czwartek, 1 października 2015

"W ułamku sekundy" Rozdział pierwszy


   Gęste chmury zasnuły ciemne niebo, a duże, mięsiste i mokre płatki śniegu niezmordowanie pokrywały brunatne grudy ziemi. Wiatr targał gołymi gałęziami samotnej wierzby, stojącej przy samej drodze. Duże płaty kory, oderwane siłą, leżały na masce samochodu, który zmienił się w harmonijkę, niemal owijając się wokół starego i pięknego drzewa. Kilkaset kilometrów drogi, dwadzieścia pięć lat życia, jedno samotne drzewo i niezliczona ilość tańczących na wietrze gwiazd, zamieniających krajobraz w pokrytą bielą pustkę. Nie dla wszystkich życie kończy się tak szybko, bezboleśnie i w takim pięknym otoczeniu. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia.
- Weź mnie za rękę – powiedziałem bezgłośnie do młodego mężczyzny, który wpatrywał się w szczątki swojego auta.
      Mężczyzna spojrzał mi w oczy, w których odbijało się wszystko, czym jest, czym był i czym mógłby być. Lubię patrzeć w ich oczy. Pomimo ograniczonej ilości kolorów, nigdy nie widziałem dwóch identycznych par oczu. Lubię przez ludzką sekundę, a dla mnie małą wieczność zgadywać, kim byli, co lubili, a czego nienawidzili. Czy byli szczęśliwi, chociaż przez jedną chwilę, czy ich istnienie poorane zostało tak wielkim bólem, że nie mogli już znaleźć szczęścia. Odpowiedź na te pytania znajdowałem właśnie w ludzkich oczach, za którymi nie można niczego ukryć, ponieważ tam kryła się mapa wszystkich dróg i ścieżek, którymi podążali.
      Zawahał się tylko przez chwilę. Nie prosił o wytłumaczenie, nie błagał o łaskę i nie zadawał pytań. Nie musiał. Rozumiał. Kiedy jego serce uderzyło po raz ostatni, a z ust wydobył się ostatni oddech, zapomniał o tym, co się wydarzyło. Został obdarzony łaską niepamięci, która przysługiwała każdemu ludzkiemu istnieniu. Nie pamiętał jak zakończył się jego żywot, ale wiedział, że tak jest. Była to największa z łask, jakie otrzymywał człowiek, ponieważ nie każdy koniec był równie piękny i spokojny, mimo, że był równie ostateczny i nieodwracalny.
      Mężczyzna chwycił mnie za rękę, a ja zamknąłem oczy i zacząłem czytać jego krótkie życie. Widziałem i wielką radość i smutek, dużo złych decyzji i równie dużo tych właściwych. Widziałem dużo nadziei, niepewności i strachu. Każda sekunda jego życia od chwili poczęcia, po tą, która zatrzymała bieg jego istnienia, była teraz moją sekundą. Była mną. Przepływała przeze mnie jak rwąca rzeka, zalewała mnie jak wodospad i wypełniała mnie po brzegi. Byłem nim. Nienawidziłem, tęskniłem, bałem się i marzyłem tak jak on. Kochałem tak jak on. Tak, kochałem i to uczucie było nieskończenie piękne. Otoczyło mnie jak rozgrzane słońce, dotykając każdej części mojego istnienia, tuliło moje serce i pozwalało zabrać ode mnie wszystko, co było złe i wszystko, co bolało. Naprawiało mnie, budowało mnie od nowa, nawet, jeśli byłem tylko kupką popiołu na wietrze. Było jak oddech, którego mi brakowało, jak płomień w ciemności i kotwica na wzburzonym morzu. 
      Dla takich chwil warto było żyć, nawet tak krótko, jak ten człowiek. Takich chwil zazdrościłem ludziom, chociaż było to uczucie niskie i bardzo ludzkie. Ja nie mogłem czuć tak, jak oni. Tylko przez te krótkie chwile, kiedy przeprowadzałem ich przez niewiadomą, mogłem być nimi i dać się zapomnieć w ludzkiej egzystencji. Zazdrościłem im i współczułem jednocześnie, chociaż nie powinienem.
      Nie każdy żywot miał w swojej biografii tyle uczucia, nawet jeśli trwał sto lat, co ten młody mężczyzna w ciągu dwudziestu pięciu lat. Nie każdy miał tyle szczęścia. Właśnie tym był dla mnie ten człowiek. Szczęściarzem.
      Mężczyzna uśmiechnął się do mnie, co mnie nie zaskoczyło. Zabrano od niego wszelki strach i ból, nie musiał się już niczego obawiać. Jego uśmiech był piękny i dobry, tak jak jego życie.
      Nie jest tak, jak myślicie. Nie ma kary i bezdennych piekielnych czeluści, w których zazna niekończących się cierpień. Nie ma nagrody i wiecznej szczęśliwości w nieskończoności nieba. Jest natomiast długa wędrówka prze swoje wszystkie możliwe wcielenia, żeby dać wam szansę, mimo tego, że na to często nie zasługujecie. Jednak w swojej niedoskonałości i ułomności, za którą nie możecie do końca odpowiadać, potraficie zadziwić i wykrzesać z siebie doskonałość, która zasługiwała na drugą szansę. Tym właśnie był koniec – był nowym początkiem. Początkiem, który nie miał końca.
      Kiedy wykonam swoje zadanie, zapominam. Zapominam, wszystkiego, czego doświadczyłem, jako człowiek i nie dlatego, że muszę, tylko dlatego że powinienem i dlatego, że czasami bardzo tego chcę.
      Ludzkie serca są różne, tak jak ich umysły. Niektóre są bogate, pełne nadziei i lekkie, jak oddech. Niektóre są trudne, przepełnione tęsknotą i pragnieniem, i niezmordowane w gonitwie za tym, czego mieć nie mogą. Niektóre są czarne, robaczywe i bezdenne niczym głęboka studnia i jeśli ktoś wpadnie w ich czeluść, już nigdy się z niej nie wydostanie. Inne są nasiąknięte nieszczęściem, trwogą i smutkiem, który przytłacza serce i odbiera chęć życia. Tych ostatnich lękam się najbardziej i jak najszybciej usuwam ze swojego krwioobiegu, gdyż ich moc jest najsilniejsza i oddziałuje nawet na tak doskonałą istotę, jak ja.
      Tym razem nie zrobiłem tego. Nie zapomniałem. Nie chciałem zapominać.
      Jego wspomnienia zamknąłem głęboko w moim umyśle, gdzie zostawię je sobie na odpowiednią chwilę, żeby móc je znowu odtworzyć, a wiem, że ta chwila nadejdzie szybko.
      Piękne ludzkie wspomnienia i uczucia są dla mnie i moich braci tym, czym dla człowieka używka, która wznosi ich ponad świat. Nie jestem tak, jak myślicie, nie jestem uzależniony. Nie mógłbym być, ponieważ nie jestem taki jak wy. Jestem doskonały. Nie popełniam błędów, nie daję się pokusie, a każda moja decyzja jest wynikiem tego, co nazywamy wolną wolą.
      Ludzie całe życie boją się śmierci, ale tak naprawdę powinni bać się życia, gdyż to ono jest ich największą karą. Czasami jest też nagrodą, ale tego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Nawet On. Puszcza was w świat, jak lotki dmuchawca puszczone na wiatr i nikt nigdy nie przewidzi gdzie pofruną. Czy to jest sprawiedliwe? Nie wiem. Inaczej pojmuję sprawiedliwość, niż ludzie. Wiem, że życie, które wam dano należy do was i od was zależy, co z nim zrobicie. To od was zależy czy będziecie kochać, tęsknić, nienawidzić, czy budzić się z przeświadczeniem, że to, co macie was uszczęśliwia.
  





3 komentarze:

  1. W końcu się udało! :)
    I przyznam jestem zaskoczona, że to mężczyzna...i w dodatku anioł? ;)
    Czyli, jednak postawiła Pani na fantastykę? Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ciężko było na to trafić ;) A co będzie dalej, nawet ja sama w tej chwili jeszcze nie wiem ;)

      Usuń
  2. Ciekawy temat i jakże inny od dotychczasowych :) Oczywiście ze chce więcej ;) Życzę dużo pomysłów i weny :)

    OdpowiedzUsuń