środa, 13 stycznia 2016

"Wszystkie twoje marzenia" Rozdział 2


2.
– Zjesz coś, Maja? – zapytała jej współlokatorka Eliza, którą wszyscy nazywali Liza.
Maja weszła do pokoju, czując olbrzymie zmęczenie, ale jednocześnie ekscytację, którą próbowała sobie tłumaczyć na milion różnych sposobów. Jednak żaden nie był wystarczająco przekonujący.
– Nie – odpowiedziała, zrzucając buty i kurtkę.
Aneks kuchenny w ich segmencie mieszkalnym znajdował się w korytarzu, prowadzącym do trzech oddzielnych pokoi. Maja dzieliła swój z Lizą. Obok mieszkały trzy dziewczyny, a w ostatnim dwóch chłopaków. Maja nie zdążyła jeszcze wszystkich dobrze poznać, ale na pierwszy rzut oka współmieszkańcy wydawali się całkiem w porządku.

Późnym wieczorem, przy herbacie i ciastkach dziewczyna opowiedziała koleżance, co ją spotkało. Wracała z Mokotowa, gdy tuż przy samym wjeździe na kampus jej samochód zarzęził i tak po prostu się zatrzymał. Myślała, że dostanie szału, kiedy nie chciał ponownie odpalić. Opanowała ją taka frustracja, że po kilku minutach kopania maski i kół opadła bezsilnie na krawężnik i rozpłakała się, chociaż nienawidziła tego robić.
Wtedy pojawił się ten chłopak o ciemnobrązowych oczach i pewnym siebie uśmiechu. Przepchnął jej samochód aż na sam parking akademika. Maja nie wierzyła, że się uda, ale wspólnymi siłami dali radę Przyjrzała mu się ukradkiem. Wysoki i szeroki w ramionach. Włosy miał krótko przystrzyżone na karku, na górze dłuższe. Był bardzo przystojny. Maja znała ten typ. Jeden z tych, co to wie, jak działa na kobiety i perfidnie to wykorzystuje. Była mu wdzięczna za pomoc i uprzejmie mu za to podziękowała, ale niczego więcej od niego nie chciała.
Zresztą nie był nawet w jej typie, ale to nie miało żadnego znaczenia. Przykryła się kołdrą po szyję i niemal natychmiast usnęła.
*
Sobota przywitała Maję paskudną pogodą. Dziewczyna postanowiła dłużej poleżeć w łóżku i nadrobić zaległości w czytaniu.
Niecałe dwa miesiące temu jej życie wywróciło się do góry nogami. Od tamtej chwili, zmieniła swoje nastawienie do świata. Postanowiła cieszyć się każdym dniem i korzystać z każdej najmniejszej przyjemności. Było jej z tym dobrze i bezpiecznie.
Kiedy odłożyła książkę, natychmiast przypomniała sobie o tym cholernym gracie rdzewiejącym na parkingu. Jej najbardziej idiotycznym marzeniem było epickie zepchnięcie astry do Wisły. Ten nieznajomy koleś trochę ostudził jej zapał, ale nie stłamsił go całkowicie. Musiała tylko znaleźć kogoś, kto pomoże w realizacji tego śmiałego przedsięwzięcia. To postanowienie poprawiło jej humor.
– Co dzisiaj robisz? – zapytała Liza zaspanym głosem.
– Nie wiem. Chyba poczytam, zrobię zakupy. Może pójdę na spacer – odpowiedziała niezbyt zdecydowanie.
– To znaczy, że nic nie planujesz – stwierdziła koleżanka z półuśmiechem na ustach. – Idziesz ze mną na imprezę – dodała, podnosząc się z łóżka.
Liza miała potargane włosy i odciśnięte na policzku guziki poduszki. Wyglądała naprawdę rozczulająco. Była ładną dziewczyną o burzy kręconych blond włosów i niespokojnym duchem, który zawsze gdzieś gnał i nie mógł usiedzieć w miejscu. Maja polubiła ją od pierwszego wejrzenia.
– Jaką imprezę? – zapytała Maja niepewnie.
– Nigdzie nie musimy wychodzić, odbywa się w akademiku, chyba gdzieś na dole. – Eliza wzruszyła ramionami.
Maja pokręciła głową na te rewelacje. – Gdzieś na dole? A kto organizuje? – dopytała.
– A co za różnica! – Liza ponownie wzruszyła ramionami. – Ważne, żeby się dobrze bawić – dodała dla pewności, jakby koleżanka nie do końca wiedziała, po co są imprezy.
– Aha – skwitowała Maja.
Wolała się zabezpieczyć takim stwierdzeniem, niż od razu deklarować gotowość do działania.
Kto wie, co jeszcze może się wydarzyć.
Położyła się i wróciła wspomnieniami do snu, który był wciąż żywy w jej głowie. Biegła przez las. We śnie nigdy się nie męczyła. Bieg we śnie był jak latanie. Ożywczy i niesamowicie wyzwalający. Liściaste gałęzie smagały ją po twarzy, ale nie czuła bólu. Bosymi stopami dotykała chłodnej ziemi z wrażeniem niemożliwej do opisania lekkości.
W takim śnie chciałaby pozostać na zawsze.
Przedpołudnie spędziła równie bezczynnie i leniwie, jak poranek. Na dworze było pochmurno i dżdżyście. Maja ponownie otworzyła książkę i pogrążyła się w lekturze. Tak, ratując się kawą i odgrzewanym obiadem, dotrwała do późnego popołudnia.
Kiedy skończyła czytać, postanowiła się przewietrzyć i przy okazji zrobić zakupy. W drodze powrotnej z osiedlowego sklepiku złapała ją ulewa. Wszyscy na około uciekali w popłochu, jakby ten deszcz miał ich zabić. Maja szła powoli, rozkoszując się tym doznaniem, jakby zamiast zimnych kropli spadały na nią promienie słońca.
W pewnym momencie zatrzymała się i zaczęła się obracać. Pragnęła na chwilę zapomnieć, gdzie jest i kim jest. Brakło jej tchu, a serce rozpędziło się jak lekkoatleta na krótkim dystansie. Wokół rozszalała się burza, a grzmoty uderzały w najwyższe punkty, ale ona nie zwracała na to uwagi, tak bardzo zapamiętała się w tej dziecinnej czynności.
Kiedy otworzyła zalane deszczem oczy, napotkała spojrzenie, które pamiętała z wczorajszego wieczoru. Chłopak wpatrywał się w nią z dziwnym wyrazem twarzy. Jakby nie wiedział, jak zinterpretować jej zachowanie, albo jakby się jej… przestraszył.
Uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła do głównego wejścia do akademika. Minęła swojego wczorajszego wybawiciela, który stał schowany pod zadaszeniem, i skierowała się prosto do windy. Drżąc z zimna, pomyślała, że było warto.
Nieoczekiwanie, kiedy winda już się za nią zamykała, nieznajomy wsunął dłoń w szparę pomiędzy drzwiami, rozchylił je i wszedł do środka.
Cofnęła się o krok, żeby zrobić mu miejsce. Winda była obszerna, ale gdy chłopak do niej wszedł, nagle się skurczyła. Wydawało się, że jego obecność wypełniła całe pomieszczenie. Maja patrzyła przed siebie, czując nagłe zdenerwowanie.
– Cześć – odezwał się, stając na wprost niej.
Spojrzała mu w oczy, ale dziwnie ją krępował, dlatego uciekła wzrokiem i wpatrzyła się w drzwi przed sobą.
– Cześć – odpowiedziała beznamiętnie.
Chłopak zmierzył ją od stóp do głów, a następnie zapytał:
– Jak auto?
– Nic się od wczoraj nie zmieniło – powiedziała, lekko poirytowana jego nadmiernym zainteresowaniem.
– Masz jak go zaholować do mechanika? – zapytał, gdy winda zatrzymała się na czwartym piętrze.
– Nie, a co? Spodobało ci się wczoraj i chcesz go tam zapchać? – zapytała opryskliwie, bo chciała jak najszybciej znaleźć się już w pokoju, a on zawracał jej głowę.
Ku jej kompletnemu zdziwieniu facet się uśmiechnął. Wyszedł z windy na czwartym piętrze, ale nie odszedł korytarzem, tylko odwrócił się twarzą do Mai. Przewiercał ją spojrzeniem do momentu, aż nie rozdzieliły ich metalowe drzwi.
Dopiero gdy kabina ponownie ruszyła, dziewczyna wypuściła głośno powietrze z płuc. Nie rozumiała jego zachowania. Czego od niej chciał i dlaczego tak bardzo był zainteresowany jej autem? Może chce je ode mnie odkupić?pomyślała z nadzieją.
Wysiadła na szóstym piętrze i pognała do siebie, żeby się przebrać. Jej zakupy na szczęście nie ucierpiały podczas szaleństw na deszczu, więc zaraz po tym, jak wysuszyła włosy, zabrała się do gotowania.
Gdy prawie kończyła kurczaka po chińsku, z sąsiedniego pokoju wyłonił się jej współlokator, Filip. Uśmiechnął się na przywitanie, a ona odpowiedziała mu tym samym. Chłopak był dość przystojny, ale zupełnie nie w jej typie. Polubiła go jednak od pierwszej chwili, był bardzo sympatyczny i zabawny.
– Co tam masz dobrego? – zapytał, spoglądając przez ramię na patelnię.
– Ej, gdzie się pakujesz? – szturchnęła go łokciem w bok.
– Pięknie pachnie – zrobił oczy biednego szczeniaka, nie pierwszy zresztą raz, odkąd go poznała.
– Tak myślisz? – zaczęła się z nim droczyć. – Powiem ci, czy było też dobre. – Wzięła kęs do ust.
Nagle Filip wyrwał jej z rąk widelec, nadział duży kawałek kurczaka i zanim Maja zdołała zareagować, wsadził go sobie do ust.
– Już nie musisz. Stwierdzam, że jest zjadliwe – zaśmiał się, kiedy Maja trzepnęła go po głowie.
Wzięła talerz i wzdychając ostentacyjnie, nałożyła mu sporą porcję. Nie pokazywała tego w akademiku (bo to oznaczałoby dla niej katastrofę), ale lubiła gotować dla innych. Lubiła też patrzeć, jak ktoś je przygotowane przez nią potrawy.
– Przecież ty mnie zrujnujesz. Chyba złożę podanie o przeniesienie – powiedziała, wręczając mu pełen talerz.
– Ej, ostatnio to ja zrobiłem schabowe – przypomniał jej.
Tak, to prawda, ale po tym już trzykrotnie mnie obżarłeś – pomyślała złośliwie. Nie powiedziała tego na głos, tylko pokręciła głową z dezaprobatą.
– Dobra, bo się zaraz udławię – powiedział, pałaszując danie, jakby ktoś miał mu za chwilę wyrwać ten posiłek z gardła. – Jutro. Ty i ja. Pizza. Na mieście – mówił, połykając każdy wyraz, zupełnie jak jej kurczaka z makaronem sojowym.
– Żebyś wiedział – odpowiedziała, ale po chwili przyszła refleksja.
Czy on mnie zaprosił na randkę? – zastanowiła się przerażona. Maja nie chodziła już na randki. Nie chciała się z nikim wiązać. Chciała wdrożyć się w studenckie życie i zaznać wszystkich uroków mieszkania poza domem. Chciała wyrwać się spod irytującej kurateli rodziców.
Chciała… czuć.
Nie interesowały jej związki ani przypadkowe randki.
– To jesteśmy umówieni – uśmiechnął się do niej promiennie i czmychnął do swojego pokoju, zostawiając ją z dylematem.
Cholera, że też musiałam się odezwać – pomyślała, zastanawiając się od razu nad wybrnięciem z tej sytuacji. Pomyślę o tym jutro. Teraz jej życie idealnie przypominało motto Scarlett O’Hary, do którego stosowała się bardzo sumiennie.
Po godzinie wróciła Liza. Wyglądała jak zmokła kura. W pokoju było chłodno, ponieważ zapowietrzyły się kaloryfery. Dopiero w przyszłym tygodniu miał się ktoś tym zająć. Przemarznięte weszły pod koc i włączyły sobie jakiś film. Oczywiście Eliza pragnęła komedii romantycznej, ale dla Majki byłaby to jedna wielka tortura, dlatego stanęło na horrorze o zombie. Takie proste chwile spędzane z koleżanką Maja zatrzymywała głęboko w sercu, bo wierzyła, że pozostaną z nią na zawsze, nieważne gdzie rzuci ją los i czym zechce ją jeszcze zaskoczyć.
Wieczorem Liza zakomunikowała, że czas się szykować. Maja spojrzała na nią nieprzytomnie.
– Na co mam się szykować? – zapytała skonsternowana, odwijając się z koca.
– No jak to na co? – przyjaciółka nie patrzyła na nią, tylko wyciągała z szafy jakieś ubrania. – Idziemy na imprezę dwa piętra niżej. Już się wszystkiego dowiedziałam. Kolesie z pokoju sześćdziesiąt osiem organizują imprezę zapoznawczą. – Podsunęła jej pod oczy jakiś skrawek zielonego materiału. – Włóż to – poleciła.
– Chyba sobie żartujesz – Maja wpadła w lekką panikę. – Nie mam ochoty nigdzie wychodzić – zawyła, gdy koleżanka rzuciła w nią kolejnym elementem garderoby.
– No przestań. Obiecałaś – oburzyła się Liza, chociaż współlokatorka niczego jej nie obiecywała. – To będzie ładnie na tobie wyglądało – wskazała głową spódnicę, którą Maja zdecydowanym ruchem odłożyła na bok.
Po piętnastu minutach tej słownej przepychanki Maja zgodziła się zejść z nią na dół i przetrzymać chociaż pół godziny. Tak, pół godziny to nic wielkiego – myślała, gdy zamykały za sobą drzwi.
Wszystkie pokoje w akademikach wyglądały identycznie. Te same meble, ten sam rozkład pomieszczeń, taki sam bałagan. Segment mieszkalny na czwartym piętrze wyglądał jednak wyjątkowo schludnie, mimo że zajmowali go sami faceci. Na miejscu zebrało się już kilkoro ludzi, których Maja nie kojarzyła nawet z widzenia.
W jej dłoni znalazła się nagle butelka piwa i rozbrzmiała muzyka. Po kilku łykach alkoholu dziewczyna trochę się rozluźniła. Po opróżnieniu butelki, stwierdziła, że przecież to kolejna okazja do kolekcjonowania przeżyć. Uśmiechała się szeroko i włączyła nawet do kilku rozmów. A jednak to potrafięprzyklasnęła sobie w myślach, czując lekkość w głowie.
– Tu jesteście – usłyszała za swoimi plecami.
Od razu rozpoznała głos Filipa. Wpadła w panikę, bo ten mógł wywlec przy ludziach jej nieopatrzną zgodę na wspólne wyjście na pizzę. Takie informacje wygadane na głos stają się bardziej wiążące.
– Ładnie to nie informować współlokatorów o imprezie? – zapytał, udając pretensję.
– Hej, mnie nie pytaj. Ja zostałam tu przyciągnięta siłą – zażartowała, czując na sobie jego spojrzenie.
Niebieskie oczy przewiercały ją na wylot. Ten kolor był tak intensywny, że wręcz nieprawdopodobny. W przyrodzie nie istnieją tak niebieskie oczy – myślała nieprzytomnie.
Po chwili dołączyła do nich Eliza i jakaś nieznajoma dziewczyna. Rozmawiali o głupotach, a Maja poczuła ulgę, bo wyglądało na to, że Filip albo zapomniał o ich jutrzejszym spotkaniu, albo sam chciał to na razie trzymać w tajemnicy. I dobrze – pomyślała, bo gdy to odwoła, Filipowi nie będzie przy innych głupio.
Minęło uzgodnione pół godziny, ale Maja wcale nie czuła potrzeby powrotu do pokoju. Zapatrzyła się w szybę w ciemnym kącie długiego korytarza. Sączyła drugie piwo i czuła spokój. Taki, jakiego już dawno nie zaznała.
Odwróciła się gwałtownie i po raz drugi tego dnia napotkała te same ciemne oczy. Tym razem nie patrzyły na nią ze zdziwieniem czy strachem. Teraz ich właściciel wyglądał na zaintrygowanego. Poczuła kołatanie serca i gorąco w każdym najmniejszym fragmencie ciała.
To był bardzo niedobry znak. Bardzo niedobry.
Facet oderwał się od jakiejś rozmowy i ruszył w kierunku Mai, a ona zapragnęła jak najszybciej uciec. Zniknąć. Mimo to nie ruszyła się z miejsca. Nie uciekła.
Wysoki, o szerokich i nieznacznie umięśnionych ramionach. O ciemnych, lekko falujących włosach i brązowych oczach. O sprężystym i pewnym siebie kroku. Był wszystkim, czego chciała się pozbyć ze swojego życia. Miało pozostać w nim jedynie mnóstwo wspomnień i nowych wrażeń. Żadnych romansów, żadnych motyli w brzuchu… a już na pewno nie takich, które poruszyły się w niej teraz, jakby dopiero wykluły się ze swoich kokonów.
– Mam kolegę – powiedział, gdy stanął tuż przy niej.
– Gratuluję – odpowiedziała kąśliwie.
Ku jej całkowitej irytacji, chłopak zaśmiał się w głos, odchylając do tyłu głowę.
– Boże, gdybyś nie była taka zabawna… – Nie dokończył tej błyskotliwej myśli, tylko pokręcił głową i wziął łyk piwa. – No więc, mam kolegę… – zrobił wymowną pauzę – który mógłby cię podholować do mechanika – dokończył i ponownie się napił.
– Dzięki, ale chyba jednak go zepchnę do Wisły. – Uśmiechnęła się na tę myśl.
– Ale dlaczego? – zapytał szczerze zainteresowany. – Przecież to całkiem dobry samochód. – Uniósł ciemne brwi.
Dziewczyna stwierdziła, że są idealne. Zupełnie jak pięknie wykrojone usta, które wyginał w szczerym uśmiechu. Na ten widok oblało ją gorąco i prawie ugięły się pod nią kolana. Zdecydowanie to nie były dobre objawy… chyba że to objawy grypy albo przeziębienia. Tak, to musi być to.
– Bo zawsze chciałam to zrobić – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
– Tak po prostu?
– Tak po prostu – odpowiedziała, uśmiechając się do niego. Skoro to tylko grypa, co jej szkodzi się do niego uśmiechać.
– Okej – odezwał się wreszcie.
– Co okej? – zapytała rozkojarzona.
 – Wezmę od kolegi auto, podholujemy twoją astrę gdzieś za miasto i zepchniemy ją do rzeki, chociaż uważam, że to barbarzyństwo. – Ponownie napił się piwa.
Maja wpatrywała się w niego uważnie, bo nie dowierzała, że ten obcy dla niej chłopak, którego imienia nawet nie poznała, tak najnormalniej w świecie proponuje jej pomoc w realizacji tego nietypowego pomysłu.
A może chce mnie w coś wrobić? – zastanowiła się.
– Dlaczego? – zapytała podchwytliwie, a on na chwilę zastygł z butelką przy ustach.
– Tak po prostu. – Wyszczerzył się.
Chwilę wpatrywali się w siebie i wcale nie było niezręcznie. Wprost przeciwnie – było przyjemnie i zwyczajnie.
Tę chwilę przerwało pojawienie się Filipa. Mijając ich, zmierzył jej towarzysza podejrzliwym wzrokiem, a potem przeniósł spojrzenie na nią i zapytał:
– To jutro jesteśmy umówieni? Tak na osiemnastą?
Maja dostała palpitacji serca, ale nie mogła zrobić nic innego, tylko bezmyślnie przytaknąć głową.
– To do jutra, o ile już dziś się nie zobaczymy! – Puścił do niej oko i ruszył schodami na górę.
Wzięła duży łyk piwa. No to się wpakowałam – pomyślała.
– Randka? – odezwał się jej towarzysz.
Maja westchnęła ostentacyjnie.
– Na to wygląda.
– Kolega z pokoju obok? – drążył niedbałym tonem.
– Nom. – Odwróciła wzrok, czując, jak palą ją policzki.
– Chcesz dobrej rady? – zapytał, opierając się o wnękę okienną.
– Nie – odpowiedziała, na co się ponownie roześmiał.
– I tak ją dostaniesz – powiedział, wciąż rozbawiony. – Randki z człowiekiem, który mieszka za ścianą, to nie najlepszy pomysł – oznajmił zdecydowanie i z pełną powagą.
– Tak? A jaka jest idealna odległość pomiędzy osobami chcącymi iść na randkę? – zapytała z równą powagą.
– Przynajmniej dwa piętra – odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem.
Odwrócił się i poszedł w stronę swojego pokoju, ale po chwili się zatrzymał i wrócił do niej truchtem.
– Jestem Kamil. – Wyciągnął rękę.
– Maja. – Odwzajemniła uścisk jego ciepłej dłoni.
– Maja – powiedział do siebie, po czym ruszył z powrotem.

Poruszona wróciła do swojego pokoju. Na chwilę o wszystkim zapomniała. 

6 komentarzy:

  1. Robi się coraz ciekawiej. Super - oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyżby nasza droga Maja postanowiła zostać zakonnicą😉

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem ciekawa co za tajemnicę kryję Maja ? Czym Autorka nas zaskoczy ...Oj Kamil następny ideał nam się kroi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super a tyle sprzecznych emocji mam zastanawiam się co dokładnie stało się 2mies. wcześniej. Poczekam cierpliwość czasem się opłaca zwłaszcza jeśli chodzi o Twoje pisanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawie się zapowiada. Gratuluję pomysłu :)

    OdpowiedzUsuń