sobota, 20 sierpnia 2016

"Noc Kupały" Rozdział 2


Paweł
Proszę, proszę, mała skrzypaczka wyrosła, myślał, co chwilę spoglądając w stronę dziewczyny, która zajmowała miejsce pasażera w jego aucie. Szczerze mówiąc, to aż tak bardzo się nie zmieniła pod względem fizycznym, ale było w niej coś nowego. Coś, czego nie potrafił dokładnie sprecyzować. Dojrzała – to na pewno. Zerknął pospiesznie na jej piersi. Tak, definitywnie wyglądała dojrzalej, zadecydował.
 Włosy w kolorze karmelu miała związane w koński ogon, który dyndał w takt ruchów jej głowy. Paweł miał ochotę pociągnąć za ten koński ogon. Od razu wyobraził sobie, jak to robi, gdy dziewczyna wypina się do niego tyłem i… Potrząsnął głową, niechętnie rozstając się z tą pobudzającą wizją. Cholera, skąd to się wzięło? Zaraz po przyjeździe obiecywał sobie abstynencję seksualną, a tu co?

Zawsze uważał Sarę-skrzypaczkę za niezłą laskę, ale nie wiedzieć czemu, dziewczyna reagowała na jego obecność wrogością, dlatego nigdy do niej nie uderzył. Zresztą nie robił tego także z powodu Kamili. Siostra, choć mikrus, miała w sobie dużo pary, a w połączeniu z jej wiecznie zaostrzonymi pazurami, pewnie wydrapałaby mu oczy, zanim powiedziałby cokolwiek na swoją obronę. Poza tym, w czasach, gdy on nie mógł poskromić swojego apetytu na dziewczyny, Sara miała chyba z piętnaście lat. To raczej nie nastrajało zachęcająco. A potem, gdy spełniała już jego kryteria wiekowe, dziewczyna dostała na niego alergii. Unikała, jak diabeł święconej wody i patrzyła na niego, jakby zarażał wirusem Eboli. Do dziś dnia nie wiedział, dlaczego tak bardzo go nie znosiła.
- Masz jakieś plany na wakacje? – zagadnął uprzejmie.
Nie lubił takiej głuchej ciszy w aucie, a poza tym chciał się czegoś o niej dowiedzieć. Czy ma chłopaka? Czy lubi niezobowiązujący seks?, zaśmiał się ze swojego dowcipu na głos. Sara posłała mu spojrzenie, od którego poczuł się zaszczuty. I to we własnym samochodzie.
- Owszem, mam – odrzekła, zamilkła, a potem ostentacyjnie odwróciła się w stronę szyby.
Aha, pomyślał skonfundowany. Mógłby się zamknąć i przełknąć jej zachowanie, ale że był dziś w dość kiepskim nastroju, ponieważ znalazł swojego majstra w stanie kompletnego upojenia alkoholowego, postanowił to skomentować.
- Mam pytanie – rozpoczął: – O co ci, kurwa, chodzi? – zapytał bez ogródek.
Sara drgnęła, jakby poraził ją prąd. Zmrużyła na niego oczy, aż pod powiekami pozostały jedynie mikroskopijne szparki.
- Słucham? – zapytała swoim aksamitnym głosem.
- Czy ja ci coś zrobiłem? – odwrócił się do niej przodem, gdy zatrzymał się pod jej blokiem.
- Ty? Mi? – pisnęła. – A co ty miałbyś mi zrobić? – zadała kolejne pytanie, akcentując wyraz „ty” a na końcu parsknęła nie po dziewczęcemu.
Zdał sobie sprawę, że ich rozmowa zamieniła się w ciąg pytań bez odpowiedzi.
- No właśnie nie wiem, ale chyba coś musiałem ci zrobić, bo nie znajduję innego wyjaśnienia na to, jak się do mnie odnosisz – zakomunikował, nachylając się do niej tak, że musiał wejść w jej przestrzeń osobistą. – I to po tym, jak zrobiłem ci uprzejmość, podwożąc cię z walizkami pod sam blok – dodał, wdychając jej zapach.
Boże, ale pięknie pachnie, pomyślał bez sensu. Jak pomarańcza, albo jakiś inny cytrus. Zwalczył odruch zamknięcia oczu i zaciągnięcia się tym zapachem. Chryste, co się ze mną dzieje?
Dziewczyna zamiast odpowiedzieć, wygrzebała ze swojej przepastnej torebki portfel i otworzyła go ostentacyjnie.
- Ile mam ci zapłacić za tę uprzejmość? – zapytała ostro, tym razem akcentując słowo „uprzejmość”.
Oddychała szybko, a jej oczy ciskały błyskawicę. Jasnoniebieskie tęczówki aż iskrzyły się ze złości. Bardzo mu się to spodobało. Zadziorna kocica, ochrzcił ją w myślach.
Ocknął się nagle, gdy dziewczyna wydała z siebie niecierpliwe chrząknięcie.
- O czym ty, do cholery, mówisz? – zmrużył oczy.
- Ile chcesz za podwiezienie? – dodała, prychając.
- Nie wygłupiaj się, dziewczynko – specjalnie tak ją nazwał, żeby jeszcze bardziej wyprowadzić ją z równowagi.
Może to sprawi, że wypaple, jaki ma do niego problem. Przecież nic jej nigdy nie zrobił (o ile dobrze pamiętał), a ona traktuje go jak zadrę w dupie.
Sara bąknęła coś pod nosem, co zabrzmiało, jak „debil”, a potem wysiadła z auta i głośno trzasnęła drzwiami.
O co, kurwa, chodzi? Zastygł w miejscu, żeby objąć sytuację rozumem. Na prośbę młodszej siostry zgodził się podwieźć jej przyjaciółkę z dworca do domu. Potem chciał być uprzejmy i zapytał ją o wakacyjne plany. To zupełnie niewinne pytanie przerodziło się w jakąś pyskówkę.
Wyszedł z auta, głośno wzdychając. Okej. Spokój. Nakazał sobie. Da jej bagaże i zaraz się rozstaną. Dzięki Bogu. Sara to megalaska, ale chyba z takim podejściem do ludzi, nigdy nie znajdzie sobie faceta.
Bez słowa obszedł samochód, otworzył bagażnik i wyciągnął z niego plecak, walizkę i niewielką sportową torbę.
- Dzięki – bąknęła w jego stronę i zaczęła z wielkim wysiłkiem przenosić w stronę wejścia do klatki po jednej torbie.
Szło jej to wolno i opornie.
Paweł rozejrzał się wokoło i jak na złość nie było widać śladu marnego sąsiada, który pomógłby tej złośnicy zatargać wszystko na górę. Wiedział, że dziewczyna mieszka na czwartym piętrze, a w jej bloku nie ma windy. Nie wyobrażał sobie, jak miałaby sobie z tym sama poradzić. Znowu głośno westchnął, zamknął samochód i ruszył w kierunku wejścia do klatki schodowej.
Dziewczyna co kilka metrów podciągała po jednym bagażu. Wracała właśnie po walizkę bez jednego kółka, gdy prawie się z nim zderzyła.
- Daj to – powiedział i bez wysiłku odebrał od niej bagaż.
Na drugie ramię założył sobie jej plecak ze stelażem, a dziewczynie postawił niewielką sportową torbę.
- Nie trzeba, dam sobie radę – odrzekła buńczucznie, ale w jej głosie było mniej wrogości.
- Jasne – odpowiedział, nie zatrzymując się. – Nie wiem, co do mnie masz, ale cokolwiek to jest, powstrzymaj się do czasu, aż się rozstaniemy za kilka minut – dodał, żeby zawczasu powstrzymać jej kolejną histerię.
Sara nie skomentowała tego, co przyjął z ulgą. Słyszał za sobą jej ciężki oddech i już miał otwierać usta, żeby rzucić uwagę na temat jej kiepskiej kondycji, ale postanowił się nie odzywać. Chyba się jej trochę bał.
Odstawił toboły pod drzwiami, przejechał ręką po włosach i zanim zdołał się z nią pożegnać, drzwi mieszkania nagle się otworzyły. Stanęła w nich Asia, starsza siostra Sary. Na jego widok rozdziawiła nieelegancko usta. Po chwili uśmiechnęła się zalotnie, całkowicie ignorując fakt, że jej rodzona siostra właśnie wróciła na rodzinne łono.
- Zejdź mi z drogi – Sara przecisnęła się obok niej w drzwiach.
- Ej, co ty wyprawiasz? – odkrzyknęła Aśka, ale po chwili jej cała uwaga na powrót została zwrócona w jego stronę.
Pamiętał Aśkę ze szkoły. Była chyba dwa lata od niego młodsza. Równie atrakcyjna, co Sara, ale bez tego nieuchwytnego czegoś, co zawsze intrygowało go w skrzypaczce. No i z tego, co pamiętał, Aśka należała do tych lasek, którym wiatr zbyt mocno hulał pomiędzy uszami.
- Cześć – przywitał się z dziewczyną.
Ta rozpromieniła się, jakby wręczono jej jakiś medal. W tym samym czasie Sara wróciła po resztę swojego dobytku i dość agresywnymi ruchami odpychała z drogi siostrę.
- Dzięki – krzyknęła do niego w korytarzu i zniknęła gdzieś w czeluściach ciemnego mieszkania.
- Sorry za nią – machnęła ręką za siebie. – Ma kiepski okres, chłopak ją rzucił – dodała konspiracyjnym głosem. – A tak w ogóle, to co tutaj robisz. Wieki cię nie widziałam – uśmiechnęła się i założyła ręce na piersiach.
Paweł przytłoczony zbyt dużą ilością informacji oraz dość kłopotliwym pytaniem dziewczyny, po prostu wzruszył ramionami.
- Podrzuciłem Sarę z dworca – wyjaśnił krótko, chociaż chciał dodać, „bo jej rodzona siostra się nie pokwapiła, żeby jej pomóc”, ale się powstrzymał. – Na mnie już czas. Na razie – dodał i zanim Aśka zdołała cokolwiek odpowiedzieć, zbiegł pospiesznie schodami.

Sara
- Ej, jak to się stało, że Paweł stał się twoim tragarzem? – to było pierwsze pytanie, jakie zadała jej Aśka, gdy zamknęła za facetem drzwi.
Przystanęła w drzwiach jej pokoju i oparła się biodrem o futrynę.
Sara nie mogła wyjść ze zdumienia nad jej zachowaniem przed chwilą. Zamiast w jakikolwiek sposób się z nią przywitać, zaczęła trzepotać rzęsami do kolesia, który spał chyba z połową miasta. Poczuła ukłucie zawodu, chociaż do tej pory powinna wiedzieć, że jest dla siostry jedynie zapychaczem czasu i chłopcem na posyłki. Tylko tym.
- Tylko to cię interesuje? – zapytała. – Jakiś fagas, a nie fakt, że przez ciebie musiałam taszczyć się z tym wszystkim aż z Wrocławia? – była tak poirytowana, że zamierzała wyładować na niej swoją całą złość i frustrację.
- Jezu, ale jesteś drażliwa. Wiesz dobrze, dlaczego nie mogłam po ciebie przyjechać – odfuknęła Aśka. – Bartek mnie wkurwił i co miałam zrobić? Błagać go o samochód? Tego byś chciała? Żebym się przed nim płaszczyła?
Jak zwykle odpowiadała atakiem i próbowała wpędzić ją w poczucie winy. Dyskusja z nią nie miała najmniejszego sensu. Sara już dawno postanowiła nie reagować na jej zaczepki. Raz na zawsze pozbyła się naiwności i przestała się łudzić, że siostra kiedyś się zmieni.
- Mam w dupie ciebie i twojego Bartka. A teraz zostaw mnie w spokoju, bo musze się rozpakować – powiedziała. podchodząc pod drzwi i wypychając siostrę z pokoju.
Wypchnęła siostrę z pokoju i zamknęła za nią drzwi. Spokój i odpoczynek. Tego było jej teraz trzeba. I jedzenia. Była okropnie głodna.
Kończyła robić kanapki, gdy zadzwonił jej telefon. Wcześniej dzwonił tato, żeby dowiedzieć się, czy dotarła w całości. Potwierdziła, ale przemilczała szereg zdarzeń, które zmieniły jej podróż w dramat. Rodzice i tak mieli za dużo na głowie.
Tym razem na wyświetlaczu pojawiło się imię Kamili. Sara powstrzymała swój odruch, aby natychmiast odebrać. Obawiała się, że Paweł wygadał siostrze o ich absurdalnej kłótni w samochodzie. Teraz, kiedy emocje opadły, było jej zwyczajnie wstyd za swoje zachowanie. Owszem, nie znosiła Pawła, ale zamiast okazać mu uprzejmą obojętność, zaprezentowała się jako rozhisteryzowany szaleniec. Sama siebie nie poznawała. Nie była osobą kłótliwą, a tym bardziej skłonną do agresji, ale w jego towarzystwie puściły wszystkie hamulce.
Jego dwuznaczne żarciki i aroganckie uśmieszki dokończyły to, co rozpoczęła feralna podróż do domu. Mimo wszystko, nie powinna była go prowokować, tylko zamknąć gębę na kłódkę i ze spokojem znosić jego insynuacje. W końcu to on zrobił jej przysługę, a nie na odwrót. Przygryzła wargę, ale zdecydowała się odebrać telefon od przyjaciółki. Zamknęła oczy, nastawiając się na reprymendę albo przynajmniej rozbebeszenie całego zdarzenia.
- I jak tam? Dotarłaś cała i zdrowa? – usłyszała ciepły głos Kamili.
- Tak. Ale padnięta, jak koń po Wielkiej Pardubickiej – odetchnęła z ulgą.
Najwidoczniej Paweł nie doniósł jej o zajściu. Na razie.
- Domyślam się – odrzekła współczująco. – W takim nie zatrzymuję cię. Chciałam tylko wiedzieć, czy Paweł wykonał należycie swoje zadanie – poinformowała.
Aż nad to, pomyślała.
- Owszem. Wykonał. Podziękuj mu ode mnie raz jeszcze – powiedziała i na wspomnienie swojego dziecinnego zachowania skrzywiła się.
Pożegnały się i Sara zabrała się za kanapki. Poczuła olbrzymią ulgę i radość z perspektywy spędzenia dwóch miesięcy w domu. Tęskniła za rodzicami i nawet za tą głupia gęsią, Aśką. Dobrze, że udało jej się pozdawać egzaminy w zerowym terminie. Dzięki temu będzie mogła pocieszyć się domowymi pieleszami trochę dłużej. Lubiła studenckie życie i od pierwszego wejrzenia zakochała się we Wrocławiu, ale potrzebowała zregenerować baterie. Jednak najbardziej chciała wyleczyć się ze związku, który skończył się ponad dwa miesiące temu.
Na wspomnienie Damiana, jej serce kurczyło się z bólu. To nie było miłe rozstanie. Bardziej tyrada pretensji i żali, na które nie była przygotowana. To Damian zerwał, ale na końcu tej rozmowy poczuła się tak, jakby to ona porzuciła jego. Tak pokierował rozmową, że postronny obserwator wziąłby jego stronę. Według Damiana, to ona nie umiała się zaangażować w związek i to ona nie miała dla niego czasu. Za mało się poświęcała i za dużo czasu spędzała na rozwijaniu swojej muzycznej pasji.
Być może Damian miał rację. Być może oddalała się od niego, ale czy można było ją za to winić? Miała dopiero dwadzieścia dwa lata. Dlaczego miała rezygnować z siebie na rzecz sześciomiesięcznego związku? Zależało jej na Damianie. Nawet bardzo, ale czy to oznaczało, że miała po każdych zajęciach gnać na złamanie karku do jego mieszkania, które wynajmował z kumplami i aż do późnego wieczora wpatrywać się tępo w telewizor? Bo właśnie tak według Damiana wyglądało „spędzanie razem czasu”. Tego od niej oczekiwał? Tak i na gotowaniu przez nią obiadu, który w wielu przypadkach był w całości pochłaniany przez jego kumpli.
Próbowała go wyciągać z domu. Wymyślała przeróżne imprezy, koncerty, czy choćby zwykle kino, ale on zawsze był zbyt zmęczony, albo zbyt zajęty. Nie miał czasu, ani ochoty nawet na zwykłe spacery. Uświadomiła sobie wtedy, że Damian jest po prostu leniwy. Wcześniej tego nie widziała, bo tak, jak na początku każdego związku, obie strony starają się wypaść jak najlepiej. Kiedy opadają emocje i pierwsze uniesienia, człowiek pokazuje swoją prawdziwą stronę. Wypadają z szaf wstydliwe tajemnice, a ukrywanie swoich wad staje się męczące. Gdy rezygnujemy ze lśniącej fasady, egoistycznie wychodzimy z założenia, że druga osoba powinna zaakceptować nas takimi, jacy jesteśmy. 
Sara czuła się zmęczona takim trybem życia. Była z natury żywą osobą, ciągle gdzieś ją gnało, a przy Damianie zaczynała się dusić. Łapała się nawet na tym, że wymyśla przeróżne wymówki, aby tylko nie musieć się z nim spotykać. To nie był dobry znak. Damian także go rozpoznał, bo nie był głupim chłopakiem. Spotkali się któregoś dnia i podczas jednej, burzliwej rozmowy, zakończyli półroczny związek. Tak po prostu.
Pomimo smutku i ukłucia żalu na wspomnienie tej rozmowy, każdego dnia czuła większą ulgę. Raniące słowa Damiana także zaczynały tracić swoje trujące właściwości. Każdego dnia Sara czuła się lepiej z decyzją, którą Damian podjął za nich oboje. Prędzej, czy później i tak doszłoby do rozstania. Dla Sary bowiem stało się jasne, jak słońce, że nie kocha Damiana. Nigdy nie kochała i zapewne to by się już nie zmieniło.
Spokojniejsza i w o wiele lepszym humorze rzuciła się na swoje łóżko. Zasnęła niemal natychmiast.
Obudziła się, gdy usłyszała przytłumiony dźwięk, który dochodził z kuchni. Muzyka. Głośna muzyka. Aśka, pomyślała zrezygnowana. Przewróciła się na drugi bok, żeby wymacać telefon, który wsunęła pod poduszkę. Zegar na wyświetlaczu wskazywał za piętnaście dziesiątą.
Nie spieszyło jej się z wstawaniem. Leżała w ciepłej pościeli i wzrokiem ogarniała pokój, w którym spędziła tyle dobrych lat. Dopiero teraz zauważyła, że czas dokonuje zniszczeń w tym pomieszczeniu. Domy, tak jak ludzie, gdy są opuszczone, niszczeją. Tyczy się to też pokojów. Pod jej nieobecność, nikt tu nie urzęduje. Owszem, mama dba o czystość, ale nie jest w stanie tchnąć w to miejsce życia.
Meble z lakierowanej sklejki zaczynały pękać przy zawiasach. Jej biurko, wciąż zastawione zdjęciami i bibelotami, pokryte było siateczką zadrapań. W kącie pokoju, tuż przy drzwiach, pękała ściana. Jej fioletowy dywan o długim włosiu także nie prezentował się dobrze. Stracił wiele frędzli, a te które pozostały, wyglądały, jak zwiędła trwa.
Zrobiło jej się smutno, bo wszystko to było częścią jej samej. To był jej azyl. Miejsce, w którym ukrywała smutki, tłumiła radość i oddawała się swojej największej pasji – grze na skrzypcach.
Przyszło jej do głowy, że przecież przez najbliższe dwa miesiące może odświeżyć swój pokój. Może nie będzie w stanie dokonać tu wielkich napraw, czy zmian, ale postara się coś w nim zmienić. Nie pozwoli mu zniszczeć.
W momencie, w którym zdecydowała postawić nogi na podłodze, usłyszała sygnał przychodzącej wiadomości na Facebooku. Nadawcą była Kamila, która przesłała jej jakiś plik. Sara otworzyła załącznik. Po chwili na wyświetlaczu pojawił się plakat, informujący o zbliżającej się w mieście imprezie. Na granatowym tle, które przedstawiało rozgwieżdżone niebo, odcinał się żółty napis „Noc Kupały”.
Sara zmarszczyła brwi, a potem odpisała przyjaciółce:
S: Ale, że co.
K: Idziemy.
S: Ale co to jest w ogóle?
K: No kochanie, czytaj ze zrozumieniem :D
S: Bardzo śmieszne.
Raz jeszcze przyjrzała się plakatowi. Głosił on, że nad lokalnym zbiornikiem wodnym, zwanym szumnie Jeziorem Łez, władze miasta organizowały sobótki, inaczej zwane Nocą Kupały, czy jak kto wolał, Nocą Świętojańską. Plakat reklamowy zapowiadał: ognisko, puszczanie wianków, koncert plenerowy jakiegoś nieznanego zespołu rockowego, ogródki piwne, tańce, hulanki i swawole.
Mogli darować sobie ostatni cytat. To naturalna kolej rzeczy, gdy w grę wchodziła sprzedaż taniego piwa, pomyślała złośliwie.
Nie miała nic przeciwko lokalnym imprezom. Wręcz przeciwnie, były dość sympatyczne, ale tego typu wieczorne spędy mogły skończyć się tylko w jeden możliwy sposób: bezrozumnym alkoholizowaniem się do stanu nieużywalności. Tanie, chrzczone piwo przyciągało najgorszy element.
Sara nie miała pojęcia, co jej przyjaciółka widziała ekscytującego w tej imprezie.
S: Serio? Pociągają cię te dożynki?
K: Dożynki?
S: Impreza, na której każdy się dożyna ;)
K: Hahahahaha
Sara wywróciła oczami, ale też się roześmiała.
K: Idziemy. Koniec kropka. Co dziś porabiasz? Odespałaś podróż?
S: Ta, właśnie się przebudziłam. Nie mam planów. Chcesz coś porobić?
K: Jasne. Masz ochotę na loda?
Sara zaśmiała się. Tak, ten zwrot już na zawsze pozostanie w sferze seksualnej.
S: Jasne. Musimy nadgonić wszystkie ploty.

Pożegnały się i Sara od razu poczuła się lepiej z perspektywą spędzenia dnia na plotach i jedzeniu najlepszych lodów w mieście.

7 komentarzy:

  1. Pożarłam ten rozdział z zapartym tchem. *_* Cudo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisz następne :) wiadomo cudo

    OdpowiedzUsuń
  3. No i przepadałam, nie każ nam czekać zbyt długo na następny rozdział kochana.:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam
    To sa całe rozdziały? Chyba troche nie w temacie jestem :)

    OdpowiedzUsuń