środa, 26 kwietnia 2017

"Sezon na lisa" Rozdział 18




Paula
Po obiedzie Sara zarządziła, że powinniśmy pojechać nad jezioro, które rzekomo mijali po drodze. Jako najmniejsza ze wszystkich, znowu wylądowałam na tylnym siedzeniu i na kolanach Olka. Wjechaliśmy rozpędzeni na polną drogę, a ja już po raz dziesiąty tego dnia uderzyłam głową o dach. Za każdym razem Paweł wykrzykiwał przeprosiny, ale w ogóle nie zwalniał.
- Chcesz mi zabić dziewczynę? – zawołał Olek.
Chciałam coś powiedzieć, ale kompletnie mnie zatkało. Olek właśnie przyznał na głos, że jestem jego dziewczyną, chociaż nic takiego nie uzgadnialiśmy. Powinnam była się na niego za to zezłościć, ale nie miałam na to ochoty. To było niesamowite usłyszeć z jego ust taką deklarację i to w obecności jego przyjaciół.

niedziela, 9 kwietnia 2017

"Sezon na lisa" rozdział 17

Paula
Przerażona wyskoczyłam z łóżka, ale Olek powstrzymał mnie, chwytając mnie w pół.
- Najpierw zjedz. Nie po to się tak postarałem, żeby się to teraz miało zmarnować – zakomunikował z powagą.
Nie mogłam się powstrzymać i dałam mu soczystego całusa w usta. Po minionej nocy nie miałam już oporów przed takimi gestami. W sumie wcześniej też ich nie miałam…ale nieważne, myślałam chaotycznie. Byłam szczęśliwa, ale wzmianka o jego przyjaciołach, których miałam za chwilę poznać, trochę mnie zdenerwowała. Zdołałam wcisnąć w siebie jedną kanapkę i kilka truskawek, a potem pognałam do łazienki, żeby doprowadzić się do porządku.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

"Adam" Prolog

Zapraszam Was na fragment kolejnej książki, którą rozpoczęłam kilka dni temu i która nie daje mi po nocach spać :D
Piszcie śmiało, co sądzicie.

Adama zobaczyłam po raz pierwszy pewnego jesiennego popołudnia. Zjawił się na progu naszego domu w towarzystwie pracownicy socjalnej. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Miałam wtedy szesnaście lat, Adam był ode mnie dokładnie o rok starszy. Dokładnie, ponieważ oboje obchodziliśmy urodziny tego samego dnia. Wtedy uznałam to za ciekawy zbieg okoliczności, ale teraz myślę, że to nie był przypadek.
Jeszcze żadne dziecko nie pojawiło się u nas w takich nietypowych okolicznościach. Oczywiście nazwanie wyrośniętego siedemnastolatka „dzieckiem” było kompletnie nieadekwatne, ale z przyzwyczajenia takim właśnie terminem posłużyłam się wtedy w myślach. Jednak gdybym miała oceniać jego wiek po oczach, powiedziałabym, że przeżył już chyba ze sto lat.