piątek, 23 września 2016

"Noc Kupały" Rozdział 9

*
Paweł
- Proszę, partnerko – powiedział, stawiając przed Sarą butelkę piwa. – Za nasze zwycięstwo – uśmiechnął się zadowolony i wzniósł do góry butelkę w toaście.
Wygrali pojedynek z tym zasrańcem, który obłapiał jego siostrę. Sara spisała się na medal. Nie spodziewał się, że jest w tym tak dobra, a przy tym tak cholernie seksowna. Nie mógł oderwać od niej oczu, gdy wyginała się nad stołem, żeby ustawić się do strzału. Gdyby Paweł mógł uprawiać seks oczami, to dziewczyna nie mogłaby teraz chodzić, pomyślał rozbawiony, cały czas ja obserwując.
- Rewanż? – zapytał fagas Marcin.
Paweł uśmiechnął się, podnosząc wysoko jedną brew.
- Jedna porażka ci nie wystarcza? Lubisz jak się ciebie chłosta po dupie? – zapytał, biorąc duży łyk piwa.
- Ja nie, ale widzę, że myśl o chłostaniu męskich tyłków wzbudza w tobie duży entuzjazm. Ciekawe – powiedział w udawanej zadumie.

Paweł chciał mu się odszczeknąć, ale usłyszał obok siebie głośne parsknięcie, które wybiło go z rytmu. Posłał Sarze ostrzegawcze spojrzenie. Mała, wredna żmija.
Ten gnój aż prosił się o operację nosa tępym narzędziem, pomyślał czując jak zaczyna się w środku gotować.
- Długo tak jeszcze będziecie mierzyć sobie przyrodzenia? – zapytała Kamila. – Jeśli nie, to ja bym coś zjadła – dodała i ruszyła do stolika, który zarezerwowali przed grą.  
Adam z nadąsaną miną poszedł w jej ślady. Następny był Marcin, który zmierzył Pawła pewnym siebie spojrzeniem, a następnie uśmiechnął się wyzywająco. Jeszcze się policzymy, gnoju, obiecał mu w myślach.
Sara podziękowała mu za piwo, a potem udała się do łazienki. Nie zamieniła z nim ani jednego słowa, poza kilkoma komendami podczas gry. Ale go to wkurwiało. Tak bardzo, że chciałby ją przełożyć przez kolano i nauczyć dobrych manier.
Dlaczego tak bardzo zależało mu na jej uwadze?, zastanawiał się. Czy tylko dlatego, że tak jawnie go ignorowała? Czy popadł w aż tak wielką megalomanię, że odrobina odrzucenia zmieniała go w jakiegoś natręta? Zastanowił się.
Ale skąd znowu, potrząsnął głową, odpowiadając sobie samemu na pytanie.
Przecież nie pierwszy raz kobieta dała mu kosza. Nie chodziło o odrzucenie. Chodziło o…Sarę. O tę małą wiedźmowatą zołzę, z którą spędził zajebistą noc, uwieńczoną równie zajebistym seksem. Ot co! Chciał to powtórzyć, bo pomimo ich wzajemnego antagonizmu, byli do siebie podobni. Byli tacy sami, dlatego tak się zgrali w łóżku.
Byli kompatybilni.
Wielokrotnie doznawał łóżkowego zawodu. Nie miało to nic wspólnego z charakterem, czy wyglądem partnerki. Bywało, że te niebywale piękne nie potrafiły wywołać w nim takiej burzy, jak te, które były przeciętnie ładne. Nie chodziło o wygląd, który owszem był kluczowy jeśli miało dojść do zbliżenia, ale bardziej zwracał uwagę na to, co siedziało w oczach takiej kobiety. Jeśli ta pozwoliła mu dłużej się im przyjrzeć, oczywiście.
W oczach Sary zobaczył ogień. Nie marne iskry, czy fajerwerki, tylko żywy ogień, który go pochłaniał. Właśnie dlatego ją ścigał. Bo chciał raz jeszcze stanąć w tych płomieniach.
Wciąż był przy stole bilardowym, porządkując stanowisko, gdy dziewczyna mijała go, zmierzając do znajomych.
- Zaczekaj – powiedział, a ona zatrzymała się i odwróciła do niego.
Następnie zmarszczyła brwi i w odpowiedzi złapała za rąbki bluzki z napisem You talking to me, bitch? i rozciągnęła T-shirt, aby napisał był dla niego widoczny.
Pomimo tej ewidentnej zniewagi, Paweł uśmiechnął się pod nosem.
- Wredna wiedźma – odpowiedział.
Dziewczyna rozciągnęła usta w pierwszym dziś szczerym i pozbawionym złośliwości uśmiechu. Na ten widok jego serce zadrgało w piersi. Nagle i bez ostrzeżenia. Kurwa, pomyślał. Co to było?
Sara wpatrywała się w niego, czekając na jakąś reakcję. Odchrząknął i zrobił krok w jej stronę.
- Co ty na to, żebyśmy stąd razem zniknęli – odważył się na śmiałe posunięcie.
Z nią nic nigdy nie było pewne. Mogła mu za to dać w gębę, albo chwycić za rękę i wybiec z nim na zewnątrz. Była jedną wielką niewiadomą, a każda jej reakcja na jego zaczepkę była dla niego zaskoczeniem.
- A co? Nie znalazłeś tu nic ciekawego? – zapytała z przekąsem, rozglądając się po lokalu.
Paweł zrobił jeszcze jeden krok w jej kierunku. Dzieliło ich zaledwie pół metra, ale dla niego to było wciąż za daleko. Zapragnął zatopić ręce w jej włosach, a potem szarpnąć za nie, gdy będzie ją bez opamiętania całował.
- Nie znalazłem, bo niczego nie szukałem – odpowiedział zgodnie z prawdą.
Może to przed nią ukrywać, ale ukrywanie tego przed samym sobą było pozbawione sensu. Przyszedł tu dla niej. Przyszedł tu, bo chciał ją zobaczyć.
- Doprawdy? – odpowiedziała, marszcząc brwi.
- Więc jak będzie? – ponowił propozycję. – Spadamy stąd?
Dziewczyna parsknęła pod nosem, jakby uznała to za nonsens.
- Nie wiem czy zauważyłeś, ale jestem tu na r.a.n.d.c.e – ostatni wyraz przeliterowała, jakby uczyła go czytać.
A więc tak się bawimy, pomyślał. Wokół kręcili się ludzi, spychając ich w róg pomieszczenia. W oddali leciała muzyka (Shawn Mendes, Treat you better), ktoś się śmiał, a ktoś inny składał zamówienie. Co chwilę pojawiał się głuchy odgłos uderzających o siebie bil, a zaraz po tym głośne komentarze. Wszystko to zdawało się dziać w innym wymiarze. Docierało do niego, jak szum z telewizji, której nie oglądał, ale miał świadomość włączonego odbiornika.
- Na randce? – zaśmiał się. – Okłamuj się, kochanie, ile wlezie, ale wiesz tak samo dobrze, jak ja, że to nie randka, bo nawet przez chwilę nie bierzesz pod uwagę kandydatury tego tam – skinął lekceważąco w stronę jej towarzysza – Bawisz się nim.
Na jej twarzy zaszła diametralna zmiana. Zniknął grymas pogardy i poza pewnej siebie luzary. Spoważniała i wyprostowała się jak struna.
- Co ty tam możesz wiedzieć – rzuciła niepewnie.
- Być może nie wiem nic. A może wiem, że gdybyś miała być z kimś takim, jak ten Adam, to prędzej, czy później udusiłabyś się – powiedział, wsuwając ręce do tylnych kieszeni spodni. – Jesteś jak żywioł, którego nie można powstrzymać – dodał z uśmiechem, na co dziewczyna rzuciła mu podejrzane spojrzenie, a na jej ustach pojawił się pobłażliwy uśmieszek.
- Myślisz, że po jednej nocy tak dobrze mnie poznałeś? – zapytała z kpiną. – Powiem ci coś, Paweł. Nic o mnie nie wiesz. Kompletnie nic. Lepiej trzymaj się tej wersji i nie dorabiaj teorii do swojej…chcicy – powiedziała zmęczonym głosem. – Okłamuj się, kochanie, ile wlezie, ale dobrze wiemy, że po prostu chcesz mnie znowu zaciągnąć do łóżka – uśmiechnęła się, ale nie było w tym szczerości, czy prawdziwego rozbawienia. – Nie komplikuj spraw, które z założenia są proste jak drut – dodała.
Paweł nie do końca wiedział, czy jej postawa to kolejna poza, gra i udawanie, czy naprawdę była taka cyniczna i zgorzkniała, na jaką się kreowała. Przecież miała tylko dwadzieścia dwa lata. Nie mogła być aż tak wyrachowana i kalkulująca. Ten ogień w jej oczach temu przeczył.
- Ach, zimna cyniczka – zakpił. – A może tak raz dla przekory pokażesz, jaka jesteś naprawdę – przysunął się bliżej tak, że poczuł na twarzy jej ciepły oddech. – Boisz się, że zobaczę w tobie fajną dziewczynę, która ma w sobie coś więcej, niż cięty język i piękną buzię?
Dziewczyna na chwilę straciła swój animusz, ale trwało to zaledwie ułamek sekundy. Szybko się ogarnęła i uśmiechnęła.
- Jest we mnie tyle, że nigdy byś tego nie udźwignął – odrzuciła do tyłu włosy i owionął go jej zapach.
Piękny, niepowtarzalny i całkowicie odurzający. Nim Sara zdołała zrobić choćby jeden krok w tył, chwycił ją za nadgarstek. Nachylił się i szepnął jej na ucho:
- Nawet nie wiesz, ile jestem w stanie udźwignąć – musnął ustami płatek jej ucha. – Chcesz, żeby to było takie proste? Niech tak będzie. Będę pod twoim blokiem o jedenastej. Albo przyjdziesz i pojedziemy do mnie, albo będziesz kontynuowała zabawę w zwodzenie tego dzieciaka, a na końcu komuś stanie się krzywda – powiedział i odsunął się od niej gwałtownie. – Twój wybór – dodał i odszedł.
Serce waliło mu jak po maratonie, a dłonie były mokre od potu. Cholera, zaklął pod nosem. Nie odwrócił się za nią, tylko usiadł ze znajomymi i próbował wdrożyć się w rozmowę. Myślami był jednak cały czas przy dziewczynie i tej ich pierwszej dłuższej rozmowie od czasu nocy kupały. Zastanawiał się, czy przyjmie jego propozycję. Kurwa, oby się zgodziła, błagał w myślach.
Musiał dać jej wybór i jednocześnie sprawić, aby to było wyzwanie. Wiedział, że inaczej z nią nie wygra.
Sara próbowała pozować na zimą sucz, ale nie była taka. Widział ją z dzieciakami i z jego siostrą. Wiedział, że gdyby tylko porzuciła tę głupią pozę, mogliby się nawet zaprzyjaźnić. Jednak z niewyjaśnionych dla niego powodów dziewczyna darzyła go niechęcią, przez którą nie mógł się przebić.
Jeśli dziś Sara go oleje, to oficjalnie zakończy te ich przepychanki, bo zaczynał czuć się przez nieswojo. Ona sprawiała, że czuł się nieswojo. Nie potrzebował w życiu komplikacji i jeśli nie będzie miał z tej znajomości jakichkolwiek korzyści, to woli ją zakończyć teraz, nim jeszcze bardziej się skomplikuje, przekonywał siebie.

Sara
To miała być tylko jedna noc. Jedna, jedyna noc i tak powinno zostać. Nie chciała wplątywać się w jakieś niezdrowe relacje z człowiekiem, którego nawet nie lubiła. Przez cały wieczór nie mogła skupić się na tym, co robi. Ledwie nadążała za rozmową, a gdy ktoś zadawał jej pytanie, musiała wytężyć umysł, bo nic do niej nie docierało.
Wspomnienie rozkoszy, jakiej zaznała od Pawła było jak narkotyk. Nigdy nie miała z czynienia z tą używką, ale wyobrażała sobie, że tak właśnie muszą działać na człowieka.
Kamila od razu zauważyła jej rozkojarzenie i prawidłowo powiązała je z jej rozmową z Pawłem. Koniecznie chciała wiedzieć, o czym tak dyskutowali. Sara zbyła ją machnięciem ręki i stwierdzeniem, że jak zwykle sobie dogryzali.
W drodze do domu Sara nerwowo zerkała na zegarek, który wskazywał dziesiątą piętnaście. Kamila i chłopaki podprowadzili ją pod blok. Przyjaciółka była gotowa ruszyć w towarzystwie chłopaków w stronę swojej dzielnicy, ale Sara wzięła ją na stronę.
- Posłuchaj. Nie chcę cię z nimi puszczać samej – powiedziała, przygryzając wargę. – Powiedzmy im, że zostajesz u mnie, a potem wezwiemy taksówkę, albo sama cię odprowadzę – chwyciła ją za rękę.
- No co ty? – zdziwiła się Kamila. – Dlaczego?
- Przecież Adama ledwie znam, a Marcina zobaczyłyśmy dziś po raz pierwszy w życiu – przypomniała jej. – I nie powinnaś zostawać z nimi dwoma sama.
Kamila zmierzyła ją tym swoim przenikliwym spojrzeniem i otworzyła usta, żeby o coś zapytać, ale chyba z tego zrezygnowała, bo skinęła głową, wciąż z wyrazem zamyślenia na twarzy.
Sara nie chciała z nią teraz rozmawiać, bo wiedziała, że przyjaciółka będzie drążyć, a przed nią nie da się niczego ukryć. Nie chciała, bo to nie był odpowiedni moment. Może kiedyś, ale nie dziś.
- Okej. Powiemy chłopakom, że zostaje u ciebie, a potem wezwiemy taksówkę – zadecydowała.
- Możesz zostać u mnie na noc – zaproponowała, co byłoby jej wymówką, aby nie spotykać się z Pawłem.
- Chętnie, ale nie dziś. Jutro musze być wcześnie na nogach – powiedziała i dołączyły do chłopaków, którzy siedzieli na ławeczce przy wypielęgnowanym klombie.
Zrobiły tak, jak ustaliły. Marcin wydawał się zawiedziony takim obrotem sytuacji, ale nie mógł nic na to poradzić. Adam wyglądał na trochę smutnego i w Sarę uderzyły słowa Pawła. „Albo przyjdziesz i pojedziemy do mnie, albo będziesz kontynuowała zabawę w zwodzenie tego dzieciaka, a na końcu komuś stanie się krzywda. Bawisz się nim”
Czy miał rację? Czy podświadomie właśnie tego nie robiła? Bawiła się Adamem, aby zająć sobie czymś czas, a jednocześnie sypiając z kimś innym? Co się z nią działo? To nie była ona, nigdy się tak nie zachowywała, a wręcz gardziła takim postępowaniem. Musiała zdusić w zarodku ewentualne oczekiwania Adam. Nie mogła go zwodzić i bawić się jego uczuciami.
Pożegnawszy się z Kamilą weszła do cichego i ciemnego mieszkania. Rodzice wracali dopiero nazajutrz, a Aśka najwyraźniej pogodziła się z chłopakiem, gdyż wysłała jej SMS-a, że spędza z nim noc. Usiadła przy kuchennym stole obserwując zegar, który wskazywał za pięć jedenasta. Jej serce przewracało się w klatce piersiowej, jakby ktoś wrzucił je do miksera.
Wzięła głęboki wdech, a potem zamknęła oczy. Czy naprawdę tego chciała? Czy chciała raz jeszcze poczuć jego dłonie na swoim ciele? Czy chciał wdychać zapach jego spoconego ciała? Czy chciała to znowu poczuć?
Otworzyła oczy i w pośpiechu opuściła mieszkanie. Zbiegając ze schodów, omal się nie potknęła. Zatrzymała się w tedy na półpiętrze i próbowała uspokoić emocje. Przecież, jak złamie kark, nie dane jej będzie cieszyć się kolejnym orgazmem, który miała nadzieje zafunduje jej ten cholerny arogant. Na samą tę myśl poczuła łaskotanie w podbrzuszu.
Wyprostowała się, wygładziła ubranie i spokojnym krokiem wyszła z klatki schodowej. Wcześniej zerknęła na godzinę. Było pięć po jedenastej. Rozejrzała się niepewnie dookoła, ale nikogo nie dostrzegła. Było cicho i spokojnie. Tylko wiatr przeczesywał liście rozłożystej wierzby, która rosła na trawniku przed blokiem.
Ku jej zdziwieniu poczuła olbrzymie rozczarowanie. Czy pięć minut spóźnienia było dla niego takim cholernym nietaktem, że zrezygnował z seksu? Chciał jej pokazać, kto tu rządzi? A może skrywał się gdzieś w ciemności, żeby móc się napawać swoim tryumfem.
Zalała ją wściekłość przede wszystkim na siebie, że się na to zgodziła i że mu uległa. Skurwiel.
Ruszyła z powrotem do bloku, gotując się ze złości i upokorzenia. Nagle ktoś chwycił ją od tyłu w pół.
- A ty dokąd? – usłyszała jego zdyszany głos. – Znajomi próbowali mnie zatrzymać, ale udało mi się wymknąć. Tylko musiałem całą drogę biec – dodał, muskając oddechem jej szyję.
- No, w ostatniej chwili – odpowiedziała, próbując zapanować nad emocjami.
Przeraziło ją to, że tak bardzo jej zależało na tym spotkaniu. Tłumaczyła sobie, że chodziło tylko o seks i ogrom przyjemności, jakich doświadczy tej nocy, ale czy to tłumaczyło dlaczego poczuła tak dojmujące rozczarowanie? Bała się dopowiedzi na to pytanie.
- Przejdziemy się, czy bierzemy taksówkę? – zapytał, gdy odsunęła się od niego, żeby móc zebrać myśli.
- Przejdźmy się – zadecydowała, odwracając od niego wzrok. 
Potrzebowała świeżego powietrza. Dużo świeżego powietrza i dystansu. Pierwszego miała pod dostatkiem, co do drugiego, to były na to raczej marne szanse.
- Mila wróciła do domu? – zapytał, gdy zagłębili się w ciemne i głuche osiedle bloków z wielkiej płyty.
Nie paliły się tam żadne latarnie, tylko gdzieniegdzie okna jarzyły się żółtym światłem, łagodząc wrażenie całkowitego wyludnia.
- Wezwałyśmy jej taksówkę – powiedziała trochę nieprzytomnie, bo w myślach roztrząsała swoje niespójne uczucia, których doświadczyła chwilę wcześniej. – Nie chciałam, żeby wracała sama z chłopakami – dodała.
Na moment zapadła między nimi cisza, a potem Paweł zapytał:
- Dobrze zrobiłaś. Nie ufam temu Marcinowi – jego imię niemal z siebie wypluł.
Uśmiechnęła się pod nosem.
- Myślę, że są okej, ale wiesz, mało ich znamy – dodała, żeby usprawiedliwić swoją decyzję.
Zadrżała, gdy owionął ją chłodny podmuch wiatru. Paweł zauważył to i bez zastanowienia ściągnął swoją kurtkę i nałożył jej na ramiona. Próbowała się opierać, ale nie dał się przekonać.
- Mi jest gorąco, jak cholera – zapewnił, nie omieszkując okrasić to zdanie nutą insynuacji.
Uśmiechnął się seksownie i wsunął ręce do kieszeni dżinsów. Dobrze, że było tak ciemno, ponieważ Sara poczuła na policzkach palący rumieniec. Było to w tej sytuacji tak absurdalne, że omal nie parsknęła śmiechem. Szła oto do jego mieszkania, żeby uprawiać seks, a rumieni się pod wpływem seksualnych aluzji.
- No więc – zaczął. – Co z tym Adamem? – zapytał obojętnym tonem.
Sara zmarszczyła brwi, zaskoczona tym pytaniem. Chwilę wsłuchiwała się w odgłos ich kroków i głośne oddechy. Dopiero teraz zorientowała się, że przyspieszyli, zamieniając spacer w szybki marsz. Zwolniła, wkładając ręce w rękawy jego kurtki, którą miała do tej pory przewieszoną przez ramiona. Ubranie przeszło zapachem jego wody kolońskiej i specyficznej woni jego ciała. Mieszanka tych dwóch zapachów była obezwładniająca.
- A co ma być? – odrzekła z taką samą swobodą.
Podjęła już decyzję w sprawie dalszych relacji z nim, ale Paweł nie musiał o nich wiedzieć. Pomyślałby zapewne, że to jego perswazje tak na nią podziały. Arogant.
Paweł wzruszył ramionami, jakby sam nie znał odpowiedzi na to pytanie. Zaszurał głośniej butami, ale nie odezwał się. Skręcili w niewielką alejkę, okoloną dookoła kasztanowcami. Zaszumiały głośno, gdy znaleźli się pod ich koronami. Sarę dopadły wątpliwości. Co innego poddać się nagłej namiętności i to w tak nietypowy czas jakim jest noc kupały, a co innego z premedytacją i niewzruszeniem maszerować do domu prawie obcego człowieka i to w wiadomym celu. Człowieka, z którym nie umiała nawet nawiązać normalnej rozmowy. Czy już kompletnie postradała zmysły?
Nim zdołała wypowiedzieć swoje wątpliwości na głos i może wycofać się z tego szaleństwa, Paweł zatrzymał się nagle i spojrzał gdzieś w bok.
- Lubisz lody? – zapytał niespodziewanie. – To znaczy wiem, że każdy lubi, ale mam na myśli, czy je uwielbiasz? – dodał z uśmiechem.
- Lubię, ale chyba nie aż tak, jak ty – odpowiedziała z powątpiewaniem.
- Bo ja mam teraz ochotę na lody – powiedział, z wyrazem uwielbienia na twarzy. – Tam jest taki mały osiedlowy sklep całodobowy – wskazał ręką na jasnoniebieski szyld. – Chodź, kupimy sobie coś pysznego – zakomunikował i bez ostrzeżenia chwycił ją za rękę i pociągnął w tamtym kierunku.
- Ale mi jest zimno – zadrżała na myśl o tym, że miałaby teraz zjeść lub wypić coś zimnego.
Popatrzył na nią z dezaprobatą.
- Ech kobiety. Wiecznie im zimno – burknął pod nosem.
Weszli to sklepu, gdzie przywitało ich karcące spojrzenie młodego sprzedawcy. Ekspedient popatrzył na nich z jawną wrogością, ale burknął „dobry wieczór” w odpowiedzi na ich powitanie.
Paweł nie wypuszczał jej ręki, gdy ciągnął ją w stronę zamrażarek i lodówek. Otworzył chłodziarkę i wyciągnął z niej loda na patyku w czekoladowej polewie z orzechami. Do tego momentu Sara nie miała ochoty na coś podobnego, ale gdy tylko wyobraziła sobie na języku smak czekolady, natychmiast sięgnęła po swoja porcję. Wybrała jednak jagodowego w polewie z białej czekolady.
- Hmm biała czekolada – uśmiechnął się lubieżnie, jakby jej wybór miał świadczyć o czymś zgoła innym, niż jej preferencja smakowa.
Zboczeniec.
- No co? – zapytała.
Paweł wzruszył ramionami, wyciągnął z zamrażarki lody w pojemniku, a potem poszedł do kasy, żeby zapłacić za zakupy. Uparł się, że zapłaci także za jej loda, ale Sara kategorycznie się temu sprzeciwiła. Nie czuła się z tym dobrze, dlatego wygrzebała drobniaki z kieszeni i zapłaciła za przysmak.
Sara nie była biedna, ale jej rodzina nie była też zamożna. Nigdy nie głodowała i nie narzekała na jakiekolwiek braki, ale bywały miesiące, że musiała zacisnąć pasa. Z tego też powodu wracała wcześniej do Wrocławia, bo miała tam nagraną pracę. Bez niej nie mogłaby kontynuować studiów.
Mama pracowała w salonie meblowym, jako handlowiec, a tata jako elektryk w prywatnej firmie montażowej. Pomagali jej w utrzymaniu się na studiach, ale nie byli w stanie sprostać wszystkim jej potrzebom. Rozumiała ich, dlatego całe zeszłe wakacje spędziła w Szwecji, zbierając borówki, a w czasie roku akademickiego popołudniami pracowała w kinie. Czasami dawała też korepetycje z gry na pianinie, czy skrzypcach i dzięki temu potrafiła się sama utrzymać. Te wakacje nie mogła niestety wyjechać, ponieważ musiał odrobić praktyki. Co prawda dostawała za to jakieś pieniądze, ale były to bardzo drobne sumy.
Pomimo tego, nie chciała zostać utrzymanką Pawła. Tak się czuła, gdy próbował płacić za jej zakupy.
Wyszli na zewnątrz, ale Sara nie czuła już zimna. Wręcz przeciwnie, zrobiło jej się bardzo gorąco.
- Sara – zaczął pewnie Paweł.
Przystanął na chodniku pod latarnią. Rozpakował swojego loda i ugryzł chrupiącą czekoladę, która pękła w kilku miejscach. Było coś tak zmysłowego w obserwowaniu go podczas tej czynności, że poczuła łaskotanie w podbrzuszu. Zmysłowy. To było pierwsze słowo, które wyskakiwało w jej głowie, gdy obserwowała jego poczynania niezależnie od tego, czy nachylał się nad stołem bilardowym, wymierzając strzał, czy gdy wgryzał się w loda.
- Nie myśl, że próbuję cię jakoś…sponsorować – skrzywił się, na ten wyraz, oblizując jednocześnie czekoladę z ust.
Jezu, pomyślała totalnie skołowana tym erotycznym spektaklem, który nieświadomie przed nią odgrywał.
- Wiem, że jesteś dumna i stać cię na ten zakup, ale ja robie takie rzeczy nieświadomie i nie chodzi mi o to, żeby cię obrazić, czy pokazać swoją wyższość – mówił łagodnie, jak do dziecka, po czym wzruszył ramionami. – Sam kiedyś byłem studentem i wiem, że poza kasą z domu na podstawowe rzeczy, czy jakieś ochłapy z dorywczej pracy nie ma się innego przychodu – oblizał dookoła loda, a potem jakby nagle sobie o czymś przypomniał, zmrużył oczy i wyciągnął w jej kierunku obiekt swojego uwielbienia – Chcesz spróbować mojego?
- Dziękuję – uśmiechnęła się, bo w tej chwili Paweł wyglądał, jak mały chłopiec.
Rozczuliło ją i to jak teraz wyglądał, ale przede wszystkim to, co powiedział. To wrażenie zostało wzmocnione kolejnymi słowami:
- A dasz mi potem spróbować swojego? – był poważny, skoncentrowany i oczekiwał odpowiedzi.
Sara nie mogła się powstrzymać i roześmiała się w głos. Chryste, potrafił być jeszcze uroczy. Jak miała się przeciwstawić temu wszystkiemu, albo jak ochronić przed nim swoje serce? Pomyślała spanikowana.
Rozwinęła loda z papierka i wyciągnęła go w jego stronę. Pawłowi zaświeciły się oczy. Przytrzymał swoją dłonią jej rękę i wziął duży kęs. Biała czekolada pokruszyła się i kilka drobinek spadło na ziemię. Paweł zamruczał z zadowolenia, czym rozpędził jej serce do niebezpiecznej prędkości. Wow, koleś naprawdę lubił lody.
Ruszyli w dalszą drogę. Echo jego słów wciąż rozbrzmiewało w jej głowie.
Byli przy jego bloku, gdy poczuła zdenerwowanie. Co jeśli tym razem niczego nie poczuje? Co jeśli tamto to był jednorazowy incydent?
Przełknęła głośno ślinę, przekraczając próg jego mieszkania. Z myśli wyrwał ją błysk jasnego światła, które rozjarzyło się nagle nad ich głowami. Tak jak wtedy, panował tu względny porządek. Mieszkanie chociaż bardzo małe, nie było zaśmiecone, czy zagracone w ten charakterystyczny dla facetów sposób, który poznała, będąc w związku z Damianem. On i jego kumple doprowadzili wynajmowane lokum do zatrważającego stanu.
Paweł odwiesił kurtkę, którą mu oddała i przystanął przy aneksie kuchennym. Powietrze między nimi stężało i wypełniło się napięciem. Jej zdenerwowanie wzmogło się. Przygryzła wargę i spuściła oczy. Usłyszała jak Paweł do niej podchodzi. Powoli i z tą swoją kocią zmysłowością. Bez ostrzeżenia odwrócił ją i pocałował. Chłodne wargi o smaku lodów waniliowych i czekolady sprawiły, że zakręciło jej się w głowie.
Chwyciła go za kark i wspinając się na palcach przywarła do niego całym ciałem. W jednej chwili z jej głowy uleciały wszystkie wcześniejsze rozterki. Byli tylko oni i ich wzajemne przyciąganie.
Paweł zaczął prowadzić ich do sypialni, nie przerywając namiętnego pocałunku. Zrobił to tylko na ułamek sekundy, żeby szepnąć jej na ucho, że nawet teraz smakuje wiśniami. Nie miała pojęcia o czym mówi, ale nie dbała o to. Po prostu go pragnęła.
Śmiało wsunęła ręce pod jego T-shirt, a on wciągnął głośno powietrze, gdy oparła zimne dłonie na jego brzuchu. Następnie gwałtownie ściągnęła jego T-shirt przez głowę i odrzuciła go daleko od siebie. Paweł szybkimi i sprawnymi ruchami pozbawiał ją kolejnych warstw ubrania. Oderwał się od jej ust tylko wtedy, gdy musiał przeciągać jej koszulkę przez głowę. Jego usta były takie spragnione i wygłodniałe, jakby nie całowały od wielu lat. Została w samej bieliźnie. Paweł odsunął się od niej i sięgnął do zapięcia swoich spodni. Rozpinał guziki powoli, patrząc jej cały czas w oczy.
Ich oddechy zdawały się być jedynym słyszalnym dźwiękiem. Pożądanie prawie odebrało jej rozum, gdy zobaczyła Pawła w całości. Jego penis był imponujący i…gotowy. Zapragnęła go dotknąć. Zrobiła krok w jego stronę, a on nie odrywał od niej oczu. Gdy przejechała kciukiem po główce, żeby rozprowadzić wilgoć, Paweł jęknął cicho i odrzucił do tyłu głowę. Objęła jego członka i zaczęła go pieścić. Najpierw delikatnie, ale po chwili sama zatraciła się w tej czynności i przyspieszyła, czując narastające pulsowanie w podbrzuszu.
Paweł wplótł palce w jej włosy i stęknął z rozkoszy. Przyciągnął ją do kolejnego pocałunku, wpychając jej do ust język tak głęboko, że jego koniec poczuła w gardle.

Wiedziała już że ta noc na długo pozostanie w jej pamięci.

*zdjęcie pochodzi z bloga http://rlazzini.blogspot.com/

4 komentarze: