wtorek, 23 sierpnia 2016

"Noc Kupały" Rozdział 3


Paweł
- Nie, Panie Grzesiu. Te elementy konstrukcji idą w drugim etapie budowy – wytłumaczył spokojnie majstrowi, który o dziwo, dziś przyszedł do pracy trzeźwy jak świnia.
Był wtorek, co rokowało bardzo dobrze na kolejne dni tygodnia.
- Panie kierowniku, to co my mamy z tym zrobić do tego czasu? – zapytał pan Grzesiek, mężczyzna po pięćdziesiątce z obfitym wąsem i olbrzymim brzuchem piwnym.
Paweł westchnął tak głęboko, że aż zakłuło go w żebrach. Powstrzymał się przed powtórzeniem po raz tysięczny, że harmonogram budowy znajduje się w ogólnodostępnym miejscu w sekretariacie i w nim znajdzie odpowiedź na dręczące go pytania.
- Do magazynu z tym, panie Grzegorzu. Do magazynu – odpowiedział, nie chcąc tracić czasu na pouczenia i reprymendy.
Mimo wszystko, lubił tego człowieka, który może i był starej daty, ale bez mrugnięcia okiem wykonywał polecenia, i co najważniejsze – w odpowiednich momentach zadawał właściwe pytania. W przeciwieństwie, do niektórych jego ludzi, którzy zamiast się doinformować,  po prostu działali, a to była prosta droga do zaliczenia katastrofy budowlanej.

Minęły dwa tygodnie, a on był wypompowany jak balon. Każdego wieczora padał na twarz. Jedynym plusem takiej intensywnej pracy było to, że gdy tylko przykładał głowę do poduszki, zasypiał jak kamień. Była to miła odmiana po wielu bezsennych nocach w Krakowie.
- Idę na obiad. Będę za niecałą godzinę – poinformował majstra i zamknął laptopa.
Sięgnął po marynarkę, ale po chwili ponownie odwiesił ją na poręcz fotela. W zasadzie to nie miał pojęcia po co ubierał się tak oficjalnie. Przecież tutaj, gdzie większość czasu spędza na placu budowy, nie musiał się nosić elegancko, a już na pewno nie w takim upale. Minęło południe, słońce wisiało w zenicie i próbowało przypiec ich wszystkich na ruszcie.
Rozpiął dwa guziki przy kołnierzyku koszuli, a potem podwinął rękawy. Wyszedł z biura, które mieściło się w centrum handlowym. Opuścił budynek tylnymi drzwiami, prowadzącymi na parking dla pracowników. Gdy znalazł się wewnątrz auta, natychmiast włączył klimatyzację i ustawił ją na pełne obroty.
Paweł był strasznie głodny, ponieważ nie zdążył zjeść dziś śniadania. Jednak w pierwszej kolejności musiał się schłodzić. Lody. To była myśl, która kołatała mu po głowie od kilku godzin. Uwielbiał lody i pochłaniał je w olbrzymich ilościach, nawet zimą. Dzisiaj nie miał jednak ochoty na byle jakiego loda, którego mógłby dostać w pierwszym napotkanym supermarkecie. Nabrał apetytu na lody z jednej z najlepszych lodziarni na świecie. Tak się składało, że znajdowała się ona w jego rodzinnym mieście, a właścicielem tego przybytku był jego dobry kumpel ze szkoły.
Rodzina Krzyśka prowadziła lokal od dobrych dwudziestu lat, co już świadczyło o jakości ich wyrobów. W czasach, gdy tak trudno przebić się na rynku z nową marką, ich lodziarnia przędła niczym dobrze wypozycjonowana sieciówka.
Zaparkował nieopodal niewielkiego lokalu, który w czasie wakacji był oblegany przede wszystkim przez dzieciaki i nastolatków. Na zewnątrz rozstawiono stoliki i wiklinowe krzesła, a od ruchliwej ulicy oddzielał je wysoki drewniany parkan. Paweł ściągnął okulary przeciwsłoneczne i wszedł do środka. Przeszklona witryna, za którą znajdowały się domowej roboty lody, przyciągała go jak magnes. Oblizał się bezwiednie na widok tych cudowności.
- Dzień dobry, wygląda pan na kogoś, kto lubi lody – usłyszał zza lady męski głos.
Podniósł oczy i napotkał rozbawione spojrzenie Krzyśka. Uśmiechnął się i wyciągnął do niego rękę na przywitanie.
- Spostrzegawczy, jak zawsze – odpowiedział ze śmiechem. – Co? Teraz ty kręcisz tu lody? To może jednak sobie odpuszczę – dodał, parskając śmiechem.
- Spokojnie. Ja tu tylko degustuję, ale jak cię zobaczyłem, nie mogłem się powstrzymać – powiedział, opierając się o ladę.
Paweł uśmiechnął się szeroko, a potem ponownie przerzucił swoje spojrzenie na pojemniki z lodami.
- My tu gadu gadu, a ja umieram z głodu – poinformował kumpla.
Wybrał sobie lody o smaku czekoladowym, karmelowym i orzechowym. Sięgnął do portfela i wyjął z niego odliczoną kwotę, którą wyłożył na ladę.
- Schowaj to. Ja stawiam – powiedział Krzysiek, ale Pawłowi nie umknęła seksualna insynuacja.
- Sorry, ale wiesz, że nie jesteś w moim typie – odrzekł, wykrzywiając usta w uśmiechu.
- Co poradzisz. Muszę z tym żyć – zaśmiał się kolega.
Pogawędzili o tym, co sprowadziło Pawła do miasta oraz o tym, żeby zorganizować spotkanie z kumplami ze szkoły. Pawłowi bardzo odpowiadał ten pomysł, chociaż, aby móc wygospodarować choćby kilka wolnych godzin, musiał poczekać do niedzieli. Był tak zawalony pracą, że tylko ten dzień wchodził w grę.
- Tak przy okazji, to jakieś rodzinne spotkanie? – zapytał Krzysiek, wręczając mu lody w wafelku.
Paweł od razu wbił się w nie zębami. W lokalu panował przyjemny chłód i ogólnie miła atmosfera, dlatego na kilka sekund chłopak wyłączył się z rozmowy.
- Hmm? – zwrócił się do kumpla, ponieważ nie dosłyszał ostatniego zdania.
- Twoja siostra ślicznota tu jest – wskazał skinieniem głowy na stolik, wciśnięty w najgłębszy kąt sali. – Z jakąś inną ślicznotą. Przysięgam, to miasto to wylęgarnia lachonów i gdybym nie był z Sylwią…
- Hej, mówisz o mojej siostrze, idioto. Poza tym nie dla psa kiełbasa – dodał, dla pewności.
Kumpel od roku związany był z Sylwią, koleżanką Leny. Ten dzień, w którym ona i kilka jej psiapsiółek wkroczyło do zatłoczonego baru, zmienił życie nie tylko Kuby i Leny, ale także Krzyśka. Wtedy to Krzysiek poznał dziewczynę, z którą jest w związku do dziś.
- Ech wy i te wasze siostry nie do tknięcia – westchnął Krzysiek i po tym jak się z nim pożegnał, zniknął na zapleczu.
Paweł ruszył w kierunku stolika, przy którym siedziała siostra wraz z koleżanką. Chciał się przywitać i dać znać Kamili, że dziś nie da rady wstąpić do domu.
- O, Paweł! Co tu robisz? – zapytała siostra, która od razu go spostrzegła.
W tym samym momencie Paweł zderzył się spojrzeniem z jej towarzyszką. Oczywiście. Sara. Kogo innego mógł spotkać, w chwili, w której jego dzień stawał się znośniejszy. Dziewczyna posłała mu spłoszone spojrzenie, a potem wyprostowała się na krześle, jakby nagle połknęła trzonek od łopaty. Musiał przyznać, że wczorajszy efekt jaki na nim wywarła, nie był wytworem jego wyobraźni. Dziewczyna w swoich krótkich dżinsowych spodenkach i luźnej bawełnianej koszulce na ramiączkach, spod której wystawały ramiączka różowego stanika, wyglądała apetycznie. Nawet bardzo apetycznie.
- A jak myślisz? – odpowiedział siostrze, wskazując spojrzeniem na swoje lody, które zaczynały się właśnie rozpływać.
- Przyłączysz się? – zapytała ponownie, wskazując wolne miejsce obok.
- Spieszę się. Może innym razem – dodał i chciał się już wycofać, ale Kamila zatrzymała go.
- Poczekaj chwilkę. Mam do ciebie sprawę. Skoczę tylko do ubikacji i zaraz wracam – powiedziała i nie czekając na jego odpowiedź, odsunęła głośno krzesło i pobiegła do łazienki.
Cudnie, pomyślał, zdając sobie sprawę z niezręczności tej sytuacji. Cisza jaka zapadła w tym odosobnionym kącie była głośna i dojmująca. Sara, jeśli to było w ogóle możliwe, spięła się jeszcze bardziej. Wsunęła długą łyżkę do pucharka, nabrała sporą porcję lodów i wsunęła je sobie do ust. Paweł nie mógł nic poradzić na to, że ta czynność w jej wydaniu bardzo go podnieciła. Jej ruchy były zmysłowe i totalnie nieświadome.
- Najlepsze lody w mieście – powiedział, aby zrobić coś z tą niezręczną ciszą.
Sara zatrzymała się z łyżką w ustach, a potem oblizała wargi. Cholera, to także go podnieciło.
- Tak. Nigdzie nie spotkałam lepszych – odpowiedziała, nie patrząc na niego.
- Dziś już jesteś w lepszym humorze? – zażartował, bo zdawało mu się, że dziewczyna dała na luz i zrozumiała swój wczorajszy błąd.
To dlatego jest dziś taka skrępowana w jego obecności. Być może miała okres, a Paweł dobrze wiedział, co się działo z niektórymi laskami, gdy dopadała ich ta przypadłość. Poza tym, wczoraj była pełnia. Nie, żeby dziewczyna była wilkołakiem, ale czytał gdzieś, że to także w tym czasie mąci kobietom w głowach.
- Co masz na myśli? – zapytała, a ton jej głosu, jako jedyny dziś zdołał go skutecznie schłodzić.
Zanim przemyślał to, co chciał powiedzieć, słowa wyfrunęły z jego ust, jak wypuszczone na wolność ptaki.
- Twoja siostra wspomniała, że chłopak cię zostawił i to dlatego byłaś taka…niemiła… – już wymawiając pierwsze wyrazy zorientował się, jak wielki popełnił błąd.
Usłyszał brzdęk rzucanej na stół łyżeczki. Cholera.
- Posłuchaj no – dziewczyna podniosła się z siedzenia i stanęła naprzeciwko niego. Była dość niska, więc musiała zadzierać wysoko głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. – Kamila to moja najbliższa przyjaciółka i ze względu na jej dobro nie powiem tego, co naprawdę o tobie myślę. Dzięki za wczorajsze podwiezienie, ale od dziś, jeśli kiedykolwiek się na siebie natkniemy, nie życzę sobie, żebyś się do mnie odzywał – powiedziała, a z jej nozdrzy prawie buchnęła para.
Wow, pomyślał. Gówniara jedna. Zdał sobie sprawę, że to nie pełnia, czy okres zmieniły ją w małą wiedźmę. Ona taka po prostu była. I dziwić się, że chłopak ją zostawił. Biedak pewnie teraz jest strzępkiem nerwów.
- Nie. To ty posłuchaj, dziewczynko – widział jak w reakcji na ten zwrot w jej oczach pojawia się złowrogi błysk. – Nie wiem, jaki masz ze mną problem, ale możesz być pewna, że jeśli chodzi o mnie, to nie mam zamiaru kiedykolwiek się do ciebie odzywać. – powiedział ściszonym głosem. – Do czasu, aż nauczysz się szacunku do starszych – dodał i chociaż zdawał sobie sprawę, jak absurdalnie to zabrzmiało, po prostu musiał nauczyć ją dobrych manier.
Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem, a potem wybuchła śmiechem. Po chwili opanowała się i powiedziała z cwanym uśmieszkiem, który zmienił ją nagle w podstępną lisice.
- O! Ty tak na poważnie? – zakpiła.
- Żebyś wiedziała, gówniarzu – odszczeknął się, podnosząc do ust swojego cieknącego już loda i zaczął oblizywać palce.
- W takim razie, może pan usiądzie – wskazała przesadnym gestem krzesło. – W tym wieku nogi już nie te – dodała, zaciskając mocno usta.
Miał dość tej dziewczyny. Najchętniej przełożyłby ją przez kolano i zlał tak, aż nie mogłaby usiąść na tyłku przez tydzień. Kurwa, ta wizja tez go podnieciła.
Zrobił krok w jej stronę. Sara nie miała się gdzie wycofać, więc zastygła w miejscu, opierając się jedną ręką o zagłówek krzesła. Nachylił się nad jej uchem, prawie muskając ustami szyję. Dziewczyna zesztywniała, ale nie poruszyła się.
- Mam lekarstwo na tę twoją wściekliznę macicy – szepnął. – Daj tylko znać, a szybko cię z tego uleczę, dziewczynko – zaciągnął się dyskretnie jej zapachem, a potem oblizał sugestywnie usta, odwrócił się i wyszedł na zewnątrz, gdzie zamierzał poczekać na siostrę.

Sara
Wścieklizna macicy?, pomyślała, czując jak zalewa ją wszechogarniająca nienawiść. Ma tupet, ten arogancki skurwiel.
- Wszystko okej? – zapytała Kamila.
Sara drgnęła, słysząc jej głos. Zdała sobie sprawę, że wciąż stoi i wpatruje się w plecy tego pewnego siebie sukinsyna i mentalnie kopie go w dupę.
- Tak, tak – odpowiedziała, próbując się uspokoić. – Tylko się zamyśliłam. Twój brat czeka na ciebie na zewnątrz – dodała, przygryzając wargę.
Kamila zmrużyła oczy, a potem wyszła z lodziarni.
Sara usiadła na krześle i zaczęła grzebać łyżką w pucharku. Nie potrafiła wyjść z podziwu, jak ten palant tylko kilkoma słowami potrafi wyprowadzić ją z równowagi. Ale to musi się skończyć. Bawi go jej zdenerwowanie i wzburzenie. Miała nadzieję, że go już nigdy nie spotka, ale jeśli nawet do tego dojdzie, to obiecuje sobie, że nie drgnie jej nawet powieka. Nawet, gdyby ten koleś za swój jedyny cel w życiu obrał dręczenie jej, ona pozostanie niewzruszona.
Zerknęła bezwiednie w stronę przeszklonej witryny, za którą rodzeństwo żywo dyskutowało i zamarła. Paweł wpatrywał się w nią z intensywnością, która przyspieszyła rytm jej serca. A potem, jakby przed chwilą nie wyzywali się od najgorszych, posłał jej promienny uśmiech. A to kawał idioty, pomyślała, nie odrywając od niego przymrużonych oczu. Niestety musiała przyznać, że ten uśmiech był piękny.
Ten Paweł z czasów szkolnych prezentował się wyjątkowo dobrze, ale ten obecny?… to jakiś cholerny Adonis, mający pełną świadomość swojej atrakcyjności, i obnoszący się z nią, jak napuszony paw. Co gorsze, był chyba tego typu mężczyzną, który z wiekiem tylko nabiera klasy i stylu. Ta świadomość tylko pogorszyła jej samopoczucie.
 Nieważne, pomyślała przekornie. Co znaczy wygląd, kiedy w środku Paweł był pusty i pozbawiony cech, za które można by go było cenić.
Sara nigdy nie była powierzchowna. Owszem, jak każda zdrowa i normalna dziewczyna zwracała uwagę na wygląd potencjalnego partnera. Nigdy jednak nie stawiała go ponad charakter delikwenta. Miała sprawdzony zestaw cech, którymi według niej powinien odznaczać się idealny facet. Najważniejsze – idealny facet powinien umieć ją rozbawić. W towarzystwie idealnego faceta nie powinna się nigdy nudzić. Z idealnym facetem nigdy nie poczuje skrępowania, a przebywanie w jego towarzystwie będzie naturalne, jak oddychanie. Będzie lubił zwierzęta i dzieci. Z idealnym facetem będzie mogła rozmawiać o wszystkim. Z takim mężczyzną będą mieli identyczne poglądy na życie i przyszłość. I nareszcie, idealny facet będzie umiał dać jej…orgazm. To mityczne zjawisko, o którym piszą i mówią wszyscy, a którego ona nie miała przyjemności zaznać.
Czasami obawiała się, że jest z nią coś nie tak, skoro wszystkim innym przychodzi to łatwo i bez wysiłku. Być może miała jakąś skazę, a może nie spotkała na swojej drodze idealnego faceta. Uchwyciła się tego ostatniego pomysłu, jak tonący brzytwy. I jeśli idealny mężczyzna nie będzie umiał zaradzić jej przypadłości, to nikt inny temu nie podoła.
Kiedy Kamila wróciła do stolika, zapadło między nimi dziwne milczenie. Sara otwierała już usta, aby zapytać przyjaciółkę, czy coś się stało, ale ta odezwała się pierwsza:
- Wiem, że nie przepadasz za Pawłem, ale ma nadzieję, że przez to między nami nic się nie zmieni?
Popatrzyła na nią smutnym wzrokiem.
- Dlaczego między nami miałoby się coś zmienić? – odpowiedziała pytaniem. – To, że go nie lubię, nie ma z nami nic wspólnego – dodała zdecydowanie.
- Posłuchaj. Wiem, że Paweł ma swoje za uszami. Czasami coś chlapnie, zanim pomyśli, ale to nie jest zły chłopak – wzruszyła ramionami, żeby dodać swojej wypowiedzi nonszalancji. – Nie jestem głupia, wiem, że nigdy go nie lubiłaś, ale myślałam, że może teraz się dogadacie.
Sara przełknęła stwierdzenie „nie liczyłabym na to” i uśmiechnęła się niemrawo. Nie chciała kłamać, ale nie wyobrażała sobie, żeby kiedykolwiek udało jej się nawiązać przyjacielskie relacje z Pawłem. Do tanga trzeba dwojga. Poza tym, Paweł nie musiał się zbyt mocno starać żeby ją wkurzyć. Wystarczyło, że był.
- Nie każę ci się z nim przyjaźnić, ale może spróbuj się z nim dogadać – poprosiła, jakby czytała w jej myślach.
- Dlaczego tak ci na tym zależy? – zapytała zaintrygowana. – Przecież nie mam z nim nic wspólnego. W sensie nie widuję się z nim często, a kiedy miną wakacje najprawdopodobniej już go nie zobaczę – dodała.
Kamila westchnęła ciężko, a potem opadła na oparcie krzesła.
- Bo to mój brat, a ty jesteś moją najlepszą przyjaciółka i nie chcę, abyście się nienawidzili. Dlatego – zakomunikowała poirytowana. – W każdym razie, proszę cię tylko o to, żebyś dała mu szansę. Tylko o to.
- Skoro to dla ciebie takie ważne – wzruszyła ramionami.
Jedno może jej obiecać – na pewno nie da się mu nigdy więcej sprowokować. A co do reszty? Nie mogła mieć pewności.
Kilka następnych dni minęło Sarze na rozpakowywaniu dobytku, który przywiozła z Wrocławia. Przygotowywała się także do zajęć, które miała poprowadzić w świetlicy opiekuńczej. Była to praca, pasja i studenckie praktyki w jednym. Jej studia pedagogiczne, których główną specjalnością była arteterapia, były jej planem na życie. Kochała muzykę i kochała prace z dziećmi, a połączenie tych dwóch rzeczy plus pomoc dzieciakom z autyzmem, było spełnieniem jej marzeń.
Właśnie zamykała ostatnią stronę książki, gdy usłyszała pukanie do drzwi swojego pokoju. Po chwili do środka wsadziła głowę Aśka. Sara wciąż była na nią zła, ale to uczucie z każdym dniem było słabsze i mniej zacięte. Nie była pamiętliwa, a zbolały wyraz twarzy Aśki przyspieszał proces wybaczania.
- Zjesz ze mną obiad? – zapytała prawie nieśmiało.
- A co zrobiłaś?
Asia uśmiechnęła się.
- Twoje ulubione pierogi ruskie – zakomunikowała dumnie.
- Kupiłaś?
- No co ty? Zrobiłam – odrzekła. – Tylko chodź szybko, póki są jeszcze ciepłe – rzuciła szybko i zniknęła za drzwiami.
To był jej sposób na przeprosiny i Sara zamierzała je przyjąć. Nie potrzebowały słów, wystarczyły gesty, które dla postronnego obserwatora nie miały żadnego znaczenia, ale dla nich to były czytelne informacje. Kiedy dochodziło między nimi do sprzeczek, to aby załagodzić sytuację i wrócić do normalnych relacji robiły dla siebie miłe rzeczy. Kupowały jakiś drobiazg, robiły paznokcie, albo tak jak teraz – przyrządzały ulubione danie. To znaczy, Asia przyrządzała dla niej ulubione danie, ponieważ Sara nie potrafiła gotować. To była kolejna cecha, którą powinna dopisać do zalet jej przyszłego idealnego faceta: powinien umieć gotować. Koniecznie.
Wstała z łóżka i wabiona obietnicą pierogowej uczty, udała się prosto do kuchni.
Zbliżał się wieczór, gdy jej telefon rozbrzmiał utworem Adele Send my love. Powinna zmienić ten dzwonek, ponieważ zawsze z ociąganiem odbierała telefon, żeby trochę dłużej posłuchać tego hipnotyzującego kawałka. Zanim nacisnęła zieloną słuchawkę na wyświetlaczu, zrobiła piruet wokół własnej osi…to było silniejsze od niej.
- Halo – odebrała.
- Gotowa? – usłyszała głos Kamili.
Sara zmarszczyła brwi, a potem spojrzała raz jeszcze na wyświetlacz.
- Na co? Wiesz, że dzwonisz do mnie – powiadomiła przyjaciółkę, gdyby ta na przykład pomyliła się i wybrała niewłaściwy numer.
- Nie, kurde. Myślałam, że dzwonię do Justina Bibera – zaśmiała się głośno. – Kochana, będę u ciebie za dwadzieścia minut.
- Okej – odrzekła z wahaniem, bo o ile nie miała nic przeciwko goszczeniu przyjaciółki u siebie w domu, o tyle ponaglenie w jej głosie trochę ją zdziwiło.
Kamila musiała wychwycić jej niepewność.
- Chyba pamiętasz o Nocy Kupały? – dopytała. – Dożynki – dodała.
O cholera. Zapomniała. Totalnie o tym zapomniała.
- Zapomniałaś – stwierdziła Kamila. – Sara, masz dziesięć minut na zebranie się – poinformowała tonem, w którym zabrzmiała reprymenda.
- No dobra, ale jeśli to ma być dosłowne dziesięć minut, to chyba zdajesz sobie sprawę, jak będę wyglądać? Jesteś na to przygotowana? – ostrzegła.
W takim czasie Sara była w stanie przebrać się i umyć zęby. To wszystko.
- Nie pierdziel. Jesteś jedyna znaną mi laską, która z makijażem czy bez, wygląda zajebiście. Także nie biadol. Rozłączam się…ale posłuchaj – wahanie w jej głosie, zaalarmowało Sarę. – Poprosiłam Pawła, żeby nas podwiózł.
W słuchawce zapadła cisza. Sara wzniosła oczy do niebios, żeby wypowiedzieć cichą modlitwę w intencji swojego opanowania. Na wszelki wypadek dokonała w myślach obliczeń, czy aby nie zbliża się jej okres i gdy wynik wyszedł pozytywnie, odetchnęła z ulgą. Gdyby było inaczej, najpewniej zrezygnowałaby z wyjścia. W tym szczególnym czasie wystarczyłoby, żeby Paweł pstryknął palcami, a ona najpewniej rzuciłaby się na niego z łapami.
- Dobra – odpowiedziała lekko.
Obiecała przyjaciółce, że spróbuje zachowywać się cywilizowanie w obecności Pawła i zamierzała udowodnić, że jest do tego zdolna. Nie da się mu sprowokować. To zresztą tylko krótka przejażdżka nad jezioro. Góra piętnaście minut. Da radę.
Ta jedna krótka informacja zmieniła jednak jej podejście co do swojego wyglądu. Nie mogła pokazać się Pawłowi, jak ostatnia łazęga. Chciała uniknąć ewentualnych osobistych przytyków, które w będzie chciał w nią wymierzyć. Uwaga w lodziarni o jej byłym chłopaku do tej pory ją piekła.

Rozłączyła się z przyjaciółką i jakby rażona piorunem, pognała do pokoju. Narzuciła na siebie krótkie, czarne spodenki, a na górę zielony T-shirt, który luźno opadał na jedno ramię. Rozpuściła włosy, a potem przeczesała je palcami. Tylko na to starczyło jej czasu. Podkreśliła rzęsy tuszem, a na powieki zaaplikowała ciemnofioletowy cień. Na usta położyła błyszczyk i gdy ponownie usłyszała Adele, była już gotowa do wyjścia.

5 komentarzy: