wtorek, 22 grudnia 2015

"Kiedy na mnie patrzysz" Epilog czesc 2


Drogi były tak ośnieżone i oblodzone, że trasa do domu zajęła im prawie dwa razy więcej czasu, niż zwykle. Zaczynało zmierzchać, chociaż zegar wskazywał piętnastą czterdzieści. Karina oparta o boczną szybę, obserwowała monotonny krajobraz, gdzie na pierwszy plan wysuwały się pokryte cienką warstewką śniegu i zmarzliny opustoszałe pola. Z głośników leciała muzyka z odtwarzacza Kariny, do której Aleksander zaczynał się powoli przekonywać. W tej chwili leciała płyta grupy Mayday Parade. Wpadające w ucho kawałki przyjemnie rozpraszały senność i zmęczenie, w czasie trzygodzinnej podróży.
Udawali się właśnie do rodzinnego domu dziewczyny, gdzie planowali spędzić święta. Aleksander cieszył się możliwością spędzenia tego szczególnego okresu w tym małym miasteczku, w którym wszystko się dla nich zaczęło. Jego dziadkowie wylecieli do Kanady do jego rodziców i zostawili cały dom dla niego. Kiedy dowiedzieli się, że Aleksander zostaje w kraju, omal nie odwołali swojej podróży, nie chcąc, zostawiać go samego. Odwiódł ich od tego, zapewniając, że ma z kim spędzać święta i, że na pewno nie będzie sam.
Otrzymał także milion telefonów od rodziców i Anki, żeby przyleciał do Kanady i oczywiście zabrał ze sobą Karinę, ale biorąc pod uwagę jego ledwie odzyskane zdrowie zdecydowali, że to jeszcze za wcześnie. Musiał w tej chwili unikać wszelkich infekcji, a podróże masowymi środkami transportu temu sprzyjały. Takiemu argumentowi nikt nie śmiał się sprzeciwić.
I tak oto święta spędzali w domu Kariny. Właśnie dziś Aleksander miał także poznać jej siostrę, która na stałe mieszkała i studiowała w Szkocji. Jeśli miałby być całkowicie szczerym, to delikatnie denerwował się tym spotkaniem. Nie to, żeby był specjalnie nieśmiały, ale myśl o poznawaniu ludzi, którzy tyle znaczą dla Kariny, budziła w nim pewien niepokój. Chciał zaprezentować się z jak najlepszej strony i pokazać, że jest jej wart. No cóż, miał jedynie nadzieję, że jego urok osobisty będzie skutecznym czynnikiem, który sprawi, że jej siostra zapała do niego niestygnącym uwielbieniem. Na Karinę to przecież podziałało, dodawał sobie otuchy w myślach, uśmiechając się pod nosem.
O tyle o ile plan rozbrojenia Mai przedstawiał się dość dobrze, o tyle spotkanie  z mamą Kariny, która była bardzo wielką przeciwniczką ich wspólnego zamieszkania, mogło już nie być takie różowe. Z jednej strony Aleksander rozumiał jej troskę o córkę, ale z drugiej strony poczuł się zawiedziony, ponieważ myślał, że dał jej wystarczająco dużo dowodów na to, że traktuje związek z Kariną bardzo poważnie. Właściwie to cieszył się, że nie mogła zajrzeć do jego głowy, bo najpewniej przeraziłoby ją to, jak olbrzymią rolę odgrywała jej córka w każdym jego planie, i jak bardzo jego życie było od niej uzależnione.
Nie potrafił do końca rozgryźć tej kobiety i tej nagłej niechęci skierowanej w jego kierunku. Podejrzewał, że ma to związek z jej nieudanym małżeństwem, o którym przecież nie będzie mógł z nią porozmawiać, a tym samym nie będzie mógł rozwiać jej wszelkich obawy z tym związanych. Od Kariny wiedział, że nikogo nie zapoznała ze szczegółami rozpadu swojego małżeństwa, nawet osób, których to bezpośrednio dotknęło. Aleksander nie mógł się nadziwić jak ktoś, posiadający dwie maleńkie córki, mógł tak po prostu wyjechać, uciec i ani razu nie odwrócić się za siebie. Aleksander nie był ojcem i najprawdopodobniej nigdy nim nie zostanie, ale gdyby było inaczej, to na samą myśl o tym, że miałby już nigdy nie zobaczyć jak dorastają jego dzieci, nie wiedzieć jak sobie radzą i czy mają co jeść, czuł dziwny skurcz w żołądku.
Tę delikatną kwestię postanowił pozostawić na inny czas i miejsce, ponieważ pragnął, aby te ich pierwsze wspólne święta były dla Kariny idealne i nie pozwoli nikomu ich zepsuć, nawet jeśli jej matka będzie wciąż żywiła do niego urazę. W najgorszym razie będzie próbował jej dyskretnie unikać.
Karina ziewnęła przeciągle, odrywając go tym od jego rozmyślań i uśmiechnęła się szeroko.
- Zmęczona? – zapytał, zakładając jej za ucho, wysuwające się kosmyki włosów z jej warkocza.
- Trochę. Ta podróż nie ma końca, a Majka zadręcza mnie SMS-ami, kiedy będziemy – westchnęła głęboko. – Myśli, że jedziemy tak powoli, żeby było zabawniej – wywróciła oczami.
- Dobrze wiesz kotek, że tu nie chodzi o ciebie. To kogoś innego nie może się doczekać – powiedział jakby nigdy nic.
Karina podniosła jedną brew (próbowała go kiedyś tego nauczyć, ale za nic w świecie nie potrafił tego opanować) i uśmiechnęła się z politowaniem.
- Tak? A na kogo niby tak czeka? – zapytała, udając zaciekawienie.
- Musisz spojrzeć prawdzie w oczy. Czeka na mnie. Pewnie twoja mama naopowiadała jej, jakie ze mnie ciacho i teraz przebiera nogami, i nie może się doczekać, żeby mnie poznać – odpowiedział, będąc z siebie dumnym, ponieważ nie zadrżał mu nawet kącik ust.
Cisza trwała tylko jedną sekundę, po czym Karina wybuchła głośnym, rubasznym i uwłaczającym mu śmiechem.
- To nie jest śmieszne Karina. Przecież dobrze wiesz, że twoja mama czuje do mnie mięte i pożera mnie wzrokiem za każdym razem, kiedy na mnie patrzy. Aż mi głupio czasami – dodał z całą możliwą w tej sytuacji powagą.
Karina parsknęła nie po kobiecemu i ponownie zaniosła się śmiechem.
- Masakra. Jesteś nienormalny. Kiedyś dostanę przez ciebie przepukliny – powiedziała, ocierając łzy z oczu i sięgnęła po telefon.
Aleksander przerażony, próbował wyrwać jej telefon i zerknąć, co tam smarowała tak zaciekle, ale ta odsunęła rękę i zaśmiała się głośno.
- Patrz na drogę, Alek – rzuciła, a po chwili zapytała i potwierdziła tym jego obawy: – Jak to było? Że jesteś ciachem, a moja mama pożera cię wzrokiem?
- Chyba jej tego nie napisałaś, rudy piegusie? – syknął, ponownie próbując jej wyrwać telefon z rąk. – Nie rób tego kochanie – spróbował inaczej.
Karina uśmiechnęła się do niego szeroko i cmoknęła w policzek. Oparła głowę na jego ramieniu, a rękoma objęła jego przedramię. Nachylił się i pocałował ją w czoło.
- Kocham cię – powiedziała.
- Ja ciebie bardziej – odpowiedział.
Po godzinie dotarli na miejsce. Całe miasto otulone było świeżym, białym puchem i wyglądało jak żywcem wyjęte ze starej, urokliwej pocztówki. Karina nie mogła przestać się zachwycać tym widokiem, bo według jej relacji już dawno nie widziano tu tyle śniegu. Wyskoczyła z auta, opatulając się od stóp do głów, chociaż trasa od samochodu do wejścia na klatkę schodową miała zająć najwyżej dwadzieścia sekund. Uśmiechnął się z pobłażaniem i czułością, i sięgną po jej torebkę. Ich pozostałe bagaże zostawili w aucie, ponieważ zamierzali nocować w domu jego dziadków.
Alek zamknął samochód i zerkając na najwyższe piętro, głęboko przy tym wzdychając. Nie uniknęło to uwadze Kariny. Podeszła do niego i spoglądając mu głęboko w oczy, złapała go za rękę.
- Denerwujesz się? – zapytała zdziwiona.
- Nie kotek. Nie wiem tylko jak twoja mama na mnie zareaguje. Czy wciąż ma mi za złe, że razem zamieszkaliśmy i tak dalej – odpowiedział szczerze, bo jeśli miał być z kimkolwiek szczerym, to tylko z nią.
Karina zbliżyła się do niego i wzięła jego twarz w dłonie.
- No co ty, Alek. Ona nigdy nie miała do ciebie o to pretensji, tylko bała się o mnie. Ona Alek panicznie boi się o mnie od chwili…wypadku. Nie tak jak wcześniej, tylko obsesyjnie i chociaż mi to ciąży, nie mogę jej za to winić – stając na czubkach palców, pogładziła kciukiem jego policzek. – Myśli, że jestem zbudowana z porcelany albo z papieru i nawet najmniejsza porażka mnie załamie. To moja mama, ale chyba nie zna mnie za dobrze i dlatego tak się o mnie martwi. Ale to nie ma nic wspólnego z tobą. Ona cię uwielbia – uśmiechnęła się do niego, a Alek nie mógł się powstrzymać i podnosząc ją do góry, pocałował ją namiętnie. Kiedy Karina wyrwała się z jego objęć dodała: – Poza tym wszyscy wiedzą, że za każdym razem, kiedy na ciebie patrzy, to pożera cię wzrokiem.
Oboje wybuchli śmiechem i objęci weszli do bloku. Po jej słowach, Alek poczuł się lepiej, pewniej i bezpieczniej.
Pomimo tego, że to był również jej dom, Kariny zapukała do drzwi i czekała, aż jej mama im otworzy. W drzwiach nie pojawiła się jednak jej mama, a właściwie to pojawiła się, tylko, że to była jej młodsza wersja. Maja, siostra Kariny była wręcz kopią ich matki. Chociaż Aleksander na podstawie zdjęć widział, że są do siebie podobne, nie spodziewał się jednak, że aż tak bardzo. Dziewczyna ubrana w luźną bluzę i czarne dżinsy była trochę wyższa od Kariny, nawet wtedy, gdy ta miała na sobie kozaki na lekkim obcasie. Ciemnobrązowe włosy związała w luźny kok na czubku głowy. Na jej śniadej cerze Alek nie znalazł ani jednego piega, co przyjął z rozczarowaniem. Nie było nic piękniejszego, niż piegi Kariny, które nawet w zimie, choć w mniejszej ilości, odznaczały się dumnie na jej małym, zadartym nosie i rumianych policzkach.
Karina z Mają rzuciły się sobie w ramiona, pokrzykując coś nieskładnie. Kiedy dziewczyny oderwały się od siebie Karina chwyciła go za rękę i wysunęła na przód, co go rozbawiło, bo poczuł się jak mały, nieśmiały chłopiec na przedstawieniu szkolnym.
- Maja, to Aleksander – przedstawiła go, a jego serce wyskoczyło prawie z piersi, kiedy usłyszał dumę w jej głosie. – Alek, to moja siostra Maja – dokończyła rozradowana.
Razem z Mają uścisnęli sobie ręce, uśmiechając się do siebie.
- Miło mi cię w końcu poznać. Przez ostatnie miesiące nie było od Kary maila, żeby nie znalazło się tam twoje imię – powiedziała.
- Ja o tobie też dużo słyszałem, nawet widziałem twoje zdjęcia – Alek skinął głową w stronę salonu. – Jak to dobrze, że jednak masz wszystkie zęby.
Maja otworzyła szeroko swoje ciemne oczy i zrobiła zszokowaną minę, kiedy Karina wybuchła śmiechem i szturchnęła go w ramię.
- Zdjęcie w salonie – powiedziała jedynie, a Maja dołączyła do jej śmiechu.
Kochał widzieć ją taką szczęśliwą i swobodną, tak jakby nie musiała już przed niczym uciekać i przed nikim chować.
- Mówiłam ci, że to zdjęcie nie powinno wisieć na widoku – zwróciła się do Kariny, wciąż się uśmiechając.
Maja przyglądała mu się z zaciekawieniem, a kiedy rozebrał się z kurtki i czapki, jej oczy powędrowały na jego przedramiona.
- Ja pierdziele! – prawie pisnęła. – Jakie zajebiste. Masz tego więcej? – zapytała bez ogródek.
- Mam tego dużo więcej. W różnych miejscach – odpowiedział z uśmiechem, akcentując nazwę, jaką zastosowała na jego tatuaże. – Zapytaj Karinę – dodał, a ta wywróciła oczami i ponownie trzepnęła go w ramię.
W tym samym momencie z kuchni wyłoniła się ich matka, która wycierając ręce w bawełnianą ściereczkę uśmiechała się obejmując ich wszystkich wzrokiem.
- Cześć mamo – Karina objęła ją i dała jej buziaka w policzek.
Aleksander zawahał się przez chwilę, ale kiedy uchwycił jej spojrzenie, przestał się już tak denerwować. Nachylił się do niej i ucałował ją delikatnie w policzek, a ona niespodziewanie przytuliła go do siebie, tak jak zrobiła to z Kariną. Ten gest zaskoczył go, ale odwzajemnił go nieporadnie.
- Mieliście dobrą drogę? – skierowała pytanie do niego, z czego się ucieszył, bo przerwała tym krępująca ciszę.
- Jechaliśmy bardzo powoli, bo drogi są śliskie i ośnieżone, ale daliśmy radę – odpowiedział, kiedy weszli wszyscy do salonu, gdzie rozsiedli się wygodnie na dużej kanapie i rozmawiali o tym, co się wydarzyło przez okres, gdy się nie widzieli.
Aleksander obserwował te trzy kobiety z nieukrywaną ciekawością. Przez długi czas miały tylko siebie i tylko na siebie mogły liczyć, a więź jaka je łączyła była niemożliwa do zerwania, czy poluzowania. Ani czas, ani ludzie, ani nawet tragedie, jakie je w życiu spotkały, nie były w stanie naruszyć ich jedności. Był szczęśliwy, że jego Karina miała zawsze kogoś, do kogo mogła się zwrócić i złożyć swoje wszystkie troski i zmartwienia. Doceniał to, bo sam na własnej skórze doświadczył braku takich osób w swoim życiu i zdawał sobie sprawę, jak trudno było spojrzeć każdemu dniu w twarz, wiedząc, że jest się samym.
Chwile później wszyscy rozgościli się przy kuchennym stole, szykując się do kolacji. Jedli, gawędząc o tym i o tamtym. Dziewczyny popijały wino i śmiały się głośno, nadrabiając stracony czas. Aleksander co pewien czas przyłączał się do rozmowy, ale większą przyjemność sprawiało mu obserwowanie Kariny, której jeszcze nigdy nie widział w takiej swobodnej interakcji z drugim człowiekiem; nawet z Martą nie była nigdy tak otwarta i wyluzowana. Co chwilę odwracała się do niego i uśmiechała tymi zielonymi oczami. Jego serce jeszcze nigdy nie było tak pełne, jak w tej chwili. Tak właśnie powinno być, tak powinna wyglądać moja przyszłość i moje całe życie. Z nią i jej rodziną. Z nią i jego rodziną. Z nią i ludźmi, których oboje kochają. Nawet jeśli nie będą nigdy posiadali dzieci, to nie miało żadnego znaczenia, bo tak długo jak będą razem, to nikt nie będzie im potrzebny do szczęścia.
- Jak się czujesz Aleksandrze? – został nagle wyrwany z gonitwy tych przyjemnych myśli przez Ewę – Robisz regularne badania? Jesteś pod kontrolą hematologa i onkologa? – dodała, a Aleksander w jej oczach zobaczył prawdziwą troskę, no i prawdziwego lekarza.
- Nigdy nie czułem się lepiej. Jestem w szpitalu raz na dwa tygodnie i wygląda na to, że wszystko jest w jak najlepszym porządku – uśmiechnął się.
- Cieszę się. Bardzo się cieszę – też się uśmiechnęła, a na jej twarzy odmalowała się widoczna ulga. – Jak wam się mieszka? Jak ci się podoba Warszawa? Nie przytłacza cię? Ja nigdy nie lubiłam tego miasta – powiedziała, na jednym wydechu.
Aleksander jeszcze nigdy nie słyszał, żeby była z nim tak otwarta i żeby próbowała coś o sobie przekazać.
- Przytłacza mnie jedynie ta ciągła gonitwa, a wszystko wzmogło się przed świętami. Ja unikam na razie jakichś wycieczek po sklepach i centrach handlowych z oczywistych przyczyn, ale powiem szczerze, że nawet gdyby nie rekonwalescencja, to robiłbym to samo.
- Tak, to jest straszne – odpowiedziała. – Bardzo dobrze, że przyjechaliście na dłużej, trochę sobie odpoczniecie. Tutaj jest spokojnie i można złapać drugi oddech – dodała rozmarzona.
            Aleksander przytaknął i uśmiechnął się do niej, czując, że całe napięcie i stres związany ze spotkaniem zupełnie wyparowały z jego głowy i poczuł się lepiej. Wizja spędzenia świąt z niewielką rodziną Kariny przedstawiała się teraz o wiele przyjemniej. Położył rękę na ramieniu Kariny i cmoknął ją w skroń. W roztargnieniu zaczął się bawić jej warkoczem, który nawijał sobie na palec, a samym końcem łaskotał ją w szyję.
Po kolacji, Karina pomagała mamie sprzątnąć ze stołu, a on z Mają przeszli do salonu, gdzie włączyli telewizor i zaczęli swobodną pogawędkę o tym, czym się zajmują, jak żyje się w Szkocji, a jak żyło się w Kanadzie. Rozmowa z nią była lekka i niewymuszona. Alek był w jej towarzystwie swobodny i nie próbował dobierać słów, chcąc jej zaimponować. Najwyraźniej ona tego nie oczekiwała, bo wyglądało na to, że zaakceptowała go na długo przed tym, zanim go poznała.
Kiedy zamilkli na moment, Maja zerknęła dyskretnie w stronę drzwi i zwróciła się do niego, ściszając głos:
- Boże, jest taka szczęśliwa – w jej oczach pojawiły się łzy, które go strasznie zaskoczyły. – Już dawno jej takiej nie widziałam. Myślałam, że już nigdy nie dojdzie do siebie. Nie wiem co jej zrobiłeś, ale rób to dalej.
Mówiła bardzo poważnym tonem, na co Aleksander otworzył tylko usta, ale nic z się z nich nie wydostało. W pierwszej chwili chciał odpowiedzieć dwuznacznym żartem, ale wyraz jej twarzy powstrzymał go przed tym i jedynie uśmiechnął się nerwowo, przeczesując ręką włosy.
- Przepraszam, że uderzam w taki ton, ale zapewne wiesz, co ją spotkało – kontynuowała, nie czekając na jego odpowiedź. – Od tamtego czasu Kara nie była…zdrowa. Nie było mnie tu, ale ja to wiedziałam. Myślałam, że już nigdy nie wróci do siebie, a wtedy pojawiłeś się ty i teraz znowu jest szczęśliwa – odwróciła się trochę speszona.
- Wiem. Wiem o tym wszystkim i wierz mi, że to nie ja ją zmieniłem, tylko ona mnie – powiedział zdecydowanie.
- Tak, wiem. Przeszczep – powiedziała zamyślona.
- Nie, nie chodzi o przeszczep. Zanim to wszystko się tak ułożyło Karina już zaczęła mnie zmieniać i to od chwili, w której zobaczyłem ją po raz pierwszy – uśmiechnął się na to wspomnienie. – Od pierwszej chwili – powtórzył, obserwując w wyobraźni tę scenę raz, po raz.
Kiedy tylko ją zobaczył, coś w nim kliknęło, tak jakby ktoś uruchomił mechanizm rdzewiejącej przez lata maszyny. Ich spotkanie było jak zapłon. Od tamtej chwili cały czas trawił go ogień, ale nie taki, który może go zniszczyć, tylko taki, który go buduje i daje siły na każdy kolejny dzień, nawet jeśli wszystko wokół niego się wali.
Zamilkli oboje, zatopieni w myślach, albo wspomnieniach, zapominając nawet o swoim towarzystwie. Do rzeczywistości sprowadziły ich głośne kroki Kariny, która wpadła do pokoju jak burza i rzuciła się z rozpędu na kanapę. Policzki miała zaczerwienione od wina, a usta wypchane jakimś ciastem, którym nie raczyła się z nim podzielić. Dostała za to klapsa w pupę i rozkaz przyniesienia mu tego samego, co sama samolubnie wciągnęła w tajemnicy. Karina roześmiała się jedynie, opluwając go resztkami jedzenia, co wywołało u niej jeszcze większy atak śmiechu, do którego przyłączyła się także Maja. Głupawka w ich wykonaniu trwała dobre dziesięć minut i nie wyglądało na to, żeby miała się szybko zakończyć, dlatego Aleksander sam udał się do kuchni w celu zlokalizowania makowca, którego rozpoznał, gdy został nim opluty.
Zanim wyjechali z mieszkania, dziewczyny opróżniły kolejną butelkę wina, a ich wcześniejsza głupawka zmieniła się w regularny, nieelegancki rechot, który wywoływał na jego twarzy niekontrolowany uśmiech. Podchmielone zdrowo dziewczyny stanowiły strasznie pocieszny widok. Kiedy Karina miała już trudności z chodzeniem po prostej linii i potrzebowała jego asysty w korzystaniu z ubikacji, Aleksander zadecydował, że czas już zakończyć tę libacje alkoholową. Mama dziewczyn, na widok ledwie trzymających się na nogach córek, pokręciła z dezaprobatą głową i kazała im zaprzestać alkoholizowania się. Aleksander przytaknął temu głośno i posłał kobiecie porozumiewawcze westchnienie. Mama dziewczyn nalegała na to, żeby przenocowali u nich, ale wiązało się to z tym, że ktoś będzie musiał spać w salonie, a żadne z nich nie chciało robić kłopotu. Zresztą, czekał na nich cały duży dom, więc Aleksander podziękował jej za propozycję, ale zdecydował, że właśnie tam spędzą noc.
Karina była tak wstawiona, że musiał ją własnoręcznie ubrać w kurtkę i buty, a schodząc ze schodów trzymał ją mocno za rękę i nie puścił, dopóki nie dotarli do ostatniego stopnia.
- Karina ty mały alkoholiku! – zaśmiał się głośno, kiedy Karina poślizgnęła się na śniegu i trzymając się go kurczowo, pociągnęła go za sobą.
Alek podniósł się szybko na nogi i sięgnął ręką po dłoń Kariny, zabunkrowaną w dwupalczastą rękawiczkę.
- Potłukłaś się kotku? – zapytał po chwili, kiedy Karina nie kwapiła się do wstania ze śniegu.
- Nie, ale mi zimno – powiedziała, smutnym, zawodzącym głosem, zakładając rękę na rękę.
- Wiem skarbie – uśmiechnął się mimo woli, bo Karina wyglądała teraz, jak mała nieszczęśliwa dziewczynka. – Dlatego lepiej już wstać Karuś, to szybciej dotrzemy na miejsce, do ciepłego łóżeczka – powiedział jak do dziecka i dodał jej otuchy, przytulając ją mocno.
Kiedy znaleźli się na podjeździe pod domem, w Aleksandra uderzyła niezbyt wesoła myśl, z której Karina na pewno nie będzie zadowolona, ponieważ wbrew jego obietnicom, w domu wcale nie będzie ciepło, bo przecież nikogo tam nie było od dwóch dni i nikt nie napalił w kotłowni. Aleksander sapnął głośno na swoją bezmyślność i potrząsnął za ramię Karinę, która zdążyła zasnąć w czasie jazdy, trwającej dziesięć minut. Co za małe utrapienie. Uśmiechnął się i pocałował ją w czoło.
Gdy znaleźli się już w środku, po małych perypetiach związanych z  niewspółpracującą Kariną, która za nic nie chciała opuścić nagrzanego samochodu. Nie odważył się rozebrać jej z kurtki, dlatego posadził ją na kanapie w pokoju dziennym i poprosił ładnie, żeby na niego zaczekała. Następnie zszedł do kotłowni i rozpalił piec, żeby w domu jak najszybciej zrobiło się ciepło.
Kiedy ledwie zamknął drzwi piwnicy, do jego uszu dotarł dźwięk dzwonka do drzwi wejściowych. Kto to do cholery może być o tej porze? Pomyślał i zmarszczył brwi, kiedy zerknął na zegarek. Było dokładnie kwadrans po jedenastej.
Podszedł do drzwi i otworzył je, zostawiając niewielką szczelinę, żeby nie wychładzać bardziej pomieszczeń. Ku jego zdumieniu, przy drzwiach zastał młodą, niewysoką dziewczynę, ubraną w za duży, wełniany sweter, którego połami owinęła się szczelnie wokół ramion. Aleksander zmarszczył brwi, czekając na jej reakcję, ale nie doczekawszy się żadnej, odezwał się pierwszy:
- Mogę w czymś pomóc?
Dziewczyna odchrząknęła dziwnie i jakby dopiero teraz wróciła jej świadomość, drgnęła i spojrzała pod nogi, a potem wreszcie na niego.
- Przepraszam, że przychodzę tak późno, ale jestem sąsiadką i obiecałam zaglądać do domu pod nieobecność pana babci i dziadka…wiedziałam, że ma przyjechać wnuk i chciałam się tylko upewnić, czy to nie jakiś złodziej, albo coś takiego. – zaśmiała się nerwowo na zakończenie swojej nieskładnej wypowiedzi.
Aleksander podniósł brwi jeszcze wyżej, czując, że zaraz zetkną się z nasadą włosów i uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
- Tak, przyjechał wnuk i nie zastał tu żadnych złodziei. Dziękuję za zainteresowanie w imieniu babci i dziadka – powiedział szybko, chcąc zakończyć tę dziwną rozmowę, ponieważ sam zaczynał pomału marznąć, będąc ubranym jedynie w cienką koszulkę z długim rękawem.
- Aha, to dobrze. W takim razie dobranoc i jeszcze raz przepraszam za najście o tak późnej porze – powiedziała niepewnie, po czym uśmiechnęła się do niego i szybkim krokiem ruszyła w stronę furtki.
Zanim jednak ją otworzyła, odwróciła się w jego stronę i w tym samym momencie straciła równowagę i niemal poślizgnęła się, ale w porę złapała się za drzwiczki od furtki, po czym ruszyła biegiem w stronę sąsiedniego domu.
Aleksander pokręcił głową i czym prędzej zamknął drzwi, zastanawiając się, po co dziadkowie prosili o opiekę nad domem, skoro wiedzieli, że podczas ich nieobecności będzie w nim niemal bez przerwy. Nie ufali mu? Zamyślił się chwilę, ale, że miał w tym momencie ważniejsze sprawy na głowie zostawił to na inny czas.
Podszedł do kanapy i zgarnął na ręce skuloną w kłębek Karinę i zaniósł ją do jego pokoju na górze. Rozebrał ją, przy jej biernym oporze i położył do łóżka, okrywając ją szczelnie kołdrą. Darował sobie prysznic, ponieważ na ciepłą wodę musiałby poczekać jakieś pół godziny, a był już naprawdę zmęczony, dlatego rozebrał się kilkoma szybkimi ruchami i wsunął się do łóżka obok niej. Oplótł ją ciasno ramionami w pasie i niemal natychmiast zasnął.
Niestety, nie dane mu było zaznać zbyt długiego snu. Po jakichś dwóch godzinach Karina obudziła się gwałtownie i zataczając się delikatnie, jak rażona piorunem pognała w stronę łazienki. Aleksander w pośpiechu ruszył za nią, obawiając się, że może sobie zrobić jakąś krzywdę. Obudziła się przecież w nowym miejscu, w związku z tym mogła mieć problemy z orientacją, o stanie upojenia alkoholowego nie wspominając.
Zastał ją klęczącą nad muszlą klozetową z jedną ręką podtrzymującą przy szyi długie włosy, a drugą trzymającą się za brzuch. Biedactwo. Pomyślał ze współczuciem i czułością. Uklęknął przy niej i odgarnął jej włosy z twarzy, po czym zaczął łagodnie gładzić ją po plecach. Po chwili Kariną wstrząsnęły silne torsje i zwymiotowała całe wino, którym raczyły się z Mają do kolacji.
Aleksander zaczął sobie wyrzucać, że pozwolił jej się tak urządzić. Nie miał pojęcia, że to skończy się dla niej w taki bolesny sposób. Przecież to było tylko wino, a do tego przy sutym posiłku, więc nie powinno jej aż tak bardzo zaszkodzić. Najwyraźniej jego Karina nie miała twardej głowy i to była kolejna lekcja, jaką musiał sobie przyswoić i zapamiętać na przyszłość.
Po kilkunastu minutach takich męczarni Karina całkowicie opadła z sił. Aleksander posadził ją na zamkniętej muszli i wytarł jej usta nawilżoną chusteczką higieniczną, po czym pocałował ją w czoło.
- Już lepiej Karuś? – zapytał, wciąż gładząc ją po plecach. – Zaraz przyniosę ci gorącej herbaty.
- Najpierw chcę się umyć, Alek – powiedziała słabym, zachrypniętym głosem. – Na początek zęby – dodała, krzywiąc się.
- Dobrze skarbie, ale umyję się razem z tobą – powiedział, uśmiechając się do niej. – A potem zrobię ci gorącej herbaty i położymy się spać.
Karina pokiwała głową i oparła ją na jego ramieniu, wycierając o niego pot ze swojego czoła.
- Zabiję Majkę za to, że mnie tak ululała – powiedziała, kiedy zaczął ją powoli rozbierać. – I to dzień przed wigilią.
Aleksander nie skomentował tego, ale dobrze pamiętał, kto zmusił go do otworzenia drugiego wina i kto ochoczo namawiał do jego spożycia swoją starszą siostrę. Uśmiechnął się tylko pod nosem, posyłając Karinie wyrozumiałe spojrzenie.
- Rozprawimy się z nią jutro – przytaknął jej groźbom, a Karina pokiwała skwapliwie głową, ale najwyraźniej wciąż dręczyły ją zawroty głowy i mdłości, bo złapała się za czoło i skrzywiła z bólu.
Aleksander pomógł jej wstać z muszli i pozbyć się bielizny. Dzięki Bogu, w domu było już dostatecznie ciepło i Karina nie musiała marznąć. Szybko ściągnął swoje spodenki i koszulkę, i zanim weszli razem do kabiny sięgnął rękoma do jej warkocza i rozplótł go, pozwalając jej włosom opaść swobodnie na jej ramiona. Uwielbiał ją w rozpuszczonych włosach, ale zrobił to przede wszystkim dlatego, że wiedział jak bardzo Karina nie lubiła spać ze splecionymi, związanymi i brudnymi włosami. Chciał pomóc jej je umyć, żeby rano poczuła się, jeśli nie w pełni trzeźwo, to chociaż świeżo.
Po godzinie oboje umyci i bardzo zmęczeni wrócili do łóżka. Karina wyglądała znacznie lepiej, po tym jak wypiła gorzką, gorącą herbatę i tabletki na kaca, które Aleksander znalazł w apteczce dziadków. Bardzo zaskoczyło go to znalezisko w zapasach leków dwójki emerytów, ale kim był, żeby to osądzać.
Kiedy leżeli już w ciepłym łóżku, a za oknem hulał głośny wiatr, rozdmuchujący zaspy śniegu, Aleksander nie mógł wyzbyć się wrażenia, że razem z Kariną są jedynymi ludźmi na ziemi. Czuł przyjemne ciepło rozchodzące się nie tylko po ciele, ale przede wszystkim po jego całym wnętrzu i był pewien, że w tej właśnie chwili nie potrzebował już niczego więcej do szczęścia. Jego szczęście leżało tuż przy nim, w tej chwili może trochę pijane, ale wciąż piękne i niezastąpione.

- Kocham cię – szepnął śpiącej Karinie do ucha i zanurzając twarz w jej włosach, zamknął oczy i zasnął spokojnym i pełnym nadziei snem.

5 komentarzy:

  1. Cudo mogłabym o nich czytac bez przerwy ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec... Czekam na ciąg dalszy! Pozdrawiam i powodzenia !
    emka

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak bardzo love <3
    Cudowny epilog, aż mi serce urosło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A to mała pijaczka :D
    Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń