poniedziałek, 14 grudnia 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 33


– Zjemy coś przed wyjściem? – zapytała Agnieszka, jedna z jej współlokatorek.
– Nie jestem głodna – odpowiedziała Lena, zaparzając zieloną herbatę.
Dziewczyna zmierzyła ją wzrokiem i pokręciła niezadowolona głową, aż jej ciemne włosy związane w koński ogon zatańczyły wokół twarzy.
– Lena, w ogóle nie jesz. Martwię się o ciebie. Źle się czujesz? – zapytała z troską i podsunęła jej pod nos talerz z dwoma kanapkami.

– Nie – zaprzeczyła szybko, aby nie dać się wciągnąć w rozmowę o jej braku apetytu. – Mam tak, co roku. Muszę się najpierw wdrożyć w zajęcia i harmonogram dnia – sięgnęła po kanapkę i zaczęła powoli przeżuwać pojedyncze kęsy, które rosły jej w ustach.
Zrobiła to, aby zakończyć te insynuacje i aby nie martwić dziewczyny. Agnieszka była jej dobrą koleżanką, z którą dzieliły mieszkanie już trzeci rok z rzędu. Lena ją lubiła i nie chciała jej do siebie zrazić dziwnym zachowaniem, ale nie chciała się też tłumaczyć ze swojego stanu ducha.
Minął prawie miesiąc odkąd przyjechała do Warszawy. Od tego czasu nie była sobą, a właściwie była cieniem samej siebie. Nie miała apetytu, nie mogła spać. Tęsknota i żal zżerały ją od środka. Czuła się źle fizycznie, chociaż za ten stan odpowiadało cierpienie psychiczne.
– Jak chcesz, ale ostatnio strasznie schudłaś – dodała niby to od niechcenia i wzruszyła przy tym ostentacyjnie ramionami.
– Mówiłam stres pierwszego miesiąca. Wkrótce mi przejdzie. Idę się zbierać – uśmiechnęła się niemrawo i z kubkiem gorącej herbaty ruszyła w stronę swojego pokoju.
Usiadła na łóżku i wzięła głęboki wdech. Musiała chwilę pomyśleć i się wyciszyć, w przeciwnym razie na tej imprezie będzie się zachowywała i wyglądała jak zombie. Raz jeszcze popatrzyła na swój telefon, który milczał od momentu, w którym jak zwykły tchórz zostawiła list i uciekła. Tym razem nikt jej nie gonił. Sama nie wiedziała, czego się spodziewała. Przecież tego chciała i do tego przygotowywała się od kilku tygodni.
Tydzień poprzedzający wesele szykowała wszystkie rzeczy potrzebne jej do rozpoczęcia roku akademickiego w Warszawie. Była gotowa do drogi i gdy tylko „pożegnała się” z Kubą, po prostu uciekła. Próbowała nazwać to innymi słowami, ale na końcu i tak w jej głowie pojawiała się to jedno słowo. Uciekła.
Co musiał sobie o niej pomyśleć Kuba? Na wspomnienie tego strasznego dnia autentycznie bolało ją serce. Bolało ją wszystko z tęsknoty za nim. Za jego ciepłem, za jego głosem, za jego żartami i czułością. Tęskniła za jego małym mieszkaniem, w którym przeżyła tyle pięknych chwil. Ale przede wszystkim umiera z tęsknoty za jego uśmiechem i tym, że czuła się przy nim sobą. Kiedy była z nim, była sobą. Nikogo nie udawała, bo nie musiała tego robić. Kuba akceptował ją w całości i nie dał jej nigdy odczuć, że jest z nią coś nie tak.
A było z nią coś cholernie nie tak, chociaż on tego nie dostrzegał.
Wyszukała w szafie jakieś dżinsy i luźny sweter, bo było jej wszystko jedno jak będzie wyglądała. Wcale nie miała ochoty nigdzie wychodzić, a nawet z nikim rozmawiać, ale takim zachowaniem wywołałaby kolejną falę pytań. Poza tym musiała zająć czymś myśli. Każdy jej dzień zaczynał się i kończył na Kubie. Myślała o nim bez przerwy i nic nie mogło go wyrzucić z jej głowy. Liczyła na to, że może dziś uda jej się o nim zapomnieć. Chociaż na kilka chwil, których tak bardzo potrzebowała, żeby móc powoli wracać do swojego dawnego życia.
Była już niemal gotowa, gdy do drzwi ich mieszkania rozległ się dzwonek. Lena usłyszała ruch na korytarzu. Agnieszka przejęła gościa dobijającego się do drzwi, a ona zaczęła rozglądać się za swoją torebką. Nie zdążyła nawet zrobić kroku w przód, gdy do drzwi, tym razem jej pokoju, rozległo się pukanie.
– Proszę – powiedział głośno i ku jej zaskoczeniu zobaczyła w drzwiach swojego brata. – Łukasz? – zapytała zdziwiona. – Co tutaj robisz?
Jej brat i Magda powinni być jeszcze w podróży poślubnej w Kenii, więc jego widok był dla niej zaskoczeniem.
– Wróciliśmy dwa dni wcześniej, bo Madzi jakieś sprawy zawodowe wypadły – powiedział, co od razu wyjaśniło sytuację.
– Siadaj – wskazała swoje łóżko. – Napijesz się czegoś?
Łukasz pokręcił głową i usiadł we wskazanym miejscu. Lena przysiadła na krześle od biurka i zaczęła mu się uważnie przyglądać. Coś go gnębiło, albo martwiło. Jej wnętrzności zwijały się ze strachu. Może coś się zaczęło psuć między nim i Magdą? No gdzie tam, odpowiedziała sobie natychmiast. Może chodzi o rodziców? Na pewno nie. Rozmawiała z mamą raz w tygodniu i nie wyglądało na to, żeby coś było nie tak, chociaż nie mogła mieć, co do tego pewności.
– Co cie sprowadza? – zapytała, bo ta niepewność zjadała ją od środka.
– Ja naprawdę nie wiem, co jest między tobą, a Kubą i … – podniósł do góry ręce w geście poddania, ale ona wcale nie miała zamiaru się na niego rzucać – … i nie chcę tego komentować. Być może nie jest wam pisane…ale chciałem ci tylko coś powiedzieć – spuścił na chwilę głowę. – Rano dowiedziałem się, że wczoraj…zmarła matka Kuby. To był chyba zawał – przełknął głośno ślinę i wzruszył ramionami. – Chciałem, żebyś wiedziała…a co z tym zrobisz, to już twoja sprawa.
Lena zatkała dłonią usta, czując przerażenie. Jej serce rozszalało się jak przerażony ptak zamknięty w klatce. Ptak, który chce się wyrwać na zewnątrz. Do niego.
– Łukasz, zawieziesz mnie na dworzec? – podjęcie tej decyzji nie zajęło jej nawet kilku sekund. – Proszę – dodała, gdy ten nic na to nie odpowiedział.
– Oczywiście, że cię zawiozę – zapewnił łagodnie.
– Daj mi kilka minut. Zaraz będę gotowa – drżącymi rękoma zaczęła zbierać po pokoju najpotrzebniejsze rzeczy.
Spodnie, kurtka, bielizna, jakieś kosmetyki. Nic więcej nie potrzebowała. Chciała jedynie znaleźć się przy Kubie i chociaż potrzymać go za rękę. Może chłopak już jej nienawidzi, albo nie chce znać, ale musiała do niego pojechać. Po prostu musiała.
– Już – powiedziała, czując jak cała się trzęsie z nerwów i troski o niego.
– Hej. Spokojnie – powiedział Łukasz, ponownie przyjmując ten łagodny, braterski ton głosu.
Chwycił ją za ramiona i objął. Wtuliła się w niego, czując ciepło i troskę. Już tak dawno nikt jej nie obejmował i nie przytulał. Zamknęła oczy i dała sobie kilka sekund na ochłonięcie. Ale tylko kilka sekund, bo nie mogła dłużej czekać. Tak bardzo współczuła Kubie i tak mocno się o niego martwiła. Powróciły do niej wspomnienia z jego wypadku. To były najstraszniejsze chwile jej życia. I chociaż wiedziała, że jest bezpieczny i zdrowy, bardzo się o niego bała.
W drodze na dworzec, rozmyślała o tym, co teraz musi czuć Kuba. Gdzie jest? Co robi? Co myśli?…Chciała do niego zadzwonić, ale wolała tego nie robić. Po tym, co się między nimi wydarzyło nie chciała kontaktować się z nim telefonicznie. Nie. Musiała go zobaczyć osobiście. Spojrzeć mu w oczy i jeśli tylko jej na to pozwoli, to być przy nim.
Pożegnała się z Łukaszem, który obiecał, że przyjadą na pogrzeb, który miał się odbyć pojutrze. Podziękowała mu raz jeszcze i wsiadła do autobusu, w którym było tylko pięcioro pasażerów. Usadowiła się na samym końcu i włączyła iPoda. Nie była w nastroju do muzyki, ale musiała zając sobie czymś cztery godziny drogi.
Na zewnątrz już zmierzchało. Na horyzoncie znikały właśnie ostatnie promyki słońca. Warszawa o tej porze zaczynała żyć pełnią życia. Na ulicach pełnych ludzi panował pośpiech i zniecierpliwienie. Lenę przytłaczały kolorowe bilbordy, wieżowce i ciągły ruch. Tęskniła za cichymi i leniwymi popołudniami w jej rodzinnym mieście. Tęskniła za szumem drzew i zapachem mokrej trawy. Może to za tymi rzeczami tęskniła, a może tylko za Kubą, z którym je kojarzyła.
Nawet nie wiedziała, w którym momencie poddała się zmęczeniu. Sen zmógł ją nim zdołali wyjechać z zakorkowanej stolicy. Obudziła się pod wpływem nagłego szarpnięcia, gdy autobus gwałtownie zahamował. Podniosła ciężkie powieki, czując otumanienie i senność. Przetarła oczy i ze zdziwieniem stwierdziła, ze właśnie wjeżdżają do jej rodzinnego miasta. Serce waliło w jej piersi na równi z powodu gwałtownej pobudki, jak i świadomości, że zaraz zobaczy Kubę. Po czterech długich tygodniach wreszcie go zobaczy. Żałowała jedynie, że w tak okropnych okolicznościach.
Dochodziła dwudziesta pierwsza. W przeciwieństwie do tego, co najprawdopodobniej działo się w tej chwili na dworcu centralnym w warszawie, tu na małym przystanku było pusto i spokojnie. Lena zarzuciła na ramię sportową torbę podróżną i ruszyła pospiesznie w stronę dzielnicy, w której mieszkał Kuba. Mogłaby zadzwonić po mamę, czy ojca, ale póki co, nie chciała aby wiedzieli, że jest w mieście. Jej priorytetem był Kuba.
Była już cała spocona pod skórzaną kurtką, gdy dotarła pod jego blok. Z jego okna wydobywał się słaby blask lampki nocnej. Przystanęła na chwilę pod znajomym kasztanowcem, żeby uspokoić serce. Zalał ją taki wstyd, że ledwie mogła o tym myśleć. Zostawiła go. Porzuciła jak rzecz. Tyle dla niej zrobił, a ona tak mu się odwdzięczyła.
Zagłuszyła w sobie te wszystkie uczucia, bo nie chciała się w tej chwili zadręczać. Chwyciła mocniej pasek torby i weszła do ciemnej klatki schodowej, na której wymacała rękoma włącznik światła. Stanęła przed drzwiami jego mieszkania i biorąc głęboki wdech, nacisnęła dzwonek. Po drugiej stronie usłyszała ciche kroki i szczęk kluczy.
Drzwi otworzyły się i stanął w nich Kuba. Jej Kuba. Chłopak zmrużył zaczerwienione oczy, a następnie szeroko je otworzył. Lena zastygła w miejscu, czując w tym samym czasie milion różnych uczuć. Radość, że go widzi, współczucie na myśl o jego smutku, żal, pragnienie rzucenia mu się w ramiona…
– Wróciłaś – powiedział, jakby do siebie.
– Wróciłam – potwierdziła cicho, przełykając ciężką gulę w gardle.

Wróciłam do domu.

11 komentarzy:

  1. Dziękuję ....ale się porobiło wiedziałam że Lena będzie odczuwać stratę Kuby a teraz do tego śmierć jego mamy.....dobrze że pojechała do Kuby i będzie go wspierać w tych ciężkich dla niego chwilach. ... czekam na więcej już tradycyjnie :) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak...bo kto by nie odczuwał straty Kuby ;)

      Usuń
  2. Dziękuję ....ale się porobiło wiedziałam że Lena będzie odczuwać stratę Kuby a teraz do tego śmierć jego mamy.....dobrze że pojechała do Kuby i będzie go wspierać w tych ciężkich dla niego chwilach. ... czekam na więcej już tradycyjnie :) ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuję, że nie musiałam czekać i przeczytać kilku rozdziałów zamin między Leną a Kubą się " przejaśni" ... no i oczywiście będę zaglądała ze zniecierpliwieniem na strone w poszukiwaniu ciagu dalszego...:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i mamy wielki powrót Leny ale czy na pewno na stałe. Hmm ciekawe czy Kubuś z nią wróci do stolicy :) Rozdział super jak zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego wszystkiego dowiecie się w następnych odcinkach :D

      Usuń
  5. Super, że Lena w końcu przejrzała na oczy i postanowiła nie uciekać dalej przed nim tylko pojechała go wspierać w tak ciężkich chwilach.
    Biedny Kuba.
    Czekam na dalsze losy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że ona do niego wróciła tylko szkoda, że w takich okolicznościach :( Ale wie już, że tęskni za nim i wróciła by go wspierać. Może da sobie szansę na szczęście ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. kurde ale mi serce wali z emocji, jak zwykle świetny kawałek

    OdpowiedzUsuń