poniedziałek, 28 września 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 4

    Pożegnali się z resztą, a Paweł uśmiechnął się do niego porozumiewawczo, bo jako jedyny z towarzystwa wiedział, że on od zawsze był zadurzony w siostrze Łukasza, a dowiedział się o tym, gdy pewnego dnia próbował wykonać w jej stronę ruch. Kuba, po wymianie z nim kilku niezbyt przyjacielskich zdań, po prostu dał mu w gębę i Paweł już na zawsze zapamiętał sobie, że siostra Łukasza jest poza jego zasięgiem.
Nie wiedział jak to było z kobietami, ale wśród facetów panował niepisany pakt dotyczący lasek, z którymi się umawiali, albo chcieli umawiać. Żaden nie wchodził drugiemu w paradę, nawet jeśli bardzo tego chciał. Tak po prostu było i jeśli komuś przyszło do głowy, żeby zignorować to porozumienie, dostawał łomot.
Oboje przez dobrą chwile milczeli, ale tym razem to Kuba postanowił przerwać tę ciszę, która była naszpikowana dziwnym oczekiwaniem i niepewnością.
– Co porabiasz na co dzień? – zapytał. – Nie nudzisz się tutaj? – trudno mu było uwierzyć, że praktycznie na stałe mieszkając w Warszawie nie jest jej tu za ciasno.
– Nie. Lubię to miasteczko. Po prostu odpoczywam. Zajęcia w tygodniu, a w weekendy praca w restauracji totalnie mnie wykończyły – westchnęła głośno i w tej chwili rzeczywiście wyglądała na padniętą. – Cieszę się, że będę mogła trochę poleniuchować.
Kuba uśmiechnął się pod nosem, czując ulgę, bo wyglądało na to, że Lena w ogóle się nie zmieniła. Jej rodziców było stać na to, żeby utrzymywać ją w czasie studiów. Ale dziewczyna nie godziła się na to, żeby być od nich zależną w stu procentach. Zapewne chciała sobie dorobić na swoje prywatne wydatki. Właśnie dlatego tak bardzo się w niej zakochał. Nie dlatego, że była nieprzeciętnie piękna, nie był aż tak płytki i pusty. Kochał ją, bo nawet jako młoda dziewczyna była bardzo niezależna i zacięta w dążeniu do celu. Jeśli czegoś naprawdę chciała, to nie spoczęła, aż tego nie osiągnęła. Nigdy się nie poddawała, nawet jeśli wszystko sprzeciwiało się przeciwko niej. Była też dobrym człowiekiem, jakkolwiek mało konkretnie by to zabrzmiało. Była dobrą córką, dobrą siostrą i dobrą przyjaciółką. Wiedział o niej to wszystko, bo jako ktoś owładnięty obsesją na jej punkcie, próbował być częścią prawie każdego aspektu jej życia. Oczywiście dyskretnie i w granicach zdrowego rozsądku, którego w pewnym momencie mu zabrakło.
To on pomagał jej w lekcjach z matematyki i fizyki, kiedy Łukasz stwierdzał, że nie będzie poświęcał jej swojego cennego czasu, bo siostra i tak niczego nie zrozumie, co oczywiście było bzdurą, bo Lena po półgodzinie ogarniała nawet najtrudniejszy materiał. To z nim Lena usiadła po raz pierwszy za kółkiem samochodu, bo Łukasz miał zbyt wybuchowy temperament i po dziesięciu minutach ich pierwszej wspólnej lekcji, która nie obejmowała nawet włożenia kluczyka do stacyjki, doszło między nimi do karczemnej awantury, którą Kuba do dziś wspomina z rozbawieniem.
– Chyba nie za dużo sobie odpoczniesz, skoro masz pomagać w przygotowaniach do wesela – zauważył i uśmiechnął się do niej ciepło, nie dlatego, że właśnie taki miał być ten uśmiech, tylko dlatego, że nie umiał się do niej inaczej uśmiechać.
– Nie będzie aż tak źle – odpowiedziała i po chwili dodała – Przynajmniej mam taką nadzieję.
Ich miasteczko było na tyle małe, że droga z jednego końca na drugi zajmowała około czterdziestu minut. Trasa od pubu w stronę osiedla domu rodzinnego Leny nie trwała dłużej niż piętnaście minut i nim się spostrzegli, stanęli tuż przy bramie wjazdowej. Dom był ciemny i wydawał się opuszczony, co nie powinno dziwić, skoro był środek nocy.
Lena oparła się plecami o metalową furtkę i objęła się ramionami. Nie wyglądała wcale jak ktoś, kto chciałby zniknąć jak najszybciej w domu, pozbywając się zbędnego towarzystwa. Kuba podekscytowany tym odkryciem postanowił wykorzystać okazję maksymalnie i nie zamierzał się jeszcze z nią żegnać. Oparł się o to samo ogrodzenie, nie spuszczając z niej oczu i pochłaniał każdy najmniejszy szczegół w jej twarzy, w jej gestach i uśmiechach. Nie musieli rozmawiać, wystarczyło, że Lena pozwoli mu na siebie patrzeć i po prostu być blisko, czego tak bardzo potrzebował i na co czekał od dawna.
Nagle odezwała się niespodziewanie, przerywając ten trans, w który wpadł bez ostrzeżenia.
– Jesteś śpiący? – zapytała.
Kuba poruszył się niespokojnie, czując, że jej pytanie to niestety wstęp do pożegnania.
– Nie, ale skoro ty jesteś już zmęczona, to ja już…– nie dokończył, bo Lena zaprzeczyła gwałtownie.
– Nie, nie jestem i pomyślałam sobie, że jeśli ty też nie czujesz się zmęczony, to może wejdziesz, napijemy się…nie wiem herbaty albo gorącej czekolady i jakoś zabijemy tę noc – i po raz kolejny tego wieczora wbiła go w ziemię swoją inicjatywą.
– Jasne – odpowiedział natychmiast, bojąc się, że Lena weźmie jego zdumienie za niechęć do tego pomysłu.
Dziewczyna uśmiechnęła się i poprowadziła go do drzwi wejściowych.
– Jesteśmy sami, więc nie musimy się zachowywać cicho – powiedziała, ściągając buty w korytarzu, a Kuba poszedł w jej ślady.
Kuba przez chwilę poczuł się jakby cofnął się w czasie i wrócił do tych dni wypełnionych tęsknotą i uczuciem do pięknej dziewczyny, która była dla niego niczym zakazany owoc. Spędzał w tym domu tak wiele czasu, że rodzina Łukasza, stała się po części jego rodziną.
Jakub nie był już dzieckiem, nie był nastolatkiem z burzą hormonów zamiast dwóch półkul mózgowych, więc dlaczego tak bardzo denerwował się tym spotkaniem? Dlaczego nie potrafił, tak jak Lena przybrać swobodnego tonu i po prostu rozmawiać, nie czując tego uścisku w gardle, żołądku i sercu? No tak, bo dla niej to tylko pogawędka z kolegą brata, który kiedyś kręcił się wokół jej rodziny, i z którym nie łączyło ją nic, prócz koleżeńskiej znajomości.
– Z mlekiem? – zapytała, odrywając się od przyrządzania czekolady do picia.
– Tak – odpowiedział z uśmiechem, przyglądając się jej z fascynacją.
Lena zgarnęła z blatu kuchennego dwa napełnione gorącym napojem kubki, po czym wręczyła mu jeden z nich i skinęła głową, żeby poszedł za nią. Kuba poszedłby za nią wszędzie, nawet gdyby na końcu miał spotkać samą śmierć.
Weszli po schodach na pierwsze piętro i ku jego zaskoczeniu, dziewczyna pchnęła przeszklone drzwi balkonowe i poprowadziła ich na taras, na którym stała olbrzymia drewniana huśtawka wyłożona poduchami siedziskowymi. Kuba czuł się zagubiony i miał ochotę krzyknąć z frustracji w niebo, prosząc o jakąś wskazówkę. O co tu do cholery chodzi? Dlaczego Lena, siostra jego najlepszego kumpla, dziewczyna, w której był od zawsze zakochany, a która nigdy nie pozwoliła mu się do siebie zbliżyć, dziewczyna, której nie widział od tylu lat zaprasza go do domu, oferuje gorącą czekoladę do picia, zabiera na taras i wręcz daje do zrozumienia, że chce z nim spędzić noc? Nie w ten sposób, ale jednak.
I nagle to do niego dotarło. Jakby ktoś uderzył go z płaskiej dłoni w tył głowy. Ona się boi! Nie wiedział czy powinien poczuć się zawiedziony, czy wręcz przeciwnie – powinien być zadowolony, że przy nim czuła się na tyle bezpiecznie, że nawet po tylu latach bez zastanowienia zaprosiła go do pustego domu, mając pewność, że nie zrobi jej krzywdy.
Kiedy Lena miała piętnaście lat, ich dom został obrabowany i dziewczyna prawie zderzyła się z włamywaczami, którzy nieźle ją poturbowali, gdy uciekali z fantami. Od tamtej pory bała się być sama w domu, nawet jeśli jej ojciec zadbał o dodatkowe zabezpieczenia, a posesja monitorowana była przez firmę ochroniarską.
– Wciąż się boisz – powiedział, odrywając oczy od kubka z gorącym napojem.
Lena zatrzymała się z ustami na kubku, a on na chwilę zamarł przypatrując się jej lśniącym ustom o smaku mlecznej czekolady.
– Pamiętasz to hmm – stwierdziła jedynie, trochę zawstydzona. – Przepraszam, nie chciałam się przyznać, że po tylu latach wciąż czuję się niepewnie wchodząc w nocy do pustego domu.
– Mnie nie musisz się wstydzić – usiadł wreszcie obok niej na bujanej huśtawce.
Oparł się wygodnie plecami o wysokie oparcie i wziął łyk słodkiego napoju, który był tak dobry, że musiał zwalczyć odruch wysiorbania całej zawartości na jeden raz.
– Wiesz, że jeśli będziesz czegoś potrzebowała, to zawsze możesz się do mnie zgłosić. Będę tu całe wakacje – powiedział szczerze, czując, że dopiero teraz może się w pełni rozluźnić, kiedy jej zachowanie nie było już dla niego zagadką.
– Dzięki – uśmiechnęła się nieśmiało.
Na dworze wzmógł się delikatny wiatr, który odświeżał umysł i dawał wytchnienie po ciężkim, gorącym dniu. Jakub zawsze lubił widok z tego tarasu. Balkon znajdował się na tyłach domu i wychodził na las. Chłopak przypatrywał się szumiącym i falującym koronom drzew i w tej właśnie chwili zdał sobie sprawę, że jest szczęśliwy. Od dawna nie czuł czegoś takiego. Zapomniał jak to jest, gdy nie musi szarpać się z każdym dniem o choćby skrawek dobrego samopoczucia.
– Jeśli jesteś śpiąca, to nie krępuj się. Ja mogę tu zostać do rana i … popilnować cię – spojrzał w jej oczy i uśmiechnął się.
– Dzięki, ale wolę posiedzieć tu z tobą – powiedziała, a jego serce zamieniło się w tej chwili w stado bawołów na dzikiej prerii.
Znowu zapadła między nimi cisza, której Kuba już się nie obawiał, bo wiedział, że jest też pewnego rodzaju konwersacją.
– Mogę cię o coś zapytać Kuba? – odezwała się po chwili.
– Jasne – zachęcił ją, ale jednocześnie spiął się cały w środku.
– Co się stało z tobą i Łukaszem? – odwróciła się w jego stronę i oparła się plecami o podłokietnik, podciągając jedną nogę do góry, tak, żeby mogła na kolanie postawić kubek z czekoladą.
– Co masz na myśli? – oczywiście wiedział, co miała na myśli, ale próbował to przeciągać jak najdłużej, ponieważ nie miał pojęcia, co ma jej na to odpowiedzieć.
– Chciałam wiedzieć, czy coś się między wami wydarzyło. W jednej chwili byliście jak bracia syjamscy, a w następnej przestałeś się u nas pojawiać… to znaczy u Łukasza. Myślałam, że poszło wam o jakąś dziewczynę, czy coś – zaśmiała się na końcu nerwowo.
– W pewnym sensie tak właśnie było – starał się dryfować najbliżej prawdy, jak to tylko możliwe. – Ale nie tylko to. Wiesz jak to jest. Ostatnia klasa liceum, studniówka, matura, egzaminy na studia, brak czasu. Życie – zakończył z uśmiechem, chcąc wyciszyć ten temat.
– No tak – też się uśmiechnęła i wzięła duży łyk zapewne już nie tak gorącej czekolady. – Ale szkoda tej waszej przyjaźni, bo wyglądało na to, że się dogadywaliście – wzruszyła ramionami.
– Bo tak było – zamyślił się nad tym i poczuł smutek, bo od kiedy zaczął się odsuwać od Łukasza i jego rodziny, już nigdy z nikim się nie zaprzyjaźnił.
Miał kumpli, ludzi, z którymi imprezował i chodził na mecze, ale nikogo z nich nie mógłby nazwać swoim przyjacielem. Winił za to tylko i wyłącznie siebie, bo nie zależało mu na tym, żeby zbudować z kimkolwiek taką relację.
– Jesteś inna – powiedział niespodziewanie, zaskakując tym przede wszystkim siebie, bo nie spodziewał się, że ta myśl zmaterializuje się w jego ustach.
Była inna. Już nie czuł się w jej towarzystwie jak ktoś obcy i niepotrzebny. Lena zawsze roztaczała wokół siebie aurę tajemniczości i niedostępności, tak jakby znała sekret, który jest przepustką do czegoś większego i lepszego. Teraz, przebywając z nią czuł ciepło i naturalność, jakby nie musiała się już od niego odgradzać.
– W jakim sensie? – zapytała, marszcząc brwi.
– Trudno mi to sprecyzować, ale nie czuję się już w twojej obecności onieśmielony i wystraszony – powiedział szczerze, bo ta nowa Lena na pewno nie wykorzysta tego przeciwko niemu.
– Wystraszony? – zapytała, a jej głos wszedł na wyższe oktawy, na co Kuba uśmiechnął się szeroko. – Jak to wystraszony?
Kuba wzruszył ramionami, wciąż się uśmiechając, bo wyraz jej zdumionej twarzy był komiczny.
– No tak. Wiem, że nie zdawałaś sobie z tego sprawy, ale tak właśnie wpływałaś na ludzi. Onieśmielałaś ich, a niektórzy, tacy jak ja – wskazał na siebie ręką – Nawet się ciebie bali.
– Przestań – szturchnęła go pięścią w ramie. – Jaja sobie ze mnie robisz – zaśmiała się, chyba rzeczywiście biorąc to za żart.
– Nie robię sobie jaj Lena – spoważniał. – Tak było, ale już tak nie jest. Jesteś inna, ciepła i otwarta. Wolę cię taką – spojrzał jej prosto w oczy, a ona otworzyła usta, ale nic na to nie odpowiedziała, tylko speszona uciekła wzrokiem gdzieś w bok.
– Ty natomiast jesteś taki sam – powiedziała po chwili. – Tylko trochę smutniejszy – dodała zamyślona.
Kuba wziął głęboki wdech i zamknął oczy, opierając głowę o tył ławki. Jestem smutny Lena. Jestem smutny, bo moje życie nie potoczyło się tak, jakbym sobie tego życzył. Pomyślał, ale nie zwerbalizował tych myśli.
Lena czekała na jego reakcję, a on nie chciał jej okłamywać i opowiadać optymistycznych bajek.
– Dorosłość – powiedział cicho.
– Wiem, co masz na myśli – powiedziała i zatopiła się w swojej dorosłości, która i dla niej musiała nie być do końca różowa.
– A ty nie planujesz małżeństwa, tak jak twój brat? – musiał o to zapytać, żeby zawczasu zatrzymać tę nadzieję, która zaczynała powoli rodzić się w jego sercu.
Lena uśmiechnęła się tylko delikatnie, zakładając kosmyk włosów za ucho.
– Nie. Jeszcze na to za wcześnie – powiedziała, a jemu nie spodobała się ta odpowiedź, bo niosła w sobie niedokończoną historię.
Jeśli jeszcze na to za wcześnie, to znaczy, że istnieje coś, co potrzebuje czasu, a to z kolei oznacza, że istnieje ktoś, do kogo odnosi się ten czas. Jezu! Jego myśli wirowały jak szalone, przyprawiając go o zawrót głowy. Zanim się zorientował, jego usta już zaczynały formułować zdanie.
– Długo ze sobą jesteście? – starał się zabrzmieć lekko, jak nieszkodliwy kolega, który tylko chce się czegoś dowiedzieć o życiu długo niewidzianej koleżanki.
– Z kim? – Lena podniosła do góry brwi.
– No z tym kimś, z kim jest jeszcze za wcześnie na małżeństwo – sprecyzował, wstrzymując oddech.
– Nie. Źle się wyraziłam – pokręciła głową. – Nie mam nikogo. Miałam na myśli, że jeszcze za wcześnie na planowanie rodziny i małżeństwa. Na razie skupiam się na studiach – wzruszyła bezradnie ramionami i podciągnęła kolana pod brodę.
 – Aha – nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, który zaczął żyć własnym życiem na jego twarzy.
To oficjalne. Nie ma nikogo. Ale jak to możliwe? Jak koś tak wyjątkowy może być wciąż sam? Nie mógł tego pojąć i nie mógł jej o to zapytać, a już na pewno nie dziś, nie teraz, kiedy dopiero się ze sobą zetknęli po tak długim czasie. Jedno było pewne – to musiał być znak. Kuba nigdy nie był ani wyjątkowo romantyczny, ani wyjątkowo przesądny, ale biorąc pod uwagę wszystko to, co wydarzyło się w ciągu kilku ostatnich godzin, był niemal pewny, że tak oto wygląda przeznaczenie.
Rozmowa, przeplatana chwilami ciszy, płynęła im tak gładko i luźno, że zanim się zorientowali na horyzoncie zaczęła pojawiać się różowa poświata, zwiastująca wschód słońca. Wspominali między innymi to, jak spędzali wakacje u ciotki Łukasza i Leny na wsi, kiedy to Łukasz dostał zatrucia pokarmowego i zmarnował im tym tydzień wakacji, bo musieli się nim opiekować na zmianę, bo ich ciotka była zbyt „wrażliwa” i nie mogła znieść widoku wymiocin, których Kuba naoglądał się za wsze czasy. Chciał w tym też wyręczyć Lenę, która chociaż próbowała być dzielna, też źle na nie reagowała. Śmiali się z tego, jak kiedyś razem z Łukaszem natknęli się na Lenę i ludzi z jej klasy, którzy wagarowali i Łukasz narobił jej wstydu, ochrzaniając ją przy wszystkich. Odwdzięczyła mu się za to, wysyłając z jego telefonu SMS-a do wszystkich kontaktów, że jest gejem. Kuba do tej pory miał tego SMS-a, którego wysłał sobie na maila. Łukasz do końca roku szkolnego nie miał życia i na długo zapamiętał sobie, że jego młodsza siostra potrafiła się zemścić, a to, że znała go aż za dobrze, robiło z niej niebezpiecznego przeciwnika.
Gdy już nad samym ranem Kuba wrócił z ubikacji, z której musiał nagle skorzystać po spożyciu kolejnej puszki coli, przystanął przy bujanej huśtawce i zastygł w miejscu, przyglądając się śpiącej Lenie. Usiadł na krześle naprzeciwko i jak totalny psychol i podglądacz wpatrywał się w nią, bojąc się nawet oddychać zbyt głośno, żeby jej nie wystraszyć. Budzący się do życia dzień okrywał jej piękne rysy i te niesamowite włosy, których kolor przypominał mu falujące łany dojrzałej pszenicy. Miała delikatnie rozchylone usta, które przez sen zwilżała językiem, sprawiając, że lśniły, jakby prosiły o pocałunek. Gdybym tylko mógł ich raz dotknąć. Chociaż raz. Pomyślał i już podnosił dłoń, żeby musnąć palcami jej miękkie i wilgotne wargi, ale w porę powstrzymał się i wziął głęboki wdech. Boże, co ja wyprawiam! Przetarł rękoma twarz, żeby się otrzeźwić i wstał nagle z krzesła, które zaszurało pod nim głośno.
Lena nagle drgnęła i otworzyła szeroko oczy.
– Kurde, chyba przysnęłam – podniosła się i przeczesała dłonią zmierzwione włosy. – Przepraszam.
– Ale za co? – uśmiechnął się do niej, przyjmując nonszalancką pozę. – Jest już prawie czwarta. Nic dziwnego, że zasnęłaś.
– Wiem, ale jesteś moim gościem i nie powinnam tak odpływać – wyciągnęła się i wstała z ławki. – Przepraszam, że zatrzymałam cię tak długo.
– Nie szkodzi. Było fajnie tak powspominać – wsadził ręce w kieszenie i oparł się o metalową balustradę balkonu. – Chyba już pójdę. Jeśli chcesz to przed wyjściem przejrzę dom, jeśli to sprawi, że poczujesz się bezpieczniejsza – dodał trochę niepewnie.
Lena zaskoczyła go takim pięknym zaspanym uśmiechem, że ledwie mógł złapać oddech. Przez chwilę wpatrywał się w te zielone oczy, błyszczące ze zmęczenia i niewyspania i stwierdził, że nie było na świecie piękniejszej rzeczy, niż jej oczy. Jej wygląd po tej krótkiej drzemce na huśtawce, to był przedsmak tego, jak wyglądałaby po wspólnie spędzonej nocy i na tę myśl przygryzł bezwiednie wargę.
– Dziękuję, ale to chyba nie będzie konieczne – znowu obdarzyła go tym specyficznym uśmiechem tylko jednego kącika ust, który wygenerował jeden dołek w policzku.
Kiedy znaleźli się już przy drzwiach wejściowych, Kuba zatrzymał się z ręką na klamce i odwrócił się do niej, biorąc głęboki oddech:
– Posłuchaj Lena…pomyślałem sobie, że może, jeśli oczywiście będziesz chciała, to może spotkamy się jutro, a właściwie dzisiaj – zerknął bez sensu na zegarek. – Mam na myśli, może wyjdziemy na piwo i dokończymy…– wzruszył ramionami, bo ten nieskładny słowotok po prostu go zawstydził.
Po tylu latach, po tak długim czasie ta dziewczyna wciąż sprawiała, że z pewnego siebie, ogarniętego i dorosłego człowieka zmieniał się w jąkającego się gówniarza. Boże, jak ona to robi i czemu mnie tak dręczy? A najgorsze w tym wszystkim było to, że wcale nie zdawała sobie z tego sprawy, co tylko wprawiało go w jeszcze większe zdumienie. 
– Jasne. Daj mi swój telefon – wyciągnęła po niego rękę, a on automatycznie sięgnął do kieszeni i jej go wręczył.
Lena szybko wbiła swój numer w pamięć jego telefonu i oddała mu go, przecierając zmęczone piękne oczy.
– Teraz masz mój numer, a ja mam twój – powiedziała, ziewając. – Zadzwoń do mnie, albo napisz, to umówimy się na wieczór.
– Ok. Na pewno się odezwę – zapewnił. – Śpij dobrze. Do zobaczenia – uśmiechnął się szeroko.
– Do zobaczenia i jeszcze raz dziękuję – pożegnała go i oparła się o framugę drzwi, nie wchodząc jeszcze do domu.

    

14 komentarzy:

  1. Muszę się przyznać, że wyczekuje wieczorami na informacje o kolejnym wpisie ;) Rewelacyjny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A buzi buzi gdzie? no gdzie ?????????

    DZIĘKUJĘ za kolejną dawkę przyjemności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to byś tak chciała od razu buzi, buzi...a oni tacy niewinni ;)

      Usuń
    2. Ja tez jestem niewinna ale buzi lubię ;D

      Usuń
  3. Jestem maksymalnie wciągnięta w tą historię :-) Coś czuję że będą tu niezłe emocjonalne grzmoty. Uwielbiam tę parę, choć niewiele się o nich póki co wie, to ewidentnie jest między nimi taka chemia że sama czuję ją przed skórę. Uwielbiam :->

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj wciaga wir wciaga:) super

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest cudowne:) ja chce jeszcze i jeszcze;-) kobieto Ty to masz wielki talent:-D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudne znalazłam przez przypadek i już nie oddam :-P. Tak mnie wciągnęło że kolejnego nie mogę się Doczekać El@

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się cieszę :D Będzie mi miło, jeśli będziesz tu wracać :)

      Usuń
  7. dobrze, ze jest tyle rozdzialow do przodu :) wieczor zaplanowany... nastepny rozdział Ala

    OdpowiedzUsuń