środa, 14 września 2016

"Noc Kupały" Rozdział 7


Paweł
Paweł poluzował za ciasno ściśnięty krawat i rozpiął dwa guziki przy kołnierzu koszuli. Ten upał go wykańczał. Dzisiaj musiał zapakować się w koszulę i garnitur, ponieważ uczestniczył w spotkaniu w urzędzie miasta i taki strój wydawał mu się najodpowiedniejszy. Na miejscu okazało się, że tylko on tak uważał. Cała zgraja panów w średnim wieku nie miała problemu z uznaniem koszulki polo za elegancki fragment męskiej garderoby. Ku jego zgrozie, u jednego z architektów zauważył także krótkie (przed kolano) jasnobeżowe spodenki, spod których wystawały chude owłosione łydki. Skrzywił się na to wspomnienie.
Ten człowiek powinien być odpowiedzią na pytanie: dlaczego noszenie krótkich spodenek powinno być zarezerwowane tylko dla kobiet.

- Wychodzę na obiad – krzyknął do posilającego się na zapleczu majstra. – Niech pan ma na wszystko oko i gdyby coś, proszę do mnie dzwonić – dodał, na co mężczyzna przytaknął skwapliwie, biorąc kolejny kęs kanapki z wędliną.
Zanim Paweł wsiadł do samochodu, ściągnął marynarkę i krawat, który z każdą minutą ciążył na szyi mocniej, niczym mosiężne wahadło od zegara. Uruchomił silnik i włączył klimatyzację. Sięgnął na tył i spod czerwonej sportowej bluzy wyciągnął małą, czarną torebkę. Trzymał ją przez chwilę w dłoniach, a potem położył na siedzenie obok siebie i ruszył z parkingu.
Znalazł ją nazajutrz po ich wspólnej nocy, gdy chciał raz jeszcze obejrzeć karoserię przy zamku. Uśmiechnął się wtedy do siebie, uświadamiając sobie, że oto otrzymał kolejny pretekst do spotkania z jego małą wiedźmą.
Sara, Sara, Sara, myślał, wspominając ich wspólną noc i o dziwo nie chodziło mu tylko seks. Wspominał ich wspólny taniec i wygłupy nad jeziorem. Musiał przyznać, że dobrze się z nią bawił. Jak z najlepszą kumpelą. A seks? Seks z tym drapieżnikiem był fenomenalny.
Gdy po przebudzeniu nie zastał jej w mieszkaniu, poczuł autentyczny zawód. W takich sytuacjach zazwyczaj ogarniała go ulga. Nie było nic bardziej niezręcznego, niż budzenie się obok obcej osoby, a potem próba nawiązania cywilizowanej rozmowy. Zawsze starał się tak pokierować sytuacją, by znaleźć się w lokum kobiety. Mógł wtedy szybko się wycofać – czy to zaraz po seksie, czy o świcie, gdy jego seksualna partnerka wciąż była pogrążona we śnie.
Czy to był świński ruch? Być może, ale gdyby tego nie robił, zapewne rano zrobiłby coś, co sprawiłoby dziewczynie większą przykrość. Teksty w stylu „zadzwonię”, gdy nie wymienili się numerami zraniłyby jej ego o wiele dotkliwiej, niż poranne zniknięcie. Nie ulatniał się jednak bez słowa. Na kartce wyrwanej z notesu, paragonie, czy na rachunku przyczepionym magnesem do lodówki, zostawił krótka notkę, w której to informował kobietę, że bardzo miło spędził czas.
Nie był skończonym chujem. To życie nauczyło go pewnych zachowań. Gdy razem z kobietą decydowali się iść do łóżka, jasno dawał jej do zrozumienia, że tylko to go interesuje. Ona zapewniała, że to rozumie, ale gdy już po wszystkim chciał, aby dziewczyna wróciła do siebie, często dochodziło do nieprzyjemnych sytuacji.
Kiedyś pewna dziewczyna, którą poznał na studenckiej imprezie wprosiła się do niego na noc. Była bardzo ładna i ewidentnie spragniona męskiego towarzystwa, dlatego bardzo szybko skończyli w jego pokoju. Nie rozmawiali zbyt wiele na imprezie. Nic o niej nie wiedział, poza tym, że mieszka w sąsiednim akademiku ze współlokatorką, która wyjechała na weekend. Uległ ciemnowłosej piękności i pozwolił jej zostać do rana. Dziewczyna nalegała, aby zjedli razem śniadanie. Paweł czuł się strasznie niezręcznie w obecności nieznajomej. Co innego poddać się pożądaniu, a co innego rozmawiać z taką osobą, czy nawet wspólnie zjeść posiłek. Odmówił grzecznie, wymawiając się pośpiechem i dał jej delikatnie do zrozumienia, że na nią już pora. Dziewczyna wpadła w szał. Zaczęła krzyczeć, płakać, a potem zwyzywała go od najgorszych. Próbował ją uspokoić i wytłumaczyć, że tu nie chodziło o nią, ale była nieprzejednana. W pewnym momencie zagroziła mu nawet, że oskarży go o gwałt.
Paweł przestraszył się nie na żarty. Dobrze wiedział, że nie miał szans wobec takich oskarżeń. Oczywiście mógłby udowodnić swoją niewinność, ale jego reputacja ległaby w gruzach, a opinia gwałciciela przylgnęłaby do niego już na zawsze.
Kiedy udało mu się ją uspokoić  i wyjaśnić sytuację, dziewczyna skapitulowała, a nawet go przeprosiła. To jednak Pawła nie uspokoiło. Cały miesiąc żył w stresie w obawie przed karą za coś, czego nie zrobił.
Tamten dzień nauczył go pewnej lekcji. Mianowicie, przed każdym niezobowiązującym seksem jasno komunikował swoje zamiary. Przez to często dostawał kosza, albo uraczano go chamskimi komentarzami. Dzięki stawianiu sprawy jasno zyskał opinię kobieciarza i aroganta. Nie przejmował się tym jednak. Ważne, że dawało mu to poczucie panowania nad sytuacją. 
Z Sarą było jednak inaczej. W zasadzie myśl o tym, że rano zastanie ją w łóżku w ogóle mu nie przeszkadzała. Oczywiście miał świadomość, że w dziennym świetle dziewczyna mogła się znowu przemienić w wiedźmę, ale chciał zaryzykować. Dlaczego? A kto to mógł wiedzieć? Być może dobry seks zamącił mu w głowie, a może raz jeszcze chciał zobaczyć wyraz jej twarzy, gdy dochodzi…to było dopiero coś.
Zaparkował przed budynkiem szkoły specjalnej, w której dziewczyna odbywała praktyki. Potrzebnych mu informacji ochoczo dostarczyła mu siostra, która dzięki Bogu nie drążyła tematu. Wiedziała natomiast o zgubie Sary. Dziewczyny musiały ze sobą gadać, ale najważniejsze Sara zachowała tylko dla siebie. I dobrze. Paweł nie chciał się tłumaczyć przed młodsza siostrą.
Przy samych drzwiach zatrzymała go dozorczyni. Gdy wyjaśnił w jakiej sprawie się zjawił, kobieta popatrzyła na niego nieufnie, ale skinęła głową i wpuściła go do środka. Kazała mu zaczekać na korytarzu, a sama zniknęła w jednym z rozgałęzień holu. W szkole panował spokój i błoga cisza. Chłód bijący od ścian, stanowił przyjemny kontrast do tego, co działo się na zewnątrz.
Rozejrzał się dookoła i stwierdził, że szkoła specjalna nie różni się niczym od szkoły, do której sam kiedyś uczęszczał. Na ścianach z pomarańczową lamperią wisiały przeszklone tablice informacyjne, a także gabloty z pracami rysunkowymi dzieci. Na każdych drzwiach oprócz numeru znajdowała się informacja o przeznaczeniu pomieszczenia na przykład: klasa biologiczna, klasa geograficzna. Przy ścianach stały drewniane ławki, a nad nimi, na szerokich parapetach donice z kwiatami.
Na dźwięk głośnych kroków, których echo niosło się po korytarzu, wyprostował się i wziął głęboki wdech.
Sara jeszcze go nie zauważyła, ponieważ stał za filarem. Skorzystał z okazji i przyjrzał się jej uważnie. Miała na sobie beżową sukienkę na ramiączkach, a na nogach fioletowe japonki. Włosy miała zebrane w warkocz. Splot kończył się aż na jej plecach, łącząc się z warstwą rozpuszczonych włosów. Wyglądała pięknie. Przed oczami stanęła mu scena w jego sypialni…dziewczyna odrzuca do tyłu głowę, a jej włosy opadają wachlarzem na pościel…
- Coś się stało? – usłyszał na przywitanie.
Ocknął się nagle, przełykając ciężko ślinę.
- Dlaczego coś miałoby się stać? – odrzekł zdumiony tym pytaniem.
- Więc co tutaj robisz? – zapytała podejrzliwie.
Ruchem ręki odrzuciła do tyłu włosy i zmarszczyła brwi, czekając na odpowiedź. Wyraźnie nie była zadowolona z jego wizyty.
Jako odpowiedź podniósł do góry torebkę i delikatnie potrząsnął nią w powietrzu. Oczy dziewczyny rozszerzyły się ze zdziwienia. Chwyciła w dłonie swoją zgubę i niemal natychmiast otworzyła ją i zajrzała do środka.
- Gdzie ją znalazłeś? – zapytała, uradowana.
- Była w moim samochodzie. Na podłodze, pod tylnym siedzeniem – powiedział, przypatrując się jej poczynaniom – Musiała wypaść, gdy wpychaliśmy do środka Kamilę.
Z podnieceniem i jednocześnie ulgą dokonywała inspekcji torebki, wyjmując jej zawartość. Gdy dotarła do telefonu, dobrą minutę przeglądała nieodebrane połączenia i wiadomości. Podczas tej czynności wygięła delikatnie usta w półuśmiechu.
Spojrzała na niego i ten uśmiech zgasł. Nagle i bez ostrzeżenia.
- Dzięki – powiedziała i zrobiła ruch, jakby chciała odejść.
- Jak tam? – odezwał się miernym tekstem.
Chciał ją zatrzymać i wybadać, jak to teraz z nimi będzie. Czy chciałaby się jeszcze z nim spotkać? Spędzić noc? Albo chociaż…
- Okej – wzruszyła ramionami, jakby nigdy nic.
Zapadła głucha cisza. Dziewczyna wyglądała, jakby chciała stąd jak najszybciej uciec, a on nie miał pojęcia, dlaczego.

Sara
Nie bardzo rozumiała, co się dzieje. Dlaczego wciąż tu stał i wpatrywał się w nią, jakby na coś czekał. Czuła się przy nim niepewnie. Każde jego spojrzenie przypominało jej o wspólnie spędzonej nocy i jej pierwszym w życiu orgazmie. Przez mnogość wrażeń, których z nim zaznała, nie mogła zmrużyć oka w nocy, ani skupić się na pracy w dzień.
Jego obecność tutaj tylko pogarszała sytuację.
Obiecała sobie, że zapomni o tej nocy…no może nie zapomni, ale nie będzie jej rozpamiętywać, bo to był tylko…seks. Nic więcej. Niestety, na jego widok serce zakołatało jej niespokojnie w piersi. Paweł jak zwykle prezentował się nienagannie w tych swoich wyprasowanych koszulach i eleganckich spodniach. A teraz, gdy wiedziała, co pod sobą kryją, nie potrafiła myśleć o chłopaku inaczej, niż jak o kimś, kto sprawił jej tyle przyjemności…niemożliwej do opisania przyjemności.
Zrobiło jej się gorąco, a ręce zrobiły się mokre od potu.
- Skąd wiedziałeś, gdzie mnie znaleźć? – zapytała, żeby przerwać tę niezręczną ciszę i uspokoić swoje rozszalałe myśli.
- Od Kamili – uśmiechnął się tym swoim uśmiechem za milion dolarów.
- No tak – odrzekła, spuszczając oczy, bo spojrzenie jego zielonych oczu wprawiało ją w konsternację.
W tej chwili podjęła ważną decyzję. Musi unikać Pawła i to za wszelką cenę. Noc, która powinna pozostać tylko miłym wspomnieniem odcisnęła na niej zbyt duże piętno. Przebywanie w jego towarzystwie stawało się torturą.
- Muszę już… – zaczęła ale nim zdołała się z nim pożegnać, na korytarzu rozbrzmiały drobne, ale szybkie kroki.
Spojrzała w tamtym kierunku i zobaczyła biegnącą w ich stronę Zosię. Jej mała podopieczna wyminęła ją z uśmiechem i jakby nigdy nic, uczepiła się nogi Pawła. Objęła go z całej siły za udo i przytuliła do niego policzek. Zosia, jej czteroletnia wychowanka z zespołem Downa była najsłodszym stworzeniem na świecie, ale Sara dobrze wiedziała, że jej inność stanowi dla niektórych ludzi dyskomfort i wzbudza przeróżne reakcje. Nie chcąc narażać dziecka na odrzucenie, chociażby zwykłym spojrzeniem, zrobiła pospieszny gest w jej stronę, aby oderwać ja od chłopaka. Ten jednak ku jej zaskoczeniu schylił się i wziął dziewczynkę na ręce.
Zosia rozpromieniła się, jakby otrzymała najlepszy prezent na świecie.
- A kogo my tu mamy? – zwrócił się do dziewczynki.
Sara dogłębnie zszokowana przyglądała się tej scenie, doszukując się w niej jakiejś sztuczności, czy fałszu. Nie znalazła nic, co mogłoby świadczyć o nieszczerości gestów Pawła.
- Kocham cię – odpowiedziała Zosia, przytulając twarz do szyi mężczyzny.
Paweł zaśmiał się w głos i pogładził dziewczynkę po głowie.
- Wow. To było szybkie. To mój rekord, jeśli chodzi o rozkochanie w sobie kobiety – odrzekł rozbawiony, nie broniąc się przed tymi czułościami, którymi został zaatakowany przez dziecko.
W jego oczach tańczyły iskierki rozbawienia. Trzymając Zosię w ramionach, wyglądał tak naturalnie, jakby robił to codziennie. Sara nie wiedziała, co ma o tym myśleć, ponieważ była zbyt oszołomiona sytuacją.
- Nie podniecaj się tak. Zosia kocha wszystkich – odpowiedziała, przełykając ciężko ślinę.
- Sara? – usłyszała za swoimi plecami, czym została wyrwana z transu.
Adam, chłopak który wraz z nią prowadził zajęcia, zbliżał się powolnym krokiem i rzucał podejrzliwe spojrzenie w stronę jej towarzysza. Poznała go kilka dni temu na pierwszych zajęciach i od razu zapałała do niego sympatią. Rok od niej młodszy, o szarych oczach i ciemnych blond włosach stanowił przyjemny widok, a jego ciepła osobowość sprawiała, że Sara cieszyła się na każde kolejne wspólne spotkanie.
- Tak? – odpowiedziała z uśmiechem.
- Szukałem Zosi, która wybiegła z Sali, jak strzała – powiedział i gdy zlokalizował dziewczynkę w ramionach Pawła, uśmiechnął się niepewnie.
Paweł zmierzył Adama nieprzeniknionym spojrzeniem, a potem przeniósł je na nią, jakby w oczekiwaniu na wyjaśnienie.
- To…brat mojej przyjaciółki – przedstawiła Pawła. – A to Adam – wskazała na kolegę z praktyk.
Mężczyźni skinęli sobie głowami, ale żaden z  nich się nie odezwał.
- Choć skarbie – sięgnęła po Zosię, która jeszcze mocniej przywarła do Pawła. – No Zosiu, bądź grzeczna – przystanęła blisko Pawła, stykając się z nim przedramionami.
Paweł przykucnął i postawił dziewczynkę na podłodze. Zosia zrobiła naburmuszoną minę.
- W co się bawicie z… – zapytał dziewczynkę Paweł i popatrzył na Sarę szukając u niej pomocy.
- …ciocią – odpowiedziała z zawstydzonym uśmiechem.
Paweł wyszczerzył zęby, a potem zwrócił się do dziewczynki:
- W co się bawicie z ciocią Sarą? – zapytał. – Mogę się przyłączyć? – dodał.
- Taaaak! – krzyknęła głośno Zosia i chwyciła go za rękę. – Dzyń, dzyń, dzyń – zaśpiewała, naśladując dźwięk cymbałków, na których wcześniej uczyła ją prostej melodyjki.
Paweł ruszył za dziewczynką, która poprowadziła go w stronę salki muzycznej. Sara wymieniła spojrzenie z Adamem, który nagle spochmurniał.
- Myślisz, że to dobry pomysł – szepnął, zrównując się z nią w korytarzu. – Dobrze go znasz? – zapytał po chwili.
Dość dobrze. To arogancki sukinsyn, który ma boskie ciało i pięknie pachnie. A! I zapomniałabym – potrafi dać mi orgazm. Oczywiście ten opis pozostawiła w myślach dla siebie, a dla Adama miał tylko:
- To brat mojej najlepszej przyjaciółki.
Wzruszyła ramionami i weszła do pomieszczenia, w którym dozorczyni próbowała ogarnąć garstkę ich dzieciaków. Było wśród nich dwóch chłopców z autyzmem i dziewczynka z lekkim porażeniem mózgowym. No i oczywiście ich Zosia, która robiła za kilkoro dzieciaków.
Sara nie mogła oderwać wzroku od Pawła, który przykucnął z Zosią przy pianinie. W jej głowie odezwał nagle się głos rozsądku. Nie zachwycaj się tym obrazkiem. To Paweł. To jego kolejna sztuczka, którą próbuje omotać kobietę. Po prostu chce raz jeszcze zaciągnąć cię do łóżka.
Pokręciła głową i rozejrzała się za nutami. Chciała zakończyć zajęcia zabawą, w której dzieciaki rozpoznawały utwory i przyporządkowywały do nich odpowiednie ruchy, imitujące cechy okreslonych zwierząt.
Zebrali podopiecznych w kółeczku. Zosia stawiała opór, bo nie chciała puścić ręki Pawła, ale po chwili skapitulowała, bo bardzo lubiła tę zabawę. To był pocieszny widok.
Adam ustawił dzieciaki w kołeczku, a Paweł odsunął się na bok i wlepił w nią wzrok. To nie był dobry pomysł, pomyślała. Denerwowała się jego obecnością. Wzięła głęboki wdech i zaczęła grać jedną z melodyjek, którą wymyśliła sama. Dzieciaki uwielbiały muzykę i kochały ruch. Połączenie tych dwóch elementów pozwalały na rozwijanie ich koordynacji ruchowej i pamięci słuchowej.
Z całych sił ignorowała palące spojrzenie Pawła. Nie powinna była zgadzać się na jego obecność. Nie pasował tu. Nie chciała go tak blisko swojego świata.
Po skończonej zabawie Paweł podszedł do Zosi i podniósł ją wysoko do góry, na co dziewczynka krzyknęła głośno. Potem bez żadnych oporów daj jej całusa w policzek i  postawił na ziemi. Dziewczynka wyglądała na wniebowziętą. W tym samym momencie przy drzwiach zaczęli się pojawiać rodzice dzieci i Zosia spostrzegłszy mamę, rzuciła się w jej otwarte ramiona. Sara nie spotkała nigdy bardziej pogodnego i szczęśliwszego dziecka.
- To było…fajne – powiedział niepewnie Paweł.
- Co takiego? – zapytała zdumiona, chowając skrzypce do futerału.
- Wszystko – uśmiechnął się tak, że zaparło jej dech w piersiach.
- A więc lubisz dzieci? – próbowała zmienić temat, ponieważ ta rozmowa zaczynała być dziwna.
Jego obecność podczas jej zajęć była dziwna. Jego zachowanie było dziwne. Wszystko było dziwne.
Wzruszył ramionami, jakby to nie było nic wielkiego.
- Bardziej to one lubią mnie – puścił do niej oko. – A ty? Co robisz, żeby z wiedźmy przemienić się w dobrą wróżkę? – przygryzł dolną wargę, żeby się nie roześmiać.
Sara zmrużyła na niego oczy, ale tylko na pokaz, ponieważ nie czuła już urazy, słysząc z jego ust to przezwisko.
- Pytanie brzmi, co sprawia, że z dobrej wróżki zmieniam się w wiedźmę? Mała podpowiedź – zawiesiła pytanie w powietrzu, a potem dodała cicho – Zmieniam się w nią zawsze gdy jesteś blisko – powiedziała zatrzaskując głośno futerał.
Paweł uśmiechnął się.
- Chciałbym wiedzieć, co sprawia, że działam na ciebie jak płachta na byka – powiedział zupełnie poważnie.
- A czy to ważne? – wzruszyła ramionami i odrzuciła do tyłu włosy.
- Idziemy? – zapytał Adam, stając tuż za nią.
Paweł popatrzył to na nią, to na niego i podniósł znacząco brwi, jakby chciał zapytać: ty i on?
- Jasne, tylko muszę podpisać kilka papierów u pedagog – odpowiedziała, uśmiechając się do niego.
Umówili się dziś na wspólny obiad. Sara zdawała sobie sprawę, że podoba się Adamowi i chłopak próbuje się do niej zbliżyć poza pracą. Nie przeszkadzało jej to. Lubiła go i chociaż nie czuła między nimi chemii, liczyła na to, że być może coś się pod tym względem zmieni. Chłopak był totalnym przeciwieństwem kolesi takich, jak Paweł i właśnie to sprawiło, że zgodziła się pójść z nim na randkę. Był też zupełnie inny, niż Damian. Nie straszne mu były rozrywki adekwatne do ich wieku. Poza tym mieli ze sobą wiele wspólnego.
Liczyła, że wspólna praca i zainteresowania będą dobrą podstawą do przyjaźni. Sara nie miała zamiaru wikłać się w kolejny związek. Wciąż dochodziła do siebie po przeżyciach związanych z Damianem. Nie potrzebowała związków, aby poczuć się dowartościowaną, czy w pełni szczęśliwą. Pragnęła wolności.
Z Adamem było bezpiecznie. Ten typ nie był nachalny i napastliwy. Nie miał niemożliwych do spełnienia oczekiwań. Był miły i inteligentny i Sara chciała spędzić z nim czas poza pracą.
- Zaczekam na ciebie na zewnątrz – powiedział i ruszył do wyjścia.
- Randka? – zapytał zdumionym głosem Paweł.
- Wspólny obiad. Zresztą to nie twoja sprawa – odrzekła zniecierpliwiona. – Dziękuję za torebkę – powiedziała i chciała odwrócić się i odejść, ale zatrzymał ją kolejnym zdaniem.
- A więc to tak? – w jego głosie zabrzmiał jakaś oskarżycielska nuta. – Będziemy teraz udawali, że do niczego nie doszło? Tak? Nic się nie stało i wracamy do „Sara nienawidzi Pawła bez powodu”?
Sara otworzyła usta ze zdumienia. Czy zamierzał teraz wykorzystywać ich chwilę zapomnienia, żeby się nad nią pastwić?
- A co się takiego między nami wydarzyło, że mamy to rozpamiętywać? – zapytała ściszonym głosem. – Bzyknęliśmy się i tyle – zmrużyła oczy. – To nic nie znaczyło i mam nadzieję, że masz tego świadomość i zachowasz informację o tym tylko dla siebie – popatrzyła mu w oczy z wyzwaniem.
Jeśli spróbuję ją tym dręczyć lub szantażować, to przysięga, że…

- Okej – zapewnił. – Skoro tak stawiasz sprawę – uśmiechnął się niedbale. – Dobrze wiedzieć. W takim razie miłego dnia i …obiadu – założył okulary przeciwsłoneczne, odwrócił się i ruszył do wyjścia.

7 komentarzy:

  1. proszę nie kazać nam długo czekać na ciąg dalszy !!
    pozdrawiam !!
    emka
    ps. i coś muzycznego https://www.youtube.com/watch?v=q9Jrlg6GnkY&nohtml5=False !!!
    uściski

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 - ale mało :P za mało :P Tej dwójki nigdy dość :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Agatko, błagam o kolejny rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. no to zdjęcie idealnie wplecione-a nawet tak go sobie wyobrażałam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Od pierwszego rozdziału nie mogłam się oderwać od czytania i zanim się spostrzegłam skończyłam rozdział siódmy. Przepadłam w świecie bohaterów i nie będę oryginalna jeżeli napiszę, że czekam na więcej. Cieszę się, że po lekturę sięgnęłam we wrześniu, bo dzięki niej czuję jakby nadal trwały wakacje, lato zostanie ze mną na dłużej. Dziękuję za ciekawą fabułę i bohaterów, w których łatwo uwierzyć. Sara nie jest zahukaną gąską z serduszkami zamiast źrenic, a Paweł zaimponował mi swoją pracowitością, troską o siostrę i zainteresowaniem historią (to, że lubi dzieci to jak wisienka na torcie). Oboje mają świetne poczucie humoru i są mistrzami ciętych ripost.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Caterpillar.

    OdpowiedzUsuń