piątek, 7 października 2016

"Noc Kupały" Rozdział 12

                                                                                  +18
Paweł
Kelnerka postawiła przed nimi półmiski z pachnącymi daniami. On zamówił kaczkę z musem jabłkowym, Sara tortellini z grzybami i ricottą. Spożywali posiłek w zupełnej ciszy. Jedynym dźwiękiem jaki przerywał tę próżnię było uderzanie sztućców o talerze.
Restauracja była usytuowana przy samym parku, a wręcz zahaczała o jego teren. Wewnątrz lokalu było przytulnie, a oddzielone wysokimi zagłówkami boksy dawały poczucie intymności. Wystrój restauracji był mieszaniną włoskiej trattori z elementami rustykalnymi i loftowego magazynu z charakterystycznymi przemysłowymi lampami.
Paweł odkrył to miejsce tydzień temu, gdy szukał nowych wrażeń kulinarnych. Podczas dzisiejszego śniadania zrodził się w nim pomysł, aby zaprosić tu tego upierdliwca.

Scena, która rozegrała się przed restauracją bardzo go jednak zaskoczyła. Zaskoczyła i zezłościła. Nie spodziewał się takiego wybuchu w odpowiedzi na jego pocałunek. Wyczuwał, że oboje chcą tego samego, ale nie sądził, że Sara będzie próbowała sprowadzić ich relacje do podziemia. Jakby się go wstydziła.
Rozumiał, że zależało jej na dyskrecji, ponieważ ich relacja obejmowała tylko seks, ale nie spodziewał się, że dziewczyna uznała przyznawanie się do niego publicznie za coś wstydliwego. Skłamałby, gdyby stwierdził, że to go nie dotknęło.
- Jak w pracy? – zagadnął wreszcie, gdy dziewczyna przełknęła ostatni kęs.
Wytarła usta chusteczką i odrzuciła do tyłu te swoje piękne długie włosy, na punkcie których zaczynał mieć już obsesję. W myślach tysiąc razy przeczesywał je palcami, owijał wokół nadgarstka i …
- Dobrze – odpowiedziała uprzejmym tonem i wzięła łyk wina, które zamówili do posiłku. – A u ciebie? Jak postępuje budowa?
- Dziękuję, zgodnie z planem – odpowiedział w tym samym tonie a potem się roześmiał. – Czy właśnie tak będziemy teraz rozmawiali? – zapytał po chwili.
- A jak chcesz rozmawiać? – odpowiedziała pytaniem. – To… – zawahała się i oblizała pospiesznie usta, zostawiając na nich seksowny wilgotny ślad – To miłe, że mnie zaprosiłeś, ale nie bardzo rozumiem, po co?
Żeby móc na to szczerze odpowiedzieć, Paweł musiałby to sam przemyśleć, a wolał tego nie rozkładać na czynniki pierwsze. Wnioski do jakich mógłby dojść, skomplikowałyby ich i tak skomplikowane relacje. Zresztą sam do końca nie był pewien, dlaczego to zrobił. Chyba dlatego, że go bawiła, była piękna i …po prostu ją lubił.
Napił się wina, oparł łokcie na blacie stołu i spojrzał jej głęboko w oczy. Dziewczyna nawet nie drgnęła. Nie dawała się tak łatwo zawstydzić. Sara nie była jakimś zaszczutym stworzeniem, które nie umie poradzić sobie z tanimi sztuczkami. W zasadzie to ona tu rozdawała karty.
Dobrze, że jeszcze o tym nie wiedziała.
- Posłuchaj, kocico – zaczął, uśmiechając się. – To tylko durna kolacja. Chciałem ot tak pogadać. Nie mam nic złowieszczego w planach. Najgorsze już się przecież wydarzyło – po tym słowach roześmiał się.
Usta Sary także zadrgały w powstrzymywanym uśmiechu.
- No nie powstrzymuj tego – zachęcił. – Masz taki piękny uśmiech – dodał zupełnie szczerze.
- Ja wszystko mam piękne – odpowiedziała, rzucając mu pewne siebie spojrzenie, które wydało mu się wyjątkowo seksowne.
- Masz – uśmiechnął się i skinął na kelnerkę, żeby zamówić alkohol.
Była piękna. A z każdym kolejnym spotkaniem jej piękno uderzało w niego z większym impetem. Nie była idealna, ale jej uroda zupełnie jak ich łóżkowa kompatybilność, była odzwierciedleniem jego oczekiwań i gustów.
- To działa? – zapytała.
Paweł zmarszczył brwi nie wiedząc, czego dotyczyło pytanie.
- Pytam, czy takie tanie teksty naprawdę działają na dziewczyny? Jak powiesz jej, że jest piękna, czy, że ma śliczny uśmiech, nos, włosy, to to wystarcza, żeby rozłożyły przed tobą nogi? – w jej pytaniu była naturalna ciekawość.
Mimo szczerości płynącej z tego pytania, nie spodobało mu się ono. Implikowało, że musiał uciekać się do oszustwa i podstępów, żeby móc znaleźć się sam na sam z kobietą. Paweł nie był oszustem, ani tanim podrywaczem. Nikogo do niczego nie zmuszał i nikogo nie okłamywał.
- Nikogo nie oszukuję – powiedział poważnie, bo nie chciał, żeby Sara tak o nim myślała.
- Doprawdy? – powiedziała z powątpiewaniem, podnosząc przy tym jedną brew.
Paweł chwycił ją za nadgarstek i przytrzymał go na stole.
- Za kogo ty mnie masz? – zapytał spokojnie, ale nie mógł zapanować nad zdenerwowaniem.
To, co mu sugerowała bardzo mu się nie podobało.
Sara zrobiła duże oczy, ale szybko się wyprostowała i wysunęła rękę z jego uścisku. Zebrała włosy w kok, a potem jednym ruchem rozrzuciła je na ramiona. Ten jeden ruch totalnie go zahipnotyzował. Nie potrafił się skupić na tym, co dzieje się wokoło.
- Po prostu pytam – ocknął się na dźwięk jej słów. – Pamiętam cię z czasów szkolnych i wiem też co mówiły o tobie dziewczyny.
Paweł skrzywił się.
- Co mówiły?
Sara uśmiechnęła się podstępnie, a potem wzięła łyk wina. Swoimi szczupłymi palcami przejeżdżała po kieliszku, pieszcząc go delikatnie. Było w tym tyle zmysłowości, że na ten widok zaczynał robić się twardy.
- Że z ciebie kawał…chuja – ostatni wyraz zaakcentowała szeptem.
Paweł parsknął z oburzenia. Opadł z głośnym plaskiem na oparcie, a potem zaczesał włosy. Owszem słyszał już podobne obelgi i zawsze udawał, że ma to totalnie w dupie. Że nie bolą go tego typu docinki i opinie. Nie była to jednak prawda.
- I wierzysz w nie? – zapytał po prostu. – I to dlatego tak mnie nie lubisz?
Czyżby właśnie odkrył powód jej niechęci? Nasłuchała się plotek i dlatego traktowała go (miał nadzieję, że to czas przeszły) jak gówno pod podeszwą?
Sara wyglądała przez chwilę na skrępowaną. Spojrzała przez okno, za którym wśród drzew można było dostrzec zaczątki zachodu słońca. Dziewczyna na chwilę się zamyśliła, zastygając w bezruchu. Paweł patrzył na nią i nie mógł wyzbyć się obcego uczucia, które chwyciło go za serce. Coś, czego nie czuł nigdy wcześniej.
- A powinnam wierzyć? – zapytała, odwracając się nagle. – W co powinnam wierzyć?
Wyglądała na przejętą. Rozchyliła usta i oddychała szybko. Miał ją już kila razy, dlaczego więc wciąż tak bardzo jej pragnął? Jakby nie mógł się nią nasycić. Obawiał się też, że nigdy nie będzie mógł się nasycić.
Z jakiegoś powodu bardzo chciał, aby mu uwierzyła. Żeby zapomniała o tym, co było w szkole i nie wyciągała przeciwko niemu jakichś błędów młodości.
- W to, że nigdy bym celowo nikogo nie skrzywdził. A jeśli ktoś tak się poczuł, to nie miałem tego świadomości – powiedział szczerze. – To, że mówię wprost czego oczekuję i czego chcę, nie oznacza, że jestem chujem. A jeśli ktoś, kto liczył na coś więcej i się przeliczył tak właśnie o mnie myśli, to już jego problem – powiedział, czując jak zaczyna gotować się w nim krew.
Właśnie przez takich ludzi, którzy wolą być oszukiwani na samym wstępie, przylgnęła do niego metka męskiej kurwy.
- Spokojnie – odezwała się łagodnie. – Chciałam po prostu poznać twoją wersję – znowu zaczesała włosy, które falami opadły na jedno jej ramię. – Ze mną byłeś szczery – Doceniam to – dodała.
Uśmiechnął się na to stwierdzenie i dyskretnie odetchnął z ulgą.
- Zawsze jestem szczery. Nie każdemu się to podoba – podsumował.
- Tak – przyznała – Szczerość nie zawsze popłaca i nie wszystkim się podoba – zacisnęła wargi i powiodła spojrzeniem po drzewach, których gałęzie niemal dotykały okna, przy którym siedzieli.
Dyskretne światło z bocznego kinkietu oświetlało jej twarz, długie rzęsy, pełne usta i lekko zadarty nos. Okrągłe policzki, nadające jej twarzy dziewczęcą niewinność były zaczerwienione od alkoholu. Chryste, jak bardzo chciał ją teraz pocałować.
- Co mam zrobić, żeby móc cię teraz pocałować? – zapytał wprost.
W całym ciele czuł mrowienie, a z każdą kolejną minutą trudniej mu było powstrzymywać to pragnienie.
Sara uśmiechnęła się półgębkiem, a potem sięgnęła po menu.
- Hmm. Zjadłabym jeszcze jakiś deser. Co ty na to? – zapytała sugestywnie zniżając głos.
Droczyła się z nim. Chyba jednak zaczynała rozumieć, że z nich dwojga, to ona ma tutaj więcej do powiedzenia.
- Na co masz ochotę? – zapytał w tym samym tonie.
Dziewczyna spoważniała, odłożyła na bok menu i odpowiedziała:
- Na ciebie.


Sara
Nawet nie zauważyła, kiedy Paweł przywołał kelnerkę i zapłacił za kolację. Nie wiedziała też, jak i kiedy znalazła się w jego aucie. W jednej chwili siedziała na kanapie, a w drugiej była już w jego samochodzie.
- Jedziemy? – zapytał, uruchamiając silnik samochodu.
Sara potwierdziła skinieniem głowy, ale zanim chłopak włączył się do ruchu, chwyciła go za rękę.
- Teraz możesz mnie pocałować – zakomunikowała bez najmniejszego wstydu.
Pragnęła tego przez całą kolację. Pragnęła tego, gdy Paweł zwilżał usta, gdy zlizywał z nich wino i gdy wykrzywiał je w uśmiechu. Żałowała swojego wybuchu przed restauracją. Żałowała go, ponieważ odebrał jej możliwość cieszenia się tym upojnym doznaniem.
- Nie, kochanie – odpowiedział, mrużąc oczy. – Zabroniłaś mi całować cię w samochodzie.
Zerknął na nią przelotnie, a potem zjechał na jezdnię. Uśmiechał się jak kot, który wychłeptał całą śmietankę. Debil. Mogłaby go za to ukarać, ale gdyby to zrobiła to ukarałaby także siebie. Nie mogła sobie odmówić kolejnych orgazmów. Nie, gdy ich wspólne chwile są ograniczone w czasie. Ta niespodziewana myśl bardzo ją zasmuciła.
- Wal się – odburknęła, a w odpowiedzi usłyszała głośne parsknięcie.
Wyjrzała przez okno, gdzie krajobraz przesuwał się z szybkością, która ewidentnie świadczyła o niecierpliwości kierowcy. Na dworze nie zapadł jeszcze zmrok, chociaż słońce schowało się już za horyzontem. Ostatnie promienie słońca barwiły niebo na różowo i pomarańczowo. To była ulubiona pora dnia Sary. Wszystko zwalniało, milkło. Świat szykował się do spoczynku. Ta magiczna pora dnia, gdy dzień ustępuje nocy była szczególnie niesamowita w małych miastach i wsiach. Tam, gdzie człowiek bardziej poddaje się naturalnemu rytmowi pór roku i dni.
- Dokąd jedziemy? – zapytała, gdy Paweł minął ulicę, przy której wynajmował mieszkanie.
- Lubisz szybką jazdę? – rzucił jej przelotne spojrzenie, skręcając na wylotówkę z miasta.
- Czy to jakieś zawoalowane pytanie? – zapytała z kpiną, czując nieodpartą ciekawość.
- Nie. Po prostu chcę wiedzieć, czy lubisz dużą prędkość?
- Tak, ale w granicach zdrowego rozsądku, nie narażając przy tym swojego życia – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Paweł uśmiechnął się pod nosem, a potem zatrzymał przed wjazdem na wyjętą z ruchu nową asfaltową drogę, odgrodzoną drogowymi słupkami. Wysiadł z auta, przestawił słupki na bok, a potem wrócił do środka i wjechał na teren budowy. Zatrzymał się jeszcze na chwilę przy budce strażnika i dał znać, że to on – wielki pan kierownik budowy.
Następnie wskoczył do auta i ruszył, zatrzymując się na chwile przy maszynach budowlanych. Przed nimi rozpościerała się szeroka na jakieś czterdzieści metrów pusta jezdnia. Kilka latarni oświetlało pobocze, które tonęło w gęstym lesie. Ale im dalej przed siebie, tym było ciemniej.
Chłopak zwrócił się do niej twarzą, wciąż trzymając rękę na drążku zmiany biegów. Przez głowę przeszła jej kudłata myśl, że ona także chciałaby teraz potrzymać jego drążek. Uśmiechnęła się do siebie na te sprośności.
- Gotowa? – zapytał i wcisnął gaz, nie puszczając jeszcze sprzęgła.
Teraz rozumiała, co miał na myśli, pytając, czy lubi prędkość.
Silnik zawarczał złowieszczo. Jej serce podskoczyło w rytm tego chropowatego dźwięku. Uderzyła w nią adrenalina. Oblizała usta i skinęła głową, chwytając się ręką za uchwyt, znajdujący się przy drzwiach.
Chłopak wcisnął przycisk na panelu i w aucie rozbrzmiała głośna muzyka. „Waste a moment” Kings of Leon popłynęło w jej żyłach, mieszając się z krwią. Paweł puścił sprzęgło i ruszyli. Siła pędu wbiła ją w fotel, a serce podskoczyło w piersi, jakby nagle znalazło się w stanie nieważkości.
Z przerażeniem i podnieceniem obserwowała jak prędkościomierz w kilka sekund przemierza niemal całą tarczę podziałki i zatrzymuje się na sto osiemdziesiątym kilometrze. Ekscytacja pomieszana ze strachem omal nie wydobyła z niej piskliwego krzyku. Obserwowała Pawła, który wyglądał w tej chwili jak najseksowniejszy facet na świecie. Pewny siebie, z ogniem w oczach i cwanym uśmieszkiem na ustach. Boże, jak mocno go w tej chwili pragnęła.
Nagłe gwałtowne szarpnięcie sprawiło, że oderwała od niego oczy. Auto zatoczyło koło wokół swojej osi i nie dając jej czasu na ochłonięcie, Paweł ponownie ruszył z kopyta.
Sara zaśmiała się w głos, odrzucając do tyłu głowę. Była rozbawiona, podniecona, a przy tym czuła się tak bardzo bezpieczna. To było cudowne uczucie.
Przy każdym ostrym zawijasie i kręconej beczce, krzyczała wniebogłosy, jakby znajdowała się na najwymyślniejszej karuzeli w wesołym miasteczku.
Nagle auto zatrzymało się z piskiem opon. Paweł zwrócił się do niej:
- Chcesz spróbować?
- Tak – odpowiedziała bez chwili zastanowienia i odpięła w pośpiechu pasy.
Szybko okrążyła auto i z impetem wsiadła do środka. Zapięła pasy i już miała ruszać, gdy Paweł chwycił ją za odkryte kolano. Jej sukienka w całym tym ferworze emocji  podwinęła się do góry odsłaniając jej nagie nogi. Sara nie fatygowała się zakrywaniem ich, gdyż widziała jak ten widok działa na Pawła. Jego palący wzrok czuła na całym swoim ciele.
- Tylko nas nie zabij – powiedział z drapieżnym uśmiechem.
Odpowiedziała mu tym samym i upewniwszy się, że zapiął pasy, wcisnęła gaz i puściła sprzęgło. Audi Pawła sunęło po jezdni, jakby unosiło się w powietrzu. Nie odważyła się rozpędzić go do prędkości, jaką rozwijał chłopak, ale i tak poczuła skok adrenaliny, gdy udał jej się manewr z kręceniem beczki.
Gdy wreszcie zatrzymała się na samym środku jezdni, dyszała, jakby przez cały ten czas biegła. Odpięła pasy i popatrzyła na Pawła. Ten chwycił ją nagle w pasie i podniósł do góry, a następnie posadził sobie na kolanach. Dosiadła go okrakiem, a potem zainicjowała pocałunek. Ich usta nie potrafiły się sobą nasycić. Wplotła palce w jego włosy i próbowała przyciągnąć go do siebie bliżej, chociaż nie było już miejsca.
Chłopak wsunął ręce pod jej sukienkę i podwinął ją, aż do bioder. Szybkimi i niecierpliwymi ruchami wyginał w jej stronę biodra. Ona zaczęła poruszać się w ten sam rytm, ale nie mogła znaleźć ukojenia.
- Na zewnątrz – nakazał zachrypniętym głosem.
Sara wygramoliła się na zewnątrz, a tuż za nią wyskoczył z auta Paweł. Złapał ją za rękę i posadził na masce samochodu. Jego ruchy były desperackie i gwałtowne.
- Podnieś biodra – powiedział tym swoim rozkazującym tonem, który doprowadzał ją do szaleństwa.
Posłusznie podniosła pośladki, a on sięgnął pod sukienkę i ściągnął jej majtki, które rzucił na dach samochodu. Syknęła, gdy jej naga skóra zetknęła się z chłodnym metalem. Paweł na chwilę zastygł w miejscu. Patrzył na nią, jakby czegoś nie pojmował, albo z czymś walczył. Palcami wodził po jej nagich udach. Oddychał szybko.
Oderwał od niej ręce i rozpiął pasek swoich spodni, a potem zabrał się za guziki. Rozpinał je powoli jeden po drugim, nie spuszczając z niej oczu.
Sara była tak podniecona, że miała ochotę rzucić się na niego i zedrzeć mu te dżinsy z tyłka, a potem dosiąść go i ujeżdżać, aż oboje opadną z sił. Nie miała pojęcia co się z nią działo, jedyne czego była świadoma to jego obecność i przyciąganie, z którym nie chciała walczyć.
Nie tracąc czasu na rozpinanie guzików, Paweł zrzucił koszulę przez głowę, a  następnie zsunął spodnie, zatrzymując je na udach. Było coś niesamowicie gorącego w tym, że nie byli nadzy, a mimo wszystko zamierzali dać upust pożądaniu.
Paweł chwycił ją za kostki i przysunął ją na skraj maski, a potem…potem wszedł w nią szybko i bez ostrzeżenia. Przed oczami zawirowały jej srebrne gwiazdy. Jęknęła głośno, a echo tego dźwięku rozniosło się po całym otwartym terenie.
Paweł zawisł nad nią i zaczął całować po szyi, dekolcie. Zsunął jej sukienkę na ramiona i językiem wodził po kości obojczyka. Wchodził w nią i wychodził, a z każdym kolejnym pchnięciem jego ruchy stawały się agresywniejsze. Uwielbiała to. Nie miała ochoty na pieszczoty i delikatne głaskanie. Pragnęła tego, co jej właśnie serwował. Wyczuwał jej potrzeby, jakby byli jednym. Wystarczyło, że tylko na nią spojrzał, a wiedział co robić.
- Nie mam ciebie dość – jęknął przy jej uchu.
Podwinął jej sukienkę, odsłaniając brzuch po którym zaczął wodzić gorącym językiem. Sara wiła się pod nim, próbując zapanować nad zbliżającym się orgazmem, bo chciała jak najdłużej trwać w tym stanie pomiędzy. Kochała to, ale jej ciało pragnęło natychmiastowego spełnienia. Kilka sekund później krzyknęła w niebo, chwytając Pawła za ramiona. Chłopak przywarł do niej ustami, podgryzając jej wargi i wsuwając głęboko język. Uczucie było tak niesamowite, że Sara nie potrafiła zebrać myśli, ani ruszyć się z miejsca. Zalała ją błogość. Zamknęła oczy, a na ustach poczuła delikatny pocałunek. Chwilę po tym, usłyszała szelest, a potem delikatne skrzypnięcie tuż obok.
- Cieszę się, że uwielbienie do szybkości nie przekładasz na seks – powiedziała z uśmiechem.

Paweł zaśmiał się i ku jej zaskoczeniu sięgnął po jej dłoń. Splótł ich palce i w takiej ciszy, pod niebem usłanym gwiazdami przywitali noc.

7 komentarzy:

  1. O matko ale było gorąco.Dzięki pani Agato za takie emocje, oby było ich dużo więcej♥♥♥♥♥♥.

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko ale było gorąco.Dzięki pani Agato za takie emocje, oby było ich dużo więcej♥♥♥♥♥♥.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kwintesencja rozkoszy uwielbiam czytac co piszesz ❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  4. I jak tu dotrwac do następnego rozdziału? No jak??! 😘 Perfekcyjnie

    OdpowiedzUsuń