czwartek, 27 października 2016

"Noc Kupały" Rozdział 16



Sara
Obudziła się przed piątą rano, czyli kilka minut przed budzikiem. Zanim postawiła nogę na podłodze, do jej uszy dotarł cichy dźwięk przychodzącego SMS-a. Odczytała go natychmiast:
Weź swoje skrzypce J
Podniosła brwi ze zdziwienia. Dlaczego Paweł chce, aby zabrała ze sobą skrzypce?
Po co? Chcesz, żebym ci przygrywała do snu?
Odpisała natychmiast.
Bo chcę posłuchać, jak grasz. Nie pytaj, tylko pakuj je ze sobą.
Uśmiechnęła się, a jej serce zalało ciepło. To było bardzo miłe z jego strony, że chce poznać jej pasję.  To coś, czego zawsze jej brakowało w poprzednich związkach. Żaden z jej chłopaków (nie było ich znowu tak wielu) nie interesował się muzyką w jej klasycznej formie. Mieli gdzieś, jak ważna była dla niej ta część jej życia.
Nie do końca znała motywy Pawła jeśli chodzi o tę prośbę, ale miała nadzieję, że jest po prostu ciekawy jej pasji.

Wyskoczyła z łóżka pełna podekscytowania. Dzień zapowiadał się pięknie. Świeciło słońce, a na niebie nie widać było ani jednej chmurki. Cieszyła się ogromnie na ten weekend.  Chociaż pierwsza wzmianka o tym wyjeździe doprowadziła między nimi do awantury. Być może zareagowała zbyt histerycznie, ale jeszcze wtedy nic nie było między nimi jasne. Wciąż nie jest, ale Sara przynajmniej zaczynała się przekonywać do jego intencji. Wciąż odtwarzała w głowie jego słowa o tym, że ją lubi. Tak po prostu. Może nie były to słowa, pod wpływem których ugięłyby się jej kolana, ale ich sytuacja była totalnie niestandardowa.
Domyślała się, że z jego strony to duży krok. Nie mówił o tym, ale ona zdołała go już na tyle poznać, aby móc wyciągać takie wnioski.
Oczywiście, że pragnęła czegoś innego. Pragnęła wyznań miłości, oddania. Wszystkiego, co wiąże się ze związkiem, ale od początku wiedziała, że nie otrzyma tego od Pawła. Być może kiedyś…pomyślała  smutno.
Odgoniła od siebie depresyjne myśli i wskoczyła pod prysznic. Wiedziała, że obudzi domowników, ale oni i tak wiedzieli o jej wyjeździe, chociaż nie sprecyzowała, z kim wyjeżdża, ale Aśka i tak się domyśliła.
- Chyba musiał się ostro zabujać – zauważyła, gdy Sara wspomniała o wyjeździe.
- Kto? – Sara udała głupią.
Asia uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami, ale nie drążyła tematu, za co Sara była jej bardzo wdzięczna.
Była już gotowa, gdy Paweł zaanonsował swoją obecność pod jej blokiem kolejnym SMS-em. Zabiło jej szybciej serce na wspomnienie ich wczorajszego pocałunku. Pragnęła go tak mocno, że to było wręcz bolesne. Obawiała się, czy gdy to wszystko się skończy, będzie w stanie zapałać podobnym uczuciem do kogoś innego. A może Paweł zepsuje ją w sposób, którego nikt nigdy nie naprawi? Kolejny ciężki temat, który chciała od siebie odsunąć jak najdalej. Niestety takie myśli nawiedzały ją coraz częściej i nie pozwalały w nocy spać. To konsekwencja relacji z Pawłem i tego, jak bardzo była nim pochłonięta.
Zamknęła za sobą drzwi i zbiegła na dół. Miała przy sobie niewielką torbę podróżną i futerał ze skrzypcami, na widok którego Paweł uśmiechnął się szeroko.
- Cześć – przywitał się, odbierając od niej bagaże.
Wrzucił je do bagażnika i otworzył przed nią drzwi.
- Nie musisz odgrywać przede mną takiego gentelmana. Zapominasz, że trochę cię już poznałam – skwitowała to złośliwie.
Nie robiła tego, aby go zdenerwować, czy sprawić mu przykrość. Lubiła się z nim droczyć. Tak po prostu. To był element ich znajomości, którego nigdy nie chciałaby zamienić na jakieś puste uprzejmości i umizgi.
- Oj, wiedźmo, jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz – powiedział z pół uśmiechem. – Ale po weekendzie będziesz już bardziej uświadomiona – puścił do niej oko i zamknął drzwi od strony pasażera.
Nie wątpię, pomyślała z ekscytacją.
- Tutaj masz kawę – wręczył jej papierowy kubek. – Jadłaś śniadanie? – dopytał.
Sara z zaskoczeniem zaprzeczyła ruchem głowy.
- Tak myślałem – skwitował. – Tutaj masz pączki, drożdżówki i jagodzianki – podał jej papierową torbę.
Sara przyjęła ją i wydukała niemrawe podziękowanie. Była szczerze wzruszona jego troską. Cholera, pomyślała. Mógł chociaż kupić niewłaściwe drożdżówki, ale pan idealny  wiedział nawet, jakie Sara uwielbia drożdżówki.
Kiedy znaleźli się za miastem, Paweł nagle zahamował i zjechał na pobocze. Sara przestraszona drgnęła. Od razu pomyślała, że złapali gumę.
- Co jest? – zapytała, zdziwiona.
- Nic – odrzekł i przyciągnął ją do siebie, a potem pocałował namiętnie i długo.
Następnie oderwał się od jej ust równie szybko i równie gwałtownie i odpalił silnik, a potem włączył się znowu do ruchu.
- Co to było? – zapytała otumaniona jego zachowaniem.
- Nic. Po prostu się przywitałem – uśmiechnął się.
Debil, pomyślała, ale nie mogła powstrzymać swojego uśmiechu.
Pół godziny później zatrzymali się na stacji benzynowej, ponieważ Sarze zachciało się siusiu. Paweł pokręcił z politowaniem głową, ale zatrzymał się.
- Jeśli będziemy się tak zatrzymywali co pół godziny to dotrzemy tam o północy – zaczął narzekanie. – Poza tym, tu nie ma żadnego pola rzepaku. Gdzie zamierzasz załatwić potrzebę? – dodał, przygryzając mocno wargę, żeby się nie roześmiać.
Debil.
- Bardzo zabawne. Doprawdy komiczne – skwitowała jego głupie żarty.
Ruszyła dziarskim krokiem w stronę głównego wejścia do stacji. Uśmiechnęła się pod nosem, bo czuła w kościach, że ten wyjazd na długo pozostanie w jej pamięci.
- Hej, śpiochu. Obudź się – usłyszała przy uchu i poczuła delikatne szarpnięcie za ramię.
Otworzyła oczy, przysłaniając je dłonią, ponieważ słońce świeciło prosto na jej twarz. Nie pamiętała, w którym momencie zasnęła, ale musiało to być zraz po tym, jak zatrzymali się na stacji benzynowej, gdy po raz trzeci musiała skorzystać z ubikacji. Oczywiście przy każdym postoju Paweł wzdychał jak cierpiętnik i kręcił z dezaprobatą głową.
Nie komentowała tego tylko dlatego, że zdawała sobie sprawę z jego intencji – po prostu robił sobie z niej jaja.
- Już jesteśmy? – zapytała, wyciągając się na ciasnym siedzeniu.
- Tak. Nie wierzę, że przespałaś całą drogę – powiedział z uśmiechem. – Ale może to dobrze. Przynajmniej nie musieliśmy się zatrzymywać co dziesięć kilometrów – dodał z przekąsem.
Sara zignorowała go i wyszła na zewnątrz. Rozejrzała się dookoła i oniemiała z zachwytu. Zatrzymali się na żwirowym podjeździe przed drewnianą chatą, która wręcz wtapiała się w las za nią.  Od wejścia do domku prowadziła drewniana kładka, płynnie przechodząca w pomost, wiszący nad jeziorem.
Woda delikatnie uderzała o sitowie, zapraszając pluskiem, aby wskoczyć do niej chociażby w ubraniu. Rozgrzana skóra Sary z przyjemnością posłuchałaby tego zaproszenia.
Gdzie okiem sięgnąć, nie było widać zabudowań, ani śladu innych ludzi. Szum lasu i odgłosy, dobiegające z jeziora stanowiły jedyną linię melodyczną, otaczającej ich rzeczywistości.
- Podoba ci się? – usłyszała za sobą głos Pawła.
Chłopak położył dłonie na jej biodrach, odgarnął z ramienia jej kucyka i cmoknął ją w szyję.
Zadrżała, gdy poczuła na skórze jego usta. Czy jej się podobało? Była zachwycona tym, na co patrzyła.
- Pięknie tu – przyznała szczerze, pierwszy raz pozwalając sobie na chwilę czułości z Pawłem.
Oparła głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Zalała ją błogość, jakiej nie czuła nigdy wcześniej. Jakby po raz pierwszy w życiu znalazła się w miejscu, do którego należała. Dała się mu ponieść tylko na kilka krótkich minut, ponieważ wiedziała, jak złudne jest to uczucie. To było tylko wrażenie.
Odsunęła się od Pawła i z udawaną nonszalancją, zapytała:
- Wejdziemy do środka?
- Jasne. Zabiorę tylko nasze bagaże – odpowiedział nieprzytomnie.
Wyglądał na równie skołowanego, jak ona się czuła. Może ten wspólny wyjazd nie był najlepszym pomysłem? Pomyślała przestraszona.
Wewnątrz drewniany domek wyglądał tak samo urokliwie, jak cała przylegająca do niego okolica. Pierwsze pomieszczenie przywitało ich kuchnią, która graniczyła z otwartym salonikiem.
 Kuchenne okna wychodziły na jezioro, przez które wpadało mnóstwo światła. Meble kuchenne z dębowej okleiny były zadbane, tak samo zresztą stół i krzesła. Pomieszczenie było w pełni wyposażone, poczynając od talerzy, miseczek i kubków, na mikrofalówce i zmywarce skończywszy.
Sara żałowała, że nie było chłodno, ponieważ w niewielkim salonie znajdował się prawdziwy kominek – coś, o czym dziewczyna zawsze marzyła, wyobrażając sobie swój przyszły dom.
W domku znajdowało się jeszcze jedno pomieszczenie - mały pokój z dwuosobowym łóżkiem. Nieświadomie przygryzła wargę, wyobrażając sobie, jakie wspomnienia zostawią na tym łóżku, gdy skończy się weekend.
Paweł uchwycił jej wzrok i uśmiechnął się pod nosem. Musiał wyczuć jej myśli i na pewno dołączył do nich kilka swoich pomysłów, związanych z tym pomieszczeniem.
Aby rozluźnić atmosferę, zaproponowała:
- Pójdźmy się wykąpać. Umieram z gorąca.
- Co tylko zechcesz – uśmiechnął się ponownie i zaczesał do góry włosy. – A potem coś zjemy? – zapytał.
- O tak. Już jestem głodna, ale najpierw chcę się trochę schłodzić w wodzie – odpowiedziała i ruszyła do kuchni, gdzie znajdowała się jej torba podróżna.
Wygrzebała z niej strój kąpielowy – dwuczęściowe bikini w krwistoczerwonym kolorze. Przebrała się w łazience, przełożyła przez ramię ręcznik i zawołała:
- Czekam na pomoście – nie czekając na jego odpowiedź, ruszyła we wspomnianym kierunku.
Musiała chwilę ochłonąć i zastanowić się, jak potraktować ten ich wspólny weekend. Czy tylko, jako okazję do zabawy? Powinna uznać to za romantyczny gest z jego strony? Może sam nie zdawał sobie sprawy, że zabierając ją w takie piękne miejsce daje jej powody do rozbierania jego zamiarów na części pierwsze? I znowu to robiła…zaczynała mieć nadzieję i zaczynała dopowiadać sobie historie do jego, najprawdopodobniej nic nieznaczących, gestów.
Cholera, zawyła w myślach. To wszystko było zbyt skomplikowane jak na jej umysł.
Usiadła na pomoście, zwieszając nogi nad wodą. Piękno i spokój tego miejsca wpływał na nią kojąco. Słońce pieściło jej odkrytą skórę i napełniało nową energią.
Cokolwiek nim kierowało, pomyślała ponownie wracając do Pawła, była mu wdzięczna za tę chwilę spokoju. Moment wytchnienia od codzienności i złych życiowych wyborów.
Jej przemyślenia przerwało skrzypienie i ciche kroki. Odwróciła głowę i zobaczyła go. Wysokiego, postawnego i idealnie zbudowanego. Miał na sobie czarne szorty, sięgające do połowy ud. Zapatrzyła się na jego szerokie ramiona pokryte tatuażami. W dziennym świetle prezentował się równie dobrze, jak w poświacie nocnych lampek w jego sypialni.
Usiadł obok niej, a potem zaczął ją pochłaniać leniwym wzrokiem.
- Ładny strój – pochwalił i przygryzł wargę.
- Wiem – odpowiedziała i odwzajemniła uśmiech.
- Umiesz pływać? – zapytał.
- Umiem – odrzekła bez chwili wahania i to był jej błąd.
W ciągu milisekundy znalazła się w wodzie, krzycząc w niebogłosy, gdy jej nagrzana skóra weszła w kontakt z chłodną wodą jeziora.
Idiota.
Zanurzyła głowę, aby przyzwyczaić się do temperatury, panującej w wodzie. Wynurzyła się prychając i plując na wszystkie strony. Otarła twarz i odrzuciła do tyłu mokre włosy.
- A gdybym skłamała?! – krzyknęła i chlusnęła mu wodą w twarz.
- To teraz wiesz, że mi nie wolno kłamać – odkrzyknął, zachodząc się śmiechem.
Podpłynęła do niego i chwyciła go za stopę. Chciał się wyrwać, ale Sara była szybka i silna i bez trudu zdołała go wciągnąć do jeziora, a potem przytrzymując mu głowę pod wodę trochę za długo, jak na normalne wygłupy, ale to miała być dla niego nauczka.
Kiedy się wynurzył, złapał ją w pół i przyciągnął do siebie, a potem pocałował. Ogarnęło ją uczucie kompletnej beztroski i radości. Oddała mu pocałunek, całkowicie zapominając o tym, kim dla siebie są, kim być nie powinni i co będzie z nimi dalej. Byli tu i teraz, całując się w jeziorze, ukrytym wśród lasów i pól.
Nie chciała wiedzieć niczego więcej.

Paweł
Wyniósł ją na brzeg. Oplatała go ciasno nogami w pasie, przyciskając usta do jego ust, jakby była ich głodna. Ułożył ją na piasku na niewielkiej plaży, otoczonej dookoła tatarakiem. Zawisł nad nią, a potem sięgnął ręką do jej piersi. Sara zamruczała zadowolona, co poczuł w całym swoim ciele. Sięgnął ręką do supła na jej szyi i rozwiązał go jednym szybkim ruchem, żeby dobrać się do jej piersi.
Dziewczyna wypięła biodra w jego stronę, boleśnie się o niego ocierając. Wziął w usta jej sutek, ale jej całe ciało zdążyło się już ubrudzić piaskiem, więc albo będzie musiał najeść się piachu, albo…
- Opłucz się – nakazał.
- Hę? – Sara nie rejestrowała już tego, co działo się wokoło.
Kochał w niej to, jak bardzo potrafiła się zapomnieć w takich chwilach. Była namiętna i spragniona, a on widząc jak się pod nim wije, dostawał wariacji.
- Sara, wejdź do wody i spłucz z siebie piasek – powtórzył, przytrzymując jej twarz przy swojej twarzy.
Skinęła głowa, wyswobodziła się z jego ramion i wskoczyła toples do wody. On tymczasem biegiem pognał na pomost i zabrał jej ręcznik. Rozścielił go na plaży i czekał, aż jego nimfa wyłoni się z jeziora. Szła do niego powolnym krokiem, zdajać sobie sprawę, jak na niego działa. Woda z jej włosów drobnymi kroplami skapywała na jej piersi, obijając na nich promienie słońca. Zapatrzył się na nią i poczuł znajomy ucisk w piersi. Coś, czego nie umiał zatrzymać, ani nazwać.
Wyszedł jej naprzeciw. Chwycił za dłoń i poprowadził ją na skraj plaży, gdzie rozłożył dla nich duży kąpielowy ręcznik.
- Sprytne – powiedziała, zerkając ponad jego ramieniem.
- Sprytny, to moje drugie imię – odpowiedział i pocałował ją, ale tym razem bez pośpiechu.
Zrobił to z uczuciem, powoli smakując jej pełne usta. Jedną ręką gładził ją po plecach, a drugą rozwiązywał delikatne sznureczki jej dolnego bikini. Z każdą kolejną sekundą ich pocałunek zmieniał się. Stawał się mokry i pozbawiony kontroli.
Nagle poczuł jej dłoń na swoim kroczu. Jęknął głośno, czując, że nie wytrzyma długo. Sara nie miała dla niego litości i wsunęła rękę do wnętrza spodenek, dotykając go chłodnymi palcami.
- Chcesz go? – zapytał, przy jej ustach, delikatnie przygryzając jej dolną wargę.
Sara uśmiechnęła się, ale przyłączyła się do jego gry.
- Chcę – odpowiedziała, oblizując wargi.
Paweł nie mógł już dłużej czekać. Zrzucił spodenki i pociągnął ją ze sobą na ręcznik. Pocałunkami znaczył każdy fragment jej ciała. Była piękna, jak tylko piękna potrafi być kobieta. Pieścił ustami jej piersi, przygryzał sutki. Uwielbiał to robić. Sara wyginęła się niecierpliwie w stronę jego ust. Ocierała się o jego penisa, od czego dostawał pomieszania zmysłów.
Jej skóra pokryta gdzieniegdzie drobnymi piegami pachniała słońcem i podnieceniem. Paweł ledwo nad sobą panował, tak mocno jej pragnął. Wsunął dłoń między jej nogi, za co Sara nagrodziła go głośnym jęknięciem.
- Tak – stęknęła, kiedy przejechał palcem po jej wilgotnych wargach.
Jej oddech przyspieszył, a jej galopujące serce poczuł w całym swoim ciele.
- Jezu, jaka ty jesteś piękna – musiał to powiedzieć, ponieważ ta świadomość pęczniała w nim i musiał dać temu upust.
Sara nie odpowiedziała nic, ale na chwile zastygła, przypatrując się uważnie jego twarzy. Nie miał czasu ani na tyle silnej woli, żeby zastanawiać się nad jej zagadkowym spojrzeniem. Musiał ją mieć tu i teraz. Natychmiast.
Niecierpliwym gestem rozchylił jej uda. Chwycił ją za wilgotne włosy i przyciągnął ją do siebie. Wiedział, że Sara to lubiła. Lubiła, gdy był wobec niej kontrolujący i nie do końca delikatny. Wiedział to od pierwszej chwili.
Wszedł w nią, nie przestając jej całować. Sara odpłynęła już przy pierwszym pchnięciu. Była wrażliwa, jak mało która kobieta. Chciał, aby doszła jak najszybciej, ale on musiał się kontrolować, ponieważ nie mieli zabezpieczenia.
Twarz dziewczyny wykrzywił grymas rozkoszy. Jęknęła przeciągle, a jej ciałem szarpnął silny dreszcz.
Paweł pospiesznie z niej wyszedł, ponieważ nie miał już sił na samokontrolę. Wszystko było zbyt intensywne. Wysunął się z niej w ostatniej chwili. Nasienie wylądowało na jej brzuchu, co tylko dodało pikanterii całej sytuacji.
- Chryste – powiedział, ciężko dysząc. – To było…niesamowite – powiedział, nachylając się nad nią i całując ją w usta.
W głowie wirowało mu milion myśli, ale ta najbardziej dominująca powtarzała mu, że musi zrobić tak, aby to się nigdy nie skończyło.
- Tak. Było – przyznała i po raz pierwszy dotknęła go w sposób, który nie miał seksualnego kontekstu.
Przeczesała czule jego włosy. Zamknął oczy, zatapiając się w tym obcym, ale jakże przyjemnym dla niego uczuciu. Osunął się obok niej na piasku i rozkoszował się słońcem, ciepłym wiatrem i jej zapachem. Nawet nie zauważył, kiedy zasnął.
*

- Ale pięknie – powiedziała, wychodząc na zewnątrz i przystając przed chatą z kubkiem herbaty w rękach.
Roztrzepane włosy zebrała w luźny kok na czubku głowy. Miała na sobie koszulkę na ramiączkach i ciemnozielone szorty. Usiadła na wysokim progu i z zachwytem wpatrywała się w zachód słońca.
Zjedli kolację, którą dla nich przygotował własnoręcznie. Sara mu nie pomagała, ponieważ stwierdziła, że nie przyjechała tu po to, żeby stawać do garów i że woli jechać po jakiegoś gotowca, niż ruszyć choćby palcem. Mały wrzód na tyłku.
- To moja ulubiona pora dnia – poinformował, wyciągając przed siebie nogi.
Uwielbiał ten moment, gdy dzień się jeszcze nie skończył, a noc nie zdążyła nadejść. Wszystko wtedy nabierało intensywnych barw.
- Doprawdy? Romantyk? – zapytała kpiarsko.
- Jak cholera – zaśmiał się z tej insynuacji. – A tak na serio, w takim świetle wychodzą niesamowite zdjęcia. – A! Właśnie – przypomniał sobie o aparacie, który spakował do walizki.
Wszedł do domku i wygrzebał go spod ubrań. Zmienił ustawienia i wycelował obiektyw w Sarę. Dziewczyna otworzyła oczy ze zdumienia, a potem zakryła twarz rękoma.
- Ani się waż! – krzyknęła i poderwała się na równe nogi.
Paweł, niezrażony jej niechęcią do pozowania, pstrykał zdjęcie za zdjęciem, podążając za nią. Śmiał się z niej i przez to nie każde zdjęcie wychodziło wystarczająco ostre, ale kilka z nich wyszło naprawdę ciekawie.
- Odsłoń twarz – polecił, gdy dziewczyna nie miała gdzie uciec, ponieważ dotarła już na skraj pomostu.
Sara pokazała mu środkowy palec, a potem wystawiła język.
- Przestań. Nie lubię zdjęć – powiedziała, krzywiąc się.
Odsunął aparat od twarzy.
- Dlaczego? Przecież jesteś piękna – zapytał zdumiony.
Na twarzy dziewczyny pojawił się szok, a na policzkach wykwitł rumieniec. Ha!, pomyślał. Mam ją.
- Przestań – powiedziała cicho i ruszyła powrotem do domu.
- Sara! – krzyknął za nią, nie do końca wiedząc, co się przed chwilą wydarzyło.
Podbiegł do dziewczyny i chwycił ją za nadgarstek.
- Co jest? – zapytał, spoglądając jej w oczy.
- Nic. Po prostu nie chcę słuchać takich rzeczy – odwróciła twarz, ale przytrzymał palcami jej podbródek.
- Jakich rzeczy? Że jesteś piękna? – dopytywał. – Dlaczego?
- Bo nie jestem, a to, co mówisz ma związek z tym, że się pieprzymy. Po prostu na siebie działamy, co nie znaczy, że ja, albo ty jesteśmy „piękni” – powiedziała, robiąc palcami cudzysłów, przy ostatnim wyrazie.
- Co ty pierdzielisz? – był w szoku. – To, że jesteś piękna to prawda obiektywna, a nie mój orgazmowy haj. – zakomunikował tonem nieznoszącym sprzeciwu – To, że ja jestem zajebiście przystojny, to już w ogóle nie podlega żadnej dyskusji – dodał, żartując, aby rozluźnić atmosferę.
Pomogło, ponieważ Sara wybuchła gromkim śmiechem. Wiedźma.
Przyszła noc, a z nią głośny rechot żabiej orkiestry i chmary komarów. Sara przygotowana na takie ewentualności, wyciągnęła ze swojej przepastnej torby środek na owady i wysmarowała się nim obficie. Paweł poszedł w jej ślady, poświęcając szczególną uwagę swoim intymnym rejonom. Swędzenie jaj po ugryzieniu komara było horrorem, przez który nie chciał ponownie przechodzić.
- Zawsze bałam się ciemności – powiedziała Sara, zasiadając na swoim już ulubionym miejscu, czyli drewnianym progu. – Ale tutaj jest tak ładnie i spokojnie, że mogłabym tu być nawet sama – dodała, biorąc łyk czerwonego wina z kieliszka.
Paweł zarzucił na jej plecy swoją bluzę, którą dziewczyna owinęła się, jakby to był koc.
- Czego jeszcze się boisz? – zapytał ciekawy.
Ludzkie lęki definiują człowieka. Mówią o jego osobowości i charakterze.
- Latania – uśmiechnęła się krzywym uśmiechem. – Panicznie – dodała.
Piękny miała ten uśmiech, musiał jej to przyznać. Taki zadziorny i bezbronny jednocześnie.
- A! I myszy. Szczurów oczywiście też i wszystkiego, co choć trochę przypomina te gryzonie – dodała, drżąc z obrzydzenia.
- Klasyka – przyznał.
- A ty? – zapytała. – Czy szanowny pan kierownik budowy i inżynier, czegoś się boi?
W jej tonie nie było złośliwości, czy zarzutów. Drażniła się z nim, co w niej uwielbiał najbardziej. A może padło mu już na mózg i nawet, jakby wyzywała go od chujów, uznałby to za urocze? To było pytanie, nad którym będzie musiał się zastanowić, pomyślał.
- Fraglesów – przyznał niechętnie, ale skoro byli ze sobą tak szczerzy, nie mógł tego przed nią ukrywać.
- Czego? – zapytała, krzywiąc się z rozbawieniem.
- Fraglesów – powtórzył, wzdychając ciężko.
Wiedział, że ludzie różnie reagują na tę informację. To znaczy, spodziewał się różnych reakcji, gdyby to komuś wyznał, bo to był jego pierwszy raz.
- Nie rozumiem.  Co to są fraglesy? – wyglądała na szczerze zdumioną, co z kolei zdumiało jego.
- Takie stwory. Mupety. Bajka – wywrócił oczami.
Sara patrzyła na niego, jakby jej wyznał, że jest hermafrodytą. W jej głowie ruszyły trybiki, co zauważył po jej spojrzeniu. Po sekundzie krzyknęła:
- A! Wiem. Takie kukiełki? – zapytała, a on przytaknął skinieniem głowy, czując jak przebiega mu przez plecy dreszcz przerażenia na wspomnienie tych okropnych ryjów. – Boisz się ich? – parsknęła.
- To nie jest śmieszne – zaperzył się.
Sara roześmiała się tak głośno, że echo tego głosu wystraszyło nocne ptaki z ich gniazd w sitowiu.
- Dlaczego? – zdołała wydusić.
Skoro powiedział A, musiał i powiedzieć B.
- Jak byłem dzieckiem przyśniło mi się, że mnie uwięziły pod podłogą – zacisnął mocno oczy, aby nie powracać do tych traumatycznych wspomnień.
Sara zaszła się ze śmiechu. Sturlała się na drewniany podest i chwyciła rękoma za brzuch.
- Wiedźma – powiedział. – Już nigdy niczego się ode mnie nie dowiesz – zagroził, po czym nie mogąc się powstrzymać roześmiał się w głos.

Ta chwila to był jeden z najlepszych momentów jego życia, stwierdził potem, leżąc w łóżku obok śpiącej Sary. Wtedy także zdał sobie sprawę, że właśnie za tym od zawsze tęsknił.

6 komentarzy:

  1. Oooo <3 Jakie to słodkie ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. postarała się nasza p. Agatka, nie zostawiła nas sierotami ;))) i na dodatek rozdział sie konczy na Pawle ... Teraz trzeba mieć nadzieję, że krakusy jej nie porwą i wroci !!! w sumie w drodze mogłaby cos "naskrobac" i z przytupem zakonczyć miesiąc ;)))
    pozdrowienia !!
    emka
    ps. jeden z moich ostatnich robaków usznych
    https://www.youtube.com/watch?v=LRP8d7hhpoQ

    OdpowiedzUsuń