niedziela, 18 września 2016

"Noc Kupały" Rozdział 8


Paweł
- Chcesz jeszcze, Pawełku? – zapytała mama, zastygając z widelcem w ręku, na który nadziała kotleta schabowego wykonanego najprawdopodobniej z mamuta.
Paweł jeszcze nigdy w życiu nie widział takich wielkich schabowych.
- Nie, mamo. Chcesz mnie zabić? – odrzekł, czując, że guzik od jego spodni trzyma się już tylko na słowie honoru.
Mama zaśmiała się i odłożyła monstrualnych rozmiarów kotleta do szklanej brytfanki.
- Jak posuwa się budowa? – zapytał tata, który przysiadł się do niego przy stole. – Wyrobicie się przed zimą?
- Tato, jaką zimą? Przecież w Polsce nie ma już zimy – uśmiechnął się. – Zastanawiamy się właśnie nad zastosowaniem asfaltu, którego używają w Ameryce Południowej – dodał, co nie było wcale żartem.
Klimat zmieniał się na ich oczach, musieli do tego dostosować odpowiednią technologię.

Chwilę pogawędzili o budowie i o tym co słychać u niego w pracy. Ojciec Pawła był także budowlańcem, ale jego specjalnością były budynki użyteczności publicznej. Mama była dyrektorką w przedszkolu publicznym.
Rodzicielka wprowadziła go w lokalne plotki i skandale, a potem postawiła na stole biszkopt z truskawkami. Paweł pomimo zjedzenia mamuciego kotleta, dał się jeszcze namówić na kawałeczek ciasta.
Tego mu brakowało, pomyślał. Domowych obiadków i rodzinnej atmosfery. Z tego nigdy się nie wyrasta.
Gdy na stół wjechała kawa, w korytarzu usłyszeli głośny odgłos zatrzaskiwanych drzwi wejściowych. Po chwili do kuchni, jak tornado wpadła Kamila.
- O! Jest i darmozjad – przywitała go, szczerząc zęby.
- Zarzyganiec nas zaszczycił swoją obecnością – odwdzięczył się.
Z bycia rodzeństwem także się nigdy nie wyrasta, dodał w myślach.
Dziewczyna klapnęła ciężko na krzesło i sięgnęła po ciasto.
- Nie robiłbym tego na twoim miejscu – powiedział. – Widziałaś w lustrze swoją dupę? – uśmiechnął się tryumfująco, widząc jej oburzenie.
Droczenie się z nią sprawiało mu olbrzymią przyjemność
- Ja natomiast na twoim miejscu uważałabym na ten guzik od spodni. Wisi na ostatniej niteczce – odcięła się. – Jak wystrzeli, to może kogoś zabić.
Ojciec parsknął śmiechem i prawie zakrztusił się kawą.
- Zjesz kolację, Mila? – zapytała mama.
- Nie, mamuś – Kamila potrząsnęła gwałtownie głową. – Wychodzimy z Sarą do pubu – powiedziała. Ale obiecuję, że nie będę nic piła – zarzekła się, podnosząc do góry dwa palce jak harcerz.
Na pewno dostała za swoje od rodziców, ale nie to spowodowało, że wyrzekła się alkoholu. To kac, którego doświadczyła nazajutrz był jej motywatorem do życia w permanentnej trzeźwości.
Imię jej przyjaciółki przykuło uwagę Pawła. Sara. Sara. Sara. Mała czarownica, która zrobiła z niego idiotę. Dlaczego więc na dźwięk jej imienia krew zaczynała szybciej krążyć w jego żyłach? Czy to dlatego, że chciałby ją raz jeszcze przelecieć? A może dlatego, że chciałby ją ukarać za to, jak go traktuje? Na pewno chodzi o te dw czynniki, pomyślał.
Odkąd zobaczył ją przy pianinie, nie potrafił wyrzucić tego obrazka z głowy. Szczupłymi palcami odgrywały jakiś zabawny, taneczny utwór, a na jej twarzy pojawił się rumieniec. Paweł nie mógł wtedy oderwać od niej oczu. Była taka zmysłowa podczas tej czynności. Jak na dłoni widać było, że kocha to, co robi i nie chodziło tylko o muzykę. Kochała pracę z dziećmi.
Uśmiechnął się na wspomnienie Zosi, która wyznała mu miłość, gdy go tylko zobaczyła. Nie uwierzył Sarze, że mała robiła tak z każdym. Dziewczyna była po prostu zazdrosna.
- Boli cię coś? – zapytała Kamila.
- Co? – ocknął się.
- Pytam, czy coś cię boli. Masz minę, jakbyś był na haju, albo jakby cię coś bolało – wyjaśniła.
Obrzucił ją karcącym spojrzeniem, ale nie skomentował tego. W zamian za to, zapytał:
- Dokąd wychodzicie? – wziął łyk kawy, żeby przybrać najbardziej obojętna pozę na świecie.
Kamila zamiast odpowiedzieć automatycznie, jak to miała w zwyczaju, przyjrzała mu się, zapychając usta kawałkiem ciasta.
- Dlaczego tak cię to interesuje? – zmrużyła oczy, a na jej ustach pojawił się pewny siebie uśmieszek.
Rodzice gawędzili między sobą, nie zwracając na nich uwagi.
- A kto powiedział, że mnie interesuje – odrzekł spokojnie, biorąc kolejny łyk kawy, której już nie miał w kubku…ona jednak tego nie wiedziała.
- Hmm. No nie wiem. Tak jakoś jesteś ostatnio zainteresowanym tym, gdzie jestem i co robię – powiedział, a potem udawała, że się zastanawia. – A może tu nie chodzi o mnie? – powiedziała jakby do siebie. – Może ty jesteś zainteresowany miejscem pobytu kogoś, kto mi wtedy towarzyszy. Hmm. Ciekawe – mówiła do siebie, próbując powstrzymać śmiech.
Paweł zachował pełen spokój. Nie da się sprowokować gówniarze. Natomiast mały szantaż jeszcze nikomu nie zaszkodził.
- Zobaczymy, czy będziesz tak przemądrzała jak następnym razem przyjdziesz do mnie po pożyczkę – uśmiechnął się z satysfakcją.
Kamila nie przestawała się głupkowato uśmiechać, a on poczuł się nieswojo. Nie chciał, żeby siostra zrozumiała jego zainteresowanie Sarą w opaczny sposób. Chodziło mu tylko o kolejny numerek z tą dzikuską. Idealnie się zgrywali i to pod każdym względem. Wiedziała, co zrobić, żeby w odpowiednim momencie bardziej go podkręcić. Jej zapach, ciche pojękiwania i agresywne pocałunki były idealnie zsynchronizowane z jego potrzebami. Miał przepuścić taką okazji? Za cholerę.
Problem polegał tylko na tym, że dziewczyna na powrót dostała swojej wścieklizny i próbuje go do siebie zniechęcić. Nie wiedziała jednak, że on potrafi być cierpliwy i przekonujący…jeśli tylko zechce, pomyślał.
- Będziemy w Kolibrze – powiedziała niespodziewanie Kamila. – Będzie z nami kolega z pracy Sary, Adam. Fajny koleś. Chyba się w niej podkochuje – dodała, jakby nigdy nic.
- Doprawdy? Złożę mu wyrazy współczucia, jak go tylko zobaczę – odpowiedział, odchrząkując.
- Sara go lubi – Kamila wyraźnie go obserwowała, jakby chciała wybadać jego reakcję.
Uśmiechnął się w duchu. Nie bardzo wiedział, co też sobie tam roiła w tej główce, ale chyba szła w bardzo złym kierunku.
- Poprzednią ofiarę też chyba lubiła. Ale chyba on przestał lubić ją. I nie można się mu dziwić – rzucił, ale gdy te słowa wyfrunęły z jego ust, poczuł się podle.
W zasadzie nie wiedział, co między nimi zaszło. Był na nią zły, ale nie powinien komentować czegoś, o czym nie miał pojęcia.
- Nie znasz sytuacji, więc się nie wypowiadaj – siostra stanęła w obronie przyjaciółki. – Damian to idiota. Chciał z Sary zrobić swoją kucharkę, sprzątaczkę. Jednym słowem: mamuśkę. Jedyną jego zaletą było to, że był z niego kawał niezłej dupy – ostatnie wyrazy wypowiedziała ściszonym głosem.
Paweł otworzył usta z oburzenia, ale nie skomentował tego. Nie wiedział też, co zrobić z tą informacją. Z opisu siostry były chłopak Sary wyglądał na jakiegoś bezmózga, ale czy tylko on zawinił, jeśli chodziło o ich rozstanei? Skąd miał to wiedzieć? Dlaczego go to w ogóle interesuje? Potrząsnął głową z irytacją. To nie jego sprawa.
- A więc Koliber, tak? – zapytał, aby się upewnić?
- Koliber – odpowiedziała z półuśmiechem.
Dwie godziny później, przebrany w mniej formalny strój – dżinsy i zielony T-shirt – był w drodze do pubu, który mieścił się na tyłach starego kina. Wcześniej zwerbował też Krzyśka i jego kumpla Jacka. Był środek tygodnia, ale chłopaki nie mieli problemu z wygospodarowaniem kilku godzin na piwo i bilard. Tym właśnie różniło się życie w małej mieścinie od tego w zatłoczonym i hałaśliwym mieście. Tu zawsze udawało się wygospodarować trochę czasu dla siebie. Czasu, który w Krakowie, czy Warszawie musiałby poświęcić na powrót z pracy do domu w kilometrowych korkach.
Po bardzo intensywnym początku budowy, podczas której musiał być cały czas w pogotowiu, teraz praca toczyła się swoim trybem. Dzięki temu nie musiał zostawać na budowie po godzinach. Wszystko szło zgodnie z harmonogramem, a to był jego najważniejsza wytyczna. Nie miał ambicji, aby skończyć zlecenie przed czasem, ponieważ z doświadczenia wiedział, że to tylko rozbestwia zleceniodawców. Kolejne terminy i przetargi stają się wówczas walką o fuszerkę.
Wmawiał sobie, że po prostu chciał się napić piwa z kumplami w pubie. Nie miało to nic wspólnego z piękną i wredną przyjaciółką jego siostry. Wiedźmą, która potraktowała go wczoraj, jak jakiegoś nagrzanego kundla, chociaż wyrwał się z pracy tylko po to, żeby wyświadczyć jej kolejną przysługę. Wypuścił głośno powietrze, czując rodzącą się frustrację.
Cholerna dziewczyna. Dostanę przez nią kurwicy, myślał wkraczając do pubu. Wewnątrz panował półmrok, rozświetlony podwieszanymi lampami w kształcie przemysłowych reflektorów. Paweł lubił to miejsce, ponieważ miał stąd wiele przyjemnych wspomnień. Co weekend spotykali się tu całą paczką, aby odreagować tydzień nauki i podrywać dziewczyny.
W progu przywitał go zapach jedzenia, bo oprócz alkoholu w lokalu można było zjeść najlepszą pizzę w mieście. Dziś jednak nie było szans, aby mógł w siebie jeszcze coś wcisnąć. Mama wypchała go dziś jak kaczkę.
Rozejrzał się dookoła, ale nie dostrzegł kolegów.
Skierował się w stronę ceglanego baru, gdzie przysiadł na drewnianym hokerze i zamówił piwo. Nim wziął łyk złotego trunku, ktoś klepnął go po ramieniu. Krzysiek i dwóch jego kumpli, których Paweł kojarzył z widzenia, zajęli miejsce na stołkach obok niego.
- Co tam, kolego? – zagadnął kumpel, zamawiając na migi piwo. – Udało ci się wygrzebać z piachu i asfaltu? – zapytał z uśmiechem.
- Ledwo, ale znasz mnie. Z każdego gówna potrafię się wygrzebać – odpowiedział z uśmiechem.
Krzysiek zarechotał, a potem zamówił coś do jedzenia.
- Ej, nie macie nic przeciwko, że dołączy do nas Sylwia i jej dwie koleżanki? – zagadnął po chwili.
- Pantofel – rzucił Jacek. – Ale jak koleżanki spoko, to niech się dołączają, co będziemy im żałować.
Chwilę rozmawiali o ostatnim meczu i widmie upadku firmy przewozowej, w której pracował Rafał. Niecałe pół godziny później dotarła dziewczyna Krzyśka i jej dwie koleżanki. Ze zdziwieniem stwierdził, że były to te same dziewczyny, które spotkał w barze rok temu, gdy ponownie spotkał Lenę. Nie pamiętał jednak ich imion, dlatego cieszył się, że Krzysiek raz jeszcze im mu je przedstawił.
Na wspomnienie tamtego spotkania, cos ścisnęło go w środku. Zawód? Rozczarowanie? Nie miał pojęcia, co go gnębiło, gdy myślał o tej dziewczynie. Zdawał sobie sprawę, że to zamknięty temat, dlaczego więc wspomnienie jej zielonych oczu i długich blond włosów tak wybijało go z rytmu?
- Myśmy się chyba kiedyś poznali? – zagadnęła go jedna z dziewczyn, Olga.
Wyglądała na sympatyczną. Miała drobne usta i ciemnobrązowe oczy, które wyglądały, jakby dziewczyna była cały czas rozbawiona.
- Chyba tak – odrzekł z uśmiechem.
- Ej, przenieśmy się gdzieś, gdzie będzie wygodniej – zawołał Krzysiek i nie czekając na niczyją reakcję, ruszył zaklepać jeden ze stolików.
- Ja bym zagrał w bilard – powiedział Paweł, chcąc oderwać się od niechcianych myśli.

- O! Ja też – krzyknęła Olga, podnosząc do góry palec jak uczennica.
Na stół przyniesiono zamówienie, wiec pozostali zajęli się konsumpcją. Paweł zapłacił za stół do bilardu i razem z Olgą rozpoczęli grę. Dziewczynie szło fatalnie, dlatego był zmuszony dać jej kilka lekcji. Pokazał jej jak układać kij i w jaki sposób uderzać. Gdy nachylał się nad nią, aby pokazać jej jak powinna ułożyć palce przed uderzeniem, podniósł oczy i napotkał spojrzenie niebieskich, magnetyzujących oczu.
Sara.
Zastygł z kijem w ręku i dłonią położoną na dłoni Olgi, gdy pochłaniał dziewczynę wzrokiem. Miała na sobie szarą koszulkę z napisem „You talking to me, bitch?”. Jak uroczo i adekwatnie, pomyślał rozbawiony. Jej rozpuszczone włosy układały się falami na ramionach. Ciemne dżinsy opinały apetyczny tyłek…Jezu, zaskomlał w myślach.
Dopiero po minucie odsunął się gwałtownie od Olgi i odchrząknął zmieszany. W zasadzie to nie wiedział, co go tak wystraszyło. Przecież mógł uczyć gry w bilard koleżankę.
Tym czasem Sara, jego siostra i dwóch kolesi, wśród których rozpoznał Adama rozsiedli się przy stoliku, tuż nieopodal stołów bilardowych.
Kamila posłała mu chytry uśmiech, a potem zmrużyła na niego oczy, jakby chciała mu pogrozić za to, że towarzyszyła mu dziewczyna. W odpowiedzi posłał jej dyskretnie środkowy palec, na co roześmiała się perliście.
A Sara? Sara po mistrzowsku go zignorowała. Po tym jednym przypadkowym spojrzeniu na wejściu po prostu przestał dla niej istnieć. Wiedźma.
- Twoja kolej – usłyszał za sobą głos dziewczyny.
- A tak, sorry – odpowiedział i nachylił się, żeby oddać strzał.
Bila pomknęła po zielonym suknie, jak pocisk i uderzyła w jego połówkę, która bez najmniejszych problemów zniknęła w narożnej łuzie.
- Dobry jesteś – powiedziała z podziwem Olga, a potem uśmiechnęła się do niego zalotnie.
O tak. Taki uśmiech potrafił rozpoznać nawet z zamkniętymi oczami. Potem następował szereg gestów, przypadkowych dotyków i półuśmiechów. Czuł wówczas, jak adrenalina zaczyna krążyć po jego ciele, jak u drapieżnika, który szykuje się do polowania. Tak powinien czuć teraz, ale…ale nie czuł nic.

Sara
Oczywiście. Paweł. A dlaczego by nie? Myślała gorączkowo, gdy spotkali się spojrzeniem zaraz po przekroczeniu progu Kolibra. Jest tyle barów i knajp w mieście, ale on musiał znaleźć się akurat w tym, do którego wybrała się ona.
I oczywiście już obłapiał jakąś biedną nieświadomą niczego dziewoję. Na widok Pawła z inną dziewczyną poczuła nieprzyjemne ukłucie gdzieś w środku, ale szybko się ogarnęła. To Paweł. Wczoraj miał w łóżku ją, jutro będzie miał kogoś innego. To nic, przekonywała siebie.
Zamierzała się dziś dobrze bawić i nic, nawet jego obecność tego nie popsuje.
- Co pijecie? – zapytał Adam, wstając z krzesła.
- Piwo – odpowiedziała, a Adam obdarzył ją uśmiechem, od którego zrobiło jej się ciepło w środku.
- Ja sok pomarańczowy – powiedziała cicho Kamila.
Sara roześmiała się w głos, na wspomnienie horroru, który przeżyła przyjaciółka po nocy kupały. Na jej miejscu Sara także zrezygnowałaby z picia na długi czas.
Kolega Adama, Marcin także ruszył z Adamem do baru, aby złożyć zamówienie.
- Jezu, fajny jest, nie? – szepnęła Kamila, gdy chłopaki oddalili się na tyle, aby ich nie słyszeli.
 - Kto? – zapytała, jakby nigdy nic.
Jej wzrok bezwiednie powędrował w stronę stołów bilardowych, przy których zaczynało robić się tłoczno.
Kamila wywróciła oczami i szturchnęła ją łokciem.
- No Marcin. Co, do Adama to już ustaliłyśmy, że fajny – powiedziała zdecydowanie.
Tak, ustaliły już to. A Marcin? Marcin wydawał się sympatyczny i chociaż totalnie nie w jej typie, to nie można mu było odmówić uroku. Był wysoki i barczysty. Jego jasnoniebieskie oczy stanowiły nie lada widowisko na tle opalonej twarzy. Ciemne, krótko przystrzyżone włosy dopełniały intrygującego wyglądu. Najbardziej jednak uwagę Sary przykuł jego lekko przestawiony nos. To było chore, ale czuła pociąg do facetów, którzy wyraźnie nie stronili od rękoczynów. Nie, żeby kiedykolwiek z takim się związała, ale wbrew sobie i swoim przekonaniom, podobało jej się to.
Pomimo dość atrakcyjnej powierzchowności nie poczuła na jego widok tego, co ewidentnie podziałało na Kamilę. Przyjaciółka wydawała się nim zafascynowana od pierwszego wejrzenia.
- Jest fajny – orzekła ku uciesze Kamili.
- Zagramy w bilard? – zaszczebiotała nad jej uchem.
Sara rzuciła pospieszne spojrzenie w stronę stołów, a właściwie jednego stołu, przy którym Paweł wyginał się jak jakiś cholerny akrobata, żeby popisać się przed swoją kolejną zdobyczą. I oczywiście zajebiście sobie radził w grze w bilard. No jakżeby inaczej? Czy jest coś, co ten arogant nie potrafi? Pewnie gdyby teraz ktoś w knajpie dostał zawału, Paweł przeprowadziłby na nim operację na otwartym sercu i to nożem do krojenia pizzy. Debil.
- Chyba wszystkie stoły są zajęte – spróbowała ją od tego odwieść, bo coś czuła, że Kamila zechce w to wszystko wmieszać swojego brata.
- Ale Paweł pewnie zaraz skończy. Pójdę do niego i powiem, żeby nam zaklepał miejscówkę, zanim się ktoś do niego dosiądzie – powiedziała i zanim zaczekała na jakąś jej reakcję, wyskoczyła zza stolika i ruszyła raźnym krokiem w stronę brata.
Bingo, pomyślała poirytowana. W tym samym momencie wrócili Adam i Marcin.
- Gdzie Kamila? – zapytał Marcin, któremu Kamila najwyraźniej także wpadła w oko.
Sara pokazała mu skinieniem głowy aktualne miejsce pobytu przyjaciółki. Chłopak zmarszczył brwi, a w jego oczach pojawił się błysk. Zazdrości może? Tak to zinterpretowała. Ciekawe, pomyślała.
Kamila tanecznym krokiem wróciła do nich i z uśmiechem zakomunikowała, że co prawda Paweł nie zamierza jeszcze kończyć gry, ale pozwolił im dołączyć do niego i koleżanki. Łaskawiec, kurwa.
- Jak chcesz to zagraj. Za dużo nas tam będzie – powiedziała w nadziei, że dziewczyna spasuje i spokojnie usiądzie przy stoliku, żeby napić się pysznego soczku.
Ale nie. Kamila nie robiła rzeczy, które się od niej wymagało, albo oczekiwało.
- No przestańcie. Idziemy zagrać – zakomunikowała i na tę komendę Marcin zerwał się z miejsca.
- Mnie nie musisz dwa razy prosić – odpowiedział i puścił do niej oko.
Kamila spąsowiała w ciągu sekundy i spuściła zawstydzona wzrok. Ciekawe, ciekawe. Myślała rozbawiona Sara.
- Idźcie – odezwał się Adam. – My dołączymy potem.
- Tak – przytaknęła szybko Sara. – Idźcie – dodała i wzięła spory łyk piwa.
Spoglądała w ślad za Kamilą i Marcinem. Nie była pewna, ale na twarzy Pawła zobaczyła rozczarowanie. Niespodziewanie posłał jej pełne pretensji spojrzenia, a Sara uśmiechnęła się chytrym uśmiechem.
- …znasz dobrze? – usłyszała końcówkę pytania.
- Słucham? – wróciła spojrzeniem do chłopaka.
Na chwilę kompletnie o nim zapomniała i zrobiło jej się wstyd.
- Mówiłem, czy dobrze znasz tego…Pawła? – jego imię powiedział z obrzydzeniem, jakby Paweł był insektem.
Nie znosiła kolesia, ale słysząc tę pogardę w głosie Adama poczuła się w imieniu Pawła urażona. Właściwie to bardziej w imieniu Kamili. W końcu Paweł był jej bratem i Sara czuła się głupio obgadując brata przyjaciółki z obcym jej kolesiem.
- To brat Kamili. Chcąc, nie chcąc, poznałam go – wzruszyła ramionami i znowu jej zdradzieckie oczy pofrunęły w stronę rzeczonego człowieka.
Co więcej mogła mu powiedzieć? Że kilka dni temu przeżyła z nim upojną noc? Że to pierwszy mężczyzna, który dał jej orgazm? Nie, tego Adam na pewno nie chciał usłyszeć.
Przy grze był teraz Marcin. Wyglądało na to, że radzi sobie równie dobrze, co Paweł, a może nawet trochę lepiej. Ha! Pomyślała tryumfująco.
- Dołączymy do nich? – zagadnęła, gdyż chciała zobaczyć, jak Pawełek dwoi się i troi, aby zaimponować ciemnowłosej zdobyczy o oczach, jak łania, która nawdychała się za dużo kleju.
Adam niechętnie przystał na propozycję. Wzięli piwa w ręce i ustawili się wokół stołu. Adam stanął bardzo blisko niej, dotykając udem jej biodra. Wziął łyk piwa i posłał jej powłóczyste spojrzenie spod tych swoich długich, ciemnych rzęs. Sara nie mogła powiedzieć, że jego zainteresowanie i te uwodzicielskie spojrzenia nie działały na nią. Było w nich jednak coś, co nie do końca jej odpowiadało. Nie mogła jednak tego sprecyzować, ani wyjaśnić.
Poza tym, chociaż nie była tego do końca świadoma, nie potrafiła się w pełni wyluzować, gdyż w pobliżu znajdował się Paweł. Czuła przyspieszone bicie serca na widok jego kocich i pewnych siebie ruchów. Nienawidziła go za to, ale był seksowny i tak po męsku swobodny i jednocześnie precyzyjny w tym co robił. Boże, dlaczego nie wybraliśmy innego lokalu? Zawyła w myślach.
Kij przejęła teraz towarzyszka Pawła, która była w tym fatalna. Nie potrafiła trafić nawet w jedną marną kulę. Sarze zrobiło się jej nawet szkoda, gdy omal nie stłukła kijem lamp wiszących tuż nad polem gry.
- Nie! – krzyknęła. – Ja mam dość – spurpurowiała i oddała kij Pawłowi. – Idę się napić, może wtedy pójdzie mi lepiej – zapłakała.
- To dopiero początek. Nie przejmuj się – zapewnił łagodnie Paweł, ale nie zatrzymywał dziewczyny, która szybkim krokiem przeszła do drugiej części lokalu i usadowiła się wśród grupki znajomych, w których Sara rozpoznała kumpli Pawła.
Hmm. Czyli to nie jego randka? Pomyślała, chociaż od razu zganiła siebie za zainteresowanie tym tematem.
Paweł przygryzł wargę i popatrzył jej prosto w oczy. Uśmiechnął się podstępnie i zrobił krok w jej stronę.
- Nic nie poradzisz, mała wiedźmo. Tylko ty mi zostałaś – powiedział na głos, a ona niemal zakrztusiła się piwem.
Oczy wszystkich zwróciły się w jej stronę. Sara poczuła się, jakby Paweł zdradził wszystkim jakiś intymny szczegół z ich zbliżenia.
Adam zesztywniał u jej boku, ale nie skomentował tego. Paweł podszedł do niej i wyciągnął w jej stronę kij, którego nie przyjęła.
- Tchórzysz? – zapytał wyzywająco.
- A może po prostu nie ma ochot z tobą grać – odrzekł za nią Adam.
Sara wiedziała, że starał się po prostu stanąć w jej obronie, ale nie spodobało się jej, że wypowiada się w jej imieniu.
- A może pozwolisz jej zdecydować – odpowiedział Paweł, wymierzając nieprzyjazne spojrzenie w jej towarzysza.
Kamila odchrząknęła głośno i podeszła do nich.
- No zagraj, Sara – poprosiła. – Adam możemy się wymieniać na zmianę – zwróciła się do chłopaka, który wyglądał jak chmura gradowa.
- Nie, spoko. Postoję i popatrzę – odpowiedział, nie spuszczając wzroku z Pawła.
- Dawaj to – wyszarpnęła kij z ręki Pawła i wyminęła go, zmierzając do stolika. – Ale zaczniemy od początku, okej? – zastrzegła.
Nikt się nie sprzeciwił i Sara rozpoczęła grę, rozbijając kule. W pierwszym ruchu wrzuciła do łuzy całą bilę. Paweł zaskoczony, podniósł do góry brwi.
- No i zaczyna się gra. Mamy godnego przeciwnika, Mila – uśmiechnął się Marcin, któremu rozbłysły oczy.
Od razu rozpoznała w nim miłośnika rywalizacji. No to było ich dwoje.
Paweł zmarszczył brwi i posłał chłopakowi ostrzegawcze spojrzenie. Sara nie wiedziała, czy chodziło mu o to, że Marcin nie uznał go za godnego przeciwnika, czy o to, że nazwał jego siostrę osobistym zdrobnieniem.
- No nie wiem. Sara jest w tym dobra – ostrzegła Kamila.
 - Ale ja jestem lepszy – puścił do niej oko i uśmiechnął się pewnym siebie uśmiechem.
Sarze spodobały się jego śmiałe odzywki i to, że nie ulegał równie dominującej osobowości Pawła. Kamila wyglądała w tej chwili, jak zadurzona nastolatka i w sumie nie można jej było winić.
- Skończyliście? – zapytał Paweł. – To może pogramy i przekonamy się kto jest lepszy. Zazwyczaj te najgłośniej szczekające psy nie gryzą. Co nie, Sara? – uśmiechnął się do niej, jakby wymienili właśnie prywatny żart.
- Oczywiście, Pawełku. Co tylko chcesz – odpowiedziała z ironią.
- Grzeczna dziewczynka – szepnął jej na ucho, a potem musnął palcami jej nagie przedramię.
Debil.
Dwa kolejne uderzenia przyniosły dwa trafienia. Za trzecim chybiła. Sprawy w swoje ręce przejął Marcin. Jedno uderzenie i dwie połówki wylądowały w otworach. Sara była pod wrażeniem. Chłopak na chwilę przed strzałem za każdym razem spoglądał Kamili w oczy, od czego ta na pewno miała mokro w gaciach.
Trzecie uderzenie przekazał w ręce Kamili. Dziewczyna nieśmiało nachyliła się nad stołem, a wtedy Marcin zaszedł ją od tyłu i próbował instruować trzymanie kija, chociaż Sara była pewna, że chciał ją po prostu dotknąć. W takiej asyście uderzenie nie mogło się nie udać. Kamila pisnęła z zadowolenia i uśmiechnęła się do niej.
- Kamila! – zabrzmiał ostry ton Pawła. – Mogę cie prosić na stronę? – dodał.
- Chcesz, żebym ci towarzyszyła na stronie? Nie myślisz, że proszenie o to siostrę, to trochę nienormalne? – dziewczyna zachichotała, ale odeszła z nim na bok.
Sara omal nie zadusiła się ze śmiechu, gdy rodzeństwo zniknęło za filarem.
- Marcin, miej litość. To jej brat, a wiesz jak bracia reagują na takie akcje – powiedziała, podchodząc do Adama, który przekazał jej butelkę z piwem.
Marcin tylko się uśmiechnął i też wziął łyk ze swojej butelki.
- Obiję mu dupsko w grze. Sorki lalka, ale będziesz musiała przy tym ucierpieć – skomentował.
Sara roześmiała się głośno, bo po takich słowach tylko wzmógł się jej apetyt na wygraną.
- Zobaczymy, lalka – odrzekła i zachichotała, do czego dołączył się też Adam.
- Nie lekceważ jej, to petarda – dodał z dumą w głosie, która ją zaskoczyła.
- Wierz mi, nie mam zamiaru – powiedział i wrócił do stołu.
Paweł wrócił z nadąsaną Kamilą. Zrobił kilka ruchów, żeby rozruszać kark, a potem nachylił się nad nią i powiedział cicho.
- Rozwalmy tego pewnego siebie gnoja, albo będę musiał mu przyjebać kijem w ryj i wyprostować ten nochal – po tym przejął władzę nad kijem i nachylił się nad stołem.
Sara skinęła mu głową, a Paweł uśmiechnął się tak, że zaparło jej dech w piersiach. Debil.


6 komentarzy:

  1. cholera bombowe jak zawsze

    OdpowiedzUsuń
  2. HEHE Paweł i Sara rozwalają system. Uwielbiam ich i z niecierplowoscią czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już się nie mogę doczekać finału tego interesującego wieczoru:) Przekomarzanki rodzeństwa są bezbłędne. Keep up the good work! Dziękuję i pozdrawiam, Caterpillar.

    OdpowiedzUsuń