą, nad rodzicami, czy nad wszystkim po trochu.
– Dochodzi do siebie – powiedziała, powstrzymując szloch.
– Ciii – mama przytuliła ja ponownie, gładząc ją po włosach, zupełnie jak wtedy, gdy była małą dziewczynką.
Lena pozwoliła sobie na tę chwile słabości, ale zaraz wzięła się w garść. Nie chciała się rozklejać, nawet przed własną matką. Odsunęła się, ocierając policzki.
– Przepraszam – odchrząknęła. – Za dużo wrażeń – uśmiechnęła się blado.
– To normalne, córciu – powiedziała, odwzajemniając uśmiech. – A! Przywiozłam ci coś – podeszła do swojej torby podróżnej i przykucnęła przy niej.
Chwilę w niej pobuszowała i wyciągnęła piękną, szyfonową sukienkę. Lena wzięła ją do ręki i uśmiechnęła się. Fason nie był w jej stylu, ponieważ nie nosiła długich, prawie po samą ziemię sukienek, ale ta była tak delikatna i zwiewna, że ta długość działa tylko na jej korzyść. Sukienka miała tylko jedno szerokie ramiączko, a pas podkreślał zebrany w kilka warstw materiał.
– Podoba ci się? Jak ją tylko zobaczyłam, pomyślałam o tobie. Jest w kolorze twoich oczu – powiedziała mama, czekając niecierpliwie na jej reakcję.
– Jest zjawiskowa – zaśmiała się Lena. – Dziękuję – uścisnęła ją.
– Cieszę się, że ci się podoba – rozpromieniła się.
Lena zastygła z sukienką w miejscu, przyglądając się mamie, która zaczęła chować do torby porozrzucane dookoła rzeczy. Następnie wstała z kolan i podeszła do niej, biorąc jej warkocz w rękę.
– Co ty na to, żebyśmy zrobiły sobie wspólny wieczór. Tata z Łukaszem i Magdą pojechali na wieś do cioci Maryli, także będziemy same – powiedziała, a Lena zauważyła, że jest mama jest zdenerwowana. – Usiadłybyśmy sobie na tarasie i pogadały.
Lena przytaknęła skinieniem głowy i mocniej przycisnęła do siebie sukienkę. Wiedziała, że dziś coś się zmieni. Coś się zmieni na zawsze i nie mogła tego zatrzymać. Nie chciała tego zatrzymywać.
– Wezmę tylko prysznic i dołączę do ciebie – uśmiechnęła się do niej, po czym zgarnęła swoją torbę i poszła na górę.
Lena podążyła za nią na górę. Znalazłszy się na korytarzu, skręciła do swojego pokoju. Przebrała się w dresowe spodnie i zwykły T-shirt. Zmyła makijaż i rozplotła warkocz, po czym ponownie związała włosy, tym razem w luźny kok na czubku głowy. Robiąc to wszystko starała się w ogóle nie myśleć, ani nie czuć. Wyszła na taras, rozsiadła się na huśtawce i podciągnęła kolana pod brodę. Objęła ramionami podkulone nogi i położyła na nich policzek.
Czekała.
Po dziesięciu minutach dołączyła do niej mama, niosąc dwa kieliszki wina. Uśmiechnęła się prawie nieśmiało, kiedy Lena podniosła na nią oczy.
– Jak to dobrze, że jesteś już pełnoletnia – mrugnęła do niej. – Mam z kim pić – wręczyła jej jeden z kieliszków.
– Ciekawe, jak na taką deklarację zareagowałaby opieka społeczna – zażartowała.
– Moja kochana, za stara już jesteś, żeby mi opieką społeczna grozić – odpowiedziała mama, biorąc duży łyk.
Po odsunięciu kieliszka od ust, nagle spoważniała. Wpatrywała się w czerwone wino, które wirowało wokół ścianek.
– Rozmawiałam z tatą – powiedziała cicho, dotykając ręką jej dłoni. – Nie mieliśmy pojęcia, że przez ten cały czas wiedziałaś, kochanie. Nie mieliśmy pojęcia – dodała, przyglądając jej się z uwagą.
– My? – zapytała. – To ty też wiedziałaś? I co? Tak po prostu mu wybaczyłaś? – w jej głosie zabrzmiało niedowierzanie.
Nie mogła w to uwierzyć nawet teraz, gdy mama się przyznała.
– Lena…to nie takie proste, jakby mogło się wydawać – wzięła głęboki wdech.
Lena chciała wstać i krzyknąć z frustracji w niebo na ten wyświechtany zwrot, którym w ciągu kilku tygodni uraczono ja już kilkukrotnie. Dla niej sprawa była prosta. Nie skomentowała tego jednak, ponieważ chciała w końcu poznać całą prawdę nawet, jeśli miałaby ponownie zatrząść jej światem. Teraz Lena nie miała czternastu lat i nie obawiała się tego, że to ją zmieni. Była na to zbyt silna.
– Oświeć mnie więc – powiedziała szorstko i wzięła duży łyk z kieliszka, po czym odstawiła go na podłodze.
– Kiedy byłaś jeszcze w gimnazjum, a Łukasz w szkole średniej, przechodziliśmy z ojcem kryzys – też odstawiła swój kieliszek. – Odsunęliśmy się od siebie.
Widziała, jak bardzo jej matka była skrępowana i zdenerwowana, ale Lena nie pozwoliła sobie na współczucie. Nie chciała się rozpraszać.
Mama zaczesała do góry swoje blond włosy, a potem przerzuciła je na jeden bok.
– Poznałam wtedy kogoś w pracy – podniosła na nią niepewnie oczy. – Miałam romans, Lena – zrobiła pauzę, czekając na jej reakcję, ale się nie doczekała, bo i co Lena miała na to powiedzieć. – Tato dowiedział się o tym i chyba nie muszę ci mówić, jak się wtedy poczuł – zamilkła na chwilę, spoglądając ze wstydem na swoje kolana. – W każdym razie, to co wtedy zobaczyłaś, to była pewnego rodzaju…– wzruszyła ramionami – Nie wiem…zemsta, kara. Nieważne. Ważne, że ty nigdy nie powinnaś czegoś takiego widzieć i jest mi z tego powodu strasznie przykro – po chwili pokręciła głową, jakby chciała odgonić złe wspomnienia. – W każdym razie, wybaczyłam tacie. Tata wybaczył mi. A wiesz dlaczego? – zapytała niespodziewanie.
Lena nie odpowiedziała, nie była w stanie mówić. Mama nie czekała długo na jej reakcję, tylko kontynuowała dalej.
– Bo po mimo tych wszystkich głupich błędów wciąż się kochamy.
– Nie pomyślałaś, że może tu chodzi o to, że tak wam jest wygodniej – stwierdziła chłodno. – Może nie chcieliście tego całego gówna z rozwodem, i tak jest po prostu wygodniej – dokończyła.
Lena zaczynała podejrzewać, że nie zna i nigdy nie znała swoich własnych rodziców, którzy okazują się być jakimiś obcymi ludźmi.
– To nie tak i dobrze o tym wiesz – odpowiedziała zdecydowanie. – To nie tak, Lena – powtórzyła – Mimo wszystko nam wciąż na sobie zależy. Gdyby tak nie było, dlaczego moja zdrada tak bardzo zabolałaby twojego ojca, a to, co on zrobił w odwecie, było dla mnie jak cios? – złapała się bezwiednie za pierś.
Każda zdrada boli mamo, nawet ludzi, których już nie kochamy. Pomyślała, ale nie powiedziała tego na głos. Co dobrego by z tego przyszło?
Nastała między nimi chwila ciszy, którą obie bały się przerwać. Lena nie bardzo wiedziała, co ma na to wszystko powiedzieć. Nie rozumiała tego i ledwie była w stanie przetworzyć te wszystkie informacje w głowie, a już tym bardziej komentować je, czy wydawać wyroki. Zawsze uważała ich małżeństwo za udane i szczęśliwe, ale nawet to było tylko iluzją.
Mama, jakby czytając jej w myślach, chwyciła ją za ręce ze łzami w oczach.
– Jesteśmy tylko ludźmi kochanie. Jesteśmy waszymi rodzicami, ale wciąż tylko ludźmi. Nie powinnam cię mieszać w to wszystko, ale nie mogę pozwolić, żebyś nienawidziła ojca, który nie umie sobie poradzić z twoim odrzuceniem. Zawsze byłaś jego kochaną córeczką i oczkiem w głowie. Jeśli masz kogoś nienawidzić, to… – załkała, ale nie wypuściła jej rąk. – Ja wiem, że jesteś taką idealistką i perfekcjonistką. Jesteś idealna i chcesz, żeby świat wokół ciebie był taki sam kochanie, ale…rzadko tak bywa.
Lena pokręciła głową, czując jak z jej oczu lecą łzy. Nie była idealna. Nigdy taka nie była. Nie chciała taka być.
– Nie możesz budować swojego życia i podejmować decyzji na podstawie tego…na podstawie naszych błędów – wzięła jej twarz w obie dłonie. – Nie zamykaj się na ludzi i uczucia, nawet na te najmniej idealne, bo właśnie te są najpiękniejsze i najtrwalsze – uśmiechnęła się przez łzy. – Otwórz swoje serce i nawet, jeśli zostaniesz zraniona, to świat się nie skończy. Obiecuję ci. Słońce znowu wstanie, a w nocy zaświecą gwiazdy, a ty znowu będziesz mogła kogoś pokochać. Najgorsze, co możesz zrobić, to odpychać ludzi, którym na tobie zależy i nie pozwolić na to, żeby ktoś ciebie pokochał.
Lena rozszlochała się tak mocno, że nie potrafiła zapanować na drżeniem całego ciała. Mama przyciągnęła ją do siebie i przytuliła mocno, pozwalając płakać jak małemu dziecku, które oczyszcza swoje serce z trosk i bólu.
Nastała noc, a wraz z nią obudziły się wszystkie koszmary, które dręczyły ją przez tyle lat. Lena wpatrywała się nieprzytomnie w sufit, próbując odgonić te upiory, ale na nic to się zdało. Wstała z łóżka i przystanęła przy oknie, wychodzącym na las. Otworzyła je szeroko i dużymi haustami wdychała świeże nocne powietrze. Chłodny wiatr rozwiewał jej włosy, robiąc z nich trudne do ogarnięcia kłębowisko, ale w ogóle się tym nie przejmowała. Zamknęła oczy i pozwoliła na to, żeby schładzał jej rozpaloną twarz i wyciszał skołatane myśli.
W tym samym momencie usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości. Sięgnęła po telefon i odczytała ją bez chwili zwłoki. Na wyświetlaczu pojawił się obcy numer, ale Lena od razu wiedziała, od kogo była ta wiadomość.
Dzięki za dzisiejszy dzień. Czekam na ciebie jutro…tylko musisz zapanować nad swoimi perwersyjnymi zapędami ;) p.s. mam nadzieję, że cię nie obudziłem. Kuba.
Uśmiechnęła się, wciąż wpatrując się w SMS-a. Usiadła na łóżku i podciągnęła nogi do brody.
Jej myśli pofrunęły do tych chwil, które spędzili razem z Kubą. To, co zapowiadało się na katastrofę, zmieniło się w zabawny i mile spędzony czas. Nawet nie zauważyła, jak szybko minęły jej cztery godziny i jak bardzo chciała zostać z nim dłużej. Pragnęła sprawić, żeby poczuł się jeszcze lepiej. Chciała widzieć jego uśmiech i iskry w tych ciemnych, przepastnych oczach, które nie odstępowały jej nawet na chwilę. Czuła je na sobie, jakby to był dotyk.
Dotyk.
Kuba nawet nie miał pojęcia jak blisko trafił, mówiąc o jej perwersyjnych zapędach. Jak totalna psychopatka najpierw fantazjowała o jego mokrym od potu ciele, a potem obwąchiwała go, niczym kocica w rui.
Boże, przetarła dłonią twarz. Jak to dobrze, że ludzie nie potrafią czytać sobie w myślach. Kuba uznałby ją za wariatkę.
Skąd wzięło się w niej takie pragnienie? Nie miała pojęcia. Pewnie z tego, że tak długo obywała się bez seksu, a Kuba był bardzo atrakcyjny. Lena skończyła niedawno dwadzieścia jeden lat, ale nigdy tego nie robiła i nie z braku chętnych, a z powodu własnych zasad, których tak uparcie się trzymała. Powinna to zmienić. Nie może spędzić całego życia w celibacie. To, że nie była gotowa na związek, nie oznaczało, że musi pozostać dziewicą orleańską. Seks nie był równoważny z miłością, więc nie powinna tego ze sobą łączyć. Jej brat, ba, jej własni rodzice nie mieli z tym żadnego problemu. Pomyślała gorzko.
Rozmowa z mamą wstrząsnęła nią. Nie chodziło tylko o to, co jej wyznała, ale przede wszystkim o to, co powiedziała potem. Przejrzała ją na wylot. Zobaczyła w niej wszystko, co chciała ukryć – małą, przerażoną dziewczynkę, która tak boi się odrzucenia, że woli udawać swoje życie. Woli udawać, że nikogo nie potrzebuje i wcale nie jest samotna. W jej ustach wszystko, co sobie wmawiała przez tyle lat wydało się takie trywialne i niedojrzałe, że poczuła autentyczny wstyd. Może taka właśnie jestem i może nigdy się już nie zmienię, pomyślała smutno. Teraz nie mogła zrzucać winy na ojca, matkę, czy ich problemy w małżeństwie. Była dorosła, znała prawdę, musi sama zadecydować, czy dalej chce tak żyć, czy spróbuje otworzyć się na kogoś. Czy będzie w stanie komuś zaufać? Czy pozwoli komuś zbliżyć się do siebie na tyle blisko, że nie odstraszy go swoimi lękami? Czy ktoś taki w ogóle istniał?
Dzięki tej rozmowie zrozumiała też coś innego. Od tej chwili nienawiść do ojca była niesprawiedliwa. Od tej chwili powinna nienawidzić ich oboje, ale patrząc w niebieskie oczy mamy, widząc jej łzy, jej zdenerwowanie i skruchę, nie mogła tego z siebie wykrzesać. Nie chciała gardzić kolejną osobą, którą kochała. Skoro Lena nie była w stanie znienawidzić matki, musiała spróbować przestać nienawidzić ojca. Może nawet mu wybaczyć?
Wzięła głęboki oddech, wciąż trzymając telefon w ręku.
Nie śpię, bo próbuję zapanować nad moimi perwersyjnymi zapędami, żeby cię nie molestować w dniu jutrzejszym ;)
Wysłała i uśmiechnęła się. Tylko w połowie żartowała, pisząc tego SMS-a. Musi się wziąć w garść, nie może go obwąchiwać i obmacywać jak psycholka. Nie daj Boże Kuba odbierze to w niewłaściwy sposób, a nie chciała dawać mu więcej fałszywych nadziei. Muszą popracować nad przyjaźnią, jeśli w ogóle ma coś z tego wyjść. Lubiła go, martwiła i troszczyła się o niego. Chciała jego dobra. To chyba właściwe uczucia, jeśli w grę  wchodziła przyjaźń? Tylko tu nie chodziło o nią, tu chodziło o niego. Wyznał, że ją kocha, jak mogli przejść nad tym do porządku dziennego i udawać, że mogą być tylko przyjaciółmi? Mimo wszystko pozwoliła Kubie zadecydować, bo tylko on jeden wiedział, czy temu podoła. Sama też chciała spróbować, ponieważ była mu to winna i dlatego, że…po prostu tego chciała.
Z myśli wyrwał ją kolejny SMS, którego odczytała natychmiast.
Jutrzejszy dzień zapowiada się zatem ciekawieJ Do zobaczenia. Kolorowych snów.