czwartek, 29 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 20



– Niech pan się nie rusza – usłyszał spokojny, ale zdecydowany głos mężczyzny, który zawisł nad nim z piłą z niewielkim okrągłym ostrzem.
Łatwo mówić, pomyślał, ale posłuchał polecenia, bo nie chciał przy procesie usuwania gipsu stracić także jaj. Lekarz rozpoczął nacinanie gipsu tuż pod pachwiną, i na chwilę Jakub zastygł w miejscu, nie próbując nawet oddychać. Kiedy wiertło zeszło niżej, wypuścił głośno powietrze.
Dwadzieścia minut później był już wolny. Wolny, jak ptak i górska kozica. Noga wciąż go bolała i zgodnie z ostrzeżeniami lekarza miało tak pozostać przez kilka następnych tygodni, dlatego będzie potrzebował ćwiczeń i rehabilitacji, ale nic to jednak nie znaczyło w obliczu tej nieposkromionej wolności, którą właśnie odzyskał.

poniedziałek, 26 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 19


   Jego słowa odbiły się od jej głowy i uleciały w powietrze. Tak jak działo się to za każdym razem, gdy jej dotykał, opuściły ją wszelkie przemyślenia i wątpliwości. Jedyne, co ją w tej chwili interesowało to jego usta i język, którymi wprowadzał ją w stan nieważkości. Była wtedy gotowa zrobić wszystko, o co by ją tylko poprosił.
Kuba obejmując ją ciasno w pasie wsunął dłonie pod jej bluzkę. Sunął nimi w górę, po jej plecach, a ona dopiero po chwili usłyszała swój własny jęk. Powinna była się zawstydzić. Powinna była odsunąć się spłoszona. Powinna…tyle rzeczy powinna była wtedy zrobić, w zamian za to zrobiła jedyną rzecz, którą naprawdę chciała zrobić.

środa, 21 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 18


  Kuba nigdy nie miał duszy hazardzisty i nie lubił niepotrzebnie ryzykować. Wiązało się to z tym, że od najmłodszych lat miał niewiele. Stary rower, odkupiony od kumpla w podstawówce, o który dbał jak o największy skarb i który posłużył mu przez kilka dobrych lat. Pierwszy samochód, na który zapracował, tyrając jak wół na budowie u znajomego matki. Studia w Krakowie, na które musiał sam zarobić, zmywając gary w jakieś spelunie.
Nie. Kuba niczego nie dostawał za darmo albo w spadku. Wszystko co posiadał, zroszone było jego potem. Czy było mu z tym źle? Bynajmniej.

poniedziałek, 19 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 17


 Lena nie była pewna, czy dobrze go usłyszała, dlatego zmarszczyła czoło, chcąc go tym zachęcić do kontynuowania. Było jej tak dobrze w jego ramionach, że nie chciała się z nich wyswobadzać, ale musiała się dowiedzieć, o co mu chodziło. Odsunęła się od Kuby na długość ramienia i założyła ręce na piersi.
– W jaki sposób? – zapytała podejrzliwie.
Kuba przestał się wreszcie uśmiechać i przyjął nonszalancką pozę, wkładając ręce do tylnych kieszeni spodni. Przez chwilę Lena obawiała się, że zamierza wykorzystać przeciwko niej to, z czego mu się zwierzyła, ale szybko odrzuciła ten pomysł. Kuba nie był taki.

sobota, 17 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 16

      

    Lena dotarła do swojego pokoju i zatrzasnęła za sobą drzwi z głośnym łoskotem. Usiadła na łóżku i zakryła dłońmi twarz. Jeszcze nigdy w życiu nie skompromitowała się tak bardzo, jak dziś w obecności Kuby.
Jak mogła powiedzieć te wszystkie rzeczy? Czy już kompletnie straciła rozum? Nie potrafiła oderwać rąk od twarzy, bojąc się tego, że jak otworzy oczy, to zobaczy jego zszokowany wyraz twarzy.
Było z nią coraz gorzej. Gdy go zobaczyła w mieszkaniu z nerwów zadrżały jej ręce i nogi. Na twarzy poczuła gorąco, a serce omal nie wyskoczyło z piersi. Lena nie miała pojęcia, co się z nią działo, kiedy znajdowała się tak blisko niego. Traciła rozum, a język zaczynał żyć własnym życiem. Gdyby tylko w porę ugryzła się w niego, mogłaby wyjść z tego z twarzą. Ale nie, musiała wygadać, że spotkała się z Pawłem. Zobaczyła wtedy, jak w oczach Kuby znikają iskierki, a twarz traci wyraz. Zrobiło jej się niedobrze, bo zrozumiała, że kolejny raz go zraniła, a to była ostatnia rzecz jakiej pragnęła.

czwartek, 15 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 15



Całą drogę rozmawiali tak naprawdę o niczym. Bardzo zgrabnie omijali wieczór, gdy doszło do bójki z Kubą. Lena próbowała całą swoja uwagę skupić na uwiedzeniu Pawła. Miała jedynie nadzieję, że nie skompromituje się całkowicie, ponieważ nie wiedziała, jak się do tego profesjonalnie zabrać.
Usiedli przy stoliku w pizzerii stylizowanej na dziki zachód…Tak, tradycja przede wszystkim. Lena czekała, aż nawiedzi ją znajome mrowienie w całym ciele, które zwiastowało niemożliwe do opanowania pożądanie. Czekała, gdy złożyli zamówienie. Czekała, gdy ładna kelnerka postawiła przed nimi drewniana tacę z plackiem.
Zjedli całą pizzę, wypili po butelce piwa, a ona wciąż czekała.

wtorek, 13 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 14


      Noc nie mogła trwać dłużej, a słońce chyba jeszcze nigdy nie wstawało tak powoli. Kuba nie potrafił się skupić na niczym, a Bóg jeden wiedział, jak mało rzeczy walczyło w tym miejscu o jego uwagę. Jego przykuta do wyciągu noga ciążyła mu dziś dziesięciokrotnie. Próbował powściągać tę swoją niecierpliwość i ekscytację, ale na nic to się zdało. Jak miał poskromić swoje serce, które było tak bezwolne, jak łopocąca flaga na wietrze?
Czuł pod skórą, że znowu się sparzy i tym razem do kości, ale nawet ta świadomość w niczym nie pomagała. Tęsknił za nią. Jak miał z tym walczyć?
Po śniadaniu, które ledwie w siebie wcisnął, odwrócił się (na tyle na ile pozwolił mu wyciąg) w stronę drzwi i nie odrywał od nich oczu. Po godzinie poczuł skurcz w szyi. Pokręcił nią kilka razy, żeby odgonić sztywność i ponownie wlepił oczy w to samo miejsce, tak jakby mógł przegapić jej przyjście.
Zamknął na chwilę oczy, żeby odpocząć i kiedy je otworzył w drzwiach stała Gosia Uśmiechnęła się nieśmiało, czekając na jego reakcję. Kuba rozdziawił ze zdziwienia usta, ale szybko się opanował, żeby nie dać po sobie poznać, jak bardzo jej wizyta go zaskoczyła. Nie widział i nie słyszał od niej od tego strasznego wieczora, kiedy narobił tego bałaganu. Po tym jak się zachował, nie powinien być zdziwiony, gdyby już nigdy więcej się do niego nie odezwała.
– Mogę? – zapytała niepewnie, wciąż stojąc w przejściu.
– Jasne – uśmiechnął się do niej raźnie.
Gosia podeszła bliżej i niepewnie przysiadła na krześle, stojącym przy łóżku. Rękoma przytrzymała swoją krótką, niebieską sukienkę. Mimo upału, miała rozpuszczone włosy, które co chwile odrzucała na ramiona. Gosia była ładna, miła i dobra. Była wszystkim, czego mógł pragnąć facet. Dlaczego on nie mógł pragnąć właśnie jej, tak jak pragnął dziewczyny, która go nie chciała? Dlaczego życie musiało być tak posrane i niesprawiedliwe?
– Jak się czujesz Kuba? – zapytała, przechylając głowę na bok.
Zawsze tak robiła, gdy była niepewna i zdenerwowana. Kuba nie chciał, żeby była przy nim zakłopotana. Byli przecież przyjaciółmi i to od dawna.
– Dobrze Gosia – wypowiedział jej imię, żeby nie czuła się przy nim tak nieswojo. – Najgorsze mam chyba za sobą – dodał.
– To dobrze – wypuściła powoli powietrze, które najwyraźniej długo wstrzymywała. – Martwiłam się o ciebie – powiedziała z delikatnym uśmiechem, a w jej ciemnych oczach zobaczył szczerą troskę.
– Dzięki – spuścił wzrok. – Przepraszam – powiedział pospiesznie. – Za tamto i … za wszystko – tym razem to on wypuścił powietrze z płuc i przetarł dłonią twarz.
– Przestań Kuba – powiedziała stanowczo. – Nie przyszłam tu po przeprosiny czy twoją skruchę – odrzuciła włosy stanowczym i energicznym ruchem ręki. – Mogłeś umrzeć. Jakie to wszystko ma znaczenie – pociągnęła nosem, a w jej oczach pojawiły się łzy. – To była też moja wina. Wiedziałam, że nie chciałeś niczego więcej, ale sądziłam, że jeśli dam ci czas to…to może… – zaśmiała się smuto. – Ale to tak nie działa i nie mam do ciebie o to pretensji. Chcę żebyśmy nadal byli przyjaciółmi.
– Ja też – odpowiedział, dotykając jej dłoni, którą trzymała na kolanie.
W tym samym momencie przy drzwiach zrobił się ruch i Kuba odwrócił w tamtą stronę głowę, napotykając zielone spłoszone oczy. Lena obrzuciła ich szybkim spojrzeniem, zatrzymując je dłużej na ich złączonych dłoniach i otworzyła delikatnie usta.
– Przepraszam. Przyjdę później – powiedział, odwracając się już do wyjścia.
– Zaczekaj! – nie zamierzał tego, ale jego głos przeszedł w krzyk, co zbudziło nawet śpiącego twardo staruszka, z którym dzielił salę.
Lena zatrzymała się w miejscu i odwróciła na pięcie. Kuba wypuścił delikatnie rękę Gosi, której nie chciał za nić świecie urazić, ani znowu ranić, ale nie mógł postąpić inaczej. Nie chciał, żeby Lena odebrała ich zażyłość w niewłaściwy sposób. Znowu.
– Gosiu – zwrócił się do niej. – To Lena. Lena, to Gosia – zrobił to samo, zwracając się do Leny.
Obie dziewczyny uśmiechnęły się do siebie, wymieniając „cześć”.
– Jesteś siostrą Łukasza? – zapytała Gosia, po czym dodała: – Chodziliśmy razem do jednej klasy. Słyszałam, że się żeni.
Kuba ze zdenerwowaniem obserwował interakcję między dziewczynami. W przeciwieństwie do ich ostatniego spotkania, Gosia nie wyglądała na zazdrosną, czy zranioną. Może na trochę smutną, chociaż próbowała to zatuszować beztroskim tonem głosu.
– Tak. Pod koniec lata. Wieść się szybko roznosi – Lena uśmiechnęła się, pogłębiając dołki w policzkach.
Gosia wzruszyła ramionami.
– Uroki małego miasta, no i szok spowodowany tym, że taki playboy chce się wreszcie ustatkować – mrugnęła do niej.
– No, to chyba przede wszystkim – Lena zaśmiała się, podchodząc bliżej do jego łóżka i siadając na nim, jakby robiła to milion razy wcześniej. – Aż tak bardzo się puszczał? – zapytała konspiracyjnie ściszając głos i patrząc na zmianę to na Gosię to na niego.
Widząc ten do końca świadomy, ale swobodny gest, kiedy przysiadła na jego łóżku, Kuba poczuł jak jego serce niebezpiecznie przyspiesza. 
Gosia przyglądała się im uważnie. Czuł jej wzrok na sobie, nawet jeśli na nią nie patrzył. Wiedział, co zobaczyła. Nawet nie próbował ukrywać tego, co czuł i jak wiele znaczyła dla niego obecność tej dziewczyny.
– Strasznie – Gosia mrugnęła żartobliwie do Leny. – A tak na serio, to nie słuchaj wszystkiego, co opowiadają ludzie. To przede wszystkim zazdrość – powiedziała, uśmiechając się do Leny, po czym podniosła się szybko z krzesła – Słuchajcie, pójdę już.
Lena wstała nagle, jakby zdała sobie sprawę, że zrobiła coś nie tak. Zaczerwieniła się i zaczęła nerwowo skubać swój warkocz.
– To ja przyszłam nie w porę. Zostań. Przyjdę potem – powiedziała ostatnie zdanie, zwracając się do niego i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
Nie odchodź, pomyślał, nie chcąc wypowiadać tego na głos. Cieszył się z obecności Gośki, ale to nie jej potrzebował i nie za nią tęsknił.
– Nie – zaprzeczyła szybko Gosia. – I tak muszę już iść. Chciałam tylko sprawdzić jak się czujesz – ostatnie zdanie skierowała w jego stronę. – Cieszę się, że…żyjesz Kuba i że dochodzisz do siebie – uśmiechnęła się i nachyliła się nad nim, żeby cmoknąć go w policzek.
Kuba cały zesztywniał na myśl o tym, że Lena to widzi, nawet jeśli to był całkiem niewinny i platoniczny buziak. Zerknął szybko w jej stronę, a ona dyskretnie odwróciła się do nich plecami i zaczęła gmerać w telefonie.
– Cześć, miło było cię poznać – Gosia zwróciła się do Leny, lekko dotykając jej ramienia.
Raz jeszcze uśmiechnęła się do niego i wyszła z sali, zostawiając ich samych.
– Kuba, naprawdę nie chciałam wam przeszkodzić – odezwała się natychmiast, znowu przysiadając na jego łóżku.
Swoje pakunki położyła na krześle obok i patrzyła na niego przepraszającym wzrokiem.
– Ale w niczym nam nie przeszkodziłaś – zapewnił ją od razu. – Gosia chciała po prostu sprawdzić jak się miewam – zamilkł, rozważając czy powinien być z nią do końca szczery, a że niedomówienia i półprawdy były główną przyczyną ich nieporozumienia, zdecydował się powiedzieć prawdę. – Nie widziałem jej od tamtego dnia, kiedy ty i ja…kiedy się pokłóciliśmy.
Lena milczała przez chwilę, wciąż bawiąc się swoim warkoczem, który ciężko leżał na jej ramieniu.
– Nie musisz się przede mną tłumaczyć. Przecież to wasza sprawa – powiedziała cicho, spoglądając mu w oczy.
– Nie tłumaczę się. Po prostu mówię prawdę, bo nie chcę, żeby znowu doszło do jakichkolwiek nieporozumień, bo ktoś coś sobie sam dopowiedział – odpowiedział stanowczo. – Byliśmy i jesteśmy z Gosią tylko przyjaciółmi i chociaż…– wziął głęboki wdech. – I chociaż pozwoliliśmy, żeby niektóre sprawy zaszły za daleko, nie byliśmy nikim więcej – potarł zdrową ręką po karku. – W każdym razie nic nas już prócz przyjaźni nie łączy – po chwili dodał: – Przyjaźni bez dodatkowych…bonusów.
Lenna uśmiechnęła się pod nosem jednym kącikiem ust.
– Co się cieszysz? – zapytał, też się uśmiechając.
– Nic – wstała nagle z jego łóżka, na co poczuł rozczarowanie. – Przyniosłam ci trochę książek i odtwarzacz mp3 – zaczęła wypakowywać wspomniane rzeczy w bawełnianej torby na zakupy. – Chciałam ci też przynieść coś do jedzenia, ale nie wiem czy nie jesteś na jakiejś diecie, czy coś – wzruszyła ramionami.
Kuba przyglądał się jej chwilę, czując jak coś ściska go za serce. Była dla niego taka dobra, chociaż on potraktował ją okropnie. Troszczyła się o niego bardziej, niż jego rodzona matka.
Chwycił ją za rękę i tak jak zrobił to wczoraj, splótł ich palce razem, ciesząc się tą namiastką bliskości. Lena nie odsunęła się i nie próbowała wyrwać swojej dłoni, i chociaż Kuba próbował z całych sił nie dawać się tej zwodniczej nadziei, która nie robiła nic, tylko dawała mu po łbie, nie mógł jej powstrzymać.
– Dziękuję. Nie musisz tego wszystkiego robić – powiedział łagodnie. – Nie miej wyrzutów sumienia – pogłaskał swoim kciukiem jej kciuk. – To, co się między nami wydarzyło, to była przede wszystkim moja wina, ale jeśli mamy być przyjaciółmi, to powinniśmy po prostu zacząć od początku, bez żalu i pretensji – uśmiechnął się do niej.
– A więc chcesz spróbować? – zapytała, chcąc się upewnić.
– Tak, chcę – powiedział zdecydowanie. – Poza tym byliśmy nimi kiedyś, więc powinno nam się to znowu udać. Myślę, że już zaczęliśmy nimi być.
Jej twarz rozpromienił ciepły uśmiech. Wysunęła dłoń z jego uścisku, żeby ułożyć przyniesione książki i odtwarzacz na jego stoliku.
– Wiesz, zawsze myślałam, że tolerujesz mnie tylko przez wzgląd na Łukasza – uśmiechnęła się. – Zawsze traktowaliście mnie z góry, tak jak przystało na starszego brata i jego kumpla – dodała, uśmiechając się szerzej.
Kuba też się uśmiechnął, ale nie skomentował tego. Nie bardzo wiedział, jak miałby na to odpowiedzieć. Przecież wyznał jej, że był w niej zakochany odkąd tylko ją zobaczył, czym jednocześnie wyjaśnił swoje zachowanie, kiedy byli jeszcze dzieciakami.
Lena zauważywszy, że nie zamierzał pociągnąć tematu okrążyła łóżko i usiadła na krześle, które kilka chwil wcześniej zajmowała Gosia. Kuba nie mógł powstrzymać w myślach porównania obu dziewczyn. Obie równie atrakcyjne, chociaż zupełnie różne. Kuba zawsze wybierał na swoje dziewczyny i jednorazowe podboje ciemnowłose i ciemnookie kobiety. Te wybory były wynikiem jego podświadomych pragnień, których na początku nie rozumiał, a których sens dotarł do niego po czasie. Zrozumiał wówczas, że unikanie kobiet, które chociaż trochę przypominają Lenę jest sposobem na zapomnienie. Nie chciał żadnego substytutu, żadnej podróbki, ani zastępstwa, ponieważ nikt nie mógł zastąpić oryginału.
Lena milczała przez chwilę razem z nim, kiedy odpłynął myślami, przyglądając się jej drobnej sylwetce.
– Mogę cię o coś zapytać? – zapytała nagle, wyrywając go z zamyślenia.
– Jasne – odpowiedział bez wahania.
– Pamiętasz coś z wypadku? – zapytała niepewnie. – Jak to się w ogóle stało?
Kuba pokręcił przecząco głową. Niczego nie pamiętał. Ostatnia rzecz, jaka świta mu w głowie z tamtego feralnego dnia, to ranek, gdy zbiera się do pracy, a potem już tylko kompletna czarna dziura. Tego dnia miał spotkanie z potencjalnym klientem w sąsiednim mieście. Z opowieści świadków i raportu policyjnego wiedział, że do wypadku doszło, ponieważ kierowca TIR-a nie wyrobił się przy wyprzedzaniu i jadąc na czoło nadjeżdżającego samochodu zjechał na pobocze, strącając go z drogi. Kuba miał ponoć dużo szczęścia, bo jego samochód przeleciał pomiędzy dwoma drzewami i zatrzymał się na dachu tuż przy skraju lasu. Szczęście to według Kuby nie najlepsze określenie położenia, w jakim się aktualnie znajdował, ale rzeczywiście, mogło się to dla niego skończyć o wiele gorzej.
– Pamiętam jedno – dodał niepewnie, zastanawiając się czy robi dobrze, ale postanowił niczego przed nią nie ukrywać. – Pamiętam ciebie – spojrzał w jej oczy, które zwężała teraz w zastanowieniu.
– Jak to? – zapytała po chwili.
– Kiedy przywieźli mnie do szpitala na chwilę odzyskałem przytomność – powiedział i na to wspomnienie zadrżał. – Otworzyłem oczy i zobaczyłem…ciebie – uśmiechnął się.
Widział tę scenę raz po raz. Kiedy się ocknął był na noszach i nie mógł się poruszyć. Bolało go wszystko, nie mógł mówić, bo na twarzy miał założona maskę tlenową. Nie wiedział, co się dzieje, był przerażony, a wtedy otworzył oczy i zobaczył ją. W jednej chwili poczuł spokój i ciszę, która go otoczyła. Lena uśmiechnęła się do niego, dotknęła jego ręki i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Próbował ją zawołać, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu, i po kilku sekundach stracił ponownie przytomność.
– Mnie? – zapytała tym samym, niedowierzającym głosem.
Kuba opowiedział jej, co wydarzyło się w szpitalu zaraz po przybyciu na oddział ratunkowy i zaciekawiony obserwował jej reakcję. Lena oblała się rumieńcem i przygryzła dolną wargę, wpatrując się w swoje dłonie.
– Przepraszam, jeśli to, co powiedziałem wprawiło cię w zakłopotanie – dodał szybko, przeczesując swoje już zbyt długie włosy. – Nie o to mi chodziło – dodał już ciszej, niepewny jej reakcji.
W tym samym momencie Lena uśmiechnęła się i wciąż lekko niepewna wzięła jedną z książek w rękę i zaczęła się nią bawić.
– To wyjaśnia pewną sprawę – powiedziała tajemniczo.
– Jaką sprawę? – zapytał od razu.
– Kiedy rozmawiałam z Kamilem na izbie przyjęć, zaraz po tym jak cię przywieźli, zapytał mnie, czy jesteśmy razem – przełknęła głośno ślinę. – Pomyślał tak, bo wołałeś mnie, kiedy się ocknąłeś – wzruszyła ramionami, wpatrując się w swoje dłonie, którymi wertowała teraz książkę.
Kuba milczał przez chwilę, przypatrując się fruwającym szybko kartkom. Przetrawiał właśnie informację o obecności Leny w szpitalu w dniu wypadku. Naprawdę tam była. Jak się dowiedziała? Przyszła tam z własnej woli, czy była tam przez przypadek na przykład z Łukaszem?
– Byłaś w szpitalu, kiedy mnie przywieziono? – odezwał się wreszcie.
Dziewczyna lekko spłoszona zaczęła niespokojnie tarmosić okładkę, biednej zmaltretowanej książki.
– Tak, usłyszałam od Magdy, że Łukasz pojechał do szpitala z ojcem, żeby dowiedzieć się o … tobie i pojechałam za nimi – mówiła cicho, próbując zabrzmieć neutralnie, jakby mówiła o zakupach.
Jakub uśmiechnął się szeroko.
– Martwiłaś się o mnie? – zapytał kokieteryjnie.
Lena, słysząc ten ton w jego głosie trzepnęła go dłonią w zdrowe ramie.
– No, co? – zaczął się z nią droczyć. – Przyznaj się, że umierałaś z niepokoju o mnie i martwiłaś się, że już nigdy mnie nie zobaczysz – uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Lena zamiast się roześmiać spoważniała nagle, a Kuba poczuł się głupio, żartując z jej uczuć. Musiała mieć olbrzymie wyrzuty sumienia, po tym jak się rozstali. Na tyle ją już znał.
– Przepraszam – powiedział, głaszcząc ją po ręku.
– Naprawdę się o ciebie bałam – podniosła na niego oczy. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że nic ci nie jest – dodała i podniosła rękę, żeby dotknąć jego policzka, ale ta zawisła w powietrzu i po chwili, zawstydzona, cofnęła ją szybko.
Kuba miał ochotę chwycić jej dłoń i przytknąć ją sobie do twarzy, tam gdzie było jej miejsce, ale w porę się opanował. Przeczesał włosy i wypuścił głośno powietrze.
– Dzięki – odpowiedział, uciekając od niej wzrokiem.
– Nie musisz mi za to dziękować – odpowiedziała natychmiast, odrzucając na ramię złoty warkocz.
W tej samej chwili przy wejściu usłyszeli kroki i oboje zwrócili się w tamtym kierunku. W drzwiach pojawił się Kamil, który na ich widok zatrzymał się w miejscu i obrzucił ich zaciekawionym i lekko rozbawionym spojrzeniem.
– Cześć – przywitał się z nimi. – Mogę przyjść później – dodał od razu.
– No coś ty. Wchodź – odezwała się Lena, wstając z krzesła. – Ja…sobie już pójdę – powiedziała niepewnie.
– Nie – powiedzieli jednocześnie Kamil i Kuba.
– Zostań – dodał Jakub i chwycił Lenę za rękę, żeby mu nie uciekła.
Była jak nieufne zwierzę, które przy byle szeleście liści ucieka w popłochu. Kuba zdecydował, że nie pozwoli jej już uciekać. Jeśli będzie trzeba, to zatrzyma ją siłą. Nie da jej odejść.
Dziewczyna usiadła na powrót na krześle i dopiero wtedy Kuba odważył się wypuścić jej dłoń ze swojego mocnego uścisku.
– Co tam dla mnie masz? – zapytał brata, który usiadł na stołku, po drugiej stronie łóżka.
– To, o co mnie prosiłeś wczoraj. Alkohol i narkotyki – odpowiedział Kamil, kładąc na podłodze niewielką torbę sportową. – Ale widzę, że masz zajebistą opiekę, niepotrzebnie się fatygowałem – puścił oko do Leny, która pokręciła głową, uśmiechając się jednym kącikiem ust.
Kuba mógłby cały dzień na nią patrzeć. Jak się uśmiecha na milion różnych sposobów, jak mruży oczy, zastanawiając się nad czymś usilnie, jak bawi się swoim warkoczem i jak się rumieni, gdy czymś się zawstydzi. Mógłby bez końca na nią patrzeć. Po prostu patrzeć…
– Słuchasz mnie? – dobiegło go zza ramienia.
– He? – stęknął nieprzytomnie, wracając wzrokiem w miejsce, gdzie siedział jego brat.
– Pytam, czy przynieść ci coś ze sklepu szpitalnego, bo idę po wodę – zapytał, wymawiając powoli i wyraźnie każdy wyraz.
– Nie – odchrząknął. – Niczego nie chcę – dodał głośniej.
Szczeniak tylko pokręcił z politowaniem głową i wyszedł śmiejąc się z niego w głos.
– Gówniarz – wysyczał, odprowadzając go wzrokiem.
Lena zaciskała mocno usta, próbując się nie śmiać. Kuba wywrócił oczami i opadł ciężko na poduszkę, która zjechała pod jego plecy. Zanim wykonał jakikolwiek ruch, żeby ją poprawić, dziewczyna rzuciła się mu na pomoc. Nachyliła się tak blisko, że gdyby poruszył się o centymetr, dotknąłby ustami jej szyi. Wyciągnęła spod jego pleców poduszkę i wysunęła ją wyżej. Podczas tej czynności, dotknęła dłonią jego twarzy. Ten przypadkowy fizyczny kontakt przyspieszył bicie jego serca i zwolnił czas. Lena powolnymi ruchami odsunęła się, pozostawiając swój słodki zapach i ciepło.
– Dzięki – uśmiechnął się do niej.
– Nie ma sprawy – odpowiedziała, delikatnie się czerwieniąc.
Potwierdziła tym tylko, że nie tylko on to poczuł.
– Jakie masz plany na dziś? – zapytał, żeby przerwać tę cudowną, ale też krępującą chwilę.
Lena westchnęła głośno, wykrzywiając twarz w grymasie zniesmaczenia.
– Wybieram z Magdą jakieś serwetki, czy obrusy, nie wiem – dodała wciąż się krzywiąc, a gdy usłyszała jego szczere rozbawienie, dodała pospiesznie. – Możesz się śmiać, ale gdybyś przez kilka godzin wybierał kwiaty do bukietu, które i tak po jednym dniu padną trupem, to byś inaczej reagował – wzniosła oczy do góry. – Bóg mi świadkiem, że się staram, ale mam dość tych ich przygotowań – zawyła.
– Przede mną nie musisz się tłumaczyć – zapewnił wciąż rozbawiony. – Rozumiem. Zastanawiam się tylko jak sobie z tym radzi Łukasz.
– Nie wiem – wzruszyła ramionami. – Chyba dobrze.
Spuściła smutne oczy. Ten gest bardzo go zdumiał.
– Chyba? – dopytał.
– Nie widujemy się za często – przyznała cicho. – A od dnia, w którym się pokłóciliśmy, ledwie ze sobą rozmawiamy.
– Czy to było wtedy…przed moją bójką z Pawłem? – chciał się upewnić.
Przytaknęła skinieniem głowy. Kuba poczuł straszne wyrzuty sumienia, bo to była jego wina. Opowiedział Łukaszowi o tym, co wydarzyło, kiedy Lena zobaczyła go z tamtą dziewczyną. Wydawało mu się, że od momentu tego zdarzenia minęły miesiące, a nie zaledwie trzy tygodnie. Nie miał pojęcia, że przez ten cały czas Łukasz i Lena są ze sobą skonfliktowani.
– Ale to nie twoja wina – zapewniła szybko, gdy zorientowała się, w jakim kierunku pobiegły jego myśli. – To sprawa między mną a nim i nie ma z tobą nic wspólnego.
Kuba już otwierał usta, żeby zaprzeczyć, ale wrócił Kamil i nie chciał przy nim roztrząsać tej sprawy. Wiedział jednak, że nie może tak tego zostawić. Był przyczyną ich nieporozumienia, bo Łukasz wstawił się za nim i to były tego konsekwencje.
Po półgodzinie Lena zaczęła się zbierać już wyjścia, ponieważ umówiła się Magdą. Za każdym razem, gdy się rozstawali, Kuba miał wrażenie, że już się nigdy nie zobaczą, dlatego chłonął każde jej słowo i gest, jak rozbitek kroplę wody na pustyni.
To była chyba jego osobista powypadkowa trauma.
Gdy został sam z bratem, Kamil przygryzł wargę i szturchnął go w kolano…w to kolano na wyciągu. Kuba zasyczał z bólu i trzepnął go zagipsowaną ręką w głowę.
– Aaał – zawył Kamil. – Sorry, zapomniałem – dodał przepraszająco, ale jego skrucha nie trwała zbyt długo, bo po chwili na jego twarzy pojawił się chytry wyraz twarzy : – Ej, wy z Leną…to jak tam idą sprawy?
Kuba spojrzał na niego spode łba, ale długo tak nie wytrzymał i wziął głęboki oddech.
– Nie to co myślisz, ale jest lepiej, niż było – powiedział, nie wdając się w szczegóły.
I tak za dużo mu powiedział, kiedy był w stanie nieważkości. Suma summarum wyszło mu to na dobre, bo Lena zbliżyła się do Kamila. Ten z kolei zbliżył się do Leny i delikatnie naprowadzał ją na właściwy kurs…na kurs w jego kierunku. Była to pocieszająca myśl, aczkolwiek znając Kamila, obawiał się, że chłopak może więcej namieszać, niż pomóc.
Jakub wiedział, że obłaskawienie Leny nie będzie takie proste, jak wydaje się jego bratu. To będzie skomplikowana i bardzo delikatna operacja.
W tej chwili zależało mu na wytrwaniu w tej ich przyjaźni, nawet jeśli to będzie najtrudniejsze zadanie w jego życiu. Nie zamierzał się tak łatwo poddawać. Już raz popełnił błąd, dlatego teraz niezależnie od tego, co się wydarzy, nie podda się, ponieważ to było jego życie. Jedno, jedyne i chciał przez nie przejść, jako szczęśliwy człowiek, albo taki, który przynajmniej próbował być szczęśliwy.
– Myślę, że będzie tylko lepiej, Kuba – powiedział unosząc rękę, żeby go znowu szturchnąć w kolano, ale w porę się powstrzymał i zawisł z nią w powietrzu. – To genialna dziewczyna i jeśli ty dasz dupy…to ja się koło niej zakręcę – dodał, szczerząc się jak debil.
– Jakbyś jeszcze miał jakieś szanse, gówniarzu – skwitował bez zastanowienia. – I dupy to ty możesz dać…ale swojemu kolesiowi Mariuszowi – zakończył, parskając śmiechem.
Tym razem Kamil się nie powstrzymał i znowu szturchnął go w to nieszczęsne kolano.
– Kamil, do ciężkiej cholery! – zasyczał z bólu. – Idź już, bo mi zaraz narobisz większych szkód, niż wypadek.
– Taa, co ty byś beze mnie zrobił połamańcu – zaśmiał się Kamil. – A przepraszam, zapomniałem o twojej pięknej pielęgniarce – puścił do niego oko. – Hmm nie wiem, czy się dziś z nią nie umówię…na kawę.
Kuba zmierzył go wzrokiem, od którego Kamil przestał się uśmiechać.
– Przecież jaja sobie robię – zapewnił. – Nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił. I na pewno dobrze o tym wiesz – dodał całkiem poważnie.
Kuba wiedział o tym i nigdy by go o coś podobnego nie posądził, ale na samą myśl, że ktoś mógłby mu ją zabrać, dostawał ataku niepohamowanej zazdrości. To tyle, jeśli chodziło o odpowiedź na pytanie: Co by było, gdyby Lena znalazła sobie faceta…
– Przecież wiem, idioto – uśmiechnął się, chcąc obrócić to w żart.
– Dobra. Spadam – przeczesał włosy rękoma i wstał ze stołka. – Jakby ci coś było trzeba, daj znać – poinformował i był już przy drzwiach, kiedy zatrzymał się nagle i odwrócił w jego stronę. – Kuba, będzie dobrze. Widzę, że jej na tobie zależy, nawet jeśli sama nie jest jeszcze tego świadoma – po tych słowach, schował ręce w kieszeniach dżinsów i pospiesznie wyszedł z jego sali tortur, zostawiając go z kotłowaniną myśli, których w żaden sposób nie potrafił poukładać w głowie.

*
    Koniec sierpnia okazał się wyjątkowo upalny. Temperatura oscylowała wokół trzydziestu stopni i nie wyglądało na to, że zamierza w najbliższym czasie znacząco opaść. Jedynie wieczór łaskawie przynosił wytchnienie od skwaru i potu.
Lena czuła podekscytowanie i zdenerwowanie na myśl o jutrzejszym dniu. Niemal każdego dnia przez trzy tygodnie przemierzała dobrze znaną trasę, biegnącą przez park, a następnie niewielkie osiedle, przez które docierała do szpitala miejskiego. Każdego dnia, przekraczając główną bramę wejściową czuła jak jej serce zaczyna drżeć. Z całych sił próbowała to usprawiedliwiać przeróżnymi wymówkami, ale żadna z nich nie była na tyle wiarygodna, żeby mogła ją zadowolić.

sobota, 10 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 13



  Słońce wciąż wisiało bardzo wysoko, chociaż zegar wskazywał już siedemnastą. Lena niespiesznym spacerem zbliżała się do domu. Z każdym krokiem jej nogi stawały się coraz cięższe. Wizja spojrzenia w twarz mamie, która wracała dziś z turnusu była dla niej prawie nie do przejścia.
Lena przeżyła tyle nieprzespanych nocy i tyle pełnych wyrzutów sumienia dni. Musiała stoczyć ze sobą tyle bitew i po co to wszystko? Po co to wszystko, skoro ona o wszystkim wiedziała i przeszła nad tym do porządku dziennego? Ona zapomniała i wybaczyła, a Lenie pozostał żal i nienawiść, które czuła również w jej imieniu. Jak mogła jej to zrobić?
Czuła się zdradzona i oszukana i to przez najbliższe osoby. Czy był na świecie człowiek, któremu mogłaby w pełni zaufać?
Weszła po cichu do domu, chcąc odwlec jak najdłużej moment spotkania. Pomimo tego, że tęskniła za mamą, nie chciała jeszcze się z nią konfrontować. Zdjęła bezszelestnie sandały i była już prawie na schodach, gdy usłyszała swoje imię. Odwróciła się powoli, naprawiając wyraz twarzy.
– Cześć mamo – powiedziała, nie siląc się na entuzjazm; była już zmęczona ciągłym udawaniem – Jak minął turnus?
Mama wstała z krzesła, podeszła do niej i mocno ją objęła. Lena bezwiednie zacisnęła ramiona wokół jej pasa. Po chwili odsunęła się od niej, a mama wzięła jej twarz w dłonie.
– Słyszałam o Kubie – powiedziała smutno. – Jak on się czuje? – zapytała po chwili.
Lena przełknęła ślinę, czując jak zbiera jej się na płacz. Nie wiedziała czy płacze nad Kubą, nad sobą, nad rodzicami, czy nad wszystkim po trochu.
– Dochodzi do siebie – powiedziała, powstrzymując szloch.
– Ciii – mama przytuliła ja ponownie, gładząc ją po włosach, zupełnie jak wtedy, gdy była małą dziewczynką.
Lena pozwoliła sobie na tę chwile słabości, ale zaraz wzięła się w garść. Nie chciała się rozklejać, nawet przed własną matką. Odsunęła się, ocierając policzki.
– Przepraszam – odchrząknęła. – Za dużo wrażeń – uśmiechnęła się blado.
– To normalne, córciu – powiedziała, odwzajemniając uśmiech. – A! Przywiozłam ci coś – podeszła do swojej torby podróżnej i przykucnęła przy niej.
Chwilę w niej pobuszowała i wyciągnęła piękną, szyfonową sukienkę. Lena wzięła ją do ręki i uśmiechnęła się. Fason nie był w jej stylu, ponieważ nie nosiła długich, prawie po samą ziemię sukienek, ale ta była tak delikatna i zwiewna, że ta długość działa tylko na jej korzyść. Sukienka miała tylko jedno szerokie ramiączko, a pas podkreślał zebrany w kilka warstw materiał.
– Podoba ci się? Jak ją tylko zobaczyłam, pomyślałam o tobie. Jest w kolorze twoich oczu – powiedziała mama, czekając niecierpliwie na jej reakcję.
– Jest zjawiskowa – zaśmiała się Lena. – Dziękuję – uścisnęła ją.
– Cieszę się, że ci się podoba – rozpromieniła się.
Lena zastygła z sukienką w miejscu, przyglądając się mamie, która zaczęła chować do torby porozrzucane dookoła rzeczy. Następnie wstała z kolan i podeszła do niej, biorąc jej warkocz w rękę.
– Co ty na to, żebyśmy zrobiły sobie wspólny wieczór. Tata z Łukaszem i Magdą pojechali na wieś do cioci Maryli, także będziemy same – powiedziała, a Lena zauważyła, że jest mama jest zdenerwowana. – Usiadłybyśmy sobie na tarasie i pogadały.
Lena przytaknęła skinieniem głowy i mocniej przycisnęła do siebie sukienkę. Wiedziała, że dziś coś się zmieni. Coś się zmieni na zawsze i nie mogła tego zatrzymać. Nie chciała tego zatrzymywać.
– Wezmę tylko prysznic i dołączę do ciebie – uśmiechnęła się do niej, po czym zgarnęła swoją torbę i poszła na górę.
Lena podążyła za nią na górę. Znalazłszy się na korytarzu, skręciła do swojego pokoju. Przebrała się w dresowe spodnie i zwykły T-shirt. Zmyła makijaż i rozplotła warkocz, po czym ponownie związała włosy, tym razem w luźny kok na czubku głowy. Robiąc to wszystko starała się w ogóle nie myśleć, ani nie czuć. Wyszła na taras, rozsiadła się na huśtawce i podciągnęła kolana pod brodę. Objęła ramionami podkulone nogi i położyła na nich policzek.
Czekała.
Po dziesięciu minutach dołączyła do niej mama, niosąc dwa kieliszki wina. Uśmiechnęła się prawie nieśmiało, kiedy Lena podniosła na nią oczy.
– Jak to dobrze, że jesteś już pełnoletnia – mrugnęła do niej. – Mam z kim pić – wręczyła jej jeden z kieliszków.
– Ciekawe, jak na taką deklarację zareagowałaby opieka społeczna – zażartowała.
– Moja kochana, za stara już jesteś, żeby mi opieką społeczna grozić – odpowiedziała mama, biorąc duży łyk.
Po odsunięciu kieliszka od ust, nagle spoważniała. Wpatrywała się w czerwone wino, które wirowało wokół ścianek.
– Rozmawiałam z tatą – powiedziała cicho, dotykając ręką jej dłoni. – Nie mieliśmy pojęcia, że przez ten cały czas wiedziałaś, kochanie. Nie mieliśmy pojęcia – dodała, przyglądając jej się z uwagą.
– My? – zapytała. – To ty też wiedziałaś? I co? Tak po prostu mu wybaczyłaś? – w jej głosie zabrzmiało niedowierzanie.
Nie mogła w to uwierzyć nawet teraz, gdy mama się przyznała.
– Lena…to nie takie proste, jakby mogło się wydawać – wzięła głęboki wdech.
Lena chciała wstać i krzyknąć z frustracji w niebo na ten wyświechtany zwrot, którym w ciągu kilku tygodni uraczono ja już kilkukrotnie. Dla niej sprawa była prosta. Nie skomentowała tego jednak, ponieważ chciała w końcu poznać całą prawdę nawet, jeśli miałaby ponownie zatrząść jej światem. Teraz Lena nie miała czternastu lat i nie obawiała się tego, że to ją zmieni. Była na to zbyt silna.
– Oświeć mnie więc – powiedziała szorstko i wzięła duży łyk z kieliszka, po czym odstawiła go na podłodze.
– Kiedy byłaś jeszcze w gimnazjum, a Łukasz w szkole średniej, przechodziliśmy z ojcem kryzys – też odstawiła swój kieliszek. – Odsunęliśmy się od siebie.
Widziała, jak bardzo jej matka była skrępowana i zdenerwowana, ale Lena nie pozwoliła sobie na współczucie. Nie chciała się rozpraszać.
Mama zaczesała do góry swoje blond włosy, a potem przerzuciła je na jeden bok.
– Poznałam wtedy kogoś w pracy – podniosła na nią niepewnie oczy. – Miałam romans, Lena – zrobiła pauzę, czekając na jej reakcję, ale się nie doczekała, bo i co Lena miała na to powiedzieć. – Tato dowiedział się o tym i chyba nie muszę ci mówić, jak się wtedy poczuł – zamilkła na chwilę, spoglądając ze wstydem na swoje kolana. – W każdym razie, to co wtedy zobaczyłaś, to była pewnego rodzaju…– wzruszyła ramionami – Nie wiem…zemsta, kara. Nieważne. Ważne, że ty nigdy nie powinnaś czegoś takiego widzieć i jest mi z tego powodu strasznie przykro – po chwili pokręciła głową, jakby chciała odgonić złe wspomnienia. – W każdym razie, wybaczyłam tacie. Tata wybaczył mi. A wiesz dlaczego? – zapytała niespodziewanie.
Lena nie odpowiedziała, nie była w stanie mówić. Mama nie czekała długo na jej reakcję, tylko kontynuowała dalej.
– Bo po mimo tych wszystkich głupich błędów wciąż się kochamy.
– Nie pomyślałaś, że może tu chodzi o to, że tak wam jest wygodniej – stwierdziła chłodno. – Może nie chcieliście tego całego gówna z rozwodem, i tak jest po prostu wygodniej – dokończyła.
Lena zaczynała podejrzewać, że nie zna i nigdy nie znała swoich własnych rodziców, którzy okazują się być jakimiś obcymi ludźmi.
– To nie tak i dobrze o tym wiesz – odpowiedziała zdecydowanie. – To nie tak, Lena – powtórzyła – Mimo wszystko nam wciąż na sobie zależy. Gdyby tak nie było, dlaczego moja zdrada tak bardzo zabolałaby twojego ojca, a to, co on zrobił w odwecie, było dla mnie jak cios? – złapała się bezwiednie za pierś.
Każda zdrada boli mamo, nawet ludzi, których już nie kochamy. Pomyślała, ale nie powiedziała tego na głos. Co dobrego by z tego przyszło?
Nastała między nimi chwila ciszy, którą obie bały się przerwać. Lena nie bardzo wiedziała, co ma na to wszystko powiedzieć. Nie rozumiała tego i ledwie była w stanie przetworzyć te wszystkie informacje w głowie, a już tym bardziej komentować je, czy wydawać wyroki. Zawsze uważała ich małżeństwo za udane i szczęśliwe, ale nawet to było tylko iluzją.
Mama, jakby czytając jej w myślach, chwyciła ją za ręce ze łzami w oczach.
– Jesteśmy tylko ludźmi kochanie. Jesteśmy waszymi rodzicami, ale wciąż tylko ludźmi. Nie powinnam cię mieszać w to wszystko, ale nie mogę pozwolić, żebyś nienawidziła ojca, który nie umie sobie poradzić z twoim odrzuceniem. Zawsze byłaś jego kochaną córeczką i oczkiem w głowie. Jeśli masz kogoś nienawidzić, to… – załkała, ale nie wypuściła jej rąk. – Ja wiem, że jesteś taką idealistką i perfekcjonistką. Jesteś idealna i chcesz, żeby świat wokół ciebie był taki sam kochanie, ale…rzadko tak bywa.
Lena pokręciła głową, czując jak z jej oczu lecą łzy. Nie była idealna. Nigdy taka nie była. Nie chciała taka być.
– Nie możesz budować swojego życia i podejmować decyzji na podstawie tego…na podstawie naszych błędów – wzięła jej twarz w obie dłonie. – Nie zamykaj się na ludzi i uczucia, nawet na te najmniej idealne, bo właśnie te są najpiękniejsze i najtrwalsze – uśmiechnęła się przez łzy. – Otwórz swoje serce i nawet, jeśli zostaniesz zraniona, to świat się nie skończy. Obiecuję ci. Słońce znowu wstanie, a w nocy zaświecą gwiazdy, a ty znowu będziesz mogła kogoś pokochać. Najgorsze, co możesz zrobić, to odpychać ludzi, którym na tobie zależy i nie pozwolić na to, żeby ktoś ciebie pokochał.
Lena rozszlochała się tak mocno, że nie potrafiła zapanować na drżeniem całego ciała. Mama przyciągnęła ją do siebie i przytuliła mocno, pozwalając płakać jak małemu dziecku, które oczyszcza swoje serce z trosk i bólu.
Nastała noc, a wraz z nią obudziły się wszystkie koszmary, które dręczyły ją przez tyle lat. Lena wpatrywała się nieprzytomnie w sufit, próbując odgonić te upiory, ale na nic to się zdało. Wstała z łóżka i przystanęła przy oknie, wychodzącym na las. Otworzyła je szeroko i dużymi haustami wdychała świeże nocne powietrze. Chłodny wiatr rozwiewał jej włosy, robiąc z nich trudne do ogarnięcia kłębowisko, ale w ogóle się tym nie przejmowała. Zamknęła oczy i pozwoliła na to, żeby schładzał jej rozpaloną twarz i wyciszał skołatane myśli.
W tym samym momencie usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości. Sięgnęła po telefon i odczytała ją bez chwili zwłoki. Na wyświetlaczu pojawił się obcy numer, ale Lena od razu wiedziała, od kogo była ta wiadomość.
Dzięki za dzisiejszy dzień. Czekam na ciebie jutro…tylko musisz zapanować nad swoimi perwersyjnymi zapędami ;) p.s. mam nadzieję, że cię nie obudziłem. Kuba.
Uśmiechnęła się, wciąż wpatrując się w SMS-a. Usiadła na łóżku i podciągnęła nogi do brody.
Jej myśli pofrunęły do tych chwil, które spędzili razem z Kubą. To, co zapowiadało się na katastrofę, zmieniło się w zabawny i mile spędzony czas. Nawet nie zauważyła, jak szybko minęły jej cztery godziny i jak bardzo chciała zostać z nim dłużej. Pragnęła sprawić, żeby poczuł się jeszcze lepiej. Chciała widzieć jego uśmiech i iskry w tych ciemnych, przepastnych oczach, które nie odstępowały jej nawet na chwilę. Czuła je na sobie, jakby to był dotyk.
Dotyk.
Kuba nawet nie miał pojęcia jak blisko trafił, mówiąc o jej perwersyjnych zapędach. Jak totalna psychopatka najpierw fantazjowała o jego mokrym od potu ciele, a potem obwąchiwała go, niczym kocica w rui.
Boże, przetarła dłonią twarz. Jak to dobrze, że ludzie nie potrafią czytać sobie w myślach. Kuba uznałby ją za wariatkę.
Skąd wzięło się w niej takie pragnienie? Nie miała pojęcia. Pewnie z tego, że tak długo obywała się bez seksu, a Kuba był bardzo atrakcyjny. Lena skończyła niedawno dwadzieścia jeden lat, ale nigdy tego nie robiła i nie z braku chętnych, a z powodu własnych zasad, których tak uparcie się trzymała. Powinna to zmienić. Nie może spędzić całego życia w celibacie. To, że nie była gotowa na związek, nie oznaczało, że musi pozostać dziewicą orleańską. Seks nie był równoważny z miłością, więc nie powinna tego ze sobą łączyć. Jej brat, ba, jej własni rodzice nie mieli z tym żadnego problemu. Pomyślała gorzko.
Rozmowa z mamą wstrząsnęła nią. Nie chodziło tylko o to, co jej wyznała, ale przede wszystkim o to, co powiedziała potem. Przejrzała ją na wylot. Zobaczyła w niej wszystko, co chciała ukryć – małą, przerażoną dziewczynkę, która tak boi się odrzucenia, że woli udawać swoje życie. Woli udawać, że nikogo nie potrzebuje i wcale nie jest samotna. W jej ustach wszystko, co sobie wmawiała przez tyle lat wydało się takie trywialne i niedojrzałe, że poczuła autentyczny wstyd. Może taka właśnie jestem i może nigdy się już nie zmienię, pomyślała smutno. Teraz nie mogła zrzucać winy na ojca, matkę, czy ich problemy w małżeństwie. Była dorosła, znała prawdę, musi sama zadecydować, czy dalej chce tak żyć, czy spróbuje otworzyć się na kogoś. Czy będzie w stanie komuś zaufać? Czy pozwoli komuś zbliżyć się do siebie na tyle blisko, że nie odstraszy go swoimi lękami? Czy ktoś taki w ogóle istniał?
Dzięki tej rozmowie zrozumiała też coś innego. Od tej chwili nienawiść do ojca była niesprawiedliwa. Od tej chwili powinna nienawidzić ich oboje, ale patrząc w niebieskie oczy mamy, widząc jej łzy, jej zdenerwowanie i skruchę, nie mogła tego z siebie wykrzesać. Nie chciała gardzić kolejną osobą, którą kochała. Skoro Lena nie była w stanie znienawidzić matki, musiała spróbować przestać nienawidzić ojca. Może nawet mu wybaczyć?
Wzięła głęboki oddech, wciąż trzymając telefon w ręku.
Nie śpię, bo próbuję zapanować nad moimi perwersyjnymi zapędami, żeby cię nie molestować w dniu jutrzejszym ;)
Wysłała i uśmiechnęła się. Tylko w połowie żartowała, pisząc tego SMS-a. Musi się wziąć w garść, nie może go obwąchiwać i obmacywać jak psycholka. Nie daj Boże Kuba odbierze to w niewłaściwy sposób, a nie chciała dawać mu więcej fałszywych nadziei. Muszą popracować nad przyjaźnią, jeśli w ogóle ma coś z tego wyjść. Lubiła go, martwiła i troszczyła się o niego. Chciała jego dobra. To chyba właściwe uczucia, jeśli w grę  wchodziła przyjaźń? Tylko tu nie chodziło o nią, tu chodziło o niego. Wyznał, że ją kocha, jak mogli przejść nad tym do porządku dziennego i udawać, że mogą być tylko przyjaciółmi? Mimo wszystko pozwoliła Kubie zadecydować, bo tylko on jeden wiedział, czy temu podoła. Sama też chciała spróbować, ponieważ była mu to winna i dlatego, że…po prostu tego chciała.
Z myśli wyrwał ją kolejny SMS, którego odczytała natychmiast.
Jutrzejszy dzień zapowiada się zatem ciekawieJ Do zobaczenia. Kolorowych snów.

piątek, 9 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 12




Dobrą chwilę zajęło jej znalezienie czegoś odpowiedniego w szpitalnym sklepie. Większość piżam wyglądała, jak pasiaki dla skazańców. Już miała udać się do jakiegoś sklepu z bielizną, aż wreszcie wyszperała normalny T-shirt i krótkie dresowe spodenki w odpowiednim rozmiarze. Zapłaciła za zakupy i ruszyła z powrotem na oddział, na którym leżał Kuba.
Nie tak wyobrażała sobie tę wizytę. Właściwie próbowała w ogóle sobie niczego nie wyobrażać i nie układać scenariuszy tego spotkania, bo inaczej nigdy by się na to nie zdobyła.

czwartek, 8 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 11




     Pęknięta śledziona, przebite płuco, wstrząśnienie mózgu, złamane cztery żebra, złamana noga, złamana ręka. Lena słuchała relacji Kamila, czując, że robi jej się niedobrze.
Chłopak umówił się z nią w małej kawiarence w centrum. Wracał właśnie ze szpitala i chciał osobiście poinformować ją o stanie Kuby. Lena była mu niezwykle wdzięczna, ale też zdziwiona jego troską i tym, że był dla niej tak miły, chociaż zupełnie na to nie zasługiwała. Mimo wszystko postanowiła przyjąć od niego każdą informację, która dotyczyła Kuby. Jako członek rodziny miał najświeższe i najaktualniejsze wieści o stanie jego zdrowia.

środa, 7 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 10

      


     Mijały minuty i godziny, które zamieniały się w dni. Szare i bezsensowne dni, ciągnące się bez końca. Lena snuła się po domu jak duch. Z nikim nie rozmawiała, nic nie jadła i nie chciała nikogo widzieć. Wypłakała już hektolitry łez, ale to w żaden sposób nie ukoiło bólu, który zalągł się w jej sercu. Z każdym dniem było mu tam coraz wygodniej, bo nie zamierzał odchodzić.
Gdy zamykała oczy, widziała pokrwawioną i zapłakana twarz Kuby, który po raz setny błagał ją o szansę.
To nie powinno tak boleć i nie powinno tak długo ją dręczyć. Przecież widziała jaki był i jak traktował kobiety, więc dlaczego było jej tak źle, gdy po raz kolejny go odrzuciła? Dlaczego nie mogła o nim zapomnieć? Dlaczego tak się o niego martwiła?
Przez ostatni tydzień prawie nie widywała Łukasza, który wielokrotnie próbował z nią rozmawiać – bezpośrednio i posyłając do niej Magdę. Nie mogła z nikim rozmawiać o tym, co się wydarzyło.
Niestety, jej stan nie pozostał też niezauważony przez ojca. Długo ją obserwował i kiedy wyglądał zdecydowanego, żeby z nią porozmawiać, Lena wyszła z domu. Całe szczęście, że mama nie wróciła z wycieczki, ponieważ ignorowanie jej przyszłoby jej o wiele trudniej, niż unikanie Łukasza i ojca.
Rozważała też, czy aby nie wrócić wcześniej do Warszawy. Mogłaby znaleźć pracę i przekoczować u koleżanki, do czasu aż nie nadejdzie rok akademicki i będzie mogła zameldować się w akademiku. Powstrzymywała ją przed tym tylko myśl, że byłaby zmuszona siedzieć komuś na głowie, a tego chciała uniknąć.
Minęły prawie dwa tygodnie od tamtego wieczora, kiedy doszło do bójki między Pawłem, a Kubą. Dwa tygodnie, a ona wciąż chodziła struta i nieobecna. Nie potrafiła odnaleźć się w tym wszystkim, nie umiała nad tym zapanować. W głębi serca wiedziała dlaczego tak się działo. Przez krótką chwilę, dosłownie przez kilka sekund wyobraziła sobie jak wyglądałoby jej życie, gdyby dała mu szansę. Kiedy po raz kolejny jej dotknął, zamknęła oczy i zapragnęła tego wszystkiego, co chciał jej ofiarować. Chciała czuć się kochana, potrzebna i bezpieczna. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i przyjąć to wszystko. Wiedziała jednak, że biorąc to, co dobre będzie musiała przyjąć także to, co złe, a na to nie była gotowa i nigdy nie będzie.
Nie była już dzieckiem i wiedziała, że nie ma rzeczy dobrych, za które nie trzeba w żaden sposób płacić. Wszystko miało swoją cenę, a to, co dawało szczęście, kosztowało wyjątkowo dużo. Lena nie była gotowa na płacenie tak wysokiej ceny. Po raz kolejny zamknęła się w sobie, ale tym razem w tej skorupie pozostała szczelina, przez którą sączył się smutek i poczucie straty.
Był niedzielny wieczór. Lena, jak to miała w zwyczaju usiadła na tarasie, otuliła się kocem i słuchała muzyki z iPoda. W tej chwili leciał jej ulubiony kawałek „Scars” James’a Bay’a. Uwielbiała głos wokalisty, który przenikała przez skórę i kości, i wraz z krwią rozpływał się po całym jej ciele. Utwór był o rozstaniu, będącym skutkiem fizycznej odległości, która nie pozwala na utrzymanie związku. Jest tak wiele czynników, które determinują to, czy związek przetrwa czy nie. Jak dużo wysiłku i czasu trzeba w niego włożyć, żeby był udany i szczęśliwy, a i to nie gwarantowało sukcesu. Nie wystarczy tylko się kochać i wmawiać sobie, że to wszystko załatwi.
Zbyt wiele naoglądała się w swoim życiu rozstań, zdrad i zawodu, żeby wierzyć, że kiedyś uda jej się z kimś stworzyć związek. Była jeszcze młoda, nie musiała myśleć o „na zawsze” i „ aż śmierć nas nie rozłączy”. Chciała spróbować się po prostu bawić, dlatego przyjęła zaproszenie Pawła. Znała go, wiedziała, że nie szukał niczego na stałe. Tak jak ona chciał po prostu spędzić fajnie czas. Nie musiała się go obawiać i martwić, że zechce czegoś więcej. Wiedziała też, że przez wzgląd na Łukasza, nie zrobi niczego, co mogłoby się jej nie spodobać. To był bardzo bezpieczny temat, ale najwyraźniej i tu się pomyliła. Nie przewidziała reakcji Kuby. Chyba nikt nie mógł jej przewidzieć.
Potrząsnęła głową, bo znowu wracała do tego samego.
Na dworze zrobiło się już ciemno. Właśnie szykowała się do powrotu do swojego pokoju, gdy nagle usłyszała jakieś poruszenie na korytarzu.
Przystanęła przy balustradzie i zobaczyła brat zakłada w pośpiechu buty i w locie łapie kurtkę, przewieszoną przez poręcz krzesła. Zaraz za nim wyszedł na zewnątrz ojciec. Lena podbiegła do okna i obserwowała, jak obaj wskakują do samochodu Łukasza i z piskiem opon wyjeżdżają spod bramy.
Co się stało? Zaczęła się zastanawiać i zanim zdołała to przetrawić, w głowie pojawiła się kolejna myśl. Boże, mama! Przerażenie nie pozwalało jej ruszyć się z miejsca. Może jej autokar miał wypadek? Może coś złego wydarzyło się podczas turnusu?
Zbiegła szybko na dół do salonu, gdzie zastała Magdę siedząca przy stole z kubkiem gorącej herbaty.
– Magda, co się stało? – zapytała, drżącym głosem. – Coś z mamą? – dodała zniecierpliwiona.
Magda podniosła na nią oczy i przełykając ciężko ślinę pokręciła przecząco głową. Lena poczuła, że znowu zaczyna oddychać, a jej nogi przestają drżeć ze strachu. Usiadła naprzeciwko Magdy, podciągając nogi pod uda.
– W takim razie co się stało? Dlaczego ojciec z Łukaszem wybiegli z domu jakby ktoś podpalił im ogony?
Milczenie Magdy było dla niej niezrozumiałe i zaczynało ją pomału denerwować.
– Łukasz dostał przed chwilą telefon od Krzyśka – odezwała się wreszcie, biorąc głęboki wdech. – Kuba miał wypadek samochodowy. Ponoć jest w ciężkim stanie. Nie wiadomo nawet czy… – zawahała się, uważnie ją obserwując – …czy żyje.
– Co ty mówisz? – Lena wpatrywała się w nią, nic nie rozumiejąc. – Jak to wypadek? Kiedy? Jak?
Jej myśli zaczęły się plątać, a przed oczami zaczęły fruwać białe plamy, poprzedzające jej straszne ataki migreny. Przecież to musiała być jakaś pomyłka.
– Nie wiem, Lena. Nic nie wiem. Łukasz pojechał z waszym tatą do szpitala, żeby się czegoś dowiedzieć. Ma tam znajomą lekarkę, która może im coś powie – Magda nachyliła się nad stołem i przykryła jej rękę swoją dłonią. – Przykro mi. Łukasz nie kazał ci nic mówić, dopóki sam nie będzie czegoś wiedział na pewno, ale...
Lena nie była w stanie poruszyć żadną częścią ciała. Jedynym żyjącym organem w jej ciele wydawał się być pulsujący ból w skroni. Tylko on łączył ją teraz z rzeczywistością. Nie wiadomo nawet, czy żyje. Usłyszała ponownie w głowie głos Magdy. Nie żyje. Przecież to nie mogła być prawda. To musiała być pomyłka.
Wstała gwałtownie, głośno odsuwając od stołu krzesło. Nie wiele myśląc obiegła na górę, kierując się wprost do swojego pokoju. Otworzyła szafę na oścież. Wygrzebała z niej długą szarą bluzę i nałożyła ją na leginsy, po czym w pośpiechu związała włosy w ciasny węzeł. Złapała małą torebkę i zbiegła ze schodów, omal nie potykając się na ostatnim stopniu. W korytarzu założyła trampki i zaczęła przeszukiwać wiklinowy koszyczek na klucze. Odnalazła kluczyki do samochodu ojca i już łapała za klamkę od drzwi wejściowych, kiedy poczuła na ramieniu rękę Magdy.
– Lena, dokąd idziesz? – zapytała, ze strachem w swoich dużych, niebieskich oczach.
– Muszę tam pojechać. Muszę się przekonać, że nic mu nie jest – powiedziała, łapiąc szybko powietrze.
Magda stała przez chwile w bezruchu, wciąż z ręką na jej ramieniu, ale po kilku sekundach sięgnęła po swoją kurtkę, wiszącą na wieszaku.
– Pojadę z tobą – zakomunikowała i razem pospiesznie wyszły z domu.
Droga do szpitala zajęła im jakieś dziesięć minut. Musiały zostawić samochód poza terenem szpitala, ponieważ nie chciały tracić czasu na szukanie miejsca parkingowego, które zawsze były zapchane do granic możliwości.
Lena zamknęła samochód i pobiegła w stronę głównej bramy. Za sobą cały czas słyszała kroki Magdy, której japonki uderzające o chodnik, przypominały uderzenia serca. Dziewczyna próbowała za nią nadążyć, ale z trudem, bo Lena nie próbowała nawet na chwilę zwolnić. Gnała przed siebie, jakby to był jej jedyny cel w życiu.
Kiedy dotarły do dużego rozwidlającego się w różne strony placu, zatrzymały się, żeby rozejrzeć się dookoła.
– Oddział ratunkowy – podsunęła zdyszana Magda. – Jeśli to był wypadek, to musieli go zabrać właśnie tam.
Lena skinęła głową i ruszyła w kierunku oznakowanej niebieską tablicą uliczki. Kiedy weszły przez przeszklone drzwi, od strony ulicy podjeżdżała karetka na sygnale. Obie zapatrzyły się na nią, przystając w miejscu. Lena ocknęła się i ruszyła korytarzem w stronę – jak jej się wydawało – izby przyjęć.
– Tam są! – Magda złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę grupki osób stojących w jednym z kątów zapełnionej ludźmi poczekalni.
Lena ze strachem podniosła oczy, żeby przyjrzeć się grupie ludzi, w której znalazła swojego brata, ojca, Krzyśka, młodszego brata Kuby i dwie jego siostry. Nigdzie nie widziała jego matki.
Dziewczyny były zapłakane i przerażone, ale nie były załamane. Nie były zdruzgotane. A to oznaczało, że Kuba nie umarł. Kuba żyje. Poczuła ulgę, która w tej chwili wydusiła z jej oczu kilka łez. Odwróciła się od reszty i wytarła je rękawem bluzy tak, aby nikt ich nie zauważył.
Kiedy doprowadzała się do porządku, poczuła jak ktoś ją obejmuje od tyłu. Instynktownie odsunęła się od osoby, która próbowała ją przytulić. Napotkała zranione spojrzenie ojca, który po tym, jak go odtrąciła włożył ręce w kieszenie bluzy od dresu i odsunął się od niej. W tym samym momencie dołączyli do nich Łukasz i Magda.
– Żyje, ale jest w ciężkim stanie. Teraz jest operowany – odpowiedział Łukasz na jej nieme pytanie.
– Jak to się stało? – zdołała z siebie wydusić.
Łukasz wzruszył bezradnie ramionami, próbując albo ją oszczędzić, albo wiedział tyle samo, co ona. Na jej pytanie odpowiedział jednak Krzysiek, który stanął tuż za jej plecami.
– Ponoć TIR próbował go wyprzedzić, ale nie wyrobił się przed nadjeżdżającym samochodem, zjechał w bok i zepchnął go z drogi. Skurwiel.
Jezu!, zawyła ze zgrozy w duchu. Przytrzymała rękę przy ustach i automatycznie zaczęła obgryzać skórki wokół paznokci. To był jej obrzydliwy nałóg, z którym walczyła odkąd tylko pamięta. Bezskutecznie. Bezwiednie zerknęła w stronę rodziny Kuby. Jego brat, Kamil spojrzał jej prosto w oczy. To spojrzenie było tak intensywne, jakby chłopak próbował nim wedrzeć się do jej wnętrza. Przełknęła głośno ślinę i spuściła wzrok, jakby była temu wszystkiemu winna i w tej chwili tak właśnie się czuła. Czuła się winna tego, jak go potraktowała, tego, że przez nią cierpiał i tego, że nie potrafiła mu zaufać. Była winna, a teraz mogło być już za późno, żeby to wszystko naprawić.
Poczucie winy. Tym właśnie tłumaczyła sobie ten przenikający do szpiku kości strach o niego. Przez poczucie winy na chwile jej serce przestało bić, gdy wyobraziła sobie, że już go nigdy nie zobaczy. I to poczucie winy zaprowadziło ją tutaj, żeby razem z jego rodziną i przyjaciółmi czuwać pod salą operacyjną, gdzie walczył o życie. To przez poczucie winy modliła się całą drogę, żeby żył. Obiecała Bogu i samej sobie, że jeśli Kuba przeżyje, to się zmieni, to spróbuje…to da mu szansę.
Przytłoczona uczuciami wyszła na zewnątrz. Chciała zaczerpnąć świeżego powietrza i powstrzymać nowy atak łez, które zbierały się już do ataku. Przed oczami miała wciąż zakrwawioną i posiniaczoną twarz Kuby. Widziała łzy, które dwoma czystymi strugami spływały po jego zabrudzonych policzkach. Jezu drogi! Usiadła na zimnym krawężniku i schowała twarz w ramionach.
– Lena? – usłyszała nieznajomy głos, tuż nad sobą.
Podniosła głowę i napotkała parę ciemnobrązowych oczu – takich samych, jak oczy Kuby.
– Tak? – wstała z krawężnika, wycierając rękawem oczy.
– Jestem Kamil, brat Kuby – powiedział, przeczesując krótkie włosy.
– Tak, wiem – uśmiechnęła się blado. – Lena – przedstawiła się.
– Wiem – także się uśmiechnął.
– Wiadomo coś nowego? – zapytała.
– Na razie nie. Wciąż jest operowany – powiedział i spojrzał pod nogi, chcąc ukryć zaszklone oczy.
– Wszystko będzie dobrze – powiedziała, modląc się w duchu, żeby tak właśnie było.
– Posłuchaj…ja – zaciął się. – Nie chcę, żeby to zabrzmiało dziwnie, ale czy ty i Kuba…czy wy jesteście parą? To znaczy ja wiem, że on chciał… – przetarł dłońmi twarz i wziął głęboki oddech. – Kiedy go przywieźli był przez chwilę przytomny i pytał o ciebie, i kiedy cię zobaczyłem, pomyślałem, że jesteście nareszcie razem… – zaśmiał się nerwowo. – Chciałem tylko wiedzieć – wzruszył ramionami.
– Nie Kamil, nie jesteśmy razem, ale… – założyła luźne kosmyki włosów za ucho. – Niech wyzdrowieje. To jest teraz najważniejsze.
– Tak. Wiem, że da radę. Jest twardy, jak nikt – jego ciałem wstrząsnął szloch, zakrył rękoma twarz i stał tak przez chwilę, zastygając jak figura wykuta z żelaza. – Pójdę już – powiedział, odzyskując równowagę. – Daj mi swój numer. Jak tylko będziemy coś wiedzieć, dam ci znać…jeśli chcesz oczywiście – dodał na końcu niepewnie.
– Oczywiście. Dziękuję – powiedziała z wdzięcznością, po czym wymienili się numerami.
– Wszystko będzie dobrze – powtórzyła na pożegnanie.
Kamil przytaknął skinieniem głowy i wszedł do środka, zostawiając ją samą ze swoimi skotłowanymi myślami.
Kuba pytał o nią. Ledwo żył, a pytał o nią. Nie o matkę, brata, czy siostrę. Pytał o nią. To mogła być jego ostatnia chwila w życiu i chciał być z nią. Po tym wszystkim, co przez nią przeżył? Boże przenajświętszy. Nie mogła o tym myśleć. Podniosła się z miejsca i zaczęła szybkim krokiem kierować się w stronę głównego wyjścia. Przekroczywszy metalową bramę, jej nogi zaczęły żyć własnym życiem. Biegła przed siebie, czując jak wiatr pozbawia ją tchu. Piekący ból w piersi i zdrętwiałe nogi nie powstrzymywały jej jednak. Biegła do przodu, tracąc widoczność przez te cholerne łzy, które lały się bez końca.
Prawie dwie godziny wałęsała się po mieście, nie mogąc się uspokoić. W końcu zmęczenie zarówno fizyczne jak i psychiczne dało o sobie znać. Musiała usiąść chociaż na chwilkę, żeby dać odpocząć nogom. Znajdowała się właśnie na niewielkim skwerku, okalającym teren Miejskiego Domu Kultury. Usiadła na najbliższej ławce całkowicie opadając z sił. Podciągnęła nogi pod brodę i próbowała zapanować nad emocjami, z których najbardziej obezwładniający był strach. Strach o Kubę, o to, czy przeżyje, czy jeszcze zobaczy jego ciemne oczy i uśmiech, którym tak rzadko dzielił się z ludźmi.
Powinna być teraz w szpitalu ze wszystkimi, ale nie potrafiła tam siedzieć i spokojnie czekać na informację. Nie chciała się rozklejać przy jego bliskich, bo nie miała do tego prawa.  Nie dała mu się do siebie zbliżyć, nie miała prawa nad nim płakać i martwić się o niego. Nie miała do tego prawa, ale i tak to robiła. Wszystko przez to straszne poczucie winy.
Kołysała się na ławce jak dziecko dotknięte chorobą sierocą i próbowała opanować kolejną falę szlochu. W tym samym momencie poczuła wibracje telefonu w kieszeni. Zastygła na kilka minut w bezruchu, odwlekając w czasie nieuniknioną chwilę. W końcu sięgnęła drżącą ręką do torebki i wyciągnęła telefon. Zanim jednak otworzyła wiadomość, po raz kolejny poprosiła Boga, o to, żeby dał mu szansę.
Kuba jest już po operacji. Jest nieprzytomny, ale stabilny.
Mówiła wiadomość od Kamila. Ulga jaką poczuła odebrała jej resztki sił i uwolniła ręce i nogi od sztywności, którą nałożyły na nią nerwy. Szybko odpisała Kamilowi, wdzięczna za to, że chłopak zlitowała się nad nią i tak szybko przekazał jej informację o stanie Kuby. Taką samą wiadomość otrzymała kilkanaście minut później od Łukasza. Pytał ją także, gdzie się podziewa i kiedy zamierza wrócić. Odpisała mu, że niedługo, musi tylko zabrać auto spod szpitala.
Z sercem lżejszym o jakieś sto kilogramów, ruszyła po samochód.
Była już na parkingu, gdy spostrzegła wysoką postawną sylwetkę, opierającą się o czarnego Citroena. Zatrzymała się w półkroku, rozpoznając w niej swojego ojca. Tylko nie on i nie teraz. Zawyła w środku. Nie miała na to siły. Nie po tym, co przeżyła.
Bez słowa okrążyła samochód i wręczyła ojcu kluczyki, a sama skierowała się do drzwi od strony pasażera.
Ojciec równie milczący, co ona wsiadł do środka i włączył silnik. Lena odetchnęła z ulgą, widząc, że nie zamierzał się jej czepiać i dotrą do domu w ciszy i spokoju. Bardzo się jednak pomyliła. W pewnym momencie samochód gwałtownie zahamował, a Lena omal nie wylądowała na przedniej szybie.
– Jezu! Co robisz? – krzyknęła, zaskoczona.
– Dlaczego mnie tak nienawidzisz? – usłyszała cichy, ale pełen determinacji głos ojca.
– Co? – zapytała, zdezorientowana.
– Pytam dlaczego tak mnie nienawidzisz? Co ci takiego zrobiłem, że nie możesz na mnie patrzeć, nie mówiąc już o tym, że nie mogę cię nawet dotknąć, żebyś się nie wzdrygała ze wstrętem? – mówiąc to, wpatrywał się w przednią szybę.
Jej serce omal nie wyskoczyło z piersi, a krew odpłynęła z twarzy. Nie teraz. Poprosiła go raz kolejny.
– Nie wiem, o czym mówisz – powiedziała neutralnie. – Jestem zmęczona. Chcę wracać do domu – dodała, obejmując się ramionami i odwracając głowę w stronę bocznej szyby.
– Jestem twoim ojcem, Lena – odwrócił się do niej ze łzami w oczach. – Kocham cię, a ty mnie nienawidzisz. Chyba mam prawo wiedzieć, dlaczego?
Lena po raz pierwszy od chwili, w której zobaczyła go z tamtą kobietą w aucie, poczuła do niego coś innego, niż wzgarda i obojętność. Poczuła litość. To wszystko trwało jednak tylko sekundę, bo jak bumerang wróciło do niej wszystko, co przeżyła odkąd odkryła, kim naprawdę był. Tu nie chodziło tylko o zdradę jej matki. Chodziło o to, kim się sama przez to stała. Kim się stała przez niego. To przez niego nie potrafiła nikogo pokochać i nie pozwoliła, żeby ją ktoś pokochał. To przez niego nie potrafiła dać szansy Kubie, na którego patrzyła jak na kolejnego szmaciarza. To przez niego nie wierzyła w szczerość uczuć jej własnego brata w stosunku do Magdy. Wszystko przez niego.
Odwróciła się w jego stronę, jednocześnie niezgrabnie odpinając pas.
– Tak, nienawidzę cię. Nienawidzę cię, bo jesteś zakłamanym skurwielem, który zniszczył mi życie! – wykrzyczała na całe gardło. – Nienawidzę cię! – powtórzyła, mierząc się z nim wzrokiem. – Tego chciałeś? – powiedziała już całkiem spokojnym głosem – Proszę bardzo.
Jego twarz wyrażała najczystszy ból i szok. Z jego oczu popłynęły łzy. Lena nie czekała na jego reakcję, tylko wyskoczyła z auta i szybkim krokiem ruszyła w stronę domu.
Tym razem nie płakała. Złość, która w niej kipiała nie mogła znaleźć ujścia w łzach. Dostał, czego chciał. Dostał to, na co zasłużył. Powtarzała w myślach. Oddychała szybko, nadążając za własnymi nogami. Żeby zając czymś ręce, zrywała po drodze liście z żywopłotu, wystającego z czyjegoś ogrodzenia.
– Lena! – usłyszała za sobą i przyspieszyła kroku.
Nie była jednak w stanie uciec przed ojcem, który był w dobrej kondycji i bez trudu ją dogonił. Wiedziała, że musi się z nim skonfrontować, więc dlaczego nie tu i nie teraz, skoro wszystko się już rozlało?
Zatrzymała się gwałtownie i odwróciła do niego przodem.
– Czego ode mnie chcesz? – zapytała lodowatym tonem.
– Dlaczego tak o mnie myślisz? Zawsze byłaś moją córeczką, i nagle odsunęłaś się ode mnie, jakbym zrobił ci jakąś krzywdę. Powiedz, dlaczego się taka zrobiłaś?
– Nienawidzę cię odkąd zobaczyłam, jak pieprzysz się w samochodzie na tyłach parku z jakąś gówniarą! – wykrzyczała. – Po powrocie do domu zachowywałeś się jakbyś miał udany dzień i miałeś czelność całować matkę w usta – oddychała szybko, czując, że zaraz zabraknie jej tchu. – Okazałeś się być zwykłym skurwielem, który ma w dupie żonę i rodzinę. Właśnie dlatego tatusiu– wysyczała z pogardą.
Ojciec otworzył szeroko usta, a na jego twarzy pokazało się takie zakłopotanie, że mógłby nim obdzielić kilka osób. Nic nie mówił, a Lena prawie słyszała jak w jego głowie przewracając się trybiki, kiedy zaczyna łączyć fakty.
– I co? Nic na to nie odpowiesz? Myślałeś, że jesteś taki sprytny, że nikt się nigdy nie dowie? Niestety, ja wiedziałam i dzięki tobie… – zawahała się – … przez ciebie zmieniłam się w kogoś wstrętnego… i nienawidzę cię za to. Gdyby Łukasz i mama dowiedzieliby się o tym, też by cię znienawidzili.
– Mama o tym wie, Lena – powiedział cicho. – Wie, że ją zdradziłem.
Lena zmarszczyła brwi, niczego nie rozumiejąc.
– Wie i tak po prostu ci wybaczyła? – zapytała z niedowierzaniem. – Nie wierzę.
Nie wierzyła. Jak mogła mu wybaczyć i przejść z tym do porządku dziennego, tak jakby nic się nie wydarzyło? Jak mogli udawać idealne małżeństwo po czymś takim?
– To skomplikowane Lena…nic nigdy nie jest tylko czarne albo tylko białe, kochanie – powiedział dokładnie to samo, co usłyszała niedawno od Kuby i zrobił krok w jej stronę. – Musisz porozmawiać z mamą.
– Nie muszę z nikim rozmawiać – powiedziała chłodno i odwróciła się, żeby odejść.
Usłyszała za sobą jego kroki.
– Co mogę zrobić? Co mogę zrobić, żebyś mi wybaczyła? – zapytał, łapiąc ją za łokieć. – Jak ci pomóc? – dodał.
– Nic nie możesz zrobić. Zostaw mnie w spokoju – powiedziała już zupełnie normalnym tonem, bo ogarnęło ją takie zmęczenie, że ledwie trzymała się na nogach. – Chcę już wracać.
Znowu zmusiła się do biegu, ale tym razem nie towarzyszyły jej kroki ojca.
*
Pustka i cisza to były jedyne rzeczy, jakie pamiętał. Wcześniej jasne światło i ból, który trwał tylko przez kilka sekund. W tej chwili tęsknił za pustką i ciszą, ponieważ ból, którego doświadczał był wręcz nie do udźwignięcia. Bolało go wszystko, począwszy od końcówek włosów, a skończywszy na paznokciach u nóg.
Próbował otworzyć oczy, ale bolały go nawet powieki, w dodatku były tak ciężkie, że nie był w stanie nimi poruszyć.
– Proszę otworzyć oczy – usłyszał ciepły kobiecy głos.
Kuba właśnie w tej chwili poczuł, że w gardle coś go uwiera i zaczął się krztusić. Zaczął łapać haustami powietrze, co jeszcze wzmocniło uczucie duszności. Ktoś przytrzymał go za ręce. W panice otworzył oczy, ale szybko je zamknął, porażony ostrym światłem.
– Spokojnie. Proszę oddychać. Mocny wdech – ponownie ten głos, który rzeczywiście go uspokajał.
Zrobił tak, jak mu kazano, a po chwili z jego gardła wyciągnięto rurkę. Uczucie duszności zmieniło się w piekący ból w przełyku, który wzmagał się przy każdym kaszlnięciu. Po chwili przytknięto mu do ust słomkę i znowu usłyszał polecenie, żeby się przez nią napił. Zrobił to bez zastanowienia. Jego zamglony umysł nie mógł sam podejmować decyzji, dlatego bez szemrania podążał za tym uspokajającym głosem.
– Jak się pan czuje? – usłyszał tuż nad swoja głową.
Kuba pokiwał głową i chciał podnieść rękę, ale ta wydawała mu się tak ciężka, ze zrezygnował z tego wysiłku. Zdecydował się otworzyć oczy, żeby przekonać się gdzie jest i co się z nim dzieje. Otworzył najpierw jedno, a potem drugie oko, przyzwyczajając powoli wzrok do bardzo jasnego światła.
– Panie Jakubie pamięta pan, dlaczego pan się tu znalazł? – usłyszał pytanie i jako odpowiedź na nie pokręcił przecząco głową.
– Miał pan wypadek samochodowy. Jest pan w szpitalu. Przeszedł pan operację. Ma pan złamane cztery żebra, nogę i rękę, więc proszę nie robić gwałtownych ruchów – znowu ten głos, który przekazywał mu strasznie dziwne i odległe informacje. – Może się pan czuć skołowany, ale to nic, to tylko skutek znieczulenia. Proszę się teraz przespać, a gdyby dokuczał panu ból, proszę zadzwonić po pielęgniarkę – głos, zaczynał cichnąć w jego głowie.
Po raz kolejny posłuchał polecenia i zamknął oczy, czując, że wraca pustka i cisza, w która z chęcią się zapadł.