niedziela, 9 kwietnia 2017

"Sezon na lisa" rozdział 17

Paula
Przerażona wyskoczyłam z łóżka, ale Olek powstrzymał mnie, chwytając mnie w pół.
- Najpierw zjedz. Nie po to się tak postarałem, żeby się to teraz miało zmarnować – zakomunikował z powagą.
Nie mogłam się powstrzymać i dałam mu soczystego całusa w usta. Po minionej nocy nie miałam już oporów przed takimi gestami. W sumie wcześniej też ich nie miałam…ale nieważne, myślałam chaotycznie. Byłam szczęśliwa, ale wzmianka o jego przyjaciołach, których miałam za chwilę poznać, trochę mnie zdenerwowała. Zdołałam wcisnąć w siebie jedną kanapkę i kilka truskawek, a potem pognałam do łazienki, żeby doprowadzić się do porządku.

Zanim jednak wskoczyłam pod prysznic, przyjrzałam się sobie w lustrze. Czy się zmieniłam? Czy ta noc mogła mnie zmienić? Zastanawiałam się. Uśmiechnęłam się do siebie, przesuwając palcami po moim ciele. Nie. Byłam taka sama. To po prostu kolejny etap w moim życiu, który musiałam przejść. Przejście. Tak, to dobre określenie, przyznałam sobie w myślach.
Mimo wszystko czułam się inaczej. Nie przez sam seks. Czułam się inaczej, ponieważ pomiędzy mną, a Olkiem pojawiła się bliskość, której nie czułam z nikim innym. Nikt nigdy tak na mnie nie patrzył, nikt mnie nigdy tak nie dotykał. Nikt nie powiedział mi, że jestem silna i wspaniała. Nikt. Tylko on.
Westchnęłam zadowolona i weszłam pod prysznic. Nie zabawiłam tam długo, bo w każdej chwili spodziewałam się przyjazdu przyjaciół Olka. Jeszcze nigdy w życiu nie denerwowałam się tak przed poznaniem nowych ludzi. W pośpiechu, omal nie poślizgując się na mokrych kafelkach, wypadłam z łazienki i rzuciłam się do szafy, w której miałam tak niewiele ciuchów, a te, które posiadałam, nie nadawały się na wyjścia.
Westchnęłam ciężko i zdecydowałam się na krótkie dżinsowe spodenki i zwykły bawełniany T-shirt w zielonym kolorze. Nie wyglądałam najgorzej, ale też nie było szału. Trudno, nic więcej nie poradzę, pomyślałam, przyglądając się sobie w lustrze. Zrobiłam delikatny makijaż i to było wszystko, co byłam w stanie zrobić, żeby się lepiej zaprezentować. Nie miałam pojęcia, gdzie się wybieraliśmy, ale było mi wszystko jedno. Chciałam po prostu spędzić ten dzień z Olkiem.
Sprawy związane ze szkołą Adama postanowiłam załatwić mailowo w dniu jutrzejszym i jeśli to nie przyniesie skutków, zamierzałam raz jeszcze zerwać się na jeden dzień i załatwić to osobiście.
Gdy szukałam swojej torebki rozległo się pukanie. Podbiegłam do drzwi i natychmiast je otworzyłam. Przede mną stał wyszczerzony do granic możliwości Olek.
- Gotowa? – zapytał.
- Gotowa – odpowiedziałam, biorąc głęboki oddech.
Wróciłam do środka po torebkę i stanęłam przed nim, salutując niezgrabnie. Roześmiał się, chwycił mnie w pasie, a potem przyciągnął do siebie.
- Jezu, jesteś taka słodka – powiedział, wpatrując się we mnie jak w obrazek.
Moje serce wariowało. Podniosłam do góry głowę, żeby mnie pocałował, co zrobił natychmiast, sprawiając, że zakręciło mi się w głowie. Jego ciepłe i delikatne usta wprawiały mnie w stan euforii, a przebywanie w jego towarzystwie było najlepszą rzeczą na świecie.
- Chodźmy już – siłą woli odsunęłam się na kilka centymetrów. – Twoi znajomi pewnie już na nas czekają.
- A niech ta swołocz czeka – rzucił niby od niechcenia, ale widziałam jak z radości skrzyły mu się oczy.
Wszyscy musieli być ze sobą blisko i to było coś, czego mi od zawsze brakowało. Brakowało mi przyjaciół, z którymi mogłabym się wygłupiać, żartować, ale też rozmawiać o tym, co kocham, czego nie znoszę i czego się boję. Odkąd odszedł mój ojciec, zmieniło się moje życie. Teraz jednak nie chciałam o tym myśleć, ani wspominać. Nie lubiłam się nad sobą użalać i płakać w rękaw. Lubiłam działać i patrzeć w przyszłość.
- No chodźmy – pociągnęłam go za rękę w kierunku schodów.
Wciąż wyglądał na poruszonego naszym pocałunkiem, a w oczach miał głód. Przeszedł mnie dreszcz na wspomnienie tego, co robiliśmy w nocy. Poczułam gorąco w podbrzuszu i ciarki na skórze. Pierwszy raz bolał. Bolał jak cholera, ale to była mała cena za to, czego doznałam przed i po bólu.
Musiałam odgonić te wspominki, bo zaraz oboje zawrócimy do mojego pokoju i nie wyjdziemy z niego do jutra.
- Idziemy – zarządziłam po raz trzeci.
- Jezu, dobra – sapnął Olek i chwycił mnie za rękę, a potem splótł nasze palce.
I kto tu teraz jest słodki, pomyślałam rozczulona do granic możliwości i odwzajemniłam ten uścisk.
Wymknęliśmy się na zewnątrz niezauważeni. Nie potrzebne nam były dodatkowe pytanie, czy głupie docinki chłopaków. Nie chciałam także natknąć się na Wiolę. Całe szczęście, że nie było Anny i Krzysztofa, bo na pewno by się do nas przyczepili za sam fakt, że chcieliśmy mieć wolne razem.
- Ostrzegam cię, Marcin to nieokrzesany świr – zaczął z uśmiechem. – Pamiętasz jego karaoke – przypomniał. – Nie wiem, co Kamila w nim widzi, ale wpadła dziewczyna po same uszy.
- Sama ocenię, czy się nadaje – powiedziałam tylko po to, żeby zobaczyć, czy będzie zazdrosny.
- Chyba sobie żartujesz – zatrzymał się pod wierzbą płaczącą, tuż przy ścieżce prowadzącej do głównej bramy wjazdowej. – Powinnaś już dawno być ślepa na innych kolesi – zauważył zupełnie poważnie.
- Przepraszam, ale wciąż mam oczy. Popatrz – wytrzeszczyłam je na niego – I widzę – dodałam.
Olek przechylił na bok głowę i uśmiechnął się.
- Śliczne masz te oczy, ale jak masz się gapić na moich kumpli, to radzę ci się dobrze zastanowić. Poza tym i tak to ja jestem z nich najprzystojniejszy, więc spoko – wzruszył nonszalancko ramionami i ruszył, pociągając mnie za sobą.
Pokręciłam głową i zrównałam się z nim. Dotarliśmy do bramy wjazdowej. Tuż za nią, na piaskowe drodze stało zaparkowane szare auto. Na łące, po przeciwnej stronie drogi wylegiwali się ludzie. Docierały do nas śmiechy i pokrzykiwania. Na twarzy Olka pojawił się olbrzymi szczery uśmiech, którym mnie od razu zainfekował.
Ruszyliśmy w ich kierunku, a w tym czasie Olek wdrażał mnie w powiązania, jakie panowały w grupce.
- Wygląda to tak, Lisico – zaczął – Marcin to mój najlepszy ziomek. Jego dziewczyna, ta tam z nogami w górze – wskazał palcem – to Kamila. Przyjaciółką Kamili jest Sara, to ta druga…Jezu co ona ma na głowie – skrzywił się. – Nieważne. Sarę poznałem przez Kamilę. Od tamtej pory to moja… – na chwilę się zawahał, co od razu zwróciło moją uwagę – moja dobra kumpela. Ten tam, który wygląda, jakby miał kij w dupie, to chłopak…to znaczy od niedawna narzeczony Sary i brat Kamili, Paweł.
W jednej chwili zrozumiałam pewną rzecz. Sara nie była tylko jego dobrą kumpelą, a Paweł, który wbrew temu, co powiedział przed chwilą Olek, wydawał się być rozbawiony i wyluzowany, był jego rywalem. Poczułam bolesny skurcz w sercu na myśl, że Olka i tę dziewczynę coś łączyło i w jednej chwili odechciało mi się tego wypadu. Nie chciałam patrzeć na Sarę, do której Olek czułby coś więcej, niż przyjaźń i nie chciałam poczuć się jak piąte koło u wozu.
- Coś cię łączyło z Sarą? – zapytałam, żeby zdobyć pewność.
Nienawidziłam niedomówień, do których mogłam dopisywać milion różnych scenariuszy.
Olek spojrzał na mnie zdziwiony. Nie wiedziałam tylko, co go w tym pytaniu zdziwiło. Fakt, że się domyśliłam, czy to, że moje domysły były kompletną bzdurą. Bardzo chciałam, żeby to była druga opcja.
- Nie – powiedział pewnie. – Gdy się poznaliśmy…przez chwilę wydawało mi się, że coś z tego będzie, ale Sara była już w trakcie romansu z Pawłem – wzruszył ramionami. – Ale to przeszłość. To już nieaktualne – zatrzymał się i spojrzał mi w oczy, a potem ujął moją twarz w obie dłonie. – Już bardzo nieaktualne, Paula – patrzył na mnie, jednocześnie gładząc mnie szorstkimi palcami po policzkach.
- Okej – odpowiedziałam jedynie, modląc się w duchu, żeby to była prawda.
W tej samej chwili usłyszeliśmy krzyk. Zwróciliśmy się w tamtym kierunku. W stronę Olka biegła roześmiana, ładna dziewczyna z rozwianymi, krótkimi ciemnymi włosami. Olek rozpostarł dla niej ramiona, a ona wpadła w nie, jak piłka do bramki. Kolejny raz moje serce załomotało w piersi. Ze strachu, z zazdrości i żalu, że być może on i ja to tylko wakacyjna przygoda.

Olek
Okręciłem Sarę dookoła własnej osi i postawiłem ją na ziemi.
- Coś ty zrobiła z włosami? – zapytałem zdumiony.
Wyglądała zupełnie inaczej. Ładnie, ale inaczej. Przyglądałem się jej, trzymając ręce na jej ramionach i czekałem na choćby najmniejszą oznakę, że wciąż jest we mnie. Że wciąż mam ją za skórą. Nic się jednak nie pojawiło. Nie mogło, ponieważ w głowie miałem tylko Rudzielca. Od chwili, w której ją zobaczyłem, nie było miejsca dla nikogo innego. Poczułem się wolny i szczęśliwy. Nie musiałem już udawać i zduszać w sobie frustracji za każdym razem, gdy spędzałem z Sarą czas.
- Skróciłam, a co – fuknęła.
- Nic. Wyglądasz dobrze, tylko jak będziesz ze mną gadać, stój tyłem – rzuciłem, a ona walnęła mnie pięścią w ramię.
Potargałem jej krótka fryzurę i przywitałem się uściskiem ręki z Pawłem, który co chwilę zerkał na moją Paulę. Lisica stała sobie cichutko z boku i bawiła się nerwowo paskiem od torebki. Przygarnąłem ją do siebie w geście zaborczości i zacząłem oficjalnie przedstawiać jej tę hołotę.
- Ta z paskudną fryzurą to Sara. Ta w kraciastej…piżamie, to Kamila – uchyliłem się przed lecącym w moim kierunku japonkiem. – Ten wytatuowany badboy, to narzeczony Sary, Paweł. A ten najbrzydszy z przybyłych, to największy cwel pod słońcem, Marcin – przywitałem się z nim skomplikowaną kombinacją uścisków dłoni. – A to jest Paula – zwróciłem się do reszty.
- Cześć – przywitała się słabym głosem.
Mój Rudzielec był strasznie zdenerwowany. Nigdy jej takiej nie widziałem. Wszyscy wpatrywali się w nią z zaciekawieniem. W końcu, widząc skrępowanie Pauli, Sara odezwała się do niej:
- Jak ty z nim wytrzymujesz?
- Ledwie – odpowiedziała i uśmiechnęła się.
- Tak myślałam – zaśmiała się. – Nie na darmo wywalili go aż na Mazury.
- Mówiłem ci, jak do mnie mówisz, stój tyłem – rzuciłem do Sary. – I w ogóle pokaż tego diamenta na tombaku, co ci narzeczony na bazarze kupił – dodałem z rozbawieniem, a Sara z dumą wyciągnęła przede mną dłoń, machając palcami.
- Z tombaku to ty na starość będziesz miał zęby – powiedział Paweł i objął Sarę w pasie. – Obiecaj mi, że go nie zaprosisz na wesele – zwrócił się do niej.
- Obiecuję.
Roześmiałem się w głos. Było genialnie nie czuć zazdrości i ucisku w piersi, gdy na nich patrzyłem. To wszystko zniknęło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różyczki.
- Piękny – powiedziała Paula, przyglądając się sporemu pierścionkowi z równie pokaźnym diamentem.
- Piękna to jest dopiero pedalska grzywka twojego boya – wyszczerzył się do Pauli Marcin. – Kiedy się ujawnia? – zarechotał, do czego dołączył się też mój zdradziecki Rudzielec.
- Zaraz po tobie, debilu – odparowałem. – A ty, konfidencie – pociągnąłem za kitkę Paulę – nie śmiej się z jego żartów, bo jeszcze sobie pomyśli, że jest zabawny.
- Nikt nigdy w to nie uwierzy – odpowiedziała Kamila, która zarzuciła ramię na szyję Marcina.
Brakowało mi ich. Cieszyłem się, że byli tu ze mną, ale najbardziej cieszyłem się z tego, że była z nami Paula. Przytuliłem ją do siebie, gdy reszta zaczęła się wygłupiać. Chwilę gadaliśmy o tym, co się działo, gdy nie było mnie w mieście, a potem zadecydowaliśmy, że pojedziemy do najbliższej miejscowości, żeby coś zjeść.  Mieliśmy tylko jeden samochód, ale zmieściliśmy się na tyle, ponieważ wziąłem moją chudzinę na kolana, a ona przytuliła się do mnie, co jak zwykle mnie rozczuliło.
Kochałem tę dziewczynę tak mocno, że trudno było mi to wyrazić słowami. Chciałem ją chronić i dać jej wszystko, czego tyko zapragnie. To uczucie było silniejsze, niż wszystko inne. Po tym jak mi zaufała i dała mi siebie w taki niesamowity sposób, zrobiłbym dla niej wszystko.
Samochód podskakiwał na wybojach piaszczystej drogi. W pewnym momencie podskoczyliśmy wszyscy na wyjątkowo głębokich wertepach.
- Ałł! – krzyknęła Paula, gdy uderzyła głową w dach.
- Przepraszam – krzyknął Paweł, który prowadził swojego nowiutkiego Volkswagena Tiguana z napędem na cztery koła jak świr.
- Spoko – odkrzyknął Rudzielec, a ja przytrzymałem ją mocniej, żeby nie ucierpiała podczas tej eskapady.
Po trzydziestu minutach dotarliśmy do najbliższego miasta i od razu skierowaliśmy się do pierwszej napotkanej pizzerii. Usiedliśmy na zewnątrz w cieniu olbrzymiego kasztanowca. Dzień był upalny, ale lekki wiatr i zimne napoje schłodziły nam czas, gdy oczekiwaliśmy na zamówienie.
- Paula – zwróciła się Sara do mojego Rudzielca – Masz przepiękny kolor włosów.  To naturalny?
- Niestety – skrzywiła się Paula, a potem nerwowym ruchem odrzuciła kitkę na plecy.
- Co ty pleciesz? – wtrąciła się Kamila, odrywając się od swojej coli z lodem. – Jest genialny. Zamieniłabym się z tobą tu i teraz – zakomunikowała z entuzjazmem.
Marcin uśmiechnął się i przyciągnął ją do pocałunku. Skurczysyn na serio wpadł. Marcin i Kamila byli ze sobą już ponad rok i wyglądało na to, że nic się między nimi nie zmieniło. Na początku byłem pewien, że to jego kolejny jednorazowy wyskok, ale tym razem to chyba było coś więcej.
Weszliśmy z Marcinem do środka, żeby zamówić jakieś browary. Przez szybę obserwowałem Paulę, która rozmawiała z dziewczynami, żywo gestykulując rękoma. Uśmiechnąłem się, widząc jak z każdą minutą rozluźniała się i integrowała z Sarą, Kamilą i…Pawłem. Koleś patrzył na nią z uśmiechem, którym kiedyś, jak wierzyć opowieściom Kamili, zrywał majtki kobietom w każdym wieku. Nie dowierzałem temu, ale wystarczyło spojrzeć na Sarę. Nie chciałem, żeby w ten sam sposób uśmiechał się do mojego Rudzielca.
- Człowieku, to tak na serio? – usłyszałem za sobą głos Marcina.
Wskazał głową na patio i wyszczerzył się głupawo.
- A co? – zapytałem, czekając na jego wygłupy, ale ku mojemu zaskoczeniu, Marcin tylko wzruszył ramionami.
- Fajna jest. Taki słodki kociak – dodał, zabierając część naszego zamówienia. – A przy okazji. Czy wilgotna piw… – zaczął, ale nie dałem mu dokończyć, tylko walnąłem go z płaskiej dłoni w potylicę.
- Debil – powiedziałem i zgarnąłem resztę butelek z piwem, a potem wyszedłem na zewnątrz.
Wiedziałem, że robi sobie ze mnie jaja, ale nie chciałem, żeby ktokolwiek mówił o Pauli w taki sposób. Usiadłem obok niej i wręczyłem jej butelkę zimnego piwa. Chwilę się wahała, ale przyjęła ją i wzięła mały łyk. Potem nachyliła się do mnie i szepnęła mi na ucho.
- Oddam ci za wszystko po wypłacie.
Zmarszczyłem czoło, w pierwszym momencie nie do końca rozumiejąc, o co jej chodzi, ale gdy pojąłem do czego nawiązuje, zrobiłem zniesmaczoną minę. Przybliżyłem usta do jej ucha.
- Nie wygłupiaj się. Odpłacisz mi w naturze – zażartowałem, za co dostałem łokciem w bok. – No, co? – żachnąłem się.
- Głupek – powiedziała i cmoknęła mnie w nos.
Jezu, takie gesty z jej strony mnie rozwalały. Czasami miałem ochot zacałować ją na śmierć, innym razem chciałem zedrzeć z niej ubrania i dogadzać jej całą noc. Wszystko byleby tylko być blisko niej. Musnąłem szybko jej usta, objąłem ją ramieniem i zacząłem bawić się jej kitką. Sara posłała mi wszystkowiedzące i kpiące spojrzenie. Wzniosłem oczy do nieba i westchnąłem ciężko. Pewnie będzie chciała o tym porozmawiać, a dokładniej będzie mnie wypytywać o szczegóły i plany. Wrzód na tyłku.
Kamila zagadnęła Rudzielca o jej studia i gdy Sara usłyszała, że Paula zajmuje się hipoterapią, rzuciła się na nią, jak wygłodniały pies. Po kilku minutach dziewczyny odpłynęły gdzieś daleko, wymieniając się doświadczeniami ze studiów i pracy. Byłem zajebiście szczęśliwy, że Paula czuła się wśród moich przyjaciół dobrze i że reszta tak szybko ją zaakceptowała.
W międzyczasie wjechały pizze i wtedy na chwilę towarzystwo ucichło.
Kiedy byliśmy już syci, zagadnąłem Pawła o jego nową brykę. Facet rozpromienił się, jak dziecko na widok prezentów pod choinką. Nie przyznałbym się do tego głośno, ale zazdrościłem mu tego auta. Na chwilę opuściliśmy dziewczyny, które ledwie zwróciły na to uwagę i ruszyliśmy na parking, gdzie jasnoszary Tiguan błyszczał w słońcu…a przynajmniej tak mi się wydawało. Był dla mnie jak zajebista błyszcząca zabawka, którą chętnie bym się pobawił. Paweł nawijał o koniach i wyposażeniu, aż w pewnym momencie wyciągnął w moją stronę kluczyki.
- Chcesz się przejechać? – zapytał, uśmiechając się pod nosem.
- No, co ty? – wymamrotałem kompletnie zbity z tropu.
Z Pawłem nigdy nie byliśmy na kumpelskiej stopie. Tolerowaliśmy się wyłącznie ze względu na Sarę i w pewnym sensie także Kamilę. Poza tym, Paweł był starszy, miał zajebistą pracę i niezłą kasę. Nic nas nie łączyło. Starałem się nie analizować mojej niechęci do niego, dlatego przyjąłem najprostsze wyjaśnienie - rywalizację o Sarę. Problem leżał jednak głębiej. Po prostu czułem się przy nim gorszy. Nie skończyłem studiów, nie miałem porządnego fachu w rękach, a moje finanse przedstawiały się gorzej, niż średnio. Koleś przewyższał mnie w każdej dziedzinie życia i w jego towarzystwie czułem się jak najtańsza wódka postawiona przy whiskey z najwyższej półki. Byłem za to na siebie (na niego z resztą też) wkurwiony. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, jakim był człowiekiem i jakim mógłby być kumplem, bo w tyle głowy zawsze miałem do niego pretensję o to, że Sara wybrała jego. Teraz, gdy miałem za sobą to dziecinne zadurzenie, skończyły mi się wiarygodne wymówki, żeby kisić w sobie frustrację i poczucie niższości. Poza tym miałem Paulę, a ona wybrała mnie.
- Mówię poważnie – potrząsnął kluczykami Paweł. – Ma zajebiste przyspieszenie, ale jak nie chcesz – wzruszył ramionami i gdy Marcin wyciągnął łapę po kluczyki, Paweł szybko cofnął rękę. – O nie! Ty wara mi od auta. Widziałem jak prowadzisz – powiedział i gdy chciał schować brelok z kluczami do kieszeni, wyrwałem mu je z garści.
Nie mogłem się powstrzymać.
- Wal się – rzucił Marcin i potrącił go ramieniem, a potem ustawił się naburmuszony przy tylnych drzwiach.
- Sam się wal. Nawet Sarze nie daję go poprowadzić, ale niedługo mi wywierci dziurę w brzuchu. Nie mogę przez to spać, bo, kurwa, niedługo będę musiał się ugiąć – sapnął.
- Czymże ja sobie zasłużyłem? – zapytałem szczerze zszokowany.
Paweł wzruszył ramionami i uśmiechnął się pod nosem.
- To za tego rudego słodziaka – rzucił jakby nigdy nic i wsiadł do auta od strony pasażera.
Uśmiechnąłem się, bo w tej chwili zrozumiałem. On traktował mnie jak zagrożenie, ale dzisiaj to się zmieniło. Wszystko się zmieniło.

Wsiadłem za kierownicę i ruszyłem z piskiem opon, żeby sprawdzić, jak zareaguje na to Paweł.
*zdjęcia: pinterest.com Lindsay Hansen i Wyatt Nash

3 komentarze:

  1. Jejku kolejny rozdział niesamowity! �� I ten słodki Rudzielec hehe nie mogę doczekać się kolejnego! ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału ����

    OdpowiedzUsuń