piątek, 9 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 12




Dobrą chwilę zajęło jej znalezienie czegoś odpowiedniego w szpitalnym sklepie. Większość piżam wyglądała, jak pasiaki dla skazańców. Już miała udać się do jakiegoś sklepu z bielizną, aż wreszcie wyszperała normalny T-shirt i krótkie dresowe spodenki w odpowiednim rozmiarze. Zapłaciła za zakupy i ruszyła z powrotem na oddział, na którym leżał Kuba.
Nie tak wyobrażała sobie tę wizytę. Właściwie próbowała w ogóle sobie niczego nie wyobrażać i nie układać scenariuszy tego spotkania, bo inaczej nigdy by się na to nie zdobyła.
Kiedy go zobaczyła, serce omal nie wyskoczyło jej z piersi. Zapewne z powodu ulgi, którą poczuła, gdy na własne oczy przekonała się, że dochodzi do siebie. Na pewno o to chodziło.
Był wychudzony, a jego twarz pomimo kilkudniowego zarostu była wyraźnie blada i mokra od potu. Na dworze panował upał, a w środku ledwo można było oddychać i nikt nie zainteresował się tym, żeby wstawić tam chociaż jakiś cholerny wiatrak. Kuba był ubrany w dresowe piżamy z długimi nogawkami i rękawami i musiał umierać z gorąca. Chryste. Przecież nie mógł sam wstać i się przebrać, o umyciu się nie wspominając. Gdzie była jego matka, albo siostry żeby mu pomóc? Była wściekła na to, że nie było nikogo, kto mógłby się nim zająć. Przecież Kamil nie mógł sam za wszystko odpowiadać.
Nie litowała się nad nim, tak jak jej zarzucił, po prostu mu współczuła i nie chciała go tak zostawiać. Była mu winna chociaż tyle. Może to poczucie winy, a może zwykły ludzki odruch, ale chciała coś dla niego zrobić.
Mogła to załatwić w jakiś inny sposób, na przykład poprosić o pomoc Łukasza, ale wolała zrobić to sama. Po prostu wiedziała, że poradzi sobie z tym o niebo lepiej.
Gdy była już przy sali, w której leżał chłopak, dotarł do niej zapach jedzenia, które roznoszono właśnie po korytarzu. Przystanęła na chwilę w drzwiach, obserwując jak Kuba próbuje sobie poradzić jedną (na jego nieszczęście lewą) ręką z jakąś dziwną ciemnobrązową papką, rozlewającą się po szpitalnym peerelowskim talerzu.
Korzystając z tego, że jeszcze jej nie zauważył, zaczęła mu się przyglądać. Poczuła wtedy coś dziwnego w środku. Jakąś potrzebę, której nie potrafiła wytłumaczyć, a która ściskała jej serce, jakby ktoś zamknął je w dłoni. Chciała raz jeszcze dotknąć jego ręki, chciała swoją dłonią zetrzeć pot z jego czoła. Chciała poczuć jego zapach, nawet teraz, gdy był cały spocony i zapewne nie do końca świeży. Nie miało to dla niej żadnego znaczenia, po prostu chciała…Boże, co się ze mną dzieje, pomyślała przerażona kierunkiem, w którym pobiegły jej skołatane myśli. To upał. To wszystko przez ten upał. Tak. Przytaknęła sobie dodatkowo skinieniem głowy. Wyprostowała się i weszła do środka, ocierając pot z czoła.
Usiadła ponownie na białym niewygodnym krześle i uśmiechnęła się na widok jego zdziwionej miny. Był to wyraz frustracji spowodowanej nierówną walką ze swoim obiadem. Ściągnął mocno brwi, które prawie stworzyły jedną linię nad powiekami. Na widok jej uśmiechu Kuba mocno zmarszczył czoło, na co roześmiała się szczerze.
– Śmiejesz się z kaleki? Nie jestem pewien, ale chyba jest na to jakiś paragraf – powiedział, mrużąc oczy, ale nie wytrzymał tak długo, tylko po chwili też się uśmiechnął i upuścił widelec na talerz. – Co to w ogóle za gówno jest? – dodał, kiedy widelec zamiast ześliznąć się gładko po sosie, stanął dęba.
Lena nie potrafiła się powstrzymać i zaczęła głośno chichotać. Kuba dołączył w tym do niej.
Po kilku minutach speszeni tym nagłym wybuchem wesołości, zamilkli.
Chcąc przerwać to milczenie, Lena podniosła do góry reklamówkę z nowymi piżamami i odchrząknęła.
– Nie są stylowe, ale to jedyne, co mogłam znaleźć w szpitalnym sklepie – powiedziała, usprawiedliwiając się. – To, albo więzienne pasiaki – dodała.
Kuba otworzył usta zaskoczony. Nagle na z jego twarzy nasto piął diametralna zmiana. Naturalny i swobodny wyraz twarzy zniknął, a zastąpiła go zaciętość. Lena instynktownie nastawiła się na jego opór.
– Nie trzeba było. Kaśka zabrała drugi komplet do prania i ma go przynieść jutro – powiedział, czerwieniąc się po czubki włosów.
Wyglądał uroczo, pomyślała.
– Ok, ale możesz mieć też i trzeci. Jest upał, a tobie jest chyba gorącą w tym – wskazała ręką na jego dresy.
– Nie. Jest mi dobrze – powiedział z uporem pięciolatka.
Lena wzięła głęboki wdech, po czym głośno i ostentacyjnie wypuściła powietrze z płuc.
– Posłuchaj Kuba. To nie jakaś jałmużna. Oddasz mi za to kasę, jak już wrócisz do domu. To nic wielkiego, więc nie przeżywaj tak – powiedziała, używając niedbałego tonu, a gdy on wciąż się nie odzywał, dodała: – Chyba możemy się przez chwilę zachowywać jak dorośli. Co? – zapytała na końcu.
– Dlaczego to robisz? Litujesz się nade mną? – zapytał, patrząc jej prosto w oczy.
Otworzyła już usta, żeby zaprzeczyć, ale zatrzymała się, kiedy do sali weszła pielęgniarka. Kobieta przyniosła mały szklany pojemniczek wypełniony kolorowymi pigułkami i postawiła go na szafce obok łóżka Kuby. Pielęgniarka spojrzała na nią przelotnie, po czym przeniosła wzrok na Kubę, do którego uśmiechnęła się ciepło. Zapytała o jego samopoczucie, a kiedy ten zapewnił, że czuje się bardzo dobrze, kobieta raz jeszcze obrzuciła ją uważnym spojrzeniem, a potem uśmiechnęła się pod nosem takim wszystkowiedzącym uśmiechem.
Miała już wychodzić, ale zauważyła na jej kolanach spodenki i koszulkę. Zatrzymała się i zwróciła do niej:
– Jak dobrze, że przyniosła pani nowe piżamy. Trzeba też pomóc panu Jakubowi się przebrać, a z tej strony – pokazała na nogawkę krótkich spodenek. – Trzeba rozciąć, żeby przełożyć je przez nogę na wyciągu, a potem spiąć agrafką.
Lena przytaknęła bezwiednie, a pielęgniarka raz jeszcze uśmiechnęła się do nich i zerknąwszy przelotnie w kartę śpiącego staruszka, wyszła z sali, zostawiając ich na pastwę kolejnej niezręczności.
– Sorry, myślała, że jesteś rodziną czy coś – powiedział speszony, ocierając kolejne krople potu z czoła.
– Spoko. Jesteś gotowy? – zapytała z uśmiechem.
– Na co? – zapytał zdezorientowany.
– No, żeby się przebrać. Dostałam polecenie od tej miłej pielęgniarki i muszę je wykonać – powiedziała, urywając ostentacyjnie metki z piżam.
Nie zamierzała stąd wychodzić, nie mając, czy ktoś go dziś odwiedzi i mu w tym pomoże.
– Daj spokój. Dzięki – wskazał na piżamy. – Na pewno ci za to oddam – powiedział, nie patrząc jej w oczy.
– Kuba, ja mówię poważnie. Jeśli będziesz się opierał, to zadzwonię po Łukasza – powiedziała zupełnie poważnie. – On jest bardzo zajęty, ale na pewno oderwie się od wszystkiego i przyjedzie tu do ciebie – dodała, żeby wywołać na nim odpowiednie wrażenie.
Kuba otworzył usta, po czym zmarszczył złowrogo oczy, co tylko ją rozbawiło. Po chwili przełknął ślinę i widząc jak sięga po telefon, złapał ją za rękę.
– Lena, poczekaj. Jestem spocony i po prostu…brudny. Nie chcę, żebyś…– przygryzł wargę i wypuścił głośno powietrze – Poradzę sobie…
Lena wstała z miejsca i rozejrzała się dookoła. Na poręczy jego łóżka wisiał niewielki, biały ręcznik. Wyglądał na czysty. Sięgnęła po niego i zapytała czy jest czysty. Kuba przytaknął nieznacznie głową, nie spuszczając z niej oczu.
– Pomogę ci tylko ściągnąć koszulkę, a ty się odśwież – mówiąc to, włożyła ręcznik pod strumień wody, a potem namydliła go i po raz kolejny namoczyła. – Ja wyjdę na chwilę, a kiedy skończysz po prostu pomogę założyć ci nowy T-shirt – wzruszyła ramionami. – Nie róbmy z tego wielkiej sprawy.
– Dlaczego to robisz? – powtórzył pytanie, na które nie zdążyła wcześniej odpowiedzieć.
Właściwie to nie chciała na nie odpowiadać. Podejrzewała, że to wciąż jej wyrzuty sumienia, a Kuba na pewno nie chciał usłyszeć czegoś podobnego. Dlatego tylko wzruszyła ramionami, chcąc to wszystko zbagatelizować.
– Jestem tu, to dlaczego nie mogę ci pomóc? Przecież póki co, jesteś kaleką, a takim ludziom się pomaga – uśmiechnęła się, ale Kuba pozostał niewzruszony.
– Dlaczego tu jesteś? – zapytał tylko.
– Mówiłam już, że chciałam zobaczyć, jak się czujesz – powiedziała, wyżymając ręcznik.
Podeszła do jego łóżka i przewiesiła ręcznik przez poręcz krzesła. Chwilę stała w miejscu, czekając na jego reakcję i przyzwolenie. Nie mogła go przecież do niczego zmusić. Po kilku sekundach, przełknąwszy głośno ślinę, przytaknął skinieniem głowy, udzielając jej zgodę.
Nachyliła się nad nim, czując dziwną ekscytacje na myśl o tym, że będzie go mogła dotknąć. Zrobiło jej się gorąco, a twarz zaczęła ją palić żywym ogniem.
Kuba podniósł się nieznacznie, pokazując jej tym samym, gdzie powinna zacząć. Była tak blisko, że po twarzy załaskotały ją jego włosy. Przygryzła wargę i bardzo delikatnie zaczęła podciągać jego koszulkę, zaczynając od pleców.
Poczuła jak Kuba zaczął szybciej oddychać, zapewne skrepowany całą tą sytuacją. Lena nie chciała żeby tak się czuł, dlatego postanowiła zagaić jakąś rozmowę.
– Jak długo tu zostaniesz? – zapytała.
Kuba wzruszył tylko ramionami i podniósł do góry zdrową rękę, żeby mogła przeciągnąć przez nią długi rękaw. Robiąc to muskała palcami jego skórę. Jego gładką i rozgrzaną skórę. Był delikatnie umięśniony, a jego ciało, przynajmniej w górnych partiach, było nieskazitelne. Jak totalna psychopatka wzięła głęboki wdech nosem, chcąc poczuć zapach tej skóry, która pachniała potem i czymś jeszcze. Czymś, co działało na nią jak jakaś pieprzona kocimiętka na kota. Musiała wziąć się w garść inaczej wyrzucą ją stąd za molestowanie niepełnosprawnego pacjenta.
Ściągając koszulkę przez gips, zauważyła, że też ma rozcięty rękaw, co oczywiście było niezbędne, żeby mógł się w nią ponownie ubrać.
Kuba wziął głęboki oddech, tak jakby miał się zaraz zanurzyć pod wodę. Uśmiechnęła się do niego, chcąc pokazać, że to nic wielkiego. To tylko zmiana durnego T-shirtu.
Gdy odłożyła koszulkę na bok, jej wzrok spoczął na jego brzuchu. Olbrzymia rana złączona szwami wystawała spod opatrunku, zabarwionego na żółto. Przerażona otworzyła usta ale szybko się zreflektowała i je zamknęła. Zachowywała się histerycznie, a przecież nie chciała przysparzać mu dodatkowych stresów.
– Bardzo cię boli? – zapytała prawie szeptem, nie odrywając oczu od wielkiego kawałka gazy.
– Na początku tak, teraz już mniej – odpowiedział, uważnie ją obserwując.
Po kilku sekundach ogarnęła się i spojrzała mu w oczy.
– Potrzebujesz pomocy ze…spodniami? – zapytała i z jakiegoś powodu nie potrafiła powstrzymać uśmiechu, który wpełzał powoli na jej usta.
– Nie, dziękuję – Kuba widząc jej rozbawienie, też się uśmiechnął.
– W takim razie poczekam na zewnątrz – powiedziała, bawiąc się nerwowo końcówką swojego warkocza. – Ile czasu potrzebujesz?
– Z dziesięć minut – wciąż się uśmiechał.
*
Kiedy zamknęły się za nią drzwi, Kuba rzucił się na poduszkę, wypuszczając głośno powietrze z płuc. Co tu się do cholery dzieje? Był skołowany i odurzony. Odurzony jej zapachem, który wdychał jak jakiś wygłodniały ćpun. Mało brakowało, a polizałby jej szyję, na której lśniły kropelki potu. Zlizałby każdą kropelkę wilgoci z jej ciała, gdyby mu tylko pozwoliła. Boże, co on mógłby z nią robić, gdyby… Chryste Panie, zawył w myślach i przykrył rękoma twarz.
Sięgnął po wilgotny ręcznik, który dla niego zostawiła i w pierwszej kolejności wytarł nim twarz. Myśl o tym, że będzie mógł się przemyć i przebrać w coś czystego i lżejszego sprawiała, że od razu czuł się lepiej. Nie wiedział jak ma jej za to dziękować, nawet jeśli rzeczywiście się tylko nad nim litowała. W głębi serca miał jednak nadzieję, że po prostu chciała mu pomóc, bo była dobrym człowiekiem. Jego Lena była dobra, kochana i …nie była jego.
Odświeżył się ręcznikiem w kilu strategicznych miejscach i z wielkim trudem ściągnął z siebie spodnie, które zostały rozcięte na jednej nogawce, po czym próbował wciągnąć nowe spodenki. Zdrową nogę miał już w nogawce, gdy zorientował się, że przecież zapomnieli o tym cholernym rozcięciu w drugiej.
Z wielkim trudem wygramolił się ze spodenek i w tym samym momencie wparowała do środka Lena.
– Zapomniałam o nogawce…– zatrzymała się w miejscu, kiedy on złapał w pośpiechu za skrawek kołdry, żeby zakryć krocze.
Wszystko odbyło się tak szybko, a on miał do dyspozycji tylko jedną rękę, że mimo refleksu nie udało mu się zakryć wszystkich swoich wdzięków na czas.
Lena oblała się rumieńcem w ciągu nanosekundy, po czym odwróciła się do niego plecami.
– Przepraszam – wymamrotała. – Twoja nogawka…chciałam ją przeciąć…przepraszam, powinnam zapukać, czy coś – widział, jak pociera ręką czoło.
– W porządku – uśmiechnął się pod nosem. – Możesz się już odwrócić.
Zrobiła to. Była zaczerwieniona i dziwnie pobudzona. Nerwowo i zupełnie bezwiednie obracała swoim warkoczem w dłoniach.
– Chyba nie mam nożyczek, po prostu je rozpruj na szwie – powiedział, wyciągając spodenki spod kołdry i wręczając jej je, wciąż z uśmiechem, którego nie potrafił poskromić.
Lena przygryzła dolną wargę, chcąc powstrzymać swój uśmiech, który zaczął już żyć własnym życiem na jej ślicznej buzi. Złapała nogawkę po obu stronach i z całych się pociągnęła w przeciwne strony, ale te ani drgnęły.
– Cholera – powiedziała zdenerwowana, marszcząc nos. – No, co jest? – powtórzyła czynność, ale szew pozostał w całości.
– Weź nóż – podniósł go z szafki przy łóżku i wręczył jej go. – Rozetnij na skraju. Tylko ostrożnie.
Kuba zafascynowany jej poczynaniami obserwował ją, jak w transie. W tej chwili była po prostu sobą. Była Leną, która na chwile zapomniała, o tym, że musi udawać. Jej twarz, jej sylwetka, a nawet oczy były wolne. Wyglądała dokładnie tak, jak wtedy na tarasie, sącząc gorącą czekoladę. Takiej pragnął jej najbardziej. Naturalnej, ciepłej i zabawnej.
Przy nim nie musiałaby udawać, a wszystko to, co zmuszało ją do takiego zachowania, wymazałby z jej świata. Zabrałby od niej wszystko, co ją dręczy i krzywdzi. Zrobiłby dla niej wszystko, ale nie mógł jej do niczego zmusić. Jeśli go nie chciała, nie mógł nic z tym zrobić.
Czytał o ludziach, którzy otarłszy się o śmierć, zaczynają inaczej patrzeć na życie i świat. Zaczynają cieszyć się drobnymi rzeczami, a każdy dzień traktują jak dar. Kuba, który nocami wpatrywał się w szpitalny sufit zastanawiał się, czy jemu też będzie dane zaznać odrobiny spokoju i szczęścia. Czy będzie mógł spojrzeć na świat inaczej? Czy zniknie ta mgła, która przesłania wszystko, na co patrzy? Czy przestanie czuć się tak samotny?
Być może. Ale tylko wtedy, gdy Lena będzie przy nim, nawet tak jak teraz. Nawet jako jego przyjaciółka. Jeśli nie będzie mógł mieć jej w inny sposób, to chciał chociaż, żeby nie znikała z jego życia na dobre.
Jej śmiech sprawiał, że zapominał o tym, co złe, a jej troska, nawet jeśli była tylko wynikiem litości, sprawiała, że czuł się przez chwilę ważny. Nikt tak naprawdę się o niego nie troszczył. To, co teraz robiła ta dziewczyna, było jak balsam na rany i to zarówno te na ciele, jak i te schowane bardzo głęboko w duszy.
– Lena? – zapytał, czując jak jego serce zaczyna wywracać się w piersi.
– Mhm? – zamruczała, wciąż szamocąc się z jego spodenkami.
– Myślisz, że moglibyśmy zostać przyjaciółmi?  Lena zastygła w miejscu i podniosła na niego spłoszone oczy.
– To zależy tylko od ciebie, Kuba – powiedziała poważnie i usiadła na skraju jego łóżka. – Myślisz, że moglibyśmy nimi zostać? – zapytała w taki sam sposób, wciąż mu się przyglądając.
Kuba uśmiechnął się. Czy będzie mógł znieść to, gdy w jej życiu pojawi się jakiś facet? Czy powstrzyma odruch zabicia go własnymi rękoma? Czy będzie mógł cieszyć się jej szczęściem? Czy on sam będzie w stanie stworzyć z kimś szczęśliwy związek?
– Nie wiem – powiedział szczerze. – Ale chciałbym spróbować – nie mógł kolejny raz się z nią pożegnać, nie był na to gotowy. – Oczywiście jeśli ty też chcesz. Myślisz, że będziesz mogła zapomnieć te wszystkie…te głupstwa, którymi się popisałam.
Poczuł wstyd, na myśl o tym, na co naraził ją w ciągu zaledwie kilku tygodni.
– Życie jest zbyt krótkie, żeby nie wybaczać i nie zapominać – powiedziała smutno.
Po chwili uśmiechnęła się i dotknęła jego dłoni, delikatnie ją ściskając. Odwzajemnił uścisk, splatając ich palce. Nie był pewien, czy taki gest był w porządku wobec tej ich nowo zadeklarowanej przyjaźni, ale Lena najwidoczniej nie miała nic przeciwko temu, ponieważ nie odsunęła ręki, a wręcz wzmocniła uścisk.
Siedzieli tak dobrą minutę, zanim wstała, odchrząknęła i ponownie się do niego uśmiechnęła.
– To jak z tymi spodniami? Mam ci jednak pomóc? – zapytała kokieteryjnie.
– Dawaj mi je i wynocha – zaśmiał się. – Teraz już wiem, po co tu przyszłaś, zboku – dodał, udając oburzonego.
Lena zaśmiała się głośno, odchylając do góry głowę. Po chwili pokręciła nią i wyszła na zewnątrz, zostawiając go w równie dobrym humorze.
Po półgodzinie Kuba był już przebrany, odświeżony i rozbawiony do granic możliwości. Kto by pomyślał, że całe przedsięwzięcie, które zapowiadało się na niezręczne i krępujące, zamieniło się w jakąś totalną głupawę. Kiedy jego głowa utknęła w ciasnym kołnierzu, Lena wybuchła histerycznym śmiechem, przez co nie mogła utrzymać się na nogach i opadła na niego całym ciężarem. Odczuł to w tułowiu i nodze, ale nie skarżył się. Uwielbiał widzieć ją taką beztroską i swobodną, bo to była właśnie kwintesencja jej całej osoby.
Gdy skończyli przebieranie, oboje zdyszani i uśmiechnięci zamilkli na chwilę. Lena rozglądała się po pomieszczeniu, jakby czegoś szukała.
– Musisz się tu nudzić – stwierdziła. – Może chcesz coś do czytania, albo jakieś filmy. Nie masz tu laptopa? – zerknęła na dolną półkę szafki.
– Miałem go w aucie – powiedział, wzruszając ramionami. – Nic z niego nie zostało.
– Mogę ci pożyczyć tablet, jeśli chcesz – uśmiechnęła się, błyskając tymi ślicznymi dołkami, które tak kochał.
– Za tablet dzięki, ale możesz mi przynieść coś do czytania – powiedział, wzruszony tym, że pomyślała o jego czasie, którego miał aż nadto i z którym nie wiedział co ma zrobić.
Nikt nie pomyślał o tym, żeby mu przynieść chociażby iPoda, żeby mógł posłuchać muzyki. Nie miał do nikogo o to pretensji, sam też nie chciał sprawiać nikomu kłopotu, dlatego nie prosił o takie rzeczy. Obyłby się bez nich, ale jej troska była czymś, czego nie chciał odrzucać. Nie chciał też rezygnować z możliwości ponownego spotkania, a to był idealny pretekst.
– A co lubisz czytać? – zapytała, szczerze zainteresowana.
– Może być jakiś kryminał, albo horror – powiedział. – Ale nawet jak mi przyniesiesz „Dziady” to przeczytam je z pasją – mrugnął do niej.
Kiedy Lena otworzyła usta, drzwi od sali otworzyły się z delikatnym skrzypnięciem. Oboje zwrócili się w tamtą stronę ze zdziwieniem, jakby na chwilę zapomnieli, gdzie się znajdują.
Do środka wszedł młody facet, który zerknął szybko w ich stronę. Oderwał od nich wzrok, ale tylko na sekundę, po czym znowu skupił na nich wzrok. No, może nie na nich…skupił go tylko na Lenie. Przywitał się z nimi, nie spuszczając z niej oczu. Ona odpowiedziała mu na jego „dzień dobry”, ale szybko odwróciła głowę, jakby już kompletnie zapomniała o jego istnieniu. Kubę wprawiło to w jeszcze lepszy nastrój.
Mężczyzna przysiadł przy łóżku starszego mężczyzny, a ten jak na komendę otworzył oczy i uśmiechnął się do niego szeroko. Kuba przekonawszy się, że facet odkleił oczy od Leny, także stracił nim zainteresowanie.
W tym samym momencie Lena sięgnęła po swoją małą, czerwoną torebkę i przełożyła ją sobie przez ramię.
– Chyba na mnie już czas – zerknęła na zegarek. – Cholera, jestem tu już prawie cztery godziny – powiedziała zdziwiona.
– Mam nadzieję, że nie musiałaś zmieniać przeze mnie planów – powiedział, czując ucisk w klatce piersiowej na myśl o jej odejściu.
– Skąd – zapewniła, bawiąc się palcami swoim warkoczem. – Ale późno już, a ty pewnie jesteś zmęczony po tym moim molestowaniu – zaśmiała się.
Kuba pomimo smutku, odwzajemnił ten jej uśmiech, który był strasznie zaraźliwy.
– Na to chyba też jest jakiś paragraf – zażartował, ale po chwili spoważniał .– Dzięki. Nie wiem dlaczego to robisz…Nieważne – pokręcił głową. – Dziękuję ci – spojrzał prosto w jej zielone oczy i znalazł w nich smutek.
Nie litość, ani wyrzuty sumienia, widział w nich smutek i żal. I chociaż nie wiedział, czego dotyczyły, zapragnął zabrać od niej każdy najmniejszy powód takich uczuć.
– Nie ma za co, Kuba – powiedziała cicho, a po chwili jeszcze bardziej ściszyła głos i nachyliła się nad nim. – Nie dopatruj się ukrytych intencji tam, gdzie ich nie ma – i po tym cmoknęła go w policzek. – Do zobaczenia…jutro – zawahała się. – Jeśli oczywiście, nie będę ci przeszkadzać – koniec zdania sformułowała jak pytanie.
– Na jutro mam już dużo planów i nie wiem, czy gdzieś cię wcisnę – powiedział jeszcze nieprzytomnym głosem, ledwie ogarniając się po jej buziaku.
– Okej, w takim razie przyjdę pojutrze – ruszyła do wyjścia.
- Stój! – krzyknął za nią, zwracając na siebie uwagę staruszka i jego wnuka. – Żartowałem. Bądź jutro – dodał szybko.

– Wiem – zaśmiała się. – Będę – po czym wyszła, zostawiając go z niebezpieczną nadzieją w sercu.

11 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział, uśmiałam się i wzruszyłam jednocześnie. Oni oboje są cudowni. Jeśli naprawdę będą chcieli zostać tylko przyjaciółmi, to od przyjaźni do miłości mały kroczek. Trzymam za nich kciuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak...największe miłosne historie zaczynają się własnie od przyjaźni :D

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. O Boże...stworzyłam potwory :D :D

      Usuń
    2. Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeszcze! 3:)

      Usuń
  3. Awwwww... Oni są tacy słodcy! <3

    Uwielbiam w Twoich historiach, że nie wybucha nagła namiętność i po kilku stronach już są razem, tylko muszą przejść długą drogę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ekstra rozdział. Nie mogę doczekać się kolejnego. Chciałabym żeby już byli razem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ekstra rozdział. Nie mogę doczekać się kolejnego. Chciałabym żeby już byli razem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny cudowny cudowny;) w ogóle jak można przerwać w takim momencie... Ty lubisz się nad nami znęcać. Mam tylko nadzieje, że dzisiaj będzie ciąg dalszy;)

    OdpowiedzUsuń