niedziela, 16 października 2016

"Noc Kupały" Rozdział 14

Paweł
Otworzył pospiesznie drzwi od strony pasażera i chwycił Sarę za rękę. Dziewczyna syknęła, gdy dotknął jej łokcia. Wyszarpnęła się z jego uchwytu, a potem posłała mu gniewne spojrzenie. W jej oczach czaił się wściekłość i uraza.
Paweł czuł się podle. Od momentu, w którym zostawił ją na szkolnym korytarzu, miał olbrzymie wyrzuty sumienia. Chociaż to może nie do końca właściwe słowo, opisujące stan jego ducha. Było mu źle. Tak kurewsko źle, że nie potrafił normalnie funkcjonować. Musiał ją koniecznie zobaczyć i przeprosić i zapewnić, że nie miał tego na myśli. Nie chciał niczego kończyć i nie miał jej dość.
Po powrocie do pracy, usiadł za biurkiem i próbował pracować. Nie potrafił się jednak na niczym skupić, ponieważ w głowie cały czas przetwarzał jej słowa. Wtedy to doznał olśnienia. Olśnienia, które walnęło go w łeb, jak obuch. Przypomniał sobie tę imprezę i przypomniał sobie…Aśkę. I gdy ta prawda stała się niemal namacalna, poczuł wstyd. Autentyczny, palący wstyd.

Gdy Sara tak nagle stała się napastliwa i rzuciła w niego epitetami prawie trafił go szlag. Jak tylko znalazł się w swoim aucie trochę ochłonął, nie był jednak w stanie dłużej jej słuchać. Nie mógł patrzeć na pogardę w jej oczach. Nie mógł tego po prostu znieść, dlatego odjechał z piskiem opon, zostawiając za sobą wrażenie, przez które zaczął wątpić w to, że jego życie jest idealne.
Kiedy wspomnienie o Aśce stało się wyraźne, zrozumiał, że musi zobaczyć się z Sarą i to wszystko wyjaśnić. Pragnął ją zobaczyć natychmiast, ale powstrzymał się przed kolejną wycieczką do jej rodzinnego domu. Oboje potrzebowali czasu na to, aby ochłonąć. Nie wiedział, co jej powiedzieć, ponieważ to co wydarzyło się między nim i jej siostrą, miało miejsce dawno temu i ledwie to pamiętał.
Na myśl o tym, że Sara była w posiadaniu tej informacji, czuł się podle. I skoro on czuł się z ta wiadomością źle, co musiała poczuć Sara?
Upokorzenie. Chryste, nigdy tego nie chciał, ale jak inaczej miała to odebrać? Jego propozycja wyjazdu tylko dolała oliwy do ognia. Chciał z nią spędzić weekend. Nie miał nic złego na myśli i chociaż wciąż jej pragnął, to gdyby Sara nie miała przez cały pobyt ochoty na seks, to i tak cieszyłby się z jej towarzystwa. Niestety, zaproszenie w połączeniu z informacją o nim i Aśce, dało mieszankę wybuchową.
Następnego dnia zaraz po pracy postanowił to wszystko naprawić. Chciał zapewnić Sarę, że tamten pijacki epizod nie miał znaczenia ani dla niego, ani dla Aśki, która nigdy nie robiła z tego problemu. Rozeszli się w swoje strony i przeszli nad tym do porządku dziennego. Ot, chwila namiętności dwójki obcych sobie ludzi.
To nie było to samo, co seks z Sarą. Nie, absolutnie nie. Z Sarą wszystko było inne. Intensywniejsze, gorętsze i nieprzewidywalne. Ale nie tylko seks z nią był wyjątkowy. Dopiero teraz to do niego dotarło.
Kamila dała mu namiar na miejsce, w którym bawiła się z Sarą. Nie chciał się dziewczynie wcześniej zapowiadać, ponieważ obawiał się, że ta spryciara może mu uciec.
Był już pod lokalem, gdy ją zobaczył. Leżała na ziemi, przed głównym wejściem do klubu. Na kilka długich sekund zastygł w miejscu i nie mógł zrozumieć, co się dzieje i na co patrzy. Sara leżała na chodniku, a jej cała twarz była we krwi. Z otępienia wyrwały go głośne krzyki i bluzgi, które fruwały w powietrzu, jak jesienne liście.
Przerażony podbiegł do dziewczyny i ukląkł przy niej. Nie mógł powstrzymać drżenia rąk, gdy dotykał jej twarzy. Nie potrafił wydobyć z siebie głosu, chciał po prostu wiedzieć, czy nic się jej nie stało. To była dla niego najważniejsza informacja. Nie mógł znieść myśli, że ktoś zrobił jej krzywdę. Obejrzał ją delikatnie i gdy pojawiła się przy nim siostra, która mogła się zająć Sarą, dał upust swojej wściekłości.
Nikt nie miał prawa jej tknąć palcem. Nikt.
Rozejrzał się dookoła i gdy zlokalizował kolesia, którego wskazała mu jakaś dziewczyna, dostał szału. Miał w dupie, czy ten przygłup zrobił to celowo, czy niechcący. I gdyby nie został powstrzymany, zatłukłby tego chuja na miejscu.
Teraz, patrząc na jej spuchniętą wargę, podbite oko, zdarty łokieć i zakrwawiony podbródek miał ochotę tam wrócić, znaleźć go i zapłacić mu za to w należyty sposób. Chęć opiekowania się nią była jednak silniejsza, dlatego powstrzymał się i próbował ją przetransportować do swojego mieszkania. Próbował, bo to uparte stworzenie opierało się z całych sił.
- Chcę wracać do domu – zakomunikowała, próbując go zastraszyć groźnym spojrzeniem.
- To miło, ale teraz musisz wyjść z samochodu i pójść do mnie. Jeśli chcesz, to cię tam zaniosę – powiedział równie stanowczym tonem.
- Myślałam, że masz dość – przedrzeźniła go, ale skrzywiła się na końcu zdania i dotknęła palcami ust.
- Na teraz mam dość twojego oporu – popatrzył z troską i współczuciem na jej delikatną skórę wokół prawego oka, która zaczęła sinieć.
Dotknął jej policzka i najdelikatniej jak potrafił pogłaskał ją po nim. Sara tym razem nie odchyliła głowy, żeby uniknąć pieszczoty.
- Wyjdź z samochodu. Proszę – powiedział łagodnie.
Dziewczyna westchnęła ostentacyjnie i odpięła pas, a potem wygramoliła się z miejsca pasażera. Jej widok takiej bezbronnej i poobijanej ścisnął mu serce. Gdyby wiedział, że  nie sprawi jej tym bólu, to wziąłby ją w ramiona i trzymał w nich tak długo, aż nie zagoiłyby się wszystkie jej rany.
Sara, utykając ruszyła w stronę wejścia do klatki schodowej. Paweł zamknął samochód pilotem i ruszył za nią. Nim dziewczyna zdołała się sprzeciwić, wziął ją na ręce.
- Mogę chodzić – odburknęła.
- Wiem – odpowiedział, przyciskając ją do siebie mocniej.
Postawił ją przed wejściem, wygrzebał z kieszeni klucze, otworzył drzwi i zrobił gest, zapraszający ją do środka. Niechętnie przekroczyła próg jego mieszkania i przystanęła niepewnie w korytarzu.  
- Chodźmy do łazienki – wziął ją za rękę i poprowadził do wspomnianego pomieszczenia.
- Ałł – zawyła, gdy sięgnął do jej kurtki, aby pomóc jej ją zdjąć.
- Przepraszam – powiedział i nie mógł się powstrzymać i pocałował ją w czoło.
Taki odruch. Odruch nad którym nie mógł zapanować.
- No co? – odpowiedział na jej złowrogie spojrzenie. – Nie jesteśmy w miejscu publicznym. Mam do tego prawo.
Albo mu się zdawało, albo jej zdrowszy kącik ust uniósł się nieznacznie.
Nakazał jej usiąść na skraju wanny, a sam poszedł po czysty ręcznik, jakieś plastry i wodę utlenioną. Po kilku minutach rana na jej ustach była zdezynfekowana, a ta na czole dodatkowo zalepiona plastrem w…Minionki. Tylko takie mieli w sklepie wielobranżowym, do którego udał się przed tygodniem, gdy rozciął sobie palec.
- Dziękuję – powiedziała Sara, gdy zaczął oczyszczać jej ranę na łokciu. – Nie musiałeś.
- Wiem – powiedział krótko, skupiając się na zadaniu.
- Skąd się tam wziąłeś? – zapytała cicho.
- Zapytałem Kamili, czy nie wie, gdzie się podziewasz – odpowiedział szczerze.
Sara westchnęła głośno, a potem założyła za ucho kosmyk włosów.
- Wiedziałam, że nie można jej ufać – zażartowała.
- Mówiłem ci, że to konfident – uśmiechnął się i ostatni raz wygładził plastra na jej łokciu. – Skończone.
- Dzięki. Czy teraz możesz zabrać mnie do domu? – zapytała, wstając z wanny.
- Nie bardzo – przyznał, stając w drzwiach małej łazienki.
Zaczesał włosy do góry i oparł się biodrem o framugę. Sara skrzywiła się, a potem zmrużyła na niego oczy.
- Jak to? – zapytała, zniżając głos.
- Musimy pogadać – założył ręce na piersi. – Musisz zadzwonić do rodziców i dać im znać, że nie wracasz na noc – poinformował Sarę, na twarzy której pojawiła się mieszanka zdumienia, złości i niedowierzania.
- Oczywiście, że zadzwonię, ale po taksówkę – powiedziała, zgrzytając zębami.
- Hmm – zamruczał i podniósł do góry telefon w czerwonym etui. – Z tego telefonu? – zapytał z uprzejmością.
- Oddawaj! – krzyknęła na niego i próbowała mu wyrwać smartfona z ręki, ale ten gwałtowny ruch sprawił, że zawyła z bólu, chwytając się za łokieć.
- Nie ekscytuj się tak, bo zrobisz sobie krzywdę – powiedział łagodnie, schował jej telefon do swojej kieszeni, a potem pogładził ją po ramieniu i cmoknął w skroń. – Chodź, zrobię kolację, a potem porozmawiamy.
Z Sarą trzeba było postępować inaczej, niż z innymi kobietami. Była zbyt wyrywna i zbyt agresywna, żeby mógł jej pozwolić na wszystko. Uśmiechnął się w myślach. To była dziewczyna z ogniem, którą po prostu trzeba obłaskawić, ale nie tradycyjnymi sposobami, tylko podstępem.

Sara
Debil. No debil, myślała rozgorączkowana. Zabrał jej telefon i siłą zatrzymał u siebie w domu. Na to chyba jest jakiś paragraf? Co prawda zaopiekował się nią i był przy tym słodki i kochany, ale…to nie miało żadnego znaczenia. Przetrzymywał ją wbrew jej woli, do ciężkiej cholery!
Siedziała przy stole i obracała wokół kubek z gorąca herbatą. Przyglądała się plecom Pawła, gdy ten z wprawą kucharza przyrządzał im kolację.
- Zjedz to – postawił przed nią talerz z sałatką z makaronu, kurczaka i suszonych pomidorów.
Jej żołądek skurczył się w niemej prośbie o napełnienie go. Co prawda dochodziła dziesiąta, ale ona nie miała nic w ustach od drugiej, kiedy to zjadła obiad i teraz na widok pięknie pachnącej potrawy jej ślinianki poszły w ruch. Sięgnęła niechętnie po widelec i zaczęła skubać powoli makaron. Potrawa okazała się jednak tak dobra, że nie potrafiła się powstrzymać i rzuciła się na nią, ignorując ból wargi i policzka.
Gdy skończyła, napotkała rozbawione spojrzenie Pawła. Chłopak uśmiechnął się do niej ciepło.
- Cieszę się, że ci smakowało – powiedział, przeżuwając niespiesznie kawałek kurczaka.
- A kto tak powiedział? Po prostu byłam głodna – odpowiedziała, kłamiąc w żywe oczy. – Czy teraz mogę wrócić do domu? Z tego co pamiętałam, miałeś mnie dość. Nie pojmuję, po co mnie tu zatrzymujesz – założyła ręce na piersi, czując złość i zmęczenie.
Paweł odłożył ostrożnie widelec, otarł usta chusteczką, a potem napił się wody.
- Nie to powiedziałem. Powiedziałem, że mam dość takiej sytuacji. Nigdy nie powiedziałem, że mam dość ciebie – odrzekł akcentując ostatni wyraz.
Sara parsknęła i niecierpliwie poruszyła się na krześle.
- Wiem, co miałeś na myśli. Nie jestem idiotką – odpowiedziała. – Musisz jednak zrozumieć jedną ważną i podstawową rzecz – zaczęła na pozór spokojnym tonem. – Tu nie chodzi tylko o to, czego ty chcesz – kontynuowała, wpatrując się w niego intensywnie. – Wiem, że się do tego przyzwyczaiłeś, ale nie zawsze chodzi tylko o ciebie. – opadła z nonszalancją na drewniane oparcie krzesła. – Owszem, przyjmuję do wiadomości, że masz dość. Ale ty także musisz mieć świadomość tego, że ja też mam już dość – powiedziała z pewnością, której wcale  nie czuła.
- Masz dość mnie? – zapytał wyzywająco.
- Tak. Mam dość ciebie i całej tej chorej sytuacji – zatoczyła ręką koło, jakby to miało zobrazować ich sytuację. – Twoje postrzeganie naszej relacji wymknęło się spod kontroli. Nie jestem laską na telefon, którą zabierasz na swoje wyjazdy służbowe albo urlopy. Nie jestem twoją dziewczyną, którą możesz dotykać i całować kiedy najdzie cię ochota – mówiła powoli i dobitnie.
Chciała go zranić, tak jak ona poczuła się zraniona informacją o jego jednorazowej schadzce z jej siostrą. Wciąż miała przed oczami scenę, którą odmalowała jej w szczegółach Aśka. Wróciły do niej obrazy z opowieści jej koleżanki ze szkoły muzycznej i wiele innych, które pamiętała z czasów, gdy jeszcze chodziła do gimnazjum.
Paweł był tym, kim był. Nie mogła go zmienić, a nawet tego nie chciała. Jednego nauczyła się w życiu – jeśli próbujesz kogoś dostosowywać do swoich standardów, to kiedyś ta osoba cię za to znienawidzi. Nie dziś i nie jutro, ale z czasem tak się właśnie stanie.
Taka osoba musi chcieć się zmienić, ale i to nie jest dostatecznym argumentem, który przekonałby ją do bycia z kimś takim.
Paweł nie czuł potrzeby wiązania się z kimś na stałe. Lubił niezobowiązujący seks i cenił sobie wolność. Być może właśnie to czyniło go tak bardzo atrakcyjnym. Podświadomie większość kobiet, z którymi się zetknął lub dopiero zetknie, pragnie aby to im udało się go nawrócić i sprawić, że zapragnie stabilizacji. Jest przekonana o swojej wyjątkowości. Czuje, że to właśnie jej miłość zdoła go „zmienić”.
Mogłaby się z tego śmiać i szydzić z takich dziewczyna, ale jedyne co do nich czuła, to litość. Litowała się nad ich naiwnością. Mężczyźni tacy, jak Paweł nie zmieniają się pod wpływem miłości, a już tym bardziej pod wpływem jednorazowego numerku.
- Rozumiem – odrzekł cicho i spokojnie, a potem zapatrzył się przed siebie, ponad jej ramieniem.
W jego oczach pojawił się ból, którego nie umiał należycie ukryć tą zrównoważoną miną. Wbrew temu, czego oczekiwała, nie czuła z tego satysfakcji.
- Mam nadzieję – odpowiedziała. – Czy teraz oddasz mi telefon, żebym mogła zadzwonić po taksówkę? – zapytała po raz setny tego wieczora.
Czuła się tak bardzo zmęczona. Była poobijana i wycieńczona emocjonalnie. Pogodziła się już z definitywnym zakończeniem znajomości z Pawłem, a teraz on ponownie próbuje ją złapać w swoje sidła. Nie rozumiała tylko dlaczego. Czy tak mocno zabolało go jej odrzucenie? Czy nikt nigdy nie dał mu kosza?
Był przystojny, inteligentny i zabawny ale nie był idealny. Nie był chodzącą perfekcją, przed którą kobiety padały na kolana. Potrafił być wredny i gdy się złościł, robiła mu się na czole paskudna bruzda. A!, przypomniała sobie. Miał na nosie garb! Absolutnie daleko mu było do ideału, więc niech nie udaje, że jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się, że ktoś go nie zechciał.
Ja go nie chcę. Przekonywała siebie.
- Powiedziałem ci, że dziś nigdzie nie pojedziesz. Dostałaś w głowę. Ktoś musi cię pilnować w nocy – odpowiedział spokojnie, jakby przed chwilą nie rzuciła w niego garścią obelg.
- Dobra – westchnęła głośno. – Powiedz mi czego chcesz? Przecież wiesz, że nie mogę się z tobą pieprzyć – podniosła do góry łokieć, na którym miała żółtego Minionka.
- To fakt. Poobijane dziewczyny to nie mój fetysz – odpowiedział, jakby nigdy nic. – A teraz bądź grzeczna, rozbierz się, weź gorąca kąpiel, a potem wskakuj do łóżka – zaczął zbierać ich talerze.
Włożył je do zlewu i zaczął zmywanie.
- Paweł – zawyła. – Dlaczego mnie nie słuchasz? – podeszła do niego i szarpnęła go za koszulkę.
Paweł odwrócił się gwałtownie, rozchlapując dookoła pianę.
- Słucham cię – odpowiedział, lekko poirytowany.
Poczuła satysfakcję z tego, że go poruszyła. Drażniło ją jego opanowanie i spokój.
- No więc? – ponowiła, stając jeszcze bliżej niego.
Czuła jego ciepło i dopiero teraz zrozumiała, jak bardzo za tym tęskniła. Nie za ciepłem jakiejkolwiek osoby, ale za jego ciepłem. To było podwójnie trudne, ponieważ już zdecydowała, że go nie chce. Niczego między nimi nie chce.
- No więc – wytarł ręce w ręcznik. – Porozmawiajmy – powiedział i delikatnie chwycił ją za ramiona. – Usiądźmy.
Poprowadził ją za rękę do niewielkiej kanapy, stojącej pod oknem i posadził ją na niej. Usiadł naprzeciwko niej i chwilę się jej przyglądał.
- Przepraszam. Wiem, jak to wszystko zabrzmiało – powiedział, ale napotkawszy jej zmarszczone brwi, wyjaśnił: – To zaproszenie na wyjazd. Nie miałem nic złego na myśli. Chciałem spędzić z tobą trochę czasu i nie nawet nie chodziło mi o seks. Ale rozumiem, że nie wyszło to za dobrze.
Sara zaczęła wykręcać sobie palce ze zdenerwowania. Nie chciała tego słuchać, bo znowu da się omotać. Zacznie rozkładać jego zdania na części, przypisując im niestworzone motywy.
- Ale co to ma wszystko do rzeczy, Paweł? – przerwała mu szybko. – Nieważne. Nie chcę nigdzie z tobą wyjeżdżać, bo tak jak mówiłam, chyba zagalopowałeś się w tym wszystkim – zakończyła niejasno, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów.
- Zagalopowałem? – zapytał, podnosząc brwi. – Myślałem, że się przyjaźnimy, albo przynajmniej próbujemy. To nazywasz zagalopowaniem? To ty próbujesz to wszystko sprowadzać do łóżka, nie ja – zarzucił jej. – Ja chcę się z tobą widywać nie tylko po to, żeby się razem pieprzyć, ale żeby pogadać, czy chociażby…pokłócić – dodał.
- No więc o tym mówię. Mogliśmy to zostawić tylko w łóżku – wyrzuciła ręce do góry. – Po cholerę się spotykać w innych celach. Przecież nawet się nie lubimy.
- Nie mów w moim imieniu. Ja ciebie lubię – odpowiedział z uśmiechem.
- Daj spokój – odwróciła głowę, unikając jego spojrzenia.
Na te słowa jej serce kilkakrotnie podskoczyło w piersi, nim wreszcie ustabilizowało swój rytm. To nic nie znaczy. Jego słowa nic nie znaczą, powtarzała sobie w myślach.
- Jezu, Sara. Próbuję się z tobą zaprzyjaźnić. Co w tym złego? – zapytał z pretensją.
Na jego twarzy pojawił się niespodziewany rumieniec. To ci dopiero! Zapatrzyła się na niego, jak zahipnotyzowana. Rumieniec na twarzy tego cwaniaczka totalnie ją zdumiał, a wręcz zaszokował.
- Z Asią też próbowałeś się zaprzyjaźnić? – zapytała znienacka, żeby wybić go z tego rytmu, którym ją omamiał.
Paweł założył ręce na kark i wypuścił głośno powietrze z płuc. Następnie przeczesał włosy, a potem oparł ręce o uda i nachylił się nad nią.
- Nie. Nie próbowałem. To był tylko jeden raz, który…po prostu się wydarzył – wzruszył ramionami.
- Po prostu się wydarzył – powtórzyła w zamyśleniu.
Siedziało w niej mnóstwo sprzecznych emocji. Czuła się urażona w imieniu siostry, cieszyła się, że to był jeden raz, który nic dla niego nie znaczył i …już sama nie wiedziała, co ma dalej czuć. Co za popieprzona sytuacja. Cholerna noc Kupały, która pogmatwała jej życie.
Była niemal w stu procentach pewna, że to ta prasłowiańska magia, która zawładnęła jej umysłem po prostu zmusiła ją do pocałowania Pawła nad jeziorem. Gdyby nie to parszywe letnie przesilenie, nic takiego by się nie wydarzyło. Wciąż by siebie nienawidzili, a na myśl o nim wzdrygałaby się z obrzydzeniem.
To były dobre czasy, pomyślała z rozrzewnieniem. Czasy, które już nie wrócą.
- Tak. Wydarzył – przytaknął. – Ale z tobą jest inaczej – zaczął. – Zupełnie inaczej – pokręcił głową.
- Doprawdy? – zapytała z kpiną, chociaż czuła w środku, że zaraz się ugotuje z wrażeń, jakich dostarczała jej ta rozmowa.
Jedynym jej plusem było to, że prawie całkowicie zapomniała o bólu głowy i łokcia.
- Nie udawaj, że tego nie widzisz – tym razem jego głos był niższy i cichszy. – Wiem, że mi nie ufasz i nie wierzysz, ale musisz też to czuć – przysunął się do niej i niespodziewanie musnął ustami jej wargę.

Zrobił to tak delikatnie, że ledwie go poczuła, a mimo to, ciepło tego pocałunku rozeszło się po całym jej ciele.

*zdjęcie pochodzi z bloga http://rlazzini.blogspot.com/

2 komentarze:

  1. Sara to trudny orzech dla Pawła, ale juz czuc tu miłość!!!! Dzieki

    OdpowiedzUsuń
  2. No i jak zwykle super rozdział oby tak dalej pani Agatko♥♥♥

    OdpowiedzUsuń