niedziela, 22 stycznia 2017

"Sezon na lisa" Rozdział 9



Olek
Byłem okropnie zjebany po kilkugodzinnej zabawie w barmana. Zdecydowanie wolałem swoje obowiązki w stajni i sadzie, niż sterczenie za barem. Rozebrałem się, ledwie widząc na oczy. Wszedłem pod prysznic i zamknąłem oczy, czując jak gorąca woda rozluźnia moje napięte mięśnie.
Dopadło mnie ogromne zmęczenie. Zakręciłem wodę i wyszedłem z kabiny. Owinąłem się ręcznikiem, a potem przysiadłem na chwilę na zamkniętej klapie od sedesu. Wpatrywałem się w drzwi, prowadzące do pokoju Pauli. Usłyszałem jej głos. W pierwszej chwili pomyślałem, że ktoś u niej jest i nie spodobała mi się ta myśl. Dochodziła północ, a przyjmowanie gości o tej porze nie było czymś normalnym, zważywszy na to, że Paula to dziewczyna. Młoda dziewczyna. A młode dziewczyny nie powinny przyjmować gości o tej porze.

Nasłuchiwałem chwilę, ale nie dosłyszałem jej rozmówcy, więc założyłem, że rozmawia przez telefon. Nie byłem jakimś psycholem, nie chciałem słyszeć konkretów rozmowy, tylko upewnić się, że jest sama. Postanowiłem bowiem ją odwiedzić.
Przebrałem się w spodnie dresowe i T-shirt. Z mojej szuflady wyciągnąłem pudełko ptasiego mleczka i z takim orężem stanąłem przed drzwiami do pokoju dziewczyny. Nie słyszałem już jej głosu, dlatego domyśliłem się, że skończyła rozmowę telefoniczną. Zapukałem i czekałem. Po kilkunastu sekundach drzwi delikatnie się uchyliły i wyjrzała przez nie Paula.
Miałem już rzucić jakimś suchym żartem, żeby zatuszować swoje zdenerwowanie, ale wtedy spojrzałem jej w oczy – były zaczerwienione i podpuchnięte. Płakała.
Patrzyła na mnie niepewnie, ale po chwili uniosła wysoko podbródek. Mały dumny rudzielec.
- Co się stało? – zapytałem łagodnie.
Nie chciałem być wścibski, ale nie potrafiłem przejść obojętnie obok jej łez. Chciałem wiedzieć, co lub kto, był ich przyczyną.
Paula pociągnęła nosem i otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale wtedy jej wzrok padł na pudełko owinięte fabrycznym celofanem. Przełknęła ciężko ślinę i znowu przeniosła swoją uwagę na mnie.
- Nie, nic – odpowiedziała, owijając się szczelnie swetrem i wpatrując się we mnie z wyczekiwaniem.
W tej sytuacji moja nocna wizyta wydawała się głupotą. Paula zapewne nie była w nastroju na pogaduchy, nie mówiąc już o całowaniu się…Nie, żebym właśnie po to tu przylazł, ale gdyby tak potoczyły się nasze nocne rozmowy, nie miałbym o to pretensji.
- Chciałem podzielić się z tobą tym – potrząsnąłem pudełkiem z czekoladkami. – Ale nie chcę ci przeszkadzać.
Ku mojemu totalnemu zdziwieniu, dziewczyna otworzyła szerzej drzwi i powiedziała:
- Wejdź.
Ochoczo skorzystałem z zaproszenia, ale zawahałem się, gdy przyszła mi do głowy absurdalna myśl. Dziewczyna może nie chciała towarzystwa, ale miała ochotę na coś słodkiego, a tylko zapraszając mnie do środka będzie miała okazję zaspokoić swój głód na słodycze. Nie chciałem być jej zawadą.
- I tak miałem ci je dać – wręczyłem jej ptasie mleczko. – Jeśli chcesz być sama, powiedz – zwróciłem się do niej i delikatnie musnąłem kciukiem jej policzek.
Nie mogłem się po prostu powstrzymać. Paula zamarła, ale nie odsunęła się, ani nie uciekła ode mnie spłoszona.
- Nie chcę być sama – powiedziała cichym głosem, który chyba zdumiał ją samą, ponieważ odchrząknęła zmieszana i wskazała mi krzesło. – Usiądź.
Sama usiadła na łóżku i podwinęła kolana pod brodę. Zapadła między nami cisza. Zazwyczaj nie miałem problemu z nawiązywaniem kontaktów, czy rozkręcaniem gadki, ale w przypadku tej dziewczyny wszystko kim byłem, poddawałem teraz weryfikacji. Bałem się odezwać, żeby nie zmącić tego spokoju, albo nie zdenerwować dziewczyny.
- A gdzie goździk? – zapytała, wskazując ruchem głowy na pudełko, stojące na stoliku.
W jej oczach pojawiło się niespodziewane rozbawienie. Robiła sobie ze mnie jaja. Mały chytrus.
- Jak wolisz kwiatki, to sam to pożrę – sięgnąłem po ptasie mleczko i wyciągnąłem je z opakowania, a potem wsunąłem sobie jedną piankę do ust.
Zamruczałem z uznaniem.
- Dawaj to, ty łakomy skąpcu – wyrwała mi opakowanie i wpakowała sobie do buzi dwie pianki na raz.
Roześmiałem się w głos. Była urocza.
- Chyba bardzo chciało ci się słodyczy – stwierdziłem ze śmiechem.
Czekoladę miała na ustach i zębach, czym nie omieszkała się przede mną pochwalić. Wyszczerzyła do mnie czekoladowy uśmiech. Roześmiałem się szczerze. Rudzielec też wydawał się rozbawiony, ale smutek z jej oczu nie zniknął. Może nie powinienem się mieszać, ale nie potrafiłem zignorować tego smutku.
- Paula – zacząłem niepewnie. – Co się stało? Mogę ci jakoś pomóc? – zapytałem łagodnie.
Paula stała się nagle czujna. Przypominała mi teraz dzikie zwierzątko. Odstawiła pudło z ptasim mleczkiem na łóżko i skuliła się w sobie. Jej rudy kok stanowił duży kontrast do jej bladych policzków, które zapragnąłem wziąć w dłonie i w kojącym geście pogładzić. Chciałem, aby wiedziała, że jakiekolwiek ma zmartwienie, może na mnie liczyć.
- Nie – odpowiedziała i zmarkotniała.
Znowu zamilkliśmy. Za oknem rechotały żaby, a komary urządzały sobie na szybie lądowisko. Przyglądałem się im i nagle poczułem się jak owad, który nie potrafi pokonać niewidzialnej przeszkody, ponieważ jej nie rozumie.  
- To tylko moja mama – powiedziała cicho i podsunęła się do ściany, jakby potrzebowała oparcia.
- Pokłóciłyście się? – odważyłem się zapytać.
Paula westchnęła ciężko, a potem sięgnęła po piankę w czekoladzie. Pogratulowałem sobie pomysłu z ptasim mleczkiem. Wstałem z krzesła i usiadłem obok niej na łóżku. Jeśli nie będzie musiała patrzeć mi w twarz może poczuje się swobodniej.
- Nie – odpowiedziała z pełnymi ustami. – To znaczy tak, ale ja już tego tak nie traktuję – powiedziała enigmatycznie.
Niczego nie rozumiałem, ale pozwoliłem jej mówić.
- Chodzi o mojego brata. Jak wiesz jest chory – mówiła, opychając się słodyczami. – Ale moja mama… – zawahała się, jakby szukała odpowiednich słów. – Jest trudna. Tak bardzo trudna, że zamieniłyśmy się rolami. To ja ją strofuje i nakazuję jej pewne rzeczy, a ona…ona się buntuje – mówiła i wyglądała przy tym, jakby zdumiały ją jej własne słowa. – Twierdzi, że nie daje sobie sama rady z Adasiem i chce, żebym wróciła – zamilkła na chwilę, ale po chwili dodała tak smutno, że ścisnęło mi się serce. – Ale ja nie mogę tego zrobić. Potrzebuję pieniędzy na jego rehabilitację.
W jej oczach ponownie pojawiły się łzy. Nie mogłem na to patrzeć i przygarnąłem dziewczynę do siebie, a ona ufnie położyła głowę na moim ramieniu.
- Jest taka od śmierci taty, a może zawsze taka była, tylko jak miałam jego, to nie odczuwałam tego w ten sposób – mówiła, wciąż wtulona w moją pierś.
Teraz zaczynałem rozumieć skąd w tej niepozornej dziewczynie tyle siły i niezłomności. Całe życie odgrywała rolę rodzica nie tylko dla brata, ale też dla swojej własnej matki. Jaki rodzic zwala na dziecko wszystkie swoje obowiązki? Nie mieściło mi się to w głowie i zapragnąłem pojechać do tej kobiety i wygarnąć jej, co o niej myślę.
- Martwię się o Adasia – pociągnęła nosem. – Boję się, że go zaniedbuje, a on potrzebuje opieki – mówiła. – Tak bardzo chciałabym go zobaczyć.
W jej głosie było tyle strachu i tęsknoty, że zrobiło mi się jej bardzo żal. Chciałem jej pomóc i zabrać od niej trochę zmartwień. Intensywnie myślałem, gładząc ją po pachnących truskawkami włosach. Zatopiłem w nie twarz i zamknąłem oczy. Paula podniosła delikatnie twarz, ocierając się ustami o moją szyję. Zadrżałem z wrażenia. Dotyk był delikatny, zaledwie muśnięcie, ale w moich żyłach zagotowała się krew.
Chciałem ją pocałować, ale nie mogłem wykorzystywać jej chwil słabości. Nie byłem skończonym skurwielem.
Podniosła twarz i wpatrywała się we mnie z niemą prośbą. Byłem w totalnej kropce i nie wiedziałem jak się zachować. Chciałem ją pocałować, ona też tego chciała, ale nie chciałem być dla niej balsamem na zmartwienia. To znaczy chciałem, ale nie w taki sposób. Nie, kiedy nie byłem pewien, czy pragnęła mnie z właściwych powodów.
Zamiast wbić się w jej lśniące usta, pogładziłem dłonią jej twarz. Paula przymknęła oczy z cichym westchnieniem, a mnie zalała ogromna czułość. Wtedy przyszło olśnienie. Mogłem coś dla niej zrobić.
- Chcesz zobaczyć się z bratem, Lisku?

Paula
Chciałam, aby mnie pocałował i czułam, że i on tego chce. Nie zrobił tego jednak, a ja nie miałam dość odwagi, żeby to zainicjować. Pogładził mnie po twarzy i kompletnie mnie tym rozczulił. Nie sądziłam, że jeszcze istnieją na świecie faceci tacy, jak Olek. Czuli i przychodzący w odwiedziny do dziewczyny z czekoladkami.
Nie planowałam paplać mu o matce i Adasiu, ale zaskoczył mnie tą nocna wizytą i ptasim mleczkiem, na które miałam straszną ochotę. Słodycze były moim lekarstwem na smutki i chociaż obawiałam się, że to prosta droga do jakiejś bulimii, nie mogłam się powstrzymać.
Westchnęłam zadowolona, gdy Olek pogładził mnie po policzku. To było takie miłe.  Miałam wrażenie, że ktoś się o mnie troszczy. Że mogę chociaż na chwilę przestać się o wszystko martwić. Zanim zdołałam na dobre wsiąknąć w ten moment, Olek odezwał się podekscytowanym głosem:
- Chcesz zobaczyć się z bratem, Lisku?
Otworzyłam szeroko oczy i wpatrywałam się w jego uśmiechnięte usta. Delikatne zmarszczki uformowane w kącikach oczu sprawiały, że jego twarz wyglądała pogodnie i ciepło. Olek całym sobą sprawiał, że przebywanie w jego towarzystwie odbierało wszelkie zmartwienia.
- Jak to? – zapytałam nieprzytomnie.
- Czy chcesz zobaczyć Adama? – zapytał trochę zniecierpliwionym tonem. – Czy jego widok cię uspokoi? 
- Oczywiście, że tak, ale nie mogę wyjechać. Przecież wiesz – wytłumaczyła spokojnie.
- Okej, nie mówię o wyjeździe, tylko o małej wycieczce – powiedział z miną niewiniątka. – Tak, aby nikt się nie zorientował, że nas nie było. – zastanowił się. – Ile masz do siebie kilometrów? – zapytał pospiesznie.
- Nie wiem. Jakieś trzysta chyba – powiedziałam niepewnie, nie do końca rozumiejąc, do czego zmierza. – Chyba nie chcesz mnie namówić na wycieczkę tandemem? – tylko w połowie żartowałam.
Olek był zdolny do wszystkiego. Jego usta rozciągnęły się w szerokim, pięknym uśmiechu. Gdy się tak rozpromieniał przypominał mi małego chłopca, który chce coś przeskrobać i wie, że nawet jeśli czeka go za to kara, to pomysł i jego realizacja były tego warte.
- Nie tym razem – uspokoił mnie. – Ale nastaw budzik na trzecią rano. Będziemy u ciebie około szóstej. Zobaczysz się z bratem i matką, a potem wrócimy do pensjonatu. O dziesiątej trzydzieści będziesz mogła rozpocząć swoje obowiązki jak przykładna pracownica.
- Ale muszę być w kuchni już od ósmej – zawyłam, świadoma tego, że nie przeskoczę tego faktu.
- Zostaw to mi – powiedział pewnym siebie głosem. – Poproszę Andrzeja, żeby cię krył. Powie, że wysłał cię ze mną do miasta po jakieś sprawunki. Jest mi to winien. Też go raz kryłem – uśmiechnął się.
- Myślisz, że to się uda? – zapytałam z nadzieją.
Bardzo chciałam zobaczyć braciszka i przekonać się, że wszystko z nim dobrze. Że nie jest zaniedbywany i że mama zgodnie z obietnicą dopilnowuje jego rehabilitacji i leczenia. Poza tym tęskniłam za nim.
- Jasne – powiedział bez cienia wątpliwości.
Jego pewność siebie i beztroska udzieliły mi się. Tak na mnie działał. Był pierwszym od dłuższego czasu człowiekiem, przy którym czułam się sobą – dziewczyną, która nie musiała zbyt szybko dorastać. Jeszcze gdzieś tam w środku tlił się płomyk dziecka, które było gotowe machnąć ręką na zakazy i nakazy. Dziecka, które chciało zrealizować swoje kaprysy bez względu na okoliczności.
- Kładź się już, bo za trzy godziny wyruszamy w drogę – powiedział i delikatnym ruchem założył kosmyk włosów za moje ucho.
W jego oczach była czułość i szczery zachwyt. Patrzył na mnie niemal z nabożeństwem, jakbym była najpiękniejszą rzeczą, jaką widział w życiu. Pod wpływem tego spojrzenia moje serce rozpoczęło w piersi dziki taniec. Tym razem nie chciałam się już powstrzymywać. Chwyciłam go za kark i przyciągnęłam do siebie. Zderzyliśmy się zębami, co bardzo mnie rozbawiło.
Olek tym razem zachował całkowitą powagę. Natychmiast oddał pocałunek, wsuwając w moje włosy palce. Ciepłymi dłońmi przyciągał mnie bardziej do siebie, chociaż nie było między nami ani jednego milimetra wolnej przestrzeni. Językiem delikatnie musnął po moich wargach. Zadrżałam z podniecenia i niecierpliwości. Natychmiast wpuściłam go do środka i pozwoliłam, aby językiem pieścił mój język. Olek zamruczał jak zadowolony kot, co również mnie podnieciło. W tym stanie chyba nawet kiwnięcie jego palca doprowadziłoby mnie do stanu wrzenia.
Olek przeczesywał z pasją moje włosy, które były już rozpuszczone, ponieważ trzymająca je w ryzach spinka, dawno pofrunęła gdzieś na drugi koniec pokoju. Chłopak z każdą mijającą sekunda pogłębiał pocałunek, a mi było wciąż mało i mało. Chciałam, aby mnie dotykał. Wszędzie. Ja także chciałam go dotykać, dlatego bez żadnego wstydu wsunęłam dłonie pod jego T-shirt. Olek jęknął wprost w moje usta, a ja odczułam to jak nagrodę. Sunęłam palcami po jego gorącym i gładkim torsie, jakbym była niewidoma i głucha, a dotyk był moim jedynym zmysłem. Nigdy wcześniej nie byłam tak blisko z żadnym innym chłopakiem i dopiero teraz dotarło do mnie, że to może być ten moment. Ten, na który czekałam i za którym sekretnie tęskniłam.
Tracąc resztki zdrowego rozsądku, szarpnęłam jego koszulkę do góry. Desperacko chciałam ją z niego ściągnąć. Olek dopiero wtedy popatrzył na mnie bardziej przytomnym wzrokiem, ale mi daleko było do opanowania. Połączenie jego bliskości i tego, co dla mnie robił, zerwało okowy, które chroniły mnie przed zaangażowaniem, a w konsekwencji zranieniem. Z jakiegoś powodu ufałam Olkowi, jakbym znała go całe życie. Czułam, że mnie nie skrzywdzi.
Rzuciłam się na niego całkowicie rozbudzona i spragniona jego ust, ale on powstrzymał mnie, chwytając za moje ramiona.
Oddychał szybko, a jego wilgotne usta przyzywały mnie do siebie, jakby miały czarodziejską moc. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Wiedziałam tylko, że pragnę go jak nikogo innego na świecie.
- Lisie, zlituj się – jęknął i wykrzywił twarz w dziwnym grymasie.
Wyglądał, jakby go coś bolało. Zastygłam w bezruchu, zupełnie zdezorientowana. Czyżby nie odwzajemniał tego przyciągania, które konsumowało mnie od środka?
- Robię co mogę, żeby…nie wykorzystać sytuacji, a ty robisz wszystko, żeby moje heroiczne wysiłki poszły w piździec – na jego twarzy nie było grama rozbawienia.
Był poważny jak cholera.
- Ale… – zaczęłam, bo chciałam go przekonać do tego, żeby się nie powstrzymywał, ale on zatkał mi usta dłonią.
- Cicho. Dość, ty lisico podstępna – dopiero teraz się uśmiechnął. – Przestań mnie kusić, bo… – zawahał się, jakby próbował dobrać odpowiednie słowa. – Bo nie wypuszczę cię stąd przez kilka dni.
Przez moje ciało przeszła kolejna gorąca fala. Tak, bardzo chciałam, aby spełnił swoje groźby. Moje kudłate myśli musiały znaleźć odbicie na mojej twarzy, ponieważ Olek kolejny raz stęknął z frustracji. Następnie szybko się ode mnie odsunął i zeskoczył z łóżka jak oparzony. Jeśli do tej pory miałam jakieś wątpliwości, czy działam na niego w sposób, jaki on działa na mnie, opuściły mnie w tej chwili. Dorodne wybrzuszenie na jego kroczu mogło oznaczać tylko jedno – on także mnie pragnął.
Wzrok Olka powędrował w miejsce, w którym mój spoczywał od kilku sekund. Chłopak popatrzył na mnie wymownie i zaklął pod nosem.
- Idę. Idę, do jasnej cholery - chwycił za klamkę, wziął kilka głębokich oddechów i wyszedł, ale po chwili znowu otworzył drzwi, wsunął głowę do pokoju i powiedział – Trzecia.

Wpatrywałam się w miejsce, w którym jeszcze kilka sekund temu wygrażał mi palcem i uśmiechnęłam się szeroko.

4 komentarze:

  1. nie no s u p e r !!! serio, świetnie to się rozkręca, i oboje są świetni, żywi, realni. Super (już nie będę Paniować) Agato !! Wbrew pozorom, nie chodzi tylko o to, żeby wreszcie TO zrobili, ale ważne są też interakcje między bohaterami, myśli,słowa,dotyk ... to wszystko ma grać i dawac odczucie po stronie czytelnika, że żywi, realni a nie sztuczni i wyświechtani . Jest dobrze :))))
    pozdrawiam !!
    emka
    ps. jakoś mi sie tak skojarzyło
    https://www.youtube.com/watch?v=i65kX8cnswg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega kawałek..idealnie pasuje :D I oczywiście, że mi nie paniuj, bo się stara czuję :D
      Dzięki za takie miłe słowa :*

      Usuń
  2. Jaaaa... To jest świetne. Kocham Pani opowiadania <3

    OdpowiedzUsuń