czwartek, 18 maja 2017

"Sezon na lisa" Rozdział 19


Olek
– Gadaj jak na świętej spowiedzi – huknęła Sara w słuchawkę telefonu.
Od kilku minut próbowałem się wykpić od uzewnętrzniania się na temat mojego związku z Paulą, ale Sara była nieugięta i drążyła jak cholerny kret. Wrzód na dupie.
– Ale co niby mam gadać? – zagrałem na zwłokę.
- Co zamierzasz po zakończeniu pracy? Przecież ona mieszka na drugim końcu Polski – wyjaśniła, jakbym o tym nie wiedział.
- I co z tego? – odpowiedziałem trochę burkliwie, bo ten temat był dla mnie delikatny. – Coś wymyślę.

- Jesteś gotowy się dla niej…nie wiem…przeprowadzić? – zapytała już łagodniejszym tonem.
- Tak – odpowiedziałem automatycznie.
- I co dalej? Przecież miałeś wyjechać za granicę – w głosie Sary pobrzmiewała jakaś dziwna pretensja, która mu się nie spodobała.
- Wybacz Sara, ale to chyba moja sprawa – też  nie zabrzmiałem sympatycznie, ale to były moje prywatne decyzje i nikomu nic do nich.
W słuchawce zapadła cisza, ale tylko na kilka sekund.
- To poważne, tak? – zapytała całkiem spokojnie i w ogóle nieurażona.
- Tak – przyznałem cicho.
- Pamiętaj, że zawsze jestem po twojej stronie.
- Wiem. Dzięki – westchnąłem z ulgą. – Wiem, że to dość skomplikowana sprawa, ale damy z Paulą radę – dodałem raźniej, bo wierzyłem w to całym sercem.
- Na pewno – odpowiedziała. – Bardzo ja polubiłam i uważam, że zajebiście do siebie pasujecie, Tarzanie – zachichotała na końcu.
- Rozłączam się – ostrzegłem, słysząc to przezwisko z nastoletnich lat.
Pożegnaliśmy się i próbowałem wrócić do pracy, ale myślami byłem przy Pauli, która dzisiaj miała odbyć rozmowę z Anną w sprawie dwudniowego urlopu. Rudzielec musiał osobiście pojechać do szkoły, do której chciał zapisać od nowego roku Adasia. Paula musiała go jednocześnie wypisać ze szkoły specjalnej, do której go automatycznie przypisano.
Denerwowałem się, czy ta suka, Anna łaskawie udzieli jej wolnego. Tym razem nie mógłbym towarzyszyć Pauli, bo na pewno nie puszczono by nas we dwoje. Miałem nadzieję, że wszystko się uda, ale w środku przeczuwałem, że nie będzie tak łatwo. Moje złe obawy potwierdziły się po obiedzie, gdy na wybiegu pojawił się przygnębiony Rudzielec.
Odłożyłem siodło, które przygotowywałem do późniejszych przejażdżek wczasowiczów i ruszyłem w jej kierunku.
- I jak? – zapytałem i wziąłem ją za rękę.
Jej mina była już moją odpowiedzią, ale chciałem usłyszeć, co dokładnie się wydarzyło.
- Jak ja jej, Olek, nienawidzę – syknęła, wznosząc oczy do góry.
- Mów – ponagliłem ją, bo byłem zdenerwowany, co wymyśliła ta głupia krowa.
Przeżywałem wszystko, co dotyczyło Pauli i jej rodziny, zupełnie jakby to dotyczyło moich bliskich.
- Powiedziała, że to nie jest praca w biurze, że mogę sobie brać urlopy na żądanie -  sparodiowała jej głos. – I że jeśli pojadę na dwa dni, to utnie mi pensję z całego tygodnia – wykrzywiła twarz z pogardą.
- A to głupie babsko – rzuciłem, wkurwiony. – Ale nie martw się, coś wymyślimy –ująłem jej twarz w obie dłonie i pocałowałem ją w usta.
Paula przytuliła się do mnie ufnie, objęła ramionami w pasie i ułożyła głowę na mojej piersi. Ogarnęło mnie znajome uczucia – czułość i chęć chronienia jej przed całym światem. Nie chodziło o to, że była drobna i wydawała się bezbronna, ale właśnie dlatego, że zbyt długo była silna. Chciałem być dla niej oparciem i kimś, na kogo zawsze będzie mogła liczyć. Chciałem być dla niej wszystkim.
- Nie wiem, co w takiej sytuacji można wymyślić – wymamrotała w moją koszulkę. –A ja muszę tam pojechać i muszę mieć tę pracę – westchnęła zrezygnowana. – Wszystko pod górę.
- A co z twoją matką? Czy ona nie może się tym zająć, chociaż ten jeden raz? – zapytałem, czując gniew na tę kobietę.
Paula popatrzyła na mnie zgnębiona.
- Boję się, że ona nie załatwi tego, jak trzeba. Już widzę, jak zjawia się u pedagog,  a tamta przekonują ją, że Adaś ma iść do szkoły specjalnej. Totalnie jej w tej sprawie nie ufam, a tu chodzi o jego przyszłość – powiedziała i odsunęła się ode mnie. – Sorry, że cię zarzucam moimi problemami. Nie powinieneś zawracać sobie tym głowy – dodała i próbowała wyrwać się z mojego uścisku.
- O czym ty mówisz? – nie pozwoliłem jej wyswobodzić się z moich ramion. –Wszystko, co dotyczy ciebie, dotyczy też mnie, Paula – powiedziałem trochę zdenerwowanym głosem. – Nie zachowuj się tak, jakby między nami niczego nie było.
Paula spojrzała na mnie zbolałym wzrokiem. Musieliśmy poważnie porozmawiać, więc rozejrzałem się dookoła i wciągnąłem dziewczynę do stajni, a potem do składziku, w którym całowaliśmy się po raz pierwszy.
- Paula – zacząłem uroczyście, czując w środku lekki niepokój, od którego zaczynało mnie mdlić. – Ja traktuję nas…poważnie. Chciałbym, żebyśmy nie kończyli tego wraz z zakończeniem pracy w Lisiej Dolinie.
- Ale ja też tego nie chcę – zapewniła gorąco Paula.
Na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Miała poluzowany kok, z którego wymykały się grube pasma włosów. Założyłem jedno pasmo za jej ucho, a Paula przytuliła policzek do mojej dłoni. Pamiętałem taki sam gest na stacji benzynowej, gdy wybraliśmy się na krótkie wagary. Wzruszył mnie wtedy, wzruszył mnie tak samo i teraz.
 - Więc nie mów proszę, że mnie czymś zamęczasz – pogładziłem ten jej spragniony czułości policzek i ponownie przyciągnąłem ją do siebie. – Coś wymyślę, nie martw się. Pojedziesz tam, choćby nie wiem co – zapewniłem i pocałowałem ją z pasją, chcąc zabrać od niej wszystkie jej zmartwienia.
Paula oddała pocałunek i przylgnęła do mnie całym ciałem. Było tego zbyt wiele, a ja nie miałem zbyt silnej woli, żeby się jej zbyt długo opierać, dlatego odsunąłem ją na bezpieczną odległość.
- Dziewczyno, ja jestem w pracy. Chcesz, żebym paradował wśród tych wszystkich ludzi i koni z wielkim wzwodem?
Paula zachichotała głośno.
- Jeszcze pomyślą, że tak się jarasz robotą, że przestaną ci za tę przyjemność płacić – rzuciła i roześmiała się jeszcze głośniej, a ja wywróciłem oczami.
Uwielbiałem, kiedy była taka szczęśliwa i rozbawiona. Czasami zastanawiałem się, czy to zdrowe tak mocno kogoś potrzebować, jak ja potrzebowałem jej radości, jej złośliwych uwag i tego jak na mnie patrzyła. Czułem się wtedy, jak najważniejszy człowiek na świecie. Nie jak ktoś, kto był zawsze drugim wyjściem i kolejnym wariantem, tylko jak ktoś, kogo warto postawić na pierwszym miejscu.
- Mała, ruda i złośliwa lisica – skwitowałem, udając że czuję się urażony.
- No co – wzruszyła niewinnie ramionami i ponownie przytuliła się do mnie, jak dziecko.
Każdy taki gest z jej strony kompletnie mnie roztapiał. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś podobnego.
- Nie martw się. Coś wymyślę, żebyś mogła wyjechać choćby na jeden dzień. Ja zostanę i będę cię krył wszelkimi sposobami – zapewniłem szczerze, bo taki miałem zamiar.
- Wiem – odpowiedziała tylko i to mi wystarczyło.

Paula
Wieczorem, gdy zostałam już sama i kończyłam ostatnie porządki, w kuchni pojawił się Olek. Słuchałam muzyki z telefonu i w pierwszej chwili nie zauważyłam go. Bujałam się w takt hipnotyzującego utworu (Shayna Zaid, It's You) i na chwilę zapomniałam o moich kłopotach, a było ich sporo. Jedynym światłem w tunelu był zawsze Olek. Przy nim wszystko wydawało się takie łatwe i osiągalne. Czułam, że cokolwiek mnie spotka, jeśli on będzie przy mnie, nic mnie nie złamie. Uśmiechnęłam się sama do siebie, a wtedy poczułam na swojej szyi delikatny dotyk.
Drgnęłam przestraszona i odwróciłam się. Napotkałam jego leniwy uśmiech i rozmarzony wzrok. Miał opaloną twarz i rozjaśnione włosy. Był tak strasznie przystojny, że aż skręcało mnie od tego w środku.
- Kończysz już? Czy masz coś jeszcze do zrobienia? – zapytał seksownym głosem.
- Nie, wszystko już ogarnęłam – odpowiedziałam, czując suchość w ustach.
Podejrzewałam, że tego wieczora coś się między nami znowu wydarzy. Bardzo chciałam się z nim kochać, ale bałam się wyjść z tym pomysłem pierwsza, ale wyglądało na to, że to Olek będzie inicjatorem. Wciąż byłam niepewna i bardzo niedoświadczona, ale przy nim czułam się bezpiecznie. Wiedziałem, że z nim mogę być sobą.
- Dowiedziałem się, że Anna wyjeżdża pojutrze na jakieś targi, czy coś i nie będzie jej przez dwa dni – zaczął. – Sprawdziłem dla ciebie połączenia i jutro wieczorem masz autobus do siebie. Dotrzesz tam późnym wieczorem, na drugi dzień ogarniesz sprawę ze szkołą Adasia i pojutrze będziesz z powrotem. Nikt nie dowie się o twojej nieobecności – mówił, a mi z każdym jego słowem rosło serce.
Uśmiechnęłam się i objęłam go mocno za szyję.
- Dziękuję – cmoknęłam go w szyję, a Olek obrócił mnie dookoła.
- Nie dziękuj – odpowiedział i postawił mnie na ziemi. – Podziękujesz, jak wrócimy – dodał, chwycił mnie za rękę i gasząc w drodze światła, wyprowadził mnie tylnym wyjściem na dwór.
- Dokąd mnie ciągniesz? – krzyknęłam, gdy zaczął biec, targając mnie za sobą, jak matka niegrzeczne dziecko.
- Nie gadaj tyle, tylko przebieraj tymi nogami.
Wieczór był ciepły i rozświetlony księżycem w pełni. Odgłosy parskających koni, rechot żab i cykających świerszczy, tworzyły nocną muzykę, która wcale nie nastrajała do odpoczynku. Byłam bardzo rozbudzona i niecierpliwa. Docieraliśmy właśnie do stajni.
- Znowu stajnia? Czy tu chodzi o twój wzwód? – zapytałam, parskając.
- Po części – odpowiedział rozbawiony.
Zamiast skręcić do stajni, Olek pokierował nas na wybieg dla koni.
- O co chodzi? Co ty kombinujesz? – zapytałam zdyszana.
Miałam zamiar wydusić z niego informację, ale wtedy zobaczyłam dwa osiodłane konie. Arin i Stokrotka skubały trawę i trącały się co chwilę łbami.
- Chciałbym się z tobą wybrać na przejażdżkę – wyszczerzył się.
- Teraz? – zapytałam zdumiona, ale jednocześnie poczułam ogromną ekscytację.
- A czemu by nie. Zwierzęta muszą się trochę wybiegać, a ja jeszcze nie miałem okazji na cwał – podszedł do ogrodzenia, otworzył je i wyprowadził konie.
Przejęłam od niego wodze i czekałam aż zamknie zagrodę na skobel.
- Którego bierzesz? – zapytał.
- Arina – odparłam bez wahania i wskoczyłam na jego grzbiet.
Ogier trochę podreptał w miejscu, prychnął kilka razy, ale gdy pociągnęłam za wodze, przystanął posłusznie. Był bardzo pobudzony, co w ogóle mnie nie dziwiło. Wczasowicze zazwyczaj odbywali krótkie przejażdżki po wybiegu, albo na terenie pensjonatu. Moje zajęcia to też był spokojny spacerek, a konie potrzebowały ruchu.
Olek wsiadł na grzbiet Stokrotki i poklepał zwierzę po chrapach. Uśmiechnął się do mnie tym swoim zniewalającym uśmiechem i bez ostrzeżenia ruszył z kopyta. Nie wahając się ani sekundy, ruszyłam jego śladem. Galopowaliśmy przez otwarte pastwisko, które oświetlała księżycowa łuna. Poczułam się jak najszczęśliwszy człowiek na świecie.
Pęd pozbawił mnie spinki do włosów i teraz loki fruwały za mną, plącząc się niemiłosiernie. Nie dbałam o to. Nie dbałam o nic, prócz tej cudownej chwili. Dognałam Olka i zrównaliśmy się w galopie. Chłopak spojrzał na mnie i posłał mi olbrzymi uśmiech, który natychmiast odwzajemniłam.
Trąciłam Arina stopami w bok i ogier przyspieszył, przeganiając Olka i Stokrotkę. Zaśmiałam się głośno, gdy chłopak zaczął coś za mną wykrzykiwać.
Dotarliśmy do niewielkiego zagajnika, o którego istnieniu nie miałam zielonego pojęcia. Okrążyłam skupisko drzew, a tuż za mną pojawił się Olek. Zatrzymałam się i zeskoczyłam z konia, żeby przyjrzeć się bliżej miejscu, ale w tym samym momencie z krzaków coś wyskoczyło i przebiegło obok mnie i Arina. Koń poruszył się niespokojnie, ściągnęłam wodze, żeby mi się nie wyrwał. Wtedy usłyszałam Olka:
- Popatrz tam! – wskazał pagórek, z którego przycwałowaliśmy.
- Wow – sapnęłam, gdy spostrzegłam stado saren, któremu przewodził olbrzymi jeleń z porożem wielkim jak gałąź drzewa, pod którym stałam.
Było tak jasno, że widzieliśmy wszystko wyraźnie. Naliczyłam piętnaście sztuk. Stworzenie, które przemknęło obok mnie i ogiera okazało się być dorodnym lisem. Zwierzę śmignęło w stronę stada, a wtedy, jakby to był jeden organizm, stado ruszyło w galop po polanie.
Przypatrywaliśmy się z Olkiem temu widowisku jak urzeczeni. To był niesamowity spektakl.
- Piękne – powiedziałam na głos.
- Tak – odpowiedział.
Kiedy stado zniknęło w lesie, Olek zeskoczył z siodła i podszedł do mnie, a potem trzymając wodze w jednej ręce, chwycił mnie w pasie drugą ręką. Przyciągnął mnie do siebie i zaskoczył gwałtownym pocałunkiem. Całowaliśmy się jak szaleni, nie musząc się martwić ani o pracę, ani o to, że ktoś nam przeszkodzi. Pocałunek Olka stawał się coraz bardziej namiętny i zaborczy. Zaparło mi dech w piersiach, ale nie potrafiłam się oderwać od jego ciepłych i spragnionych ust.
Na chwile odsunęliśmy się od siebie, żeby móc wziąć oddech. Olek z czułością przeczesał moje roztrzepane włosy.
- Przy tobie wszystko jest piękniejsze – powiedział, a pode mną w tym momencie ugięły się nogi.
- Jaki poeta – zdołałam z siebie wycisnąć, obracając to w żart.
Nie chciałam dać po sobie poznać, jak bardzo jego słowa mnie poruszyły.
- To prawda – mówił poważnie. – Wszystko, co razem robimy jest inne. Jest lepsze – nie przestawał, a mi z każdym jego słowem kręciło się mocniej w głowie.
- I wzajemnie – odpowiedziałam szczerze na co Olek uśmiechnął się nieśmiało.
- Naprawdę tak myślisz? – zapytał, jakby to nie było oczywiste, ale wtedy przypomniałam sobie o tej scenie nad jeziorem, w której Olek stał się nagle taki zazdrosny o Pawła.
Teraz we mnie uderzyło, że ten cudowny chłopak czuje się niepewnie. Być może miało to związek z zawodem, który przeżył przez Sarę, a może chodziło o coś więcej.
- Oczywiście, że tak – przyznałam żarliwie.
Olek ponownie spoważniał i pocałował mnie, ale tak delikatnie, jakbym miała się za chwilę rozpaść.
- Jesteś pierwszą osobą, przy której czuję się…ważny – przyznał, co strasznie mnie zaskoczyło.
- Dlaczego nie czułeś się tak wcześniej? – zapytałam.
Na chwilę uciekł spojrzeniem w bok, ale zaraz ponownie na mnie spojrzał, oblizał usta, a potem przygryzł mocno wargę, jakby próbował znaleźć odpowiednie słowa, którymi mógłby to wyjaśnić.
- Zawsze – rozpoczął niepewnie – Zawsze byłem tym drugim, albo drugą opcją. Nikt nigdy nie postawił na mnie, jako na pewniaka.
- Trudno mi w to uwierzyć.
Uśmiechnął się pobłażliwie.
- Wiem – puścił do mnie oko. – W każdym razie przy nikim nie czułem się tak, jak przy tobie i zacząłem się od tego uczucia uzależniać – dodał z uśmiechem.
- Dla mnie zawsze będziesz pierwszy i najlepszy. Nawet gdybym spotkała cię w tłumie zajebistych ludzi, to i tak zauważyłabym tylko ciebie – powiedziałam, całkowicie się obnażając.
Olek długo się we mnie wpatrywał a potem znowu przyciągnął mnie do siebie i zaatakował głodnymi pocałunkami.

To była najpiękniejsza i najbardziej romantyczna chwila, jaką przeżyłam w moim życiu. Rozpaczliwie pragnęłam, żeby nigdy się nie kończyła i żeby nic nigdy nie stanęło nam na drodze.

*zdjęcia: pinterest.com Lindsay Hansen i Wyatt Nash

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz