środa, 26 kwietnia 2017

"Sezon na lisa" Rozdział 18




Paula
Po obiedzie Sara zarządziła, że powinniśmy pojechać nad jezioro, które rzekomo mijali po drodze. Jako najmniejsza ze wszystkich, znowu wylądowałam na tylnym siedzeniu i na kolanach Olka. Wjechaliśmy rozpędzeni na polną drogę, a ja już po raz dziesiąty tego dnia uderzyłam głową o dach. Za każdym razem Paweł wykrzykiwał przeprosiny, ale w ogóle nie zwalniał.
- Chcesz mi zabić dziewczynę? – zawołał Olek.
Chciałam coś powiedzieć, ale kompletnie mnie zatkało. Olek właśnie przyznał na głos, że jestem jego dziewczyną, chociaż nic takiego nie uzgadnialiśmy. Powinnam była się na niego za to zezłościć, ale nie miałam na to ochoty. To było niesamowite usłyszeć z jego ust taką deklarację i to w obecności jego przyjaciół.

Natychmiast polubiłam całe towarzystwo. Sara i Kamila były zabawne i totalnie się przy nich rozluźniłam. Marcin cały czas dogryzał Olkowi i przypominał o największych żenadach jego życia. Dowiedziałam się na przykład, że kiedyś Olek nosił długie włosy, przez co nazywali go Tarzanem. Kiedy Marcin mi o tym powiedział, myślałam, że umrę ze śmiechu. Żałowałam tylko, że nie miał ze sobą żadnego zdjęcia Olka z nastoletnich czasów. Obiecał mi jednak, że specjalnie dla mnie wygrzebie zdjęcie Tarzana-Olka i wyśle mi je na maila. Nie mogłam się już doczekać, kiedy będę mogła nim podręczyć tego biedaka.
Jeśli miałabym z tej grupki wybrać osobę, do której poczułam największą sympatię, to byłby to Paweł. Oczywiście nie przyznałabym tego głośno, bo Olek uznałby, że Paweł po prostu mi się spodobał i byłby zazdrosny. Nie podlegało dyskusji, że facet był bardzo przystojny, ale nie to mnie w nim najbardziej zainteresowało. Podobał mi się jego spokój, który dawał poczucie bezpieczeństwa. Paweł żartował i był wyluzowany, ale wyczuwałam w nim taką dojrzałość, jaką w pewnym wieku osiągają faceci. Być może chodziło tu o to, że trochę przypominał mi mojego tatę, a może po prostu był sympatyczny. 
 Najbardziej fascynowała mnie jego relacja z Sarą. Dziewczyna wydawała się być zwariowana. Potrafiłam sobie wyobrazić, dlaczego Olek się nią zainteresował, ale nie chciałam tego głębiej analizować. Nie teraz. Wyglądało na to, że Paweł i Sara dobrali się na zasadzie kontrastu – ona spontaniczna, on ułożony. Po prostu się dopełniali, bo tego, że byli w sobie bardzo zakochani, nie dało się ukryć.
Marcin i Kamila byli zbliżeni charakterem do Sary. Cały czas się wygłupiali i dogryzali sobie. Miło się na patrzyło na całą paczkę i równie miło było być jej częścią.
Odkąd skończyłam dwanaście lat, nie należałam do żadnej grupy przyjaciół. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo byłam samotna. Chyba od zawsze. Teraz wydawało mi się, że znalazłam się w zupełnie innym świecie. Byłam beztroska i po prostu młoda. W czasie drogi wysłałam Adasiowi kilka zdjęć z moimi i Olka wygłupami. Braciszek w odpowiedzi wysłał mi śmiejącą się histerycznie buźkę. Bardzo chciałam, żeby był tu ze mną, ale najbardziej na świecie chciałam, żeby poznał w życiu przyjaciół i żeby nigdy nie musiał być sam. Przyrzekłam sobie, że zrobię wszystko, żeby nie spotkał go taki los.
Olek naprawdę wyglądał, jakby jego zaszłości z Sarą były tylko…zaszłościami. Poczułam olbrzymia ulgę, ponieważ nie mogłabym znieść świadomości, że wciąż coś do niej czuje.
- Długo jeszcze? – zapytała Sara, wychylając się przez boczną szybę.
Siedziała na przednim siedzeniu i wierciła się niecierpliwie. Była typowym niespokojnym duchem, który cały czas musiał gdzieś gnać. Byłam ciekawa, jak godzi ten swój temperament przy pracy z dzieciakami. Skąd bierze cierpliwość i opanowanie. Bardzo mnie zaskoczyła informacją o tym, że dzieliła ze mną chęć rozwijania się w terapii rozwojowej dzieci. Pomimo pierwszych niepewności co do jej relacji z Olkiem, szybko zapałałam do niej sympatią.
- Spokojnie, już dojeżdżamy, upierdliwcu – odpowiedział Paweł i posłał jej słodki uśmiech.
Zatrzymaliśmy się na skraju lasu, do którego nie dało się już wjechać autem, ponieważ ścieżka była zbyt wąska.
- Niby jesteś taka drobniutka, ale swoje ważysz – odezwał się Olek.
- Sam swoje ważysz – odszczeknęłam się bardzo inteligentnie.
- To na pewno – zaśmiał się. – Wyskakuj, Rudzielcu – pociągnął mnie za kitkę.
Uwielbiał to robić. Lubił bawić się moimi włosami, a czasami nawet je wąchał, gdy myślał, że tego nie widzę. Uwielbiałam go. Uwielbiałam go w każdym wydaniu i każdej sytuacji. Wiedziałam, że jestem zakochana po same czubki włosów i na pewno nie patrzę na niego obiektywnie, ale miałam to gdzieś. Było mi strasznie dobrze. Nigdy czegoś takiego nie czułam i nie zamieniłabym tego uczucia na żadne pieniądze świata.
Olek wziął mnie za rękę i ruszyliśmy leśną ścieżką, wiodącą wśród młodych brzóz.
- Skąd wiecie, że tam jest jezioro? – zapytałam ciekawa.
Z miejsca, w którym zaparkowaliśmy, nie było niczego widać i na pewno nie mogli go zobaczyć z drogi.
- Szósty zmysł Marcina. Węchem wyczuwa każdy zbiornik wodny – wyjaśnił z powagą Olek. – Ten talent przekłada się też na wyszukiwanie knajp – dodał.
Uśmiechnęłam się.
- A tak na serio, to GPS nam tak mówi. Oby miał rację, bo zaraz się ugotuję – jęknęła Kamila i poruszała bluzką, żeby odegnać od siebie gorąco.
Dotarliśmy na skraj młodego lasku, za nim jaśniała w słońcu zarośnięta wysoką trawą polana. Zrobiło się tak duszno, że ledwie dało się oddychać.
- No i co, geniusze? – zapytała Sara.
- Daj mi tego GPS-a – Marcin wyciągnął rękę do Pawła po urządzenie.
- Nie – odsunął się. – Pokazuje jak wół, że w tym miejscu powinno być jezioro. – Nic tam więcej nie zobaczysz wróżu, Marcinie – zakpił.
- Dlaczego się z nim zadajemy? – zwrócił się do Kamili ze zdezorientowaną miną Marcin.
- Bo to mój brat – odpowiedziała znudzonym tonem.
- No tak – odparł, wznosząc oczy do góry.
Paweł uśmiechnął się tylko pod nosem i wyłączył GPS, a potem wyciągnął swój telefon i uruchomił przeglądarkę internetową.
- Dobra, tam – wskazał palcami na koniec polany. – Jeśli za polaną i skupiskiem drzew nie ma wody, to zawracamy – zadecydował i jako pierwszy wszedł na polanę.
- Tylko uważajcie, bo w tych zaroślach mogą być żmije – zawołał Olek i posłał mi znaczący uśmiech.
Kamila zatrzymała się nagle na skraju polany i spojrzała pod nogi. Miała na sobie japonki i jednoczęściowy kostium w paski z krótkimi ramiączkami i spodenkami.
- Nie ma mowy. Przecież ja się dostarczam wszelkiemu paskudztwu w tej trawie jak na tacy – powiedziała i zadrżała. – Na bank mam już na sobie zaboleriozowanego kleszcza, za żmije serdecznie podziękuję – założyła ręce na piersi.
Marcin westchnął i podszedł do niej, a potem stanął do niej tyłem i lekko się nachylił.
- Właź – polecił, a potem zwrócił się do Olka: – Wielkie dzięki.
Kamili nie trzeba było dłużej przekonywać. Rozpędziła się i wskoczyła mu na plecy.
Paweł odwrócił się w stronę Olka i zrobił gest, jakby przybijał mu piątkę. Sara miała na sobie trampki i raźnie ruszyła w trawę, depcząc po piętach Pawłowi.
- A ja? – założyłam ręce w takim samym geście jak Kamila i udałam naburmuszoną.
- Wskakuj, Lisku – Olek ustawił się na skraju polany i pochylił się, posyłając mi jeden z tych swoich obezwładniających uśmiechów.
- Może się zamienimy? – stęknął do Olka Marcin, za co dostał od Kamili klapsa w tyłek.
Wskoczyłam na plecy Olka, a on pognał przed siebie, wyprzedzając resztę. Objęłam go mocno ramionami za szyję i śmiałam się w głos, podskakując na jego plecach. W kilkanaście sekund przegalopowaliśmy na przeciwległy kraniec zarośniętej polany. Zdyszany Olek nie zatrzymał się tam jednak. Biegł dalej, pokonując w ekspresowym tempie mały zagajnik.
Gdy dotarliśmy na jego kraniec, zatrzymał się gwałtownie i zasyczał:
- Ciii.
Zeskoczyłam z jego pleców i zrobiłam zdezorientowaną minę. Olek wziął mnie za rękę i wskazał na pobliskie zarośla. Przykucnęliśmy, a wtedy je zobaczyłam. Para lisów buszowała pomiędzy krzewami, zupełnie nieświadoma naszej obecności. Uśmiechnęłam się szeroko, a Olek chwycił mnie za kucyk.
- Miałem rację. Taki sam jak ich ogony – powiedział zdyszanym szeptem. 
Miał rozwiane włosy i czerwone policzki. Wpatrywałam się w niego jak w obrazek. Chciałam coś powiedzieć, ale nie zdążyłam, bo Olek przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Bardzo namiętnie i z uczuciem. Pomimo panującego upału, poczułam na całym ciele dreszcze. Byłam rozpalona i podniecona. Pragnęłam go i miałam nadzieję, że dzisiejszej nocy będziemy mogli znowu się kochać. Olek uśmiechnął się, jakby podsłuchał moje myśli. Podniósł się i podał mi dłoń. Otrzepaliśmy się z traw i gałęzi, które przyczepiły się do naszych ubrań.
Lisy pierzchły gdzieś w gęste zarośla.
- Chodź – powiedziałam do Olka, ciągnąć go za rękę. – Będziemy pierwsi.
Pognaliśmy przed siebie, przeskakując coraz wyższe i gęstsze kępy traw i zarośli. Nagle zaroiło się od owadów, a przede wszystkim komarów i olbrzymich ważek.
- Wyglądają, jak małe helikopterki – zauważyłam, gdy dość spory okaz przeleciał mi przed nosem.
Olek spojrzał na mnie i roześmiał się.
- Masz rację – przyznał.
Pokonaliśmy wysokie zarośla i zobaczyliśmy to, za czym wszyscy tęskniliśmy w tym upale. Jeziorko. Małe, ale jakie zachęcające.
- Jeeeest! – krzyknęłam do reszty, która dopiero przedzierała się przez chaszcze.
- Aaaaaa! – odkrzyknęły jednocześnie dziewczyny i po kilku sekundach były już przy nas.

Olek
Dotarliśmy nareszcie do jeziora. Upał narastał z każdą kolejną godziną. Dochodziła szesnasta, a w powietrzu panowała taka parnota, że trudno było oddychać. Kiedy zobaczyłem jezioro, od razu chciałem się do niego rzucić, żeby się trochę schłodzić po tych naszych wygłupach. Byłem spocony i chyba śmierdziałem.
Obeszliśmy to bajoro i znaleźliśmy mikroplażę, na której się rozłożyliśmy.
Sara i Kamila od razu zrzuciły z siebie ubrania i zostały w samych kostiumach kąpielowych. Kiedyś widok Sary w takim stroju na pewno przyprawiłby mnie o palpitację serca, ale dziś, co zanotowałem ze zdumieniem, w ogóle mnie nie ruszył. Owszem, zauważałem jej wszystkie walory – była zajebiście zgrabną dziewczyną – ale nie czułem palącej potrzeby sprawdzania tego wszystkiego za pomocą dotyku. Już nie. Było to dziwne uczucie, jakby ktoś ściągnął ze mnie klątwę.
Przeniosłem wzrok na moją wybawicielkę. Rudzielec przyglądał się dziewczynom, które z głośnymi wrzaskami, rozbryzgując dookoła wodę, wbiegały do środka.
- No, chodźcie! – krzyknęła Sara.
Paweł zrzucił koszulkę i szorty. Paula powiodła wzrokiem po jego ciele, a mnie zalała krew. Ten cholerny cwaniak i te jego tatuaże. Czy musiał się rozbierać, żeby się wykąpać? Czy nie mógłby wyglądać jak normalny koleś? Jak na przykład Marcin i te jego chuderlawe nogi.
Zrzuciłem pospiesznie T-shirt i stanąłem naprzeciwko Pauli, zasłaniając jej widok Pawła.
- Wchodzimy? – zapytałem głośno i wyraźnie, dając jej do zrozumienia, że ma się skupić na mnie.
Paula uśmiechnęła się, a potem zrobiła zmartwioną minę.
- Nie mam ze sobą stroju – wzruszyła ramionami.
- I co z tego. Ja nie mam kąpielówek – żeby ją zachęcić do rozebrania się, ściągnąłem spodnie i zostałem w samych gaciach – Voilà.
- No nie wiem – zawahała się.
- Paula! Wskakuj – krzyknął Paweł.
Rudzielec posłał mu szeroki uśmiech i odkrzyknął:
- No dobra!
O nie, kurwa, pomyślałem wściekły i cholernie zazdrosny.
- A więc to tak? – założyłem ręce na piersi. – Podoba ci się? – zadałem pytanie.
Wcześniej to były wygłupy, ale teraz autentycznie się wkurzyłem.
- Co? Jezioro? – odpowiedziała, ściągając spodenki i wyglądała przy tym na szczerze zdezorientowaną.
- Paweł – prychnąłem i trochę za bardzo podniosłem głos.
Paula znieruchomiała z szortami w rękach.
- Oszalałeś? – zapytała spokojnie. – Czy za bardzo przygrzało cię słoneczko – dodała i przyłożyła dłoń do mojego czoła. – Tak, zdecydowanie jesteś rozpalony. Trzeba ci zaaplikować zimną wodę i to już – uśmiechnęła się pod nosem.
Robiła sobie ze mnie jaja, ale ja byłem śmiertelnie poważny.
- Pytam poważnie, Paula. Czy on ci się podoba? Jeśli tak, to mów od razu, żebym nie zrobił z siebie błazna – zabrzmiałem jak zazdrosny debil, ale trochę mnie to podkurwiło.
Byłem w niej zakochany i chciałem, żeby była ze mną szczera. Wiedziałem, że to absurdalne pytania i podejrzenia, ale to było silniejsze ode mnie.
- Czyś ty zwariował? – zmarszczyła czoło i jednym sprawnym ruchem zrzuciła z siebie T-shirt.
Została w różowym staniku i białych jak śnieg majtkach. Przełknąłem ciężko ślinę, obejmując wzrokiem jej ciało. Jej mleczna skóra, obsypana piegami działała na mnie jak najsilniejszy afrodyzjak. Złość ze mnie opadła i poczułem się strasznie głupio. Moje uprzedzenia w stosunku do Pawła znowu wzięły nade mną górę. Koleś nic mi nie zrobił, ale ja cały czas widziałem w nim rywala. Spojrzałem na wszystko trzeźwym okiem. Paweł był dla Pauli po prostu miły i chciał ją ośmielić…a ja dostałem szajby.
- Przepraszam – powiedziałem, odsuwając z jej twarzy zabłąkane pasma włosów. – Nie wiem, co we mnie wstąpiło.
Paula wpatrywała się we mnie z zaciekawieniem, ale też z lekkim poirytowaniem.
- Co jest, Olek? – zapytała.
Od razu odkryła, że nie chodzi o zwykłą zazdrość, a właściwie nie tylko o nią. Obiecałem sobie, że z nią o tym porozmawiam, ale nie teraz. Nie chciałam niszczyć tego zajebistego dnia.
- Porozmawiamy, ale nie teraz – powiedziałem i wziąłem ją za rękę. – Ale wiedz, że nie chodzi o nas. Między nami nic się nie zmieniło – zapewniłem.  – Przynajmniej nie z mojej strony – dodałem niepewnie.
- Z mojej też nic się nie zmieniło – odpowiedziała, a ja wypuściłem głośno powietrze z płuc.
Nie wyobrażałem sobie, żeby między nami mogłoby się coś popsuć. To rozpoczęło się jak zwykły wakacyjny romans, ale nim nie było i miałem nadzieję, że i Paula tak to postrzega.
Spletliśmy razem dłonie i wbiegliśmy do jeziora, rozbryzgując głośno wodę. Chłód, który poczułem na skórze przyniósł mi olbrzymią ulgę. Zanurzyłem się razem z głową pod wodę, a Paula poszła za moim przykładem. Otworzyłem oczy. Jezioro było zdumiewająco przejrzyste. Zobaczyłem mojego Rudzielca z szeroko otwartymi oczami. Rozpuściła włosy, które falowały wokół niej, jak welon. Na jej twarzy panował zupełny spokój, a w pewnym momencie nawet się uśmiechnęła. To był najbardziej fascynujący widok, jaki miałem możliwość oglądać. Wyciągnąłem w jej stronę rękę i dotknąłem jej policzka.
Wynurzyliśmy się w tym samym czasie, łapiąc haustami powietrze. Przyciągnąłem Paulę do siebie i posadziłem sobie na biodrach.
- Jesteś taka piękna – powiedziałem, nie zważając na to, czy ktoś nas słyszy.
Mógłbym to wykrzyczeć całemu światu, tak bardzo byłem zakochany. Mokre włosy Pauli miały teraz ciemnobrązowy kolor. Zafascynowany wpatrywałem się w mnóstwo piegów, które zdołały obsypać jej policzki, nos, usta, ramiona i dekolt. Nigdy wcześniej nie lubiłem u dziewczyn piegów, ale teraz…teraz zastanawiałem się, co wtedy było ze mną nie tak.
- Nieprawda – odpowiedziała zawstydzona. – To tylko ty jesteś zaślepiony – zaśmiała się.
- I to jak – odpowiedziałem.
Paula przestała się uśmiechać i niespodziewanie zaatakowała mnie pocałunkiem. Zachwiałem się i wciąż w objęciach wpadliśmy do wody.
Ten dzień był idealny. Gdybym mógł, zatrzymałbym czas. Czułem, że takie idealne chwile nie powtórzą się zbyt szybko.
Leżałem, podpierając się na łokciu obok Pauli i przyglądałem się jak jej włosy, schnąc w słońcu, zaczynają przybierać mój ulubiony odcień. Gładziłem palcami jej odkryte ramiona i wystające kości obojczyka. Jej skóra była w dotyku delikatna jak aksamit.
Naszły mnie nieproszone myśli o końcu wakacji. Zanim poznałem Paulę, miałem konkretne plany. Chciałem wyjechać za granicę, dorobić się tam i za jakiś czas wrócić. Teraz te plany musiałem poddać weryfikacji, ponieważ nie mógłbym zostawić Rudzielca. Nie potrafiłbym tak po prostu zapomnieć o tym, co nas połączyło. Nie mógłbym jej zawieść i opuścić. Paula była silna, odważna i waleczna, ale jak każdy człowiek potrzebowała kogoś, kto chociaż na chwilę mógłby ją przytulić. Kogoś, dla kogo byłaby najważniejsza na świcie.
Nie wiedziałem jednak, co robić dalej. Jak pogodzić moje plany z planami Pauli. Jak ogarnąć to wszystko, żebyśmy nie musieli się rozstawać. Nie chciałem teraz o tym myśleć, ale to było nieuniknione i odsuwanie tego w czasie niczego nie zmieni, a jeśli już, to tylko wszystko pogorszy.
- O czym myślisz? – zapytał mnie Rudzielec.
- O tobie – powiedziałem szczerze.
Uśmiechnęła się leniwie i odwróciła do mnie, przyjmując taką samą pozę.
- I co sobie myślisz? – dopytała kokieteryjnie.
Odgarnąłem kosmyki z jej twarzy i nachyliłem się, żeby ją delikatnie pocałować. Natychmiast wsunęła palce w moje włosy i przyciągnęła mnie do siebie.
- Jezuuu! – zawył obok Marcin. – Świeżynki. Zaraz ochlapiecie wszystkich śliną.
Nie odrywając się od ust Pauli, zgarnąłem nogą kupkę piasku i sypnąłem nią w niego. To był błąd, bo ten czubek złapał mnie za nogę i siłą oderwał od Rudzielca. Zaczął mnie ciągnąć po piasku w stronę jeziora.
- Ratunku! – krzyknąłem do Pauli, a ona chwyciła mnie za rękę i próbowała zatrzymać w miejscu. Śmiała się z tego wniebogłosy.
Sara doskoczyła do niej i złapała mnie za drugą rękę, ale wtedy pojawił się Paweł i razem z Marcinem zdołali mnie przeczołgać w stronę jeziora. Broniłem się zaciekle, ale było ich dwóch i po kilkunastu sekundach znalazłem się w wodzie. Nie darowałem tego Marcinowi i pobiegłem za nim, a potem powaliłem go na ziemię i wprawnym chwytem zablokowałem mu ręce.
- Dzieci w przedszkolu – skomentowała Kamila.
Paweł asystował przy wrzucaniu Marcina do wody, a potem razem z Marcinem zrewanżowaliśmy się mu tym samym.

Jeszcze długo po okolicy rozchodziło się echo naszych krzyków i śmiechów. To był idealny dzień.


*zdjęcia: pinterest.com Lindsay Hansen i Wyatt Nash

2 komentarze:

  1. Ta piosenka nabiera innego wyrazu z twoim tekstem. Genialny rozdzial

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham <3 i opowiadanie i piosenkę <3

    OdpowiedzUsuń