niedziela, 5 marca 2017

"Sezon na lisa" Rozdział 13

Olek
Coś jest nie tak, pomyślałem, zanim podniosłem powieki. Chciałem się wyciągnąć i przewrócić na drugą stronę, ale miałem zablokowane ruchy i coś łaskotało mnie w nos. Otworzyłem oczy i napotkałem plątaninę rdzawo rudych włosów, które rozsypały się na poduszce i na mojej…twarzy. I wtedy sobie przypomniałem. Byłem w łóżku z Paulą.  Poczułem uderzenie gorąca w całym ciele. Nagle zacząłem być świadomy każdego fragmentu skóry na ciele, który przylegał do skóry Rudzielca. Parzyła mnie i wywoływała arytmię serca.

Leżeliśmy na łyżeczkę. Oplatałem Paulę ramieniem w pasie, a ona obejmowała moją rękę jak pluszaka, przytulając do niej policzek. Boże, była taka słodka. Robiło mi się gorąco i musiałem skorzystać z kibelka, ale nie poruszyłem się, bo było mi z nią cholernie dobrze. Dziewczyna pachniała cudownie, a jej bliskość wprawiała mnie w dziką euforię.
Wczorajszy wieczór przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nasze gorące macanki, zakończone orgazmem Pauli, były zajebiste, nawet jeśli sam pozostałem z sinymi jajami. Byłem gotowy na całość, ale kiedy dowiedziałem się, że Lisica jest dziewicą i to w tak podstawowych sprawach, nie mogłem tak po prostu się do niej dobrać. Zasługiwała na coś lepszego i wyjątkowego. Na wspomnienie jej twarzy, gdy dochodziła, ocierając się o moją rękę, gotowałem się w środku.
Paula poruszyła się i zamruczała jak kot. Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w odkryte ramię. Znowu zaczęła się wiercić, zahaczając pupą o moją poranną erekcję. Stłumiłem jęk, przygryzając mocno wargę. Jeszcze kilka takich szturchnięć i skończy się to źle, pomyślałem, ale nie miałem tyle silnej woli, żeby pozbawiać się tej przyjemności.
Rudzielec zaczynał się budzić. Wyciągnął się w łóżku i w kilku niezgrabnych ruchach odwrócił w moją stronę. Łóżko było za małe dla dwóch osób, ale w tym przypadku w ogóle mi to nie przeszkadzało. Dziewczyna otworzyła oczy i na kilka sekund znieruchomiała. Chyba dopiero teraz zrozumiała, gdzie i z kim jest. Uśmiechnąłem się na widok jej opuchniętych oczu i odciśniętym na policzku guziku od poduszki. Paula odwzajemniła zaspany uśmiech i zaczerwieniła się. Czy istniało na świcie bardziej urocze stworzenie? Chyba nie.
- Jesteś słodka, jak śpisz – powiedziałem bez zastanowienia.
- Nieprawda – żachnęła się.
Miała zachrypnięty od snu głos.
- Jesteś – przekomarzałem się.
- Nie jestem. Chcesz, żebym cię skopała do nieprzytomności? – udała groźną, mrużąc oczy.
- O! Widzisz? Przez to jesteś jeszcze bardziej słodka – zaśmiałem się.
- Głupek – burknęła, a ja nie mogłem się już powstrzymać i pocałowałem ją.
Paula wyrwała się gwałtownie i zakryła dłońmi usta. Patrzyła na mnie z horrorem w oczach. Zaskoczony, otworzyłem szeroko usta.
- Co się stało? – zapytałem, podnosząc się na łokciu.
- Nie myłam jeszcze zębów – wydukała, cały czas trzymając dłonie na ustach.
Patrzyłem na nią z niedowierzaniem.
- Ty tak na serio?
Pokiwała skwapliwie głową.
- Sugerujesz, że śmierdzi mi z ust? – dopytałem lekko przerażony, bo może piła do mnie.
Na wszelki wypadek odsunąłem się od niej na kilka centymetrów.
Paula zaprzeczyła, kręcąc głową. Leżała tak w plątaninie swoich rudych włosów, z dłońmi na ustach i dosłownie zabijała mnie swoją uroczością. Westchnąłem ciężko i odsunąłem jej ręce od ust, a potem dałem jej całusa, który był małym kompromisem pomiędzy jej obiekcjami, a moim apetytem na nią.
Uśmiechnęła się, a potem odrzuciła przykrycie i wyciągnęła się, rozprostowując ramiona. Pokręciła głową w jedną, a potem w drugą stronę. Rozmasowywała bark, następnie zrobiła rękoma kilka wymachów do tyłu i do przodu. T-shirt podjechał wysoko do góry, odkrywając dwa dołki tuż nad pośladkami. Przyglądałem się temu jak zahipnotyzowany. Paula była zgrabna jak cholera. Smukłe uda przechodziły w idealne pośladki. Nie miała na sobie stanika, który musiała zdjąć gdzieś w nocy, bo gdy się kładliśmy, miała go na sobie. Takie rzeczy przykuwały moją uwagę.
 Wyginała się przede mną, zupełnie nieświadoma tego, co mi tym robi.
- Ale się rozpychasz w łóżku – powiedziała, odwracając się w moją stronę.
Robiła skręty szyją, jednocześnie masując sobie kark.
- Sama się rozpychasz – odpowiedziałem nieprzytomnie, bo w tej chwili straciłem zdolność formułowania zdań, mogłem tylko papugować.
- I naprawdę chrapiesz – dodała, zaprzestając wygibasów, a ja zapatrzyłem się na jej piersi.
Cholera, bluzka przylegała do jej ciała jak druga skóra, a sterczące sutki próbowały się przebić…do mnie.
- Nie no, to jest już molestowanie seksualne – usłyszałem i dopiero wtedy zdołałem się ocknąć z mojego otępienia mózgowego.
Odchrząknąłem jakby nigdy nic i popatrzyłem na Lisicę z niewinnością. Dziewczyna założyła ręce na piersi, zakrywając te małe cuda. Westchnąłem zawiedziony.
- Nie wiem, o czym mówisz. Po prostu obserwuję twoją gimnastykę. Może niektóre ruchy mi się przydadzą. Ostatnio łupie mnie w krzyżu – oświadczyłem bez krzty wyrzutów sumienia.
Dziewczyna pokręciła głową i zarzuciła włosy na ramiona, a potem przysiadła na moim łóżku. Natychmiast sięgnąłem do tych rudych kędziorów i założyłem luźny kosmyk za jej ucho.
- Wczoraj… – zaczęła – było bardzo miło – spuściła wzrok. – Co myślisz o tym, żeby…to powtórzyć – przygryzła wargę i spojrzała mi nieśmiało w oczy.
Przełknąłem ciężko ślinę. Nie wierzyłem, że to dzieje się naprawdę. Nie wierzyłem, że taka wspaniała dziewczyna mnie pragnie. Nie byłem ostatnim sortem, ale nie byłem niczyim księciem z bajki. Zawsze był ktoś lepszy, ktoś, kto bez problemu mógł mnie zastąpić.
- No co ty – zacząłem, udając niechęć.  – Beznadziejnie wczoraj było i jeszcze się przez ciebie nie wyspałem – uśmiechnąłem się.
Żarty i wygłupy były moim sposobem na rozładowywanie ciężkich chwil i tuszowanie wzruszenia. W tym przypadku chodziło o to drugie.
Paula uśmiechnęła się, a potem delikatnie przeczesała moje włosy, odgarniając z oczu grzywkę. Ten gest kompletnie mnie zauroczył i kolejny raz musiałem dać upust temu, co działo się w moim sercu. Przyciągnąłem Rudzielca do siebie i ponownie zaatakowałem pocałunkami. Zatraciłem się w jej zapachu, który przywodził mi na myśl maliny i truskawki. Ostatni raz musnąłem jej usta, a potem powiedziałem:
- Możemy to powtarzać każdego wieczora i ranka i…zawsze i wszędzie – wiedziałem, ze brzmiałem zbyt ochoczo, a nawet desperacko, ale miałem to w dupie.
Nie musiałem niczego udawać. Paula dawała mi tak wiele i to wszystko na otwartej dłoni, więc jak mógłbym przed nią grać, czy cokolwiek udawać.
- A gdybym chciała więcej? – mówiła, czerwieniąc się jak piwonia w ogrodzie mojej babci.
- Więcej? – zapytałem, czując jak robi mi się gorąco.
- Mam na myśli…seks – powiedziała skubiąc skrawek swojej bluzki. – Zrobiłbyś to ze mną? W sensie, że ja…że ja nie…że to będzie mój pierwszy raz – wypuściła powietrze z płuc.
O mój słodki Jezu. Ta dziewczyna mnie wykańczała. Usiadłem wygodniej i przyciągnąłem ją do siebie. Postanowiłem być z nią zupełnie szczery. Wiedziałem ile ją to kosztowało, dlatego musiałem jej powiedzieć, jak ja na to patrzę i co…czuję.
- Naprawdę chcesz, żebym to był ja? – zapytałem.
Paula skinęła głową, odchrząknęła i powiedziała zdecydowanie:
- Tak.
- Dlaczego ja? – zapytałem.
Musiałem to wiedzieć. Chciałem się upewnić, jakie motywy nią kierują. Wybrała mnie, bo akurat się napatoczyłem, czy chociaż trochę jej na mnie zależało? Nie, żebym nie skorzystał nawet z tej pierwszej opcji, ale z oczywistych względów wolałem tę drugą. O wiele bardziej ją wolałem.
- Lubię cię – opowiedziała bez wahania. – I ufam ci.
Okej, nie jest źle, pomyślałem.
- Ja ciebie też lubię. Bardzo cię lubię, Paula. Wiem, że prawie się nie znamy, ale…to chyba nie ma żadnego znaczenia – mówiłem, czując, że teraz ja się czerwienię.
Rudzielec uśmiechnął się szeroko. Dłonią musnąłem skórę na kości jej obojczyka, a potem powiodłem nią po jej upstrzonym piegami ramieniu. Dziewczyna zaczęła szybciej oddychać, a ja kontynuowałem.
- Bardziej, niż lubię – powiedziałem, a potem spojrzałem w te jej ogromne oczy.
- Ja ciebie też bardziej…niż lubię – powiedziała z uśmiechem, który kompletnie mnie rozbroił.
Przyciągnąłem ją do siebie i potarłem nosem o jej nos, czym ją rozśmieszyłem. W tej chwili byłem zajebiście szczęśliwy.

Paula
Byłam taka szczęśliwa. Poranna pobudka w łóżku Olka i zabawny SMS od Adasia sprawiły, że unosiłam się w obłokach. Cały czas się uśmiechałam, aż Andrzej zaczął się ze mnie zbijać. Próbowałam być poważna i skupiona, ale za cholerę nie mogłam sie ogarnąć. Gdy przechodziłam obok okna, wyglądałam przez nie w nadziei, że zobaczę Olka. Moje czatowanie w końcu przyniosło rezultaty, bo tak około południa pojawił się obok wybiegu dla koni. Miał na sobie swoje sprane dżinsy i jasnoniebieski T-shirt. Miałam wrażenie, że zaraz popękają mi kąciki ust, tak szeroko się wyszczerzyłam. Uwielbiałam na niego patrzeć. Był taki zgrabny i smukły. Zarzucał blond grzywką jak rasowy członek jakiegoś boys bandu.
Zaśmiałam się w głos i postanowiłam mu o tym napisać w SMS-sie. Rozejrzałam się dookoła, aby sprawdzić, ze nikt na mnie nie patrzy i wystukałam wiadomość. Obserwowałam obiekt moich fantazji, jak wyciąga telefon i odrzuca do tyłu głowę, wybuchając śmiechem. Boże, uwielbiam go, pomyślałam rozmarzona.
Natychmiast dostałam odpowiedź.
Podglądacz i stalker. Policjaaaa!
Tym razem to ja się roześmiałam, ale ten uśmiech nie został na moich ustach zbyt długo, bo zauważyłam kątem oka jak w stronę wybiegu kroczy kobieta. Anna. Jak ja jej nienawidziłam. Miałam ochotę złapać ją za te tlenione kudły i zagrozić, że jeśli jeszcze raz zbliży się do Olka, to ją skopię. Uczucie zaborczości i zazdrości było mi do tej pory obce, ale teraz uderzyło we mnie z siłą, jakiej się nie spodziewałam.
Obserwowałam ich mowę ciała i z zadowoleniem stwierdziłam, że Olek stara się trzymać Annę na dystans. Odsuwał się za każdym razem, gdy się do niego za bardzo zbliżała i próbował nie patrzeć jej w oczy. Ani razu się też do niej nie uśmiechnął.  Nie potrafiłam wyobrazić go sobie bez któregoś z jego szczerych uśmiechów, ale przy tej kobiecie zachowywał kamienną twarz. I bardzo dobrze, pomyślałam.
Stara raszpla, syknęłam w myślach. Czego ona znowu od niego chciała? Miałam ochotę rzucić wszystko i ruszyć mu na ratunek, ale powstrzymałam się ostatkiem sił. Po chwili Anna odwróciła się i odeszła, a Olek wrócił do swojego zajęcia przy wybiegu. Kilka minut później kobieta wkroczyła do kuchni i zwołała wszystkich w jedno miejsce. Przyjrzałam jej się ukradkiem. Miała pełny makijaż i pomalowane na miętowy kolor paznokcie. Anna nie była wyjątkowo ładna, raczej wyjątkowo zadbana. Jechało od niej kasą na odległość, ale nic w tym dziwnego. Pensjonat był zapełniony ludźmi, co za tym idzie, musiał przynosić niezłe kokosy. Nigdy nie byłam małostkowa i nie zazdrościłam nikomu cudzych pieniędzy, bo wiedziałam, że szła za nimi ciężka praca. Nigdy też nie czułam się od nikogo gorsza, tylko dlatego, że mi się nie przelewało, ale czasami nachodziły mnie myśli, że gdyby Adaś urodził się w bogatej rodzinie, to miałby o wiele łatwiejsze i szczęśliwsze życie. I te myśli strasznie mnie przygnębiały, bo nie potrafiłam nic z tym zrobić. Nie mogłam zdobyć kasy z dnia na dzień i nie widziałam przed sobą możliwości, które mogłyby to zmienić.
- Dzisiaj mamy wyjątkową sytuację, więc będę musiała poprosić was wszystkich o zostanie w pracy trochę dłużej – powiedziała i przeczesała ręką włosy. – Mamy dziś spotkanie integracyjne firmy z Warszawy. Potrzebujemy każdej pary rąk. Dziewczyny – popatrzyła na mnie, jakbym była jedynym przedstawicielem tej płci w całym pensjonacie. – Przywdziejcie jakieś porządne ciuchy – wypowiedziała dwa ostatnie zdania, patrząc mi prosto w oczy, dając mi tym do zrozumienia, że moje krótkie spodenki i zwykła koszulka na ramiączkach nie są „porządne” – Najlepiej czarne spodnie i białą bluzkę i bądźcie gotowe na ósmą wieczorem. Chłopaki – tym razem na przedstawiciela gatunku wybrała Andrzeja – tak samo. Będzie sporo pracy – uśmiechnęła się do niego, klasnęła w ręce i dodała wesoło – No to do roboty.
Odwróciła się i stukając wysokimi obcasami, wyszła z gracją z kuchni.
Wróciliśmy do pracy, ale mój humor opadł. Wtedy dostałam kolejnego SMS-a od Olka.
Też będziesz wieczorem na tej imprezce integracyjnej, Rudzielcu J?
Od razu się uśmiechnęłam.
Tak
To będziemy tam razem. Skaczesz teraz z radości? Będziesz mnie mogła obserwować jawnie, bez ukrywania się za węgłem.
Idiota. Chichrałam się teraz jak jakaś wariatka, aż zwróciłam na siebie uwagę jednego z kucharzy, Bartka i panią Krysię. Oboje wymienili rozbawione spojrzenia i wrócili do pracy. Postanowiłam już nie wyciągać telefonu, tylko zająć się robotą, bo wezmą mnie za wariatkę.
W pół do ósmej doczłapałam do swojego pokoju. Miałam tylko pół godziny, żeby przygotować się na to ważne spotkanie integracyjne dla firmy z Warszawy. W myślach przeglądałam swoją garderobę, zastanawiając się, czy mam „porządne” spodnie i równie „porządną bluzkę”. Ze spodniami chyba nie będzie problemu, gorzej z tym drugim.
Byłam w samej bieliźnie, gdy usłyszałam pukanie, dochodzące zza drzwi…łazienki. Uśmiechnęłam się, owinęłam ręcznikiem i otworzyłam je.
- Słucham – wyszczerzyłam się do Olka, który stał przede mną wystrojony jak stróż w boże ciało.
Miał na sobie białą koszulkę polo i czarne dżinsy.
- Gotowa? – podniósł znacząco brew.
- Jak widać nie – wzruszyłam ramionami. – Nie mam żadnej „porządnej” bluzki – dodałam, akcentując ostatni wyraz.
Olek zrobił minę, jakby nie rozumiał, więc powtórzyłam mu słowa Anny i aluzję jaką zrobiła odnoszącą się do mojej garderoby. Chłopak przestał się uśmiechać, a ja pożałowałam, że mu o tym powiedziałam. To była moja sprawa i w zasadzie bardzo mało minie interesowała opinia ludzi takich jak Anna.
- Pusta piczka – Olek wszedł do mojego pokoju i przygarnął mnie do siebie. – Nie jest warta tego, żeby się nią przejmować – odgarnął wilgotne włosy z mojego policzka, nachylił się pocałował mnie. – Jest zazdrosna, bo jesteś od niej lepsza. Pod każdym względem – dodał, patrząc mi prosto w oczy.
I znowu. Znowu to zrobił. Czy mógłby chociaż raz powiedzieć coś niewłaściwego, żebym uwierzyła, że go sobie nie wymyśliłam? Wzruszenie ścisnęło mnie za gardło, bo nikt nigdy nie powiedział mi niczego równie pięknego.
- Nie przejmuję się nią, tylko naprawdę nie mam żadnej koszuli, ani nic eleganckiego. Miałam tu myć gary i obcować z końmi, a nie bawić się w kelnerkę – odpowiedziałam i podeszłam do mojej szafy i raz jeszcze przerzuciłam stertę podkoszulków i krótkich spodenek.
- Zaczekaj – powiedział Olek i przygryzł wnętrze policzka.
Wyglądał uroczo, gdy nad czymś myślał.
- Zaraz wracam – rzucił i zniknął w łazience.
Po kilku minutach wrócił z kilkoma białymi bluzkami i T-shirtami. Spojrzałam na niego nie do końca wiedząc, o co mu chodzi, ale on wtedy rzucił to wszystko na moje łóżko i zaczął w tym stosie przebierać.
- Spróbuj to – wręczył mi białą męską koszulę z długim rękawem.
Przyjęłam ją niechętnie, ale nie miałam wyjścia, musiałam się w cos ubrać. Schowałam się w łazience i ubrałam pospiesznie, bo nie mieliśmy już za dużo czasu. Tak, jak się obawiałam, koszula była za duża o kilka numerów. Całe szczęście, ze był to fason slim, dzięki czemu nie wisiała na mnie jak worek. Wyszłam z łazienki z niezbyt wesołą miną.
- Wyglądam, jak jakieś straszydło w zamku. Tylko mi łańcucha do dzwonienia brakuje – mruknęłam ponuro.
Olek roześmiał się w głos.
- Jeju, chodź tu sierotko Marysiu – wprawnymi ruchami związał poły koszuli na moim brzuchu, a rękawy podwinął wysoko. Marszczenie ukryło węzeł na przedzie i gdy stanęłam przed lustrem, stwierdziłam, że wygląda to naprawdę dobrze.
- Ty naprawdę nadajesz się na chłopca z boys bandu. Nie dość, że perfekcyjnie zarzucasz grzywką, to jeszcze potrafisz stylizować kobiety – powiedziałam z rozbawieniem.
- HA, HA, HA. Bardzo śmieszne. Zbieraj się królowo dowcipu, bo sucz będzie miała kolejny powód do zaczepki.
- No już, już – pobiegłam do łazienki i zrobiłam delikatny makijaż.
Kilka minut później byłam już gotowa. Olek zmierzył mnie od stóp do głów i powiedział:
- Jesteś śliczna.

Nie było w tym żartu, zaczepki, czy taniego podrywu. Serce zakołatało mi w piersi, a policzkach poczułam gorąco. Nic na to nie odpowiedziałam. Wyszliśmy na korytarz, zamknęłam drzwi i ruszyłam do schodów. Olek chwycił mnie niespodziewanie za rękę i splótł nasze palce. Nic nigdy nie było bardziej naturalne, niż ten gest.

*zdjęcia pinterest.com Lindsay Hansen i Wyatt Nash

1 komentarz:

  1. Kocham ich ❤️ kocham to opowiadanie ❤️ Kocham wszystkie Pani opowiadania ❤️

    OdpowiedzUsuń