środa, 30 września 2015

"Jak powietrze" fragment


- Chryste! Znowu się spóźnię – syknęła Oliwia pod nosem, uderzając dwukrotnie dłońmi o kierownicę. – Jak ja nienawidzę tego miasta – dodała sama do siebie, tym razem uderzając w kierownicę własnym czołem.
      Warszawskie ulice w porze szczytu, który przypadał na godzinę szesnastą i trwał aż do późnych godzin wieczornych, był zmorą, z którą pomimo powtarzalności, Oliwia nie potrafiła się pogodzić. Gdyby nie fakt, że nienawidziła podróżowania komunikacją miejska o wiele bardziej, niż korków, najpewniej siedziałaby w tej chwili w zatłoczonym autobusie, wdychając zapach czyjejś pachy, albo niepranych skarpet przyklejonych do skórzanych sandałów. Na samą tylko myśl o tym zadrżała i przetarła dłońmi twarz, całkowicie ignorując to, że zapewne starła nimi podkład, który w tym upale i tak pewnie spłynął już z jej twarzy. Nie miała w tej chwili na tyle odwagi, żeby popatrzeć w lustro i się o tym przekonać.
      Zerknęła na zegarek na wyświetlaczu radia i zrezygnowana wypuściła głośno powietrze. Za cholerę nie zdążę, pomyślała wyciągając jednocześnie telefon z torebki, żeby wysłać SMS-a do Szymona. Już widziała jego minę, gdy to odczyta. Pewnie znowu się wścieknie, ale mało ją to obchodziło. To tylko durne kino, a nie sprawa życia i śmierci, próbowała sama siebie usprawiedliwiać.
      Już prawie przejechała najgorszy odcinek, wystarczyło tylko przemknąć w miarę szybko przez ostatnie światła. Wcisnęła pedał gazu i już prawie wjeżdżała na pasy, kiedy nagle ktoś zajechał jej drogę, zmieniając w ostatniej chwili pas i wpychając się tuż przed nią. Ten manewr sprawił, że Oliwia nie zdążyła przejechać na żółtym świetle i została ponownie zatrzymana na kilka dobrych minut, które w tej chwili były dla niej niezwykle cenne. Tak ją to rozsierdziło, że jej zdrowy rozsądek pofrunął wraz z tumanem kurzu, pozostawionym przez czarne volvo, które zajechało jej drogę. Nie zwracając uwagi na zapalone już czerwone światło, które łypało na nią oskarżycielsko, docisnęła gazu i ruszyła przez skrzyżowanie, licząc na to, że wyrobi się, nim ruszą samochody z przeciwległej strony.
      Nagle, ni stąd ni zowąd, na pasach pojawił się człowiek. Oliwia zahamowała tak gwałtownie, że poczuła zapach spalonej gumy, który dodarł do niej przez uchylone okno. Na nic to się jednak zdało, ponieważ samochód potoczył się do przodu jakieś trzy metry i zdążył zahaczyć o pieszego, który zaskoczony całym zdarzeniem, zamiast odskoczyć, stanął w miejscu, jakby czekał na to, co się wydarzy. Wszystko trwało tylko kilka sekund, ale dla Oliwii całe zdarzenie rozciągnęło się w czasie, zamieniając sekundy w długie minuty. W spowolnionym tempie widziała swoją nogę, którą wciska pedał hamulca, aż czuje ból w podeszwie. Widziała twarz młodego chłopaka, który z szeroko otwartymi oczami, wpatruje się w szybę jej samochodu i zastyga w bezruchu. Poczuła w końcu jak samochód uderza w niego, a on upada wprost pod koła.
      Mijały kolejne sekundy, a ona wciąż siedziała w aucie, nie mogąc się poruszyć. W jej sparaliżowanej strachem głowie, kołatała jedna, jedyna myśl: Boże! Zabiłam go. Wokół jej auta pojawiło się kilku przechodniów, którzy schylali się nad potrąconym człowiekiem. Nie mogąc dłużej wytrzymać tego napięcia, Oliwia wyszła z samochodu na drżących nogach i przytrzymując się cały czas to drzwi, to maski, podeszła powoli w stronę niewielkiego skupiska ludzi przy zderzaku swojego auta. Ignorując oskarżycielskie spojrzenia i komentarze, schyliła się nad poszkodowanym, modląc się w duchu, żeby nic mu się nie stało.
      Chłopak, czy może raczej młody mężczyzna, leżał na wznak, ale był przytomny i nie wyglądał na ciężko rannego, na co jej serce zaczęło ponownie bić. Na jego twarzy malował się grymas bólu, ale Oliwia nie potrafiła rozszyfrować, w którym miejscu był umiejscowiony, a właściwie, w którym miejscu ona umiejscowiła go w nim.
- Niech ktoś wezwie karetkę! – usłyszała nad głową głos kobiety w średnim wieku, która nie spuszczała z niej oczu.
      Nagle chłopak podniósł się i oddychając ciężko, odezwał się zachrypniętym głosem:
- Nie. Nic mi nie jest – po tym próbował się podnieść, ale stając na prawą nogę, zatoczył się.
      Oliwia działając zupełnie instynktownie, przytrzymała go za ramiona, a on uwiesił się na niej, łapiąc równowagę.
- Jest pan ranny, już dzwonie po karetkę i policję – powiedziała ta sama kobieta, która nie odstępowała go na krok, a wypowiadając ostatni wyraz spojrzała jej wymownie w oczy, co przyprawiło Oliwię o dreszcz.
      Tłum gapiów, nie widząc krwi i siejących się pokotem trupów, znacznie się przerzedził, na co Oliwia poczuła olbrzymią ulgę, ponieważ istniało duże prawdopodobieństwo linczu na jej osobie. Niestety, nie wszyscy dali za wygraną. Wspomniana kobieta, niezdrowo zainteresowana całym zdarzeniem nie spuszczała z niej oczu, tak jakby Oliwia miała za chwilę wsiąść do auta i pognać w siną dal, rozjeżdżając przy tym możliwie największą liczbę niewinnych przechodniów.
      Niespodziewanie, chłopak, który wciąż przytrzymywał się jej ramienia, nachyli się nad jej uchem i szepnął:
- Zabierz mnie stąd. Jeśli mnie stąd zabierzesz nie zawiadomię policji.
      Oliwia osłupiała, słysząc tę prośbę albo bardziej nakaz, czy nawet groźbę. Przez kilka sekund przetrawiała w głowie ten pomysł, przytaczając wszystkie za i przeciw, ale kiedy zauważyła, że ta natrętna kobieta już gdzieś wydzwania, kiwnęła tylko głową i poprowadziła chłopaka do drzwi samochodu, po czym otworzyła je przed nim. Zanim sama wsiadła do środka, chłopak wskazał ręką swój plecak, który wciąż leżał na pasach i poprosił ją, żeby mu go podała. Oliwia wykonywała jego wszystkie polecenia automatycznie. Pełna poczucia winy i strachu nie byłaby w stanie sprzeciwić się jakiemukolwiek jego żądaniu.
      Wsiadła za kółkiem nawet na niego nie patrząc. Chciała jak najszybciej zjechać ze skrzyżowania i z oczu gapiów, a co najważniejsze, chciała uniknąć konfrontacji z policją. Ojciec nie pomógłby jej tym razem. Nie, kiedy to była totalnie jej wina, podszyta premedytacją i co tu dużo mówić, głupotą.
- Przepraszam – odezwała się wreszcie do swojego pasażera, nie odrywając oczu od drogi. – Spieszyłam się…i chciałam przejechać na czerwonym – zaczęła dukać, nie wiedząc jak dalej się tłumaczyć.
      Chłopak, zamiast się odezwać, zasyczał jedynie, a Oliwia zerknęła pospiesznie w jego stronę. Był blady a na jego czole perlił się pot. Jego jasnobrązowe włosy były w totalnym nieładzie, bo co chwilę przeczesywał je rękoma. Kilka kosmyków z grzywki przykleiło się do jego mokrego czoła. Wyglądał jakby naprawdę cierpiał.  
- Co cię boli? – zapytała spanikowana.
      W jej głowie zaczynały pojawiać się scenariusze rodem z „Ostrego dyżuru” albo „Doktora Housa”. Może dostał wstrząśnienia mózgu, albo ma krwotok wewnętrzny, nie daj Boże odłamek kości dociera teraz do jego serca, powodując…
- Noga – odpowiedział, wciąż się krzywiąc. – Chyba jest złamana.
- Zawiozę cię do szpitala – powiedziała zdecydowanie, skręcając na najbliższych światłach, żeby zmienić kierunek jazdy.
- Nie – zaprotestował. – Zawieź mnie do domu – zerknął pospiesznie na zegarek na wyświetlaczu swojego telefonu. – Nie mogę zostać w szpitalu.
      Oliwia przez chwilę biła się z myślami, próbując podjąć jakąś decyzje. Wciąż była zdenerwowana, a to nie ułatwiało jej sprawy. Wiedziała jedno, nie może go zostawić w takim stanie. Gdyby coś mu się stało po tym, jak się rozstaną, wyrzuty sumienia chyba by ją zadręczyły.
- Posłuchaj – zaczęła – Mój ojciec jest ordynatorem w szpitalu. Zbada cię i jeśli nie wyrazisz zgody, nikt cię tam siłą nie zatrzyma. Jeśli masz złamana nogę, to samo nie przejdzie – powiedziała, a widząc, że się nie sprzeciwia, kontynuowała: – Wiem, jak boli złamanie i uwierz mi, potem będzie tylko gorzej. Jak spuchnie ci…
- Dobra – przerwał jej. – Tylko…nie mogę tam długo zostać – i po tym stwierdzeniu po raz kolejny zerknął na zegarek.
      Dalszą drogę do szpitala przebyli w milczeniu, co było jej na rękę, ponieważ nie wiedziała, o czym miałaby z nim rozmawiać. Była w końcu winna temu całemu zdarzeniu. Jak po czymś takim rozpocząć przyjazną pogawędkę dla zabicia czasu, kiedy omal nie zabiło się tej osoby?
      

wtorek, 29 września 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 5

      
                                    

     
Lena stała w drzwiach swojego rodzinnego domu i obserwowała oddalająca się powoli sylwetkę Kuby, który jakby nigdy nic pojawił się w jej życiu po tylu latach.
Kuba był najlepszym przyjacielem jej brata, a właściwie był nim jeszcze kilka lat temu. Lena nie była do końca pewna, czy to wciąż aktualny status, czy to już historia. Wielokrotnie zastanawiała się nad tym, co też mogło wydarzyć się między nimi, kiedy w wieku szesnastu lat wyjechała z matką na wakacje. Coś musiało się wydarzyć właśnie wtedy, ponieważ gdy wróciła, Kuba praktycznie przestał ich odwiedzać, a do tej pory był niemal dodatkowym członkiem ich rodziny. Próbowała zagadnąć o to Łukasza, ale on zbywał ją jakimiś ogólnikami i półzdaniami, które w najmniejszym stopniu nie wyjaśniały przyczyny tej sytuacji. Lena podejrzewała, co też dzisiaj poniekąd potwierdził Kuba, że poszło im o jakąś dziewczynę. W pewien sposób tłumaczyłoby to ich wzajemne unikanie się, a co za tym szło, niechęć Kuby do spędzania prawie każdej wolnej chwili w ich domu. Była o tym przekonana, aż do czasu, gdy razem ze swoją przyjaciółką Aliną postanowiły wybrać się w czasie przerwy świątecznej na imprezę, zorganizowaną w najpopularniejszym klubie w mieście. Kiedy tylko znalazły się w środku, natknęły się na jej brata. Zastały Łukasza w towarzystwie kilku znajomych, w tym Kuby, z którym zaśmiewali się z czegoś do rozpuku. W ogóle nie wyglądali, jak osoby skonfliktowane, albo przynajmniej czujące do siebie jakąś urazę. Wręcz przeciwnie – zachowywali się tak, jak zwykle i to wprawiło ją w lekką konsternację.
Owszem, widywała Kubę w ich domu, jak na przykład wtedy, gdy uczył ją prowadzić samochód przed rozpoczęciem kursu na prawo jazdy. Gdy stało się oczywiste, że Łukasz to furiat i nie są w stanie razem współpracować, Kuba wkroczył między nich jako rozjemca.
Czasami wstępował do nich w drodze na jakąś imprezę, aby zgarnąć Łukasza, ale jego wizyty nigdy nie trwały dłużej niż dziesięć minut i polegały na tym, że przestępował niecierpliwie z jednej nogi na drugą. A gdy próbowała sklecić z nim jakąś rozmowę, po prostu wykręcał się półsłówkami.
Zjawił się także na imprezie z okazji jej osiemnastych urodzin, które wypadały w wakacje, ale ulotnił się niemal natychmiast po złożeniu jej życzeń, przez co zrobiło jej się przykro. Tego samego wieczora, dokładnie kilka minut po północy dostała od niego dziwnego SMS-a, którego do tej pory nie potrafiła rozszyfrować. Przeprosił ją w nim za to, że tak szybko wyszedł z imprezy i że życzy jej tego, co najlepsze i tego, co przyniesie jej szczęście, bo jak nikt inny na to zasługiwała. Życzył jej też miłości, która nigdy jej nie zawiedzie i nie rozczaruje.
Bardzo ją zaskoczyła ta wiadomość, ale też wywołała w niej pewien niepokój. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że straci z Kubą kontakt na tak długi czas, ale przeczuwała w głębi serca, że ten SMS to było pożegnanie. Po pewnym czasie była niemal pewna, że Kuba odsunął się od wszystkich starych przyjaciół, ponieważ chciał zapomnieć o jakimś zawodzie miłosnym, w czym zapewne miał mu też pomóc wyjazd na studia do Krakowa. Chciał zacząć wszystko od nowa, tak żeby nic mu nie przypominało o tym kimś, cytując jego wiadomość „kto go zawiódł i rozczarował”.
 Ale kiedy mimochodem usłyszała od Łukasza, że wciąż mają ze sobą kontakt i że od czasu do czasu się widują, poczuła się wtedy zdradzona. To było dziwne uczucie, ponieważ Kuba nie był jej nic winien. Do Leny dotarło wówczas, że Kuba, którego lubiła i który był niemal jak jej drugi brat, nie był niestety jej przyjacielem. Kuba był przyjacielem Łukasz, a ona była tylko produktem ubocznym tej przyjaźni.
Postanowiła wtedy o nim zapomnieć i dość dobrze jej to wychodziło, aż do dzisiejszego spotkania. Na jego widok niemal zapomniała języka w gębie. Od razu go rozpoznała, chociaż się zmienił, co nie powinno dziwić skoro nie widzieli się prawie pięć lat. Wyraźnie zmężniał i wydoroślał, a rysy jego twarzy nabrały jakiejś hardości i zdecydowania. Zawsze uważała Kubę, z tymi jego niemal czarnymi oczami i jasną cerą za przystojnego chłopaka, ale dopiero dziś zdała sobie sprawę jak bardzo był atrakcyjny. Jej serce przyspieszało w piersi przy każdym ciemnym i głębokim spojrzeniu, a gdy przypadkiem jej dotknął omal nie stęknęła z wrażenia, czym zapewne skompromitowałaby się do końca swoich dni.
Nigdy nie spodziewała się ze swojej strony takiej reakcji na chłopaka, a właściwie już mężczyznę, którego zawsze uważała bardziej za swojego brata, niż obiekt nastoletnich westchnień. To działało także w drugą stronę – dla Kuby ona także nigdy nie była nikim więcej, niż gówniarą, która plątała mu się pod nogami.
Zabawne jak czas potrafi zmieniać ludzi i postrzeganie świata. Jest nawet w stanie zatrzeć złe wspomnienia i umożliwia spojrzenie na rzeczywistość pod zupełnie innym kątem. Niestety, czas nie był lekarstwem na wszystko, a przynajmniej nie dla niej. Na jej nieszczęście nikt i nic nie mogło zmienić jej poglądów na związki i zniwelować permanentne rozczarowanie, jakie czuła w stosunku do mężczyzn od paru dobrych lat. Nie chodziło o to, że przeżyła jakiś zawód miłosny czy coś podobnego. Nigdy nie doszło do takiej sytuacji, ale tylko dlatego, że żadnemu mężczyźnie nie pozwoliła się do siebie zbliżyć i nigdy nie zamierzała na to pozwolić. Jedno zdarzenie z jej życia na dobre ją zepsuło i nie była w stanie nikomu zaufać, a tym samym pozwolić samej sobie na otworzenie się przed kimś. Wiedziała, że niezależnie od intencji tej drugiej osoby, prędzej czy później wszystko się skończy, a ona zostanie oszukana i zdradzona. Nie zamierzała nigdy do tego dopuścić, choćby miała do końca życia pozostać sama.
Niewinne spotkanie po latach z kumplem jej brata było niczym więcej, niż okazją do zabicia czasu i możliwością do powspominania dobrych, beztroskich momentów, kiedy życie nie było jeszcze tak skomplikowane.
Lena wzięła szybki prysznic i ledwie poruszając nogami, rzuciła się na łóżko w swoim pokoju, zamykając oczy już w locie. Zamiast usnąć, w jej głowie kołatało się jedno zdanie, jakie wypowiedział Kuba na tarasie, a mianowicie o tym, że kiedyś go onieśmielała, a wręcz się jej bał. Była pewna, że z niej żartuje, ale jego mina wskazywała na coś zupełnie innego. Nie bardzo wiedziała, co o tym myśleć, bo wracając wspomnieniami do tamtych czasów, nigdy, nawet przez chwilę nie sądziła, że Kuba mógłby ją w ten sposób odbierać. Pomimo tego, że już wtedy coś się w niej zmieniło, starała się być dla niego miła i przyjacielska. Być może sama nie zdawała sobie jeszcze sprawy, że już wtedy nie była do końca sobą i mimo jej starań, dystans z jakim podchodziła do ludzi stał się już wtedy integralną częścią jej osobowości.
Wzięła głęboki wdech i okryła się szczelnie kołdrą. Zasnęła, czując ogarniający ją spokój i bezpieczeństwo.
Kiedy ponownie otworzyła oczy, słońce wisiało już wysoko na niebie, a zegar wskazywał godzinę dwunastą po południu. Lena wyciągnęła się w łóżku, po czym wstała i rozsunęła ciemnofioletowe zasłony, które wisiały tu od momentu, w którym zadecydowała o kompletnej zmianie wystroju pokoju. Właśnie wtedy zaczęła się na poważnie interesować aranżacją i wystrojem wnętrz, co w pewnym stopniu zaważyło na wyborze kierunku studiów. Lena wybrała architekturę i z każdym kolejnym semestrem upewniała się, że dokonała właściwego wyboru.
Wiedziała, że jeszcze kilka dni będzie sama w domu, dlatego nie spieszyła się ze wstawaniem i ubieraniem. Zapowiadał się, a właściwie trwał już w najlepsze, piękny i słoneczny dzień, co tylko dodawało cegiełki do jej i tak dobrego nastroju. Z całych sił próbowała sobie wmówić, że absolutnie nie ma to nic wspólnego z dzisiejszym spotkaniem z Jakubem.
Zrobiła sobie śniadanie i wyszła na taras, gdzie słońce nie zdążyło jeszcze dotrzeć, a ponieważ z powodu jasnej karnacji starała się unikać bezpośredniego kontaktu z promieniami słonecznymi, była z tego stanu rzeczy bardziej, niż zadowolona.
Rozsiadła się na wygodnej bujanej ławce, na której spędzili z Kubą kilka godzin, a jej myśli ponownie pognały do tego, co od niego usłyszała w tym miejscu. „Jesteś inna, ciepła i otwarta. Wolę cię taką”. Bardzo ją tym zaskoczył i nie potrafiła znaleźć na to jakiejkolwiek sensownej riposty. Nigdy nie sądziła, że będzie przez niego, czy kogokolwiek innego w ten sposób odbierana. Ta myśl sprawiła, że zrobiło jej się smutno, a dobry humor zaczynał się ulatniać, jak hel z nieszczelnego balonu.
To prawda, że nie miała zbyt wielu przyjaciół i ludzi, z którymi mogła być blisko, ale nie sądziła, że przyczyną tego stanu jest jej „zimna” i „zamknięta” osobowość. Nigdy nie usłyszała podobnej opinii na swój temat i słysząc coś takiego z ust osoby, która kiedyś była jej bliska, poczuła się przygnębiona. Nieważne, że Kuba już jej tak nie odbierał, ważne, że kiedyś taka była, a może wciąż taka jest, tylko on tego nie widzi. Wiedziała jedno – nie chciała taka być.
Po śniadaniu ubrała się w spodnie dresowe i koszulkę z krótkim rękawem i postanowiła spędzić cały dzień na oglądaniu telewizji i błogim lenistwie. Była bardzo przemęczona, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Studia były wymagające, a weekendowa praca nie pozwalała na chwilę wytchnienia, dlatego teraz postanowiła sobie pofolgować.
Kiedy ułożyła się wygodnie na kanapie, zadzwonił jej telefon. Chwyciła go szybko i zerkając na wyświetlacz, stłumiła trudne do wytłumaczenia rozczarowanie i odebrała.
– Co tam Łukasz? – zapytała zachrypniętym głosem, ciężko przy tym wzdychając.
– Spałaś? – zapytał podejrzliwie. – Na litość boską jest już przecież pierwsza – dodał nie czekając na jej odpowiedź.
– Daj sobie spokój – skwitowała to szybko. – O co chodzi? Jak tam akcja pod tytułem: rodzice poznajcie moich teściów? – zapytała rozbawiona. – Chyba nie doszło do jakiegoś incydentu?
– Bardzo zabawne Lenin – oczywiście musiał ją tak nazwać, bo nienawidziła tego przezwiska, ale w tym momencie nie zareagowała na to, żeby nie dawać mu satysfakcji – Posłuchaj, mam do ciebie prośbę.
– Zaczęło się – stęknęła głośno. – Dawaj.
– Nie jęcz, na razie to niewielka przysługa – powiedział tonem, który wskazywał na coś zupełnie przeciwnego. – Musisz podjechać do sali weselnej, żeby zatwierdzić menu. Baba nie chce się zgodzić na przesłanie potwierdzenia mailem, bo trzeba jej to podpisać, czy coś. Żyje jeszcze w zeszłym stuleciu i nie wie nic o potędze Internetu – prychnął pod nosem i Lena dałaby sobie uciąć rękę, że w tej chwili drapał się w tył głowy. – Potwierdziła, że to może być siostra, wujek czy nawet mój pies, aby umiał się podpisać, wiec Lena musisz to dla nas zrobić.
– Dzięki za stawianie mnie na równi z psem. No dobra. Na którą mam tam być? – wywróciła oczami, bo wiedziała, że to nie będzie półgodzinny obrót w obie strony tylko około trzech godzin z dojazdem.
– Tak na osiemnastą, bo kobiety nie będzie teraz na miejscu. Magda przesłała już na twoją pocztę to menu i zaznaczyła, co wybieramy. Wystarczy, że podasz to właścicielce i podpiszesz przygotowaną umowę. Dzięki Lena – zakończył, próbując ją udobruchać.
Oczywiście tylko ją tym podrażnił, ale zagryzła zęby, potwierdziła, że się tam zjawi i rozłączyła się, rzucając telefon na drugi koniec kanapy. Ten ruch okazał się błędem, ponieważ po sekundzie telefon rozdzwonił się ponownie. Lena ociągała się z podniesieniem go, bo była pewna, że to znowu Łukasz, który zapomniał o dodaniu jakiegoś istotnego szczegółu, takiego jak to, że tak naprawdę ich dom weselny znajduje się jednak w Ciechocinku i musi wyruszyć tam natychmiast. Westchnęła jak cierpiętnica i sięgnęła po telefon, a gdy zerknęła na wyświetlacz omal nie wyślizgnął jej się z rąk na widok numeru Kuby. Odebrała szybko.
– Halo – zabrzmiała ciężko dysząc, jakby przed chwilą skończyła jogging.
– Cześć Lena – nastała chwilowa cisza w słuchawce – Nie przeszkadzam? – usłyszała niepewność w jego głosie. 
– Nie, skąd – zapewniła go natychmiast.
– Ok. Dzwonię w sprawie naszego dzisiejszego spotkania. Jesteś cały czas na tak? – usłyszała, że się uśmiecha i zrobiło jej się ciepło w środku.
Jezu! Co się ze mną dzieje? Pomyślała przerażona. W jednej chwili dotarło do niej, że nie da dziś rady się z nim spotkać i poczuła się fizycznie źle.
– Ja jestem jak najbardziej na tak, ale coś mi wypadło i po prostu nie dam dziś rady – powiedziała zrezygnowana. – Chyba miałeś rację z tym, że przez to wesele Łukasza nie wypocznę sobie – dodała, żeby się usprawiedliwić, bo nie chciała, żeby pomyślał, że zmieniła zdanie.
Kuba westchnął ciężko, jakby ta informacja sprawiła mu duży zawód, ale po chwili odezwał się raźniejszym głosem.
– Zapominasz, że go trochę znam.
– Najwyraźniej lepiej, niż ja – stwierdziła, rzucając się z impetem na poduszkę przy oparciu kanapy. – Może kiedy indziej. W końcu mamy całe wakacje – prawie dodała „dla siebie” ale w porę się powstrzymała.
Ich ewentualne spotkanie nie miało nic wspólnego z randką czy podobnym nonsensem. Byli tylko kolegami, w najlepszym razie bliskimi znajomymi. To wszystko.
– Oczywiście. Po prostu odezwij się do mnie, kiedy będziesz miała chwilę. Ja pracuję od poniedziałku do piątku do szesnastej, potem…jestem prawie zawsze wolny – chyba naprawdę mu zależało na tym spotkaniu, skoro przekazał jej szczegóły swojego rozkładu dnia.
Lenie zrobiło się dziwnie w środku, na myśl o jego dość smutnej dziennej rutynie, którą dało się wychwycić w jego głosie. Może o to tu chodziło? Może spotkanie z nią, to pewnego rodzaju rozrywka i chęć zabicia czasu. Ta myśl jednocześnie przyniosła jej ulgę i zawód.
– Jasne. Myślę, że jakoś uda nam się zgrać – powiedziała, nie wdając się w szczegóły, takie jak ten, że była gotowa spotkać się z nim nawet jutro.
Nie powiedziała tego, ponieważ nie chciała wydać się nachalna albo zbyt chętna.
Nigdy taka nie była, nigdy aż tak bardzo nie zależało jej na spotkaniu z jakimkolwiek facetem, a musiała przyznać szczerze, że takie „zaproszenia” otrzymywała przynajmniej raz w tygodniu i to nieraz od zupełnie przypadkowych i obcych mężczyzn, którzy niejednokrotnie mogliby być jej ojcami. Potrząsnęła głową, bo jej myśli pobiegły w niezbyt szczęśliwym kierunku, a to nie był najlepszy moment na tego typu tematy.
– W takim razie do zobaczenia – powiedział. – Pamiętaj, że czekam na kontakt od ciebie.
– Oczywiście. Do zobaczenia – pożegnała się i z ciężkim sercem zakończyła połączenie.
Nie potrafiła tego rozgryźć, ale taki obrót sprawy sprawił, że czuła jak na jej sercu usiadł jakiś ciężar, który był trudny do udźwignięcia. To było niesamowicie głupie uczucie, ponieważ mieli przed sobą całe wakacje i tak naprawdę mogli się spotkać w każdej chwili, a jednak było coś w tym niefortunnym zbiegu okoliczności, co napawało ją smutkiem i poczuciem straty. Tak jakby przegapiła coś, czego nie da się już dogonić albo odwrócić.
Późnym popołudniem, gdy szykowała się do wyjazdu i ledwie zatrzasnęła za sobą drzwi, dostała kolejny telefon od swojego brata. Strasznie ją przepraszał, ale dzisiejsza wyprawa do domu weselnego nie była już aktualna, ponieważ właścicielka nie pojawi się na miejscu i przełożyli wszystko na następny dzień.
W pierwszym odruchu Lena chciała zadzwonić do Kuby i zapytać, czy ich wspólne wyjście na piwo jest wciąż aktualne, ale przemyślała to i doszła do wniosku, że on na pewno nie siedzi w domu, czekając na jej telefon i zapewne już zaplanował sobie wieczór, a ona nie chciała sprawiać mu kłopotu. Zadecydowała, że zadzwoni do niego we wtorek i zaproponuje spotkanie i z tym postanowieniem wróciła do domu.
Niecałą godzinę później wpadła do niej Alina, jej najlepsza przyjaciółka jeszcze z liceum. Nie widziały się od świąt wielkanocnych, dlatego bardzo ucieszyła się z jej wizyty. Alinie udało się nawet namówić ją na wyjście do jakiegoś baru, żeby napić się piwa i pogadać. Przygotowanie do wyjścia zajęło jej dwadzieścia minut i kiedy wybiła dwudziesta, docierały właśnie do „Kolibra”, nowego lokalu w mieście. Miejsce było fajne i klimatyczne i nie tak zatłoczone, jak większość barów w okolicy.
Zajęły miejsce przy jednym ze stolików wysuniętych przy betonowej ścianie, oświetlonej z góry niewielkim kinkietem, przypominającym lampkę biurkową z klipsem. W wystroju dominował kolor fioletowy i szary, co nadawało wnętrzu przytulny charakter. Na ścianach rozwieszone były stare plakaty z logo pepsi i starych brytyjskich browarów. Z głośników leciała muzyka z jakiejś telewizyjnej stacji muzycznej, ale nie na tyle głośno, żeby utrudniało to swobodną rozmowę.
Jej przyjaciółka, Alina była niezwykle żywiołową osobą i właśnie dlatego, tak szybko zaprzyjaźniły się w ogólniaku. Jej pogodny charakter był tak zaraźliwy, że w jej towarzystwie Lena szybko zapominała o złym samopoczuciu i wszelkich rozterkach. Tak było i teraz. Niemal natychmiast straciła energię na to, żeby wkurzać się na Łukasza i ten jego brak organizacji oraz brak wyczucia czasu, i postanowiła wykorzystać ten wieczór na pogaduchy z dawno niewidzianą przyjaciółką.
– I jak wczorajsze spotkanie z dziewczynami z kółka wzajemnej adoracji? – zapytała z pogardą w głosie.
Alina nie znosiła jej koleżanek z kółka sportowego, które nazywała sforą, ponieważ pozostałe dziewczyny trzymały się swojego kręgu, jak jakiegoś tajemnego stowarzyszenia i nie przyjaźniły się z nikim spoza sportowego grona. Lena od szkoły podstawowej grała w siatkę i uczęszczała na każde możliwe zajęcia sportowe, jakie były organizowane na każdym etapie jej edukacji i wielokrotnie wraz z pozostałymi dziewczynami reprezentowała ich szkołę na zawodach sportowych. Wraz z rozpoczęciem studiów jej zapał, jeśli chodziło o siatkówkę znacznie zmalał, a dodatkowe obowiązki wręcz go w niej zdusiły siłą. Nie, żeby przestała czerpać radość z gry, po prostu nie traktowała jej już tak poważnie, a na pewno nie wiązała z nią swojej przyszłości, dlatego z lekkim zaskoczeniem przyjęła zaproszenie na spotkanie z dziewczynami, z którymi praktycznie już nie utrzymywała żadnych, bliższych kontaktów.
– Szczerze mówiąc to przebiegło zaskakująco – powiedziała tajemniczo i streściła jej przebieg wczorajszego wieczoru.
– No proszę – zdziwiła się. – A więc Kuba jest w mieście – bardziej stwierdziła, niż zapytała.
– Tak. Mieliśmy się dziś spotkać, ale Łukasz trochę namieszał i musiałam to przełożyć.
– No i biedaczko skończyłaś ze mną, zamiast z tym przystojniakiem – dokończyła za nią, puszczając do niej oko.
– No trudno. Takie moje parszywe szczęście – udała przygnębienie i celowo zignorowała komentarz Aliny na temat Kuby.
– Hej, bo cię kopnę – zagroziła, po czym i tak pod stołem kopnęła ją w kostkę.
– Wariatka – szturchnęła ją w rękę i w tym momencie rozdzwonił się jej telefon.
Na wyświetlaczu pojawiło się imię Magda i Lena odebrała bezzwłocznie, co Alina skomentowała wywróceniem oczu. Ponieważ lokal znajdował się w podziemiach, Lena musiała wyjść na zewnątrz, żeby złapać zasięg. Przystanęła na rogu kamienicy, w której znajdował się pub. Magda, jej przyszła bratowa, przepraszała ją za tę dzisiejszą sytuację i obiecała, że jutro na pewno będzie mogła załatwi tę sprawę, bo przycisnęła właścicielkę domu weselnego i ta zobligowała się być jutro na miejscu o umówionej godzinie. Pogawędziły chwilę, po czym pożegnały się i Lena odwróciła się, żeby wrócić do środka. W tej samej chwili prawie zderzyła się z jakimś młodym, jasnowłosym mężczyzną, który przytrzymał ją za ramiona, żeby się nie wywróciła.
– Przepraszam – powiedział i Lena z uśmiechem próbowała go wyminąć, ale ten zawołała za nią: – Mam do ciebie prośbę. Zauważyłem, że masz taki sam telefon. Mój się rozładował, a musze koniecznie wysłać ważnego SMS-a. Czy nie pożyczyłabyś mi dosłownie na minutę baterii, żebym mógł go wysłać?
Lena zatrzymała się, zastanawiając się nad tym, czy to aby nie kolejny mierny sposób na podryw, ale stwierdziła, że w oczach tego, bądź co bądź atrakcyjnego faceta, nie ma krztyny flirtu i postanowiła mu pomóc.
– Jasne, ale trochę się spieszę, więc proszę ogarnij to w miarę szybko – odpowiedziała i wyciągnęła baterię, którą wręczyła mu z uśmiechem.
– Oczywiście. To potrwa tylko sekundę – mówiąc to już wkładał baterię i prawie natychmiast po tym zaczął wystukiwać SMS-a.
Gdy skończył, od razu otworzył pokrywę i wyciągnął jej baterię, po czym ją jej oddał.
– Wielkie dzięki. Uratowałaś mi życie – powiedział z uśmiechem. – Może odwdzięczę ci się za to stawiając ci piwo? – zapytał z uśmiechem, który odbijał się w jego niebieskich, jak bezchmurne niebo oczach i w postaci niewielkich kurzych łapek rozchodzących się w ich kącikach.
Kiedy miała się odezwać i podziękować mu za propozycję, bo ewidentnie jego cała sylwetka zmieniła się z neutralnej w nasiąkniętą flirtem, jej oczy zderzyły się ze spojrzeniem ciemnych oczu Kuby, który właśnie zatrzymał się przy wejściu do klubu i obserwował ją z trudnym do rozszyfrowania wyrazem twarzy.
*
Kuba od samego niedzielnego poranka zbierał się, żeby wykonać ten cholerny telefon. Czuł się tak jakby miał otrzymać informacje z diagnozą o śmiertelnej chorobie, na którą właśnie zapadł, co było w pewnym sensie prawdą. Próbował wybrać idealny moment, nie za wcześnie, żeby nie wydać się natrętem, nie za późno, żeby nie pomyślała, że o niej zapomniał. Kiedy w końcu uznał, że nadeszła ta właściwa chwila usłyszał w słuchawce, że dzisiaj niestety nie dojdzie do żadnego spotkania. Poczuł taki zawód, że odczuł go, jako fizyczny ból gdzieś w środku. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby tylko miał pewność, że to, co od niej usłyszał było prawdą. Wtedy odczekałby dzień lub dwa i spróbował ponownie, ale jeśli to była tylko tania wymówka, to nie wiedział jak na to zareagować - wkurwić się, czy po prostu popaść w jeszcze głębszy dół? Ponieważ nie znał odpowiedzi na to istotne pytanie, postanowił jakoś zabić czas i wyszedł z domu, żeby napić się piwa z kumplami. W międzyczasie wytropiła go Gośka i przyłączyła się do nich, a Kuba uznał, że to idealny moment, żeby w końcu zakończyć ten ich bezproduktywny romans.
Ledwie dotarli do baru, a natychmiast otrzymał odpowiedzi na swoje wcześniejsze pytania. Od razu też dowiedział się jak na to zareaguje. Złość i zawód, które jak śniegowa kula toczyły się właśnie po jego ciele, były w tej chwili nie do zatrzymania.
Poprosił Gosię, żeby zaczekała na niego w środku i nie zastanawiając się nad tym, co robi ruszył w kierunku Leny i jakiegoś pizdowatego kolesia, który stał obok niej i pożerał ją wzrokiem. Właściwie to jeszcze nie wiedział, co jej powie, jak jej to powie, ale czuł, że ma dość. Dość tej obsesji, dość tych fałszywych nadziei, dość tej władzy, którą nad nim miała. Miał dość tego jej poczucia wyższości, przez które czuł się jak nic nie warte gówno. Miał tego dość.
Stanął przed nią zbierając wszelkie pokłady opanowani. Kiedy go spostrzegła w jej spojrzeniu pojawiło się poczucie winy i niepewność. Powiedziała coś do swojego towarzysz, a ten, na jego własne szczęście, wszedł do pubu. Zapewne po to, żeby na nią tam zaczekać.
Skurwiel!
– Cześć – przywitała się jakby nigdy nic, cudownie nieświadoma, tego, co mu robiła za każdym cholernym razem.
– Zmiana planów? – zapytał jedynie, nie fatygując się, żeby odpowiedzieć na jej przywitanie.
Złość gotowała się w nim jak czarna lepka smoła, która w każdej chwili była gotowa wykipieć i zalać wszystko, co znajdowało się w jej zasięgu.
– Łukasz w ostatniej chwili odwołał ten wyjazd do domu weselnego, a ja nie chciałam ci już mieszać w planach – zaczęła się tłumaczyć, jakby to miało cokolwiek zmienić.
Kuba miał gdzieś tę jej mało wiarygodną wymówkę. Chciał po prostu z tym skończyć, ale przedtem chciał ją zranić, tak jak ona raniła go przez tyle lat. To, że nie była tego świadoma i że nie było w tym jej winy, nie miało dla niego w tej chwili żadnego znaczenia.
Zaśmiał się pozbawionym wesołości śmiechem.
– Spokojnie. Nie musisz się przede mną tłumaczyć, przecież to nie miała być randka. Jeśli miałaś ochotę...puszczać się z tym frajerem, to trzeba było powiedzieć od razu. Nie musiałaś z wdzięczności za pilnowanie cię w nocy umawiać się ze mną, a potem wymyślać tanie wymówki – nie panował już nad tym, co mówił, wiedział tylko jedno: chciał żeby ją zabolało.       
Lena najpierw popatrzyła na niego, jakby go nie poznawała, albo jakby zmienił się na jej oczach w obrzydliwego karalucha, po czym pokręciła z niedowierzaniem głową.
– Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, co właśnie powiedziałeś? – zapytała zduszonym głosem.
– Dziękuję, że się upewniasz, ale dokładnie wiem, co powiedziałem, a jeśli ty tego nie zrozumiałaś, to mogę to powtórzyć – powiedział zimnym, na pozór pozbawionym emocji głosem. – Nie udawaj kogoś kim nie jesteś. Myliłem się. Nic się nie zmieniłaś. Wciąż jesteś wywyższającą się zimną suką, która patrzy na wszystkich z góry.
Lena na chwilę zaniemówiła, a w jej oczach pojawiły się łzy, za które od razu siebie znienawidził. Był podłym egoistycznym sukinsynem, który nigdy na nią nie zasługiwał i nigdy nie będzie jej wart i właśnie to udowodnił.
Odwróciła się na pięcie, ale zdążył złapać ją za ramię i odwrócił w swoją stronę. Lena zaskoczona tym gwałtownym gestem, przez chwilę nie próbowała się nawet wyrywać z jego mocnego uścisku.
– Przepraszam – wyszeptał, bo ze strachu nie mógł z siebie wydusić niczego więcej.
W jednej strasznej chwili dotarło do niego, co zrobił i ledwie trzymał się w kupie.
Nagle usłyszał za plecami swoje imię i zaklął pod nosem.
– Kochanie, wszystko w porządku? – usłyszał Gośkę, która stanęła tuż za nim.
Kochanie? Nigdy tak go nie nazwała. Kto dał jej prawo tak do niego mówić? W tej chwili zalała go kolejna fala złości, którą zamierzał wyładować właśnie na niej.
Lena spojrzała to na niego, to na Gośkę i pokręciła zdegustowana głową, po czym wyszarpnęła się z jego mocnego uścisku i syknęła:
– Pierdol się.
Kuba puścił ją, nie chcąc robić scen, ale przysiągł sobie, że to jeszcze nie koniec. To nie koniec. Ona i on to nie koniec. Nigdy na to nie pozwoli. Tak wiele rzeczy spierdolił, ale tej jednej nie może pogrzebać i zaprzepaścić, bo równie dobrze mógł pogrzebać z nią samego siebie i wszystko, co się dla niego kiedykolwiek liczyło. Nie po to wróciła do jego życia, żeby teraz miał pozwolić jej odejść.
– O co chodziło? – głos Gośki przywrócił go do tu i teraz. – Kto to był? – zapytała, a w jej głosie była zazdrość, do której nie miała żadnego prawa, co rozzłościło go jeszcze bardziej.
– Nie twoja sprawa – rzucił, odwracając się od niej.
– Zaczekaj. Kim była ta dziewczyna? – drążyła.
– Czy ty nie słyszysz, co ja do ciebie mówię? Nie twoja pierdolona sprawa, Gośka. Kim ci się wydaje, że dla mnie jesteś? Kto ci dał prawo nazywania mnie „kochanie” i zadawanie mi takich pytań?! – krzyknął, bo nie miał już na to wszystko sił.
Chciał to zakończyć spokojnie i bezboleśnie, ale nie dała mu na to szansy. To wszystko zaszło już za daleko, a on nie miał już energii na udawanie, że wszystko jest w porządku, kiedy z każdym dniem czuł, że tonie.
– O, przepraszam. Myślałam, że sypianie z tobą daje mi takie prawo, ale wygląda na to, że się myliłam! – rzuciła z furią i odwróciła się od niego, a jej długie jasnobrązowe włosy zafalowały w powietrzu.
Dziarskim krokiem ruszyła w kierunku wejścia do pubu.
– Zaczekaj – krzyknął za nią; zatrzymała się i odwróciła się gwałtownie. – Przepraszam, ale Gosia…spójrz na mnie – wskazał gestem ręki na siebie. – Ja się do tego nie nadaję – wziął głęboki oddech. – Przepraszam. Nie chciałem ci dawać jakiegoś fałszywego wrażenia. Nie chciałem, żeby to tak daleko zaszło. Lubię cię, ale …– nie chciał mówić tego na głos i liczył, że ona wybawi i jego i siebie od tego wyznania.
– Szkoda, że dopiero teraz to mówisz… – wstrząsnął nią rozrywający serce szloch – Szkoda, że…Nieważne – otarła ręką pierwsze łzy, które potoczyły się po jej gładkich śniadych policzkach i odwróciła się na pięcie.
– Gosia! – krzyknął za nią, ale tym razem się nie zatrzymała.
Pobiegła przed siebie, ściskając w ręku niewielką torebkę, którą zawsze nosiła przy sobie.
Kuba przetarł ręką twarz i oparł się o zimną ścianę kamienicy, po czym osunął się po niej na ziemię. Stracił resztki sił. Nie mógł uwierzyć, że to wszystko tak się potoczyło, że tak bardzo spaprał wszystko, co było mu drogie i to w ciągu zaledwie kilku minut. Nie kochał Gosi, ale bardzo ją lubił i wiele jej zawdzięczał. Nigdy w życiu nie chciał jej skrzywdzić. A Lena…Jezu drogi! Jak mógł tak potraktować kogoś, kogo tak bardzo kochał. Jak mógł powiedzieć coś równie podłego osobie, która była dla niego wszystkim i która nigdy celowo go nie zraniła. Lena nie była winna jego obsesji, nie miała o niej zielonego pojęcia i nie mógł jej winić za swoje własne tchórzostwo.

poniedziałek, 28 września 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 4

    Pożegnali się z resztą, a Paweł uśmiechnął się do niego porozumiewawczo, bo jako jedyny z towarzystwa wiedział, że on od zawsze był zadurzony w siostrze Łukasza, a dowiedział się o tym, gdy pewnego dnia próbował wykonać w jej stronę ruch. Kuba, po wymianie z nim kilku niezbyt przyjacielskich zdań, po prostu dał mu w gębę i Paweł już na zawsze zapamiętał sobie, że siostra Łukasza jest poza jego zasięgiem.
Nie wiedział jak to było z kobietami, ale wśród facetów panował niepisany pakt dotyczący lasek, z którymi się umawiali, albo chcieli umawiać. Żaden nie wchodził drugiemu w paradę, nawet jeśli bardzo tego chciał. Tak po prostu było i jeśli komuś przyszło do głowy, żeby zignorować to porozumienie, dostawał łomot.
Oboje przez dobrą chwile milczeli, ale tym razem to Kuba postanowił przerwać tę ciszę, która była naszpikowana dziwnym oczekiwaniem i niepewnością.
– Co porabiasz na co dzień? – zapytał. – Nie nudzisz się tutaj? – trudno mu było uwierzyć, że praktycznie na stałe mieszkając w Warszawie nie jest jej tu za ciasno.
– Nie. Lubię to miasteczko. Po prostu odpoczywam. Zajęcia w tygodniu, a w weekendy praca w restauracji totalnie mnie wykończyły – westchnęła głośno i w tej chwili rzeczywiście wyglądała na padniętą. – Cieszę się, że będę mogła trochę poleniuchować.
Kuba uśmiechnął się pod nosem, czując ulgę, bo wyglądało na to, że Lena w ogóle się nie zmieniła. Jej rodziców było stać na to, żeby utrzymywać ją w czasie studiów. Ale dziewczyna nie godziła się na to, żeby być od nich zależną w stu procentach. Zapewne chciała sobie dorobić na swoje prywatne wydatki. Właśnie dlatego tak bardzo się w niej zakochał. Nie dlatego, że była nieprzeciętnie piękna, nie był aż tak płytki i pusty. Kochał ją, bo nawet jako młoda dziewczyna była bardzo niezależna i zacięta w dążeniu do celu. Jeśli czegoś naprawdę chciała, to nie spoczęła, aż tego nie osiągnęła. Nigdy się nie poddawała, nawet jeśli wszystko sprzeciwiało się przeciwko niej. Była też dobrym człowiekiem, jakkolwiek mało konkretnie by to zabrzmiało. Była dobrą córką, dobrą siostrą i dobrą przyjaciółką. Wiedział o niej to wszystko, bo jako ktoś owładnięty obsesją na jej punkcie, próbował być częścią prawie każdego aspektu jej życia. Oczywiście dyskretnie i w granicach zdrowego rozsądku, którego w pewnym momencie mu zabrakło.
To on pomagał jej w lekcjach z matematyki i fizyki, kiedy Łukasz stwierdzał, że nie będzie poświęcał jej swojego cennego czasu, bo siostra i tak niczego nie zrozumie, co oczywiście było bzdurą, bo Lena po półgodzinie ogarniała nawet najtrudniejszy materiał. To z nim Lena usiadła po raz pierwszy za kółkiem samochodu, bo Łukasz miał zbyt wybuchowy temperament i po dziesięciu minutach ich pierwszej wspólnej lekcji, która nie obejmowała nawet włożenia kluczyka do stacyjki, doszło między nimi do karczemnej awantury, którą Kuba do dziś wspomina z rozbawieniem.
– Chyba nie za dużo sobie odpoczniesz, skoro masz pomagać w przygotowaniach do wesela – zauważył i uśmiechnął się do niej ciepło, nie dlatego, że właśnie taki miał być ten uśmiech, tylko dlatego, że nie umiał się do niej inaczej uśmiechać.
– Nie będzie aż tak źle – odpowiedziała i po chwili dodała – Przynajmniej mam taką nadzieję.
Ich miasteczko było na tyle małe, że droga z jednego końca na drugi zajmowała około czterdziestu minut. Trasa od pubu w stronę osiedla domu rodzinnego Leny nie trwała dłużej niż piętnaście minut i nim się spostrzegli, stanęli tuż przy bramie wjazdowej. Dom był ciemny i wydawał się opuszczony, co nie powinno dziwić, skoro był środek nocy.
Lena oparła się plecami o metalową furtkę i objęła się ramionami. Nie wyglądała wcale jak ktoś, kto chciałby zniknąć jak najszybciej w domu, pozbywając się zbędnego towarzystwa. Kuba podekscytowany tym odkryciem postanowił wykorzystać okazję maksymalnie i nie zamierzał się jeszcze z nią żegnać. Oparł się o to samo ogrodzenie, nie spuszczając z niej oczu i pochłaniał każdy najmniejszy szczegół w jej twarzy, w jej gestach i uśmiechach. Nie musieli rozmawiać, wystarczyło, że Lena pozwoli mu na siebie patrzeć i po prostu być blisko, czego tak bardzo potrzebował i na co czekał od dawna.
Nagle odezwała się niespodziewanie, przerywając ten trans, w który wpadł bez ostrzeżenia.
– Jesteś śpiący? – zapytała.
Kuba poruszył się niespokojnie, czując, że jej pytanie to niestety wstęp do pożegnania.
– Nie, ale skoro ty jesteś już zmęczona, to ja już…– nie dokończył, bo Lena zaprzeczyła gwałtownie.
– Nie, nie jestem i pomyślałam sobie, że jeśli ty też nie czujesz się zmęczony, to może wejdziesz, napijemy się…nie wiem herbaty albo gorącej czekolady i jakoś zabijemy tę noc – i po raz kolejny tego wieczora wbiła go w ziemię swoją inicjatywą.
– Jasne – odpowiedział natychmiast, bojąc się, że Lena weźmie jego zdumienie za niechęć do tego pomysłu.
Dziewczyna uśmiechnęła się i poprowadziła go do drzwi wejściowych.
– Jesteśmy sami, więc nie musimy się zachowywać cicho – powiedziała, ściągając buty w korytarzu, a Kuba poszedł w jej ślady.
Kuba przez chwilę poczuł się jakby cofnął się w czasie i wrócił do tych dni wypełnionych tęsknotą i uczuciem do pięknej dziewczyny, która była dla niego niczym zakazany owoc. Spędzał w tym domu tak wiele czasu, że rodzina Łukasza, stała się po części jego rodziną.
Jakub nie był już dzieckiem, nie był nastolatkiem z burzą hormonów zamiast dwóch półkul mózgowych, więc dlaczego tak bardzo denerwował się tym spotkaniem? Dlaczego nie potrafił, tak jak Lena przybrać swobodnego tonu i po prostu rozmawiać, nie czując tego uścisku w gardle, żołądku i sercu? No tak, bo dla niej to tylko pogawędka z kolegą brata, który kiedyś kręcił się wokół jej rodziny, i z którym nie łączyło ją nic, prócz koleżeńskiej znajomości.
– Z mlekiem? – zapytała, odrywając się od przyrządzania czekolady do picia.
– Tak – odpowiedział z uśmiechem, przyglądając się jej z fascynacją.
Lena zgarnęła z blatu kuchennego dwa napełnione gorącym napojem kubki, po czym wręczyła mu jeden z nich i skinęła głową, żeby poszedł za nią. Kuba poszedłby za nią wszędzie, nawet gdyby na końcu miał spotkać samą śmierć.
Weszli po schodach na pierwsze piętro i ku jego zaskoczeniu, dziewczyna pchnęła przeszklone drzwi balkonowe i poprowadziła ich na taras, na którym stała olbrzymia drewniana huśtawka wyłożona poduchami siedziskowymi. Kuba czuł się zagubiony i miał ochotę krzyknąć z frustracji w niebo, prosząc o jakąś wskazówkę. O co tu do cholery chodzi? Dlaczego Lena, siostra jego najlepszego kumpla, dziewczyna, w której był od zawsze zakochany, a która nigdy nie pozwoliła mu się do siebie zbliżyć, dziewczyna, której nie widział od tylu lat zaprasza go do domu, oferuje gorącą czekoladę do picia, zabiera na taras i wręcz daje do zrozumienia, że chce z nim spędzić noc? Nie w ten sposób, ale jednak.
I nagle to do niego dotarło. Jakby ktoś uderzył go z płaskiej dłoni w tył głowy. Ona się boi! Nie wiedział czy powinien poczuć się zawiedziony, czy wręcz przeciwnie – powinien być zadowolony, że przy nim czuła się na tyle bezpiecznie, że nawet po tylu latach bez zastanowienia zaprosiła go do pustego domu, mając pewność, że nie zrobi jej krzywdy.
Kiedy Lena miała piętnaście lat, ich dom został obrabowany i dziewczyna prawie zderzyła się z włamywaczami, którzy nieźle ją poturbowali, gdy uciekali z fantami. Od tamtej pory bała się być sama w domu, nawet jeśli jej ojciec zadbał o dodatkowe zabezpieczenia, a posesja monitorowana była przez firmę ochroniarską.
– Wciąż się boisz – powiedział, odrywając oczy od kubka z gorącym napojem.
Lena zatrzymała się z ustami na kubku, a on na chwilę zamarł przypatrując się jej lśniącym ustom o smaku mlecznej czekolady.
– Pamiętasz to hmm – stwierdziła jedynie, trochę zawstydzona. – Przepraszam, nie chciałam się przyznać, że po tylu latach wciąż czuję się niepewnie wchodząc w nocy do pustego domu.
– Mnie nie musisz się wstydzić – usiadł wreszcie obok niej na bujanej huśtawce.
Oparł się wygodnie plecami o wysokie oparcie i wziął łyk słodkiego napoju, który był tak dobry, że musiał zwalczyć odruch wysiorbania całej zawartości na jeden raz.
– Wiesz, że jeśli będziesz czegoś potrzebowała, to zawsze możesz się do mnie zgłosić. Będę tu całe wakacje – powiedział szczerze, czując, że dopiero teraz może się w pełni rozluźnić, kiedy jej zachowanie nie było już dla niego zagadką.
– Dzięki – uśmiechnęła się nieśmiało.
Na dworze wzmógł się delikatny wiatr, który odświeżał umysł i dawał wytchnienie po ciężkim, gorącym dniu. Jakub zawsze lubił widok z tego tarasu. Balkon znajdował się na tyłach domu i wychodził na las. Chłopak przypatrywał się szumiącym i falującym koronom drzew i w tej właśnie chwili zdał sobie sprawę, że jest szczęśliwy. Od dawna nie czuł czegoś takiego. Zapomniał jak to jest, gdy nie musi szarpać się z każdym dniem o choćby skrawek dobrego samopoczucia.
– Jeśli jesteś śpiąca, to nie krępuj się. Ja mogę tu zostać do rana i … popilnować cię – spojrzał w jej oczy i uśmiechnął się.
– Dzięki, ale wolę posiedzieć tu z tobą – powiedziała, a jego serce zamieniło się w tej chwili w stado bawołów na dzikiej prerii.
Znowu zapadła między nimi cisza, której Kuba już się nie obawiał, bo wiedział, że jest też pewnego rodzaju konwersacją.
– Mogę cię o coś zapytać Kuba? – odezwała się po chwili.
– Jasne – zachęcił ją, ale jednocześnie spiął się cały w środku.
– Co się stało z tobą i Łukaszem? – odwróciła się w jego stronę i oparła się plecami o podłokietnik, podciągając jedną nogę do góry, tak, żeby mogła na kolanie postawić kubek z czekoladą.
– Co masz na myśli? – oczywiście wiedział, co miała na myśli, ale próbował to przeciągać jak najdłużej, ponieważ nie miał pojęcia, co ma jej na to odpowiedzieć.
– Chciałam wiedzieć, czy coś się między wami wydarzyło. W jednej chwili byliście jak bracia syjamscy, a w następnej przestałeś się u nas pojawiać… to znaczy u Łukasza. Myślałam, że poszło wam o jakąś dziewczynę, czy coś – zaśmiała się na końcu nerwowo.
– W pewnym sensie tak właśnie było – starał się dryfować najbliżej prawdy, jak to tylko możliwe. – Ale nie tylko to. Wiesz jak to jest. Ostatnia klasa liceum, studniówka, matura, egzaminy na studia, brak czasu. Życie – zakończył z uśmiechem, chcąc wyciszyć ten temat.
– No tak – też się uśmiechnęła i wzięła duży łyk zapewne już nie tak gorącej czekolady. – Ale szkoda tej waszej przyjaźni, bo wyglądało na to, że się dogadywaliście – wzruszyła ramionami.
– Bo tak było – zamyślił się nad tym i poczuł smutek, bo od kiedy zaczął się odsuwać od Łukasza i jego rodziny, już nigdy z nikim się nie zaprzyjaźnił.
Miał kumpli, ludzi, z którymi imprezował i chodził na mecze, ale nikogo z nich nie mógłby nazwać swoim przyjacielem. Winił za to tylko i wyłącznie siebie, bo nie zależało mu na tym, żeby zbudować z kimkolwiek taką relację.
– Jesteś inna – powiedział niespodziewanie, zaskakując tym przede wszystkim siebie, bo nie spodziewał się, że ta myśl zmaterializuje się w jego ustach.
Była inna. Już nie czuł się w jej towarzystwie jak ktoś obcy i niepotrzebny. Lena zawsze roztaczała wokół siebie aurę tajemniczości i niedostępności, tak jakby znała sekret, który jest przepustką do czegoś większego i lepszego. Teraz, przebywając z nią czuł ciepło i naturalność, jakby nie musiała się już od niego odgradzać.
– W jakim sensie? – zapytała, marszcząc brwi.
– Trudno mi to sprecyzować, ale nie czuję się już w twojej obecności onieśmielony i wystraszony – powiedział szczerze, bo ta nowa Lena na pewno nie wykorzysta tego przeciwko niemu.
– Wystraszony? – zapytała, a jej głos wszedł na wyższe oktawy, na co Kuba uśmiechnął się szeroko. – Jak to wystraszony?
Kuba wzruszył ramionami, wciąż się uśmiechając, bo wyraz jej zdumionej twarzy był komiczny.
– No tak. Wiem, że nie zdawałaś sobie z tego sprawy, ale tak właśnie wpływałaś na ludzi. Onieśmielałaś ich, a niektórzy, tacy jak ja – wskazał na siebie ręką – Nawet się ciebie bali.
– Przestań – szturchnęła go pięścią w ramie. – Jaja sobie ze mnie robisz – zaśmiała się, chyba rzeczywiście biorąc to za żart.
– Nie robię sobie jaj Lena – spoważniał. – Tak było, ale już tak nie jest. Jesteś inna, ciepła i otwarta. Wolę cię taką – spojrzał jej prosto w oczy, a ona otworzyła usta, ale nic na to nie odpowiedziała, tylko speszona uciekła wzrokiem gdzieś w bok.
– Ty natomiast jesteś taki sam – powiedziała po chwili. – Tylko trochę smutniejszy – dodała zamyślona.
Kuba wziął głęboki wdech i zamknął oczy, opierając głowę o tył ławki. Jestem smutny Lena. Jestem smutny, bo moje życie nie potoczyło się tak, jakbym sobie tego życzył. Pomyślał, ale nie zwerbalizował tych myśli.
Lena czekała na jego reakcję, a on nie chciał jej okłamywać i opowiadać optymistycznych bajek.
– Dorosłość – powiedział cicho.
– Wiem, co masz na myśli – powiedziała i zatopiła się w swojej dorosłości, która i dla niej musiała nie być do końca różowa.
– A ty nie planujesz małżeństwa, tak jak twój brat? – musiał o to zapytać, żeby zawczasu zatrzymać tę nadzieję, która zaczynała powoli rodzić się w jego sercu.
Lena uśmiechnęła się tylko delikatnie, zakładając kosmyk włosów za ucho.
– Nie. Jeszcze na to za wcześnie – powiedziała, a jemu nie spodobała się ta odpowiedź, bo niosła w sobie niedokończoną historię.
Jeśli jeszcze na to za wcześnie, to znaczy, że istnieje coś, co potrzebuje czasu, a to z kolei oznacza, że istnieje ktoś, do kogo odnosi się ten czas. Jezu! Jego myśli wirowały jak szalone, przyprawiając go o zawrót głowy. Zanim się zorientował, jego usta już zaczynały formułować zdanie.
– Długo ze sobą jesteście? – starał się zabrzmieć lekko, jak nieszkodliwy kolega, który tylko chce się czegoś dowiedzieć o życiu długo niewidzianej koleżanki.
– Z kim? – Lena podniosła do góry brwi.
– No z tym kimś, z kim jest jeszcze za wcześnie na małżeństwo – sprecyzował, wstrzymując oddech.
– Nie. Źle się wyraziłam – pokręciła głową. – Nie mam nikogo. Miałam na myśli, że jeszcze za wcześnie na planowanie rodziny i małżeństwa. Na razie skupiam się na studiach – wzruszyła bezradnie ramionami i podciągnęła kolana pod brodę.
 – Aha – nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, który zaczął żyć własnym życiem na jego twarzy.
To oficjalne. Nie ma nikogo. Ale jak to możliwe? Jak koś tak wyjątkowy może być wciąż sam? Nie mógł tego pojąć i nie mógł jej o to zapytać, a już na pewno nie dziś, nie teraz, kiedy dopiero się ze sobą zetknęli po tak długim czasie. Jedno było pewne – to musiał być znak. Kuba nigdy nie był ani wyjątkowo romantyczny, ani wyjątkowo przesądny, ale biorąc pod uwagę wszystko to, co wydarzyło się w ciągu kilku ostatnich godzin, był niemal pewny, że tak oto wygląda przeznaczenie.
Rozmowa, przeplatana chwilami ciszy, płynęła im tak gładko i luźno, że zanim się zorientowali na horyzoncie zaczęła pojawiać się różowa poświata, zwiastująca wschód słońca. Wspominali między innymi to, jak spędzali wakacje u ciotki Łukasza i Leny na wsi, kiedy to Łukasz dostał zatrucia pokarmowego i zmarnował im tym tydzień wakacji, bo musieli się nim opiekować na zmianę, bo ich ciotka była zbyt „wrażliwa” i nie mogła znieść widoku wymiocin, których Kuba naoglądał się za wsze czasy. Chciał w tym też wyręczyć Lenę, która chociaż próbowała być dzielna, też źle na nie reagowała. Śmiali się z tego, jak kiedyś razem z Łukaszem natknęli się na Lenę i ludzi z jej klasy, którzy wagarowali i Łukasz narobił jej wstydu, ochrzaniając ją przy wszystkich. Odwdzięczyła mu się za to, wysyłając z jego telefonu SMS-a do wszystkich kontaktów, że jest gejem. Kuba do tej pory miał tego SMS-a, którego wysłał sobie na maila. Łukasz do końca roku szkolnego nie miał życia i na długo zapamiętał sobie, że jego młodsza siostra potrafiła się zemścić, a to, że znała go aż za dobrze, robiło z niej niebezpiecznego przeciwnika.
Gdy już nad samym ranem Kuba wrócił z ubikacji, z której musiał nagle skorzystać po spożyciu kolejnej puszki coli, przystanął przy bujanej huśtawce i zastygł w miejscu, przyglądając się śpiącej Lenie. Usiadł na krześle naprzeciwko i jak totalny psychol i podglądacz wpatrywał się w nią, bojąc się nawet oddychać zbyt głośno, żeby jej nie wystraszyć. Budzący się do życia dzień okrywał jej piękne rysy i te niesamowite włosy, których kolor przypominał mu falujące łany dojrzałej pszenicy. Miała delikatnie rozchylone usta, które przez sen zwilżała językiem, sprawiając, że lśniły, jakby prosiły o pocałunek. Gdybym tylko mógł ich raz dotknąć. Chociaż raz. Pomyślał i już podnosił dłoń, żeby musnąć palcami jej miękkie i wilgotne wargi, ale w porę powstrzymał się i wziął głęboki wdech. Boże, co ja wyprawiam! Przetarł rękoma twarz, żeby się otrzeźwić i wstał nagle z krzesła, które zaszurało pod nim głośno.
Lena nagle drgnęła i otworzyła szeroko oczy.
– Kurde, chyba przysnęłam – podniosła się i przeczesała dłonią zmierzwione włosy. – Przepraszam.
– Ale za co? – uśmiechnął się do niej, przyjmując nonszalancką pozę. – Jest już prawie czwarta. Nic dziwnego, że zasnęłaś.
– Wiem, ale jesteś moim gościem i nie powinnam tak odpływać – wyciągnęła się i wstała z ławki. – Przepraszam, że zatrzymałam cię tak długo.
– Nie szkodzi. Było fajnie tak powspominać – wsadził ręce w kieszenie i oparł się o metalową balustradę balkonu. – Chyba już pójdę. Jeśli chcesz to przed wyjściem przejrzę dom, jeśli to sprawi, że poczujesz się bezpieczniejsza – dodał trochę niepewnie.
Lena zaskoczyła go takim pięknym zaspanym uśmiechem, że ledwie mógł złapać oddech. Przez chwilę wpatrywał się w te zielone oczy, błyszczące ze zmęczenia i niewyspania i stwierdził, że nie było na świecie piękniejszej rzeczy, niż jej oczy. Jej wygląd po tej krótkiej drzemce na huśtawce, to był przedsmak tego, jak wyglądałaby po wspólnie spędzonej nocy i na tę myśl przygryzł bezwiednie wargę.
– Dziękuję, ale to chyba nie będzie konieczne – znowu obdarzyła go tym specyficznym uśmiechem tylko jednego kącika ust, który wygenerował jeden dołek w policzku.
Kiedy znaleźli się już przy drzwiach wejściowych, Kuba zatrzymał się z ręką na klamce i odwrócił się do niej, biorąc głęboki oddech:
– Posłuchaj Lena…pomyślałem sobie, że może, jeśli oczywiście będziesz chciała, to może spotkamy się jutro, a właściwie dzisiaj – zerknął bez sensu na zegarek. – Mam na myśli, może wyjdziemy na piwo i dokończymy…– wzruszył ramionami, bo ten nieskładny słowotok po prostu go zawstydził.
Po tylu latach, po tak długim czasie ta dziewczyna wciąż sprawiała, że z pewnego siebie, ogarniętego i dorosłego człowieka zmieniał się w jąkającego się gówniarza. Boże, jak ona to robi i czemu mnie tak dręczy? A najgorsze w tym wszystkim było to, że wcale nie zdawała sobie z tego sprawy, co tylko wprawiało go w jeszcze większe zdumienie. 
– Jasne. Daj mi swój telefon – wyciągnęła po niego rękę, a on automatycznie sięgnął do kieszeni i jej go wręczył.
Lena szybko wbiła swój numer w pamięć jego telefonu i oddała mu go, przecierając zmęczone piękne oczy.
– Teraz masz mój numer, a ja mam twój – powiedziała, ziewając. – Zadzwoń do mnie, albo napisz, to umówimy się na wieczór.
– Ok. Na pewno się odezwę – zapewnił. – Śpij dobrze. Do zobaczenia – uśmiechnął się szeroko.
– Do zobaczenia i jeszcze raz dziękuję – pożegnała go i oparła się o framugę drzwi, nie wchodząc jeszcze do domu.