poniedziałek, 5 października 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 9



      Mijała dwudziesta, słońce chowało się już na horyzoncie, ale na dworze wciąż było widno. Po słonecznym dniu przyszła pora na pogodny ciepły wieczór, który był zwiastowany przez koniki polne w trawie i ku rozdrażnieniu Leny, stada komarów. Pomimo ich uciążliwości, owinięta kocem uparła się, że spędzi cały wieczór na tarasie. To miejsce było jej ulubionym miejscem w domu. Uciekała tu, gdy chciała pobyć sama i gdy wiedziała, że nikt z domowników tu za nią nie przyjdzie. Mama wyjechała z wycieczką, ojciec spędzał wieczór u kupla, oglądając mecz (tak przynajmniej twierdził), a jej brat z Magdą pojechali na zwiedzanie pięknej starówki w sąsiednim mieście. Była tylko ona i zasypiający dzień.
Po tym jak spędziła trzy godziny sprzątając każdy najmniejszy kąt w domu, czuła się wypompowana, ale dzięki temu choć na chwilę wyłączyła głowę. To był jej sposób na odreagowanie silnego stresu, albo równie dużych zmartwień.
Sięgnęła po kieliszek czerwonego wina i wzięła duży łyk. Bardzo potrzebowała w tej chwili czegoś, co pomoże jej zasnąć albo przynajmniej uśmierzyć ucisk w sercu. Choćby nie wiadomo ile wylała z siebie jadu w postaci podłych słów i choćby nie wiadomo ile razy zaśmiała się szyderczo, to nie mogło przynieść jej satysfakcji, ponieważ tak naprawdę to nie była ona. Ona nie była okrutna i podła. Nie była zimna i nieczuła. To była tylko gra, której przedstawianie bolała ją równie mocno, jak osobę, przed którą ją odgrywała. 
Nie mogła tak naprawdę znienawidzić Jakuba, bo on na to nie zasłużył. Nie chciał jej skrzywdzić. Widziała to dzisiaj w jego oczach i poczuła ogromny, przytłaczający wręcz żal, tak jakby odrzuciła coś, co było jej przeznaczone. Lena nie była infantylną romantyczką. Twardo stąpała po ziemi, ale przebywając z Kubą całkowicie zapominała o swojej fasadzie, której potrzebowała do utrzymania zdrowia emocjonalnego. Chciała być przy nim sobą, nawet wbrew sobie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Właśnie dlatego tak mocno ją zabolało to, co zobaczyła przed jego mieszkaniem. Poczuła się tak, jakby to ją zdradził, chociaż nic ich nie łączyło i nie byli sobie nic winni. Ale wyznał jej miłość i to dwukrotnie, a chwilę po tym znalazł sobie dziewczynę i spędził z nią noc, tak jakby to, co jej powiedział nie miało żadnego znaczenia. Jakby ona nie miała znaczenia.
Pokręciła głową, wpatrując się w las przed sobą i zadrżała od chłodnego i wilgotnego podmuchu.
To wszystko było strasznie skomplikowane, a sprawy nie ułatwiał sam Kuba, który z jednej strony zachował się, jak każdy inny facet, którym Lena powinna gardzić, a z drugiej strony próbował się do niej zbliżyć i zapewnial, że chce jej szczęścia.
Ale to nie miało już żadnego znaczenia. Teraz było już za późno. Na wszystko było już za późno, dlatego nie powinna się tak zadręczać. Powinna o nim zapomnieć, zupełnie tak jak on zapomniał o niej, gdy znalazł sobie dziewczynę na noc. Najprawdopodobniej właśnie w tej chwili Kuba znajduje pocieszenie w ramionach kogoś innego i Lena nie musi się nad nim litować.
W brew sobie poczuła ukłucie w sercu, którego nie potrafiła zidentyfikować, ale podejrzewała, że właśnie doświadczała zazdrości. Nigdy nie była o nikogo zazdrosna i to uczucie wywołało w niej niepokój.
Potarła palcami skronie w nadziei na odgonienie pulsującego bólu głowy, który zaczynał być coraz bardziej dokuczliwy. Odstawiła wino, oparła głowę o poduszkę i przykryła się kocem. Nie minęło nawet pięć minut, a usłyszała na korytarzu głośny tupot kroków, a po chwili na tarasie pojawili się Łukasz i Magda.
– Sorry Lena, nie wiedzieliśmy, że tu jesteś – powiedział jej brat i razem z Magdą zaczęli się wycofywać.
– Nie, zostańcie. Ja już idę do środka. Chyba się już położę, bo pęka mi głowa – powiedziała, ściskając oburącz skronie, żeby powstrzymać to straszne pulsowanie.
Łukasz wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Magdą i po tym jak cmoknął ją w skroń ta weszła do środka, zostawiając ich samych. Łukasz podszedł do ławki i przysiadł na niej, opierając łokcie na kolanach.
– Byłem dziś u Kuby – powiedział bez owijania w bawełnę.
Lena westchnęła głęboko, gotowa zakończyć ten temat, zanim na dobre się rozpocznie, ale zanim zebrała myśli porozrzucane po głowie przez ostry atak migreny, Łukasz kontynuował dalej.
– Wyglądał jak gówno – popatrzył jej prosto w oczy. – Powiedział mi co się dziś wydarzyło…między wami.
– Posłuchaj Łukasz – przerwała mu, żeby nie dać wciągnąć się w jakieś niepotrzebne przepychanki słowne. – Nie obraź się, ale to naprawdę nie jest twoja sprawa. Poza tym nie ma o czym gadać – chciała wstać, ale Łukasz przytrzymał ją za rękę.
– Nie zachowuj się tak. Przecież ja do niczego cię nie zmuszam i jeśli nie chcesz niczego z Kubą, to twoja sprawa. Nic mi do tego, ale jeśli robisz to tylko dlatego, że myślisz, że on właśnie taki jest…że zabiera panienki na noc i się nimi bawi, to mylisz się. Znam go trochę i wiem, że nigdy taki nie był. Po prostu zrobił głupotę i tyle.
W Lenie wszystko się zagotowało. Jak mógł go bronić? To ona była jego siostrą i to po jej stronie powinien stanąć, a nie po stronie człowieka, który tak ją potraktował. Wciąż owinięta w koc wstała gwałtownie z ławki i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
– No cóż, nie dziwi mnie, że go bronisz – prychnęła pogardliwie, nawet na niego nie patrząc. – Jesteś taki sam jak on.
– Słucham? – zapytał zdezorientowany.
Lena podświadomie wiedziała, że nie powinna się już dalej odzywać, bo przysporzy tym sobie problemów, ale cienka linia, która dzieliła ją od wybuchu właśnie została przekroczona i nie było z niej powrotu.
– Jesteś taki jak on! – krzyknęła. – Myślisz, że pieprzenie się z przygodną laską to nic złego, oby tylko nikt się o tym nie dowiedział! – pokręciła głową. – Powinnam się była spodziewać, że będziesz stawał po stronie człowieka, który nazwał twoją siostrę zimną suką, bo przez nieporozumienie odwołała z nim spotkanie. Dla ciebie takie postępowanie to normalka.
– Co ty gadasz? Kiedy tak do ciebie powiedział? – Łukasz podniósł się gwałtownie z miejsca, strącając kieliszek z winem na płytki, którymi był wyłożony cały taras.
– Jezu! – krzyknęła ze złości, frustracji i bólu. – Nie chcę mieć nic wspólnego z twoim kolegą, więc z łaski swojej przestań odgrywać przede mną jego adwokata i daj mi święty spokój! – wykrzyczała mu w twarz. – Zajmij się sobą i nie wpierdzielaj się w moje życie i moje sprawy.
– Co się z tobą dzieje? Nie wpierdzielam się tylko chcę, żebyś wiedziała o wszystkim – stał w miejscu, a na jego twarzy malowało się niedowierzanie. – A to co powiedziałaś o mnie? – zawahał się, po czym popatrzył jej w oczy, w których ujrzała smutek i zawód – Nigdy nie spodziewałem się usłyszeć od ciebie czegoś podobnego.
Po tych słowach odwrócił się i wyszedł z tarasu, zostawiając ją osłupiałą i równie zranioną. Usiadła ponownie na ławce i nie potrafiąc powstrzymywać dłużej łez, dała im upust w postaci głośnego szlochu, który wstrząsnął jej ciałem, jakby zostało rażone prądem.
Nie chciała krzywdzić Łukasz. Był przecież jej jedynym bratem, ale miała już tego dość. Już zbyt mocno nadwyrężono jej zaufanie i naruszono jej wewnętrzny spokój. Nie chciała się już tak czuć. Nie chciała mieć nic wspólnego z Kubą, który miał zdolność ranienia jej w nienamacalny, ale pozostawiający blizny sposób.
Po kilkunastu minutach zeszła z tarasu powolnym krokiem, ponieważ obawiała się, że jej głowa wybuchnie pod mocniejszym stąpnięciem. Ledwie dotarła do pokoju a padła na łóżko. Ręką zgasiła lampkę, stojącą na biurku i zamknęła oczy. Nie minęła minuta, a zasnęła głębokim snem, który powoli uwalniał ją od silnego bólu głowy i bólu serca. Ten drugi w przeciwieństwie do migreny, powróci zaraz po otworzeniu oczu.


 *
– A co z zakupem nowych maszyn? – zapytała pani Ela, firmowa księgowa, pulchna kobieta, dobiegająca sześćdziesiątki.
Kuba zerknął na nią znad laptopa, po czym wygiął się w tył na fotelu obrotowym i założył rękę na rękę.
– Pani Elu, dam pani znać jutro z samego rana – uśmiechnął się do niej, chcąc ją udobruchać i jednocześnie zamaskować to, że kompletnie o tym zapomniał.
– Tylko, żeby to było do dziewiątej panie Jakubie. Do jedenastej muszą wystawić proformę, inaczej przerzucą zamówienie na następny miesiąc – popatrzyła na niego srogo zza okularów w grubych czerwonych oprawkach.
– Tak, wiem. Na pewno dam pani znać z samego rana.
Pani Ela przytaknęła tylko skinieniem głowy i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Kuba wypuścił z ust powietrze, po czym przejechał dłonią po swoich krótkich włosach. Taka ważna sprawa, a on zapomniał. Tak po prostu zapomniał o zamówieniu na prawie sto tysięcy złotych. Niech to szlag. Szybko wykonał telefon do szefa z prośbą o maila, w którym ten potwierdza złożenie zamówienia, żeby jak najszybciej to sfinalizować. Zanim wyszedł z biura, zdążył jeszcze przekazać informację pani Eli, dzięki której nie zwalił tej sprawy do końca.
Od chwili, w której opuścił dom Leny po ich rozmowie w kuchni, nie potrafił normalnie funkcjonować.
Najpierw sponiewierał się do zgonu, wychylając dwie półlitrowe butelki wódki, a potem dwa dni spędził z głową zwieszoną nad sedesem. Nic nie jadł, ani nie pił, przez co przez tydzień schudł ponad pięć kilo i niemal się całkowicie odwodnił. 
Zdawał obie sprawę, że zachowuje się lekkomyślnie i destrukcyjnie, ale sama świadomość tego nie pomagała w zachowaniu zdrowego rozsądku. Chciał chociaż na chwilę przestać czuć. Nie chciał się już dusić w środku, co odczuwał za każdym razem, gdy w jego głowie pojawiała się scena sprzed kilku dni. Mało tego, że myślał o Lenie w dzień, to jeszcze śnił o niej w nocy. Każdej cholernej nocy.
Nie miał pojęcia co się z nim działo. To uczucie smutku i beznadziei było tak głębokie, że odbierało mu wszelką ochotę do życia.
Kiedy zamykał oczy widział tylko ją. Była jego przekleństwem i jedynym źródłem szczęścia. Tak jakby magazynowała je głęboko w sobie i częstowała go nim według własnego uznania, jak kostkami z tabliczki czekolady, która nigdy się nie kończy.
Dlaczego Lena nie potrafiła zrozumieć, że należała do niego od chwili, w której ją tylko zobaczył? Dlaczego tego nie rozumiała? Ona była tym, co wprawiało go w ruch i pchało do przodu, a on mógłby stać się tym samym dla niej, gdyby mu tylko na to pozwoliła.
Patrzył na nią i widział, że nie była do końca szczęśliwa. Wisiał nad nią cień, który przykrywał jej oczy i ciążył na jej każdym uśmiechu. Jakub nie miał pojęcia, co było tego przyczyną, nie widział jej przecież od kilku lat, ale był pewien, że coś w jej życiu nie było w porządku. Wciąż była sama, nigdy nie widział jej z jakimś facetem, co dla niego było bardziej niż okej, ale to nie znaczyło, że i dla niej taka sytuacja była w porządku. Musiała być bardzo samotna, chociaż Kuba mógłby się założyć, że wcale nie musiało tak być.
Sposób, w jaki wyrażała się o mężczyznach – z pogardą, wręcz wstrętem – dało mu do myślenia. Może tu nie chodziło o niego? Może Lenę ktoś skrzywdził albo zdradził i bała się zaufać jakiemukolwiek mężczyźnie? A może on sam wciąż nie może pogodzić się z jej odrzuceniem i nagina rzeczywistość do swoich potrzeb?
Chryste, co za bajzel.
Do pracy wybrał się dziś pieszo, żeby przewietrzyć głowę, a poza tym nie spieszyło mu się do tego obskurnego mieszkania, w którym czuł się bardziej niż samotny. Uciekał z niego, pod byle pretekstem. Tak było też dziś, kiedy dostał telefon od Krzyśka, któremu od razu dał się namówić na kolejny mecz do pubu. Kuba nie miał na to wszystko ochoty, ale jeszcze mniejszą ochotę miał na zostanie sam na sam ze swoimi myślami, wpatrując się w popękany sufit swojej kawalerki, która była tak mała, że jeden pokój robił za kuchnię, salon i sypialnie, a jedynym oddzielnym pomieszczeniem była równie mikroskopijna łazienka.
Mimo wszystko cieszył się, że nie musiał mieszkać w mieszkaniu matki i znosić jej ciągłe ataki na przemian depresji i nadpobudliwości. Zdawał sobie sprawę, że była chora, ale czy to oznaczało, że musiał chorować razem z nią? Dla niego odpowiedź była oczywista, dlatego walcząc z ogromnym poczuciem winy, zdecydował się od razu na wynajęcie czegoś tylko dla siebie.
Było dwadzieścia po szesnastej, kiedy dotarł do domu. Od razu zrzucił z siebie koszulę i założył zwykły T-shirt i szare dresowe spodnie. Odgrzał sobie wczorajszy obiad, który kupił w niewielkim barze mlecznym przy pracy i zjadł go w pośpiechu, popijając wodą mineralną.
Zanim zaczął się zbierać, nastawił pranie i pozmywał naczynia, piętrzące się w zlewie od kilku dni w zlewie. Nigdy nie był niechlujem i brudasem. To jedna z niewielu rzeczy, którą zawdzięczał matce. Wpoiła w nich wszystkich umiłowanie do porządku i schludności, inaczej przy jej ciągłej absencji – czasami fizycznej, a czasami tylko mentalnej – zarośliby brudem.
O dziewiętnastej wyszedł z mieszkania i skierował się w stronę pubu, w którym zawsze spotykali się przy piwie. Po przekroczeniu progu lokalu od razu wypatrzył Krzyśka i Damiana. Z ulgą stwierdził, że nie ma z nimi Pawła, na którego wciąż był wkurwiony. Przywitał się machnięciem ręki i podszedł do baru, żeby zamówić sobie piwo. Usiadł przy okrągłym drewnianym stoliku – dokładnie przy tym samym, przy którym siedział tamtego wieczora, gdy po tak długim czasie zobaczył znowu Lenę.
– Wyglądasz jak gówno – powitał go przyjaźnie Krzysiek.
– Ja ciebie też kocham – odpowiedział mu, biorąc spory łyk piwa.
– Serio. Chory jesteś czy co? – nie dawał za wygraną. – Zarażasz?
– O ile gigantycznym kacem można się zarazić.
Krzysiek parsknął, a Damian zatrzymał wzrok na głównych drzwiach wejściowych, przez które wszedł właśnie Łukasz. Skinął im na przywitanie i tak jak on przed chwilą, skierował się w pierwszych krokach do baru po piwo. Właśnie rozpoczynał się mecz, dlatego prawie wszystkie głowy zwróciły się w stronę największego telewizora, zawieszonego tuż przy wejściu.
Łukasz siadając przy stoliku, zmierzył go wzrokiem, jakby chciał się upewnić, że to on, a nie jego zły brat bliźniak.
– Jak tam? – zagadnął go na tyle cicho, żeby nie ściągać uwagi chłopaków, którzy w skupieniu oglądali mecz.
– Jak widać – opowiedział, siląc się na swobodny ton. – Cudownie – dodał ironicznie.
– Gadałem z nią – odezwał się po chwili, co przyciągnęło jego uwagę, chociaż próbował nie dać tego po sobie poznać. – I teraz to ja jestem „taki jak wszyscy faceci”, bo cię bronię – wziął spory łyk piwa i przełknął go ciężko. – Nie wiem, co się z nią dzieje. Nigdy tak się nie zachowywała.
– Co tam plotkujecie, dziewczęta? – zapytał Krzysiek, który na chwile oderwał głowę od ekranu telewizora. – Kłopoty z Madzią? Kiedy z tobą skończy, to ja ją zaklepuję – zwrócił się do niego i Damiana.
– Wal się – Łukasz zmrużył oczy, ostrzegając go tym. – I tak nie miałbyś żadnych szans. Nie gustuje w kolesiach wyglądających jak dupa pawiana.
Kuba zaśmiał się, ale w środku cały czas czuł ucisk, który nasilał się z każdą mijającą sekunda.
– A gdzie Paweł? – zapytał Damian.
– Wyrwał jakąś laskę. Chyba dobiera jej się teraz do majtek – prychnął subtelnie Krzysiek i wskazał ręką drzwi. – O wilku mowa.
Wszyscy zwrócili się w tamtą stronę, a Kuba zamarł w miejscu z butelką przy ustach.
– Sorry Łukasz. Nie wiedziałem, że chodziło o twoją siostrę – zreflektował się Krzysiek.
Łukasz zmierzył zmrużonymi oczami parę, która zamawiała właśnie coś przy barze, a potem zerknął w jego stronę.
Kuba próbował z całych sił odwrócić wzrok, ale nie był w stanie tego zrobić. Jak w transie obserwował jej luźna jasnozieloną sukienkę, długie rozpuszczone włosy, które zaczesywała ręką do góry, a te opadały leniwie na jej ramiona. Patrzył na jej uśmiech, który należał tylko do niego, a który dawała w tej chwili Pawłowi. Nie mógł oderwać oczu od Pawła, który stał tak blisko niej, że co chwilę dotykał swoim nagim łokciem jej ramię. Kuba nie mógł na to patrzeć, ale jednocześnie nie mógł odwrócić wzroku. Jakim prawem stał tak blisko niej? Jakim prawem wdychał jej zapach? Dlaczego ona mu na to pozwalała?
Nie potrafił objąć rozumem, tego co się właśnie działo.
Paweł zerknął w ich stronę. Zaskoczony przystanął w miejscu. Szybko odzyskał rezon i szepnął coś do ucha wciąż nieświadomej ich obecności Leny. Ta odwróciła się powoli, a jej wzrok padł w pierwszej kolejności na niego, co wywołało w jego sercu jakąś burzę, bo teraz zaczęło przewracać się w jego piersi, jak porwany przez tornado dom.
Widział, jak dziewczyna bije się ze swoimi myślami i jak mocno próbowała zbagatelizować tę całą sytuację. Chciała mu też pokazać, że to, co się między nimi wydarzyło wcześniej nie ma znaczenia. Że już o tym zapomniała. Że już zapomniała o nim. Wiedział, że udawała. Wyczytał to wszystko z jej oczu, bo tylko ich nie potrafiła na czas skontrolować. Ja wiem Lena. Ja wiem, że nie jesteś taka, jaką udajesz. Nigdy taka nie byłaś
Nagle Lena złapała Pawła za łokieć i powiedziała mu coś na ucho, po czym oboje odwrócili się w stronę wyjścia, nie obdarzając ich jakimkolwiek słowem, czy machnięciem ręki.
Przy ich stoliku zapadła kłopotliwa cisza, która pomimo gwaru dochodzącego z sąsiednich stolików i głośników wwiercała się im w uszy. Jego serce wciąż szalało w piersi, a szum krążącej w okolicach uszu krwi zagłuszał każdą myśl w głowie.
Gwałtownie podniósł się z miejsca, głośno szurając krzesłem, ale w tym samym momencie Łukasz złapał go za ramię.
– Daj spokój – wysyczał.
Kuba wyszarpnął rękę z jego mocnego uścisku i nie zwracając uwagi na skonsternowane spojrzenia kolegów wybiegł z pubu. Ostatnie, co usłyszał to „kurwa” rzucone przez Łukasza.
Kiedy znalazł się na zewnątrz, zaczął się gorączkowo rozglądać dookoła. Z emocji z  trudem łapał oddech, który uwierał go w pierś. Ruszył wzdłuż głównej ulicy, oświetlonej obficie latarniami i zaczął biec przed siebie. Po chwili ich zobaczył. Spacerowali opustoszałą uliczką, wiodącą wzdłuż parku. Lena schowała ręce w kieszeniach swojej skórzanej kurtki i wpatrywała się w swoje buty. Jej twarz tonęła w kaskadzie miodowych włosów. Paweł zawisł nad nią, tak jakby chciał się z nią stopić, czy być częścią przestrzeni, którą zajmowała.
Kuba był tuż za nimi, kiedy Paweł podniósł rękę i delikatnym ruchem odgarnął włosy, żeby odkryć jej twarz. To był właśnie ta kropla, która pozbawiła go samokontroli. Ostatnie metry dzielące go od Leny i Pawła pokonał czterema szybkimi krokami. Złapał nic nieprzeczuwającego Pawła za ramię i popchnął go w tył.
– Nie waż się jej dotykać! – wrzasnął. – Nie waż się nawet tknąć jej palcem! Rozumiesz?
Paweł, odzyskawszy równowagę rzucił się na niego i popchnął do tyłu z równie mocną siłą. Kuba zachwiał się, ale nie upadł.
– Za kogo ty się uważasz?! – syknął Paweł. – Spierdalaj, zanim zrobię coś, czego będę żałował!
– Jezu! Kuba co ty wyprawiasz? – odezwała się po raz pierwszy Lena, a jej głos przesiąknięty był szokiem.
Odwrócił się w jej stronę. Oddychała szybo, w jej oczach był strach i niedowierzanie.
– On chce cię tylko wykorzystać – powiedział, zwracają się tylko do niej. – Tylko o to mu chodzi – dodał nie odrywając od niej oczu.
– Odpierdol się! Nie wtrącaj się w nieswoje sprawy – usłyszał Pawła, na którego w ogóle nie patrzył.
– Tego chcesz? – zapytał jej. – Chcesz jego? Chcesz być kolejną dziewczyną, którą zaliczy?
Lena stała w miejscu, nie odzywając się. Przewiercała go na wylot swoimi zielonymi oczami, a on czekał. Czekał na jej jakąkolwiek reakcję. Zniknął cały świat wokół nich, byli tylko oni.
– Nic o mnie nie wiesz gnoju! – usłyszał tuż za swoimi plecami. – Miałeś swoją szansę i ją zmarnowałeś pierdolony psie ogrodnika.
Kuba w końcu oderwał z trudem oczy od Leny. Skulona w sobie, zagubiona i niepewna zastygła w bezruchu.
Gniew i zazdrość zasłoniły wszystkie inne uczucia, jakie w nim pozostały. Zwinął ręce w pięści i jedną z nich wymierzył prosto w twarz Pawła. Ten zachwiał się i upadł na chodnik. Po chwili podniósł rękę do nosa i kiedy zobaczył na niej krew, podniósł się szybkim ruchem z ziemi i od razu rzucił się na Kubę, wymierzając mu cios najpierw w twarz a potem w brzuch.
Jakub, od uderzenia w brzuch poczuł mdłości, ale to było nic w porównaniu z tym, co działo się teraz w jego głowie. Przestał myśleć, chciał po raz kolejny przypomnieć Pawłowi, że Lena nie jest dla niego, nigdy nie była i nigdy nie będzie. Chciał, żeby ten skurwiel w końcu zrozumiał, że jeśli kiedykolwiek się do niej zbliży, to go zabije.
Odzyskawszy równowagę złapał Pawła za kark i rzucił go na ziemie, po czym siadł na nim okrakiem i zaczął okładać go pięściami po twarzy. Młócił pięścią, aż stracił czucie w ręku.
– Przestań! Przestań! Przestań! – usłyszał z daleka.
W tym samym momencie zawahał się, co wykorzystał Paweł i przewrócił go na plecy. Teraz to on zaczął wymierzać mu ciosy w twarz.
– Przestańcie! – docierał do niego głos Leny, która w tej chwili już płakała rozdzierająco.
Kuba poczuł nagle, jak ciężar z jego brzucha znika. Ktoś chwycił go w kleszczowym uścisku, przytrzymując mu ramiona. Ktoś postawił go do pionu, a potem podtrzymał, gdy się zachwiał.
– Popierdoliło was? – usłyszał i odwrócił się w stronę tego głosu, który należał do Krzyśka.
Razem z Damianem przytrzymywali Pawła, który jak rozjuszone zwierzę próbował im się wyrwać i rzucić ponownie w wir walki. Ten widok podziałał na Kubę jak płachta na byka. Też zaczął się szarpać. Chciał dokończyć, co zaczęli, ale Łukasz przytrzymywał go tak mocno, że nie potrafił się mu wyrwać.
– Kurwa, daj spokój! – wrzasnął mu do ucha. – Nie widzisz, że ją wystraszyliście – powiedział ciszej i to wystarczyło, żeby go przywołać do porządku.
Zerknął w jej stronę. Lena, cała roztrzęsiona ocierała łzy przerażenia i w tej Kuba chwili zapragnął ją przytulić i ukoić. Zapomniał o pulsującym bólu w głowie i w prawym łokciu, o zalewającej jego oko krwi, sączącej się z łuku brwiowego. Zapomniał o tym skurwielu Pawle. Chciał się tylko przekonać czy z nią wszystko w porządku.
Wyrwał się z uchwytu Łukasza, ale ten ponownie go chwycił. Jak pierdolony bramkarz w klubie nocnym, pacyfikujący nadpobudliwego klienta.
– Już jestem spokojny. Puść mnie – powiedział spokojnym głosem, którym miał nadzieję przekonać Łukasza.
Łukasz powoli zwolnił uścisk, a Kuba lekko się zataczając podszedł do Leny, która odsunęła się od niego. Podszedł bliżej, a ona zrobiła krok w tył, jakby bała się, że ją skrzywdzi. Strasznie go to zabolało.
– Wszystko dobrze? – zapytał łagodnie.
Lena nic nie odpowiedziała, tylko wyprostowała się, ocierając ostatnią wilgoć z kącików oczu i ponad jego głową powiedziała do Łukasza:
– Wracam do domu.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie.
Kuba patrzył na jej oddalające się plecy i po chwili bez zastanowienia ruszył za nią. Nie mógł tak tego zostawić. Chciał z nią porozmawiać i przekonać się, że wszystko z nią okej. Chciał ją po raz kolejny przeprosić i błagać o szansę.
Po chwili podbiegł do niego Łukasz.
– Kuba daj spokój do jasnej cholery. Niech się uspokoi.
– Muszę z nią porozmawiać – powiedział, nie odrywając wzroku od jej malejącej sylwetki. – Nie zrobię jej krzywdy. Przysięgam – odwrócił się do Łukasza, a tamten wzniósł ręce do góry i zaklął głośno.
Kiedy Lena zniknęła za rogiem, skręcając w mniejszą uliczkę, szybki krok zamienił na trucht. Całe jego ciało buntowało się przed takim wysiłkiem. Zignorował to i zdyszany dogonił ją w małej, brukowanej i porośniętej po obu stronach olbrzymi drzewami ulicy.
– Zaczekaj – powiedział zdyszany. – Proszę cię.
Lena zatrzymała się w miejscu i odwróciła do niego, a jej twarz wykrzywiał gniew.
– Jezu! Czy ty mi dasz w końcu spokój? Zostaw mnie w spokoju na litość boska – dodała, próbując stłumić szloch, który był jak cios w jego serce.
– Nie płacz, kochanie – powiedział łagodnie i próbował ją dotknąć, ale ona odskoczyła od niego jak oparzona.
– Kuba, czego ty ode mnie chcesz? – powiedziała, powstrzymując szloch – Powiedz, czego ode mnie chcesz? – powtórzyła.
– Ciebie. Chcę ciebie. Tylko tego chcę – powiedział, podchodząc do niej tak blisko, że czuł delikatny, cytrusowy zapach jej perfum. – Zawsze chciałem tylko ciebie.
– Kuba…ja nie mogę. Zrozum mnie – pokręciła głową, cały czas szlochając. – Ja…nie mogę.
– Dlaczego? – zapytał, jego głos też się załamał, kiedy poczuł dusząca gule w gardle – Ktoś cię skrzywdził? Co się stało? Pozwól mi zrozumieć.
Lena otworzyła usta, tocząc walkę z samą sobą, ale po chwili zamknęła je i zaczęła na powrót ocierać oczy.
– Tu nie chodzi o ciebie Kuba. Chcę, żebyś wiedział, że nie chodzi o ciebie – popatrzyła mu prosto w oczy, tak naprawdę i szczerze. – Ja nie potrafię nikomu zaufać. Nie ufam ci i nigdy nie będę w stanie zaufać – dodała po chwili.
– Ja wiem, że zachowałem się jak skurwiel…ale uwierz mi, nigdy bym cię nie skrzywdził – łzy spływały mu z oczu, mieszając się z krwią z czoła. – Kocham cię. Nawet nie wiesz jak bardzo i nigdy bym cię skrzywdził – dotknął ręką jej policzka, niechcący brudząc go swoją krwią.
Lena zamknęła oczy i na chwilę przytuliła policzek do jego ręki, a na jej warzy pojawił się spokój. Kuba chciałby zatrzymać w tym miejscu czas, żeby nikt i nic nie mogło mu jej odebrać, ale świat miał w dupie jego życzenia i prośby.
Po chwili otworzyła oczy i biorąc urywany oddech odsunęła się od niego. Kuba wiedział, że to już koniec. To był koniec, którego nie potrafił zatrzymać, ani odsunąć w czasie.
– Nie utrudniaj tego proszę – powiedziała cicho, nie patrząc na niego. – Żegnaj Kuba. Życzę ci wszystkiego najlepszego – po czym odwróciła się i szybkim krokiem, a potem truchtem, pobiegła przed siebie. 

11 komentarzy:

  1. UWIELBIAM! Cóż za subtelny styl <3 Ach ten Kubuś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ożesz... Robi się coraz ciekawiej! Jakie napięcie, emocje... Kuba nie będzie miał łatwo, oj nie...

    OdpowiedzUsuń
  3. No pięknie, w takim momencie przerwać! Kobieto, Ty nie masz litości dla Kuby. Juz się tak nad nim nie znęcaj. Juz wystarczy. Teraz daj mu trochę oddechu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, czytając kolejny rozdział miej w pamięci jedno....to wyjdzie im na dobre i to nie jest tak, że nie lubię Kuby...;) :D

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. No i przepadłam na wieki wieków amen 😉☺

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie dzisiaj zaczęłam czytać:) Przeczytałam wszystko :) Świetnie piszesz i jestem bardzo ciekawa co dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) A dalej będzie tylko...lepiej ;)

      Usuń
  7. Ojj chyba za dużo i za szybko dla Leny, ciekawe co jej się przytrafiło że aż tak boi się zaufać ?? Czekam na więcej El@

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wcześniej cos pisało chyba o jej ojcu że go z kochanką nakryła pewnie dlatego.

      Usuń