środa, 7 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 10

      


     Mijały minuty i godziny, które zamieniały się w dni. Szare i bezsensowne dni, ciągnące się bez końca. Lena snuła się po domu jak duch. Z nikim nie rozmawiała, nic nie jadła i nie chciała nikogo widzieć. Wypłakała już hektolitry łez, ale to w żaden sposób nie ukoiło bólu, który zalągł się w jej sercu. Z każdym dniem było mu tam coraz wygodniej, bo nie zamierzał odchodzić.
Gdy zamykała oczy, widziała pokrwawioną i zapłakana twarz Kuby, który po raz setny błagał ją o szansę.
To nie powinno tak boleć i nie powinno tak długo ją dręczyć. Przecież widziała jaki był i jak traktował kobiety, więc dlaczego było jej tak źle, gdy po raz kolejny go odrzuciła? Dlaczego nie mogła o nim zapomnieć? Dlaczego tak się o niego martwiła?
Przez ostatni tydzień prawie nie widywała Łukasza, który wielokrotnie próbował z nią rozmawiać – bezpośrednio i posyłając do niej Magdę. Nie mogła z nikim rozmawiać o tym, co się wydarzyło.
Niestety, jej stan nie pozostał też niezauważony przez ojca. Długo ją obserwował i kiedy wyglądał zdecydowanego, żeby z nią porozmawiać, Lena wyszła z domu. Całe szczęście, że mama nie wróciła z wycieczki, ponieważ ignorowanie jej przyszłoby jej o wiele trudniej, niż unikanie Łukasza i ojca.
Rozważała też, czy aby nie wrócić wcześniej do Warszawy. Mogłaby znaleźć pracę i przekoczować u koleżanki, do czasu aż nie nadejdzie rok akademicki i będzie mogła zameldować się w akademiku. Powstrzymywała ją przed tym tylko myśl, że byłaby zmuszona siedzieć komuś na głowie, a tego chciała uniknąć.
Minęły prawie dwa tygodnie od tamtego wieczora, kiedy doszło do bójki między Pawłem, a Kubą. Dwa tygodnie, a ona wciąż chodziła struta i nieobecna. Nie potrafiła odnaleźć się w tym wszystkim, nie umiała nad tym zapanować. W głębi serca wiedziała dlaczego tak się działo. Przez krótką chwilę, dosłownie przez kilka sekund wyobraziła sobie jak wyglądałoby jej życie, gdyby dała mu szansę. Kiedy po raz kolejny jej dotknął, zamknęła oczy i zapragnęła tego wszystkiego, co chciał jej ofiarować. Chciała czuć się kochana, potrzebna i bezpieczna. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i przyjąć to wszystko. Wiedziała jednak, że biorąc to, co dobre będzie musiała przyjąć także to, co złe, a na to nie była gotowa i nigdy nie będzie.
Nie była już dzieckiem i wiedziała, że nie ma rzeczy dobrych, za które nie trzeba w żaden sposób płacić. Wszystko miało swoją cenę, a to, co dawało szczęście, kosztowało wyjątkowo dużo. Lena nie była gotowa na płacenie tak wysokiej ceny. Po raz kolejny zamknęła się w sobie, ale tym razem w tej skorupie pozostała szczelina, przez którą sączył się smutek i poczucie straty.
Był niedzielny wieczór. Lena, jak to miała w zwyczaju usiadła na tarasie, otuliła się kocem i słuchała muzyki z iPoda. W tej chwili leciał jej ulubiony kawałek „Scars” James’a Bay’a. Uwielbiała głos wokalisty, który przenikała przez skórę i kości, i wraz z krwią rozpływał się po całym jej ciele. Utwór był o rozstaniu, będącym skutkiem fizycznej odległości, która nie pozwala na utrzymanie związku. Jest tak wiele czynników, które determinują to, czy związek przetrwa czy nie. Jak dużo wysiłku i czasu trzeba w niego włożyć, żeby był udany i szczęśliwy, a i to nie gwarantowało sukcesu. Nie wystarczy tylko się kochać i wmawiać sobie, że to wszystko załatwi.
Zbyt wiele naoglądała się w swoim życiu rozstań, zdrad i zawodu, żeby wierzyć, że kiedyś uda jej się z kimś stworzyć związek. Była jeszcze młoda, nie musiała myśleć o „na zawsze” i „ aż śmierć nas nie rozłączy”. Chciała spróbować się po prostu bawić, dlatego przyjęła zaproszenie Pawła. Znała go, wiedziała, że nie szukał niczego na stałe. Tak jak ona chciał po prostu spędzić fajnie czas. Nie musiała się go obawiać i martwić, że zechce czegoś więcej. Wiedziała też, że przez wzgląd na Łukasza, nie zrobi niczego, co mogłoby się jej nie spodobać. To był bardzo bezpieczny temat, ale najwyraźniej i tu się pomyliła. Nie przewidziała reakcji Kuby. Chyba nikt nie mógł jej przewidzieć.
Potrząsnęła głową, bo znowu wracała do tego samego.
Na dworze zrobiło się już ciemno. Właśnie szykowała się do powrotu do swojego pokoju, gdy nagle usłyszała jakieś poruszenie na korytarzu.
Przystanęła przy balustradzie i zobaczyła brat zakłada w pośpiechu buty i w locie łapie kurtkę, przewieszoną przez poręcz krzesła. Zaraz za nim wyszedł na zewnątrz ojciec. Lena podbiegła do okna i obserwowała, jak obaj wskakują do samochodu Łukasza i z piskiem opon wyjeżdżają spod bramy.
Co się stało? Zaczęła się zastanawiać i zanim zdołała to przetrawić, w głowie pojawiła się kolejna myśl. Boże, mama! Przerażenie nie pozwalało jej ruszyć się z miejsca. Może jej autokar miał wypadek? Może coś złego wydarzyło się podczas turnusu?
Zbiegła szybko na dół do salonu, gdzie zastała Magdę siedząca przy stole z kubkiem gorącej herbaty.
– Magda, co się stało? – zapytała, drżącym głosem. – Coś z mamą? – dodała zniecierpliwiona.
Magda podniosła na nią oczy i przełykając ciężko ślinę pokręciła przecząco głową. Lena poczuła, że znowu zaczyna oddychać, a jej nogi przestają drżeć ze strachu. Usiadła naprzeciwko Magdy, podciągając nogi pod uda.
– W takim razie co się stało? Dlaczego ojciec z Łukaszem wybiegli z domu jakby ktoś podpalił im ogony?
Milczenie Magdy było dla niej niezrozumiałe i zaczynało ją pomału denerwować.
– Łukasz dostał przed chwilą telefon od Krzyśka – odezwała się wreszcie, biorąc głęboki wdech. – Kuba miał wypadek samochodowy. Ponoć jest w ciężkim stanie. Nie wiadomo nawet czy… – zawahała się, uważnie ją obserwując – …czy żyje.
– Co ty mówisz? – Lena wpatrywała się w nią, nic nie rozumiejąc. – Jak to wypadek? Kiedy? Jak?
Jej myśli zaczęły się plątać, a przed oczami zaczęły fruwać białe plamy, poprzedzające jej straszne ataki migreny. Przecież to musiała być jakaś pomyłka.
– Nie wiem, Lena. Nic nie wiem. Łukasz pojechał z waszym tatą do szpitala, żeby się czegoś dowiedzieć. Ma tam znajomą lekarkę, która może im coś powie – Magda nachyliła się nad stołem i przykryła jej rękę swoją dłonią. – Przykro mi. Łukasz nie kazał ci nic mówić, dopóki sam nie będzie czegoś wiedział na pewno, ale...
Lena nie była w stanie poruszyć żadną częścią ciała. Jedynym żyjącym organem w jej ciele wydawał się być pulsujący ból w skroni. Tylko on łączył ją teraz z rzeczywistością. Nie wiadomo nawet, czy żyje. Usłyszała ponownie w głowie głos Magdy. Nie żyje. Przecież to nie mogła być prawda. To musiała być pomyłka.
Wstała gwałtownie, głośno odsuwając od stołu krzesło. Nie wiele myśląc obiegła na górę, kierując się wprost do swojego pokoju. Otworzyła szafę na oścież. Wygrzebała z niej długą szarą bluzę i nałożyła ją na leginsy, po czym w pośpiechu związała włosy w ciasny węzeł. Złapała małą torebkę i zbiegła ze schodów, omal nie potykając się na ostatnim stopniu. W korytarzu założyła trampki i zaczęła przeszukiwać wiklinowy koszyczek na klucze. Odnalazła kluczyki do samochodu ojca i już łapała za klamkę od drzwi wejściowych, kiedy poczuła na ramieniu rękę Magdy.
– Lena, dokąd idziesz? – zapytała, ze strachem w swoich dużych, niebieskich oczach.
– Muszę tam pojechać. Muszę się przekonać, że nic mu nie jest – powiedziała, łapiąc szybko powietrze.
Magda stała przez chwile w bezruchu, wciąż z ręką na jej ramieniu, ale po kilku sekundach sięgnęła po swoją kurtkę, wiszącą na wieszaku.
– Pojadę z tobą – zakomunikowała i razem pospiesznie wyszły z domu.
Droga do szpitala zajęła im jakieś dziesięć minut. Musiały zostawić samochód poza terenem szpitala, ponieważ nie chciały tracić czasu na szukanie miejsca parkingowego, które zawsze były zapchane do granic możliwości.
Lena zamknęła samochód i pobiegła w stronę głównej bramy. Za sobą cały czas słyszała kroki Magdy, której japonki uderzające o chodnik, przypominały uderzenia serca. Dziewczyna próbowała za nią nadążyć, ale z trudem, bo Lena nie próbowała nawet na chwilę zwolnić. Gnała przed siebie, jakby to był jej jedyny cel w życiu.
Kiedy dotarły do dużego rozwidlającego się w różne strony placu, zatrzymały się, żeby rozejrzeć się dookoła.
– Oddział ratunkowy – podsunęła zdyszana Magda. – Jeśli to był wypadek, to musieli go zabrać właśnie tam.
Lena skinęła głową i ruszyła w kierunku oznakowanej niebieską tablicą uliczki. Kiedy weszły przez przeszklone drzwi, od strony ulicy podjeżdżała karetka na sygnale. Obie zapatrzyły się na nią, przystając w miejscu. Lena ocknęła się i ruszyła korytarzem w stronę – jak jej się wydawało – izby przyjęć.
– Tam są! – Magda złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę grupki osób stojących w jednym z kątów zapełnionej ludźmi poczekalni.
Lena ze strachem podniosła oczy, żeby przyjrzeć się grupie ludzi, w której znalazła swojego brata, ojca, Krzyśka, młodszego brata Kuby i dwie jego siostry. Nigdzie nie widziała jego matki.
Dziewczyny były zapłakane i przerażone, ale nie były załamane. Nie były zdruzgotane. A to oznaczało, że Kuba nie umarł. Kuba żyje. Poczuła ulgę, która w tej chwili wydusiła z jej oczu kilka łez. Odwróciła się od reszty i wytarła je rękawem bluzy tak, aby nikt ich nie zauważył.
Kiedy doprowadzała się do porządku, poczuła jak ktoś ją obejmuje od tyłu. Instynktownie odsunęła się od osoby, która próbowała ją przytulić. Napotkała zranione spojrzenie ojca, który po tym, jak go odtrąciła włożył ręce w kieszenie bluzy od dresu i odsunął się od niej. W tym samym momencie dołączyli do nich Łukasz i Magda.
– Żyje, ale jest w ciężkim stanie. Teraz jest operowany – odpowiedział Łukasz na jej nieme pytanie.
– Jak to się stało? – zdołała z siebie wydusić.
Łukasz wzruszył bezradnie ramionami, próbując albo ją oszczędzić, albo wiedział tyle samo, co ona. Na jej pytanie odpowiedział jednak Krzysiek, który stanął tuż za jej plecami.
– Ponoć TIR próbował go wyprzedzić, ale nie wyrobił się przed nadjeżdżającym samochodem, zjechał w bok i zepchnął go z drogi. Skurwiel.
Jezu!, zawyła ze zgrozy w duchu. Przytrzymała rękę przy ustach i automatycznie zaczęła obgryzać skórki wokół paznokci. To był jej obrzydliwy nałóg, z którym walczyła odkąd tylko pamięta. Bezskutecznie. Bezwiednie zerknęła w stronę rodziny Kuby. Jego brat, Kamil spojrzał jej prosto w oczy. To spojrzenie było tak intensywne, jakby chłopak próbował nim wedrzeć się do jej wnętrza. Przełknęła głośno ślinę i spuściła wzrok, jakby była temu wszystkiemu winna i w tej chwili tak właśnie się czuła. Czuła się winna tego, jak go potraktowała, tego, że przez nią cierpiał i tego, że nie potrafiła mu zaufać. Była winna, a teraz mogło być już za późno, żeby to wszystko naprawić.
Poczucie winy. Tym właśnie tłumaczyła sobie ten przenikający do szpiku kości strach o niego. Przez poczucie winy na chwile jej serce przestało bić, gdy wyobraziła sobie, że już go nigdy nie zobaczy. I to poczucie winy zaprowadziło ją tutaj, żeby razem z jego rodziną i przyjaciółmi czuwać pod salą operacyjną, gdzie walczył o życie. To przez poczucie winy modliła się całą drogę, żeby żył. Obiecała Bogu i samej sobie, że jeśli Kuba przeżyje, to się zmieni, to spróbuje…to da mu szansę.
Przytłoczona uczuciami wyszła na zewnątrz. Chciała zaczerpnąć świeżego powietrza i powstrzymać nowy atak łez, które zbierały się już do ataku. Przed oczami miała wciąż zakrwawioną i posiniaczoną twarz Kuby. Widziała łzy, które dwoma czystymi strugami spływały po jego zabrudzonych policzkach. Jezu drogi! Usiadła na zimnym krawężniku i schowała twarz w ramionach.
– Lena? – usłyszała nieznajomy głos, tuż nad sobą.
Podniosła głowę i napotkała parę ciemnobrązowych oczu – takich samych, jak oczy Kuby.
– Tak? – wstała z krawężnika, wycierając rękawem oczy.
– Jestem Kamil, brat Kuby – powiedział, przeczesując krótkie włosy.
– Tak, wiem – uśmiechnęła się blado. – Lena – przedstawiła się.
– Wiem – także się uśmiechnął.
– Wiadomo coś nowego? – zapytała.
– Na razie nie. Wciąż jest operowany – powiedział i spojrzał pod nogi, chcąc ukryć zaszklone oczy.
– Wszystko będzie dobrze – powiedziała, modląc się w duchu, żeby tak właśnie było.
– Posłuchaj…ja – zaciął się. – Nie chcę, żeby to zabrzmiało dziwnie, ale czy ty i Kuba…czy wy jesteście parą? To znaczy ja wiem, że on chciał… – przetarł dłońmi twarz i wziął głęboki oddech. – Kiedy go przywieźli był przez chwilę przytomny i pytał o ciebie, i kiedy cię zobaczyłem, pomyślałem, że jesteście nareszcie razem… – zaśmiał się nerwowo. – Chciałem tylko wiedzieć – wzruszył ramionami.
– Nie Kamil, nie jesteśmy razem, ale… – założyła luźne kosmyki włosów za ucho. – Niech wyzdrowieje. To jest teraz najważniejsze.
– Tak. Wiem, że da radę. Jest twardy, jak nikt – jego ciałem wstrząsnął szloch, zakrył rękoma twarz i stał tak przez chwilę, zastygając jak figura wykuta z żelaza. – Pójdę już – powiedział, odzyskując równowagę. – Daj mi swój numer. Jak tylko będziemy coś wiedzieć, dam ci znać…jeśli chcesz oczywiście – dodał na końcu niepewnie.
– Oczywiście. Dziękuję – powiedziała z wdzięcznością, po czym wymienili się numerami.
– Wszystko będzie dobrze – powtórzyła na pożegnanie.
Kamil przytaknął skinieniem głowy i wszedł do środka, zostawiając ją samą ze swoimi skotłowanymi myślami.
Kuba pytał o nią. Ledwo żył, a pytał o nią. Nie o matkę, brata, czy siostrę. Pytał o nią. To mogła być jego ostatnia chwila w życiu i chciał być z nią. Po tym wszystkim, co przez nią przeżył? Boże przenajświętszy. Nie mogła o tym myśleć. Podniosła się z miejsca i zaczęła szybkim krokiem kierować się w stronę głównego wyjścia. Przekroczywszy metalową bramę, jej nogi zaczęły żyć własnym życiem. Biegła przed siebie, czując jak wiatr pozbawia ją tchu. Piekący ból w piersi i zdrętwiałe nogi nie powstrzymywały jej jednak. Biegła do przodu, tracąc widoczność przez te cholerne łzy, które lały się bez końca.
Prawie dwie godziny wałęsała się po mieście, nie mogąc się uspokoić. W końcu zmęczenie zarówno fizyczne jak i psychiczne dało o sobie znać. Musiała usiąść chociaż na chwilkę, żeby dać odpocząć nogom. Znajdowała się właśnie na niewielkim skwerku, okalającym teren Miejskiego Domu Kultury. Usiadła na najbliższej ławce całkowicie opadając z sił. Podciągnęła nogi pod brodę i próbowała zapanować nad emocjami, z których najbardziej obezwładniający był strach. Strach o Kubę, o to, czy przeżyje, czy jeszcze zobaczy jego ciemne oczy i uśmiech, którym tak rzadko dzielił się z ludźmi.
Powinna być teraz w szpitalu ze wszystkimi, ale nie potrafiła tam siedzieć i spokojnie czekać na informację. Nie chciała się rozklejać przy jego bliskich, bo nie miała do tego prawa.  Nie dała mu się do siebie zbliżyć, nie miała prawa nad nim płakać i martwić się o niego. Nie miała do tego prawa, ale i tak to robiła. Wszystko przez to straszne poczucie winy.
Kołysała się na ławce jak dziecko dotknięte chorobą sierocą i próbowała opanować kolejną falę szlochu. W tym samym momencie poczuła wibracje telefonu w kieszeni. Zastygła na kilka minut w bezruchu, odwlekając w czasie nieuniknioną chwilę. W końcu sięgnęła drżącą ręką do torebki i wyciągnęła telefon. Zanim jednak otworzyła wiadomość, po raz kolejny poprosiła Boga, o to, żeby dał mu szansę.
Kuba jest już po operacji. Jest nieprzytomny, ale stabilny.
Mówiła wiadomość od Kamila. Ulga jaką poczuła odebrała jej resztki sił i uwolniła ręce i nogi od sztywności, którą nałożyły na nią nerwy. Szybko odpisała Kamilowi, wdzięczna za to, że chłopak zlitowała się nad nią i tak szybko przekazał jej informację o stanie Kuby. Taką samą wiadomość otrzymała kilkanaście minut później od Łukasza. Pytał ją także, gdzie się podziewa i kiedy zamierza wrócić. Odpisała mu, że niedługo, musi tylko zabrać auto spod szpitala.
Z sercem lżejszym o jakieś sto kilogramów, ruszyła po samochód.
Była już na parkingu, gdy spostrzegła wysoką postawną sylwetkę, opierającą się o czarnego Citroena. Zatrzymała się w półkroku, rozpoznając w niej swojego ojca. Tylko nie on i nie teraz. Zawyła w środku. Nie miała na to siły. Nie po tym, co przeżyła.
Bez słowa okrążyła samochód i wręczyła ojcu kluczyki, a sama skierowała się do drzwi od strony pasażera.
Ojciec równie milczący, co ona wsiadł do środka i włączył silnik. Lena odetchnęła z ulgą, widząc, że nie zamierzał się jej czepiać i dotrą do domu w ciszy i spokoju. Bardzo się jednak pomyliła. W pewnym momencie samochód gwałtownie zahamował, a Lena omal nie wylądowała na przedniej szybie.
– Jezu! Co robisz? – krzyknęła, zaskoczona.
– Dlaczego mnie tak nienawidzisz? – usłyszała cichy, ale pełen determinacji głos ojca.
– Co? – zapytała, zdezorientowana.
– Pytam dlaczego tak mnie nienawidzisz? Co ci takiego zrobiłem, że nie możesz na mnie patrzeć, nie mówiąc już o tym, że nie mogę cię nawet dotknąć, żebyś się nie wzdrygała ze wstrętem? – mówiąc to, wpatrywał się w przednią szybę.
Jej serce omal nie wyskoczyło z piersi, a krew odpłynęła z twarzy. Nie teraz. Poprosiła go raz kolejny.
– Nie wiem, o czym mówisz – powiedziała neutralnie. – Jestem zmęczona. Chcę wracać do domu – dodała, obejmując się ramionami i odwracając głowę w stronę bocznej szyby.
– Jestem twoim ojcem, Lena – odwrócił się do niej ze łzami w oczach. – Kocham cię, a ty mnie nienawidzisz. Chyba mam prawo wiedzieć, dlaczego?
Lena po raz pierwszy od chwili, w której zobaczyła go z tamtą kobietą w aucie, poczuła do niego coś innego, niż wzgarda i obojętność. Poczuła litość. To wszystko trwało jednak tylko sekundę, bo jak bumerang wróciło do niej wszystko, co przeżyła odkąd odkryła, kim naprawdę był. Tu nie chodziło tylko o zdradę jej matki. Chodziło o to, kim się sama przez to stała. Kim się stała przez niego. To przez niego nie potrafiła nikogo pokochać i nie pozwoliła, żeby ją ktoś pokochał. To przez niego nie potrafiła dać szansy Kubie, na którego patrzyła jak na kolejnego szmaciarza. To przez niego nie wierzyła w szczerość uczuć jej własnego brata w stosunku do Magdy. Wszystko przez niego.
Odwróciła się w jego stronę, jednocześnie niezgrabnie odpinając pas.
– Tak, nienawidzę cię. Nienawidzę cię, bo jesteś zakłamanym skurwielem, który zniszczył mi życie! – wykrzyczała na całe gardło. – Nienawidzę cię! – powtórzyła, mierząc się z nim wzrokiem. – Tego chciałeś? – powiedziała już całkiem spokojnym głosem – Proszę bardzo.
Jego twarz wyrażała najczystszy ból i szok. Z jego oczu popłynęły łzy. Lena nie czekała na jego reakcję, tylko wyskoczyła z auta i szybkim krokiem ruszyła w stronę domu.
Tym razem nie płakała. Złość, która w niej kipiała nie mogła znaleźć ujścia w łzach. Dostał, czego chciał. Dostał to, na co zasłużył. Powtarzała w myślach. Oddychała szybko, nadążając za własnymi nogami. Żeby zając czymś ręce, zrywała po drodze liście z żywopłotu, wystającego z czyjegoś ogrodzenia.
– Lena! – usłyszała za sobą i przyspieszyła kroku.
Nie była jednak w stanie uciec przed ojcem, który był w dobrej kondycji i bez trudu ją dogonił. Wiedziała, że musi się z nim skonfrontować, więc dlaczego nie tu i nie teraz, skoro wszystko się już rozlało?
Zatrzymała się gwałtownie i odwróciła do niego przodem.
– Czego ode mnie chcesz? – zapytała lodowatym tonem.
– Dlaczego tak o mnie myślisz? Zawsze byłaś moją córeczką, i nagle odsunęłaś się ode mnie, jakbym zrobił ci jakąś krzywdę. Powiedz, dlaczego się taka zrobiłaś?
– Nienawidzę cię odkąd zobaczyłam, jak pieprzysz się w samochodzie na tyłach parku z jakąś gówniarą! – wykrzyczała. – Po powrocie do domu zachowywałeś się jakbyś miał udany dzień i miałeś czelność całować matkę w usta – oddychała szybko, czując, że zaraz zabraknie jej tchu. – Okazałeś się być zwykłym skurwielem, który ma w dupie żonę i rodzinę. Właśnie dlatego tatusiu– wysyczała z pogardą.
Ojciec otworzył szeroko usta, a na jego twarzy pokazało się takie zakłopotanie, że mógłby nim obdzielić kilka osób. Nic nie mówił, a Lena prawie słyszała jak w jego głowie przewracając się trybiki, kiedy zaczyna łączyć fakty.
– I co? Nic na to nie odpowiesz? Myślałeś, że jesteś taki sprytny, że nikt się nigdy nie dowie? Niestety, ja wiedziałam i dzięki tobie… – zawahała się – … przez ciebie zmieniłam się w kogoś wstrętnego… i nienawidzę cię za to. Gdyby Łukasz i mama dowiedzieliby się o tym, też by cię znienawidzili.
– Mama o tym wie, Lena – powiedział cicho. – Wie, że ją zdradziłem.
Lena zmarszczyła brwi, niczego nie rozumiejąc.
– Wie i tak po prostu ci wybaczyła? – zapytała z niedowierzaniem. – Nie wierzę.
Nie wierzyła. Jak mogła mu wybaczyć i przejść z tym do porządku dziennego, tak jakby nic się nie wydarzyło? Jak mogli udawać idealne małżeństwo po czymś takim?
– To skomplikowane Lena…nic nigdy nie jest tylko czarne albo tylko białe, kochanie – powiedział dokładnie to samo, co usłyszała niedawno od Kuby i zrobił krok w jej stronę. – Musisz porozmawiać z mamą.
– Nie muszę z nikim rozmawiać – powiedziała chłodno i odwróciła się, żeby odejść.
Usłyszała za sobą jego kroki.
– Co mogę zrobić? Co mogę zrobić, żebyś mi wybaczyła? – zapytał, łapiąc ją za łokieć. – Jak ci pomóc? – dodał.
– Nic nie możesz zrobić. Zostaw mnie w spokoju – powiedziała już zupełnie normalnym tonem, bo ogarnęło ją takie zmęczenie, że ledwie trzymała się na nogach. – Chcę już wracać.
Znowu zmusiła się do biegu, ale tym razem nie towarzyszyły jej kroki ojca.
*
Pustka i cisza to były jedyne rzeczy, jakie pamiętał. Wcześniej jasne światło i ból, który trwał tylko przez kilka sekund. W tej chwili tęsknił za pustką i ciszą, ponieważ ból, którego doświadczał był wręcz nie do udźwignięcia. Bolało go wszystko, począwszy od końcówek włosów, a skończywszy na paznokciach u nóg.
Próbował otworzyć oczy, ale bolały go nawet powieki, w dodatku były tak ciężkie, że nie był w stanie nimi poruszyć.
– Proszę otworzyć oczy – usłyszał ciepły kobiecy głos.
Kuba właśnie w tej chwili poczuł, że w gardle coś go uwiera i zaczął się krztusić. Zaczął łapać haustami powietrze, co jeszcze wzmocniło uczucie duszności. Ktoś przytrzymał go za ręce. W panice otworzył oczy, ale szybko je zamknął, porażony ostrym światłem.
– Spokojnie. Proszę oddychać. Mocny wdech – ponownie ten głos, który rzeczywiście go uspokajał.
Zrobił tak, jak mu kazano, a po chwili z jego gardła wyciągnięto rurkę. Uczucie duszności zmieniło się w piekący ból w przełyku, który wzmagał się przy każdym kaszlnięciu. Po chwili przytknięto mu do ust słomkę i znowu usłyszał polecenie, żeby się przez nią napił. Zrobił to bez zastanowienia. Jego zamglony umysł nie mógł sam podejmować decyzji, dlatego bez szemrania podążał za tym uspokajającym głosem.
– Jak się pan czuje? – usłyszał tuż nad swoja głową.
Kuba pokiwał głową i chciał podnieść rękę, ale ta wydawała mu się tak ciężka, ze zrezygnował z tego wysiłku. Zdecydował się otworzyć oczy, żeby przekonać się gdzie jest i co się z nim dzieje. Otworzył najpierw jedno, a potem drugie oko, przyzwyczajając powoli wzrok do bardzo jasnego światła.
– Panie Jakubie pamięta pan, dlaczego pan się tu znalazł? – usłyszał pytanie i jako odpowiedź na nie pokręcił przecząco głową.
– Miał pan wypadek samochodowy. Jest pan w szpitalu. Przeszedł pan operację. Ma pan złamane cztery żebra, nogę i rękę, więc proszę nie robić gwałtownych ruchów – znowu ten głos, który przekazywał mu strasznie dziwne i odległe informacje. – Może się pan czuć skołowany, ale to nic, to tylko skutek znieczulenia. Proszę się teraz przespać, a gdyby dokuczał panu ból, proszę zadzwonić po pielęgniarkę – głos, zaczynał cichnąć w jego głowie.
Po raz kolejny posłuchał polecenia i zamknął oczy, czując, że wraca pustka i cisza, w która z chęcią się zapadł.

16 komentarzy:

  1. No i co teraz mamy powód jej nienawiści do facetów, ale co dalej. No i co nas wspaniały Kubuś teraz zrobi??? Dzięki za rozdział El@

    OdpowiedzUsuń
  2. No i co teraz mamy powód jej nienawiści do facetów, ale co dalej. No i co nas wspaniały Kubuś teraz zrobi??? Dzięki za rozdział El@

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedni oboje. On że teraz cierpi fizycznie, ona że w końcu wyrzuciła z siebie co ją dręczylo odnośnie ojca, i z pewnością jej to pomoże. Ale jestem na.Ciebie kobieto zła! Że znów w takim momencie koniec! Aaaaaa! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No muszę podsycić wasz apetyt, żebyście mi tu wróciły :D

      Usuń
  4. Dzięki za rozdział. Świetny. Aż się wzruszylam. ;-(

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za rozdział. Świetny. Aż się wzruszylam. ;-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za rozdział. Świetny. Aż się wzruszylam. ;-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział świetny ale jak dla mnie za krótki ;) Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam :) czemu już koniec ?? Biedny Kubuś Lena też kurcze jak ty ich doswiadczasz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Marto, co to by było za opowiadanie, jakby biegali sobie po łące wśród kolorowych motyli ;)

      Usuń
    2. Może nudne ale romantyczne ;)

      Usuń
  9. Ja chcę więcej!!!!!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko więcej i więcej ;) Zachłanne jesteście :D

      Usuń
  10. No to wywołałaś u mnie palpitacje serca... Ufff, no przeraziłaś mnie konkretnie przez chwilę. ;) Czekam na więcej! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja bym zabiła Kubę, po tym jak ustaliłyśmy wszystkie na facebooku, jak wygląda :D...Never ;)

      Usuń