sobota, 22 października 2016

"Noc Kupały" Rozdział 15



Paweł
- Kim jest Olek? – zapytał, gdy dziewczyna odczytała wiadomość, a potem uśmiechnęła się pod nosem.
- Nieważne – odpowiedziała, podciągając pod nos kołdrę.
Po kilkudziesięciu minutach przekomarzania się i wykłócania, Sara zgodziła się u niego zostać. Napisała do rodziców, że nocuje u Kamili, a potem wzięła prysznic, ubrała jego T-hirt i wskoczyła pod przykrycie na łóżku. Dopiero wtedy pozwolił sobie na spuszczenie jej z oka i udanie się do łazienki.
Kiedy wszedł do sypialni, dziewczyna szczerzyła się do smartfona. Wtedy zrobił coś  głupiego. Wyrwał jej aparat i zerknął na wyświetlacz, na którym pojawiło się imię Olek. Wspomniany Olek wysłał jej wiadomość następującej treści:
 "Żyjesz? To kiedy kolejna ustawka? ;)"

- Oddawaj to! – krzyknęła i wyrwała mu telefon z ręki. – Zaczynasz przekraczać wszelkie granice przyzwoitości, a już na pewno mojej prywatności.
- Okej, tylko wciąż nie wiem, kim jest Olek – powiedział, pakując się do łóżka, tuż obok  niej.
Zawsze wyobrażał sobie takie sytuacje jako absolutną abstrakcję. Kiedy zapraszał kobietę do łóżka, a raczej, gdy to ona zapraszała go do siebie, nigdy nie wyobrażał sobie ich interakcji pozbawionej seksualnego kontekstu. Teraz, patrząc na Sarę, ubraną w za dużą na nią koszulkę, oprócz znanego skurczu w kroczu, czuł zupełnie nową odmianę ucisku...tego w piersi.
- Nie twoja sprawa i w ogóle powinieneś spać na kanapie w salonie – odrzekła  zabierając mu całe przykrycie.
- A to niby dlaczego? – zapytał, zwracając się do niej twarzą.
- Jestem twoim gościem, powinieneś mi odstąpić łóżko – powiedziała, zbierając wilgotne włosy w kok na czubku głowy.
Zapatrzył się na tę czynność. Dziewczyna pachniała jego mydłem i jego szamponem. Miała na sobie jego T-shirt, była w jego łóżku...Była jego. Ta myśl strasznie  go podnieciła. 
- Nie wyganiam cię z niego – uśmiechnął się.
Jego myśli znowu pofrunęły do kolesia, który wyskoczył na wyświetlaczu jej telefonu. Tylko raz w życiu Paweł był zazdrosny o innego faceta. Do dziś pamiętał to uczucie. Wstrętne i wwiercające się w jego ciało, jak tępe narzędzie. Dobrze je pamiętał i wiedział, że właśnie tego teraz doświadcza. 
Wcześniej sądził, że zazdrość mu nie grozi, ponieważ jego i Sarę  łączy coś na kształt przyjaźni z bonusem, ale to była totalna bzdura. Nie był zazdrosny o Adama, bo jak na dłoni widział, że dla Sary facet był niczym młodszy brat, nawet jeśli próbowała sobie wmawiać coś zupełnie innego.
Teraz...teraz ten uśmiech na jej ustach go zaniepokoił. Kim do cholery był ten Olek?
- Kim jest Olek? – nie dawał za wygraną.
- Poznałeś  go – uśmiechnęła się słodko. 
Paweł zmarszczył brwi, nie przypominając sobie nikogo o takim imieniu.
- Pod klubem. Ten, który cię odciągnął z Marcinem od tamtego kolesia – wyjaśniła, zsuwając się z zagłowia drewnianego łóżka i kładąc głowę na poduszce.
Paweł wstał i zgasił światło, zostawiając tylko lampkę nocną, zamocowaną do ramy łóżka za pomocą klipsa.
- Ach ten – zaczęło mu świtać i poczuł znajomy, nieprzyjemny ścisk w sercu.
Facet z rodzaju takich, co to przebierają w kobietach i nie muszą robić nic, aby te do nich lgnęły. Zaniepokoiła go ta świadomość, a wspomnienie uśmiechu Sary, gdy czytała od niego SMS-a nie dawało mu spokoju.
- Fajny koleś. Przystojny – powiedziała ziewając. – Byliśmy przed klubem, gdy to wszystko się wydarzyło – kontynuowała, nieświadomie doprowadzając go do szału.
- Co robiłaś z nim przed tym klubem? – musiał się wszystkiego dowiedzieć nim zacznie wyciągać fałszywe wioski.
- Staliśmy. Rozmawialiśmy – ziewnęła. – Patrzyliśmy na siebie – dodała, a jej oczy zaczęły się przymykać.
Podłożyła dłonie pod policzek i ostatni raz popatrzyła na niego półprzymkniętymi oczami. Zalała go czułość, jakiej nie poczuł nigdy wcześniej. Sięgnął dłonią do jej gładkiego i ciepłego policzka i musnął go palcami. Zamruczała przez sen i objęła rękami poduszkę, a potem odwróciła się do niego plecami.
Paweł zgasił lampkę nocną i nastawił cichy budzik, aby obudził go za godzinę. Mówił poważnie o tym, że będzie nad nią czuwał.
Przysunął się do dziewczyny. Objął ją delikatnie ramieniem i przygarnął do siebie. Westchnął zadowolony, zatapiając się w jej cieple i delikatnym zapachu. Nic nigdy nie było bardziej właściwe. Nic nigdy nie sprawiło mu większej przyjemności, niż świadomość tego, że obudzi się obok niej.
Obudził go głośny dźwięk, jakby tłuczonego szkła. Ten odgłos wmieszał się w jego sen, w którym to Paweł wypada przez okno. Otworzył oczy i bezwiednie sięgnął na drugą połowę łóżka. Nie było jej. Podniósł głowę, żeby rozejrzeć się po pokoju. Nie było jej.
Dopiero po chwili dotarło do niego, że przecież obudził się, ponieważ usłyszał dźwięk tłukącego się szkła. Przeciągnął się pospiesznie i nie fatygując się ubieraniem jakichkolwiek spodni, czy koszulki udał sięprosto do kuchni.
Sara stała do niego tyłem i podrygiwała w rytm niedosłyszalnej dla niego muzyki. Miała słuchawki w uszach i podśpiewywała sobie pod nosem. Wciąż miała na sobie jego T-shirt, który przy każdym żywszym ruchu podnosił się do góry i odkrywał jej zgrabny, apetyczny tyłek.
Uśmiechnął się szeroko na ten widok. Dziewczyna wykonała właśnie piruet dookoła własnej osi i wtedy go spostrzegła. Natychmiast się zatrzymała i próbowała zatuszować zmieszanie. Cieszył się, że jednak nie stała jej się większa krzywda podczas wczorajszego zajścia. Tej nocy nie przespał ciągiem nawet dwóch godzin, ale nie miał o to do nikogo pretensji. Martwił się o nią, nie mógł postąpić inaczej.
-  Co mi stłukłaś? – zapytał z uśmiechem, obserwując rumieniec, który docierał do jej szyi.
Pod prawym okiem widniało fioletowe limo. Kolejny raz pożałował, że nie miał okazji bardziej dołożyć tamtemu skurwielowi.
- Dzień dobry. Dziękuję, czuję się dobrze – odpowiedziała z przekąsem.
Podszedł do niej i palcami musnął siniaka pod jej okiem. Sara skrzywiła z bólu
- Miałem całkiem dobry pomysł na to, jak się czujesz, gdy wywijałaś piruety po całej kuchni – powiedział z uśmiechem.
Sara roześmiała się i odepchnęła go od siebie, a potem podała mu kubek z gorącą kawą.
Paweł zastygł w miejscu, dokonując zaskakującego odkrycia…Jej obecność wprowadzała do jego życia nowy element, a mianowicie dzielenie dnia z osobą, na której mu zależało. A zależało mu na niej, jak cholera. Kiedy to się stało? Gdzieś pomiędzy nocą Kupały, a spotkaniem w barze? A może podczas samej nocy? Kto to mógł stwierdzić?
To było nieistotne. Ważne było to, aby Sara pojęła, że i jej na nim zależy. Nie miał pewności, że tak jest, bo z nią nic nie było pewne, ale miał nadzieję na wzajemność. Olbrzymią nadzieję, dodał w myślach, obserwującą jak popija małymi łykami herbatę i odgarnia swoje długie, powywijane w różną stronę włosy.
- Długo mam jeszcze czekać na śniadanie? – podniosła na niego oczy, a jego serce zrobiło niespodziewane salto w piersi.
Przełknął ślinę i oblizał usta.
- Zrobię, ale nie za darmo – powiedział zachrypniętym głosem. – Najpierw mnie pocałuj – nakazał.
Odebrał od niej kubek, odstawił go na stół, a potem oparł ręce na jej biodrach, czekając na jej ruch. Chciał, aby to ona go pocałowała i udowodniła, że i ona bardzo tego chce.
Uśmiechnęła się pod nosem, wspięła się na palcach i dała mu szybkiego buziaka w usta. Następnie zachichotała i odsunęła się, żeby nie mógł jej dosięgnąć.
- Idę się ubrać, a ty działaj – wyjaśniła i zniknęła w jego sypialni.
- Mała wiedźma – krzyknął za nią.
Zdumiał go jej dobry humor i kokieteria, od której zakręciło mu się w głowie. Wodziła go za nos, jak szczeniaka, co ku jego całkowitemu zaskoczeniu, kompletnie mu nie przeszkadzało. Nie czuł się zagrożony, czy przestraszony intymnością dnia następnego. Wręcz się nią zachwycał.
Zjedli śniadanie – omleta z dżemem – i Paweł postanowił po raz ostatni poruszyć z Sarą temat weekendowego wyjazdu.
- Co mam zrobić, żebyś ze mną pojechała? – zapytał, zapinając guziki koszuli.
Sara uciekła od niego wzrokiem. Palcami bezwiednie dotknęła rozciętej wargi, a potem westchnęła głośno.
- Nic nie musisz robić. Już o tym rozmawialiśmy – odpowiedziała, a z jej twarzy zniknęła beztroska, która nie odstępowała jej od samego rana.
Paweł potarł dłonią kark i poddał się. Musiał jej powiedzieć prawdę, a tak bardzo próbował tego uniknąć i rozegrać to inaczej.
- Wziąłem ten urlop tylko ze względu na ciebie – przyznał szczerze. – Jeśli nie chcesz jechać, odwołam go.
Dziewczyna zmarszczyła czoło, jakby nie zrozumiała tego, co powiedział.
- Jak to ze względu na mnie? – zapytała zdumiona.
Paweł zawarczał, jak rozdrażnione zwierzę. 
- No tak to – odpowiedział zmęczonym tonem. – Nie chciałaś się ze mną pokazywać wśród znajomych i rodziny, więc wykombinowałem, że wyjedziemy na kilka dni. Gdzieś, gdzie nikt nas nie zna – wzruszył ramionami.
Plan był genialny, ale Sara jak zwykle musiała wszystko skomplikować.
-Ty nic nie rozumiesz, prawda? – odrzekła zrezygnowanym tonem.
- Szczerze? To nic, a nic – odpowiedział poirytowany. – Chciałem z tobą spędzić trochę czasu, ale widzę, że proszę o zbyt wiele.
- Paweł, dlaczego nie pojmujesz, że ja tego nie chcę – zaakcentowała owo tajemnicze „to”.
Serce Pawła zatłukło niebezpiecznie o żebra.
- Czego nie chcesz? – zapytał beznamiętnym głosem.
Aby ukryć swoje zdenerwowanie, sięgnął po kubek z zimną kawą i wziął spory łyk. Nie chciał na nią patrzeć, żeby jeszcze nie potwierdzać swoich przypuszczeń.
- Dobrze wiesz, o czym mówię – jej głos był ciszy i zachrypnięty. – Nie wiem, dlaczego to robisz, ale nie podoba mi się to. Stawiasz mnie w pozycji wrednej cipki, która cię wykorzystuje. Byliśmy ze sobą od początku szczerzy – mówiła i podeszła do niego powoli, jakby bała się, że on zrobi jej krzywdę. – Bądź ze mną szczery i teraz. Dlaczego to robisz? Dlaczego robisz to wszystko? – zapytała, a w jej głosie pojawiła się nutka desperacji.
Paweł nie bardzo wiedział, co jej odpowiedzieć. Jak miał jej wyjaśnić, czego od niej chce, skoro sam tego nie rozumiał. Nigdy tego nie robił. Nigdy nie był w związku, co może i było dziwne z perspektywy postronnego obserwatora, ale dla niego właśnie takie zachowanie stanowiło normalność.
A teraz? Teraz wiedział, że zależy mu na tej dziewczynie bardziej, niż myślał, że to będzie możliwe. Czy był dla niej gotów na tak znaczące zmiany w swoim życiu? Jeszcze tego nie wiedział. Jedyne czego był pewien to tego, że chce spróbować, ponieważ…ponieważ nie potrafił znieść myśli, że miałby jej już nie zobaczyć.
- Ponieważ chcę cię widywać. Tak po prostu. Chcę spędzać z tobą czas, nieważne gdzie – oblizał wyschnięte usta, które zamieniły się w pergamin.  – Ponieważ…bardzo cię lubię – powiedział, czując ucisk w piersi.
Nie czuł strachu przed tym wyznaniem. Czuł strach przed reakcją na to wyznanie. Bał się spojrzeć jej w oczy, mimo wszystko zrobił to. Zbliżył się do niej i wziął jej twarz w swoje dłonie. Kciukami delikatnie gładził jej policzki. Nachylił się i pocałował miejsce, w którym miała rozciętą wargę, a potem to, gdzie miała dużego siniaka pod prawym okiem.
Dziewczyna zamilkła i zesztywniała, jakby zamieniła się w kamień. Jej źrenice rozszerzyły się do nienaturalnych rozmiarów. Jej oddech przyspieszył. Rozchyliła usta, które aż prosiły się o pocałunek. Nie uległ jednak tej niemej prośbie, wciąż czekając na jej reakcję.
- Nie wiem, co mam ci na to odpowiedzieć – wyszeptała.
Wyglądała na zagubioną i zaskoczoną. Jej słowa trochę zbiły go z pantałyku i co tu dużo mówić, po prostu rozczarowały.
- Nic nie mów, tylko pojedź ze mną na weekend – powtórzył, czując gulę zawodu w przełyku.
Nie chciał wymagać na niej wyznań, czy deklaracji, dlatego postanowił na razie nie poruszać tego tematu.
- Dobrze – zgodziła się. – Pojadę z tobą na Mazury.

Sara
Dwa dni minęły jej na rozmyślaniach o tym, co może się wydarzyć na tym cholernym wyjeździe z Pawłem. Oczywiście wiedziała, do czego na pewno na nim dojdzie. Do SEKSU. Pragnęła seksu, jak diabli, ale tu pojawiał się haczyk, ponieważ nie chciała go uprawiać z byle kim. Pragnęła seksu z Pawłem. Tak bardzo ją od siebie uzależnił, że teraz tylko z nim mogła sobie wyobrazić kolejne intymne chwile. A może to efekt tych niesamowitych orgazmów, których pierwszy raz doświadczyła właśnie z nim? Tak, na pewno chodziło właśnie o to, przekonywała siebie w myślach.
Nie widzieli się od tego poranka w jego mieszkaniu, po tym jak została znokautowana pod klubem. Do tej pory była poobijana, ale na szczęście oprócz siniaka pod okiem, który zaczynał już powoli żółknąć, nie doznała jakiś trwałych uszczerbków na zdrowiu.
Na wspomnienie reakcji rodziców, gdy weszła do domu cała poobijana i napuchnięta, krzywiła się w myślach. Paweł nalegał, że odprowadzi ją do drzwi, ale ona kategorycznie się temu sprzeciwiła. Przecież napisała im, że śpi u Kamili, więc obecność Pawła mogłaby ją zdradzić. Poza tym nie chciała, aby rodzice niewłaściwie odebrali ich relację. Rodzice poznali się w czasach, w których nie było mowy o przyjaźniach z bonusami, czy akceptacji przygodnego seksu. Nie, tego na pewno by nie zrozumieli.
Niestety, tacie trudno było uwierzyć w jej zapewnienia, że jej stan to skutek przypadkowego wpakowania się pomiędzy okładających się facetów. Zaryzykował nawet pytanie, czy aby nie zrobił tego jakiś jej chłopak, ale Sarze udało się go w końcu przekonać, że to nie ma nic wspólnego z tym, co zasugerował.
Dzięki temu incydentowi i jej niezbyt wyjściowej powierzchowności udało jej się wziąć dwa dni wolnego w szkole. Zamierzała je odpracować pod koniec wakacji, więc nikt nie był stratny. Była to także dobra wymówka, dzięki której będzie mogła bez problemu wyjechać z Pawłem na Mazury. Nie musiała się z tego tłumaczyć, ani wysłuchiwać moralizatorskich tyrad od Adama, który będzie musiał przez te dwa dni poradzić sobie w pojedynkę.
Tęskniła za dzieciakami, ale obiecała Pawłowi, że z nim pojedzie. Nie mogła się teraz wycofać. Zresztą nie chciała tego robić. Po tym jak została poturbowana pod klubem Paweł był dla niej naprawdę dobry i opiekuńczy. Nie spodziewała się tego po nim. Zaskakiwał ją na sto różnych sposobów. I chociaż na samym początku spodziewała się, że lada moment Paweł ujawni przed nią jakąś swoją brzydką i odpychającą cechę, która skutecznie ją od niego odepchnie, tak teraz jedyne, czego się spodziewała, to kolejnych zalet, które mocniej ją do niego przywiążą.
Im poznawała go lepiej, tym jej uczucia do niego stawały się silniejsze, a on sam stawał się jej bliższy, a tego za wszelka cenę starała się uniknąć. Gdy skończą się wakacje będzie jej bardzo trudno o nim zapomnieć. Jeśli w ogóle jej się to uda, pomyślała, czując ścisk w sercu.
Dzień przed wyjazdem na Mazury Kamila namówiła ją na spotkanie na mieście, ale Sara zastrzegła sobie, że nie może być mowy o żadnym klubie, czy barze. Dość miała wrażeń po ich ostatnim wyjściu.
Dziewczyna dotarła do pizzeri około osiemnastej. Rozejrzała się po wnętrzu i nie dostrzegłszy przyjaciółki, zdecydowała się zająć stolik przy oknie. Zapach jedzenia sprawił, że nagle poczuła się strasznie głodna, chociaż gdy wychodziła z domu była pewna, że pozostanie tylko przy sałatce. Zamiast tego, pożądliwym wzrokiem przeskakiwała od jednej pysznie brzmiącej potrawy w menu do następnej, nie mogąc się zdecydować, na co ma w tej chwili największą ochotę.
- Polecam pizzę grecką na cienkim cieście - usłyszała nad sobą.
Podniosła oczy i napotkała roześmiane spojrzenie Olka. Gdy otaksowała jego twarz wybuchła śmiechem. Ich obrażenia na twarzy były swoimi lustrzanymi odbiciami. Chłopak w dodatku miał lekko spuchnięty nos. Dzięki Bogu jej udało się uniknął zderzenia z łokciami i kolanami, które mogłyby uszkodzić ten dla niej ważny narząd.
- Pięknie wyglądasz – przywitała się z przekąsem.
- I wzajemnie – dodał i też się roześmiał - Tak na przyszłość, na następną akcję załóż maskę hokeisty. Szkoda takiej ładnej buzi – poradził.
Sara roześmiała się.
- Okej, będę pamiętać – obiecała.  
Sara odchrząknęła niepewnie nie do końca wiedząc, skąd się tu wziął. Domyślała się, że Kamila znowu wpakowała ją w podwójną randkę, ale zanim uda jej się to potwierdzić, musiała zachować pozory niewiedzy.
- Co tutaj robisz? – zapytała go od niechcenia.
- Umówiłem się tu z Marcinem – powiedział, marszcząc brwi.
Dokładnie w tym samym momencie zabrzęczały oba ich telefony. Sara odczytała wiadomość.
Nie gniewaj się, ale nie dotrę na miejsce. Wynagrodzę Ci to <3
Miała niemal stuprocentową pewność, że Olek otrzymał taką samą wiadomość od swojego kumpla, Marcina. Sara wywróciła oczami i opadła ciężko na oparcie krzesła. Przyrzekła sobie, że za takie numery kiedyś udusi Kamilę gołymi rękami. Już dawno powinna to zrobić i zaoszczędzić sobie problemów.
Olek popatrzył na nią i uśmiechnął się kręcąc głową.
- Subtelne to, jak chuj – odezwał się zrezygnowany, ale wcale nie wyglądał na kogoś, komu ta sytuacja przeszkadzała.
Sara odetchnęła z ulgą, ponieważ nie chciała żadnych niezręczności.  Olek wydawał się miłym chłopakiem i w innych okolicznościach…dokładnie takich, w których jej myśli nie byłyby okupowane przez jednego takiego opryskliwego, przemądrzałego kolesia, mogłaby się nim nawet zainteresować.
Olek nie był przystojny w klasycznym znaczeniu tego słowa, ale miał w sobie jakiś magnes, który przyciągał. Sarze bardzo podobał się jego krzywy uśmiech i wyraźnie zarysowane kości policzkowe. Roztaczał wokół siebie aurę niegrzecznego chłopca, co bardzo ją pociągało, jak chyba każdą kobietę, nawet tę, która się do tego głośno nie przyznaje. Poza tym był zabawny, nawet jeśli trochę wulgarny, ale to w ogóle jej to przeszkadzało.
- Nie musieli uciekać się do takich akcji, bo i tak chciałem cię gdzieś zaprosić -  przyznał szczerze, wertując menu.
- Tak? – odrzekła niepewnie.
- Pewnie. Zajebiście się bijesz. Moglibyśmy nieźle narozrabiać na mieście – próbował zachować powagę, ale nie do końca mu to wyszło i na końcu parsknął głośno.
Sara odpowiedziała tym samym i aż popłakała się ze śmiechu wyobrażając sobie siebie jako kibolkę.
W takiej atmosferze absurdu i wygłupów minęło im pół godziny tego niespodziewanego spotkania, którego Sara nie chciała nawet w myślach nazywać randką. Czuła, że byłoby to nie w porządku wobec…Pawła. Poczuła się podle, gdy usłyszała, że wziął urlop specjalnie dla niej. A dlaczego to zrobił? Ponieważ myśli, że ona się go wstydzi. Skrzywiła się na wspomnienie tej rozmowy. To nie była prawda, ale gdyby wyznała mu prawdziwy powód niechęci do pokazywania się z nim publicznie, wydałaby siebie i odkryłaby przed nim swoje lęki i niemożliwe do spełnienia oczekiwania, a tego nie chciała robić.
Ujawniłaby, że boi się plotek na swój temat. Plotek, w których to ona zostanie pokazana, jako jego kolejna zdobycz, którą porzuci po wakacjach. Nie będzie miało znaczenia, że podejmą tę decyzją wspólnie i że oboje się z nią pogodzą. Sara już na zawsze pozostanie jego łóżkową zabawką. Nie chciała tego. Wmawiała sobie, że opinia innych kompletnie jej nie obchodzi, ale prawda była inna. Chciała być postrzegana pozytywnie. Chciała, aby widziano w niej silną i niezależną kobietę, która jako jedna z nielicznych nie dała się omotać kolesiowi, który spał z żeńską połową ich niewielkiego miasta.
I jej zdarzało się czasami ocenić kogoś pochopnie lub przypiąć mu łatkę i wiedziała też, jak łatwo jej to przychodziło. Tym bardziej starała się chronić swoją reputację, żeby nikt nie mógł jej nic zarzucić.
Związek z góry skazany na porażkę, którego finałem miało byćrozstanie nie był dla niej korzystny. Wolała ukryć go przed innymi, a potem lizać swoje rany w samotności. Wiedziała już, że rozstanie z Pawłem ją zaboli i to bardzo. Nie chciała, aby ktoś na to patrzył. Nie chciała, aby jej ktoś współczuł i myślał sobie „oto kolejna naiwna, która myślała, że jej się poszczęści”.
Nie był to łatwy temat i obawiała się, że Paweł by tego nie zrozumiał. A może się myliła? Sam był ofiarą plotek i domysłów, ale trzeba mu było przyznać, że ciężko na to zapracował, pomyślała ironicznie.
Postanowiła zostawić ten temat. Gdy skończą się wakacje, skończą się oni i problem rozwiąże się sam, zamyśliła się, wpadając w ponury nasteruj.
Gdy próbowała wrócić do rozmowy z Olkiem, nagle go zobaczyła. Wszedł do pizzeri w towarzystwie młodej dziewczyny, która wyglądała na zagubioną i lekko onieśmieloną. Nie wyglądało też, aby poza sprawami służbowymi mogłoby ich coś łączyć, pomyślała natychmiast analizując ich mowę ciała.
Miał na sobie jedną z tych swoich formalnych koszul, wyprasowane na kant spodnie i dyndający u szyi szary krawat. Uwielbiała go w takim wydaniu, chociaż nigdy nie przyznałaby się mu do tego głośno z obawy przed rozrośnięciem się jego ego, które mogłoby go rozsadzić od środka i niechybnie zabić w tym procesie.
Ich oczy spotkały się niemal natychmiast po przekroczeniu przez niego progu restauracji, jakby wyczuwali swoją obecność na odległość.
Sara zaklęła w duchu z tego niefortunnego obrotu sytuacji. Nie wiedziała, jak to się działo, że z tylu restauracji i barów w mieście, Paweł zawsze wchodził do tego, w którym była ona. A może to nie był przypadek?, pomyślała podejrzliwie.
Paweł powiedział coś do dziewczyny, a ta udała się do jednego ze stolików nieopodal niej i Olka.
Chłopak przeniósł wzrok na jej towarzysza i zmrużył oczy. Na jego czole pojawiła się ta znajoma bruzda, która bardzo ją bawiła.
- Mam się czegoś obawiać? – z transu wyrwało ją pytanie Olka.
- Słucham? – odezwała się nieprzytomnie.
- Mam się szykować na obicie gęby czy coś? – zapytał z uśmiechem, wskazując skinieniem głowy na jej aroganckiego i nieprzyzwoicie przystojnego kochanka.– Mój nos jeszcze nie doszedł do siebie po ostatniej zabawie, więc chcę się na to odpowiednio przygotować – dodał, dotykając opuchnięty grzbiet nosa.
Sara otworzyła usta, a potem westchnęła tak głośno, że Olek roześmiał się głośno. To było tak pogmatwane, że nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, aby odpowiedzieć na jego zawoalowane pytanie.
- To skomplikowane – mówiąc to, skrzywiła się.
- Cześć – jej serce rozszalało się na dźwięk znajomego głosu.
Paweł z założonymi rękoma na piersi przystanął obok ich stolika.
- Mogę zamienić z tobą słowo? – zwrócił się wprost do niej.
Sara wstała z krzesła, przeprosiła Olka, na którego Paweł spojrzał spode łba i odpowiedziała:
- Jasne.
Wyszli na zewnątrz, gdzie wciąż panował piękny lipcowy dzień. Słońce chowało się już za koronami drzew, ale wciąż było przyjemnie ciepło i jasno.
Paweł stanął naprzeciwko niej i założył ręce na piersi, jakby czekał na wyjaśnienia. Jeszcze dwa tygodnie temu jego postawa i to ostentacyjne oczekiwanie bardzo by ją zezłościło, ale teraz…teraz ją to rozbawiło. Był zazdrosny. To było jasne jak słońce i jeśli miałaby być ze sobą całkowicie szczera, musiałaby przyznać, że bardzo jej się to spodobało.
- Słucham. Chciałeś ze mną zamienić słowo. Wyduś z siebie to słowo, bo nie jestem sama i to niegrzeczne – powiedziała, wiedząc, że tylko podsyca tym jego zazdrość.
- Zauważyłem – odpowiedział z drwiną. – Z nim nie wstydzisz się pokazywać publicznie – dodał, a w jego głosie pojawiała się uraza.
Przez jedną krótką chwilę po jego twarzy przemknął cień bólu. Sara poczuła wyrzuty sumienia. Nie chciała go ranić, ani sprawiać mu przykrości. Może kiedyś…ale to należało już do przeszłości.
- Nie wstydzę się ciebie – powiedziała szczerze. – Nie chcę tylko, aby ktoś postrzegał nas inaczej, niż parę znajomych.
Paweł westchnął głośno i rozejrzał się dookoła siebie. Na jego twarzy pojawiła się frustracja i bezsilność, które na powrót przywołały jej wesołość. Lubiła mieć nad nim przewagę i dawać mu nauczkę.
- Jesteś spakowana na jutro? – zapytał, zmieniając temat.
- Coś ty? – odgarnęła włosy, które rozwiał wiatr. – Zrobię to, jak wrócę do domu – wyjaśniła.
- O której wrócisz do domu? – zapytał, zdradzając intencję tego pytania szybkim spojrzeniem, które posłał w stronę przeszklonej witryny lokalu.
Sara uśmiechnęła się pod nosem.
- Nie wiem jeszcze – odpowiedziała niewinnie, ponownie odrzucając od siebie włosy, które zaczynały ją powoli wkurzać.
Paweł podniósł do góry dłoń z zamiarem dotknięcia kosmyka jej włosów, ale jego ręka zawisła w powietrzu. Schował ją do kieszeni, a potem wziął głęboki wdech.
- Zjedzcie grzecznie pizzę i wracaj do domu. Musisz się wyspać, bo będą u ciebie tak około siódmej – powiedział.
Sara uśmiechnęła się, kręcąc z politowaniem głową. Już otwierała usta, aby mu zakomunikować, że sama zadecyduje o powrocie, ale nim zdołała wydusić z siebie choćby słowo, Paweł chwycił ją za rękę, zaciągnął na tyły budynku i pocałował tak gwałtownie, że omal nie pozbawił ją tchu. Wplótł dłonie w jej włosy i Sara mogłaby przysiąc, że jęknął wtedy z rozkoszy. Włosy, to był jego największy seksualny fetysz. Sara od razu go rozpoznała i poddawała się jego obsesji z równą pasją.
Całowali się zachłannie i bez opamiętania, jakby nie widzieli się długie tygodnie. Paweł oparł ją o ścianę budynku, a potem wsunął jedną dłoń pod jej koszulkę i zaczął pieścić jej pierś przez stanik.
Byli schowani dla oczu przechodniów, ale nie na tyle, aby ktoś ich tu nie nakrył. Ku jej zaskoczeniu, miała to totalnie gdzieś. Pragnęła go tak mocno, że w tej chwili była gotowa na wszystko, aby móc się cieszyć jego dotykiem.
Tym razem to on wykazał się większym rozsądkiem i przerwał ich namiętny pocałunek. Sara westchnęła z rozżalenia, ale poszła w jego ślady i zaczęła się oporządzać, aby nie było widać śladu po ich gorącej sesji.

- Jutro, Sara. Od jutra przez trzy kolejne dni jesteś cała moja – powiedział przyciszonym głosem, ostatni raz poprawiając krawat.

8 komentarzy:

  1. Sara idealna, a rozdział jak zawsze świetny! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. KURCZE SARA TO NIEZŁE ZIÓŁKO

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa jestem co oni będą wyprawiali na Mazurach.;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cuudennnko 😃 ach jaak ja to uwielbiam 😃dziękuję za kolejny rozdział ... Sara idealnie dobrana 😃

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj już chcę następny rozdział! Paweł trzymam kciuki!!!😄

    OdpowiedzUsuń
  6. Naaaaaaaaaareszcie !!! już nie mogłam się doczekać. Fajnie się wszystko toczy. Postać Olka też dobrze wpasowuje się w całą historię. Jak to w życiu, nic nie jest czarne, albo białe. Natomiast w kontekście tego rozdziału chciałam powiedzie o czymś, czego mi osobiście trochę brakuje to znaczy dialogi. Jest ich często jak na lekarstwo - np. spotkanie Sary z Olkiem, generalnie nie wiemy jak przebiegała ich rozmowa, nie mamy szans wyrobic sobie zdania na ich temat, jacy są , co mysla, jaki jest Oleck etc. Nie chce żeby Pani odebrała jako zarzut etc., tylko zdanie wiernej czytelniczki (nie tylko bloga ale tez wydań papierowych przez Panią dotychczas popełnionych). Po prostu czasami mam wrażenie, że z opisu pewnej sytuacji (śniadania, spotkania etc.)wynosimy inny obraz niż on wynika z dialogu, który ogranicza sie do 2 zdań. Oczywiście, każdy z autorów ma swój styl i nie jest moim celem na niego wpływać. Rzadko kiedy zamieszczam swoje opinie, bo 1. nie znam osobiście osób, które czytam 2. wiem, ze zdanie innych jest czasami odbierane inaczej niz wynika to z zamiaru opinującego, 3. nie zawsze mi się chce :))) . Pani twórczośc mi "pasuje" i dlatego pozwoliłam sobie na sklecenie tych kilku zdań. Jakkolwiek, pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy !!!

    ps. przepraszam też za forme i miejsce, ale nie mam innej możliwości np. FB.
    Uściski
    emka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda co piszesz, ale to wszystko wynika z tego, że gdybym próbowała opisać całe sytuacje i do tego dodałabym dialogi, to wyszłoby tego naprawdę dużo, a rozdziały by się nie kończyły :D To jest też pewna konwencja opowiadania blogowego - muszę skracać wątki, ponieważ nie doszłabym nigdy do sedna konkretnych sytuacji np.gdybym przytoczyła całą półgodzinną rozmowę Sary i Olka,to zabrakłoby miejsca na Pawła,a to ich relacja jest najważniejsza. Charakter pobocznych postaci staram się przedstawiać w krótkich scenkach, bo nie są to najważniejsze osoby, a ich pojawienie się jest tylko pretekstem do zaistnienia konkretnych zdarzeń. Czasami też lepiej pozostawić tych pobocznych bohaterów samym sobie, bo jeśli za dużo się o nich ujawni, to potem, gdy zmieni mi się koncepcja, już nie będę mogła niczego odkręcić :D Gdyby to była pełnowymiarowa książka, to myślę, że niektóre sceny i niektóre postaci bym rozbudowała, ale tak jak pisałam wyżej, opowiadanie blogowe rządzi się trochę innymi prawami i z tych praw korzystam :D Także w ten sposób motywuję swoje postępowanie :D

      Usuń