niedziela, 2 października 2016

"Noc Kupały" Rozdział 11



Paweł
Prawie bezsenna noc zaczynała mu się dawać we znaki. Był rozkojarzony i skołowany. Co kilka minut ziewał przeciągle, zakrywając dłonią usta. Współpracownicy musieli powtarzać niemal każde zdanie, ponieważ kompletnie nie skupiał się na tym, co do niego mówili. Dopiero w południe, gdy okazało się, że nie dojechały elementy zbrojeniowe do konstrukcji estakady - kluczowego elementu wylotówki – ocknął się ze swojego zamroczenia. Musiał działać szybko, bo potknięcie na tym etapie pociągnie za sobą opóźniania i zastoje.
Tak około drugiej po południu poczuł okropny głód, który wygonił go z biura. Mógł zamówić coś na wynos, ale zawsze lubił jeść w przyjemnych okolicznościach przyrody. Ładne otoczenie i miła obsługa w restauracji, wpływała pozytywnie na jego samopoczucie. Dzisiaj jednak nawet te czynniki nie mogły wygonić z niego uczucia, które pojawiło się po śniadaniu z Sarą. Uczucia, które było mieszanką podenerwowania, oczekiwania i niepewności. Coś takiego czuł jeszcze w czasach liceum, gdy umówił się na randkę i liczył, że ta przerodzi się w coś więcej, a mianowicie seks.

Po nocy intensywnego seksu, nie powinien czuć zdenerwowania na myśl o wieczornym spotkaniu z Sarą. Ewentualnym spotkaniu, poprawił się w myślach. Dziewczyna na wzmiankę o wspólnym wyjściu na piwo zareagowała, jakby zaprosił ją na prelekcję w klubie filatelistycznym.
Wkurzył się sam na siebie za to, że tak bardzo zależało mu na jej zgodzie. Ale to, co go przeraziło najbardziej, to jego własne zdenerwowanie, które pojawiło się, gdy formował to cholerne zaproszenie. Co się z nim działo?
Wiedźma rzuciła na niego urok, a teraz pociąga za sznurki, pomyślał. Bo czy noc Kupały to nie był najlepszy moment, żeby kogoś zaczarować?
Jego inteligentne rozważania przerwała kelnerka, która postawiła przed nim talerz pachnącego makaronu w sosie grzybowym. Jego ślinianki dostały w tym momencie orgazmu. Kelnerka coś do niego powiedziała, ale machnął na nią niecierpliwie ręką, w geście informującym, że niczego więcej nie potrzebuje i zabrał się za jedzenie.
Gdy opróżnił talerz, zamówił kawę. Dokładnie co trzy minuty zerkał na telefon, który leżał na stole, tuz przed jego oczami. Zero odpowiedzi od wiedźmy. Nic. Cisza.
Zaczynał być niecierpliwy. Obiecał sobie jednak, że nie będzie do niej pisać, ani dzwonić, dopóki sama nie wykona kolejnego ruchu. Zadał jej proste pytanie i jeśli ona nie umie mu dać odpowiedzi jak dorosły człowiek, to będzie to oznaczało jedno…właściwie to nie wiedział, co to będzie oznaczało, ale był pewien, że nic dobrego.
Była osiemnasta, gdy zapakował swój laptop do auta i wyjechał z parkingu pod biurem. Był zmęczony i w kiepskim nastroju. Sara nie uraczyła go żadną informacją, dlatego zdecydował, że ich znajomość musi się definitywnie zakończyć. Nie da sobą pomiatać jakiejś gówniarze. W drodze poluzował guziki koszuli, a potem zaparkował pod blokiem…Sary.
Nauczę ją dobrych manier, postanowił, ignorując swoje wcześniejsze przyrzeczenia o nie kontaktowaniu się z wredną zołza. Zastanawiał się chwilę nad kolejnym krokiem, ale nic mądrego nie wymyślił, dlatego postanowił działać. Wysiadł z auta i ruszył do drzwi wejściowych klatki schodowej, a potem niemal biegiem wspiął się na czwarte piętro.
Wziął głęboki wdech, jakby miał za chwilę zanurzyć się pod wodą i nacisnął dzwonek. Po chwili drzwi otworzyły się z szarpnięciem. Przywitały go zaskoczone jasnoszare oczy Aśki. Dziewczyna wpatrywała się w niego z wielkim znakiem zapytania na twarzy.
Paweł odchrząknął, uśmiechnął się i odezwał, przyjmując naturalny i spokojny ton głosu, który miał zatuszować jego dziwne podenerwowanie.
- Cześć. Zastałem Sarę? – zapytał uprzejmie.
Aśka zmrużyła oczy, jakby go nie dosłyszała. Po chwili przytaknęła, skinieniem głowy i zaprosiła go do środka.
- Ja tylko na chwilkę. Nie chcę przeszkadzać – zaznaczył, niechętnie przekraczając próg mieszkania.
Na dźwięk głośnej rozmowy, dochodzącej z kuchni poczuł się jak intruz. Może popełnił błąd, wpadając tak bez zaproszenia, ale teraz było już za późno, żeby się wycofać.
- Spoko. Już po nią idę – zmierzyła go spojrzeniem i uśmiechnęła się zalotnie, jakby Paweł przyszedł tutaj dla niej.
Rozejrzał się pospiesznie po ciemnym korytarzu, zabudowanym komunistyczną boazerią. Do tego pomieszczenia nie docierało światło dzienne. Półmrok rozświetlał plafon z mlecznego szkła.
Paweł drgnął, gdy drzwi od jednego z pokojów nagle się otworzyły. Gdy zobaczył Sarę, w jej podomowej bluzie dresowej z wizerunkiem Elmo z ulicy Sezamkowej, uśmiechnął się szeroko. Na stopach miała papucie w kształcie psich łbów. Jej włosy zebrane były w poluzowany kok. Wyglądała uroczo.
Na jego widok, dziewczyna przystanęła w miejscu i otworzyła szeroko usta. Nie jego wina, że widząc taką minę, poczuł znajomy skurcz w kroczu.
- Co tutaj robisz? – zapytała przyciszonym głosem, zamykając za sobą drzwi do pokoju.
Zanim zdołał coś powiedzieć, z drugiego pomieszczenia wyszła Aśka, a tuż za nią z kuchni wyłonili się ich rodzice. Jakby tego było mało, drzwi od pokoju Sary ponownie stanęły otworem i pojawiła się w nich jego siostra, Kamila.
Cudny plan, debilu, pomyślał w przypływie paniki.
- O! Mamy gościa – powiedziała mama Sary i klasnęła w dłonie. – Zapraszamy.
- Dziękuję, ale… – zaczął, ale został bezceremonialnie zignorowany.
- Mamo, Paweł… – Sara także próbowała się odezwać, ale jej także nie udało się dokończyć zdania.
- Nie wiem, gdzie byłyście, jak was uczyłam, że gościa nie przytrzymuje się w korytarzu. Chyba, że to listonosz, albo komornik – powiedziała z uśmiechem.
Sympatycznie wyglądająca kobieta, która była starszą wersją Aśki, nie zważając na jego sprzeciw, chwyciła go za łokieć i poprowadziła do pokoju dziennego. W korytarzu mignęła mu twarz Kamili, która dusiła się ze śmiechu. Gówniara.
Piętnaście minut później wszyscy łącznie z panem i panią domu, Aśką, Kamilą i Sarą usiedli przy stoliku kawowym w ich salonie. Mama dziewczyn podała kawę i ciasto. Cisza panująca w pokoju mieszała się z gęstą niezręcznością. Dobrze, że w oddali docierał do nich dźwięk telewizora, w przeciwnym razie ta cisza chyba by go zabiła.
Sara wyglądała jakby miała za chwilę zapaść się pod ziemię. Jej policzki były poczerwieniałe z emocji. Skubała co chwilę rąbek swojej elmowej bluzy i wpatrywała się w niego z niemym błaganiem. Niestety nie potrafił odczytać jej myśli. Optował za tym, że nie chce aby się przyznawał do jakiejkolwiek z nią relacji, co lekko go ukłuło.
On natomiast czuł się jak egzotyczne zwierzę zamknięte w klatce. Jeszcze chwilę, a ktoś zacznie trącać go z oddali kijem. Postanowił jakoś rozluźnić atmosferę i ogarnąć całą tę sytuację. Nałożył sobie porcję karpatki i wziął pierwszy kęs.
- Bardzo smaczne – pochwalił, oblizując usta.
- Widzisz, Asiu, mówiłam ci, że wyszło całkiem dobrze – zwróciła się do córki pani domu.
Aśka posłała mu promienny uśmiech, który szczerze mówiąc bardzo go zaniepokoił.
- Paweł i jak z tą pracą? – odezwała się wreszcie Sara, odchrząkując po tym głośno. – Bo Paweł to brat Klaudii. Pracuje przy budowie obwodnicy i wspomniał, że może potrzebować kogoś do pracy. Do biura czy coś. Po tu przyszedłeś, prawda? – zakończyła, zwracając się do niego tonem, który sugerował, że najlepiej zrobi jak wszystkiemu przytaknie.
- Jasne – odrzekł, biorąc niespieszny łyk kawy.
Usłyszał ciche parsknięcie gdzieś z boku. Gówniara.
- O! jak miło. Może i dla ciebie by się cos tam znalazło? – zwróciła się mama dziewczyn do swojej najstarszej córki.
Pawła oblał zimny pot, gdy Aśka ponownie uśmiechnęła się do niego zachęcająco. W odpowiedzi tylko wzruszył ramionami. Jeszcze tego brakowało, żeby wpakował się w takie gówno, jak szukanie pracy dla siostry Sary.
Kiedy milczący do tej pory mężczyzna usłyszał, czym zajmuje się Paweł, żywo wszedł z nim w dyskusję. Temat obwodnicy, która miała rozkorkować centrum miasta i przenieść wzmożony ruch TIR-ów poza jego obrzeża, był jednym z głównych tematów, który zajmował teraz niemal każdego mieszkańca miasta.
Po pół godzinie udało mu się wykręcić ważną sprawą i zaczął zbierać się do wyjścia. Zanim jednak to zrobił, postanowił przy okazji załatwić własną sprawę. Pożegnał się z rodzicami dziewczyny i stojąc już w progu, odwrócił się.
- O! Sara – zawołał, jakby od niechcenia. – To tak jak się umawialiśmy, będę po ciebie za godzinę, żeby pokazać ci co i jak. Wiem, że jutro nie możesz bo masz praktyki – uśmiechnął się promiennie.
Nie czekając na odzew dziewczyny, pospiesznie zbiegł ze schodów. Zanim dotarł do auta otrzymał SMS-a.
Subtelnie. S.
Zaśmiał się w głos. A potem wystukał szybką odpowiedź.
A wystarczyła zwykła wiadomość, czy wychodzisz gdzieś ze mną, czy nie. A tak niestety byliśmy zmuszeni wplątać w to nasze rodziny…
Szczerzył się jak głupek na wspomnienie tego swojego głupiego pomysłu. Pomysłu, który w konsekwencji przyniósł zamierzony skutek. Dziewczyna nie ma wyjścia, musi się z nim spotkać, żeby uwiarygodnić ich historyjkę.

Sara
- Śpiewaj jak na spowiedzi – usłyszała od Kamili, gdy znalazły się na powrót w jej pokoju.
Sara wciąż dochodziła po tym, co wydarzyło się piętnaście minut temu. Jakby nigdy nic, Paweł zjawił się w jej domu bez zaproszenia. Nie wiedziała co nim kierowało, ale cokolwiek to nie było, prawie doprowadziło ją to do ataku paniki. Była pewna, że ktoś z jej rodziny domyśli się, czym zajmowali się z chłopakiem całą noc. A jeśli nie oni, to na pewno Kamila pojmie wszystko w mig. I nie pomyliła się, bo gdy tylko zamknęły się na Pawłem drzwi, przyjaciółka zaciągnęła ją w ustronne miejsce i rozpoczęła przesłuchanie.
- Ale o czym? – próbowała udawać i grać na zwłokę, żeby móc dopracować to swoje niemrawe kłamstwo.
- Błagam cię. Nie uruchamiaj mnie. Co się dzieje między tobą i Pawłem? – podparła się pod boki i czekała.
Sara chciała skłamać i zaprzeczać, ale to było totalnie bezcelowe. Przyjaciółka znała ją zbyt dobrze, żeby wykręcić się tym marnym łgarstwem. Z trudem wydusiła z siebie informację o nocy kupały i tej ostatniej, bogatej w doświadczenia seksualne. Oczywiście zubożyła opowieść o szczegóły, ale sens był wciąż ten sam. Sypiała z jej bratem.
Kamila otworzyła szeroko usta, a potem usiadła z wrażenia na łóżku. Zmarszczyła brwi, jakby próbowała sobie coś poukładać w głowie, a następnie uśmiechnęła się pod nosem, kręcąc głową.
- Widziałam, że między wam aż się gotuje, ale tu mnie zabiłaś – powiedziała, ale ku uldze Sary nie wyglądała na złą, czy nieprzychylną tym rewelacjom.
- Nie wiem, jak do tego doszło – przyznała Sara, czując, że koleżanka potrzebuje wyjaśnień. – Nie planowałam tego. On zresztą też nie – dodała wzruszając ramionami. – Ale to nic poważnego. To tylko…seks – powiedziała niepewnie.
Kamila chwilę wpatrywała się w swoje ręce, a potem posmutniała nagle.
- To dziwne, ale Paweł chyba nigdy nie był w żadnym związku. Nie chciałabym, aby cię skrzywdził – spojrzała jej w oczy z troską. – Chyba tylko raz był zakochany. W Lenie. Siostrze jednego z kumpli – mówiła spokojnie, jakby przekazywała jej złe wieści. – Ale ona wybrała kogoś innego. Myślę, że przez to jest taki. Nie chce się z nikim wiązać, albo cały czas się kocha w tamtej dziewczynie. – wzruszyła ramionami i westchnęła głośno.
Wzmianka o jakiejś byłej miłości Pawła wywołała w Sarze dziwne uczucie. Co innego wiedzieć, że ma się do czynienia z kolesiem, który traktuje kobiety i związki luźno, bo taki ma sposób bycia, a co innego dowiedzieć się, że takie zachowanie jest wynikiem jakiegoś miłosnego zawodu. Nie, wolała tego nie wiedzieć.
- To nie tak, Kamila – zdołała przywołać na usta lekki uśmiech. – Nasze wygłupy to nie coś, czym musisz się przejmować. Zresztą pamiętaj, że wciąż się nie znosimy – zapewniła lekkim tonem. – Kocham ciebie, ale nie zmieniłam zdania o twoim bracie. To buc, a ja nie mogłabym nic do kogoś takiego poczuć – dodała, czując dyskomfort kłamiąc przyjaciółce prosto w oczy.
Zaczynała czuć do Pawła sympatię i wyzywanie go w ten sposób sprawiało, że czuła się źle. Nie chciała jednak, aby Kamila dopisywała ich chwilom rozładowania napięcia seksualnego czegoś więcej. To nic nie znaczyło.
Kamila wróciła do siebie, a wtedy Sara przypomniała sobie, że przecież Paweł ma po nią przyjechać. Wrobił ją w tę nie-randkę. Po prostu ją wrobił. Nie zamierzała się jednak spieszyć, bo wybierała się na to spotkanie wbrew własnej woli.
Nie chciała się w ogóle do niego odzywać, licząc, że zapomni o tym głupim pomyśle, ale nie dał jej wyboru.
Wzięła prysznic i doprowadziła swoje ciało do porządku, nacierając go balsamami i skrapiając swoimi ulubionymi perfumami. W pierwszym odruchu planowała związać włosy w koński ogon, ale zauważyła, że Paweł ma ciągoty do długich rozpuszczonych włosów. Nie raz powtarzał to podczas uniesień w łóżku. Uwielbiał też ją za nie szarpać. Sama też to lubiła, dlatego pozostawiła ich nie związywać, ani nie upinać.
Założyła sukienkę. Granatową, luźną, sięgającą do połowy uda. Do tego płaskie, czarne trampki i dżinsową kurtkę. Wymknęła się z domu po cichu, gdyż strój, który wybrała na wieczór mimo, że nie był zbyt wyszukany, na pewno nie nadawał się na…rozmowę o pracę. Dzięki Bogu nikt nie zainteresował się tym, że takich rozmów nie przeprowadza się o ósmej wieczorem.
Paweł czekał na nią już od dziesięciu minut, ale uważała, że mu się należy za to co dziś odstawił.
Zbiegła na dół i wyszła przed blok. Dzisiejszy dzień był trochę chłodniejszy od minionych. Można było odetchnąć od upałów i parnoty.
Nim zdołała dostrzec auto Pawła, zagadnął ją jej sąsiad z drugiego piętra. Patryk, jej równolatek, siedział na ławce przed blokiem z jakimś swoim kumplem. Obaj otaksowali ją od góry do dołu, na co Sara uśmiechnęła się w duchu. Skoro przypadkowi kolesie obdarzają ją spojrzeniami, które mówią „wyglądasz dobrze”, to tak właśnie musiało być.
- Randka? – rzucił Patryk, przymrużając oczy.
Zaczesał ręką swoje falujące się włosy i wstał z ławki.
- Nie – powiedziała, odrzucając do tyłu włosy. – Takie tam wyjście na piwo – dodała, chcąc przede wszystkim przekonać o tym siebie.
- W każdym razie wyglądasz wow – uśmiechnął się i zrobił krok w jej stronę. – Wiesz, jakbyś chciała kiedyś wyskoczyć na piwo ze mną, to daj znać – dodał, wsuwając dłonie w kieszenie dżinsów.
- Jasne ale… – zaczęła ale zamilkła, gdy poczuła na swojej talii czyjeś ramię.
- Gotowa, kochanie? – usłyszała przy swoim uchu.
Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć kto to. Jej serce omal nie wyskoczyło z piersi na dźwięk tego niskiego, seksownego głosu. Próbowała mu się wyrwać, ale jego uścisk tylko się wzmocnił. Nie chcąc robić scen, uśmiechnęła się przesadnie i odpowiedziała:
- Oczywiście, skarbie. Co tylko rozkażesz – zwróciła twarz w jego stronę.
Paweł uśmiechnął się bezczelnie i niemal siłą skierował ich w stronę samochodu, zaparkowanego pod rozłożystym kasztanem. Wciąż opleciona jego silnym ramieniem, zdołała jedynie pomachać chłopakom na pożegnanie.
Paweł miał na sobie szare, materiałowe spodnie i koszulę w drobną, czerwoną kratę. Jak zwykle wyglądał idealnie. Jakby ktoś mu te cholerne garnitury i koszule szył na miarę.
Wdychała jego odurzający zapach i przez chwilę zapragnęła, żeby to wszystko było naprawdę. Żeby to, co się między nimi działo nie było relacją zastępczą. Chciała być z kimś, przy kim będzie czuła coś innego poza znużeniem. Z mężczyzną takim, jak Paweł, przy którym budzi się każda komórka jej ciała.
Wiedziała jednak, że takimi pobożnymi życzeniami tylko bardziej namiesza w swoim życiu.
Przystanęli od strony pasażera. Ku jej ogromnemu zdziwieniu, facet otworzył przed nią drzwi i gdy usiadła, powiedział:
- Pięknie wyglądasz.
Zabrzmiało to szczerze. Być może tak nawet było, ale to nie miało żadnego znaczenia. Zapewnie nie raz i nie dwa Paweł uraczał kobiety takimi komplementami. Była to przecież część jego strategii.
- Dokąd jedziemy? – zapytała, gdy Paweł uruchomił silnik.
Posłał jej tajemnicze spojrzenie, które zatrzymał dłużej na jej ustach. Odchrząknął i zaczął wycofywać auto z parkingu.
- Zobaczysz – odpowiedział.
- Paweł – mówiła zniecierpliwiona. – Musiałam powiedzieć o nas Kamili – wyznała. – I to kompletnie twoja wina – dodała, oskarżycielsko. – Co cię napadło?
Paweł westchnął ostentacyjnie i rzucił jej szybkie spojrzenie.
- Nie odzywałaś się – stwierdził.
Sara nie pojmowała, co ma wspólnego jedno z drugim.
- I co z tego? To nie powód, żeby pojawiać się u mnie w domu i to bez uprzedzenia – w jej głosie pojawiła się pretensja.
Była zła, ale nie na niego, tylko na siebie. Gdy go zobaczyła u siebie w domu, poczuła jak coś drga w jej wnętrzu. Tak jak się tego obawiała, zaczynała przypisywać jego zachowaniu jakieś bezsensowne motywy. Po co pokazał się dziś u niej w mieszkaniu? Dlaczego tak bardzo zależy mu na dzisiejszym wieczorze? Przecież mogli się pieprzyć bez tych wszystkich ceregieli.
- To aż taki wielki kłopot? – zapytał zdziwiony. – A Kamila? Kamila i tak już podejrzewała, że między nami coś jest – powiedział ostrzejszym tonem.
- Między nami nic nie ma, Paweł – dodała, akcentując każdą sylabę.
- Jak sobie chcesz – odrzekł, odwracając głowę.
Docisnął pedał gazu, aż wbiło ją w fotel.
- Zwolnij! – krzyknęła, gdy Paweł w samym centrum miasta rozpędził samochód do stu trzydziestu kilometrów na godzinę.
Posłuchał i po raz kolejny doszło do zawirowań na miejscu pasażera, gdy tym razem pasy bezpieczeństwa wbiły się jej w brzuch i piersi.
- Mogę wiedzieć, co ty do kurwy nędzy, wyprawiasz? – zapytała, czując jak serce podchodzi jej do gardła.
Sara lubiła szybką jazdę, ale tylko w warunkach, które na to pozwalały. Nie lubiła za to brawury i popisywania się, jak głupie szczeniaki. Paweł nie odpowiedział, tylko zatrzymał się nagle przed restauracją, w której Sara nigdy nie była.
Nie zdążyła się znowu odezwać, a drugi dziś raz poczuła jego dłonie w swoich włosach, a na swoich ustach jego głodny pocałunek. Zanim zdążyła się zatracić w tym doznaniu, odepchnęła go od siebie i rozejrzała dookoła.
- Co ty robisz? – zapytała, ciężko dysząc. – Nie możesz tego robić, kiedy najdzie cię ochota – powiedziała zdyszana.
Uśmiechnął się, ale nie było w tym szczerości, czy rozbawienia.
- Myślałem, że mogę to robić, kiedy zauważę, że tego chcesz – odpowiedział, przygryzając wargę.
- Posłuchaj mnie – zaczynała się gotować ze złości. – To, że się razem pieprzymy nie oznacza, że możesz się w ten sposób zachowywać. Nie możesz mnie nachodzić w domu, nie możesz insynuować ludziom, że coś między nami jest. Nie możesz mnie publicznie całować. Prosiłam cię o dyskrecję – rzuciła, wychodząc z samochodu.
Ruszyła chodnikiem wzdłuż budynku restauracji,zostawiając za sobą wejście. Pieprzyć to, pomyślała. Miała tego dość. Nie chciała wspólnych kolacji, wspólnych śniadań, ani rozmów o życiu. Nie chciała być oszukiwana i nie chciała robić sobie nadziei. Nie chciała być jedną z tych żałosnych pind, które przy każdym uśmiechu i każdym pocałunku zaczynają snuć bajki.
Nie uszła daleko, a poczuła jak ktoś chwyta ją za ramiona i zatrzymuje w miejscu.
- Zatrzymaj się, proszę – usłyszała jego prośbę.
- Zostaw mnie – wyszarpnęła się, ale zatrzymała się w miejscu.
Paweł przeczesywał ze zdenerwowania włosy. Potem potarł dłonią twarz i wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Okej – podniósł do góry ręce w geście poddania. – Okej. Będzie tak, jak sobie życzysz, wiedźmo – uśmiechnął się niepewnie. – Przepraszam. Przepraszam, że naszedłem cię w domu. Przepraszam, że…cię pocałowałem. Przepraszam. To się więcej nie powtórzy. Nie, jeśli mi na to nie pozwolisz, albo jeśli nie będziemy gdzieś sami. Okej? – uchwycił jej spojrzenie i przytrzymał, czekając na jej decyzję.
- Okej – odpowiedziała.

Złość zaczynała z niej ulatywać, jak hel z nieszczelnego balonu. To nie była wściekłość, którą wywołał Paweł. To była wściekłość na samą siebie. Złość na to, że z każdym kolejnym pocałunkiem, zaczynała wpadać w jego sidła. Zaczynała coś do niego czuć.

5 komentarzy:

  1. no i dobrze, nich się w nim zakocha

    OdpowiedzUsuń
  2. Mniam, było dobre ale oczywiście zbyt mało!!!!
    Czekamy.....

    OdpowiedzUsuń
  3. coś strasznie dłuuuuugo ida na ta kolację ....

    emka

    OdpowiedzUsuń