czwartek, 8 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 11




     Pęknięta śledziona, przebite płuco, wstrząśnienie mózgu, złamane cztery żebra, złamana noga, złamana ręka. Lena słuchała relacji Kamila, czując, że robi jej się niedobrze.
Chłopak umówił się z nią w małej kawiarence w centrum. Wracał właśnie ze szpitala i chciał osobiście poinformować ją o stanie Kuby. Lena była mu niezwykle wdzięczna, ale też zdziwiona jego troską i tym, że był dla niej tak miły, chociaż zupełnie na to nie zasługiwała. Mimo wszystko postanowiła przyjąć od niego każdą informację, która dotyczyła Kuby. Jako członek rodziny miał najświeższe i najaktualniejsze wieści o stanie jego zdrowia.

Kamil miał osiemnaście lat. Był równie wysoki, co jego brat, może nawet wyższy. Był szczupły, ale nie chudy. Jego sylwetka przypominała sylwetkę pływaków, chociaż Lena wątpiła, czy Kamil zawdzięczał ją pływaniu. To był bardzo przystojny chłopak i Lena miała nadzieję, że nie stanie się jednym z tych mężczyzn, którzy wiedzą, że mogą mieć każdą dziewczynę i wykorzystują to do cna. Odrzuciła tę myśl, zdając sobie sprawę, że posługuje się w tej chwili stereotypami.
Zamówili kawę, a Kamil wziął dodatkowo jakieś ciastko. Lena nie chciała dać się namówić na jedzenie. Nie była w stanie niczego przełknąć. Od czterech dni, kiedy to dowiedziała się o wypadku Kuby prawie nic nie jadła. Kłótnia z ojcem tylko dołożyła cegiełek do jej samopoczucia. Była w kiepskim stanie fizycznym, jak i psychicznym. Dzisiejszy telefon od Kamila sprawił, że supeł w jej żołądku trochę się poluzował, ale nie na tyle, żeby mogła znowu jeść.
– A więc obudził się, tak? – zapytała od razu, gdy przysiedli przy małym kwadratowym stoliku.
Wiedziała, oczywiście też dzięki Kamilowi, że zaraz po operacji Kuba też się ocknął, ale zapadł ponownie w sen i lekarze trzymali go w tym stanie kilka dni, żeby organizm szybciej się regenerował, i żeby oszczędzić mu bólu.
– Tak. Widziałem się z nim dzisiaj – powiedział, po czym wziął duży łyk kawy. – Wygląda gorzej, niż się czuje – uśmiechnął się. – Lekarze twierdzą, że jak na razie wszystko goi się jak trzeba, ale nie prędko wyjdzie ze szpitala.
Lena poczuła straszną ulgę na wieść, że wszystko z nim będzie dobrze. Tak długo powtarzała te słowa w głowie, że stały się jej zaklęciem.
– Czy coś pamięta? Mam na myśli wypadek – zapytała.
– Nie – pokręcił przy tym energicznie głową. – Nie pamięta samego wypadku. Ostatnie co potrafi sobie przypomnieć, to jak wsiada do samochodu. Dalej to czarna plama.
– W sumie to dobrze – powiedziała w zastanowieniu. – Lepiej żeby tego nie pamiętał.
Kamil przytaknął skinieniem głowy, ale nic nie powiedział. Zapadła między nimi cisza, którą Kamil wykorzystał na zjedzenie ciasta. Widać było, że jest raźniejszy i spokojniejszy. Nie dziwiła mu się. Ona sama zaczynała dopiero teraz oddychać. Nie tylko ona zresztą. Koledzy i znajomi Kuby byli w ciągłym kontakcie z jego rodziną. Każdy chciał być na bieżąco z postępami w jego stanie zdrowia i każdy trzymał za niego kciuki.
– Jeśli chcesz, to mogę jutro po ciebie przyjść i możemy razem go odwiedzić – powiedział niespodziewanie.
Lena otworzyła szeroko oczy i przełknęła głośno ślinę.
– Nie zmuszam. Tak tylko pytam, gdybyś była zainteresowana – dodał skrępowany, kiedy zauważył jej reakcję.
– Chciałabym, ale wątpię…czy będzie chciał widzieć akurat mnie. W końcu jestem dla niego obcą osobą. Lepiej, żeby widział się ze swoimi bliskimi – powiedziała od razu, ponieważ nie chciała, żeby Kamil odniósł wrażenie, że ona ma Kubę gdzieś.
Nie mogła tam jednak pójść i tak po prostu się z nim zobaczyć. Nie miała pojęcia, jak Kuba by na nią zareagowała, a na pewno nie chciała go w tym stanie denerwować, albo sprawiać mu przykrości.
Ty jesteś dla niego bliską osobą – powiedział, zaskakując ją.
Poczuła jak robi się jej ciepło, a twarz oblewa się rumieńcami.
– Kamil, nie wiem, co wiesz o mnie i Kubie, ale…ale to strasznie skomplikowane i niezbyt ładne, że tak się wyrażę – spuściła na chwilę oczy. – Kiedy widzieliśmy się ostatni raz… – zawahała się, niepewna, czy powinna mu mówić to wszystko, co się między nimi wydarzyło i czy Kuba by sobie tego życzył.
– Wiem – powiedział popiesznie, nie dopuszczając jej do głosu. – Pewnie sama się zastanawiasz, dlaczego zaczepiłem ciebie wtedy pod oddziałem ratunkowym, albo czemu jestem z tobą w kontakcie i informuje cię o wszystkim – uśmiechnął się. – Nie, nie zarywam do ciebie…chociaż w innych okolicznościach, nie zawahałbym się – zaśmiał się, a Lena odpowiedziała mu zawstydzonym uśmiechem. – Ale nie o to tu chodzi.
Wziął kilka głębszych oddechów i kontynuował.
– Czasami wpadam do Kuby i koczuję u niego. Czasami tylko na noc, a czasami na kilka dni. Zależy od tego, jak mama się…czuje – dodał niepewnie, a Lena cała zamieniła się w słuch, bo wiedziała, że chce jej powiedzieć coś ważnego. – Byłem u niego na tydzień przed wypadkiem. Był środek tygodnia, a on był napruty, jak świnia.  Gdybym wtedy się nie pojawił, nie wiem czy by się nie zachlał na śmierć. Nic nie jadł, tylko pił…jakby w ogóle nie chciał wiedzieć gdzie jest i co się z nim dzieje.
– Doprowadziłem go do porządku i po długim czasie wyciągnąłem z niego, co mu odpierdoliło…– popatrzył na nią niepewnie, kiedy przeklął, ale ona w ogóle nie zwróciła na to uwagi, tylko słuchała z przerażeniem tego, o czym mówił. – Powiedział mi co się stało…no może nie wszystko, ale złapałem sens – wypuścił głośno powietrze i przejechał ręką po karku. – On cię kocha. Od dawna. I jeśli istnieje jakakolwiek bliska mu osoba, oprócz rodziny, to jesteś nią ty – powiedział bez ogródek. – Ja wiem, że to wasza sprawa, a ja nie znam szczegółów i tak dalej, ale wiem, że on przy tobie byłby szczęśliwy – spuścił na chwilę wzrok. – Kuba po studiach wrócił do domu, ale nie był z tego zadowolony. Ja tak. – uśmiechnął się takim ładnym, szczerym uśmiechem. – Ale on nie i kiedy tylko go widzę, to mam wrażenie, że jeszcze chwila i zaraz…nie wiem, pierdolnie to wszystko i albo wyjedzie, albo nie wiem…– zamilkł.
– Posłuchaj – powiedział po chwili. – Ja cię do niczego nie zmuszam, bo wiem, że nie da się kogoś zmusić do uczuć i tak dalej. – machnął ręką w powietrzu, a na jego twarzy pojawiło się zakłopotanie. – Ale widziałem ciebie wtedy w poczekalni i to jak wyglądałaś i jak się o niego martwiłaś…wyglądałaś, jakby ci na nim zależało – znowu zamilkł, spoglądając w pusty kubek, po chwili podniósł do góry głowę. – I jeśli rzeczywiście tak jest, to nie pozwólcie, żeby to wam uciekło…bo czegoś takiego można już nigdy nie znaleźć – wzruszył na zakończenie ramionami.
WOW. Pomyślała, już w tej chwili pewna, że Kamil to nie kolejny przystojniak, którego mózg ulokowany został w kroczu, ale wartościowy młody facet, który kiedyś coś osiągnie.
 – Wow – powiedziała na głos, uśmiechając się – To ile ty masz lat? – zażartowała.
– Wystarczająco – odpowiedział, też się uśmiechając. – Posłuchaj – spoważniał nagle. – Jeśli będziesz gotowa…no wiesz – zawahał się. – Jeśli będziesz gotowa się z nim spotkać, daj mi znać. Możemy odwiedzić go razem – powiedział łagodnie.
– Dzięki – popatrzyła mu prosto w oczy. – Wiem, że się o niego martwisz. Nie mówię tylko o wypadku – zamilkła. – Nie widzieliśmy się z Kubą kilka lat, nie wiem, co się w tym czasie z nim działo, ale widzę, że nie jest taki, jak kiedyś. Jest… – zastanowiła się, próbując zwerbalizować swoje pierwsze wrażenie, gdy go zobaczyła po tak długim czasie – … smutny. Jest smutny.
Kamil wpatrywał się przed siebie, zamyślony.
– Tak. Taki właśnie jest. Nie jest smutny, tylko wtedy, gdy mówi o tobie – powiedział łagodnie. – Przepraszam – przetarł dłońmi twarz. – Nie chcę wywoływać w tobie jakiegoś poczucia winy, czy czegoś wymuszać…Nie. Ja wiem, że on nie jest święty…jest jak każdy inny facet, czasami robi głupoty. Kto ich nie robi? – zaśmiał się, najprawdopodobniej, przypominając sobie swoje własne głupoty – Ale to dobry koleś.
– Ile ci płaci za bycie jego PR-owcem? – zapytała, uśmiechając się jednym kącikiem ust. – Jeśli ci nie płaci, to niech zacznie, bo wykonujesz dla niego kawał dobrej roboty.
Kamil zaśmiał się głębokim, niskim śmiechem i założył ręce na piersi.
– Wiem, będę musiał mu za to policzyć. Podwójnie, jeśli to przyniesie skutek – popatrzył jej głęboko w oczy.
Lena uciekła spojrzeniem gdzieś w bok, bo nie potrafiła odpowiedzieć, na to zawoalowane pytanie. Jeszcze nie teraz.
– Muszę już iść – odezwała się po chwili. – Dzięki za to, że mnie o wszystkim informujesz, bo ja…bo ja naprawdę się o niego martwię. Cały czas – uśmiechnęła się delikatnie.
Kamil podniósł się razem z nią i nachylił się nad nią, żeby cmoknąć ją w policzek, tak po przyjacielsku i z sympatią.
– Nie ma za co, Lena – uśmiechnął się szeroko, ukazując wszystkie zęby. – Pozdrowię go od ciebie, jeśli chcesz.
– Jasne, zrób to – powiedziała, uśmiechnęła się na jego niezmordowane starania, połączenia ją i Kuby.
 Gdyby to tylko było takie proste. Pokręciła głową i ruszyła w drogę powrotną do domu.
*
Bolał go każdy fragment ciała, ale nie to było w tej chwili jego największym zmartwieniem. Najbardziej dokuczało mu…swędzenie. Założony po sam nadgarstek gips uniemożliwiał mu podrapanie się w łokieć, który od jakiegoś czasu doprowadzał go do szału. I pewnie by oszalał, gdyby nie zaczął stosować techniki odwracania uwagi. Zamknął oczy i skupiał się to na bólu w nodze, która przydrutowana wisiała na wyciągu, to na bólu rany na brzuchu, która rozchodziła się na szwach przy każdym ruchu.
Tak oto wesoło spędzał już szósty dzień pobytu w szpitalu. Świadomego pobytu. Nie liczył dni, kiedy był nieprzytomny.
Dzielił salę z jakimś starszym mężczyzną, który złamał nogę w biodrze i też został przyśrubowany do wyciągu. Kilka razy mężczyzna nawiązywał z nim rozmowę, ale że Kuba dopiero od trzech dni był w miarę trzeźwo myślący, to te pogawędki kończyły się na kilku zdaniach, po których bardzo szybko zasypiał.
Leżeli tak we dwóch, jak skazańcy, a ich jedyną rozrywką były wizyty pielęgniarek i obchody lekarzy.
Owszem, odwiedzali go kumple i siostry, ale te odwiedziny nigdy nie trwały dłużej, niż pół godziny. Każdy miał swoje życie i mógł mu poświęcić tylko tyle czasu, na ile było go stać. Nie miał do nikogo o to pretensji. Jedynie Kamil zostawał z nim dłużej i próbował zabawiać rozmową, opowiadając jakieś głupoty. Kuba prawie go nie słuchał, cieszył się po prostu z jego obecności i z tego, że pozwalał mu oderwać umysł od tej stagnacji i białych szpitalnych ścian.
Jego matka odwiedziła go tylko raz. Przekonawszy się na własne oczy, że przeżyje, wróciła do swoich spraw, wymawiając się złym samopoczuciem. Kuby nie powinno już to boleć, a jednak.
Wczorajszego dnia odwiedził go Łukasz z Magdą. Widząc ich razem, po raz pierwszy nie poczuł tej gorzkiej zazdrości, której smak miał w ustach od chwili, w której dowiedział się o tym ich idealnym związku. Wręcz ucieszył się na ich widok. Najwidoczniej Łukasz naprawdę się zakochał i choć Kuba wciąż przywykał do myśli o jego rychłym ślubie, nie próbował już doszukiwać się jakiegoś drugiego dna w tej decyzji. Najwyraźniej go nie było.
Jego wizyta przywołała też coś mniej radosnego. Próbował długo nie dać się myślom o niej, ale jak mógł powstrzymać jedyną myśl, która była jego pierwszą i ostatnią każdego dnia. To tak, jakby próbował wstrzymywać przez cały dzień oddech. Boże święty, jak chciałbym ją zobaczyć. Chociaż na chwilkę. Zamknął oczy, ale to nie był dobry pomysł, bo wracała do niego tamta scena zaraz po bójce z Pawłem. To był koniec. Gdyby tak nie było, przyszłaby. Gdyby jej na nim chociaż trochę zależało, przyszłaby go odwiedzić. Dla niej to naprawdę był koniec. Koniec czegoś, co jeszcze nie zdążyło się rozpocząć.
Przetarł ręką spocone czoło. Było mu gorąco, bo jak na ironię, przyszło wreszcie prawdziwe lato. Upał siłą wdzierał się do środka przez duże odsłonięte okna.  Kuba lepił się od potu, a zapakowana w gips noga i ręka stawały się dla niego dodatkowymi źródłami tortur.
Oddałby wszystko, żeby móc wziąć prysznic i przebrać się w coś czystego. Nie miał niczego na zmianę, bo Kasia – jego najstarsza siostra – zabrała drugi komplet piżam do prania. Odruchowo sięgnął do szafki po telefon, żeby zadzwonić do Kamila i poprosić go o kupno czegoś do przebrania, ale zaraz przypomniał sobie, że jego telefon został zniszczony w wypadku, a ten który dostał od Kamila był na kartę, na której właśnie skończyła się kasa.
Zaklął pod nosem i walnął głową o poduszkę, głośno sapiąc. Czuł się jak w jakimś pieprzonym więzieniu, kompletnie zależny od innych ludzi. Jak w pierdolonym Alcatraz.
Zamknął oczy i próbował zasnąć, ale w tym upale i z ulicznym hałasem za oknem to było niemożliwe. Otworzył ponownie oczy, żeby zmierzyć się z rzeczywistością. Zamarł w bezruchu, gdy zwrócił głowę w stronę drzwi. Przełknął głośno ślinę i próbował się podnieść, zapominając o tym, że jego noga wisi prawie na wysokości jego głowy. To nagłe szarpnięcie poczuł w podbrzuszu, żebrach i nodze. Skrzywił się, rzucając się nagle w tył.
– Wszystko dobrze? Jeśli nie chcesz…to ja sobie pójdę – usłyszał jej niepewny głos, a jego serce drgnęło, jakby dopiero teraz zaczęło bić.
– Nie! – prawie krzyknął. – Zostań – dodał ciszej, wciąż czując rwący ból w nodze. – Poruszyłem się gwałtownie i teraz…– wziął głębszy oddech. – Już jest dobrze – powiedział bardziej do siebie, niż do niej.
– Jeśli chcesz, to zawołam kogoś – powiedziała Lena, wciąż stojąc niepewnie w wejściu.
– Nie, naprawdę. Wejdź i usiądź – powiedział i skinął głową w stronę drewnianego, białego krzesła, stojącego przy oknie.
Lena usłuchała niepewnie. Ściskała w ręku niewielką czerwoną torebkę, której pasek zwisał luźno przy jej kolanach.
Jesteś. Powiedział do siebie w myślach. W jednej chwili zapomniał o wypadku i o tym, gdzie się aktualnie znajdował. Nic go już nie bolało, zniknęło nawet to straszne swędzenie w łokciu.
Obserwował jej ostrożne ruchy, gdy siadała na krześle. Czujna i niepewna. Miała na sobie krótkie dżinsowe spodenki, biały tank top, a na nim luźną bawełnianą kamizelkę w czarnym kolorze. Długie włosy splotła w ciężki warkocz, który spoczywał na jej ramieniu. Jezu, jaka jesteś piękna. Pomyślał. Przepiękna.
Nagle zdał sobie sprawę, jak on sam musiał w tej chwili wyglądać. O tym, jak musiał pachnieć wolał nie myśleć. Nie chciał, żeby Lena oglądała go w takim stanie, ale za nic w świecie nie chciał, żeby wychodziła.
– Jak się czujesz? – zapytała, podnosząc głowę i patrząc mu prosto w oczy.
– Chyb tak, jak wyglądam – uśmiechnął się, a przynajmniej wydawało mu się, że tak zrobił, bo jego twarz cała zdrętwiała.
– Posłuchaj Kuba. Jeśli nie chcesz, żebym tu była po prostu powiedz – powiedziała po chwili, prawie podnosząc się z krzesła. – Nie chcę, żebyś…
– Dlaczego miałbym tego nie chcieć? – zapytał zdziwiony.
– Rozmawiałam z Kamilem i… – zaczęła ponownie.
Z Kamilem?
– Z moim bratem? – zapytał, czując jak wszystko zaczyna się układać w logiczną całość.
– Tak, rozmawialiśmy kilka razy i …
– I on kazał ci tu przyjść – dokończył za nią, czując jak wzbiera w nim rozczarowanie i złość. – Posłuchaj Lena, nie chcę niczyjej litości, a już na pewno nie twojej – powiedział, patrząc jej prosto w oczy. – Nie musisz tu być. Nie wiem, co ci powiedział mój brat, ale…to był zły pomysł – przejechał ręka po włosach. – Nie chcę tego – dodał ciszej.
Mały gnojek, pomyślał wkurwiony.
Lena wpatrywała się w niego, cały czas milcząc. O czym myślała? Czego od niego oczekiwała? Po co tu przyszła? Chciała tego, czy zmusił ja do tego Kamil, sądząc, że mi tym pomoże? Gówiarz jeden. W jego głowie zaczęły wirować pytania, na które chyba nie chciał poznać odpowiedzi.
Postanowił sam przerwać tę ciszę, bo miał tego dość. Nie chciał się już tak czuć. Wziął głęboki oddech i próbował powstrzymać drżenie głosu.
– Lena, ja wiem, że między nami… – zaciął się, czując, jak wszystko do niego wraca. – Ja nie chcę twojej litości. To ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebuję. Ja chcę… – zatrzymał się, bo właściwie sam nie wiedział, czego w tej chwili chce. – Chcę dojść do siebie.
Oddychał szybko. Nerwowym gestem starł pot, który zalewał mu czoło i oczy. Kurwa! Był w tej chwili tak bezsilny, przypięty tymi pierdolonymi drutami do wyciągu, że zaczynał popadać w panikę. Jej milczenie nie poprawiało sytuacji, wpędzając go w jeszcze większy popłoch. Nie wiedział, co o tym myśleć, tak jak wtedy w jej domu, kiedy zastanawiał się nad tym, dlaczego zaprosiła go do siebie i to środku w nocy.
Próbował być twardy i niewzruszony, ale kogo chciał oszukać. Nie był twardy, był całkowicie rozklejony. Nie chciał się już tak czuć, nie chciał cierpieć, nie chciał się już znieczulać alkoholem. Każde spotkanie z nią kosztowało go zbyt wiele.
– Proszę cię – jego głos prawie się załamał. – Nie rób mi tego…nie każ mi się znowu tak czuć – poprosił.
Lena podniosła się z krzesła, a w jej oczach zalśniły łzy.
– Przepraszam – powiedziała, delikatnie dotykając jego mokrej od potu dłoni. – Przepraszam. Nie chciałam cię denerwować…chciałam tylko przekonać się na własne oczy, jak się czujesz – otarła wierzchem dłoni ślady tych kilku łez, które spadły na jej bluzkę. – Po prostu się o ciebie martwiłam.
– Dojdę do siebie – powiedział cicho. – Nie zadręczaj się wyrzutami sumienia – dokończył całkiem neutralnie.
O to tu chodziło. Miała wyrzuty sumienia, po tym ich ostatnim spotkaniu. Jej wizyta nic nie znaczyła. Po prostu się nad nim litowała i czuła te cholerne wyrzuty sumienia.
Nie zaprzeczyła, co jeszcze bardziej go dobiło.
Wyglądała jakby miała zamiar wstać i wyjść, ale jednocześnie nie ruszała się z miejsca. Próbował zapamiętać każdy jej gest i ruch, żeby móc się nim karmić przez następne dni. Nie chciał, żeby odchodziła, ale nie mógł pozwolić jej tu zostać i żałować go, jak jakiegoś kulawego psa. Nie tego od niej potrzebował.
Otworzył usta, żeby raz jeszcze poinformować ją o tym, że nie potrzebuje jej litości, ale wtedy rozdzwonił się jego telefon. Sięgnął po niego niechętnie i kiedy na ekranie odczytał się imię Kamila, odebrał.
Lena w tym samym momencie wstała z krzesła i podeszła do okna, dając mu trochę prywatności.
– Kiedy będziesz? – zapytał brata w pierwszych słowach.
– Kuba, właśnie po to dzwonię. Nie dam rady dziś do ciebie przyjść – usłyszał jego zmartwiony głos.
Zaklął pod nosem, ale nie odezwał się, nie chcąc go obciążać poczuciem winy. Chłopak miał dopiero osiemnaście lat i nie powinien być obarczany dodatkowymi obowiązkami, a już na pewno on nie chciał być jego dodatkowym obowiązkiem.
– Spoko. Wszystko okej? – zapytał.
– Jasne. Musze tylko zgarnąć kumpla z dworca i dlatego się nie wyrobię – uspokoił go. – A u ciebie wszystko gra?
– Ta, tylko…– ściszył głos. – Potrzebuję nowych piżam czy coś. Cały się kleję od potu i chyba śmierdzę – dodał półżartem, jeszcze bardziej ściszając głos.
– Czemu szepczesz? – zapytał Kamil.
– Nie szepczę – dodał już normalnie i głośno. – Tylko przynieś mi coś na przebranie. Jutro, jak dasz radę.
– Jasne. Czegoś jeszcze ci potrzeba? – zapytał, zanim się rozłączył.
– Nie, dzięki.
Kuba rozłączył się i odłożył telefon na metalową szafkę przy łóżku. Odwrócił głowę w stronę okna gdzie wciąż stała Lena, która uważnie go teraz obserwowała. Od tego spojrzenia zrobiło mu się jeszcze goręcej. Nic nie mówiła, tylko mu się przyglądała. Po chwili założyła na ramię torebkę, przełożyła przez pasek swój ciężki warkocz i ruszyła do wyjścia.
Jakub poczuł skurcz w żołądku na myśl o tym, że już wychodzi i że najprawdopodobniej szybko jej nie zobaczy. Jeśli w ogóle. Przełknął głośno ślinę i w popłochu zaczął przetrząsać głowę w celu znalezienia odpowiednich słów. Nie wiedział, jak się z nią pożegnać, czy podziękować jej za to, że się do niego pofatygowała, czy poprosić, żeby znowu do niego przyszła, a może błagać żeby dała mu kolejną szansę.
Lena stała już w drzwiach, a on, jak kompletny debil wciąż milczał. Jakby mu ktoś uciął ten jego pierdolony język.
– Jaki nosisz rozmiar? – zapytała niespodziewanie – L, czy XL ?
– Heh? – tylko tyle zdołał wystękać, zaskoczony.
Zmierzyła go od stóp do głów, mrużąc oczy.
– W XL będzie ci wygodniej – powiedziała tylko i wyszła, nie czekając na jego jakąkolwiek reakcję.
I dobrze, bo szybko by się jej nie doczekała.

10 komentarzy:

  1. Jak zwykle mistrzyni przerywania w odpowiednim momencie nie mogła się chociaż raz powstrzymać? :-P błagam na kolanach, daj jeszcze jeden rozdział bo nie wytrzymiem, pliiiissss

    OdpowiedzUsuń
  2. Dołączam się do prośby koleżanki powyżej................plissssssssss......jak trzeba to i na kolana padnę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam z niecierpliwością na rozdziały pisane na gorąco :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Robi się coraz ciekawiej :) Czekam kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O losie, ten to zawsze coś palnie. Oby Lena się nie wycofała przez tą jego dumę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny rozdział o tych dwóch uparciuchach. Lecę nadrabiać :) El@

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. pani Agato jestem zauroczona i nie mogę się oderwać od komputera :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja niezmiernie szczęśliwa, że wam się podoba :D

      Usuń