poniedziałek, 11 stycznia 2016

"Wszystkie twoje marzenia" Rozdział 1


1.
Co ja tu, do cholery, robię? – pomyślał, rozglądając się dookoła. Wziął duży łyk piwa z nadzieją, że ta trzecia butelka wreszcie pomoże mu się rozluźnić. Póki co nie pomagała. Kamil zaczynał podejrzewać, że chyba tutaj nie pasuje. Wrażenie to towarzyszyło mu, odkąd dwa tygodnie temu przyjechał do Warszawy. W pokoju w akademiku czuł się jak w klatce.
Jego współlokator należał do najmniej rozmownych ludzi na świecie. W dodatku w czasie tych dwóch tygodni wyjeżdżał do domu już dwukrotnie. Kamil nawet pomyślał, że chłopak to maminsynek, który tęskni za swoim łóżeczkiem i domowymi obiadkami. Dopiero gdy zagadnął go o to w żartach, dowiedział się, że Mateusz zostawił w rodzinnych stronach dziewczynę. No cóż, Kamil nie wierzył w powodzenie związków na odległość, tę opinię zachował jednak dla siebie. Nie chciał narazić się człowiekowi, z którym na piętnastu metrach kwadratowych będzie musiał spędzić prawie dziewięć miesięcy.
Udział w spotkaniu integracyjnym jego grupy ćwiczeniowej wydawał mu się dobrym posunięciem. Ale tylko do momentu, w którym postawił stopę w studenckim barze Frog, który mieścił się tuż przy kampusie. Pomimo dość oszczędnego wystroju, miejsce miało swój klimat
Niestety, z jakichś przyczyn nie mógł się rozluźnić, dlatego postanowił jak najszybciej się ulotnić, nie dbając o to, co pomyśli o nim reszta. Kamil nie potrafił wyjaśnić, dlaczego nie może wtopić się w tłum i włączyć do rozmowy. Może po prostu niełatwo przychodziło mu nawiązywanie znajomości? Może to była zbyt duża zmiana w jego życiu, na którą nie był jeszcze gotowy?
Kuba, jego brat, starał się mu we wszystkim pomóc. Zaproponował nawet wspólne mieszkanie, ale Kamil na myśl o słuchaniu odgłosów codziennego bzykania Kuby i jego dziewczyny Leny czuł na plecach dreszcz obrzydzenia. Odkąd tych dwoje niecały rok temu zamieszkało razem, nie robili chyba nic innego, tylko uprawiali seks. Kamil nie mógł się nadziwić, jak znajdują czas na jedzenie, spanie, pracę, czy studia. Zachowywali się jak króliki napędzane bateriami Energizer. 
Uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie tej chwili, gdy Kuba oznajmił mu, że on i Lena są parą. Kamil nigdy nie widział, żeby brat był szczęśliwszy. On sam nie był tak wytrwały i nieustępliwy w dążeniu do zdobycia tego, czego pragnął. Szybko się poddawał i rezygnował z rzeczy, o które musiałby walczyć. Wychodził z założenia, że jeśli coś jest tak trudne do zdobycia, to najwyraźniej nie jest dla niego. Wątpił, aby na świecie istniała osoba, dla której mógłby się tak bardzo poświęcić.
– Jak tam przygotowania do pierwszego kolokwium? – Z filozoficznych rozmyślań wyrwało go czyjeś pytanie.
Kamil podniósł oczy na dziewczynę o kasztanowych włosach, która uśmiechała się do niego przyjacielsko. Chłopak pamiętał ją jak przez mgłę, ale wiedział, że należała do jego grupy. Na pewno, w przeciwnym razie by jej tu nie było – pomyślał rozbawiony, widocznie trzecia butelka spełniła jednak pokładane w niej nadzieje.
– Na tę chwilę nie zaistniały – odpowiedział zgodnie z prawdą.
Nawet nie zajrzał do notatek z mechaniki, nie mówiąc o nauce.
Dziewczyna zaśmiała się w głos. Kamil nie potrafił rozstrzygnąć, czy to było szczere, czy próbowała się do niego przystawiać.
– Mam tak samo. Ale co się odwlecze... – pociągnęła spory łyk piwa i puściła do niego oko.
Tak, przystawia się zadecydował.
Przyjrzał się dziewczynie uważniej. Była nawet ładna w taki naturalny i delikatny sposób. Jej ciemnobrązowe oczy przykuwały uwagę, a usta zachęcały do tego, aby się w nie wpić i… Tak, jestem już pijany – pomyślał zaskakująco trzeźwo. Pociąg do przypadkowych lasek był sygnałem alarmowym, który w tej chwili informował go, że czas wracać do siebie.
Nie potrzebował komplikacji. Wiedział, że takie przypadkowe bzykanie nie pozostanie bez konsekwencji, gdyż kampus był zbyt ciasny, aby w razie problemów móc pomieścić dwie unikające się osoby. Szczególnie jeśli potencjalna zdobycz będzie z nim uczęszczać na te same zajęcia.
Pożegnał się ze znajomymi i ruszył w drogę powrotną. Miał do pokonania krótki odcinek wzdłuż czteropasmowej ulicy, a potem niewielkie błonia już na terenie akademików. Na zewnątrz było rześko. Październik rozpieszczał temperaturami. Nawet teraz było około piętnastu stopni, co o tej porze roku zdarzało się bardzo rzadko.
Przechodził właśnie przez ulicę, gdy jego uwagę przyciągnął samochód na światłach awaryjnych. Dwa boczne koła stały na wysokim krawężniku, a pozostałe dwa na jezdni.
Kamil już prawie wyminął auto, gdy nagle wysiadła z niego dziewczyna i ni stąd, ni zowąd, zaczęła z wściekłością kopać koła i zderzak. Chłopak stanął jak wryty i zaszokowany przypatrywał się tej scenie. Skrzywił się, jakby to on dostał te wszystkie kopniaki. Tak się przecież nie robi – pomyślał natychmiast. Dziewczyna chyba się zmęczyła, bo zaprzestała tego barbarzyństwa. Zdyszana oparła dłonie na kolanach i próbowała złapać oddech. Po chwili jednak ponownie rzuciła się na biednego opla astrę, tym razem z gołymi rękami Zaklęła głośno, gdy przywaliła drobną pięścią w maskę. Chyba dopiero teraz zrozumiała, że nawet jeśli samochód jej nie oddaje, to walka i tak jest z góry przegrana. Zrezygnowana usiadła na chodniku i schowała twarz w dłoniach.
Kamil przypatrywał się widowisku w oszołomieniu. Poczuł się jak w teatrze. Zastanawiał się przez chwilę, czy aby nie zainterweniować, ale obawiał się, że i on może dostać po głowie.
Już miał ruszyć dalej, gdy dotarł do niego szloch. Kamil wzniósł oczy do niebios, po czym wyszedł z cienia, w którym dotąd się ukrywał, i zrobił kilka kroków w stronę dziewczyny oraz poturbowanego auta.
– Coś się stało? – zapytał, przystając tuż obok.
Dziewczyna podniosła na niego zapłakaną twarz. Od razu wiedział, że to nie są łzy smutku czy rozpaczy. W oczach miała błyski złości i frustracji. Jego eks nauczyła go rozróżniać tego typu akcje. Na samo jej wspomnienie pokręcił głową zdegustowany.
– Nic – odpowiedziała buńczucznie, jakby Kamil chciał ją okraść, a nie zaoferować pomoc.
– Coś z autem? – kontynuował, niezrażony odpowiedzią.
Podniosła się z krawężnika i spojrzała bezradnie na samochód.
– Ta kupa gówna rozkraczyła się przed samym akademikiem – westchnęła ciężko, a Kamil uśmiechnął się pod nosem.
Wbrew zdrowemu rozsądkowi zachowanie dziewczyny go zaintrygowało. Przyjrzał się jej, ale dyskretnie, żeby nie wzięła go za jakiegoś zboczeńca.
Była niewysoka, sięgała mu zaledwie do ramienia. Ciemne włosy z rudawym odcieniem związała w koński ogon, który podskakiwał w takt jej gwałtownych ruchów. Drobna twarz upstrzona była piegami, tak wyraźnymi, że nie dało się ich nie zauważyć nawet nocą w świetle ulicznej latarni. Kamil nie przepadał za piegami, ale akurat do tej dziewczyny dziwnie pasowały. Dodają jej charakteru, chociaż chyba nie potrzebuje już go wzmacniać – pomyślał złośliwie.
– Gdzie jest twój akademik? – zapytał.
Dziewczyna odwróciła się do niego i przyglądała mu się przez kilka sekund. Po chwili, jak wyrwana z głębokiego zamyślenia, wskazała głową w stronę kampusu.
Alfa, ten ostatni – powiedziała z rezygnacją.
Kamil dobrze wiedział, który to budynek, bo od dwóch tygodni był jego lokatorem.
– Naprawdę? – zapytał zdziwiony.
– No tak, a co? – odpowiedziała, grzebiąc w torebce.
Po chwili znowu spojrzała mu prosto w oczy. Dopiero wtedy zauważył, że miała niebieskozielone tęczówki. Intensywna mieszanka kolorystyczna, której Kamil nigdy wcześniej nie spotkał.
– Nic. Też tam mieszkam – oderwał od niej wzrok i odchrząknął głośno. – Co się stało? – zapytał, podchodząc do auta.
– A skąd ja mam to wiedzieć – rzuciła, przybierając ten sam opryskliwy ton z początku ich rozmowy. – Po prostu stanął i nic. – Raz jeszcze kopnęła oponę.
– Daj mi kluczyki – powiedział i wyciągnął do niej otwartą dłoń.
Zawahała się przez chwilę, ale mu je wręczyła. Chłopak wsiadł do samochodu, odsunął maksymalnie siedzenie, bo oczywiście dziewczyna przy swoim wzroście siedziała niemal na przedniej szybie. Uruchomił silnik, a właściwie spróbował, bo ten tylko zarzęził, a następnie zgasł. Zaświeciła się lampka kontrolna akumulatora i Kamil miał niemal stuprocentową pewność, że padł alternator. W takiej sytuacji nic się nie dało zrobić. Wyszedł z auta i przekazał dziewczynie złe wieści.
– Kurwa! – krzyknęła w niebo.
Chwilę się zastanowiła i zapytała z dziwnym błyskiem w oczach:
– A co by się stało, jakbym go zrzuciła z mostu do Wisły? Poniosę za to jakieś konsekwencje?
Kamil był pewien, że laska żartuje, ale nie drgnął jej nawet kącik ust. Patrzyła na niego pytająco, a on otworzył usta ze zdziwienia.
– Mówisz poważnie? – zapytał, a dziewczyna przytaknęła i popatrzyła na niego, jakby to pytanie było niedorzeczne. – No pewnie, że poniesiesz konsekwencje – zapewnił.
– Ale jak zrobię to poza miastem i zedrę z niego tablice rejestracyjne? – kontynuowała, dziwnie podniecona swoim pomysłem.
Kamil zaczynał podejrzewać, że coś z nią nie tak. Być może uciekła ze szpitala psychiatrycznego, albo jest jakimś zbiegłym przestępcą. Otaksował raz jeszcze jej drobną sylwetkę i zdecydował, że pierwsza opcja jest bardziej prawdopodobna.
– Nie tylko po tablicach rejestracyjnych można zidentyfikować samochód – powiedział łagodnie, jak do nierozgarniętego dziecka. – Poza tym, tak jak mówiłem, trzeba wymienić alternator i samochód będzie dalej jeździł.
Dziewczyna zawiedziona spuściła nisko głowę i podparła się pod boki.
– No i co dalej – powiedziała, jakby do siebie.
Te słowa, pełne rezygnacji bardzo go rozbawiły, ale też i trochę rozczuliły. Westchnął głęboko.
– Popchnę cię… to znaczy twój samochód, a ty nim pokierujesz. Podprowadzimy go pod akademik, a potem się zastanowisz. Tu nie może zostać.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, rozważając propozycję.
– Damy radę to zrobić? – dopytała z powątpiewaniem.
– Chciałaś powiedzieć, czy ja dam radę – poprawił ją. – Ty musisz jedynie iść obok auta i kręcić kierownicą. – Zakasał rękawy i ustawił się za autem. – I tak, dam radę – dodał, żeby nie pomyślała, że ma do czynienia z niemotą.
– No dobra. – Otworzyła drzwi i chwyciła za kierownicę. – Gotowy?! – krzyknęła.
– Jak cholera – mruknął pod nosem.
Po dwudziestu minutach, dotarli na parking pod akademikiem. Zdyszani, przystanęli, opierając się o maskę. Dziewczyna wyprostowała się i uśmiechnęła do niego. Jej twarz zmieniła się jak pod wpływem zaklęcia. Kamil nie potrafił sprecyzować, o co tak naprawdę chodziło, ale w jednej chwili dziewczyna zmieniła się w piękność.
– Dzięki – powiedziała wciąż z tym szerokim uśmiechem.
Wyciągnęła swoje rzeczy z samochodu i ruszyła do głównego wejścia akademika. Kamil poszedł jej śladem.
– Na którym piętrze mieszkasz? – zapytał, zrównując się w nią.
Jakby zdziwiona jego zachowaniem, przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią.
– Szóstym – odpowiedziała, nie obdarzając go mu nawet spojrzeniem.
Jezu, co za dziwaczka – pomyślał. Otworzył przed nią drzwi i puścił przodem. Pani Ela z portierni wręczyła im klucze do pokojów i oboje ruszyli dalej.
Dziewczyna przystanęła przy windzie, odwracając się do niego tyłem. Kamil wzruszył ramionami i skierował się na schody. Mieszkał na czwartym piętrze, ale dbał o kondycję, między innymi dzięki tej codziennej wspinaczce.
Otworzył drzwi pokoju, w którym jak zwykle w piątek nie zastał współlokatora. Mateusz na pewno usychał z miłości i pojechał na weekendowe „dokarmianie”. O Boże, ale żenada – westchnął w myślach, robiąc sobie coś do jedzenia. Kamil postanowił, że nigdy nie da się tak omotać i zwariować. Nigdy nie stanie się niczyją bezwolną kukłą. Będzie chciał iść z kimś do łóżka, to pójdzie, ale na jasnych i prostych zasadach – żadnych związków, żadnych randek i żadnych deklaracji. Nie miał na to czasu ani ochoty. Poza tym był stanowczo za młody.
Zjadł kolację, rozebrał się i położył do łóżka. Dobrze, że Mateusz przywiózł telewizor i Kamil mógł przed snem trochę zająć umysł jakimś filmem akcji. Może dzięki temu prześpi chociaż jedną noc bez koszmarów. Od roku miał ten sam sen. Chce w nim wejść do pokoju, bo wie, że stało się coś złego. Szarpie klamkę, ale nie może otworzyć drzwi. Czasami po prostu nie może się poruszyć, a innym razem drzwi znikają, wtapiając się w ścianę.
Po takim śnie budził się zlany potem i z sercem w okolicy gardła.
Miał nadzieję, że jeśli minie więcej czasu od śmierci matki, to te koszmary się skończą. Tak się jednak nie stało.
Kamil pogodził się z jej odejściem i wrócił do normalnego życia. Niestety, jego strachy wracały niemal każdej nocy. Nie pomagała siłownia, wieczorne spacery, tabletki nasenne, ani alkohol. Nic nie pomagało.
Odwrócił się na drugi bok i ledwie przymknął oczy, a sen zabrał go w kolejną podróż. Tym razem do miejsca, które było wolne od koszmaru.








10 komentarzy:

  1. Dziękuję bardzo 💖 miłego wieczoru życzę Ci 🐹

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo 💖 miłego wieczoru życzę Ci 🐹

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki fajny juz to Lubie :) wiemy że Kamil jest ba pewno szkoda że piękna nieznajoma się nie przedstawiła :( nie wiem jak pozostałe Panie ala ja na pewno będę czytać z zapartym tchem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję bardzo ... cudne :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję bardzo 💖 miłego wieczoru życzę Ci 🐹

    OdpowiedzUsuń
  6. Och jak ja lubię bohaterów z zacięciem i misja życia która się zmienia pod wpływem uczucia 😃uwielbiam coś mi się wydaje ze ktoś się nauczy cierpliwości i zaciecia w dążeniu do celu 😃

    OdpowiedzUsuń
  7. Och jak ja lubię bohaterów z zacięciem i misja życia która się zmienia pod wpływem uczucia 😃uwielbiam coś mi się wydaje ze ktoś się nauczy cierpliwości i zaciecia w dążeniu do celu 😃

    OdpowiedzUsuń
  8. Juz zaczyna mi sie podobać :) Czekam na kolejne

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapowiada się cudownie! <3 Mój chłopak jest wielkim fanem motoryzacji, no i jest mechanikiem, więc od razu postać Kamila mi się z nim skojarzyła :) Nie mogę się doczekać!! A tymczasem czekam, aż dotrze do mnie "Kiedy na mnie patrzysz" :)

    OdpowiedzUsuń