poniedziałek, 28 grudnia 2015

"Pierwszy raz" Rozdział 35


Gdy opuścili kościół, lunął ulewny deszcz. Był tak intensywny, że w przeciągu pół godziny ulice spłynęły wartkimi strumieniami. Lena miała wrażenie, że cały świat łączy się w żałobie z Kubą i jego rodziną. Chłopak całą mszę nie wypuszczał jej ręki, jakby bał się, że zostanie sam. Była przy nim cały czas. Odkąd stanęła w drzwiach jego mieszkania nie rozstali się nawet na chwilę. Lena była z nim w domu pogrzebowym, w kwiaciarni, w kościele i na cmentarzu. Teraz szła u jego boku, towarzysząc mu w ostatnim pożegnaniu jego mamy.

Kuba trzymał się bardzo dobrze. Wczoraj, gdy wrócili do niego po całym dniu przygotowań do pogrzebu, przytulił się do niej i trwali tak aż do samego wieczora, milcząc i dodając sobie otuchy. Następnie kochali się długo i spokojnie, tak jak nigdy wcześniej. To było jak gojenie ran, jak oddawanie cierpienia. Przyjęła je. Chciała zabrać od niego wszystko, co złe.
Orszak pogrzebowy musiał przemierzyć niemal całe miasto, żeby dotrzeć do cmentarza miejskiego. Razem z Kubą osłaniali się przed deszczem olbrzymim parasolem. Lena była wykończona fizycznie i emocjonalnie. Nie miało to jednak żadnego znaczenia. Była gotowa zrobić i wytrzymać o wiele więcej, żeby być przy Kubie.
Po ceremonii na cmentarzu, wciąż w olbrzymich strugach deszczu Kuba i jego rodzeństwo przyjmowali kondolencje. Lena przytuliła siostry Kuby, a następnie zrobiła to samo z Kamilem. Chłopak wyglądał na zdruzgotanego. W końcu to on jako najmłodszy z rodzeństwa pozostał z matką, i to on był z nią najbardziej związany. Lena bardzo mu współczuła i chciała jakoś pomóc. Kuba kazał mu zabrać swoje rzeczy z mieszkania i przyjechać do niego, ale na ten pomysł wpadła także jego siostra Kasia i Kamil już przyjął jej zaproszenie.
– Tak mi przykro – powiedziała mu na ucho, gdy wspięła się na palce, żeby go przytulić. – Kamil jakbyś czegoś potrzebował, to zawsze możesz się do mnie zwrócić.
Była mu to winna. Był przy niej wtedy, gdy Kuba uległ wypadkowi. Nawet gdyby nie tamta sytuacja i tak zaoferowałaby mu pomoc. Był w końcu bratem Kuby i był jej bardzo bliski.
– Dziękuję – objął ją, a potem szepnął jej na ucho: – Dobrze, że jesteś tu z nim.
Lena skinęła głową i posłała mu blady uśmiech. Wróciła na swoje miejsce, czyli tam, gdzie aktualnie znajdował się Kuba. Ten natychmiast chwycił ją za rękę. Trzymał ją mocno za dłoń nawet wtedy, gdy jej rodzice przyszli złożyć mu kondolencje. Na pewno zauważyli jej zażyłość z Kubą, ale nie komentowali tego. Mama zaprosiła ich oboje na obiad, ale Lena wiedział, że Kuba potrzebował teraz samotności. Samotności, w której byliby tylko we dwoje. Czuła to całą sobą, kiedy jej dotykał.
Odmówili, gdy kilka osób z rzędu chciało ich odwieźć do domu. Kuba chciał jeszcze zostać. Ona chciała zostać z nim. Gdy cmentarz opustoszał, Kuba przystanął przy świeżo usypanej ziemi i długo wpatrywał się w krzyż, na którym roboczo zaznaczono, do kogo teraz należało miejsce pochówku. Pomimo parasola, oboje byli zupełnie przemoczeni. Lena zaczynała drżeć z zimna, ale nie chciała dać tego po sobie poznać. Chciała dać mu czas na jego prywatne pożegnanie z matką.
– Tak mi przykro – odwrócił się w jej stronę. Jego twarz, która cała ociekała deszczem, wyglądała fascynująco – Tak mi przykro, że nie zrobiłem nic, żeby mogła zaznać, chociaż odrobiny szczęścia.
– Zrobiłeś wszystko, co mogłeś – powiedziała, gładząc go po ramieniu. – Nic więcej nie mogłeś zrobić. Ani ty, ani twoje rodzeństwo – powiedziała zdecydowanie, bo tak rzeczywiście uważała.
Każdy odpowiada za swój los i gdyby ich matka chciała przyjąć pomoc, to na pewno każde z nich ofiarowałoby ją bez najmniejszej chwili wahania. Lena miała styczność z jego matką tylko raz i darzyła ją obojętnością, ale gdy dowiedziała się, że kobieta nie odwiedzała Kuby w szpitalu, zapałała do niej niechęcią. Rozumiała, że była chora, ale to nie wyjaśniało, dlaczego się o niego nie troszczyła. Lenie nie mieściło się to w głowie. Zawiodła go, gdy potrzebował jej najmocniej. Wszystko to nie miało teraz znaczenia. Wszystko poszło w niepamięć.
Dziewczyna nie mogła jednak dopuścić do tego, aby Kuba zadręczał się wyrzutami sumienia, które w ogóle nie powinny go dotyczyć. Był dobrym synem i powinien sobie niczego wyrzucać.
– Zrobiłeś wszystko – objęła go w pasie i przytuliła.
Spojrzał jej głęboko w oczy, w których pomimo deszczu rozpoznała łzy. Popłynęły po jego twarzy cicho, mieszając się z ulewnym deszczem. Lena chciała je otrzeć i ukoić jego cierpienie, ale wiedziała też, że to był wyjątkowy rodzaj łez, które muszą spłynąć, żeby można było poczuć ulgę. Musiały mu dopomóc w przeżywaniu żałoby, w przeciwnym razie jego serce utonie w tym skumulowanym słonym jeziorze.
– Wracajmy do domu – poprosił i otarł rękoma twarz. – Jesteś cała zziębnięta.
– Nie zwracaj na mnie uwagi – powiedziała wciąż ciasno w niego wtulona. – Jeśli chcesz jeszcze zostać, to dla mnie nie ma problemu.
– Wracajmy – powtórzył i rzucając ostatnie spojrzenie na świeży grób, chwycił ją za rękę i poprowadził w stronę głównej bramy, stanowiącej granicę pomiędzy światem żywych i umarłych.
Szli w milczeniu, trzymając się za ręce. Gdy znaleźli się poza terenem cmentarza, nagle Kuba zatrzymał się w miejscu i wzmocnił uścisk dłoni.
– Lena? – zapytał
– Tak Kubuś? – popatrzyła prosto w te ciemne, głębokie oczy, którymi ją za każdym razem hipnotyzował.
Jego tęczówki były tak ciemne, że z łatwością mógłby w nich ukryć wszystkie swoje tajemnice. Mógłby, ale nie robił tego. Lena widziała najmniejszy skrawek jego myśli, tęsknot i bólu. Widziała wszystko.
– Chcesz wracać do siebie?
– Dlaczego? – chciała mieć pewność, co do jego intencji. – Jeśli chcesz pobyć sam, to nie ma problemu. Wrócę do swojego domu – powiedziała, starając się ukryć to jak bardzo ją ta propozycja rozczarowała i zasmuciła.
Nie była jednak egoistką. Tu nie chodziło o nią. Jeśli Kuba pragnął samotności, to ona mu ją da. Da mu wszystko, czego będzie potrzebował.
– Nie – zaprzeczył gwałtownie. – Nie chcę tego, ale nie chcę też trzymać cię z dala od rodziny. Nie musisz…być przy mnie – dodał ciszej.
– Nie muszę, ale bardzo tego chcę – nie chciała niczego przed nim ukrywać.
Tak wiele razy go zraniła, świadomie, czy nie, taka była prawda. Już więcej nie chciała tego robić. Nie wiedziała, co przyniesie przyszłość i czy kiedyś przestanie bać się związków i bliskości, ale teraz chciała być z nim. Chciała zabrać od niego przynajmniej cześć tego ciężaru, który dźwiga w sercu.
– Jesteś pewna? – w jego oczach czaił się strach i niepewność.
Potwierdziła to skinieniem głowy, kładąc głowę na jego piersi. Wokół szalała ulewa, a koronami drzew targał silny wiatr, ale w jej sercu panował idealny spokój. Jakby oboje znaleźli się w oku cyklonu. Nie chciała niczego więcej, bo gdy była z nim to miała wszystko i chociaż wciąż nie do końca była tego świadoma, jej serce już to rozgryzło.
Kuba objął ją jednym ramieniem i przytulił do siebie. Cmoknął ją w głowę i wtulił policzek w jej szyję.
Powolnym krokiem ruszyli w drogę powrotną do jego mieszkania. Deszcz zelżał, ale wciąż daleko było do całkowitego przejaśnienia. Całą drogę milczeli, bo też  nie potrzebowali żadnych słów. Lena czuła olbrzymie zmęczenie, ale nie zamierzała się skarżyć. Chciała zaopiekować się Kubą, tak jak on zawsze opiekował się nią.
Po dwudziestu minutach byli już na miejscu. Przemoknięci, zziębnięci i zmęczeni. Wzięli razem gorący prysznic. Tym razem nie kochali się, tylko przytulali. To było coś zupełnie innego, coś nowego, ale równie dobrego i ekscytującego. Coś intymnego i tylko ich.
Po tym Kuba położył się na kanapie i wpatrywał się nieprzytomnie w sufit, a po chwili zasnął. Lena okryła go kocem, a sama zabrała się za sprzątanie mieszkania i przygotowywanie kolacji. Napisała SMS-a do mamy, że dziś także zostaje u Kuby i zobaczy się z nimi jutro. Westchnęła ciężko, czując ciężar w sercu na myśl o wyjeździe. Nie chciała tego. Nie chciała go zostawiać. Spojrzała na jego skuloną postać i poczuła okropny żal, ale co innego mogła zrobić? Jak to wszystko ogarnąć, żeby go ponownie nie skrzywdzić?
Przykucnęła tuż obok łóżka i delikatnie przeczesała jego krótkie włosy. Kuba poruszył się przez sen, odwracając się twarzą w jej stronę. Był taki spokojny i taki…bezbronny. Tak bardzo nie chciała odjeżdżać. Wzruszenie ścisnęło ją za serce, a po policzkach potoczyły się łzy.
Nie wiedziała, co będzie z nimi dalej, ale wiedziała jedno – nie chciała się z nim rozstawać. Chciała być dla niego wszystkim tym, czego Kuba będzie potrzebował. Ten miesiąc pokazał jej, że nie jest w stanie uciekać przed tym, co do niego czuje. Nie mogła dłużej udawać. Bo, czy ryzyko zranienia mogło być gorsze od tego, co czuła przez ostatnie tygodnie? Ryzyko jest tylko ryzykiem, a świadomy wybór samotności jest realny, jak cholera, a ona nie chciałą świadomie wybierać samotności.
Na dworze zrobiło się już ciemno, gdy Kuba się obudził. Przetarł zaspane oczy i otworzył je szeroko na jej widok. Zupełnie jakby nie spodziewał się jej tu zastać. A może po prostu przestraszył się, bo jak psychopatka wpatrywała się w niego, kiedy ucinał sobie drzemkę…kto to mógł wiedzieć.
– Jak się czujesz? – zapytała go łagodnie.
Kuba podniósł się na łokciu i odchrząknął. Wciąż wyglądał na bardzo skołowanego, jakby nie do końca wiedział, gdzie jest i co się dzieje. Usiadła obok niego, czekając na odpowiedź.
– Chyba dobrze – miał zachrypnięty głos. – Tylko mi zimno – i na potwierdzenie tych słów zadrżał.
Lena dotknęła dłonią jego czoła. Było rozpalone. Przyjrzała mu się uważnie. Chłopak był blady i miał podkrążone oczy. Musiał się przemarznąć na tym deszczu.
– Nie wstawaj, Kubuś – pogładziła go po włosach. – Chyba się przeziębiłeś – dodała, naciągając na niego koc.
Kuba nie posłuchał jej tylko podniósł się do pozycji siedzącej, ale po chwili złapał się za głowę.
– Jezu, ale boli – zasyczał przez zęby. – Chyba jednak masz rację.
– Jak zawsze – uśmiechnęła się i raz jeszcze przeczesała jego włosy – Kładź się i niczym się nie martw. Ja tu jestem – dodała ciszej.
– Jak długo możesz zostać? – zapytał, a w jego głosie słychać było coraz wyraźniejszą chrypkę.
Lena zastanowiła się chwilę, próbując przypomnieć sobie plan zajęć. Był poniedziałek i wiedziała, że dziś opuściła kilka ważnych wykładów i ćwiczeń, ale miała nadzieję, że jej koleżanki spróbują jej jakoś pomóc, chociażby wpisując ją na listę wykładów. Ale to był początek roku, na pewno nic ważnego się nie wydarzy. W tej chwili miała to gdzieś. Dla niej ważniejszy był Kuba.
– Jak długo zechcesz – odpowiedziała.
– Przecież nie możesz opuszczać zajęć – znowu usiadł, opierając się o zagłówek – Nie chcę żebyś odjeżdżała, ale nie możesz przecież przeze mnie zawalać studiów.
– Spokojnie – uśmiechnęła się – Wszystko ogarnę.
– Posłuchaj…chciałbym z tobą o czymś porozmawiać – powiedział spoglądając na swoje ręce. – Nie było czasu, ani okazji – podniósł na nią swoje ciemne, zmęczone i piękne oczy – Dlaczego wróciłaś? – zapytał wprost. – Czy dlatego, że jako przyjaciółka chcesz mnie wspierać w trudnych chwilach – lekko się skrzywił, wymawiając słowo „przyjaciółka” – Czy…chcesz czegoś więcej?
Lena, tym razem nie uciekła od niego wzrokiem. Nie mogłaby. Kuba wpatrywał się w nią z taką nadzieją i takim oczekiwaniem, że nie potrafiłaby się odwrócić i uciec. Nie tym razem.

– Chcę czegoś więcej – odpowiedziała pewnie, bo właśnie tak czuła. 

7 komentarzy:

  1. No wreszcie ;) brawo dla tej pani zrozumiała tak wiele rzeczy w czasie trwania rozłąki że tylko pogratulować. Ciekawe co los a właściwie Ty Agatko jeszcze dla nich wymyślisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej chwili nawet ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie :D

      Usuń
    2. I to właśnie uwielbiam w tym opowiadaniu piszesz pod wpływem chwili.Nie jest tak że nasz ustalone z góry o czym ma być jak zacząć i skończyć. Uwielbiam ;)

      Usuń
  2. boskie,boskie,boskie

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy nowy rozdział? :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taki smutny a zarazem piękny rozdział. Jak zawsze pochłonął mnie całkowicie. ;)

    OdpowiedzUsuń