wtorek, 11 października 2016

"Noc Kupały" Rozdział 13



Paweł
Minęło kilka dni od ich randki, czy raczej nie-randki jak wolała nazywać ich spotkanie Sara.  Nie mógł przestać o niej myśleć. Była w jego głowie od chwili, w której otwierał oczy, do momentu, w którym je zamykał, kładąc się do snu. Te objawy zaczynały bardzo go niepokoić. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś podobnego.
Przed oczami miał jej rozanieloną twarz, gdy po spełnieniu opadła na maskę jego samochodu. Paweł nigdy wcześniej nie widział nic równie pięknego. Zwalczył odruch wyciagnięcia telefonu i zrobienia zdjęcia temu niesamowitemu widokowi. Nie zrobił tego, ponieważ Sara zapewne by go za to zabiła. Był tego na sto procent pewien.

Przedzierał się właśnie przez tony piachu, żeby wręczyć swojej asystentce dziennik budowy i kilka projektów. Stażystka, którą przydzielono mu w ramach odbywania przez nią praktyk była dość rozgarnięta, ale jeszcze niedoświadczona w pracy budowlańca. Była za to  posłuszna i z zainteresowaniem przysłuchiwała się jego instrukcjom, co bardzo mu się podobało. Zamierzał jej wcisnąć kilka zadań, do których potrzeba jedynie znajomości obsługi autocada, a że w budownictwie to podstawowe narzędzie pracy, Paweł był pewien, że dziewczyna sobie poradzi. I zaoszczędzi mu kilka godzin pracy. Dlaczego wcześniej nie znalazł sobie asystentki?
- Iza, masz tutaj te dokumenty, o których gadaliśmy. Wygrzebuj się z tego piachu i leć do biura – wręczył jej kilka zwojów i klucze do biura. – Masz jak dojechać, czy podrzucić cię na miejsce?
Dziewczyna spuściła oczy i pokręciła szybko głową.
- Spoko. Mam samochód – zapewniła i pożegnał się majstrem i kilkoma chłopakami z budowy.
- Będą z niej ludzie? – zapytał mężczyzn.
- Jak nie, jak tak – zaśmiał się jeden z nich. – A do tego jest na co popatrzeć – dodał i znowu zarechotał.
- Te, żeby ci oczy w dupę nie weszły – rzucił majster niezbyt zadowolony z takich uwag pod adresem młodej dziewczyny.
Paweł wiedział, że mężczyzna ma trzy córki w wieku Izy i wszelkie takie seksistowskie uwagi pod adresem młodych kobiet wyprowadzały go z równowagi. I dobrze, pomyślał. Nie będzie musiał się o nią martwić, jak jeden z drugim zaczną strzelać nieprzemyślanymi tekstami. Paweł dobrze wiedział, że w tej branży kobiety mają przesrane. Harowały podwójnie, żeby się wykazać i zdobyć szacunek współpracowników. Nie było to fair, ale tak już było. Podziwiał je za ich upór i zaciętość.
Zdobyte dwie godziny wolnego czasu zamierzał poświęcić na wizytę w szkole specjalnej, w której odbywała praktyki Sara. Chciał jej złożyć pewną propozycję.
Dzień był pochmurny, a po upale, który przywitał go zaraz po przyjeździe w rodzinne strony, nie było już śladu. Nie było jednak chłodno. Temperatura nie spadała poniżej dwudziestu stopni, co sprzyjało dobremu samopoczuciu.
Wysiadł z auta i po odbębnieniu tej samej procedury z dozorczynią przy wejściu, nakazano mu zaczekać w korytarzu. Paweł poczuł się, jak niegrzeczny uczniak, którego wysłano do dyrektora na reprymendę. Ponieważ znał rozkład sal z ostatnich wizyt, nie czekając na zaproszenie, udał się w dobrze mu znanym kierunku. Nie zapukał, tylko otworzył cicho drzwi i zajrzał do środka.
Dzieciaki siedziały na podłodze z kolorowymi szarfami i śpiewały sobie coś pod nosem, przy akompaniamencie gry na skrzypcach. Paweł przeniósł wzrok na skrzypaczkę. Jego skrzypaczkę. Sara z uśmiechem na ustach wprawnie przesuwała smyczkiem po strunach. Wyglądała tak naturalnie, jakby urodziła się z instrumentem w ręku. To był zmysłowy spektakl, na który mógłby patrzeć bez końca.
Zapatrzył się na nią, nie mogąc się poruszyć. Wyglądała tak pięknie i tak niewinnie, a przecież dobrze wiedział, jak niegrzeczna potrafiła być. To właśnie ta mieszanka sprzecznych cech tak mocno mu się podobała. Przyciągały go do niej jej różne oblicza. I to wiedźmowate i to opiekuńcze. Lubił z nią rozmawiać, a nawet się z nią kłócić. Była inteligentna i zabawna, a do tego uzdolniona i pełna pasji.
Czy zaczynał coś do niej czuć? Coś więcej, niż zwykły pociąg? A może to zwykła sympatia? Przecież przyjaźń damsko-męska istniała i może to właśnie ich spotyka. Uczucie, którym obdarzył Lenę było zupełnie inne, niż to, które dopada go przy Sarze, a to właśnie tamten stan określał mianem „zakochanie”. A może się mylił?
Wszystko to było strasznie popieprzone, myślał.
Zanim zdołał dojść do jakichś sensownych wniosków, Sara go spostrzegła. Zmarszczyła brwi i szepnęła coś do Adama, który nachylił się nad nią, a potem delikatnie objął ją w pasie. Co, kurwa? Pomyślał Paweł, obserwując tę scenę. Dlaczego mu na to pozwala?
Dziewczyna podeszła do niego, ale wcześniej wypatrzyła go jego osobista adoratorka, Zosia. Rzuciła się do biegu na swoich krótkich, pulchnych nóżkach i gdy schylił się i rozłożył dla niej ramiona, wpadła w nie, jak piłka do bramki.
- Kocham cię – krzyknęła. – Pobaw się ze mną – dodała, pociągając go delikatnie za włosy.
- Jeśli ciocia Sara nam pozwoli – odpowiedział z uśmiechem.
- Ciocia Sasa – zwróciła się do dziewczyny.
Sara uśmiechnęła się półgębkiem, ale nim zdołała się odezwać, usłyszeli głos Adama.
- Sorry, ale nie wolno tu wchodzić obcym, którzy nie są opiekunami dzieci – powiedział i zbliżył  się, żeby zabrać od niego małą Zosię.
Dziewczynka wczepiła się w niego, jak małpka, ale Adam był zdeterminowany, żeby wydrzeć dziecko z jego ramion. Paweł zazgrzytał zębami, ale nie skomentował tego. Dobrze wiedział, co ten idiota robił. Po prostu korzystał ze swojej przewagi, żeby postawić na swoim. Żałosny palant.
- Pa pa, Zosiu – pomachał ręką dziewczynce i wyszedł na zewnątrz, nie chcąc doprowadzać do scysji przy dzieciach.
- O co tym razem chodzi? – zapytała Sara, wychodząc za nim na korytarz. – Po prostu musiałeś tu przyjść, żeby jeszcze bardziej uprzykrzyć mi pracę z Adamem. Jakby po tamtym wierzorze nie dawał mi do zrozumienia, że jest na mnie wściekły – założyła ręce na piersi.
- Co takiego robi? – zapytał. – Mam z nim pogadać? – dodał.
- Przestań. To nie twoja sprawa – machnęła ręką w powietrzu, jakby próbowała odgonić natrętną muchę. – O co chodzi?
Kiedy się taka stawała, z trudem przychodziło mu przestawienie się na tryb przyjacielskiej rozmowy. Bał się kolejnych słów, żeby jej nie denerwować, gdyż sprawa, z którą przychodził była delikatnej natury.
- Mam do ciebie pytanie – zaczął, oblizując suche usta.
- No słucham, Paweł. Wiesz, że ja tutaj pracuję – zaczynała się niecierpliwić.
Powinien ją teraz pocałować, albo zaciągnąć do jakiegoś składziku na szczotki, uklęknąć przed nią i wylizać ją do czysta. Masakra, zawył w środku, gdy ta wizja stanęła mu przed oczami. Cały czas pamiętał jej smak i sposób, w jaki reagowała na jego oralne zdolności. I teraz właśnie mu stanął…
Paweł poruszył się, żeby zmienić pozycję i dać sobie więcej miejsca w kroczu. Chciał to zrobić dyskretnie, ale Sara od razu zauważyła wybrzuszenie na jego spodniach. Najpierw zrobiła wielkie oczy, a potem się uśmiechnęła.
– W szkole? Doprawdy, Paweł? – powiedziała udając oburzenie. – Nieładnie. Naprawdę nieładnie – pokręciła z dezaprobatą głową, ale w jej oczach tańczyła kpina.
- Nie mów, że nie zrobiłabyś tego tutaj – oblizał sugestywnie usta.
Sara wywróciła oczami, a na jej twarzy pojawiła się zacięta mina.
- Skończ już to, zboczeńcu. Wypluj z siebie, po co tu przyszedłeś? – powiedziała zakładając ręce na piersi.
Westchnął głośno, żegnając się ze swoim niegrzecznym pomysłem.
- Chciałbym cię zapytać, co robisz w najbliższy weekend – powiedział wprost, bo z Sarą nie odważyłby się bawić w podchody i kłamstewka.
Dziewczyna spuściła ręce wzdłuż tułowia, a potem nerwowym gestem poprawiła splecione w długi warkocz włosy. Uwielbiał ją w takiej fryzurze. Wyglądała tak niewinnie i pięknie. Miał ochotę zebrać wysunięte kosmyki i założyć je za jej ucho, ale wciąż miał w pamięci jej wybuch przed restauracją. Zaczynało go to denerwować i frustrować, bo co złego było całowaniu się lub dotykaniu w taki sposób w miejscu publicznym? Przecież nie chciał jej łapać za tyłek, tylko dotknąć jej włosów.
- Nie wiem, to cztery dni. Zbyt odległy termin, żebym mogła to wiedzieć – rzuciła pospiesznie.
Wiedział już, że taka odpowiedź to dla niej furtka na wypadek, gdyby propozycja się jej nie spodobała. Zaczynał ją powoli rozgryzać i poznawać, co dawało mu pewną przewagę.
- Robię sobie krótki urlop. Jadę na Mazury. Wynająłem tam domek na trzy dni – powiedział, z łomoczącym sercem.
Czy kompletnie mu odbiło? Dlaczego tak bardzo się denerwował?
- I? – zapytała zniecierpliwiona.
- Chciałby, abyś pojechała ze mną – zakomunikował, wsuwając ręce do kieszeni spodni. – Co ty na to?
Sara zaniemówiła, otwierając usta ze zdziwienia. Paweł poczuł się niepewnie, czując że za chwilę dziewczyna da popis swojej zawziętości i po raz kolejny da mu lekcję tego, jak wygląda ich relacja i czego w tym związku im nie wolno.
- Dziękuję, ale nie mogę – odrzekła, gdy minęło zaskoczenie.
Tego właśnie się obawiał. Spodziewał się takiej odpowiedzi, ale gdzieś w środku miał nadzieję, że jednak Sara po ich ostatnim spotkaniu zaufa mu. Ale chyba się pomylił.
Dziewczyna wyprostowała się jak struna i odrzuciła do tyłu warkocz. Przygryzła dolną wargę i uciekła od niego wzrokiem.
- Dlaczego? – zapytał wprost.
Sara zamrugała szybko, a na jej twarzy pojawił rumieniec. Rumieniec gniewu. Nie był to ten, który pojawiał się, gdy była podniecona, a ni ten, gdy się wstydziła. Potrafił je skategoryzować i przyporządkować do jej stanów emocjonalnych.
- Dlatego, że nie chcę – powiedziała hardo.
- Nie chcesz, czy znowu masz jakieś zastrzeżenia, co do charakteru naszego…związku? – zapytał.
Zaczynało go to wkurwiać. Jej opór i niezrozumiała niechęć do ujawnienia ich znajomości zaczynał mu ciążyć. Mógłby po prostu dać sobie z tym spokój. Mógłby przestać się za nią uganiać i wrócić do swoich starych zwyczajów. Dlaczego więc tego nie robił? Co go powstrzymywało?
- My nie mamy żadnego związku – wysyczała. – A ja nie jestem twoją seks zabawką na czas urlopu – jej głos był zimny i nieprzyjemny. – Mam swoje plany i nie chcę nigdzie z tobą wyjeżdżać. Nie wiem, po co przychodzisz do mnie z takimi propozycjami. Na miejscu na pewno kogoś poznasz. Jesteś w tym dobry – odrzuciła do tyłu głowę i uśmiechnęła się zimno.
Paweł stanął jak wryty. Spodziewał się wielu rzeczy, ale na pewno nie tego.

Sara
Próbowała. Bóg jej świadkiem, że próbowała zachowywać się naturalnie. Ale gdy go tylko zobaczyła, fala bólu i gniewu znowu ją przygniotła.
Rozmowa, którą przeprowadziła wczoraj wieczorem z Aśką kompletnie ją przybiła. Niby od niechcenia siostra zaczęła rozmowę o Pawle. Wspominała, że poznała go trochę w liceum i że na pewnej imprezie…pieprzyli się w męskim kiblu. Oczywiście najpierw zapytała Sarę, czy coś ją łączy z Pawłem. Sara zaprzeczyła i wtedy Aśka uraczyła ją tymi rewelacjami. Miała chociaż tyle przyzwoitości, pomyślała z ironią.
W jednej chwili zrobiło jej się niedobrze. Nigdy nie przypuszczała, że wszystko tak bardzo się spieprzy w jej życiu. Że pozwoli sobie na coś takiego. Ale czego innego się spodziewała, zadając się z kolesiem, który nie dba o to, z kim i gdzie sypia. Nie ma dla niego znaczenia, że kogoś tym skrzywdzi. Ale Sara nie winiła jego. Winiła siebie i swoją głupotę. Dobrze wiedziała na co się pisze, a jednak brnęła w to i nie zastanawiała się nad konsekwencjami. Niestety, jak zwykle to facet wychodzi z takich sytuacji zwycięsko. Zaliczył siostry i teraz pewnie czuje się satysfakcję. Który koleś by jej nie czuł?
Mdłości znowu ją dopadły. Nie winiła jego, tylko siebie. Tylko siebie, dlatego próbowała zachować poprawne stosunki i nie dać się ponownie omamić pociągowi fizycznemu i temu, jak dobrze jej z nim było. To musiało się skończyć i to natychmiast.
Trzymała się dobrze do chwili, w której nie rzucił jej tej cholernej propozycji wyjazdu. Za kogo on ją miał? Za dziwkę na telefon, której za seks zasponsoruje weekend na Mazurach? Zadrżała z obrzydzenia.
- Ale wiesz co? Moja siostra byłaby na pewno chętna na taki wyjazd – dodała z uśmiechem, który przyszedł jej z trudem. – Mogę jej dać znać, jeśli chcesz.
- Słucham? – Paweł stał tam zupełnie osłupiały.
W głębi serca Sara czuła się podle za to, co mówiła i jak się wobec niego zachowywała. Nie był winien jej frustracji i zawodu. Sama była sobie winna. Był z nią od początku szczery. Niczego nie obiecywał i o nic nie prosił. To ona zaczęła w sobie rozbudzać niemożliwe do spełnienia oczekiwania.
- No Aśka, moja siostra – uściśliła.
- Co ty pleciesz. Dlaczego miałbym chcieć jechać z twoją siostrą? – mówił, jakby nie do końca wiedział co się dzieje. – Zaprosiłem ciebie, bo chciałem jechać z tobą. Co jest, do cholery? – rzucił zdenerwowany.
- Nic. Po prostu myślałam, że wszystko ci jedno, z która siostrą wyjedziesz na weekendowe bzykanie. W końcu jedną i drugą zaliczyłeś – mówiła, a złość się w niej zagotowała. – Czyżbym była lepsza? – podniosła jedną brew w oczekiwaniu.
- Wiesz co? Nie wiem, co się z tobą dzieje, ale ja mam dość – przeczesał dłonią włosy i zrobił krok w tył. – Mam dość stąpania wokół ciebie na paluszkach, jakbym miał za chwilę obudzić potwora. Mam dość tego, że ciągle mnie obrażasz, chociaż nie zrobiłem nic, żeby na to zasłużyć – zakomunikował poniesionym głosem. – Mam tego, Sara, dość! – dodał, odwrócił się i odszedł, zostawiając ją samą na ciemnym, ponurym korytarzu.
Miał rację. Była podłą idiotką, która wyżywała się na nim za to, że sama czuła dyskomfort ich umową. Uważała się za silną, niezależną kobietę, która ma swoje potrzeby i je realizuje. Owszem, nie było nic złego w niezobowiązującym seksie, ale jej przestawało już to wystarczać, a wiedziała, że Pawłowi w takim układzie było bardzo wygodnie. Na tyle, że chciał mieć ją przy sobie nawet na tym krótkim urlopie.  
Wzięła kilka głębokich oddechów, żeby się nie rozpłakać, ponieważ była już na skraju emocjonalnego załamania. To koniec, pomyślała. Koniec. Miał jej dość, a ona miała dość tej cholernej znajomości.
Musiała się opanować i uspokoić. Miała jeszcze pół godziny zajęć i nie mogła tak po prostu stąd wyjść i się nad sobą użalać. Wróciła na zajęcia i dzięki szczerym uśmiechom dzieciaków i ich zaangażowaniu udało jej się przetrwać ten czas.
Wróciła do domu i zamknęła się w swoim pokoju. Gdy rodzice wrócili z pracy udała, że źle się czuje i nie ma ochoty na kolację. Zażarcie unikała siostry, która po powrocie z pracy w salonie kosmetycznym, koniecznie chciała usłyszeć jej opinię o najnowszych zakupach, które zrobiła w drodze do domu. Nalegała na to, że zrobi jej paznokcie, albo oczyszczanie twarzy. Sara próbowała być miła, ale z trudem jej to przychodziło. Aśka widząc jej zbolałą minę dała za wygraną i pozwoliła jej wrócić do łóżka.
Kolejny dzień przywitał ją zachmurzonym niebem i drobną, uciążliwą mżawką. Sara zjadła śniadanie w samotności, gdyż rodzice i siostra zdążyli już wyjść do pracy. Bardzo jej to odpowiadało, zważywszy na wciąż podły humor. Mogłaby się oszukiwać do woli, ale prawda była taka, że każdego dnia czekała na kontakt od Pawła. Czekała na ich spotkania i przekomarzania. To były chwile, które rozjaśniały jej pobyt w domu, w którym nie czuła się już jak u siebie. Czuła się jak gość, który tak naprawdę nie ma swojego miejsca na ziemi. Odłożyła na bok pomysł z remontem pokoju, ponieważ nie miała teraz do tego głowy.
Usiadła z kubkiem gorącej herbaty na kuchennym parapecie i spoglądała przed siebie, zastanawiając się, jak mogła doprowadzić do takiej sytuacji i to chwilę po ciężkim rozstaniu z Damianem. Nie chciała kolejnych zawirowań w swoim życiu, ale wtedy na jej drodze pojawił się Paweł. Nie chciała tego, ale czasami to, czego chcemy jest nieważne dla losu. On działa na oślep i sypie w nas przypadkowymi garściami piasku, a my musimy to przyjąć.
Jej osobistą garścią piasku był Paweł, którego jej rzucono pod nogi. Mogła z tym walczyć, ale poddała mu się praktycznie bez walki. Nie dlatego, że była słaba, tylko dlatego, że tego chciała. Chciała się poddać.
Ale to był koniec. Koniec jej wakacyjnej przygody. I dobrze, pomyślała, czując ucisk w piersi. Potrzebowała spokoju i wyciszenia. Potrzebowała czasu dla siebie…Jej rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Na wyświetlaczu pojawiło się imię przyjaciółki. Długo wsłuchiwała się w dzwonek, nim odważyła się odebrać. Bała się tego, że Kamila zechce z nią „rozmawiać” o Pawle, a tego Sara by nie zniosła. Nie dziś i nie jutro. W zasadzie to chyba nigdy.
- Słucham – odebrała, udając niewzruszenie.
- Hej, co porabiasz? – zagadnęła przyjaciółka.
- Nic w zasadzie. Niedawno zwlokłam się z łóżka. Wczoraj miałam ciężki dzień – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
- Przykro mi. W pracy wszystko dobrze? – zainteresowała się, chociaż Sara podejrzewała, że chciała dowiedzieć się, czy aby jej brat nie maczał w tym palców.
 Co za galimatias.
- Tak, ale dorzucili nam zajęć i pracy papierkowej – wymyśliła na poczekaniu. – Nieważne, jakoś ogarnę. Co tam? – zagadnęła.
- Mam dla ciebie propozycję – zaczęła podekscytowana. – Wychodzę dziś do klubu z Marcinem. Wiem, że niekoniecznie chcesz się bratać z Adamem, dlatego Marcin będzie z jakimś innym kolegą. I chciałabym cię prosić, abyś poszła ze mną – dodała z nutką desperacji w głosie.
Wyjście do klubu z obcymi ludźmi było ostatnia rzecz, na którą Sara miała dziś ochotę, ale zdawała sobie sprawę, że Kamili zależało na Marcinie, który wydawał się w porządku. Nie mogła jednak do końca mu ufać, a już na pewno nie pozwoliłaby przyjaciółce na wyjście w towarzystwie dwóch prawie obcych kolesi, dlatego z ciężkim sercem, ale zgodziła się.
Wieczór nie przyniósł zmiany w pogodzie i chociaż nie padało, w powietrzu unosiła się wstrętna wilgoć, która robiła mnóstwo szkody w jej wyprasowanych włosach.
Zrobiła makijaż i założyła proste dżinsy, a na to delikatną, szyfonową bluzkę bez rękawów w błękitnym kolorze. Zarzuciła skórzaną kurtkę i zbiegła na dół. Wolnym krokiem przemierzała miasto, kierując się do centrum, gdzie mieścił się klub „Neon”. Jej kroki były ciężkie tak, jakby jej wszystkie troski przejęły kontrolę nad jej ciałem i sterowały nim według własnego uznania. Było jej źle, bo tęskniła za Pawłem. Nawet jeśli nie odzywali się do siebie przez kilka dni, wiedziała, że prędzej czy później go zobaczy. Teraz wiedziała, że do tego nie dojdzie, bo…to był koniec.
Przystanęła przy głównym wejściu, nie patrząc w żadnym konkretnym kierunku. Była zamyślona i drgnęła przestraszona, gdy ktoś klepnął ją po ramieniu. Odwróciła się i napotkała roześmianą Kamilę w towarzystwie Marcina i jego kolegi. Facet był ciachem. To jedno mogła powiedzieć na pierwszy rzut oka. Był wysoki i szeroki w ramionach. Miał ciemnobrązowe oczy, które nadawały jego twarzy tajemniczy rys.
Uśmiechnął się na jej widok, jakby to była randka w ciemno, a on dopiero teraz poznał swoją partnerkę. Sarze nie spodobała się ta myśl, ponieważ nie interesowały jej żadne randki i tego typu rzeczy. To, że koleś był towarem z pierwszego sortu nic nie znaczyło. Poza tym w ogóle jej nie pociągał, co było dziwne.
Przedstawił się jej i dowiedziała się, że ma na imię Olek. Chłopaki przepuścili je przodem, a potem ruszyli schodami w dół, do baru tuż przy parkiecie, który w tej chwili był opustoszały. Była wczesna godzina i środek tygodnia, co nie oznaczało, że za jakiś czas nie pojawią się tu amatorzy poalkoholowego gibania się w tylko im znanym rytmie.
Pomieszczenie tonęło w półmroku, rozświetlonym jedynie delikatnymi plafonami w kształcie liter, tworzących napis NEON. Wokoło parkietu stały pikowane kanapy w kształcie półokręgów. Zajęli jedno z takich miejsc z piwami w ręku. Z głośników popłynął kawałek Adama Lamberta „Another Lonely Night”. Sara starała się nie wsłuchiwać w słowa wokalisty, bo z każdą kolejną minutą jej własna samotność zaczynała ją pochłaniać.
Nie umiała się wdrożyć w rozmowę z Kamilą i chłopakami. Przyjaciółka flirtowała z Marcinem, który nie mógł oderwać od niej oczu. Sara życzyła im powodzenia i cieszyła się ich szczęściem, ale nie była w nastroju do zabawy. Nawet zabawny i sympatyczny Olek nie mógł tego zmienić.
Faceci poszli po kolejną kolejkę piwa, a one zostały same. Kamila coś pisała w telefonie. W pewnym momencie spojrzała na nią, zastanawiając się przez chwilę, a potem szybko wróciła do ekranu smartfona.
- Co robisz? Zdradzasz Marcina? Tak szybko? – zażartowała. – Zaczekaj chociaż do trzeciej randki – dodała, zakładając rękę na rękę.
Kamila posłała jej spojrzenie pełne politowania.
- Jak już coś, to do piątej randki, bo to nasza czwarta, kochana – zakomunikowała z dumą. – Widzisz? Ja też mam swoje tajemnice – powiedziała z lekkim wyrzutem.
- No proszę, proszę. Miłość z Marcinem zawadiaką – odpowiedziała, nie chcąc drążyć tematu jej własnych tajemnic. – To coś poważnego? – dopytała, szczerze zainteresowana.
- A kto to może wiedzieć – wzruszyła ramionami. – Czas pokaże – dodała tajemniczo.
Gdy wrócili ich towarzysze, Sara musiała ich przeprosić, żeby udać się do łazienki. Załatwiwszy potrzebę, wyszła na chwilę na zewnątrz, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Niespodziewanie tuż przy niej pojawił się Olek, który wyszedł, żeby zapalić. Wpatrywali się w siebie w milczeniu. Ku swojemu zaskoczeniu, Sara nie czuła się tym skrępowana.
Nagle, z tego transu wyrwały ich głośne hałasy. Ktoś zaczął się tuż obok nich przepychać i wyzywać. Wszystko potoczyło się tak szybko, że Sara nie potrafiła później opisać następujących po sobie zdarzeń. Została popchnięta i upadłaby, gdyby Olek nie przytrzymał jej za rękę. Potem to on się zachwiał, gdy uderzyło w niego dwóch szamocących się facetów.
Olek złapał jednego z nich za fraki i popchnął w tył. Ten zatoczył się i wywrócił, ale po kilku sekundach był z powrotem na nogach i rzucił się na jej towarzysza. Sara krzyknęła w powietrze, jakby to mogło uchronić Olka przed tamtym kolesiem. Tylko on wcale nie potrzebował ochrony, bo radził sobie dobrze. Sara była w takim oszołomieniu, że nie wiedziała, co ma robić. Niespodziewanie znalazła się w całym tym zamieszaniu i gdy próbowała przecisnąć się do wejścia, żeby zawiadomić Marcina, poczuła na twarzy palący ból. Ktoś uderzył ją łokciem w głowę, aż się zatoczyła, a potem wywróciła, w ostatniej chwili podpierając się kolanem i dłońmi.
Leżała przez chwilę nie mogąc dojrzeć tego, co się dzieje, bo oczy zalała jej krew. Ból w ręce i kolanie był niczym, wobec tego, który odczuwała na policzku i w całej głowie.
- Sara? – usłyszała przy sobie.
Była pewna, że to jakiś omam słuchowy, ponieważ ten głos należał do Pawła. Skąd mógłby się tu znaleźć Paweł? Musiała mocno dostać w głowę.
- Skarbie, co się stało? Kto ci to zrobił? – znowu ten znajomy głos, który mógłby ją otulać do snu.
- Jezu, co się dzieje? – tym razem rozpoznała Kamilę, która przyklękła przy niej i próbowała ją podnieść.
Sara otarła ręką oczy i napotkała rozbiegane spojrzenie Pawła. Chłopak wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć. Jednym ruchem podniósł ją na nogi i otarł dłońmi jej policzki. Wściekłym wzrokiem powiódł po wyzywających się i klnących na czym świat stoi kolesiach. Dwóch z nich – tych najbardziej narwanych – przytrzymywali ich koledzy. Sara nie miała pojęcia, o co poszło, kto zaczął i kto jej zafundował rozciętą wargę i zdarte kolana i łokcie.
- Który to, kurwa, zrobił?! – wrzasnął Paweł, wskazując na Sarę. – Który? – rzucił raz jeszcze, gdy nikt nie kwapił się z odpowiedzią.
- Paweł! – krzyknęła Kamila.
Sara próbowała tego samego, ale głos uwiązł jej w gardle, a z oczu poleciały łzy, gdy poczuła silny pulsujący ból w wardze.
- To on – ktoś z tłumu wskazał jednego z kolesi, który wyrywał się do bijatyki. – Dał jej z łokcia, jak próbowała wejść do środka – dodał kobiecy głos.
Paweł nie czekał ani chwili dłużej, tylko podszedł do tego człowieka i dał mu w twarz, a potem chwycił jego głowę i dał mu z główki. Wyglądał, jak rozjuszone zwierzę. I gdyby nie Olek i Marcin, którzy rzucili się, aby go zatrzymać, zapewne doszłoby do kolejnej bijatyki.
W tle zawyły policyjne syreny i tłum rozbiegł się w różne strony.
- Kamila, muszę do domu – powiedziała przez łzy do przyjaciółki.
- Ja ją zabiorę – nagle znalazł się przy niej Paweł.
Podniósł ją na ręce, jakby nic nie ważyła, a potem zwrócił się do Marcina.
- Zaopiekujesz się nią? – wskazał ruchem głowy na Kamilę.
- Jasne – odpowiedział tamten bez wahania.
Po tym ruszył z nią do samochodu. Sara kołysała się w jego ramionach, jakby znalazła się na huśtawce. Przylgnęła do niego, czując się bezpiecznie i dobrze. Przy nim zawsze czuła się bezpiecznie.
Usadził ją delikatnie na miejscu pasażera i przykucnął obok.
- Jak się czujesz? Jest ci niedobrze? Boli cię głowa? – zapytał, delikatnie odgarniając z jej czoła włosy. – Mam jechać na ostry dyżur?
Jego troska była dla niej, jak balsam na serce, które tak mocno za nim tęskniło.
- Nie. Nic mi nie będzie – odpowiedziała, ledwo formułując słowa z powodu spuchniętej wargi.
Nawet nie chciała myśleć, jak teraz wygląda. Paweł spoglądał na nią, a w jego oczach pojawiła się czułość i bezradność.
- Jak się tam znalazłeś? – zapytała, ocierając chusteczką wargę.
Otworzył usta, ale szybko je zamknął, a potem wstał nagle, obszedł samochód i usiadł za kierownicą. Odpalił silnik i ruszył spod klubu. Gdy Sara zorientował się, że nie jadą do niej, szybko zaoponowała.
- Chyba nie chcesz, żeby cię w takim stanie zobaczyli rodzice – nie wiedziała, czy pyta, czy stwierdza. – Doprowadzimy cię u mnie do porządku i odwiozę cię do domu.
- Po co tyle zachodu. Żyję. To rodzicom wystarczy – odpowiedziała, bo nie chciała, aby się nad nią litował – To tylko rozcięty łuk brwiowy i warga. Stąd tam tyle krwi.

Paweł nie odpowiedział i nie zareagował na jej prośbę. Przyspieszył. 

5 komentarzy:

  1. no cóż , Paweł ma swoje za uszami, to jak traktował kobiety nie może usprawiedliwiać zawodem miłosnym etc. Z uczuciami innych też trzeba się liczyć, sprawy nie rozwiąże formułka" "chce od Ciebie tego, na nic nie licz, decyzja należy do Ciebie", bo przyjdzie kiedyś taki czas... Paweł to duży chlopiec i winien się z tym liczyć.
    Nie wiem jakie będą ich dalsze losy, szczęśliwe zakończenie pewnie jest im pisane, ale w tym wszystkim ważne jest (mowie o sobie jako czytelniku), żeby byli to bohaterowie z krwi i kości, a ich wybory realne.
    Oj czekam na ciąg dalszy!
    Dzięki i pozdrawiam !
    emka
    https://www.youtube.com/watch?v=6u0DGIh3wLA

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jak zwykle świetny! Coś mi się wydaje, że nasza para zaskoczy nas jeszcze nie raz!!! Dzięki P.Agato.....😉

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam cichą nadzieję że jednak pojadą na te mazury razem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam cichą nadzieję że jednak pojadą na te mazury razem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wczoraj zaczęłam czytać te opowiadanie i nie mogłam się od niego oderwać. Naprawdę swietna historia. Czekam na kolejną część! Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń