czwartek, 24 listopada 2016

"Noc Kupały" Rozdział 20


Paweł
- Hej, zaczekaj – zawołał za siostrą, gdy ta próbowała po późnym obiedzie skryć się w swoim pokoju.
Kamila zatrzymała się z ręką na klamce.
- Co jest? – zapytała.
- Muszę z tobą pogadać – powiedział przyciszonym głosem.
Z kuchni dobiegło ich wołanie mamy.
- Pawełku, chcesz kawy?
- Tak, poproszę. Zaraz przyjdę – odpowiedział i wepchnął siostrę do jej pokoju.
Kamila omal się nie potknęła, zahaczając o kraniec dywanu. Zaklęła pod nosem i popatrzyła na niego spode łba.
- Co robisz, głupku? – wyszarpnęła ramię z jego uścisku.
Paweł nie miał za wiele czasu, ale musiał pogadać o Sarze. Coś się stało, a on nie miał pojęcia co. Czy zrobił nieświadomie coś, co ją zdenerwowało? Skąd miał wiedzieć, skoro dziewczyna od trzech dni się do niego nie odzywała.
Był u niej w pracy, ale nie zastał jej tam. Nie było jej też w domu, chociaż co do tego nie miał pewności, ponieważ otworzyła mu Aśka. Była miła, ale w jej wzroku nie było już tego ślepego uwielbienia, gdy na niego patrzyła. Podejrzewał, że Sara wysłała ją do drzwi, aby go spławiła.

Tęsknił za nią, jak wariat, a gdy nie pojawiła się w barze na spotkaniu z jego znajomymi, poczuł okropny zawód. W pierwszej chwili pomyślał, że przestraszyła się, że nie jest jeszcze gotowa na oficjalne wyjście z cienia, w którym poniekąd sama ich zamknęła, ale gdy przestała odpowiadać na jego wiadomości, nie odbierała telefonu i po prostu go unikała, zrozumiał, że coś musiało się wydarzyć. Problem polegał na tym, że nie miał zielonego pojęcia, co.
Poruszał się po omacku, jak ślepiec.
- Co się dzieje z Sarą? – zapytał, opierając się plecami o drzwi.
Kamila otworzyła usta, a potem je zamknęła.
- Myślałam, że ty mi powiesz – powiedziała cicho. – Nie odzywa się do mnie od kilku dni. Napisała jedynie, że jest zajęta na praktykach. Nic więcej.
Paweł westchnął zawiedziony. Myślał, że dowie się czegoś od Kamili, ale najwidoczniej Sara postanowiła robić uniki przed wszystkimi.
- Posłuchaj Paweł. To moja najlepsza przyjaciółka i ja nie chcę, żeby wasz romans w jakikolwiek sposób na to wpłynął – oświadczyła, zakładając ręce na piersi. – Pomagałam ci w relacji z nią, ale na tym koniec. Nie chcę być między młotem, a kowadłem.
- Ale o czym ty mówisz?  Przecież ja nic nie zrobiłem – oburzył się. – I dla twojej wiadomości to nie romans. To…coś więcej – dodał z wahaniem.
Nie potrafił gadać o takich sprawach, a już tym bardziej ze swoją młodszą siostrą.
- I co niby? Zakochałeś się? – zapytała prowokacyjnie i z niedowierzaniem.
Paweł wpatrywał długo się w Kamilę. Czy był w Sarze zakochany?
- Oczywiście, że jestem w niej zakochany – powiedział z całą pewnością.
Kamila otworzyła szeroko usta. Spuściła ręce wzdłuż tułowia, a potem uśmiechnęła się, ukazując całe swoje uzębienie.
- No proszę, co się porobiło – powiedziała, trącając go dłonią w ramię.
Paweł także się uśmiechnął, chociaż nie było mu do śmiechu. Wciąż nie wiedział, co począć ze swoją wiedźmą.
- Czyli nic nie wiesz? – upewnił się.
- Nie – pokręciła głową. – Przyszliśmy wtedy we czwórkę do baru. Widać było, że denerwuje się spotkaniem, ale jednocześnie wyglądała na zadowoloną. Odstawiła się, jak na największą imprezę…wyglądała, jak milion dolarów – dodała, jako dygresję. – Byliśmy już w środku, gdy się na sekundę rozdzieliliśmy. Poszłam z Marcinem po coś do picia, a ona zniknęła gdzieś w tłumie z…Olkiem – zerknęła na niego pospiesznie.
Paweł zacisnął mocno szczęki.
- Ale między nimi nic nie ma – zastrzegła szybko. – Wygłupiają się razem i tyle. Sara nie jest taka. – dodała, jakby to miało wszystko wyjaśnić. – Potem – kontynuowała - nagle wyszła. Powiedziała, że źle się czuje i zaraz wróci. Nie wróciła – zakończyła smutno.
Jego niepokój tylko się wzmógł. Serce szalało w klatce piersiowej, jakby miało za chwilę wyskoczyć na zewnątrz.
Otworzył drzwi i wyszedł na korytarz.
- Dowiem się, co się stało, choćbym musiał czatować pod jej blokiem dzień i noc – poinformował siostrę. – Nie dam jej uciec – dodał sam do siebie.
Przeprosił mamę, że jednak nie zostanie na kawę. Dał jej całusa w policzek i wyszedł z mieszkania. Wsiadł do auta i z piskiem opon wyjechał z parkingu. Dotarcie pod blok Sary zajęło mu tylko dziesięć minut. Wyłączył silnik i czekał.
Zapadł zmrok. W jej pokoju nie paliło się światło, co oznaczało, że nie było jej w domu. Kiedyś będzie musiała wrócić, a wtedy ją zgarnie do samochodu i wyciągnie z niej informacje.
Czuł się totalnie zagubiony. Nie wiedział, jak się zachować i co myśleć. Czy w tym wszystkim maczał paluchy ten Olek? Jeśli tak, to poprzysiągł sobie, że się z nim policzy. Nie zamierzał tak po prostu usuwać się w cień i pozwolić, żeby odebrał mu Sarę.
Strach chwycił go mocno za serce. Nie mógł nawet o tym myśleć. Nie odda jej nikomu. Była jego. Zacisnął mocno palce na skórzanej kierownicy, aż pobielały mu kostki.
Odrzucił do tyłu głowę, próbując odsunąć od siebie wszystkie te dołujące myśli, ale to było niemożliwe.
Wrócił wspomnieniami do spotkania z przyjaciółmi i wtedy to pojął. Lena. Sara zobaczyła go z Leną. Nie, od razu odrzucił ten pomysł. Przecież ich widziała. Tylko rozmawiali, a przy Lenie cały czas był Kuba. No, może nie przez cały czas, ale przez większość czasu. Zresztą, co to w ogóle miało za znaczenie. Przecież tylko rozmawiali i to w tłumie innych ludzi. Paweł na dobre stracił zainteresowanie Leną, gdy poznał Sarę.
Jego myśli zaczęły się plątać. Wtedy kątem oka zarejestrował ruch. Niewysoka postać zbliżała się niespiesznie do głównego wejścia klatki schodowej. Paweł natychmiast wyszedł z auta, żeby mieć czas na reakcję, gdyby tą osobą okazała się jego wiedźma.
Dziewczyna o wzroście i posturze Sary przystanęła na chwilę przy drzwiach, żeby poszukać czegoś w torebce. Paweł już miał z powrotem skryć się w aucie, ponieważ to nie mogła być Sara. Dziewczyna miała krótko ścięte włosy.
Wtedy dziewczyna odwróciła się nagle w jego stronę.
Paweł zastygł w miejscu, zaskoczony. To była ona. Sara. Ścięła włosy i dlatego nie rozpoznał jej natychmiast.
Zamknął drzwi i wciąż w lekkim zdziwieniu, wywołanym jej nową fryzurą, ruszył w jej kierunku. Sara, jak spłoszone zwierzę, zaczęła z większym zdenerwowaniem przetrzepywać torebkę. Wyglądało to tak, jakby szukała w niej jakiejś broni przeciwko niemu. Strasznie go to zabolało.
- Co się dzieje? – rzucił, czując jak wzbiera w nim złość.
Złość na to, jak go potraktowała i jak na niego reaguje. Przecież byli ze sobą szczerzy i oboje zgodzili się na ten związek.
- Co ma się dziać? – jej przestraszony i niepewny głos doprowadził go prawie do furii.
- Przestań. Przestań się tak zachowywać – powiedział ostrym tonem. – Co się stało, że nie chcesz ze mną rozmawiać i nie chcesz się ze mną widywać? Chyba zasługuję na jakieś wyjaśnienie?
Na jej twarzy pojawił się ten dobrze mu znany gniew, ale po chwili ustąpił obojętności.
- Musimy pogadać – powiedziała, odrzucając długą grzywkę, która spadała jej na oczy.
Paweł był tak wzburzony, że nie próbował nawet analizować jej wyglądu w nowej fryzurze. Podświadomie stwierdzał, że wygląda ładnie, ale to tyle jeśli chodziło o to, co jest na zewnątrz. Chciał się przede wszystkim dowiedzieć, co się dzieje w jej wnętrzu.
- Wiem – odpowiedział i chwycił ją za rękę.
Zaskoczona, nie próbowała się wyrywać. Zaprowadził ją do auta i praktycznie wepchnął ją do niego. Próbowała coś tam protestować, ale zignorował to. Zablokował drzwi i ruszył przed siebie.
- Dokąd jedziemy? – zapytała, przyjmując obojętny ton.
Spojrzał na nią pospiesznie, ale nie odpowiedział. Ona zostawiła go z ciszą na trzy długie dni. Teraz ona może chwilę przecierpieć bez informacji.
Boże jak za nią tęsknił. To były najdłuższe trzy dni w jego życiu. Przez ten czas potrafił myśleć tylko o niej. Zwalczył odruch dotknięcie jej, bo wciąż był na nią zły.
- Paweł, dokąd jedziemy? – powtórzyła pytanie.
- Zaraz się dowiesz – oświadczył, nie patrząc na nią.
Sara założyła na piersi ręce i naburmuszyła się, jak obrażone dziecko. I dobrze, przestanie w końcu pytać.
Zajechał na parking przy polanie, na której rozegrała się pamiętna Noc Kupały. Pamiętna, ponieważ tamtej nocy wpadł w sidła Sary. Jak ostatni dyletant i szczeniak. Uśmiechnął się pod nosem.
- Jezioro Łez? Serio? Nie boisz się o samochód? – każdy wyraz w tej krótkiej wypowiedzi miał inny wydźwięk.
Najpierw pojawiło się zdziwienie, potem kpina, a na końcu szczere zmartwienie.
Owszem, czuł lekki niepokój na myśl o tym, że jakiś wieśniak znowu zasadzi się na jego auto, ale postanowił zaryzykować. Poza tym, tamta historia była nierozerwalnie związana z wiankami. Złodzieje wiedzieli, że będzie dużo samochodów i dużo pijanych ludzi.
- Nie – odpowiedział krótko.
Wyszedł z auta, a Sara niechętnie poszła w jego ślady. Przystanęli w ciemnościach. Wokół panowała cisza, zakłócana jedynie pohukiwaniem sowy i bzyczeniem komarów. Paweł zbliżył się do Sary i położył dłoń na jej odsłoniętym teraz karku.
- Dlaczego to zrobiłaś? – zapytał, mając na myśli ścięcie włosów.
Podniosła na niego oczy, które ledwie dostrzegał w tych ciemnościach. Wyprostowała się, jak struna i próbowała zrobić krok w tył. Nie pozwolił jej na to. Przyciągnął ją do siebie i nie mogąc już dłużej się powstrzymywać, pocałował ją.
W pierwszej chwili dziewczyna znieruchomiała, ale trwało to tylko ułamek sekundy. Następnie uniosła do góry dłonie i chwyciła go za kołnierz koszuli, by wzmocnić pocałunek. Paweł poczuł skurcz w kroczu i gdy otarła się o niego, stęknął wprost w jej usta.
Sara oderwała się wtedy od niego. Wyglądała na zupełnie oszołomioną. Oblizała usta i zapytała:
- Nie podoba ci się?
W jej głosie usłyszał jakąś prowokację.
- Wprost przeciwnie – odrzekł. – Wyglądasz seksownie, jak cholera – powiedział szczerze.
Miała piękną smukłą szyję, która w takiej fryzurze była zupełnie odsłonięta. Już wiedział, że jego dłonie nie będą mogły się od niej oderwać.
Sara zamrugała zaskoczona, jakby nie spodziewała się takiej odpowiedzi.
- Doprawdy? A myślałam, że wolisz długie włosy i to najlepiej blond – rzuciła, jak obelgę.
Paweł zmarszczył brwi, nie do końca rozumiejąc sensu tych słów.
- Nigdy tak nie twierdziłem – powiedział ostrożnie. – Skąd taki pomysł? – był spokojny i zrównoważony, bo chciał się dowiedzieć prawdy.
Nie potrzebowali kolejnych awantur. Coś się kryło za jej zachowaniem i był zdeterminowany, żeby sie dowiedzieć, co.
- Ciekawe – prychnęła, odsunęła się od niego i ruszyła w stronę jeziora.
Poszedł za nią. Gdy znaleźli się na odsłoniętej polanie, którą dobrze poznali po pamiętnej imprezie, Sara zatrzymała się nagle.
- Musimy zerwać – zakomunikowała ni stąd ni zowąd.
- Słucham? – zapytał.
Był pewien, że źle ją zrozumiał.
- Przepraszam, ale to koniec – dodała smutno. – Nie mam czasu na to wszystko – odwróciła się do niego tyłem i zastygła w bezruchu, wpatrując się w drgające fale na tafli jeziora.
Serce Pawła przeszył chłód, od którego całe ciało zadrżało.
- Nie, to ja cię przepraszam, ale nie przyjmuję tego do wiadomości – odparł ze złością. – Nie jesteśmy dziećmi. Jeśli w tej chwili nie powiesz mi, co się stało, przysięgam ci, że przełożę cię przez kolano i wyciągnę to z ciebie laniem.
- Nie strasz mnie – odwróciła się nagle i posłała mu ostrzegawcze spojrzenie.
- To ty mnie nie strasz – odparował już na skraju wytrzymałości. – Mów, co się dzieje, Sara.
Podszedł do niej chwycił ją za ramiona. Próbowała się wyrwać, ale nie była na to wystarczająco silna. Zdawał sobie sprawę, że tym mocnym uściskiem może narobić jej siniaków, ale nie mógł pozwolić jej odejść. Nie chciał jej krzywdzić, ale to był jedyny sposób.
Nie wierzył jej. Nie wierzył w ani jedno jej słowo.
- Czego nie rozumiesz? Mówię przecież, że nie mam czasu na związki. Mam dużo zaległości w praktykach, a za niecały miesiąc musze wracać do Wrocławia, bo mam nagraną pracę – mówiła pospiesznie, cały czas próbując się wykręcić z jego mocnego uchwytu. – Nie jestem tak sytuowana, jak ty. Muszę zarabiać – prychnęła, jak dzika kotka.
- Przestań wymyślać – powiedział. – Dobrze wiem, że nie o to chodzi.
Objął ją ramionami i wtulił twarz w jej włosy, a potem szyję. Oddychał szybko, a jego serce waliło mocno, jak po intensywnym biegu.
- Kochanie, powiedz, co się dzieje – powiedział łagodnie.
Nie miał siły się już kłócić. Ten jeden raz miał dość przekomarzania i wygłupów. To nie był temat, z którym chciał się w ten sposób zmierzyć.
Sara zamilkła. Jej oddech był równie szybki. Oparła czoło na jego piersi, a po chwili uspokoiła się.
- Ta dziewczyna… – wyszeptała ledwie dosłyszalnie.
W sitowiu zaszeleściło, a po chwili wzbił się w powietrze jakiś ptak. Oboje drgnęli.
- Jaka dziewczyna? – zapytał, skołowany.
- Ta blondynka. Z baru – odsunęła się od niego i tym razem jej na to pozwolił.
Mówiła, a to było najważniejsze. Na jej twarzy, na którą opadała długa grzywka, pojawiło się udręczenie.
- Lena? – dopytał, bo zaczynał rozumieć.
Jego wcześniejsze przypuszczenia okazały się prawdziwe. Sara pomyślała, że coś go z nią łączy.
- To ona, prawda? – zapytała, podnosząc wzrok.
Objęła się ramionami, jakby chciała się osłonić przed zimnem. Ten gest bardzo go wzruszył. Wyglądała na bezbronną i samotną, a przecież był tu z nią. Nie powinna czuć się przy nim samotna.
- Kamila mówiła mi o niej. Twojej prawdziwej miłości – ostatnie zdanie powiedziała z goryczą. – Ja nie chcę stać wam na drodze – rozłożyła ręce.
Paweł wpatrywał się w swoją wredną i piękną wiedźmę i poczuł ścisk w sercu. Wszystko zrozumiał. Bała się. Bała się, że ją porzuci. Bała się, że jest dla niego tylko zastępstwem. Bała się, że nigdy jej nie pokocha tak, jak rzekomo kocha tamtą.
- Sara, Sara, Sara – pokręcił z niedowierzaniem głową. – To dlatego to zrobiłaś? Dlatego ścięłaś włosy? Żeby co? Żeby przestać mi się podobać? Żebym mógł od ciebie szybciej odejść? – zapytał i zrobił w jej stronę jeden ostrożny krok.
Sara zrobiła krok w tył. Uśmiechnął się, bo teraz już wszystko wiedział. Nie pozwoli jej nigdy odejść.
- Dla wygody – odrzekła, do końca uparta.
Ponownie się uśmiechnął, a Sara zrobiła coś, czego się w tej chwili nie spodziewał.


Sara
Nie mogła znieść tego zdenerwowania i tego, jak się uśmiechał. Patrzył na nią, jak na głupiutkie dziecko. Może miał rację, może była największą idiotką na świecie.
Poddała się jego czułości i wyśpiewała to wszystko, co chciała zachować tylko dla siebie. Była na siebie wściekła. Wiedziała, że musi dojść do ich konfrontacji. Musiała przecież wyjaśnić, dlaczego postanowiła się wycofać z tego zalążka związku. Chciała to zrobić nazajutrz po jej załamaniu, ale ze strachu przed reakcją Pawła nie zrobiła tego. Bała się tego, że nie będzie potrafiła spojrzeć mu w oczy i oświadczyć, że nic do niego nie czuje. Nie umiała przekonująco kłamać.
Dwa dni temu, przechodząc obok jednego z salonów fryzjerskich poczuła dziwny impuls. Weszła do środka i postanowiła pozbyć się swojego największego atutu i zarazem najważniejszej rzeczy, która przyciąga do niej Pawła. Była niemal pewna, że gdy ją taką zobaczy, nareszcie zrozumie, że nie ma w niej tego, czego szuka. Nie ma w niej tego, czego potrzebuje.
Ale on wcale tak na nią nie spojrzał.
Gdy zaczął się do niej powoli zbliżać, nogi same poniosły ją przed siebie, jakby chciały dopomóc jej w ucieczce przed samą sobą i przed swoją głupotą.
Nie udało jej się daleko odbiec, ponieważ Paweł był od niej szybszy, a że był także silniejszy, chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie mocno. Oboje zdyszani znaleźli się w miejscu, które na zawsze będzie jej się kojarzyło z ich pierwszym wspólnym tańcem.
- Oczy też chcesz sobie wydłubać? – zapytał, szepcząc jej wprost do ucha?
Podniosła do góry głowę i wciąż ciężko oddychając, zmarszczyła na niego czoło.
- Pytam, czy chcesz też wydłubać sobie oczy, bo kocham ich kolor? – odgarnął jej grzywkę na bok. – A może amputujesz sobie poczucie humoru? A najlepiej wytnij sobie język, bo uwielbiam się z tobą przekomarzać – zakończył, z rękoma w jej włosach.
Sara spuściła oczy, ale nie pozwolił jej na to. Przytrzymał jej twarz w dłoniach tak, aby musiała na niego patrzeć. Jej serce omal nie przebiło klatki piersiowej. Było jej słabo, ale jednocześnie nigdy nie czuła się bardziej żywa.
Poczuła na plecach chłodne powietrze, ale dłonie, którymi Paweł pieścił jej twarz rozgrzewały ją od środka. Szczupłymi palcami przeczesywał jej teraz krótkie włosy i muskał skórę szyi, od czego dostawała pomieszania zmysłów.
- Nigdy nie kochałem Leny – powiedział wyraźnie i dobitnie.
Nie miała wyjścia, musiała na niego patrzeć. W tych ciemnościach nie widzieli się wyraźnie, ale paradoksalnie byli sobie bliżsi.
- Kiedyś tak mi się wydawało, ale to przeszłość. To miła i fajna dziewczyna, ale ona nigdy nie dałaby mi rady – uśmiechnął się prawie nieśmiało. – Nigdy nie miała w sobie tego, co…masz ty – dodał.
Sara zszokowana otworzyła szeroko oczy. Wydawało jej się, że za chwilę się obudzi w swoim łóżku i zda sobie sprawę, że to był tylko piękny sen.
- Co takiego mam? – żeby wyciągnąć z tego momentu wszystko, bo skoro ma się obudzić…
Paweł pocałował ją delikatnie w usta. Jej nogi prawie się pod nią ugięły.
- Masz wszystko, Sara – odpowiedział zachrypniętym głosem. – Wszystko – powtórzył.
- Ona jest piękna – spróbowała, wciąż nie wierząc, że wybrał ją, a nie tę blondynę.
Paweł zaśmiał się słodko.
- Ale ja wolę takie paskudy, jak ty – stwierdził, rozbawiony.
Wzruszyła ramionami, nie bardzo wiedząc, co na to odpowiedzieć. Teraz na pewno nie prezentowała się lepiej z tą krótką fryzurą. Pożałowała swojej decyzji o ścięciu włosów, ale było już za późno na gorzkie żale.
- Widziałam, jak na nią patrzysz – odsunęła się nagle, bo to wspomnienie zakłuło ją w serce.
Paweł popatrzył na nią zdziwiony.
- Jak? – skrzywił się.
- Nieważne – machnęła ręką.
Cokolwiek powie, pogrąży się bardziej, a Paweł i tak pewnie ma ją już za idiotkę i do tego zazdrośnicę. Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Było jej wstyd, wciąż czuła się niepewnie. Chciała jak najszybciej się stąd uciec. Zrobiła krok w tył, ale Paweł jej na to nie pozwolił. Chwycił ją za rękę i ponownie do siebie przyciągnął. Objął ciasno ramionami w pasie i szepnął na ucho:
- Zatańcz ze mną.
Przeszył ją dreszcz, a serce załomotało w piersi. Jego bliskość działa na nią jak magia, a ta polana, ciemna noc, rozgwieżdżone niebo i zapach trawy potęgowało to uczucie.
Nie próbowała się już wyrywać, tylko przylgnęła do niego, wchłaniając głębiej tę magię. Usłyszała jego ciche mruczenie, w którym rozpoznała „Stand by me”. Powoli zaczął nadawać biodrami rytm. Poddała się mu bez sprzeciwu. Byli idealnie zsynchronizowani, jakby ich ciała były swoim naturalnym przedłużeniem.
Paweł zatrzymał ich na chwilę, a potem wyciągnął z kieszeni telefon i włączył ten magiczny utwór w wykonaniu Florence and the machine.
Zaczęli poruszać się coraz śmielej i bardziej seksownie. Nagle Paweł odsunął się od niej, uśmiechnął szeroko i wciąż trzymając jej dłoń, obrócił ją dookoła. Zaśmiała się z tego niezgrabnego obrotu. Jej trampki grzęzły w ziemi, ale to nie miało żadnego znaczenia, ponieważ poczuła jak wraca do niej radość. Jej śmiech przemierzał polanę raz za razem, aby powrócić do niej głośnym echem.
Paweł zaczął wtórować wokalistce i jak można było się spodziewać, dobrze sobie radził. Obracał nią dookoła, Sara potykała się o własne nogi, co tylko zmagało ich wesołość. Po jednej piosence, pojawiały się następne, a oni nie przestawali tańczyć, wygłupiać się i głośno się śmiać.
Gdy z telefonu popłynął utwór Milion reasons Lady Gaga, zwolnili. Paweł spojrzał jej w oczy, a potem pocałował. Najpierw bardzo delikatnie, ale ich pocałunki nigdy nie były tylko delikatne. Nie minęła sekunda, a ich usta tańczyły, jak szalone i równie niezgrabne, jak oni przed chwilą w tańcu.

Chłopak przerwał pocałunek szybkim i gwałtownym ruchem. Oddychał szybko i gwałtownie.
- Robiłaś to kiedyś w aucie w środku lasu? – zapytał, a na jego ustach zadrgał delikatny uśmiech.
Pokręciła głową, ale dodała.
- Tylko na aucie – uśmiechnęła się, wspominając seks po ich zabawach na pseudo torze wyścigowym.
- A, że należysz do tych, co chcą wszystkiego spróbować – zaczął i pociągnął ją w stronę parkingu.
Nie pamiętała, jak tam dotarli. Wiedziała tylko jedno, że przez cały czas się całowali i dotykali. Gałęzie i liście ocierały się o nich, zewsząd dochodziły odgłosy nocnego leśnego życia, ale oni widzieli, słyszeli i czuli tylko siebie.
- Usiądź na mnie polecił jej – gdy znaleźli się na tylnym siedzeniu jego auta.
Nie mogła zrobić nic innego, tylko go posłuchać. Kochała, gdy tak do niej mówił i on dobrze o tym wiedział. Zsunęła pospiesznie dżinsy, chociaż w tych warunkach to było nie lada wyzwanie. Paweł zsunął z bioder swoje spodnie i czekał, obserwując każdy jej ruch. Miał w oczach ten sam ogień, którym pochłaniał ją za każdym razem, gdy byli razem. Jego zielone oczy składały obietnicę niezapomnianych doznań.
Pozbyła się majtek i usiadła na nim. Nawet nie zauważyła, kiedy nałożył prezerwatywę. Cieszyła się, że on wykazuje się zawsze rozsądkiem i bezpieczeństwem, ponieważ ona w tej chwili była totalnie zamroczona. Nie interesowało ją nic, tylko to, aby w nią wszedł.
Tak bardzo się bała, że to już koniec. Te kilka dni było dla niej torturą. Bała się, że już nigdy się nie dotkną i nie pocałują. Że już nigdy…jęknęła cicho, gdy Paweł przygryzł jej dolną wargę.
Do niej należało najważniejsze zadanie, ponieważ to ona siedziała na nim. Zaczęła się powoli poruszać, a Paweł nie przestawał jej całować, jednocześnie pieszcząc dłońmi jej kark. Była przekonana, że jak zetnie włosy, on na dobre straci nią zainteresowanie.
Była taka głupia. Tak bardzo głupia.
Nic się nie zmieniło. Paweł dotykał jej i patrzył na nią, jak zawsze.
Zapragnęła poczuć pod dłońmi jego skórę. Rozpinała jego koszulę, guzik po guziku. Rozsunęła jej poły i zaczęła go całować po odkrytej skórze szyi. A potem w kompletnym zamroczeniu przejeżdżała językiem po linii jego szczęki, podbródku, klatce piersiowej i wszędzie, gdzie tylko zdołała dotrzeć. Paweł oddychał gwałtownie. Wplótł palce w jej włosy i chwycił je delikatnie.
Podniósł jej twarz, wciąż trzymając w ręku garść jej włosów.
- Jesteś moja, Sara. A ja jestem twój – powiedział zachrypniętym głosem, w którym było tyle uczucia, że wzruszenie chwyciło ją za serce.
Widziała w jego oczach najszczerszą prawdę, w którą aż do teraz nie mogła uwierzyć.
Poruszała się boleśnie powoli. Przedłużała ten ich moment, który nie był tylko sposobem na rozładowanie napięcia. Po raz pierwszy był fragmentem czegoś większego.
Całowali się i pieścili. Paweł wsunął jedną rękę pod jej koszulkę. Odchylił miseczkę stanika i dotknął jej piersi. Jęknęła, a potem przyspieszyła swoje ruchy, czując, że dłużej nie wytrzyma. Chciała mu wtedy patrzeć w oczy, ale nie miała siły. Doszli niemal w tym samym czasie. W aucie ich jęki mieszały się z zapachem pożądania i ciemnością.
To była jedna z najbardziej pobudzających i jednocześnie najintymniejszych chwil w jej życiu.
Opadła zmęczona na pierś Pawła. Ułożyła głowę na jego ramieniu i wsłuchiwała się w stukot jego wciąż rozszalałego serca.
- Wszystko okej? – zapytał, gładząc ja po plecach.
- Okej – odpowiedziała zmęczonym głosem.


Wszystko było bardziej, niż okej. Pawłowi naprawdę na niej zależało i to była najpiękniejsza chwila w jej życiu, bo zrozumiała, że nie musi uciekać.

8 komentarzy:

  1. OMG-SUPER BARDZO DŁUGI KAWAŁEK:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne! Dziękuję!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. O mój Boże 😃i te kawałki idealnie dobrane 😍i wogole Paweł jest ... jak Ty to robisz ze oni wszyscy są równocześnie tacy idealni i normalni ??

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest moc! Piękny rozdział pozdrawiam 😍

    OdpowiedzUsuń
  5. miłośc nas też zmienia... a może nie, może wtedy wreszcie możemy byc sobą ... nie bać się, uwierzyć w siebie, innych...
    fajnie sie rozkręca mmmmmmmm ;)))))
    dzięki !!!!
    pozdrowienia i uściski !
    emka

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogę się zdecydować ktòrego z Twoich bohaterów kocham najbardziej :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. A na początku wkradł się błąd w imieniu siostry Pawła. Jest Klaudia zamiast Kamila.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech, tak, cały czas mi się myli...mogłam po prostu nazwać ją Klaudia i byłoby z głowy :D

      Usuń