piątek, 11 listopada 2016

"Noc Kupały" Rozdział 18

                                                                     +18


Sara
Sięgnęła po smyczek i dotknęła nim strun. Posłała Pawłowi ostatnie spojrzenie, zamknęła oczy i zaczęła grać. Siedzieli na podeście przed chatą, a dźwięk skrzypiec niósł się po jeziorze, jak nocny ptak, który w locie muska skrzydłami jego taflę.
Gdy skończyła, odłożyła skrzypce do futerału i odważyła się popatrzeć na Pawła, który miał dziwny wyraz twarzy.
- Dobrze się czujesz? – zapytała pół żartem.
- To było piękne, Sara – odezwał się zachrypniętym głosem. – Co to było?
- Dzięki, Mozart – poczuła, jak palą ją policzki.
Nie bardzo wiedziała, dlaczego jego komplementy wprawiały ją w takie zakłopotanie. Gdy mówił jej, że jest piękna, albo tak, jak teraz, że podobała mu się jej gra – czuła dziwny dyskomfort. Łaknęła jego aprobaty i zachwytów, ale jednocześnie bała się, że w którymś momencie go zawiedzie. Że przestanie na nią patrzeć z podziwem, a zacznie czuć rozczarowanie. Nie miała pojęcia, skąd u niej tego typu pomysły, ale nie potrafiła nad nimi zapanować.

Cały czas miała wrażenie, że nie jest dla niego wystarczająco…idealna.
Nie wiedziała, co ją opętało, gdy zgodziła się na ten ich dziwny związek. Oczywiście, że tego chciała, ale ten wewnętrzny dyskomfort mówił jej, że to się nigdy nie uda.
Widziała, jak Paweł się ucieszył z jej zgody, co tylko bardziej ją zdumiało. Nie sądziła, że tak bardzo mu na tym zależało.
Paweł przyciągnął ją do siebie i nakazał gestem, aby usiadła pomiędzy jego nogami. Objął ją ramionami od tyłu i przytulił głowę do jej szyi. W takich chwilach udawało jej się na moment uciszyć swoje rozterki i obiekcje i poddawała się temu cudownemu uczuciu. Mogła zamknąć oczy i wierzyć, że jest kochana. Tak naprawdę i szczerze.
W tle grały świerszcze i rechotały żaby, dopełniając tę idylliczną scenerię.
- Myślisz, że Kamila się zdziwi? – zapytała, przerywając ten koncert natury.
- Chciała, żebyśmy się dogadali – powiedział ze śmiechem. – To właśnie robimy – pocałował ją w szyję.
Od razu poczuła znajome ciepło w okolicy podbrzusza. Jak on to robił? Zastanawiała się. Wystarczyło jedno słowo, jeden niewinny pocałunek, albo specyficzny ton głosu i dostawała wariacji.
Odchyliła szyję, żeby zrobić mu lepszy dostęp. Paweł nie dał jej długo czekać, tylko bardzo powoli i bardzo zmysłowo znaczył jej kark i szyję pocałunkami. Była już totalnie gotowa na coś więcej. Sądząc z tego, co wbijało się jej w plecach, Paweł także był na to gotowy.
Odwróciła do niego głowę, a on natychmiast zaczął ją całować. Zachłannie i ostro. Przytrzymał jej głowę w miejscu i próbował ją pożreć. Nie była mu dłużna. Byli ze sobą idealnie zsynchronizowani w tym całym szaleństwie.
Sięgnęła ręką do jego krocza i zdecydowanie chwyciła za jego erekcję. Paweł stęknął głośno, na chwilę przerywając pocałunek. Sara zapragnęła go dotknąć i poczuć w dłoni.  Rozpięła guziki, a potem wsunęła dłoń pod jego bieliznę. Odgłosy, jakie wydawał z siebie Paweł były tak seksowne, że wystarczyło jej to za jakąkolwiek grę wstępną.
Pchnęła go do tyłu, aż musiał oprzeć się rękoma o próg, żeby złapać równowagę. Popatrzył na nią na w pół przymkniętymi i zamglonymi oczami. Oddychał szybko i zdał się całkowicie na jej łaskę. Spoglądał na nią prowokacyjnie i czekał na jej kolejny ruch.
Sara nie chciała tracić czasu. Zsunęła jego spodnie nisko, a potem jednym szybkim i dość agresywnym ruchem zdarła z niego koszulkę. Paweł w ogóle się nie opierał i wyglądał, jakby był gotów przyjąć wszystko, co dla niego wymyśliła.
Wspięła się na niego i zaczęła mokrymi pocałunkami znaczyć jego klatkę piersiową, a potem zaczęła schodzić coraz niżej, aż zatrzymała się na brzuchu, któremu poświęciła dłużą chwilę. Z każdym centymetrem, który zbliżał ją do celu tej wilgotnej podróży, oddech Pawła przyspieszał. W pewnym momencie poczuła jego palce we włosach, ale nie próbował ją w ten sposób kierować, czy narzucać jej rytm. Po prostu dawał upust swoim fantazjom.
Zsunęła jego spodnie, w czym jej ochoczo pomógł, podnosząc biodra do góry. Paweł ukazał jej się w całej glorii i chwale. Uśmiechnęła się na ten widok, ponieważ nie mogła się doczekać aż go posmakuje. Tak, jak nigdy nie przepadała za dawaniem seksu oralnego (przed Pawłem nigdy też go nie otrzymała) tak w tej chwili nie mogła się doczekać, aż odwdzięczy się Pawłowi za to, co jej zafundował u siebie w domu.
- Wiesz, że nie musisz tego robić – powiedział zachrypniętym i zmienionym głosem.
Sara uśmiechnęła się i odpowiedziała:
- Niech stracę.
Kiedy tylko dotknęła go delikatnie językiem, zlizując pierwszą wilgoć, Paweł jęknął głośno. To był najbardziej erotyczny dźwięk, jaki dane jej było usłyszeć z ust mężczyzny. Kochała to, dlatego nie przestawała go lizać. Objęła go ustami w całości, a wtedy znowu poczuła jego dłonie, którymi zebrał jej rozpuszczone włosy i przytrzymał je w górze. Chciał ją obserwować.
To było tak seksowne, że miała ochotę sama się dotykać, nie mogąc znaleźć ujścia dla tego, co działo się w jej ciele. Uchwyt na jej włosach z każdym liźnięciem stawał się mocniejszy, a to z kolei potęgowało jej podniecenie. Każde szarpnięcie, a potem delikatne głaskanie po włosach doprowadzało ją do szaleństwa.
Nigdy nie sądziła, że zaspokajanie faceta w ten sposób przyprawi ją prawie o własny samozapłon. Uwielbiała spoglądać na Pawła. Uwielbiała to, jak z trudem próbuje skupiać na niej spojrzenie, gdy rozkosz odbiera mu zdolność decydowania o swoich ruchach i gestach. To było bardzo seksowne i na swój sposób piękne.
W pewnym momencie, ku jej rozczarowaniu, Paweł pociągnął ją za rękę i wręcz położył na sobie, a potem zaatakował soczystym pocałunkiem. Jednocześnie, szybkimi i trochę desperackimi ruchami ściągał z niej spodenki, koszulkę i bieliznę.
- Kurwa – syknął, gdy Sara zaczęła się o niego ocierać, szukając ulgi.
- Masz gumkę? – zapytała pospiesznie, czując, że nie wytrzyma już dłużej.
Paweł zastygł na chwilę w miejscu, ale ocknął się po sekundzie i sięgnął ręką po odrzucone na bok spodnie. Wyciągnął z nich portfel, a z niego prezerwatywę.
Nałożył ją tak szybko, że Sara nie zarejestrowała tego momentu. Jedyne, co ją interesowało, to możliwość szybkiego spełnienia.
Usiadła na penisie, nadziewając się na niego bardzo powoli. Oboje jęknęli z rozkoszy w tym samym czasie.
Paweł przyciągnął jej twarz do kolejnego pocałunku, ale to utrudniło jej ruchy, gdyż to ona była na górze. Oderwała się od jego ust i szybkimi, gwałtownymi ruchami doprowadzała ich do orgazmu. Paweł chwycił ją za piersi i na przemian gładził je, ściskał mocno. Nie trwało to długo, a doszła mocno i gwałtownie, a przez jej ciało przebiegł silny dreszcz, nad którym nie potrafiła zapanować. Orgazm pozbawił ją sił i postrzegania rzeczywistości, dlatego nie widziała, kiedy skończył Paweł. Pamiętała jedynie, jak ją obejmuje i przytula do siebie, a potem mówi:
- To było idealne. Razem jesteśmy idealni.
Zamknęła oczy i chyba musiała przysnąć, bo gdy ponownie je otworzyła była już w łóżku, przykryta po samą brodę.
Paweł wpatrywał się w nią w ciemnościach, a gdy zauważył, że otworzyła oczy, uśmiechnął się leniwie. Był taki przystojny, że to powinno być karane wysoką grzywną, którą należałoby przeznaczyć dla tych mniej urodziwych facetów, jako zadośćuczynienie za ich niedolę.
- Wiesz, że takie wpatrywanie się w ludzi podczas ich snu jest powszechnie uznawane za oznakę psycholstwa? – odezwała się zachrypniętym od snu głosem.
- Doprawdy? A przez kogo? I nie ma takiego słowa, jak „psycholstwo” – powiedział z tym swoim rozbrajającym uśmiechem.
- Jest. Ja je właśnie wymyśliłam – powiedziała, przewracając się na plecy. – Która jest godzina i dlaczego nie śpisz? – zapytała.
Wzruszył ramionami i sięgnął po telefon, żeby jej na wyświetlaczu pokazać godzinę. Była dokładnie druga dwadzieścia czasu lokalnego.
Wymacała swój telefon na stoliku obok łóżka, żeby sprawdzić, czy nie ma nieodebranych połączeń, albo SMS-ów. Tak bardzo zapomniała się podczas tego ich mini urlopu, że zapomniała o świecie, który czeka na nią na zewnątrz tej ich rozkosznej bańki.
Oprócz nieodebranego połączenia od Kamili, miała wiadomość od Olka.
Jest akcja na mieście. Tak sobie pomyślałem, że mogłabyś wziąć swoją kominiarkę i bejsbola i wspomóc chłopaków :D
Sara zaśmiała się w głos. Głupek, pomyślała natychmiast. Lubiła tego chłopaka, ponieważ potrafił ją rozbawić i w jego towarzystwie czuła się swobodnie.
Istnieją tacy ludzie, którzy są mili, generalnie niczym ci nie wadzą, a jednak po kontakcie z nimi czujesz zmęczenie, albo znudzenie. Instynktownie unikasz ich, nie zdając sobie nawet sprawy z negatywnego wpływu, jaki na tobie wywierają. To twoja podświadomość cię przed nimi chroni, dlatego często na zaproszenie od takiej osoby reagujesz szybkim unikiem, wymyślając na poczekaniu wiarygodną wymówkę. Potem wyrzucasz sobie takie postępowanie, ale w konsekwencji jesteś zadowolony, że nie doszło do wspólnych planów.
Są też i tacy ludzie, z którymi znajomość przychodzi lekko i bez wysiłku. Na ich widok rozpromieniasz się, a pomysł spędzenia z nimi czasu wydaje ci się spełnieniem marzeń.
Olek należał do tej drugiej kategorii osób. Nie myślała o nim, jak o potencjalnym partnerze…wszystkie te mrzonki zarezerwowała dla kolesia, który leżał obok niej.  Obdarzyła go jednak olbrzymią sympatią i wierzyła, że mogliby zostać przyjaciółmi.
- Co cię tak bawi? – usłyszała Pawła, który patrzył na nią z oczekiwaniem.
- Nic takiego. To tylko Olek – powiedziała, dobrze zdając sobie sprawę z tego, co robi.
Ona na myśl o jego tajemniczej niespełnionej miłości dostawała apopleksji, więc niech i on ma trochę za swoje. Oczywiście, Paweł nigdy o niej nie wspomniał, a to napędzało w niej jeszcze większą zazdrość. Mężczyźni, którzy słowem nie wspominają o kobietach, które kiedyś kochali, to mężczyźni, którzy wciąż te kobiety kochają.
Miała niemal stuprocentową pewność, że gdyby ten duch z jego przeszłości zmaterializował się teraz przed ich oczami, Paweł bez wahania poszedłby za nim. Nie obejrzałby się za nią nawet raz, ponieważ tak właśnie to działa.
Ona była jego przygodą i chociaż wierzyła mu, że nie traktuje jej jak zabawki, to na pewno nie dowierzała jego instynktowi. Nie dowierzała jego naturze. Czuła się jak postać z bajki „Mała syrenka”. Była wobec tej sytuacji niema i bezwolna. Odkryła się przed nim i jednocześnie naraziła się na zranienie. Gdyby wiedziała, że to wszystko jest prawdziwe, to oddałaby mu wszystko, co ma. Niestety, jej książe jest z nią tylko na chwilę. Do czasu, aż spotka kogoś, kto dorówna jego idealnemu duchowi. Tym kimś na pewno nie była ona.
- Co chciał? – zapytał, jakby od niechcenia, ale usłyszała, jak zmienił mu się głos.
- Nic – odrzekła obojętnie.
Na chwilę zapanowała między nimi cisza. Sara postanowiła nie odpisywać Olkowi w środku nocy, dlatego odłożyła telefon na stolik i okryła się szczelnie kołdrą. Wiatr, wpadający przez uchylone okno wychłodził pokój, w którym spali.
- Nie wiem, czy wiesz, ale nie możesz od dziś otrzymywać SMS-ów od obcych kolesi – zakomunikował zdecydowanie.
Sara uśmiechnęła się pod przykryciem na ten kategoryczny ton i idiotyczną treść, jaką niosła ze sobą ta wypowiedź.
- Tak? A to spoko, bo Olek nie jest obcy. Poznałam go już przecież – powiedziała, próbując powstrzymać głośne parsknięcie.
Usłyszała szelest, odrzucanej na bok kołdry, a potem jego ramię opasające ją ciasno w pasie.
- Sara, ja mówię poważnie. Jesteśmy razem i nie chcę, żebyś po nocach wymieniała się SMS-ami z innymi facetami – powiedział przy jej szyi.
- A w dzień mogę? – kontynuowała tę swoją zabawną grę.
Paweł zawarczał przy jej uchu.
- Nie. Ani w dzień, ani w nocy, ani nigdy – powiedział, jakby mówił zupełnie poważnie.
Sara pozwoliła sobie na chichot, którego nie mogła już dłużej w sobie trzymać.
- To mój kolega. Nie zamierzam zrywać z nim kontaktu, bo ty tak chcesz – powiedziała z przekorą.
Paweł podniósł się na łokciu i spojrzała nią poważnie.
- Jaki kolega? Przecież ledwie go znasz? Myślisz, że on chce się tylko z tobą przyjaźnić? Jesteś bystrą dziewczyną, domyśl się, po co do ciebie wypisuje po nocach – rzucił, a w jego głosie zabrzmiała autentyczna złość.
Zaskoczyło ją to, ponieważ do tej pory była przekonana, że się wygłupiają, nawet jeśli Paweł rzeczywiści jest trochę zazdrosny.
Materac zatańczył pod jego szybkimi i gwałtownymi ruchami i nagle znieruchomiał, gdy Paweł wyskoczył z łóżka. Leżała chwilę zastanawiając się, co się właściwie wydarzyło. Nie zamierzała ulegać jego prośbom, czy zaborczym nakazom. Olek to jej kolega i tak pozostanie, czy Paweł tego chce, czy nie.
Wstała nabuzowana, okręciła się leżącym obok kocem i wyszła za nim. Nie było go w chacie, więc wyszła na zewnątrz, nie zwracając uwagi na to, że jest bosa.

Paweł
Usiadł na podeście i zwiesił nogi nad wodą. Na tafli delikatnie falował sierp księżyca.
Wziął kilka głębszych oddechów, żeby się uspokoić. Wszystko zaczynało wymykać mu się z rąk. Spojrzał na swoje dłonie, jakby to stwierdzenie miało znaleźć materialne odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Ze wszystkich kobiet na świecie musiało paść akurat na to niepokorne i wredne stworzenie, jakim była Sara. Mimo zdenerwowania, uśmiechnął się pod nosem. Może to była kara za jego rozwiązłość? A może właśnie nagroda? Zdecydowanie to drugie, pomyślała wracając myślami do ich ostatniego seksu. Nigdy w życiu nie miał takiej kochanki i chyba nigdy nie będzie miał. Była idealna. Sara była idealna pod każdym względem i postanowił, że nie pozwoli jej odejść. Nigdy.
Oczywiście nie zamierzał jej tego komunikować w tak kategoryczny sposób, bo gotowa była go udusić na śnie, ale tak właśnie będzie. Sara było jego i nie pozwoli, aby ktoś mu ją zabrał, a już na pewno nie jakiś gówniarz.
Poczuł kolejną falę zazdrości na wspomnienie tego wypłosza. To ten rodzaj faceta, którym Paweł gardził najbardziej – PRZYJACIEL.
Prychnął pogardliwie na to określenie. To podstępny osobnik, który tylko czeka na małe potknięcie, żeby wyciągnąć swoją pomocną dłoń w stronę wkurwionej na swojego faceta dziewczyny. Jebany pocieszyciel i ramię do wypłakania się.
Jeśli chce, to on mu da powody do płaczu, ale jego własnego. Zacisnął mocno ręce w pięści.
Wiedział, że Sara to dziewczyna, której nie da się wcisnąć byle gówna, ale nawet i ona nie jest do końca odporna na tego typu kolesi. W dodatku to chyba jej typ faceta…zaklął pod nosem, przypominając sobie gębę Olka.
Chłodny wiatr przeczesał jego włosy, studząc jego myśli i mordercze zapędy. Usłyszał kroki na pomoście. Nie mógł się powstrzymać i odwrócił się. Z zachwytu zaniemówił i kompletnie zapomniał, dlaczego był taki wściekły.
Sara zbliżała się do niego, stawiając bosymi stopami ostrożne kroki. Przytrzymywała na piersi koc, którym się okryła. Jej włosy spadały kaskadami na ramiona. Boże, jaka była piękna. Jak najpiękniejsza nocna zjawa.
Usiadła przy nim, szczelniej opatulając się kocem, pod którym była zupełnie naga.

Ucieszyło go, że przyszła do niego, chociaż spodziewał się, że zignoruje jego wybuch, nie biorąc go na poważnie. Miał wrażenie, że ona niczego między nimi nie brała na poważnie, a to wielki błąd, ponieważ on traktował to śmiertelnie poważnie.
- Jesteś zły? – zapytała ostrożnie, ale nie bojaźliwie.
Nigdy nie okazywała przy nim strachu.
- Nie jestem zły. Jestem zazdrosny – przyznał bez krzty wstydu, czy zażenowania.
Sara przygryzła mocno wargę, a potem otworzyła usta, jakby chciała mu coś wyznać, ale zrezygnowała.
- Nie masz, o co – oświadczyła i wręczyła mu telefon z otwartą wiadomością.
Paweł zaskoczony przyjął od niej telefon, ale nie odczytał SMS-a. Oddał jej aparat, nawet nie spoglądając na wyświetlacz.
Nie tędy droga. Nawet, jeśli nie był wcześniej w poważnym związku, to niektóre ogólne aspekty związków były dla niego oczywiste. To, że on miał problem nie oznaczało, że przestał jej ufać, albo, że zacznie naruszać jej prywatność. Nie, zdecydowanie to nie jest droga, która chciałby podążać w ich świeżej relacji.
- Wiem, ale to tak nie działa – uśmiechnął się i splótł ich palce razem. –To jest dla mnie zajebiście nowe, ale…ja traktuję to poważnie – dodał. – Jeśli i ty zaczniesz tak to spostrzegać, to ta zazdrość nie będzie aż tak dotkliwa – powiedział.
Sara musi zrozumieć, że dla niego to nie wygłupy, czy wakacyjny romans. Jeśli mu uwierzy i zaangażuje się w to całą sobą, to nie będzie miał powodów do strachu, że ktoś mu ją odbierze. Jeśli nadal będzie od niego uciekała i przygotowywała się do rozstania, to nigdy im nie wyjdzie.
- Co oznacza ten tatuaż? – wskazała palcem na jego przedramię.
Był to jeden z pierwszych tatuaży, który zrobił sobie w wieku osiemnastu lat. Tatuaż przedstawiał kobietę tańczącą w płomieniach. Zobaczył coś takiego w Internecie, ale tatuażysta bardzo go zmodyfikował, aby jego dzieło nie przypominało pierwowzoru. Tatuaż nie symbolizował niczego istotnego. Po prostu bardzo mu się spodobał. Chyba większość ludzi robi sobie tatuaże, dlatego, że są wyrazem zamiłowania do pewnego rodzaju sztuki, a nie dlatego, że w ich życiu nastąpił przełom, chociaż i tak bywa.
- W zasadzie to nic konkretnego – uśmiechnął się. – Po prostu wpadł mi w oko.
Sara uśmiechnęła się w odpowiedzi jednym z tych swoich zawadiackich uśmiechów, od których zaczynał być uzależniony.
- A ten? – wskazała twarz kobiety na piersi, stworzonej z drobnych puzzli.
Wybierała te, na których były kobiety. Ciekawe, pomyślał.
- Ten wykonałem w zeszłym roku i był wynikiem fascynacji pewną fotografią. Byłem na wystawie fotografii amatorskiej, na której wystawiałem też swoje prace – powiedział, zdradzając jej jeden ze swoich sekretów. – Było tam jedno zdjęcie, które przykuło moją uwagę. Twarz młodej kobiety. Dodałem do tego puzzle i wyszło to naprawdę ciekawie – przyznał.
Była naprawdę zadowolony z końcowego efektu, ale to przede wszystkim zasługa genialnego artysty, z którego usług korzystał niemal przy każdym tatuażu.
- Musiała być naprawdę piękna – powiedziała cicho, delikatnie muskając kontury kobiecej twarzy na jego piersi.
Jej dotyk działał na niego, jak narkotyk. Chciał więcej i więcej.
- Była. Ale to nie jej piękno mnie przyciągnęło. Tylko wyraz jej oczu – powiedział cicho i przytrzymał jej dłoń na swojej piersi. – Jej oczy mówiły, że zna tajemnicę, której wszyscy pragną – dodał i ucałował opuszki jej palców.
- Jakie romantyczne – powiedziała, patrząc mu głęboko w oczy.
- Cały ja – odpowiedział ściszonym głosem.
- A wiec twoje zdjęcia były na wystawie? – zapytała, uśmiechając się pod nosem.- Naprawdę jesteś w tym taki dobry?
Wzruszył ramionami i odpowiedział uśmiechem.
- Nie wiem, czy jestem dobry. Ale zakwalifikowali je do pokazania je ludziom – odpowiedział z zadziwiającą skromnością.
- Pokażesz mi jakieś? – zapytała i wyglądała na szczerze zainteresowaną.
- Pokażę – obiecał.
Zapadła między nimi przytulna cisza. Spokojna i miękka.
Nagle Sara wstała na równe nogi i zrzuciła z ramion koc. Przyglądał się temu, jak zahipnotyzowany. Była naga i skąpana w blasku księżyca. Wyglądała jak istota nie z tego świata. Jak najpiękniejsza nocna zjawa.
Chciał jej powiedzieć, gdy rozmawiali o zdjęciu, że gdyby zobaczył na wystawię jej twarz, to wytatuowałby ją sobie na całym ciele, żeby móc ją codziennie oglądać i czuć na sobie. Nie powiedział tego, ponieważ bał się jej reakcji. Bał się tego, że zrozumie to opacznie, albo przestraszy się tak, jak wtedy, gdy robił jej zdjęcia.
Nim zdołała wykonać jakikolwiek gest, czy wypowiedzieć jedno słowo, dziewczyna wzięła rozbieg i wskoczyła do jeziora. Głośny plusk zmieszał się z jej krzykiem.
Paweł całkowicie oszołomiony wstał z pomostu i patrzył, jak Sara wynurza się z wody, rozchlapując dookoła krople, które na jej skórze wyglądały, jak żywe srebro.
Podpłynęła pod pomost i oparła się ramionami na jego krańcu.
- Pływałeś kiedyś w jeziorze nocą i w dodatku nago? – zapytała z uwodzicielskim uśmiechem.
- Nie – powiedział i zsunął z bioder spodenki.
- Jestem za tym, żeby wszystkiego spróbować – zakomunikowała i odbiła się od pomostu i odpłynęła trochę.
- Wszystkiego? – zapytał zaintrygowany.
W odpowiedzi zaśmiała się perliście, a potem zanurzyła w całości pod wodą. Wypłynęła po chwili i zerknęła z rozbawieniem na jego krocze.
- Zimno ci? – zapytała z kpiną.
Oczywiście, że się skurczył. Przecież wiał chłodny wiatr, a perspektywa wskoczenia do zimnej wody nie nastrajała podniecająco, ale to nie powód żeby z niego drwić.
Wziął rozbieg, chwycił nogi pod kolanami i wskoczył do jeziora, robiąc przy tym dużo hałasu.
- Aaaaaa jaka zimna!!! – wrzasnął, wynurzając się z wody.
Sara śmiała się w niebogłosy. Powoli podpłynęła do niego i objęła go za szyję.
- Mogłaś mnie ostrzec – powiedział z pretensją i przytulił ją do siebie.
- Po co? Tak było zabawniej – powiedziała z powstrzymywanym uśmiechem.
- Wiedźma – skwitował i pocałował ją.

Całowali się długo, powoli i namiętnie, jakby robili to po raz pierwszy. To był najbardziej romantyczny moment w jego życiu. Jezioro, księżyc i dziewczyna, która wywróciła jego świat do góry nogami.

3 komentarze:

  1. Jak Ty potrafisz rozjaśnić nawet najbardziej pochmurny dzień ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś tak mi przyszło do głowy: rośnij, rośnij, mój malutki, baloniku okrąglutki xD
    Rozdział miodzio, następny proszę :P

    OdpowiedzUsuń
  3. no nie moge zaprzeczyc że te sceny erotyczne nie działaja na mnie:):):)-boski kawałek:) tak mi błogo i miękko na serduchu-och rozmarzyłam się

    OdpowiedzUsuń