sobota, 3 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 7


      Dobrze pamiętała ten wczesnowiosenny słoneczny dzień. Wracała ze szkoły w bardzo dobrym humorze, ponieważ zakwalifikowały się z dziewczynami do zawodów gminnych w szkolnych rozgrywkach piłki siatkowej. Była tak stęskniona za słońcem i ciepłem, że wybrała dłuższą trasę, wiodąca przez olbrzymi park.
Kiedy dotarła do miejsca, w którym skupiska drzew przechodziły w niewielki zacieniony parking, z zaskoczeniem zauważyła, że na opustoszałym parkingu stoi samochód taty. Wiedziała, że ojciec powinien być teraz w pracy – był urzędnikiem miejskim – ale pomyślała, że najprawdopodobniej załatwia jakieś sprawy służbowe na mieście i po prostu musiał gdzieś zaparkować. Gdy zauważyła jakiś ruch w samochodzie, raźnym krokiem ruszyła w jego kierunku.
Znalazłszy się na wysokości tylnej szyby, zatrzymała się jak rażona piorunem. W aucie siedziały dwie osoby. Jedną z nich był jej ojciec, a drugą jakaś bardzo młoda kobieta, a właściwie dziewczyna. Siedziała na nim okrakiem, całując go bez opamiętania. Z ruchu ich bioder Lena od razu domyśliła jakiej czynności się właśnie oddają.
Nigdy w życiu nie przeżyła większego szoku i nie poczuła większego wstrętu, niż w tamtej chwili. Przez chwilę nie wiedziała, co ma zrobić i jak się zachować. Wycofała się niezauważona. Wątpiła zresztą, żeby którekolwiek z nich mogło ją zauważyć, nawet gdyby zaczęła walić w szyby pięściami.
Od tamtej chwili Lena nienawidziła swojego ojca, tak bardzo, że nie była nawet w stanie na niego patrzeć. Jeszcze tego samego dnia, po powrocie z „pracy” ojciec pocałował mamę w usta i podśpiewując pod nosem, zabrał się za przygotowywanie kolacji. Lena nie mogła pojąć, jak można być aż tak fałszywym i tak obrzydliwym i jednocześnie tak wstrętnie zadowolonym z siebie. Poczuła do niego jeszcze większą odrazę i nienawiść. Nienawiść, którą pielęgnowała w sobie po dziś dzień.
Wszystko wydarzyło się, gdy Lena miała czternaście lat, ale uczucie zdrady, nie tylko w stosunku do jej matki, ale także w stosunku do niej i Łukasza, było nieodzowną częścią każdego jej dnia. Gardziła tym mężczyzną. Gardziła nim, ponieważ był słaby i gotowy narazić swoje wieloletnie małżeństwo i całą rodzinę dla kilku chwil namiętności z jakąś gówniarą (Lena dowiedziała się później, że kochanką jej ojca była dwudziestoletnia stażystka z jego biura) która po odbębnieniu stażu ulotniła się jak kamfora.
Lenę nie interesowało to, czy to była jedyna kochanka jej ojca. Nie miało to żadnego znaczenia. Przynajmniej nie dla niej. Ten człowiek, który był zakłamany i po prostu podły, przestał być jej ojcem. Ojcem, którego kiedyś kochała, szanowała i który zawsze był dla niej wzorem. Od tamtej pory stał się dla niej kimś zupełnie obcym, kimś kogo już nie znała. Pomógł jej zrozumieć prawdziwą naturę mężczyzn, która prędzej czy później wybuchała jak granat, raniąc wszystkich, którzy znajdą się w jego zasięgu.
Wielokrotnie zbierała odwagę, aby powiedzieć o zdradzie matce. Chciała ją uświadomić i dać jej szanse na podjęcie własnych decyzji. Jednak nigdy się na to nie zdobyła. Nie chciała jej ranić, a gdy zauważyła, że ojciec nie spotyka się już z tą dziewczyną, po prostu to zostawiła. Teraz bardzo tego żałowała, bo gdyby kiedykolwiek znalazła się na jej miejscu, to chciałaby wiedzieć. Chciałaby móc stanąć twarzą w twarz z tym człowiekiem i wygarnąć mu, co o nim myśli, a na końcu wskazać mu drzwi. Ona pozbawiła matkę tej satysfakcji, ale pocieszała się tym, że oszczędziła jej tez bólu i rozczarowania, które dla jej kruchej natury, byłyby o wiele gorsze. Lena nie była taka jak ona. Była silniejsza i twardsza. Wiedziała, że nie pozwoliłaby sobie na rozpacz, a swoją energię spożytkowałaby na opracowanie odpowiedniej zemsty.
– Co chcesz na śniadanie kochanie? – zapytał ojciec, a ona nauczona skrywać swoje prawdziwe uczucia, po prostu wzruszyła ramionami.
Ojciec oczywiście zauważył zmianę w jej zachowaniu. Najpierw zaczęła go unikać, a potem odpowiadać półsłówkami na jego pytania, aż wreszcie całkowicie się od niego odwróciła. Z dnia na dzień przestała być jego córeczką, co ojciec odczuł wyjątkowo boleśnie. Stało się to dla niej największym źródłem satysfakcji i pewnego rodzaju zemstą.
Zadręczał ją prośbami o rozmowę, co zbywała machnięciem ręki, albo wymawiała się brakiem czasu. Robiła to dla spokoju ducha zarówno swojego, jak i całej rodziny, ponieważ dokładnie wiedziała jakby się skończyła taka rozmowa. Po prostu wygarnęłaby mu wszystko i wyzwała od najgorszych, nie przebierając w słowach. Na tyle siebie już znała.
– Coś sobie zaraz zrobię – opowiedziała krótko, nie chcąc wdawać się z nim w pogawędkę.
Obeszła dookoła stół i otworzyła lodówkę, w poszukiwaniu czegoś, z czego mogłaby sobie zrobić kanapki. Po chwili zlokalizowała żółty ser, wędlinę i dżem. Nie, żeby zamierzała zrobić kanapkę ze wszystkimi tymi produktami. Po prostu lubiła jeść zróżnicowane śniadanie złożone z kanapek o różnym smaku.
– Masz na dzisiaj jakieś plany? – zapytał Łukasz, który podszedł do lodówki po mleko do kawy.
– Nie, a co? – zapytała czujnie.
Na myśl o spędzeniu kolejnego dnia na tropieniu sklepu na przykład z welonami, albo równie interesującym tematem, dostawała wewnętrznego krwotoku.
– Chcesz iść z nami na piwo wieczorem? – zapytał, zabielając swoją kawę mlekiem.
– Musisz pójść. Nie znam tam nikogo i będę siedziała jak piąte koło u wozu – zawyła Magda.
– A kto ma być? – zapytała na pozór obojętnie, biorąc duży kęs kanapki.
– Kilku znajomych Łukasza ze szkoły – odpowiedziała Magda, wciąż jej się przypatrując z błagalnym wyrazem twarzy.
– Którzy znajomi? – drążyła, nie chcąc dopuścić do sytuacji, w której natknęłaby się na Kubę i utknęła z nim na dobre trzy godziny, a biorąc pod uwagę to, co się między nimi wydarzyło, byłaby to kosmiczna niezręczność.
– Nie wiem. Łukasz, kto ma być na tym spotkaniu? – Magda zwróciła się do Łukasza, który gawędził o czymś z ojcem.
Obaj zwrócili się w ich stronę, a Lena próbując ukryć nadmierne zainteresowanie tym tematem, zabrała się za robienie następnych kanapek, chociaż była już syta i nie miała pojęcia, co z nimi zrobi. Najprawdopodobniej wciśnie je Łukaszowi.
– No chyba Paweł, Bartek z dziewczyną. Nie jestem pewien czy będzie Damian i Rafał. A co? – oczywiście nie mógł po prostu odpowiedzieć na pytanie, tylko musiał drążyć.
– Nic. Tak tylko byłam ciekawa – wzruszyła ramionami, jakby nigdy nic.
– A Kuba? – odezwał się niespodziewanie ojciec, wymieniając z Łukaszem dziwne spojrzenie.
Łukasz odchrząknął zmieszany i chwytając łapczywie jedną z kanapek, które postawiła mu przed nosem, wybełkotał coś pomiędzy mlaskami. Ponieważ dla niej ten fragment informacji był kluczowy, postanowiła go grzecznie poprosić o powtórzenie:
– Co tam mamroczesz?
– Powiedziałem – przełknął. – Powiedziałem, że miał być, ale coś mu wypadło i nie da rady wpaść.
Lena wypuściła cicho powietrze, nie zdając sobie sprawy, że je w ogóle wstrzymywała i wstała od stołu, kierując się w stronę schodów.
– No dobra, pójdę – potwierdziła, na co Magda też wypuściła powietrze z płuc, z tą różnica, że zrobiła to głośno i jawnie.
*
Tydzień dłużył się i rozciągał, jak guma od majtek, a każdy kolejny dzień był bardziej przygnębiający od poprzedniego. Nawet pogoda dostosowała się do jego podłego nastroju. Od kilku dni siąpił deszcz i było zimno. Zbliżała się siedemnasta, kiedy wysłał SMS-a do Łukasza, informując go, że jednak da radę przyjść na umówione spotkanie. W pierwszym odruchu odmówił, bo po tym, co wydarzyło się między nim a Leną uznał, że to nie w porządku spotykać się z jej bratem za jej plecami. Chciał w pierwszej kolejności wyjaśnić z nią całą tę chorą sytuację. Chciał raz jeszcze spróbować z nią porozmawiać i ponownie poprosić o wybaczenie.
Wiedział, że to była wyłącznie jego wina, dlatego chciał dać jej czas. Rzucił na nią kilka bomb, po których musiała się otrząsnąć, a po wyrazie jej twarzy wiedział, że będzie potrzebowała na to trochę czasu. Miał nadzieję, że jak ochłonie, to da mu szansę się z tego wytłumaczyć i spróbują dojść do porozumienia.
Nie miał innego wyjścia, musiał jej w końcu wyznać swoje uczucia. Bez tego kontekstu nie zrozumiałaby, dlaczego tak się zachował. To było bardzo ryzykowne posunięcie, ale tylko w taki sposób mógł się z tego szczerze wytłumaczyć. Kiedy człowiek tak długo dusi w sobie coś równie intensywnego i wszechogarniającego, to prędzej, czy później to musi wydostać się na zewnątrz, nawet w tak okrutny i bezmyślny sposób, jak ten, którym popisał się tydzień temu. Miał tylko nadzieję, że Lena zrozumie, że jego zachowanie było wynikiem zazdrości i frustracji, a nie próbką jego prawdziwego charakteru i osobowości. Przecież trochę go znała i musiała wiedzieć, że to nie był prawdziwy on, tylko on doprowadzony do ostateczności i zaślepiony zazdrością.
Minął tydzień, a Lena wciąż milczała, dlatego po przemyśleniu sprawy postanowił spotkać się z Łukaszem i porozmawiać z nim na ten temat, a nawet poprosić go o pomoc. Był aż tak zdesperowany i aż tak przerażony, że spaprał to na amen.
Dwie godziny później był już w drodze do niewielkiej pizzerii, znajdującej się w podziemiach kamienicy w samym centrum miasta. Wciąż padał drobny deszcz, ale Kuba w ogóle nie zwracał na to uwagi i zamiast wziąć auto, postanowił się przespacerować, żeby mieć czas na uporządkowanie w głowie tego, co chciał poruszyć w rozmowie z Łukaszem. Musiał być szczery, co oznaczało też, że będzie zmuszony powtórzyć mu wszystko, co zaszło między nim, a Leną. I to co do słowa. Na pewno dostanę za to w gębę, pomyślał niemal z ulgą, bo w pełni na to zasłużył. Wręcz czekał na jakąś karę, która uwolni go od poczucia winy.
Stanął przed drewnianymi ciężkimi drzwiami do kamienicy i starł z twarzy i włosów wilgoć, która zebrała się tam z powodu upierdliwej mżawki. Wziął głęboki oddech i wszedł do przedsionka, a następnie krętymi kamiennymi schodami zszedł do piwnicy, w której mieściła się pizzeria.
Znalazłszy się w środku, zaczął się rozglądać w poszukiwaniu znanych mu twarzy. Od samego progu uderzył w niego zapach czosnku, ziół i wypiekanego w olbrzymim piecu ciasta. Od tygodnia niemal głodował, ponieważ nie mógł nic w siebie wcisnąć, dlatego w jednej chwili jego żołądek zareagował na pyszne zapachy i skurczył się w niemym błaganiu o napełnienie go.
Lokal był niewielki, ale podzielony na dwie części oddzielone od siebie trzema ceglanymi filarami. Jakub obszedł je dookoła i zauważywszy Bartka – kolegę z liceum – podszedł do stolika, skrytego częściowo za filarem.
Gdy znalazł się na wprost połączonych ze sobą dwóch drewnianych stołów, przystanął w miejscu, wpatrując się w zielone oczy, za którymi tak tęsknił, a które na jego widok wpadły w popłoch. Jezu, aż tak na mnie reaguje? Pomyślał przerażony i zawiedziony. Nie spodziewał się jej tu spotkać, ale dzięki temu w jednej chwili zrozumiał, że tego, co się miedzy nimi wydarzyło nie da się tak łatwo naprawić i załagodzić, i że czas działał tylko na jego niekorzyść. Tu chodziło też o coś więcej. Coś więcej, niż jego chamski wyskok. Ona nie boi się mnie, ona jest przerażona tym, co ode mnie usłyszała, gdy przyszedłem ją przeprosić.
Ta świadomość była gorsza, niż najpodlejsze słowa, którymi mogłaby go wyzwać. Oderwał od niej wzrok i próbował wziąć się w garść, ponieważ to nie był najlepszy moment, żeby popaść w panikę.
– Siema Kuba – wyciągnął do niego rękę siedzący najbliżej Bartek.
Przywitał się w podobny sposób z Pawłem oraz Łukaszem i jego narzeczoną. Nawet w myślach to określenie w kontekście jego dziewczyny brzmiało jakoś dziwnie i nienaturalnie. Bartek także przyszedł z dziewczyną i siostrą tejże dziewczyny. Kuba nie znał żadnej z nich i zmuszony był się im przedstawić. Ponieważ jego uwaga była skupiona tylko i wyłącznie na jednej konkretnej dziewczynie nie zadał sobie żadnego trudu, żeby zapamiętać ich imiona. Zresztą w tej chwili nie miał do tego głowy.
– Będzie Gosia? – zapytał go Paweł i Kuba miał ochotę go w tym miejscu zatłuc drewnianym krzesłem, na którym zamierzał usiąść.
– Nie – opowiedział krótko, zajmując miejsce na skraju stołu, tuż obok Łukasza.
Lena siedziała na samym końcu, obok narzeczonej Łukasza, Magdy. Jakub nie miał czasu przyjrzeć się narzeczonej, ale z tego, co zdążył zauważyć dziewczyna była ładniutka, ale całkiem zwyczajna. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Łukasz zawsze gustował w wyjątkowo pięknych dziewczynach, a każda z nich była na swój sposób inna. Łączyła je jednak jedna wspólna cecha: musiały się czymś wyróżniać. Czasami dotyczyło to samego wyglądu dziewczyny, jak na przykład niespotykany kolor oczu. Kiedy indziej czuł mięte do dziewczyny o nietypowym zainteresowaniu albo do takiej, która miała jakieś spektakularne osiągnięcia w sporcie, czy nawet w nauce.
Taki już był. Lubił to, co najlepsze, a że dobrze wyglądał, zazwyczaj dostawał, co chciał. Kuba mimowolnie zaczął się zastanawiać, co też takiego wyjątkowego ma w sobie dziewczyna, siedząca obok Łukasza, że ten zdecydował się z nią ożenić.
Złożyli zamówienie, z którym wszyscy czekali na niego. Ciszę przerwały głośne śmiechy i rozmowy. Kuba nie włączał się do żadnej z nawiązanych pogawędek, ponieważ jego cała uwaga i zainteresowanie było skupione tuż pod szaroniebieską ścianą, gdzie siedział obiekt jego wieloletniego uczucia. Nie widział jej twarzy, ale czuł ją całym sobą Wszystkimi zmysłami i każdą komórką w ciele. Chciał na nią spojrzeć, ale bał się zobaczyć to straszne przerażenie w jej oczach, którym go przywitała.
– Coś taki cichy? – zapytał Łukasz, trącając go łokciem i wyrywając go z głębokiego zamyślenia.
– Cały czas nie mogę wyjść z szoku na wieść o twoim rychłym ślubie – zażartował.
Łukasz zaśmiał się i wziął łyk piwa z dużego kufla.
– Każdy kiedyś musi przejść na drugą stronę mocy – powiedział z uśmiechem i przyciągnął do siebie Magdę, która była zajęta pogawędką z Leną i niezbyt zadowolona, że ją od tego odrywa, próbowała mu się wyrwać. – Ja na przykład nie miałem wyjścia. Powiedziała, że jak się z nią nie ożenię, to puści w świat naszą seks taśmę, a wiesz jaki jestem skromny i wstydliwy – dodał i zarobił od Magdy plask z płaskiej dłoni w tył głowy.
– Nie słuchaj go – zwróciła się do Kuby. – Prawda jest taka, że to ja przegrałam zakład i zostałam zmuszona do małżeństwa z tym oto głupolem – powiedziała, wzruszając ramionami, za co Łukasz zaatakował ją soczystym całusem w policzek.
Kuba od razu zapałał do niej sympatią. Żadna z dotychczasowych dziewczyn Łukasza, nie nazwałaby go nigdy głupolem, a już na pewno nie odważyłaby się trzasnąć go w potylicę w gronie jego znajomych. No cóż, musiał przyznać sam przed sobą, że chyba zaczynał rozumieć, w czym tkwiła jej wyjątkowość.
Chciał to w jakiś sposób skomentować, ale powstrzymał go chichot, dochodzący spod ściany. Mimowolnie spojrzał w tamtą stronę i napotkał rozbawione spojrzenie Leny, które po chwili spoważniało i ewidentnie przygasło. Strasznie go to zabolało, ale próbował nie dać tego po sobie poznać.
– A ty Kuba masz kogoś? Co to za Gośka, o której mówił Paweł? – zapytał Łukasz, kiedy jego Magda wróciła do pogawędki z Leną.
– Tylko koleżanka – opowiedział i sięgnął po swój kufel, który był prawie pusty. – Nikt więcej – dodał głośniej, na wypadek, gdyby Lena się temu przysłuchiwała.
Łukasz zamilkł i spojrzał przez ramię w stronę Magdy i swojej siostry, po czym zapytał ściszonym głosem:
– Nic się nie zmieniło hmm?
– Nie – Kuba wziął głęboki oddech. – Nic się nie zmieniło – dodał i wypuścił głośno powietrze z płuc.
Łukasz nie skomentował tego, tylko zagadnięty przez Bartka, włączył się do rozmowy z nim.
Jakub nie potrafił się skupić na tym, co działo się wokół niego, ponieważ z całych sił nasłuchiwał tego, o czym w tej chwili rozmawiała Lena i siedzący naprzeciwko niej Paweł. Zaczął im się nawet przyglądać, pozbywając się wszelkich pozorów. Rozmawiali o tym wieczorze sprzed tygodnia.
– Nie mam pojęcia, ale wyglądało to jak miłość od pierwszego wejrzenia – usłyszał Pawła, który po tym zdaniu głośno się roześmiał.
Kuba po raz pierwszy tego wieczoru usłyszał śmiech Leny i poczuł skurcz w sercu, na myśl o tym, że to nie jego zasługa. Mimo wszystko wolał widzieć ją właśnie taką, niezależnie od tego, kto się do tego przyczynił.
– No, dokładnie tak to wyglądało – odpowiedziała takim samym śmiechem. – Kto by pomyślał – dodała i bezwiednie zerknęła w jego stronę.
Uchwycił wtedy jej spojrzenie i ku jego zdziwieniu nie odwróciła się od razu, tylko wciąż przewiercając go wzrokiem powiedziała na głos:
– Ale wiesz, pozory mogą mylić – po czym odwróciła od niego wzrok i wróciła do pogawędki z Pawłem.
Po chwili zagadnęła go siostra dziewczyny Bartka, której imienia w ogóle nie zapamiętał i próbował zwracać się do niej bezosobowo. Wypytywała go o to, czym się zajmuje, gdzie studiował i tego typu bzdury. Odpowiadał jej półsłówkami, nie chcąc dać się wciągnąć w głębszą rozmowę, przez którą nie będzie mógł podsłuchiwać rozmowy Leny z Pawłem. Ten skurczysyn zaczynał z nią flirtować, co zwróciło uwagę nie tylko jego, ale też Łukasza, który zmarszczył brwi, gdy usłyszał, jak ten skurwiel próbuje wyciągać od niej numer telefonu.
Jakub zmierzył go spojrzeniem, od którego rozbolały go gałki oczne, ale ten debil tylko się uśmiechnął i sięgnął po telefon Leny, który leżał na stoliku. Kuba wydobył z siebie całe pokłady opanowania i cierpliwości, żeby tylko nie wyrwać mu tego telefonu z ręki i nie rzucić się na niego z łapami. Na wstępie roztrzaskując mu na głowie obiecane wcześniej krzesło. Pierdolony zdrajca. Pomyślał doprowadzony prawie do ostateczności. Dobrze wiedział, co Kuba do niej czuł, a mimo to bez żadnych oporów próbował się z nią umówić i to na jego oczach. Albo próbował go sprowokować, albo zapomniał już o ich małej rozmowie, którą będzie musiał mu przypomnieć i to wkrótce.
– Jeszcze nie wiem. Odezwę się ok? – opowiedziała na jego zaproszenie do kina.
Poczuł ulgę, że ona nie wykazywała podekscytowania jego zaproszeniem i ewidentnie próbowała się z tego wyplątać.
– Ale na jutro jesteśmy ustawieni, tak? – upewnił się Paweł, a Kubę zalała krew.
Na jutro? Gdzie i po co i jak to się stało, że tego nie dosłyszał.
– Jasne. Bądź u mnie tak około siódmej – potwierdziła Lena i schowała swój telefon do torebki.
Po chwili wstała od stolika i poszła w kierunku łazienki, do której musiała dotrzeć wychodząc po schodach do przedsionka na górze. Paweł powiódł za nią wzrokiem, którym praktycznie ją rozbierał i to na oczach jej brata. Kiedy Lena zniknęła z zasięgu wzroku, Łukasz nachylił się w stronę Pawła i szepnął:
– A to co było? – kiwnął głową w stronę, w która udała się jego siostra. – Zarywasz do mojej siostry? – uściślił pytanie.
– A co? Masz coś przeciwko? – odpowiedział pytaniem, biorąc po tym spory łyk piwa – Nie nadaję się na twojego szwagra? – zaśmiał się.
– Szczerze? To nie bardzo – powiedział, a z jego tonu nie można było wywnioskować, czy żartuje, czy mówi poważnie.
– Dzięki Bogu, to nie średniowiecze i kobieta sama może decydować, z kim się chce spotykać – opowiedział w takim samym tonie Paweł.
Kuba już formułował w głowie plan spuszczenia mu łomotu.
Korzystając z tej ich małej wymiany zdań, Kuba wymknął się z towarzystwa, wszedł na górę i przystanął przy drzwiach, prowadzących do toalety. Nie zamierzał już czekać na jej ruch. Im dłużej pozwalał jej na przetrawianie tego wszystkiego, tym dalej się od niego odsuwała, a do tego nie mógł dopuścić. 
Po minucie dziewczyna wyłoniła się z łazienki i spostrzegłszy go, zastygła w miejscu. Po chwili ocknęła się, uciekła od niego spojrzeniem i próbowała wyminąć go w przejściu, prowadzącym na schody.
– Zaczekaj – powiedział, zagradzając jej drogę.
– Przepuść mnie – powiedziała chłodno, w ogóle na niego nie patrząc.
– Nie. Porozmawiaj ze mną, chociaż przez chwilę – wskazał miejsce tuż przy wyjściu na zewnątrz – Proszę.
– Ale my nie mamy o czym rozmawiać Kuba – poszła za nim, ale bardziej dlatego, że chciała zejść z przejścia, niż z chęci wysłuchania go.
Kuba wsadził ręce do kieszeni bluzy i wziął głęboki oddech, zdając sobie nagle sprawę, że to będzie o wiele trudniejsze, niż się spodziewał. Zapomniał już jak uparta i zawzięta potrafiła być ta śliczna dziewczyna. Jej upór był zarówno jej największą zaletą, jak i największą wadą.
– Mamy Lena. Pozwól mi wytłumaczyć się z tego, co ci powiedziałem – poprosił, starając się zabrzmieć najłagodniej, jak tylko potrafił.
– Z czego dokładnie chciałbyś się wytłumaczyć? Tego co mi powiedziałeś pod pubem, czy tego co mi powiedziałeś pod moim domem? – zapytała, mrużąc oczy.
W jej głosie wyczuł niepewność, jakby bała się własnego pytania, albo odpowiedzi na nie.
– Oczywiście, że tego co ci powiedziałem pod pubem – przeczesał ręką krótkie włosy. – Przepraszam za tamto. Byłem…zazdrosny, wkurzony i głupi. Proszę wybacz mi – dodał cicho i bezwiednie sięgnął do jej bladego policzka. – A co do tego, co usłyszałaś ode mnie później…to ja wiem, że to było dla ciebie…zaskoczenie…– jego głos przeszedł w szept –… ale chciałem, żebyś wiedziała…chciałem żebyś wiedziała co czuję…
Lena zaskoczona zarówno tym gestem, jak i jego słowami, nie próbowała się nawet odsunąć. Musnął kciukiem jej gładką skórę na kości policzkowej. Opuszek palca, którym ją dotknął niemal go zapiekł, tak intensywne było to doznanie. Lena wpatrywała się w niego jak zaczarowana. Nie odepchnęła go, ani nie odchyliła głowy, żeby uniknąć pieszczoty. Wstrzymując oddech, posunął się dalej i objął jej policzek całą dłonią, nie przestając gładzić kciukiem gładkiej skóry na kości policzkowej. Jej oddech stał się krótki i urywany. Rozchyliła delikatni usta, co przyprawiło jego serce o niebezpieczny galop.
Pragnienie posmakowania jej różowych, delikatnych ust stało się żywiołem, którego nie był w stanie poskromić, czy powstrzymać. Po prostu musiał ją pocałować, choćby miało to go drogo kosztować.
Wykonał ledwie zauważalny ruch, żeby znaleźć się bliżej jej ust, ale w tym samym momencie na schodach zrobił się rumor i Lena odskoczyła od niego jak oparzona. Po chwili, w korytarzu zjawił się Łukasz, który na ich widok zatrzymał się w przedsionku i próbował wyciągnąć jakieś wnioski z tego, na co patrzył. Kuba bał się spojrzeć mu w oczy, żeby nie znaleźć w nich potępienia, albo niechęci, ponieważ nawet po tylu latach i zupełnie wbrew sobie wciąż liczył się z jego zdaniem i szukał jego aprobaty.
– Wszystko okej? – zapytał od niechcenia i popatrzył Lenie prosto w oczy.
– Tak – odpowiedziała, a on się uśmiechnął i kiedy Lena odwróciła się do niego plecami, mrugnął do niego porozumiewawczo, po czym zniknął w łazience.
Ten jeden mały gest znaczył dla Kuby więcej, niż tysiące słów i wlał w niego wiarę w to, że nic nie jest jeszcze stracone, co okazało się złudne, o czym zamierzał się dopiero przekonać.
Lena objęła się ramionami i zwróciła się w jego stronę. W jej postawie nie było już śladu po tej ich wspólnej intymnej chwili, w której on wciąż tkwił.
– Kuba…nie wiem co mam powiedzieć…Wybaczam ci, ale…Przykro mi, ale to co czujesz…ja tego nie odwzajemniam – powiedziała zimnym tonem, chociaż jej wahanie w doborze słów było kompletnym przeciwieństwem tej zrównoważonej postawy.
Kuba wpatrywał się w nią, a z każdym jej słowem czuł, że się dusi, nie mogąc zaczerpnąć oddechu. Jego serce zapadało się w klatce piersiowej wraz z każdym jej słowem. Wolał, żeby go nienawidziła i nim gardziła. Wolał to wszystko od jej obojętności i świadomości, że nigdy nie da mu szansy. Wszystko, czego obawiał się najbardziej, właśnie się przed nim materializowało. Aż do tej pory mógł żyć z tym niespełnieniem, ponieważ posiadał komfort w postaci niewiedzy. Teraz nie było już tajemnicy i wiary w to, że gdyby Lena dowiedziała się o jego uczuciu, to mogliby spróbować. Teraz było już za późno, a właściwie to od zawsze było już za późno.
Otworzył usta, ale co mógł jej powiedzieć? Czy istniały jakiekolwiek słowa, które mogły cokolwiek zmienić?
Spojrzał w jej zielone oczy, ale nie mógł długo się w nie wpatrywać, wiedząc, że to ich pożegnanie i pod wpływem ciężaru w sercu opuścił głowę nisko.
– Rozumiem…– jego głos był cichy, a gardło ściśnięte. – Chcę tylko żebyś wiedziała, że życzę ci wszystkiego najlepszego – powiedział, ponownie mierząc się z nią wzrokiem i tym razem nie odwrócił go. – Przepraszam za każde słowo, którym sprawiłem ci przykrość. Pamiętaj jedno Lena, cokolwiek się wydarzy… – jego głos załamał się w tym miejscu, ale to go nie powstrzymało i kontynuował dalej: – …cokolwiek się wydarzy, wiedz, że bardzo mi na tobie zależy. Zawsze tak było i zawsze tak będzie.
Nachylił nad nią i biorąc jej twarz w obie dłonie pocałował ją w czoło. Po czym odwrócił się szybko, bojąc się, że gula w gardle, która zaczęła go dusić, zamieni się w słabość, której nie chciał przed nią ujawniać.
Wyszedł na zewnątrz i zaczął łapać powietrze, jakby obudził się ze strasznego koszmaru. Jak na ironię, jego własna rzeczywistość stała się koszmarem, z którego nie było pobudki, i z którym musiał się zmierzyć, chociaż nie wiedział jeszcze jak tego dokonać. 

8 komentarzy:

  1. Boże, ale mi go szkoda. Świetny rozdział. Wspaniale opisałaś uczucia Puchatka. Normalnie jestem zachwycona i troche smutna. Fajnie, ze brat Leny akceptuje jego jako faceta dla niej, to już spore ułatwienie.
    Buziaki czekam na więcej. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, aż mi łezka poleciała. Nie będzie miał łatwo, ale oby się ogarnął i nie poddawał. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Każda z nas marzy o takim Kubie....

    OdpowiedzUsuń
  4. Każda z nas marzy o takim Kubie....

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie no genialne genialne genialne . więcej chce więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam gościa i tyle na ten temat ;) mogę czytać i czytać najlepiej jakby już była całość bo ja strasznie niecierpliwa jestem :) pozdrawiam Magda I.

    OdpowiedzUsuń