niedziela, 4 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 8



    Ciężkie drewniane drzwi otwierały się i zamykały, a ona stała w miejscu, wciąż przetrawiając wszystko to, co się przed chwilą wydarzyło. Role się odwróciły – teraz to ona go skrzywdziła, ale pomimo tego, co sobie wcześniej wmawiała, wcale nie sprawiło jej to satysfakcji. Wręcz przeciwnie, czuła się podle i wstrętnie. Nawet jeśli wcześniej nie wierzyła ani jednemu jego słowu, teraz widząc jego oczy, które ku jej zaskoczeniu i przerażeniu, wypełniły się łzami wszystko wydało się aż nazbyt prawdziwe.
Kuba naprawdę był w niej zakochany.
To było jak otrzymanie ciosu obuchem, albo jak wylanie wiadra zimnej wody na głowę. Wyraz jego twarzy, gdy rzuciła mu bezlitośnie, że nie odwzajemnia jego uczuć, był czymś, co będzie ją długo prześladowało. Wyglądał na tak zranionego i zdruzgotanego, że miała ochotę go przytulić i pocieszyć, albo cofnąć wszystko, co powiedziała.
Do rzeczywistości przywołał ją głos jej brata.
 – Co się stało? – zapytał z troską. – Gdzie Kuba? – dodał od razu.
– Poszedł do domu – powiedziała beznamiętnym głosem. – Ja też chyba już pójdę – dodała, czując, że zaraz się rozpłacze.
Łukasz chwycił ją za łokieć i odwrócił w swoją stronę.
– Lena co się stało? Czy Kuba coś…zrobił? – zapytał, delikatnie dobierając słowa.
– Nie – zaprzeczyła szybko. – Nic mi nie zrobił. Tylko rozmawialiśmy.
– Dobra – przeciągnął wyraz. – Ale dlaczego wyszedł z nikim się nie żegnając i dlaczego wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha? – nie zamierzał ustąpić, a ta jego ciekawość i wścibianie nosa we wszystko, było w tym momencie podwójnie drażniące.
– Nie twoja sprawa – rzuciła trochę zjadliwiej, niż zamierzała. – Chodźmy już na dół.
– Powiedział ci? Tak? – zapytał, zakładając ręce na piersi.
Lena zatrzymała się w miejscu i odwróciła do niego. Podniosła znacząco brwi i ściągając ze zdenerwowania rękawy swojej bluzki prawie po czubki palców, wróciła w miejsce, którego przed chwilą opuściła.
– O czym? – zapytała, zdezorientowana.
– Lena czy musimy się bawić w kotka i myszkę? – zapytał retorycznie. – Zapytam wprost, czy właśnie się dowiedziałaś, że Kuba jest w tobie zakochany? – zaczesał do góry swoje jasne, modnie przystrzyżone włosy, po czym ponownie założył ręce na piersi i czekał na jej reakcję.
Lena otworzyła usta, żeby najpierw zaprzeczyć, potem zarzucić mu śmieszność, ale na końcu zdecydowała się na pytanie, na które bardzo chciała poznać odpowiedź.
– Wiedziałeś o tym?
Kuba rozplótł ręce i wyrzucił je w powietrze.
– Oczywiście, że wiedziałem. Wszyscy o tym wiedzieli, z wyjątkiem ciebie, Lena – powiedział trochę oskarżycielskim tonem.
– A skąd ja miałam to wiedzieć? Nigdy nic mi nie powiedział. Po moich siedemnastych urodzinach zniknął i aż do teraz słowem się do mnie nie odezwał. Skąd mogłam to wiedzieć? – powiedziała ostatnie zdanie już bardziej do siebie, niż do niego.
– No cóż…– zabrzmiał trochę niepewnie. – To chyba była trochę moja wina – spojrzał pod nogi, po czym znowu zaczesał włosy do góry.
– Co masz na myśli? – zapytała mrużąc oczy.
– Pogadamy w domu – rzucił krótko. – Jeśli nie chcesz wracać na dół, poproszę Magdę, żeby przyniosła ci rzeczy – zakończył, a ona przytaknęła i obserwowała jak znika w odmętach krętych schodów.
O co tu do cholery chodzi? Zastanawiała się zdezorientowana. Jak to się stało, że wszyscy oprócz niej wiedzieli o tym, co Kuba do niej czuje? Dlaczego nigdy, nawet jednym słowem się przy niej nie zdradził? Chciała przepytać Łukasza do żywego, ale w tym momencie bardziej pragnęła znaleźć się w domu, z dala od wszystkich i wszystkiego, żeby w spokoju przemyśleć ten cały rozgardiasz. Po powrocie Łukasza zamierzała wyciągnąć z niego wszystko, bez wyjątku. Nie pozwoli na to, żeby robiono z niej jakąś marionetkę, która bierze udział w przedstawieniu, nie znając ani linijki kwestii.
Gdy Magda zjawiła się z jej rzeczami, Lena narzuciła na siebie kurtkę, rozłożyła parasol i szybkim krokiem ruszyła w kierunku domu.
Wieczorem, leżąc w łóżku z laptopem na kolana, ktoś zapukał do jej pokoju. Lena modliła się, aby to nie był ojciec, ale ku jej uldze w drzwiach stanął jej brat.
– Mogę? – zapytał wsadzając głowę przez drzwi, a kiedy przytaknęła skinieniem, wszedł do środka. – Chciałbym z tobą pogadać…o Kubie – powiedział niepewnie.
Zachowanie brata było dla niej niezrozumiałe, ponieważ Łukasz w kontaktach z nią nigdy nie był niepewny, czy nieśmiały. Zawsze jej dokuczał, albo się z nią drażnił. Często razem żartowali i wygłupiali się, a ich stosunki były książkowymi relacjami rodzeństwa, czyli mieszanką złośliwości, wygłupów i troski.
– Dawaj – powiedziała odkładając laptopa na biurko.
– Tak, jak już wiesz, Kuba podkochuje się w tobie od…– zmarszczył brwi, usiłując sobie coś przypomnieć. – Od zawsze – zakończył uśmiechając się. – Obiecałem mu, że nikt się nigdy o tym nie dowie i tak było aż do teraz, ale jest coś, o czym chyba powinnaś wiedzieć – potarł ręką szyję i oprał się wygodnie na krześle biurkowym.
– O czym? – zapytała, zupełnie niczego nie rozumiejąc.
– Pamiętasz, kiedy wyjechałaś z mamą na wakacje nad morze? – zapytał, a ona przytaknęła głową, czując narastające napięcie w oczekiwaniu na dalszą część opowieści. – W dniu waszego wyjazdu, a właściwie w środku nocy, pijany w trzy dupy Kuba zjawił się pod naszym domem i zaczął się wydzierać, wołając twoje imię – zaśmiał się takim dziwnym, nerwowym śmiechem. – W pierwszej chwili myślałem, że się przesłyszałem, ale kiedy wyjrzałem przez okno, raczej nie było wątpliwości, że to dzieje się naprawdę. Kuba krzyczał, że cię kocha, że nie może bez ciebie żyć… i takie tam – uśmiechał się zażenowany. – Mówię ci, był nieźle narąbany. Ledwo trzymał się na nogach. Zgarnąłem go sprzed domu i przenocowałem na materacu, bo nie był w stanie na jakiekolwiek przenosiny, o chodzeniu nie wspominając.
Lena wpatrywała się w niego, jakby opowiadał jej jakiś film, albo fabułę jakiejś powieści. Złapała się na tym, że od dobrych kilku minut nie poruszyła się. Otworzyła nieelegancko usta i wpatrywała się w niego, jak zaklęta.
– W każdym razie, rano pogadałem z nim, a właściwie z jego zwłokami – zaśmiał się najprawdopodobniej na wspomnienie tamtej chwili. – I wytłumaczyłem mu, że ty jesteś jeszcze gówniarą i że masz jeszcze czas na tego typu rzeczy. Poprosiłem go, żeby dał sobie na wstrzymanie, albo poczekał z rok czy coś… – widać było, że rozmawianie z nią o takich rzeczach było dla niego trochę krępujące, ale kontynuował: – Kuba zgodził się z tym, przeprosił mnie i ojca i tyle. Myślałem, że może mu przeszło, ale najwidoczniej mu się tylko z czasem nasiliło – powiedział ze zdziwieniem. – Mówię ci to, żebyś wiedziała, że to nie jakieś wygłupy z jego strony, czy nie wiem…kolejny podbój, jak u Pawła – wycedził jego imię, jakby zjadł cytrynę. – Tylko to coś poważniejszego – chrząknął zawstydzony.
– Jezu, nie wiem co powiedzieć – pokręciła głową.
– No cóż, wiesz już wszystko – wzruszył ramionami i chciał wyjść, ale po chwili odwrócił się i z lekkim zawahaniem ponownie się odezwał: – Posłuchaj, zrobisz jak zechcesz, ale Kuba to porządny gość i możesz być przy nim bezpieczna – po tym wyszedł z jej pokoju, zamykając cicho za sobą drzwi.
Lena wciąż się nie ruszała z miejsca, tylko wpatrywała się w swoją pastelowo niebieską ścianę i próbowała ogarnąć umysłem rewelacje, które przed chwila usłyszała. Nagle wszystko zaczęło się dla niej układać w całość. Wszystko zmieniło się po jej wyjeździe nad morze, kiedy miała szesnaście lat. No tak, Kuba zaczął się odsuwać nie od jej rodziny, czy od Łukasza, tylko na prośbę jej brata, zaczął się odsuwać od niej. Nie wiedziała, co o tym sadzić, czy złościć się na Łukasza, za to, że próbował wtrącać się w takie sprawy, czy być mu wdzięczną za to, że się o nią troszczył?
A Kuba? Kuba po prostu dał jej wolność w postaci milczenia. Ale czy ktokolwiek zastanowił się co z jego uczuciami? Jak on musiał się czuć cały czas udając i dusząc w sobie wszystkie uczucia?
Boże! Pomyślała przerażona. Poczuła się winna, chociaż nie miała o tym zielonego pojęcia. W jednej chwili całkowicie wybaczyła mu ten jego wybuch przed pubem. Nie, żeby go usprawiedliwiała, czy akceptowała podobne zachowania, ale ten niefortunny zbieg okoliczności musiał wyprowadzić go z równowagi. Biorąc pod uwagę ich wspólnie spędzoną noc na tarasie, gdzie w pewien sposób narobił sobie nadziei, jego zachowanie nabierało sensu.
Gdyby nie to, że już zaplanowała swoje życie i próbowała je zmienić w bezpieczną i wolną od związków i dramatów wyspę, Kuba…Kuba mógłby być dla niej kimś więcej. Znała go, przyjaźnili się i w pewien sposób mu ufała i wiedziała, że mogłaby dać mu szansę. Wszystko to jednak pozostawało tylko w sferze „co by było gdyby” i Lena mogła za to dziękować jedynie swojemu ojcu, dla którego znalazła kolejny powód, by go nienawidzić.
Musi mu wszystko wyjaśnić. Kuba musi wiedzieć, że tu nie chodzi o niego, że ona w ogóle nie chce związku. Jeszcze z żadnym facetem nie chciał być tak szczera. Była mu winna przynajmniej tyle. Nie mogła wyrzucić z głowy tych jego bezdennie ciemnych i zaszklonych oczu, kiedy się z nią żegnał. Musiało mu być ciężko i to przez tak długi czasu, a ona miała w tym swój nieświadomy udział. Poczuła w stosunku do niego niepohamowany przypływ czułości. Czułości i czegoś zupełnie mniej platonicznego. Kiedy dotknął jej twarzy i przez chwilę myślała, że ją pocałuje, w jej głowie była pustka. Nie chciała o niczym myśleć i przed niczym się bronić. Po prostu chciała, żeby jej dotykał, bo jeszcze nigdy, czyjś dotyk nie wydawał się tak naturalny i tak jej potrzebny. Lena była przekonana, że gdyby Łukasz im nie przeszkodził, Kuba by ją pocałował, a ona by mu na to pozwoliła. 
Tamta chwila jednak minęła, a ona ponownie stała się tym, w kogo zmieniła się tamtego wiosennego słonecznego dnia sprzed kilku lat. Kuba miał rację – była zimna i nieprzystępna. Już nie potrafiła być inna i nie miała siły na szukanie samej siebie w tej zmarzlinie, jaką stałą się jej serce. Strach przed tym, że ktoś mógłby ją zranić był nie do przezwyciężenia i dlatego była gotowa zrezygnować z Kuby i tego, co chciał jej dać, żeby nie dać się skrzywdzić. Wiedziała, że on miał dobre intencje, ale to były tylko intencje, które później zamienią się w coś obrzydliwego. Coś czego nie chciała nigdy poznać.
Dobrą bezsenną godzinę zajęło jej planowanie rozmowy z Kubą. Układała w głowie cały scenariusz, ale jak pokazało później życie, takie plany mają się nijak do rzeczywistości.
Z samego rana, gdy nikogo nie było już w domu, zjadła śniadanie i wyszła pospiesznie z domu. Chciała spotkać się z Kubą jak najszybciej. Mimo, iż wizyta w jego miejscu pracy nie była jednym z jej najmądrzejszych pomysłów, postanowiła zaryzykować.
Gdy znalazła się na terenie zakładu produkcyjnego, podpytała ochroniarza o lokalizację biur i niepewnym krokiem udała się w tamtym kierunku. W pewnej chwili zawahała się. Może Kuba jest bardzo zajęty i nie życzy sobie jakichś wizyt w miejscu pracy? Może taka rozmowa powinna odbyć się w mniej publicznym miejscu? Wszystkie „może” schowała jednak do kieszeni i doszła do wniosku, że jeśli Kuba będzie zajęty, to przynajmniej umówi się z nim na inny czas i miejsce.
W sekretariacie dowiedziała się, że Jakub wziął dzisiaj dzień wolny z powodu choroby. Trochę ją to zdziwiło, ale pomyślała, że może rzeczywiście się przeziębił czy coś i tym razem, zanim zacznie go nękać, postanowiła skontaktować się z nim telefonicznie. Niestety, po kilku nieudanych próbach poddała się, ale ponieważ czuła jakiś dziwny niepokój, zadzwoniła do Łukasza, żeby podpytać go, czy przypadkiem Kuba dzisiaj się z nim nie kontaktował. I tu niestety czekał na nią kolejny zawód. Łukasz nie miał od niego żadnych nowych informacji. Lena zdołała się jedynie dowiedzieć, że Kuba nie mieszka już z rodziną, tylko wynajmuje kawalerkę w niewielkim bloku na obrzeżach miasta.
Ponieważ była w pobliżu, postanowiła zaryzykować ten ostatni raz i spotkać się z nim w jego własnym mieszkaniu.
Pogoda na powrót wracała do łask, dlatego taki spacer wydał jej się czystą przyjemnością. Gdyby z powietrza i ziemi zniknęła jeszcze ta przenikająca kości wilgoć, jej humor znacznie by się poprawił.
Dwadzieścia minut później była na miejscu. Jej oczom ukazał się jednopiętrowy szeregowy blok. Pomimo dość nędznego wyglądu budynku, z którego tynk sypał się garściami, cała okolica wyglądała dość przytulnie. Wzdłuż niewielkiego metalowego płotku, za którym znajdowały się główne drzwi do klatek schodowych, rosły olbrzymie klony i kasztanowce, które rzucały na chodnik długie cienie.
Lena przystanęła pod jednym z takich drzew, po raz kolejny zerkając na SMS-a od Łukasza, żeby upewnić się, że znajduje się we właściwym miejscu. Gdy ruszyła z miejsca, nagle drzwi od jednej z klatek otworzyły się gwałtownie i stanęła w nich jakaś para. Zaczęli się obłapiać i całować bez opamiętania. Lena, zawstydzona miała się już odwrócić, ale coś ją powstrzymało. Stała w pewnym oddaleniu, ale nie miała wątpliwości, na kogo właśnie patrzyła. Mężczyzną, który w tym momencie przyciskał do siebie za pośladki kobietę, był, nie kto inny, tylko rzekomo od zawsze zakochany w niej Kuba. Chłopak, z powodu którego miała ogromne wyrzuty sumienia. Chłopak, przez którego nie mogła w nocy spać i którego przyszła przeprosić. Prawie zaśmiała się w głos, na myśl o swojej głupocie.
Stała tam i obserwowała chwile ten wybuch namiętności w biały dzień. Para nie czuła wstydu, czy choćby krzty skrępowania. Lena przyglądała się tej scenie, ponieważ chciała utrwalić sobie ten obraz, żeby wracać do niego za każdym razem, gdy poczuje wątpliwości i słabość. Taką, jaką zaszczepił w niej Kuba.
Dziewczyna o długich ciemnych włosach (i nie ta, którą spotkała wtedy pod pubem) obejmowała go ramionami za szyję i nie przestawała całować, a Kuba przez cały czas obmacywał ją po tyłku. Po chwili odsunęli się od siebie, głośno dysząc i śmiejąc się.
Lena zobaczyła już swoje. Nie była dłużej zainteresowana tym spektaklem, dlatego odwróciła się i jak najszybciej ruszyła w kierunku domu. Z każdym krokiem czuła ulgę i pewność, że podjęła w życiu właściwe decyzje.
*
Zamknął za sobą drzwi i wypuścił głośno powietrze z płuc. Przetarł dłońmi twarz, po czym rzucił się na rozłożoną, tonącą w rozmymłanej pościeli kanapę. Jego głowa dudniła, tak jakby ktoś ścisnął mu ją w imadle. Ledwie pamiętał zeszły wieczór, ponieważ wlał w siebie hektolitry wódki, z której do tej pory nie wytrzeźwiał.  Z powodu kaca musiał wziąć wolne w pracy. Musiał się jakoś ogarnąć. Najgorsze było to, że kiedy otworzył oczy, stwierdził, że nie jest w łóżku sam. Spod przykrycia wystawały ciemne, długie włosy i zgrabne smukłe udo.
Nawet nie zarejestrował momentu, w którym wrócił z tą dziewczyną do domu, nie mówiąc już o momencie, w którym nawiązał z nią znajomość.
Jak mógł być tak durny? No tak, Lena. Wszystko wracało do niej, jak jakiś bolesny bumerang. Winił ją za wszystkie swoje niepowodzenia, nawet za jego przygodny seks, pomyślał gorzko i ponownie przejechał rękoma po twarzy. Czuł się parszywie pod każdym możliwym względem. Najchętniej znowu otumaniłby się alkoholem, żeby po prostu nie myśleć. Ani o niej, ani o tym, jak się teraz czuł.
Zaczynała do niego wracać rzeczywistość, a wraz z nią wszystko, co go dręczyło. Samotność i stagnacja były do zniesienia, kiedy mógł się mamić jakąś bliżej nieokreśloną przyszłością z Leną. Teraz, kiedy wiedział, że ta przyszłość nigdy nie nadejdzie, czuł jedynie pustkę, która pochłaniała go, jak czarna dziura, wysysająca z niego wszystko, co dobre.
Oddałby w tej chwili wszystko, żeby cofnąć czas do momentu, w którym spotkał ją w pubie, tydzień temu. Boże, wszystko zrobiłby zupełnie inaczej. Wszystko popsuł. Mimo tego, co mu powiedziała, czuł, że sam przypieczętował jej odrzucenie, przez to jak się wtedy zachował. Gdyby nie to, mogliby się do siebie zbliżyć w ten, czy inny sposób. Mógłby jej pokazać, jak bardzo mu na niej zależy bez konieczności wyznawania tego na głos i wzbudzania w niej popłochu.
Tylko ten jeden raz, gdy znalazł się z nią na tarasie jej rodzinnego domu, czuł się w pewien sposób spokojny i szczęśliwy. Przez ten krótki moment był przekonany, że wszystko będzie już dobrze. Miał pewność, że to za sprawą jej obecność.
Leżał w bezruchu dobrą chwilę, zanim sięgnął po telefon, który wyłączył zaraz po wzięciu urlopu na żądanie. Po chwili przyszło do niego kilka SMS-ów, informujących o numerach, które próbowały się nim skontaktować podczas jego mentalnej niemocy.
Przeglądał numery i z zaskoczeniem stwierdził, że jednym z nich jest numer Leny. Wybrał go bezzwłocznie, ale Lena nie odbierała. Ani za pierwszym, ani za drugim, ani za następnymi razami. Pełen niepokoju wysłał jej SMS-a.
Próbowałem oddzwonić, ale nie odbierasz. Odezwij się.
Odczekał chwilę i spróbował ponownie. Może zachowywał się natrętnie, ale nie mógł się uspokoić na myśl, że próbowała się z nim skontaktować, a on w tym czasie był zajęty pozbywaniem się nadprogramowego towarzystwa i kolejny raz przez swoją głupotę, przegapił taki moment.
Kiedy po raz kolejny miał wybrać jej numer, na wyświetlaczu pojawiła się informacja o przyjściu SMS-a. Odczytał go natychmiast.
Już nieważne. Sorry.
Zmarszczył brwi. Tylko tyle? Jak to już nieważne? Wszystko, co miała mu powiedzieć było ważne, nawet jeśli nieaktualne, to dla niego wciąż ważne.
Dla mnie wszystko, co dotyczy ciebie jest ważne.
Napisał bez zastanowienia i czekał na jej odpowiedź, jak rozdygotany nastolatek. Kiedy usłyszał dźwięk przychodzącej wiadomości z wrażenia omal nie zrobił dziury w wyświetlaczu, kiedy chciał otworzyć SMS-a.
Jasne...
Co? O co jej chodziło? Ale zanim zdołała to wyjaśnić, na telefonie pokazało się imię Łukasza. To nie był dobry moment, pomyślał, ale odebrał telefon.
– Co tam? – zapytał bez zbędnego przywitania.
– A nic. Chciałem tylko wiedzieć, czy widziałeś się dziś z Leną? – powiedział i wprawił go tym w jeszcze większą konsternację.
– Dlaczego miałbym się z nią widzieć? – zapytał natychmiast, czując jak jego konsternacja zmienia się w strach.
– Nie było jej u ciebie? Dzwoniła do mnie, pytała o twój adres, więc założyłem, że się do ciebie wybiera, ale może coś mi się pokręciło – odpowiedział, z lekkim wahaniem.
Nagle wszystko zaczęło łączyć się w niezbyt ciekawą całość. Kurwa! Kurwa! Kurwa! Zrobiło mu się gorąco i rzucił się do okna, żeby otworzyć je na oścież.
– Musze już kończyć. Pogadamy później – rozłączył się i wdychając świeże powietrze, zaczynał układać skotłowane myśli.
Musiała tu być. Lena musiała widzieć mnie i tę pindę, która przypałętała się znikąd. Jezu.
Prawie się porzygał na myśl o tym, co musiała zobaczyć. Widziała go jak ślinił się z tą zdzirą i to dzień po tym jak wyznał jej miłość. Pewnie ma go za ostatniego chuja. Jak mógł tak kolejny raz spartaczyć? Po jaką cholerę sprowadził tę dziewczynę, której imienia nawet nie chciał znać. Co chciał tym osiągnąć?
Lena chciała z nim pogadać, może dać mu szansę, może po prostu zaproponować przyjaźń. Cokolwiek chciała mu dać, wziąłby to bez szemrania. Teraz…Teraz było już za późno. Boże, dlaczego jego życie przypominało jakiś chory spektakl, nad którym nie panował.
W panice zaczął się ubierać, nie zwracając uwagi, co na siebie nakładał. Złapał ze stołu kluczyki od samochodu, ale w przypływie jasności umysłu, rzucił je w to samo miejsce. Miał dość kłopotów i bez prowadzenia samochodu na kacu.
Po dziesięciu minutach był już pod jej domem i nie chcąc tracić czasu, nacisnął dzwonek. Dosłownie po sekundzie drzwi otworzyła matka Leny i Łukasza. Na jego widok uśmiechnęła się i ciągnąć za sobą dużą torbę podróżną na kółkach wyszła na zewnątrz. Była pilotem wycieczek i zapewne to jeden z jej wyjazdów, pomyślał od razu.
– Dzień dobry – przywitał się z nią.
– Cześć Kuba. Łukasza nie ma, ale będą z Madzią za niedługo – opowiedziała, otwierając pilotem swój samochód, srebrną hondę civic.
– Właściwie to ja przyszedłem do Leny – powiedział szybko, na co ona uśmiechnęła się lekko zaskoczona, a potem skinęła głowa w stronę drzwi wejściowych.
– Wejdź, jest w kuchni. Ja już musze lecieć. Cześć – rzuciła, chowając się w samochodzie.
Kuba ochoczo skorzystał z jej zaproszenia. Przynajmniej nie będzie musiał bawić się w kotka i myszkę z jej córką. Lena zapewne nie będzie chciała z nim rozmawiać. To mu ułatwi sprawę.
Wszedł niepewnie do zaciemnionego korytarza, który przechodził w dużą jasną kuchnię, połączoną częściowo z salonem. Przystaną na chwilę w drzwiach, przyglądając się drobnej sylwetce Leny. Dziewczyna stała oparta o blat kuchenny i wpatrywała się w okno przesłonięte do połowy beżową roletą. Z zamyślenia wyrwał ją gwizd czajnika.
Kuba nie chciał zachowywać się jak podglądacz, dlatego chrząknął i zrobił krok w przód. Lena drgnęła i odwróciła się w jego stronę. Gdy go spostrzegła, zmarszczyła brwi.
– Co tutaj robisz? – zapytała od razu. – Łukasza nie ma – dodała, odwracając się i zalewając herbatę, czy co tam sobie przygotowywała do picia.
– Przyszedłem do ciebie. Nie chciałaś napisać, o co chodzi, więc jestem osobiście – wyjaśnił.
– Przecież ci napisałam, że to już nieważne. Czego w tym nie zrozumiałeś? – powiedziała zimno, ewidentnie podminowana.
– A ja ci napisałem, że wszystko, co dotyczy ciebie jest dla mnie ważne. Zrozum to wreszcie – powiedział robiąc kolejny krok w przód.
– Nie powinieneś być teraz w pracy? – zapytała niespodziewanie, wytrącając mu z głowy przemówienie, które trenował przez całą drogę.
– Wziąłem wolne – powiedział zwięźle.
– Aha – opowiedziała tylko. – Posłuchaj, nie mam teraz czasu na pogawędki o niczym. Zaraz muszę wychodzić, także streszczaj się, bo tak jak ci napisała, wszystko, co chciałam ci powiedzieć wcześniej jest już nieaktualne.
– Widziałaś mnie, tak? – zapytał wprost, nie tracąc czasu na podchody i tematy zastępcze. – Mnie i tę dziewczynę – sprecyzował. – Jeśli tak, to…to nic nie znaczyło.
Ku jego zaskoczeniu, kuchnia rozbrzmiała głośnym lodowatym śmiechem. Po chwili Lena otarła z oczu łzę rozbawienia i chwyciwszy za kubek gorącego napoju, usiadła przy stole, gdzie zaczęła go powoli sączyć.
– Już? – zapytała. – Nie mam na to czasu. Spieszę się – i wbrew jej słowom wzięła kolejny powolny łyk.
– Jezu, dlaczego tak się zachowujesz? Dlaczego nie powiesz, po co chciałaś się ze mną spotkać. Skoro nic cię nie ruszyło to, że zobaczyłaś mnie z kimś innym, to dlaczego tak się zachowujesz? – podszedł do stołu i położył ręce na oparciu krzesła.
– Okej. Powiem ci, po co chciałam się z tobą zobaczyć, żebyś nie wyciągnął z tego jakichś niewłaściwych wniosków – powiedziała z uśmiechem, który go zmroził od środka. – Łukasz opowiedział mi wczoraj historię…twojej wielkiej miłości do mnie – znowu się uśmiechnęła, a tym razem odczuł to jak kopniak w brzuch. – Łącznie z twoim nocnym wyczynem, po którym ze wstydu usunąłeś się w cień. Chciałam z tobą pogadać, bo zrobiło mi się ciebie szkoda, a wczoraj nie miałam szansy, kiedy po raz kolejny stchórzyłeś. Kiedy byłam już pod twoim domem, zauważyłam, że jesteś… „zajęty” – zrobiła palcami cudzysłów, wypowiadając ostatnie słowo. – Nie chciałam ci przeszkadzać i stwierdziłam, że może wcale nie potrzebujesz rozmowy, bo już ci przeszło. To tyle Kuba. Mam nadzieję, że nie przypisywałeś temu zbyt wiele – wzruszyła ramionami.
Kuba czuł, jak jego własna czarna dziura pochłania ostatnie resztki światła, które były gdzieś tam bardzo głęboko w jego wnętrzu. Tym właśnie dla niej był – żałosnym tchórzem, który nie miał odwagi o nią zawalczyć.
– Bardzo łatwo jest wydawać wyroki Lena, kiedy nie wiesz wszystkiego. Najwyraźniej mnie nie znasz, a teraz wiem, że nigdy nie chciałaś i nie chcesz mnie tak naprawdę poznać – wziął głęboki oddech, próbując opanować uczucie duszności. – Nic nie jest tylko czarne i tylko białe. Nic nie jest tak proste, jak próbujesz sobie tłumaczyć.
Lena nagle wstała, odsuwając z głośnym szurnięciem krzesło, na którym siedziała.
– Jesteś taki jak każdy facet – parsknęła. – Próbujesz dorabiać teorie i usprawiedliwienia do swoich żałosnych i godnych politowania zachować – jej zielone oczy zmieniły się w dwa ostre i zimne szmaragdy. – Myślisz, że ile ja mam lat? Pięć? Wystarczająco dużo się naoglądałam, żeby móc oceniać i wydawać wyroki – na powrót usiadła na krześle. – I to nie mi powinieneś się tłumaczyć, tylko tej twojej dziewczynie, z której zrobiłeś pośmiewisko pod pubem – zakończyła, nie patrząc na niego.
Kuba nie mógł wyzbyć się wrażenia, że ona nie mówiła tylko o nim, że było w tym coś więcej, czego nie mógł wyłapać, ani dotknąć.
– Nic, co teraz powiem, nie zmieni tego, co o mnie myślisz. Nic, ani to, że Gosia to przyjaciółka, która przypisała naszej znajomości zbyt wiele, ani to, że wczoraj schlałem się na umór i ledwie pamiętam, co robiłem i że dziewczyna, z która mnie wczoraj widziałaś nic dla mnie nie znaczyła. Nic tego nie zmieni, bo tak jest ci łatwiej – potarł ręką po szyi, aż poczuł piekący ból. – Nie jestem z siebie dumny. Zrobiłem w życiu mnóstwo głupot i chciałbym je wymazać z pamięci, tak jak tę wczorajszą noc, jak i to jak cię potraktowałem wcześniej – wypuścił głośno powietrze. – Ale nie umiem tego wymazać i muszę z tym żyć – ścisnął mocno szczebelki drewnianego krzesła i kontynuował: – A co do mojego nocnego wyczynu…może dla ciebie to zabawne, ale dla mnie to było ważne…byłem wtedy młody, głupi i nie wiedziałem co robię. Wiedziałem jedynie, że jestem w tobie zakochany i że tylko z tobą chcę być. Tak czułem wtedy…tak czuję i teraz i… – jego głos załamał się, a z oczu poleciała najpierw jedna, a potem druga łza, które zatrzymały się na jego T-shircie. – Chciałem i chcę, żebyś była szczęśliwa. Byłem zbyt młody, żeby móc ci to zagwarantować, dlatego posłuchałem…posłuchałem Łukasza i odsunąłem się od ciebie i teraz widzę, że to był mój największy błąd, którego nie umiem naprawić.
Wytarł dłonią oczy i wziął głęboki wdech, żeby nie dać jej dalszych powodów do myślenia o nim, jak o żałosnym nieudaczniku.
Lena wpatrywała się w swój kubek. Z jej twarzy zniknął chłód, a pojawiła się rezygnacja.
– Masz rację Kuba, ja nie jestem właściwą osobą, która mogłaby cię oceniać, czy wytykać ci błędy, bo tak jak zauważyłeś nie znam cię, tak jak i ty nie znasz mnie, ale to, czego się dowiedziałam i co zobaczyłam w ciągu tego krótkiego tygodnia…dało mi pewien obraz – podniosła oczy znad kubka i wypuściła powietrze z płuc. – Doceniam twoją szczerość, ale ja…ja nigdy nie mogłabym ci zaufać. Nigdy Kuba. Przykro mi.
– Nie Lena. To mi jest przykro. To mi jest cholernie przykro – powiedział, po czym odwrócił się i wyszedł z domu, zatrzaskując za sobą drzwi.
Nie widział ludzi, ani budynków, po prostu chciał stąd odejść. Jak najdalej i jak najszybciej. Jeszcze nigdy w swoim całym życiu nie przeżył tylu zawodów i nie doświadczył tyle bólu, ile w ciągu zaledwie tego jednego tygodnia. Sam był sobie winien. Pozwolił sobie na tę kurewską nadzieję, gdy Lena znowu pojawiła się w jego życiu. Tak bardzo chciał, żeby dała mu szansę, żeby dała szansę im, że popełniał błąd za błędem. Zaprzepaścił to już dawno temu, kiedy odsunął się od niej, a potem był zbyt wielkim tchórzem, żeby do niej wrócić. Powinien był rzucić wszystko, znaleźć ją i zrobić wszystko, żeby dała mu szansę. Nie zrobił tego, tylko próbował bawić się w związek, który był z góry skazany na porażkę. Nie mógł nikogo pokochać, bo był zdolny do kochania tylko jednej osoby i tą osoba była Lena. Była i jest miłością jego życia, a teraz…teraz już nie miał nic.
Po godzinie znalazł się na powrót w swoim obskurnym mieszkaniu i zamknął za sobą z trzaskiem drzwi. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił było wyciagnięcie z lodówki wódki, którą trzymał tam od jakichś dwóch miesięcy i po prostu wziął duży łyk prosto z butelki. Potem następny i następny, aż napełniona do połowy butelka została opróżniona co do kropli.
Nie chciał niczego czuć, ani o niczym myśleć. Rzucił się na niezaścielone łóżko i okrył się kołdrą, a po chwili jego ciałem wstrząsnął dławiący szloch, którego nawet nie próbował powstrzymywać. Nikt przecież nie mógł go teraz zobaczyć, przed nikim nie musiał się wstydzić.
      Był sam.
      Zawsze był sam.

7 komentarzy:

  1. Ta historia wciągnęła mnje bez reszty:) cudowna jest i mam nadzieję, że niedługo będzie ciąg dalszy:) czekam z niecierpliwością;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow niesamowite .czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  3. Uch... No przyznać muszę, że nie oszczędzasz bohaterów... aż się boję co będzie dalej, ale zarazem jak najszybciej chcę kolejny rozdział! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby wyszła tęcza, musi najpierw przejść burza...;)

      Usuń
  4. Jeden krok w przód dwa w tył. Jak juz myślę że będzie w miarę to jest wielkie "bam" i znów źle. Oj zaczynają się te grzmoty już. Lena jest.bardzo uparta, zaczyna mnie to denerwować, nie chce dać mu szansy,.nie chce dać szansy sobie. Wszystkich facetów wrzuciła do jednego wora. Obudź się kobieto bo może być za późno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka prawda, jej upór, uraz i jego pech daje własnie coś takiego...ale trzeba się zaopatrzyć w cierpliwość, zanim wyfrunął jednorożce Agatko :D

      Usuń
  5. no co za uparciuchy :( jak już fajnie zapowiada się rozejm znów któreś coś zepsuje aż mi ich szkoda normalnie :( A rozdziałek super . El@

    OdpowiedzUsuń