środa, 30 września 2015

"Jak powietrze" fragment


- Chryste! Znowu się spóźnię – syknęła Oliwia pod nosem, uderzając dwukrotnie dłońmi o kierownicę. – Jak ja nienawidzę tego miasta – dodała sama do siebie, tym razem uderzając w kierownicę własnym czołem.
      Warszawskie ulice w porze szczytu, który przypadał na godzinę szesnastą i trwał aż do późnych godzin wieczornych, był zmorą, z którą pomimo powtarzalności, Oliwia nie potrafiła się pogodzić. Gdyby nie fakt, że nienawidziła podróżowania komunikacją miejska o wiele bardziej, niż korków, najpewniej siedziałaby w tej chwili w zatłoczonym autobusie, wdychając zapach czyjejś pachy, albo niepranych skarpet przyklejonych do skórzanych sandałów. Na samą tylko myśl o tym zadrżała i przetarła dłońmi twarz, całkowicie ignorując to, że zapewne starła nimi podkład, który w tym upale i tak pewnie spłynął już z jej twarzy. Nie miała w tej chwili na tyle odwagi, żeby popatrzeć w lustro i się o tym przekonać.
      Zerknęła na zegarek na wyświetlaczu radia i zrezygnowana wypuściła głośno powietrze. Za cholerę nie zdążę, pomyślała wyciągając jednocześnie telefon z torebki, żeby wysłać SMS-a do Szymona. Już widziała jego minę, gdy to odczyta. Pewnie znowu się wścieknie, ale mało ją to obchodziło. To tylko durne kino, a nie sprawa życia i śmierci, próbowała sama siebie usprawiedliwiać.
      Już prawie przejechała najgorszy odcinek, wystarczyło tylko przemknąć w miarę szybko przez ostatnie światła. Wcisnęła pedał gazu i już prawie wjeżdżała na pasy, kiedy nagle ktoś zajechał jej drogę, zmieniając w ostatniej chwili pas i wpychając się tuż przed nią. Ten manewr sprawił, że Oliwia nie zdążyła przejechać na żółtym świetle i została ponownie zatrzymana na kilka dobrych minut, które w tej chwili były dla niej niezwykle cenne. Tak ją to rozsierdziło, że jej zdrowy rozsądek pofrunął wraz z tumanem kurzu, pozostawionym przez czarne volvo, które zajechało jej drogę. Nie zwracając uwagi na zapalone już czerwone światło, które łypało na nią oskarżycielsko, docisnęła gazu i ruszyła przez skrzyżowanie, licząc na to, że wyrobi się, nim ruszą samochody z przeciwległej strony.
      Nagle, ni stąd ni zowąd, na pasach pojawił się człowiek. Oliwia zahamowała tak gwałtownie, że poczuła zapach spalonej gumy, który dodarł do niej przez uchylone okno. Na nic to się jednak zdało, ponieważ samochód potoczył się do przodu jakieś trzy metry i zdążył zahaczyć o pieszego, który zaskoczony całym zdarzeniem, zamiast odskoczyć, stanął w miejscu, jakby czekał na to, co się wydarzy. Wszystko trwało tylko kilka sekund, ale dla Oliwii całe zdarzenie rozciągnęło się w czasie, zamieniając sekundy w długie minuty. W spowolnionym tempie widziała swoją nogę, którą wciska pedał hamulca, aż czuje ból w podeszwie. Widziała twarz młodego chłopaka, który z szeroko otwartymi oczami, wpatruje się w szybę jej samochodu i zastyga w bezruchu. Poczuła w końcu jak samochód uderza w niego, a on upada wprost pod koła.
      Mijały kolejne sekundy, a ona wciąż siedziała w aucie, nie mogąc się poruszyć. W jej sparaliżowanej strachem głowie, kołatała jedna, jedyna myśl: Boże! Zabiłam go. Wokół jej auta pojawiło się kilku przechodniów, którzy schylali się nad potrąconym człowiekiem. Nie mogąc dłużej wytrzymać tego napięcia, Oliwia wyszła z samochodu na drżących nogach i przytrzymując się cały czas to drzwi, to maski, podeszła powoli w stronę niewielkiego skupiska ludzi przy zderzaku swojego auta. Ignorując oskarżycielskie spojrzenia i komentarze, schyliła się nad poszkodowanym, modląc się w duchu, żeby nic mu się nie stało.
      Chłopak, czy może raczej młody mężczyzna, leżał na wznak, ale był przytomny i nie wyglądał na ciężko rannego, na co jej serce zaczęło ponownie bić. Na jego twarzy malował się grymas bólu, ale Oliwia nie potrafiła rozszyfrować, w którym miejscu był umiejscowiony, a właściwie, w którym miejscu ona umiejscowiła go w nim.
- Niech ktoś wezwie karetkę! – usłyszała nad głową głos kobiety w średnim wieku, która nie spuszczała z niej oczu.
      Nagle chłopak podniósł się i oddychając ciężko, odezwał się zachrypniętym głosem:
- Nie. Nic mi nie jest – po tym próbował się podnieść, ale stając na prawą nogę, zatoczył się.
      Oliwia działając zupełnie instynktownie, przytrzymała go za ramiona, a on uwiesił się na niej, łapiąc równowagę.
- Jest pan ranny, już dzwonie po karetkę i policję – powiedziała ta sama kobieta, która nie odstępowała go na krok, a wypowiadając ostatni wyraz spojrzała jej wymownie w oczy, co przyprawiło Oliwię o dreszcz.
      Tłum gapiów, nie widząc krwi i siejących się pokotem trupów, znacznie się przerzedził, na co Oliwia poczuła olbrzymią ulgę, ponieważ istniało duże prawdopodobieństwo linczu na jej osobie. Niestety, nie wszyscy dali za wygraną. Wspomniana kobieta, niezdrowo zainteresowana całym zdarzeniem nie spuszczała z niej oczu, tak jakby Oliwia miała za chwilę wsiąść do auta i pognać w siną dal, rozjeżdżając przy tym możliwie największą liczbę niewinnych przechodniów.
      Niespodziewanie, chłopak, który wciąż przytrzymywał się jej ramienia, nachyli się nad jej uchem i szepnął:
- Zabierz mnie stąd. Jeśli mnie stąd zabierzesz nie zawiadomię policji.
      Oliwia osłupiała, słysząc tę prośbę albo bardziej nakaz, czy nawet groźbę. Przez kilka sekund przetrawiała w głowie ten pomysł, przytaczając wszystkie za i przeciw, ale kiedy zauważyła, że ta natrętna kobieta już gdzieś wydzwania, kiwnęła tylko głową i poprowadziła chłopaka do drzwi samochodu, po czym otworzyła je przed nim. Zanim sama wsiadła do środka, chłopak wskazał ręką swój plecak, który wciąż leżał na pasach i poprosił ją, żeby mu go podała. Oliwia wykonywała jego wszystkie polecenia automatycznie. Pełna poczucia winy i strachu nie byłaby w stanie sprzeciwić się jakiemukolwiek jego żądaniu.
      Wsiadła za kółkiem nawet na niego nie patrząc. Chciała jak najszybciej zjechać ze skrzyżowania i z oczu gapiów, a co najważniejsze, chciała uniknąć konfrontacji z policją. Ojciec nie pomógłby jej tym razem. Nie, kiedy to była totalnie jej wina, podszyta premedytacją i co tu dużo mówić, głupotą.
- Przepraszam – odezwała się wreszcie do swojego pasażera, nie odrywając oczu od drogi. – Spieszyłam się…i chciałam przejechać na czerwonym – zaczęła dukać, nie wiedząc jak dalej się tłumaczyć.
      Chłopak, zamiast się odezwać, zasyczał jedynie, a Oliwia zerknęła pospiesznie w jego stronę. Był blady a na jego czole perlił się pot. Jego jasnobrązowe włosy były w totalnym nieładzie, bo co chwilę przeczesywał je rękoma. Kilka kosmyków z grzywki przykleiło się do jego mokrego czoła. Wyglądał jakby naprawdę cierpiał.  
- Co cię boli? – zapytała spanikowana.
      W jej głowie zaczynały pojawiać się scenariusze rodem z „Ostrego dyżuru” albo „Doktora Housa”. Może dostał wstrząśnienia mózgu, albo ma krwotok wewnętrzny, nie daj Boże odłamek kości dociera teraz do jego serca, powodując…
- Noga – odpowiedział, wciąż się krzywiąc. – Chyba jest złamana.
- Zawiozę cię do szpitala – powiedziała zdecydowanie, skręcając na najbliższych światłach, żeby zmienić kierunek jazdy.
- Nie – zaprotestował. – Zawieź mnie do domu – zerknął pospiesznie na zegarek na wyświetlaczu swojego telefonu. – Nie mogę zostać w szpitalu.
      Oliwia przez chwilę biła się z myślami, próbując podjąć jakąś decyzje. Wciąż była zdenerwowana, a to nie ułatwiało jej sprawy. Wiedziała jedno, nie może go zostawić w takim stanie. Gdyby coś mu się stało po tym, jak się rozstaną, wyrzuty sumienia chyba by ją zadręczyły.
- Posłuchaj – zaczęła – Mój ojciec jest ordynatorem w szpitalu. Zbada cię i jeśli nie wyrazisz zgody, nikt cię tam siłą nie zatrzyma. Jeśli masz złamana nogę, to samo nie przejdzie – powiedziała, a widząc, że się nie sprzeciwia, kontynuowała: – Wiem, jak boli złamanie i uwierz mi, potem będzie tylko gorzej. Jak spuchnie ci…
- Dobra – przerwał jej. – Tylko…nie mogę tam długo zostać – i po tym stwierdzeniu po raz kolejny zerknął na zegarek.
      Dalszą drogę do szpitala przebyli w milczeniu, co było jej na rękę, ponieważ nie wiedziała, o czym miałaby z nim rozmawiać. Była w końcu winna temu całemu zdarzeniu. Jak po czymś takim rozpocząć przyjazną pogawędkę dla zabicia czasu, kiedy omal nie zabiło się tej osoby?
      

13 komentarzy:

  1. Ciekawe! Już węszę tutaj tajemnice z jego strony a i Oliwia pewnie by nas nie nudziła. Ja bym czytała, zresztą po Kiedy na mnie patrzysz "biere" wszystko co Twoje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli okazałoby się, że Oliwię i Dominika porywają potem kosmici ? ;) Bardzo Ci dziękuję za wsparcie i proszę o trzymanie mocno kciuków za powodzenie tej książki :)

      Usuń
    2. Okej, może tych kosmitów sobie daruj :D No chyba, że w fantastykę idziesz :D
      Uwierz, że zasługujesz na każde dobre słowo i oczywiście trzymam mocno kciuki i czekam na wieści ;)

      Usuń
  2. Ja również bym przeczytała fajnie się zapowiada :) El@

    OdpowiedzUsuń
  3. Agata trzymam kciuki! Kiedy będę mogła zamówić książkę? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Agata trzymam kciuki! Kiedy będę mogła zamówić książkę? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaintrygowala mnie Pani tym fragmentem :) Z przyjemnością poczytałam bym coś więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały fragment...a kiedy następny ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga to jest fragment mojej kolejnej książki, więc będzie dostępny tylko w wersji papierowej :D

      Usuń
  7. Droga Agato :-)wiesz może kiedy ta wersja papierowa się ukaże ? ja już prawie czekam pod Empikiem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj kochana nie znam jeszcze daty. W przyszłym tygodniu dopiero odsyłam cały tekst do wydawcy. Śledź facebooka, tam na bieżąco będę o wszystkim informować :)

      Usuń
    2. Dzięki, zauroczyłam się Twoim pisaniem !

      Usuń