czwartek, 1 grudnia 2016

"Sezon na lisa" Rozdział 1


Olek
Odczytałem wiadomość od Sary i parsknąłem śmiechem. Oczami wyobraźni zobaczyłem Pawła, który odbiera przesyłkę, a w niej znajduje się jego koszmar z dzieciństwa. To było okrutne ze strony Sary, ale w sumie należało mu się, za to, że sprowadził jej do domu szczura.
Swoją drogą, jak dorosły koleś może się bać postaci z bajek?
Przyszła kolejna wiadomość od Sary - tym razem ze zdjęciem tej kukiełki. O kurwa! Rzeczywiście paskudztwo. Odpisałem tej wariatce i schowałem telefon do kieszeni dżinsów.
Sarę poznałem dokładnie rok temu przez mojego kumpla z rodzinnego miasta, Marcina. Dziewczyna wpadła mi w oko od pierwszego wejrzenia i szczerze mówiąc, miałem wtedy nadzieje, że coś miedzy nami będzie, ale Sara była już w sidłach Pawła, brata jej najlepszej przyjaciółki. Pogodziłem się z tym, bo i co mogłem na to poradzić. Przecież do takich rzeczy nie da się nikogo zmusić. Nie chciałem jednak zrywać z nią kontaktu, bo dziewczyna miała zadatki na dobrą kumpelę.
Nie pomyliłem się. Pomimo tego, że jej facet nie strzygł z tego powodu radośnie uszami, utrzymywaliśmy stały kontakt. Dzieliła nas odległość, ale zawsze znajdowaliśmy chwilę na głupie SMS-y i jaja przez Facebooka.
Westchnąłem ciężko, ocierając pot z czoła. Tęskniłem za tą wariatką. Nie widziałem jej już trzy długie miesiące. Z tego, co wiedziałem, ten weekend spędzała w domu, bo kumpel jej faceta się hajtał i przyjechali na wesele. Żałowałem, że nie mogłem się wyrwać w tym samym czasie do domu. Sara obiecała mi jednak, że odwiedzi mnie w pensjonacie, w którym pracowałem od miesiąca.
To była niezła fucha i nie mogłem sobie pozwolić na jakikolwiek błąd. Desperacko potrzebowałem kasy, a to był jedyny sposób na zdobycie większej sumy bez uciekania się do wyjazdu za granicę. Wiedziałem, że i tak mnie to nie ominie, ale mogłem to przynajmniej odsunąć w czasie, a to dawało mi możliwość lepszej organizacji.
Pensjonat „Lisia  dolina” to było połączenie  hotelu, gospodarstwa agroturystycznego i ośrodka wypoczynkowego. Sezon jeszcze się nie zaczął, ale z tego, co wiedziałem wszystkie pokoje hotelowe zostały już zarezerwowane na długo przed nadejściem wiosny.
Kompleks ośrodka składał się z hotelu dla gości – olbrzymiej budowli stylizowanej na dziewiętnastowieczny dworek, restauracji, nad którą znajdowało się kilka pokoi dla pracowników. Na terenie całego kompleksu znajdowała się też stajnia, wybieg i pastwisko dla koni, sad i niewielka pasieka.
W pensjonacie „Lisia dolina” robiłem w zasadzie…wszystko. W dzień zajmowałem się końmi, a wieczorami stałem za barem. Robiłem zapasy do restauracji i oprowadzałem gości po okolicy. Gdzie pojawiła się luka w funkcjonowaniu ośrodka, tam wkraczałem ja i ją zapychałem.
Po każdym dniu padałem na pysk, ale nie narzekałem. To tylko trzy miesiące, które pozwolą mi odłożyć kasę i zastanowić się, co dalej. Nie bałem się pracy fizycznej, czy nowych wyzwań, dlatego bardzo szybko zaskarbiłem sobie przychylność właścicieli. Jednego z nich bardziej, niż bym sobie tego życzył.
- Aleksandrze? – usłyszałem za plecami i wywróciłem oczami.
A propos zaskarbiania sobie przychylności…
- Tak, pani Anno? – odwróciłem się i zmusiłem do uśmiechu.
Anna, właścicielka pensjonatu i jedyny minus pracy w tym miejscu. Kobiecie wydawało się, że jest dyskretna, ale kurwa, skoro ja to widziałem, to czy nie widział tego jej mąż? A może widział i miał to w dupie? Zastanowiłem się.
- Tylko Anno – poprawiła mnie jak zwykle i odrzuciła do tyłu tlenione włosy.
Anna, atrakcyjna czterdziestolatka, która robiła wszystko, aby zatrzymać czas. Wszystko. Jej zainteresowanie młodszymi kolesiami było miejscową tajemnicą poliszynela. Problem polegał na tym, że ja nie chciałem zostać jej częścią. Nie, żebym o tym nie pomyślał…raz, czy dwa. W końcu byłem facetem, ale wiedziałem, że tego typu rzeczy nigdy nie kończą się dobrze.
Nie byłem idiotą. Wiedziałem, że podobam się kobietom, ale nie wykorzystywałem tego. No, przynajmniej starałem się tego nie wykorzystywać. Miałem jednak swoje zasady. Nigdy nie zadawałem się z zajętymi kobietami, a już tym bardziej nie z mężatkami z wieloletnim stażem. Nie kręciło mnie to. Anna zdawała się tego nie pojmować.
- Tylko Anno – rzuciłem suchara i czekałem, co też wymyśliła tym razem.
Kobieta oparła się o drewniane ogrodzenie i uśmiechnęła się zalotnie. Westchnąłem w duchu i czekałem.
- Wiem, że miałeś mieć dzisiejszy wieczór wolny, ale może chciałbyś zarobić coś ekstra? – zapytała, wsuwając ręce do tylnych kieszeni obcisłych dżinsowych spodenek.
Zawsze tak robiła, próbując pozować się na luzarę. Bardzo mnie to śmieszyło, ale nigdy nie pozwoliłem sobie, żeby dać po sobie poznać, że jej usilne starania po prostu mnie żenują.
- Jasne. Jeśli jestem gdzieś potrzebny – wzruszyłem ramionami.
- Mamy dziś wieczorem w barze wieczór panieński – powiedziała z ekscytacją, jakby to był jej wieczór panieński. – I chciałabym, żebyś stanął za barem – powiedziała, przekrzywiając głowę.
Zbliżał się wczesny wieczór, a na dworze wciąż panował skwar. Byłem zmęczony, jak cholera, ale nie mogłem przegapić kolejnej okazji do zarobku.
- Okej – zgodziłem się bez chwili zastanowienia.
- Super – rozpromieniła się. – Daj sobie spokój z tym ogrodzeniem. Idź, złap oddech i bądź gotowy na dziesiątą – dodała łaskawie.
- Już kończę – zapewniłem i pożegnałem się z nią.
Nie musiałem się odwracać, żeby wiedzieć, że Anna zażarcie kręci tyłkiem, będąc przekonaną, że pochłaniam go wzrokiem. No cóż. Nie pochłaniałem.
Po chwili znowu usłyszałem jej głos i odwróciłem się niechętnie.
- A! – zaczęła – Zapomniałabym. Jutro przyjeżdża nowa dziewczyna. Ma się zająć przede wszystkim zajęciami z hipoterapii, ale będzie też pracować, jako pomoc w kuchni – powiedziała, osłaniając dłonią oczy przed słońcem. – Oprowadź ją po miejscu i powiedz, co i jak – dodała z uśmiechem i odeszła.
Zajebiście. Niedługo się, kurwa, sklonuję.
Wbiłem ostatni gwóźdź w drewnianą belę, podtrzymującą ogrodzenie i poszedłem do swojego pokoju, żeby chwilę odetchnąć przed imprezą.

*
Kiedy na drugi dzień zadzwonił budzik, miałem ochotę rzucić nim o ścianę. Wczorajszy wieczór panieński zakończył się o czwartej nad ranem. Na łóżko walnąłem się punkt piąta, a teraz, cztery godziny później, musiałem znowu być na nogach.
Przewróciłem się na drugi bok i rozejrzałem się po pokoju, który mi przydzielono po przyjeździe, ponad miesiąc temu. Był to jeden z dwóch pokoi, znajdujących się na strychu, nad restauracją. Drugi, z którym łączyła go łazienka, był pusty. Większość pracowników mieszkała w okolicznych wioskach, dlatego nie było potrzeby proponowania im noclegów.
Mój pokój był mały, ale całkiem funkcjonalny. Miałem tu wszystko, czego potrzebowałem. Wygodne łóżko, pojemną szafę, w której przechowywałem torbę podróżną i ubrania, mały stolik z dwoma krzesłami. Na ścianie wisiał telewizor, a na parapecie stało stare radio, które łapało tylko dwie stacje.
W czasie pracy przysługiwały mi trzy posiłki, ale nigdy mi to nie wystarczało i musiałem się czymś dopychać w międzyczasie.
Wstałem z wyra, wziąłem prysznic i cały czas ziewając, zszedłem na dół do stołówki. Zrobiłem sobie pięć kanapek z serem i wędliną i zapiłem to wszystko mocną kawą, w nadziei, że dzięki temu dociągnę do południa.
- Jak tam po wczorajszej imprezie? – zagadnął mnie Wojtek, kolega, pracujący w kuchni.
- A daj spokój – odpowiedziałem z pełnymi ustami. – Zjebany jestem, jak wół – dodał.
- Te, ale chyba zgarnąłeś trochę napiwków? – zapytał, zbierając naczynia do zmywarki. – Pijane laski chyba są jak pijani kolesie. Rzucają kasa na prawo i lewo – uśmiechnął się znacząco.
To był jedyny plus z tego zadania. Zarobiłem sporo kasy, ale nie zamierzałem się tym chwalić. Przyznawanie się do posiadania większych sum gotówki wśród zupełnie obcych mi ludzi, byłoby debilizmem. Kasa to była jedyna rzecz, która mnie tu trzymała. Nic więcej. Dzięki pracy w pensjonacie mogłem odsunąć od siebie wyjazd. Chociaż na kilka kolejnych miesięcy.
- Czy ja wiem? – wzruszyłem ramionami, żeby nie udzielać żadnej konkretnej odpowiedzi. – Tak sobie.
Wojtek nie drążył tematu, co było mi bardziej, niż na rękę.
-  Co z imprezą w piątek? – zagadnął. – Piszesz się na to?
Najbliższy piątek przypadał mój dzień wolny i jeszcze nie zdecydowałem, jak chcę go spędzić. W tej chwili mógłbym przysiąc, że prześpię go w całości. Tak myślałem teraz, bo byłem totalnie wykończony brakiem dostatecznej ilości snu.
Tak naprawdę jedyne, czego chciałem, to wyjazd na kilka dni do domu. Chciałem zobaczyć babcię i sprawdzić, jak się czuje i co porabia. Tęskniłem za nią. Była moją jedyną rodziną i tylko ona trzymała mnie jeszcze w kraju. Nie miałem pewności, czy sobie beze mnie poradzi.
- Jeszcze nie wiem – odpowiedziałem. – Ale pogadamy o tym.
Wojtek chciał coś jeszcze dodać, ale w tym samym momencie usłyszeliśmy kroki na korytarzu i rozmowę, zbliżających się osób. Od razu rozpoznałem charakterystyczny głos Anny. Zachrypnięty, niski i używała tego zajebiście protekcjonalnego tonu, którym doprowadzała mnie do kurwicy.
Wziąłem ostatni łyk kawy i schowałem kubek do zmywarki. Właśnie wtedy pojawiła się w kuchni szefowa i jakaś nowa dziewczyna. Odwróciłem się nagle i natychmiast zderzyłem się z jej wielkimi szaroniebieskimi oczami.
- O! Dobrze, że cię znalazłam, Aleksandrze – uśmiechnęła się do mnie, jakby łączyła nas zażyłość.
Wkurwiło mnie to. Już i tak słyszałem za dużo plotek na temat mojej relacji z szefową. Według reszty pracowników swoją pozycję w pensjonacie zawdzięczałem temu, że z nią sypiałem.
- Zaprowadź, proszę…eee – popatrzyła zdezorientowana na dziewczynę.
- Paulę – powiedziała dziewczyna, a jej policzki oblały się rumieńcem.
Miała jasną cerę i mnóstwo piegów na twarzy, na dłoniach i ramionach. Ale to, co najbardziej przyciągnęło moją uwagę w jej wyglądzie, to rdzawo rude włosy. Miała je splecione w warkocz, który ciężko spoczywał na jej ramieniu, ale nawet to, że próbowała je w jakiś sposób okiełznać, nie mogło pomóc w ukryciu ich niesamowitego koloru.
Dziewczyna miała ze sobą walizkę na kółkach, a w drugiej ręce trzymała niewielki plecak.
- Tak. Paulinę – kontynuowała Anna. – Pokaż jej pokój. To będzie ten, obok twojego na strychu – wskazała ręką na sufit.
Co? Kurwa! I szlak trafił moją własną łazienkę. Teraz nawet wysrać się nie będę mógł w spokoju, nie mówiąc o tym, że aby móc dostać się do łazienki, będę musiał wstawać o trzy godziny wcześniej.
- Aha – wydusiłem z siebie, ale nie potrafiłem ukryć rozczarowania zaistniałą sytuacją.
- Potem dowiesz się, co będzie należeć do twoich obowiązków – mówiła Anna zupełnie niezrażona moją miną. – Zakręciła tyłkiem i wyszła z kuchni.
- Wojtek jestem – kumpel wygramolił się zza lady przy bufecie i wyciągnął rękę w kierunku dziewczyny.
Dziewczyna ujęła ją i uśmiechnęła się do kumpla, a potem zwróciła się w moją stronę. Jej wielgachne oczy wpatrywały się we mnie z oczekiwaniem. Nie było w nich jednak strachu, czy płochliwości. Pojawił się w nich błysk arogancji i wyzwania.
- I co? – odezwała się. – Pokażesz mi ten pokój?

Paula
Stał tam, jak jakiś idiota i patrzył na mnie, jakby nie zrozumiał, co do niego powiedziałam. Cudownie. Tylko tego mi brakowało. Praca z tępym osiłkiem, który nie rozumie prostych poleceń.
- Jasne – odezwał się wreszcie.
Ruszył do wyjścia z kuchni. Chwyciłam swoją torbę na kołkach, zarzuciłam na ramię plecak i podreptałam za nim. W ciemnym korytarzu zatrzymał się na chwilę i zmierzył mnie od stóp do głów, a potem zapytał:
- Pomóc ci? – wskazał ręką na moją torbę.
- Dam sobie radę – odpowiedziałam machinalnie.
To była moja automatyczna reakcja. Zawsze tak odpowiadałam. Dam sobie radę. Ze wszystkim dam sobie radę. Gdybym tego nie robiła, kto wie, czy rzeczywiście podołałabym wszystkiemu, co mnie spotkało. Zamyśliłam się, ale szybko wróciłam do rzeczywistości.
Powoli i z nieukrywaną trudnością, zataszczyłam toboły na górę. Może byłam głupia, że nie pozwoliłam sobie pomóc, ale tak już miałam. Chciałam pokazać, że nie jestem porcelanową lalką, za którą mnie brano przy pierwszym kontakcie. Nie miałam wpływu na to, jak wyglądam. Byłam niewysoka i chuda. Wszyscy patrzyli na mnie, jak na biedne stworzonko, które trzeba przygarnąć i się nim zająć.
Strasznie mnie to wkurzało, dlatego od zawsze wolałam zagryźć zęby i działać nawet ponad moje siły, niż przyznać im rację.
Chłopak zatrzymał się w ciemnym korytarzu bez okien. Na poddaszu znajdowały się dwa pomieszczenia.
- To będzie twój pokój – facet wskazał na jedne z drzwi.
- Okej – odpowiedziałam i wyciągnęłam klucz, który wręczyła mi pani Anna.
Kobieta wydawała się miła, chociaż zachowywała się trochę lekceważąco, jakby nie traktowała poważnie mojej obecności. Jakby nie wierzyła, że mogę się do czegoś przydać. Nie dziwiło mnie to. Zawsze musiałam się najpierw wykazać, żeby zaczęto mnie brać na poważnie.
Na pewno ten koleś nigdy nie miał z tym problemu, pomyślałam złośliwie i zerknęłam na niego pospiesznie. Był wysoki i dobrze zbudowany. Nie przesadnie, ale tak w sam raz. Jego włosy miały kolor dojrzałej pszenicy i co dziwne w przypadku tak jasnego koloru, były bardzo gęste.
Był przystojny, ale totalnie nie w moim guście. Nie znosiłam blondynów. Wydawali mi się zupełnie bez wyrazu i mdli. Może ten tutaj nie był bez wyrazu, ale jego uroda kompletnie do mnie nie przemawiała.
Już wchodziłam do środka, gdy ponownie usłyszałam jego głos. Odwróciłam się niechętnie, bo byłam strasznie zmęczona, spocona i pragnęłam tylko jednego – aby się przebrać i chwilę odpocząć.
- Jest jeszcze jedna sprawa – zauważył i przecisnął się za mną do pokoju. – Ta łazienka – wskazał na drzwi – jest wspólna z tamtym pokojem.
Otworzył ją i wskazał przeciwległe drzwi, prowadzące do drugiego pokoju. Zaskoczyło mnie to i zastanowiłam się nad tym, z kim będę ją dzielić. Oby ta druga dziewczyna okazała się miła.
- Pamiętaj, że gdy do niej wejdziesz, musisz zamknąć te przeciwległe drzwi – dodał, uciekając ode mnie wzrokiem.
- Aha – odpowiedziałam tylko. – A kto tam mieszka? – zapytałam, mając nadzieję, że zdradzi charakter mojej prawie współlokatorki.
Łazienka wyglądała na czystą, co było dobrym znakiem.
- Ja – uśmiechnął się niespodziewanie.
- Ty? – zapytałam z niedowierzaniem.
Jego mina nagle zrzedła, ale szybko zatuszował to innym uśmiechem – takim cwanym i na pozór pewnym siebie.
- A co? Nie podobam ci się? – zapytał, wciąż się uśmiechając dziwnym uśmiechem.
Oparł się biodrem o framugę w nonszalanckim geście.
Wiedziałam, że mnie prowokuje, bo nie potrafiłam na czas ukryć swojego niezadowolenia w związku z tą informacją. Nie chodziło mi o niego, tylko o fakt, że będę musiała dzielić łazienkę z facetem. Wiedziałam, jakimi niektórzy potrafią być brudasami i świniami.
- Nieszczególnie, ale chyba nie czujesz się zawiedziony? – odpowiedziałam, rozglądając się po pokoju.
Nie był za duży, ale nie przeszkadzało mi to. Czułam w nim dobre wibracje, a to była podstawowa sprawa, jeśli chodziło o miejsce, w którym będę zmuszona się przemęczyć kilka miesięcy. Interesowałam się trochę feng shui i zdawałam sobie sprawę, jak miejsce potrafi wpłynąć na człowieka.
Było tu całkiem przytulnie. Spore łóżko, stolik nocny, pojemna szafa. Nawet lampka do czytania, co spodobało mi się najbardziej. Co prawda wiedziałam, że nie będę miała zbyt wiele wolnego czasu na tego typu rozrywki, ale nie wyobrażałam sobie, żebym mogła całkowicie się obyć bez czytania. Kochałam książki i nikomu nie pozwoliłabym sobie odebrać tej przyjemności. Tylko one były pewnikiem w moim życiu i sprawiały, że było w nim trochę kolorów.
Chłopak uśmiechnął się, tym razem szczerze rozbawiony i pokręcił głową. Miał miły uśmiech, ale wciąż uważałam, że jest daleki od moich standardów.
- Nieszczególnie – odpowiedział i ruszył do wyjścia.
Zanim zniknął na korytarzu, oparł się dłonią o ścianę i odwrócił.
- Tak przy okazji, skoro już będziemy sąsiadami – wyciągnął w moją stronę rękę – Nazywam się Olek.
Ujęłam ją i uścisnęłam mocno i pewnie.
- Paula, nie Paulina – przedstawiłam się.


- Dobrze Paulo, nie Paulino – ponownie się uśmiechnął jednym kącikiem ust i poinformował: – Bądź gotowa za godzinę. Oprowadzę cię po Lisiej Dolinie – powiedział, a potem otaksował mnie spojrzeniem od góry do dołu, wyszczerzył się i dodał  – Myślę, że będziesz tu pasowała idealnie.

2 komentarze:

  1. cholera-dobre jak wszystko co wychodzi z Pani pióra- a te zdjęcia sa wplecione idealnie-zreszta jak zawsze-czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie bomba.Dziękuję i czekam na jeszcze 😀

    OdpowiedzUsuń